toksyczne związki

05.01.15, 23:56
cz. 1

rozpoznanie.


nieświadomemu wydaje się, że to przypadkowość. Nic bardziej mylnego. Ofiary są dobierane bardzo starannie. Wg ściśle określonych cech.
Obserwacje.
Cierpliwość.
Kiedy trafi się wreszcie pasujący element - można przystąpić do dzieła.
Zwykle zaczyna się niewinnie.
Ot zaczepka "w sprawie"
jakiejkolwiek - pozornie - naprawdę zaczepka jest dopracowana na podstawie obserwacji.

Haczyk z przynętą rzucony.
Zwykle bardzo skutecznie.
    • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 00:01
      cz. 2

      oswajanie


      następuje etapami.
      Skuteczną metodą jest pozorowanie zaufania, wyrażanego w opowieściach z "własnego życia"
      dziwnym trafem - zwykle są one drastyczne, tragiczne - wywołujące u odbiorcy normalny - dla normalnego człowieka - odruch współczucia.
      Ale i zmuszające do kredytu zaufania.
      Ktoś, kto "obnaża" się w taki sposób - przecież musi budzić zaufanie.
      Oswajanie to najważniejszy etap - będzie kluczowym elementem w dalszym postępowaniu.
      Zdobycie zaufania i nawiązanie więzi emocjonalnej - to podstawa rozwijającego się toksycznego związku.
      Bez tego elementu by się nic nie udało.
      • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 00:12
        cz. 3

        smycz

        plan wymaga strategii utrzymania kontroli.
        Misternie budowana sieć nie może mieć dziur.

        podstawy już są - wzbudzając zaufanie dramatyzmem własnych opowieści - agresor ma już zaplecze informacji ofiary - informacji - które posłużą za smycz - do manipulacji i do kontroli. Często do szantażu, w tym szantażu emocjonalnego.

        Kontrola w takim układzie jest kluczowym elementem. Bez niej plan się nie powiedzie.
        Umiejętne założenie smyczy gwarantuje sukces.
        Ta smycz nie jest przypięta do obroży.
        Ta smycz jest przypięta do dławika.
        • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 00:21
          cz. 4

          dławik

          to taki szubieniczy sznur. Im bardziej się próbujesz uwolnić, tym on się mocniej zaciska.

          Zanim się człowiek spostrzeże - jest kontrolowany.

          Człowiek zwykle ma odruchy obronne. Przychodzi moment, że zaczyna zauważać - że coś jest nie tak.
          Tyle, że w takim układzie refleksja przychodzi zwykle za późno.

          Zaczyna się toksykologia relacji.

          pierwszym etapem jest szantaż.

          kiedy człowiek orientuje się, że wlazł w bagno - naturalnym odruchem próbuje się wydostać.
          Ale jak, wobec argumentów...

          samobójstwo
          szpital
          operacja
          nikogo nie mam
          samotność
          pomóż
          on mnie bije
          on mnie zdradza

          szantaż emocjonalny. Jeden z trudniejszych do pokonania dla normalnego człowieka, z normalnym poziomem empatii.

          Pierwszy węzeł zaciśnięty.

          cdn.
          • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 08:10
            cz.5

            klatka



            od momentu zwrócenia na siebie uwagi, zdobycia zaufania zaczyna się budowanie klatki.
            Zaczyna się od drobiazgów.
            pożyczka drobnych kwot
            wyświadczanie drobnych przysług

            zaczyna się też izolowanie ofiary

            plotki, oparte na wcześniej wyciągniętych informacjach
            kontakty ze znajomymi - oczywiście - "tylko nikomu nie mów" ale....
            manipulacja w celu zrażenia wszystkich wkoło
            to ważny krok do przejęcia kontroli

            na tym etapie ofiara zaczyna odczuwać dyskomfort, gdyż powoli pojawia się poczucie osaczenia
            • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 11:16

              "na tym etapie ofiara zaczyna odczuwać dyskomfort, gdyż powoli pojawia się poczucie osaczenia "

              .. i, teraz już coraz wyraźniej, osamotnienia. Plotki i rzucane od niechcenia nieprawdziwe informacje, robią swoje. Wspaniale to wszystko wypunktowałeś smile

