skiela1
09.01.12, 16:40
odpowiedzcie mi na takie pytanie ,tylko grzecznie i bez nerwow..
Ja wiem,ze pelnia ksiezyca i wszyscy jakby bardziej nerwowi nawet na Dworcu
No wiec jezeli ktos skarzy sie na bol glowy, Wy mu polecacie np.aspiryne ktora specjanie mu nigdy nie pomaga,wiec polecacie cos innego, jednoczesnie widzac irytacje, bo te tabletki tez cos nie tak mu pasuja...
W koncu zaczynacie tlumaczyc o dobrych wlasciwosciach tego leku, bo jest Wam znany.
Na koniec wychodzi tak,ze facet ma po prostu kaca ,ale ma opory zeby sie do tego przyznac.
A nad wami sie zaczyna wytrzasac zebyscie nie pouczali bo on wie lepiej co dla niego dobre..etc
Powiedzcie mi czy zaproponowanie komus leku (zaznaczam,ze o porade nie prosil tylko stwierdzil fakt wywolujacy dalsza konwersacje, co jak dla mnie jest oczywiste)czy to jest przyjazna rada, czy pouczanie?
Dotyczyc to moze roznych sytuacji nawet tu na forum.Wypowiadacie sie na jakis temat i ktos to odbiera za kazdym razem jako pouczanie,ale tylko was tak traktuje, bo inni jakby mieli taryfe ulgowa.
Mnie sie wydaje,ze takie sytuacje zachodza czesto wtedy kiedy sie kogos (z zalozenia,przez zaszufladkowanie)po prostu nie darzy sympatia.
I w takim razie moje pytanie brzmi - jak mozna wyrazic swoje stanowisko/zdanie/poglady/dobra rade, zeby nie odebrano tego jako pouczanie/wymadrzanie sie...?
Przeciez my nie mamy wladzy nad tym jak nasze wypowiedzi sa odbierane.Czy to nie jest tak ,ze ktos sam ziejacy negatywnymi emocjami widzi te same emocje w innych?
ale sie rozpisalam,moze zagmatwalam to wszystko,ale co tam...