kogucik-2972
23.02.12, 13:54
refleksyjnie będzie.
żyjemy obok bliskich, przyjaciół, znajomych. Spędzamy wspólnie czas, kłócimy się, robimy mnóstwo normalnych codziennych rzeczy. Narzekamy - a ten to maruda, tamten taki, ona inna. Coś nas u kogoś drażni, coś śmieszy, coś irytuje. I nagle ktoś znika. Był i nie ma. Zabawne jak wtedy radykalnie zmienia się myślenie o tym co odszedł. Nikt nie pamięta co go drażniło - nikt nie pamięta kłótni, sporów. Ktoś kto odszedł staje się wyjątkowy - dopiero wtedy widzimy jaki był dla nas ważny. Nagle obok nas powstaje wielka luka, której już nie sposób zapełnić. Wracają wspomnienia - o dziwo wszystkie najlepsze - wesołe, dobre - ktoś kto odchodzi przestaje być naturalnym elementem naszego codziennego życia. Staje się - pamięcią - o wszystkich dobrych chwilach.
tylko....czy nie lepiej wyjść temu na przeciw i traktować wszystkich wkoło właśnie tak ? Pamiętając że każdy z nich kiedyś odejdzie. Co mu po naszych dobrych wspomnieniach, kiedy go już nie ma. TERAZ jest ważne żeby bliski wiedział jak bardzo jest potrzebny i ważny. Nie w kaplicy pod stertą wieńców.