              Agresor prawie że szczęśliwy. Ma ofiarę "na własność". Ale okazuje się, że to mu jeszcze za mało.... No bo to "poświęcenie" i "dobro" agresora powinno być bardziej docenione. Uczucie. Brak jeszcze wielkiego uczucia, które byłoby zwieńczeniem tej "ofiarności" agresora, tym bardziej, że agresor dochodzi do wniosku, że ta jego "ofiarność" musi być spowodowana uczuciem do ofiary, dużym uczuciem, no bo w imię czego miałby być taki "ofiarny" i tak się "poświęcać" dla ofiary ... No więc to uczucie agresora "rośnie" w miarę upływu czasu i ... zaczyna żądać od ofiary tego samego... tym bardziej, że to przyjazne traktowanie przez ofiarę daje mu "dowód", że jego "uczucia" są odwzajemnione.... Ale agresorowi to za mało.... to uczucie ofiary ma być wielkie... oczekuje okazywania go na każdym kroku, zapewnień jaką to ważną rolę odgrywa agresor w życiu ofiary.... Aż przychodzi moment, kiedy ofiara postanawia wyrwać się ze szponów agresora. Agresor czuje, że ofiara wymyka mu się z rąk.... Zdrada! Ktoś w tym maczał palce! ... Ponoć zdradzona kobieta jest jak oszalałe dzikie zwierzę. Niebezpieczna. Mściwa. Nieprzewidywalna.
              No i się zaczyna... Wszystkie kobiece chwyty są dozwolone: płacz, przepraszanie, oskarżanie, wyzywanie, znowu przepraszanie, obiecywanie poprawy - że już nigdy..., wypominanie, wspominanie, nękanie na wszystkie sposoby....

              Wszystko to wypunktowałeś wspaniale, ja tylko dodałam babski punkt widzenia smile takie małe "rozszerzenie" twojego.... Czy trafne? Nie wiem... to tylko mój tok rozumowania big_grin
              • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 12:53
                coco.franelka napisała:


                > .. i, teraz już coraz wyraźniej, osamotnienia. Plotki i rzucane od niechcenia n
                > ieprawdziwe informacje, robią swoje. Wspaniale to wszystko wypunktowałeś smile


                dopiero się rozkręcam wink


                co do reszty - toksyczny związek, to o wiele szersze pojęcie, jak stricte związek partnerski - a raczej pseudopartnerski w takim znaczeniu. Toksyczne związki zachodzą również między rodzicami a dziećmi, między pracodawcami a pracownikami, między tzw przyjaciółmi.

                terminu związek użyłem raczej na określenie wszelkich relacji między ludźmi - gdzie jedna strona próbuje podporządkować sobie drugą, stosując praktyki typu - szantaż np.
                • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:17
                  Tam gdzie są relacje międzyludzkie, tam są i różne związki zależności. Ale ty podałeś kwintesencję związku toksycznego. Może on występować w każdej z relacji i w każdej tak samo wygląda. Jedynie czasem może być bardziej "subtelnie" przeprowadzany, lub być bardziej "gwałtowny", wulgarny, z - czasem - tragicznym zakończeniem. Paranoja, obsesja... czy można mówić o chorobie? Czy o zaburzeniach osobowości? Czy też o "zwichnięciach charakteru"? Czy agresorowi potrzebna jest fachowa pomoc, czy sam się kiedyś "otrząśnie"?

                  PS... może to i masło maślane, ale pamiętaj, że to są babskie przemyślenia.... smile
                  • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:28
                    wszystko się zgadza z jednym szczegółem.

                    toksyczny związek zawsze zaczyna się od subtelności, a kończy na agresji.
                    i to agresji obu stron. Strona osaczona w końcowym etapie, wyczerpując wszystkie inne sposoby, w wyniku braku efektów innych działań - zaczyna się agresywnie bronić - agresor stosuje agresję, najpierw jako próbę zastraszenia w celu odzyskania kontroli, potem jako wyrazu bezsilności, wobec utraty kontroli.

