cieplanata
04.03.12, 18:56
Był sobie lew, piękny, groźny miał stado składające się z lwic i młodych lwów oraz lwiątek . Lew był dumny, wszyscy się go bali. Za stadem włóczyła się gromada szakali, małe to, pokraczne, wiecznie szczekające. Szczekały sobie szakale wykrzykiwały groźby pod adresem lwa, ale gdy lew tylko się odwrócił w ich stronę i spojrzał, szakale z podwiniętymi ogonami skomląc uciekały w krzaki, bały sie lwa, bały się stada lwa. I tak trwało to kilka lat. Pewnego razu lew chciał pobyć sam, może się pokłócił z lwicą nie wiadomo, poszedł w swoja stronę, gromada szakali pobiegła za nim. Szczekały, podgryzały i było jak poprzednio, gdy się lew odwrócił, spojrzał groźnie, zaryczał, szakale uciekały, ale teraz lew był sam, szakale coraz bardziej podgryzały, coraz bliżej podchodziły, lew był zmęczony , nie miał oparcia w stadzie.
Trwało to kilka dni, lew coraz bardziej zmęczony, szakale coraz bardziej bezczelne, podgryzały coraz mocniej, po kawałeczku raniły, lew zmęczony ranny opadał z sił, aż uległ, został pokonany.
A jaki z tego morał? nawet wielkiego i mądrego lwa, mogą pokonać małe, wstrętne i złośliwe zwierzęta, gdy jest ich kupa