                    dodam na marginesie, że w takich układach, jeśli obecna jest ewidentna przemoc - mówię teraz o przemocy w rodzinie - w skrajnych przypadkach następuje dramatyczny zwrot akcji - ofiara "przyparta do muru" broni się na tyle agresywnie - że częściej dochodzi do zabójstwa oprawcy, niż odwrotnie. Stan niepoczytalności chwilowej. Nie widząc już innego sposobu na uwolnienie się z gehenny - ofiara porywa się na życie własne lub oprawcy.
                    ale to tylko na marginesie, bo o tak drastycznych przykładach nie będę pisał.
                    • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:46
                      Wiesz.... mówiąc o tym prowadzonym bardziej "subtelnie", miałam na myśli np. pracodawcę i pracownika... bo pracodawca nie musi sięgać do agresji, on zwyczajnie zwalnia pracownika i koniec .... albo też pracownik ma dość i bez słowa się zwalnia (chyba, że to nazwiemy odmianą agresji). W innych wypadkach, masz rację, zawsze kończy się agresją. Musi. Zawsze w końcu dochodzi do"wrzenia"... a zaworów bezpieczeństwa nie ma..

                      Czekam na cd. big_grin
                      • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:50
                        agresja miewa różne formy.
                        w relacjach pracodawca - pracownik - agresją na pewno będzie każda forma wymuszenia czegokolwiek - np - zostań po godzinach, przyjdź w sobotę. A jak nie, to na twoje miejsce czeka kolejka chętnych. To jest szantaż właśnie, czyli czysta agresja. Pracownik z reguły ulega - bo boi się zwolnienia. Pracodawca umacnia przekonanie, że ma nad pracownikiem całkowitą kontrolę.
            • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 11:19
              Świetne opracowanie, Kogucie. Taki właśnie jest mechanizm. Pierwszym krokiem, aby się uwolnić, jest zdać sobie z niego sprawę, przeanalizować i poznać dokładnie. Warto zadać sobie taki trud, bo później jest już tylko z górki.
              PS. To chyba jakieś niedopatrzenie, że nie mam bana, ale korzystam z okazji. smile
              • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 12:55
                to korzystaj mądrze, żeby ban nie wrócił.

                co do opracowania - to dopiero początek mechanizmu - ale sukcesywnie uzupełnię do samego końca.


                blondynka.2801 napisała:

                > Świetne opracowanie, Kogucie. Taki właśnie jest mechanizm. Pierwszym krokiem, a
                > by się uwolnić, jest zdać sobie z niego sprawę, przeanalizować i poznać dokładn
                > ie. Warto zadać sobie taki trud, bo później jest już tylko z górki.
                > PS. To chyba jakieś niedopatrzenie, że nie mam bana, ale korzystam z okazji. :-
                > )
                • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:32
                  Wróci, nie wróci... To tylko net, prawdziwe życie jest całkiem gdzieś indziej. smile
                  Cieszę się, że uzupełnisz opracowanie, chętnie poczytam, ale raczej nic mnie nie zaskoczy, bo ja dobrze wiem, na czym polega ten mechanizm i jak się z niego uwolnić.
                  • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:39
                    pisząc - to tylko net - sama siebie ustawiasz w roli tylko nicku - błąd
                    to ludzie. Sama piszesz o różnych emocjach,
                    a przecież tylko nick nie może mieć emocji.
                    Tylko nick nie może mieć doświadczeń
                    tylko nick nie może pisać, że wie o toksycznym związku, bo jest tylko nickiem.

                    nie ma różnicy między przypadkowo spotkanymi ludźmi, sąsiadami, bliższymi czy dalszymi znajomymi a tym "tylko netem"
                    wszystkie relacje - zarówno w necie, jak i poza nim - tworzą tylko i wyłącznie ludzie.

                    nie ma różnicy między pogardliwym traktowaniem rozmówcy na forum, a pogardliwym traktowaniem sąsiada z klatki obok.

                    dobrze by było, żeby ludzie sobie to wreszcie uświadomili - w necie nie tworzymy relacji z maszyną - tworzymy relacje - i to nie raz dość ścisłe - z innymi ludźmi.






                    blondynka.2801 napisała:

                    > Wróci, nie wróci... To tylko net, prawdziwe życie jest całkiem gdzieś indziej.
                    > smile
                    > Cieszę się, że uzupełnisz opracowanie, chętnie poczytam, ale raczej nic mnie ni
                    > e zaskoczy, bo ja dobrze wiem, na czym polega ten mechanizm i jak się z niego u
                    > wolnić.
                    • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 13:53
                      Zgadzam się - nick to człowiek, mój nick to ja ze wszystkimi moimi zaletami, wadami, fobiami, lękami, marzeniami itp. Dlatego właśnie nick, czyli człowieka tak łatwo zranić. Mimo wszystko jednak wirtualne relacje, zwłaszcza jeśli pozostają tylko wirtualne, nie są w stanie zranić MNIE tak mocno/na tak długo/nieodwracalnie, jak te realne, jeśli zawiodą. Bo to jednak tylko net. smile Warto natomiast znać mechanizmy toksycznych związków/manipulacji, bo one są identyczne i w wirtualu, i w realu, a wiedza/zrozumienie pomagają obronić samego siebie.
                      • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:07
                        problem polega na tym, że dziś ludzie przenieśli się całkowicie w ten dziwny świat.
                        Ja wychowałem się jeszcze wtedy, kiedy nie było komórek, laptoków i netu. Dzieciaki bawiły się w zimie na sankach, latem na obozach, rajdach z PTTK, grało się w piłkę, czy jeździło rowerami nad zalew na ryby.
                        Imprezy urządzało się we własnym domu, a nie po lokalach, koleżanki pomagały zrobić żarcie, zamiast czekać aż przyjedzie zamówiony catering. Ze szpulowego magnetofony leciała muzyka, a żeby zmienić kanał w tv trzeba było ruszyć tyłek z fotela.
                        Internet z jednej strony poszerzył perspektywy - bo dziś mogę zobaczyć ciotkę z Ameryki - nigdy w Ameryce nie będąc. Ale z drugiej strony ten sam net bardzo zawęził horyzonty.

                        Jednak nie da się rozdzielić tych dwóch światów.
                        To, że możemy pogadać, mieszkając na dwóch końcach świata, mimo, że formalnie się nie znamy - to jedno.
                        Z drugiej strony nie zwyzywam sąsiada co mieszka dwie klatki dalej - ot tak dla sportu, bo go nie znam, jedynie parę razy widziałem, że do tej klatki właził, no to chyba tam mieszka.

                        Zwykle to, jak traktujemy ludzi tu - przekłada się na nasze relacje bezpośrednie - choć przyznaję, że tu wszelkie patologie nabierają większego wymiaru.
                        • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:11
                          kogucik.2872 napisał:
                          przyznaję, że tu wszelkie patologie nabierają większego wymiaru.


                          No właśnie. smile
                          • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:18
                            tyle, że świadczy to nie o tym, że w realu tzw człowiek jest lepszy. Ten człowiek, prezentujący patologię w realu jest dokładnie taki sam. Stosuje tylko inne techniki kamuflażu.
                            Tu - nadal wydaje się, że można puścić hamulce, bo net stwarza pozory anonimowości.
                            Ale żeby tu puścić hamulce - trzeba mieć do czego.
                            Możesz patrzeć komuś w oczy, kiedy Cię oszuka. Nie ma żadnej różnicy. Zanim zaczęła się era netu - na świecie od zawsze byli sprytni oszuści, złodzieje, mordercy, drobni kombinatorzy i wielcy kłamcy.
                            Kłamstwo patologiczne czy mitomania to pojęcia, które powstały lata świetlne przed internetem.


                            blondynka.2801 napisała:

                            > kogucik.2872 napisał:
                            > przyznaję, że tu wszelkie patologie nabierają większego wymiaru.

                            >
                            > No właśnie. smile
                            • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:31
                              Oczywiście, że nie jest lepszy i oczywiście, że patrząc prosto w oczy (a nie w monitor) może oszukać i zranić. Tylko... Mówiliśmy o relacjach, związkach. To bardzo indywidualne, jak się buduje relacje z ludźmi. Są tacy, którym potrzeba wielu ludzi wokół i siłą rzeczy te relacje są dość powierzchowne i są tacy, którzy idą "w głąb" ze znacznie mniej liczną grupą ludzi. Ja należę do tej drugiej grupy i to, co necie przeszkadza mi najbardziej to powierzchowność relacji. Może także miałam w życiu po prostu szczęście, a może dobrze wybieram, bo żaden z moich realnych przyjaciół nie oszukał mnie nigdy, szczególnie patrząc mi prosto w oczy. To już chyba jednak temat na całkiem inną rozmowę. smile
                              • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:35
                                no właśnie
                                bo teraz chodzi o te toksyczne - a wiadomo, że akurat takich więcej jest właśnie w tym tzw realu, jak tu. Choć i tu miewają dramatyczny przebieg. Dlatego, że ludzie i tu potrafią zawiązać dość bliskie relacje.
                                • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:39
                                  W toksyczne relacje staram się nie wchodzić, ale jeśli już zdarzy się, że wdepnę, zrobię duuużo, żeby się uwolnić. I w realu, i w wirtualu. smile
                                  • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 15:35
                                    toksyczne relacje mają to do siebie, że orientujesz się dopiero wtedy, kiedy jesteś już całkowicie uwikłana - nie można się postarać w nie nie wchodzić - na tym min polega ich toksyczność.
                                    W normalnych relacjach nie masz problemu z pożegnaniem kogoś, kto w jakiś sposób Ci popsuł humor. Relacja toksyczna to przede wszystkim relacja trwająca jakiś czas.


                                    blondynka.2801 napisała:

                                    > W toksyczne relacje staram się nie wchodzić, ale jeśli już zdarzy się, że wdepn
                                    > ę, zrobię duuużo, żeby się uwolnić. I w realu, i w wirtualu. smile
                                    • kogucik.2872 Re: toksyczne związki - idealny film 06.01.15, 16:50
                                      można normalnie oglądać po kliknięciu w link.

                                      www.cda.pl/video/156206f0/Przesladowca---Stalkers-2013-Lektor-PL
                                    • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:31
                                      kogucik.2872 napisał:
                                      nie można się postarać w nie nie wchodzić - na tym min polega ich toksyczność.

                                      Tak, ale gdy się w końcu orientujesz, powoli, po kawałku odkrywasz pełnię toksyczności, możesz ŚWIADOMIE wyjść z takiej relacji. I zdaje się, że do tego właśnie zmierza Twój wciąż niedokończony (a szkoda) poradnik dla zmanipulowanych - do rad, jak z tego wyjść. smile A przecież punktem wyjścia jest zdanie sobie sprawy z ogromu rozpiętej nad człowiekiem sieci, bo dopóki tego w pełni nie zobaczysz/nie zrozumiesz, nie dasz sobie rady, miotasz się tylko, jak mucha złapana w sieć pająka...
                                      Człowiek jednak - na szczęście - różni się od muchy. smile
                                      • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:37
                                        Tobie też polecam zlinkowany film.
                                        Oczywiście - wszystko zależy od rozmiaru. Jednym wystarcza kontrolowanie zachowania ofiary na poziomie - choćby poddawania się drobnym poleceniom - ot dla postronnego nic się nie dzieje - inne kończą się tragicznie.

                                        Film znalazłem ze dwie godziny temu - zupełny przypadek - genialnie pokazuje wszystko co dotyczy takich związków.
                                        Prześladowcami równie często bywają mężczyźni jak kobiety. Nie ma zasadniczych różnic.


                                        blondynka.2801 napisała:

                                        > kogucik.2872 napisał:
                                        > nie można się postarać w nie nie wchodzić - na tym min polega ich toksyczność.
                                        >

                                        > Tak, ale gdy się w końcu orientujesz, powoli, po kawałku odkrywasz pełnię toksy
                                        > czności, możesz ŚWIADOMIE wyjść z takiej relacji. I zdaje się, że do tego właśn
                                        > ie zmierza Twój wciąż niedokończony (a szkoda) poradnik dla zmanipulowanych - d
                                        > o rad, jak z tego wyjść. smile A przecież punktem wyjścia jest zdanie sobie spraw
                                        > y z ogromu rozpiętej nad człowiekiem sieci, bo dopóki tego w pełni nie zobaczys
                                        > z/nie zrozumiesz, nie dasz sobie rady, miotasz się tylko, jak mucha złapana w s
                                        > ieć pająka...
                                        > Człowiek jednak - na szczęście - różni się od muchy. smile
                                        • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:49
                                          Znam ten film.
                                          A okrucieństwo/sadyzm (w tym psychiczny), tak jak parę innych imponderabiliów, nie ma płci. smile
                                          To tylko jakieś skrzywienie, wypaczenie, niedomknięta lub zatrzaśnięta szufladka w mózgu. To wszystko, nie demonizowałabym, ludzie są różni na szczęście. Z punktu widzenia ofiary nie ma żadnego znaczenia, z czego to wynika, najważniejsze jest, aby się uwolnić.
                                          Dokończ opracowanie/poradnik, bo pewnie są tacy, którym się przyda. smile
                                          • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:57
                                            dokończę
                                            choć jeśli znasz ten film - to brakuje tu jedynie fazy, kiedy ofiara "współpracuje", fazy uzależnienia i fazy tłumaczenia złego zachowania sprawcy.
                                            Tu jest przeskok od oswojenia, do końcowej fazy agresji - tylko drobne migawki nawiązują do sedna - ale na tyle dobitnie, że wiadomo w czym rzecz.

                                            Nie ze wszystkim się zgodzę. W przypadku związku podobnego do tego z filmu - decydującym motywem, uniemożliwiającym uwolnienie się jest strach. Tu jest dobrze pokazany - jeśli nie boisz się o siebie - to będziesz bała się o bliskich. Strach jest też jednym ze skuteczniejszych narzędzi do utrzymania kontroli nad ofiarą.

                                            w takim przypadku - i tu też to jest - tylko pomoc drugiej osoby - czasem na siłę, czasem z podobnymi doświadczeniami - jest w stanie przerwać sieć. Ofiara sama nie potrafi - w takim przypadku rozwiązaniem ostatecznym byłoby zapewne samobójstwo.
                                            • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 06.01.15, 19:07
                                              Film to nie życie. smile
                                              A syndrom sztokholmski jest dość dobrze opisany w literaturze fachowej.
                                              Każdy odczuwa strach. Ten, który nie odczuwa, jest idiotą. I odważnym jest nie ten, który strachu nie czuje, lecz ten, który go pokonuje (jakoś tak to było u Szekspira chyba).
                                              Chcesz rozmawiać o filmie? To później, dobrze? smile
                                              • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 19:15
                                                widzisz
                                                parę postów temu napisałem, że film nie opisuje konkretnego wydarzenia, nie jest filmem faktu - ale jest idealnym studium zachowań - dokładnie tak to wygląda - więc w tym przypadku ten film to dokładnie życie.

                                                nie, w tym przypadku nie mamy do czynienia z syndromem sztokholmskim.
                                                Syndrom występuje u ofiar pozbawionych wolności fizycznie - wyrwanych ze swojego środowiska. Tak w potężnym skrócie.
                                                Tu działa emocjonalne uzależnienie - syndrom jest formą obronną.

                                                nie, zaprzeczasz teraz realiom - szantaż jest najstarszą, skuteczną formą wymuszenia. I obawiam się, że w sytuacji, gdyby Twoje dziecko zostało porwane, lub ktoś bliskiemu przyłożył broń do głowy - nie twierdziłabyś że strach jest normalny i należy go pokonywać. To nie tego rodzaju strach. A ofiara poddana długotrwałemu wpływowi toksycznego związku jest zbyt słaba, żeby skutecznie walczyć. Psychika jest zbyt osłabiona.


                                                blondynka.2801 napisała:

                                                > Film to nie życie. smile
                                                > A syndrom sztokholmski jest dość dobrze opisany w literaturze fachowej.
                                                > Każdy odczuwa strach. Ten, który nie odczuwa, jest idiotą. I odważnym jest nie
                                                > ten, który strachu nie czuje, lecz ten, który go pokonuje (jakoś tak to było u
                                                > Szekspira chyba).
                                                > Chcesz rozmawiać o filmie? To później, dobrze? smile
                                                • blondynka.2801 Re: toksyczne związki 07.01.15, 00:00
                                                  kogucik.2872 napisał:
                                                  I obawiam się, że w sytuacji, gdyby Twoje dziecko zostało porwane, lub ktoś bliskiemu przyłożył broń do głowy - nie twierdziłabyś że strach jest normalny i należy go pokonywać. To nie tego rodzaju strach. A ofiara poddana długotrwałemu wpływowi toksycznego związku jest zbyt słaba, żeby skutecznie walczyć. Psychika jest zbyt osłabiona.


                                                  Nie umiem się do tego odnieść z prostego powodu - nic takiego mnie nie spotkało. I mogłabym oczywiście poteoretyzować, że ja to zawsze, ja to nigdy, tylko po co, skoro jesteśmy silni tylko na tyle, na ile nas sprawdzono. Natomiast w toksycznych relacjach, które mnie w życiu spotkały z pewnością ważna była moja odwaga/umiejętność przełamywania strachu. Nadal uważam, że pierwszym krokiem, aby się uwolnić z toksycznej relacji jest uświadomienie sobie, w czym się tkwi, czyli szczegółowa wiedza, a drugim przełamanie strachu. Ja to umiem zrobić.
                                                  I nie napisałam, że strach jest normalny, napisałam, że każdy odczuwa strach, problem w tym, czy sobie nim radzi. Strach paraliżuje i obezwładnia, dlatego jest groźny i dlatego należy go jak najszybciej pokonać.
                                                  A teraz zaczekam na ciąg dalszy Twojego opracowania, bo odchodzimy w dygresje, a ja już powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia.
                            • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 14:37
                              "Ten człowiek, prezentujący patologię w realu jest dokładnie taki sam. Stosuje tylko inne techniki kamuflażu. "

                              Zgadza się, ale jest coś jeszcze.... W realu, załóżmy, nie zwrócimy uwagi na kogoś niechlujnie, brudnie ubranego, do tego "pod wpływem" coś tam bełkoczącego..... A w necie? Nie wiemy jak ten ktoś kto nawiązuje z nami znajomość, wygląda. To, że prześle nam zdjęcie adonisa, nie oznacza, że jest to JEGO zdjęcie. Często zresztą nie przesyła żadnych zdjęć, tylko swój opis. I tu się zaczyna.... Nasza wyobraźnia zaczyna pracować smile Jakoś nigdy nie wyobrażamy tego kogoś jak przysłowiowego menela, wręcz odwrotnie... jako kogoś o sympatycznym wyglądzie. A jeśli jest sympatyczny w wyglądzie, no to i jest ogólnie sympatyczny. Niektórzy z czasem idealizują ten wygląd i zachowanie... i to już jest pierwszy krok do różnych rozczarowań, albo do toksycznego związku, w którym główną rolę odgrywa nasza wyobraźnia..... Często płata nam straszne figle..... wink
                              • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 15:32
                                to tylko ktoś, kto znajomości ocenia po wyglądzie.
                                I tu też mały zonk - gros kobiet powyżej pewnego wieku potrafi sobie tych latek odjąć. Moja osobista babcia, korzystając z tego, że "nie wygląda" na swoje - od 40 lat odejmuje sobie co najmniej latek 20.
                                To samo ? To samo.
                                I znowu nie ma żadnej różnicy.

                                Czy do dyskusji nt polityki, czy do zwykłych wygłupów na forum potrzebuję Twojego rozmiaru stanika ? A niby na co ?
                                Tu interesuje mnie jedynie to, czy ktoś potrafi się bawić, czasem poświntuszyć, czasem poważnie pogadać.
                                Do tego nie trzeba chyba wyglądu adonisa, czy supermodelki. No chyba, że szukasz faceta na poważnie, romansu, czy męża, ale to inna bajka

                                W tym tzw realu jest występuje dokładnie to samo zjawisko. Co prawda widzisz, że ten ktoś jest łysawy i brak mu dolnej czwórki, ale za to nie zweryfikujesz opowieści, gdzie taki ktoś było, kogo to zna, co robił.
                                Najlepszy przykład to - taaaaaaaka ryba - im więcej wędkarz ludzi spotka i się pochwali co złapał - tym szybciej ta sama ryba rośnie w opowieściach.


                                coco.franelka napisała:

                                > "Ten człowiek, prezentujący patologię w realu jest dokładnie taki sam. Stosuje
                                > tylko inne techniki kamuflażu. "
                                >
                                > Zgadza się, ale jest coś jeszcze.... W realu, załóżmy, nie zwrócimy uwagi na ko
                                > goś niechlujnie, brudnie ubranego, do tego "pod wpływem" coś tam bełkoczącego..
                                > ... A w necie? Nie wiemy jak ten ktoś kto nawiązuje z nami znajomość, wygląda.
                                > To, że prześle nam zdjęcie adonisa, nie oznacza, że jest to JEGO zdjęcie. Częst
                                > o zresztą nie przesyła żadnych zdjęć, tylko swój opis. I tu się zaczyna.... Nas
                                > za wyobraźnia zaczyna pracować smile Jakoś nigdy nie wyobrażamy tego kogoś jak prz
                                > ysłowiowego menela, wręcz odwrotnie... jako kogoś o sympatycznym wyglądzie. A j
                                > eśli jest sympatyczny w wyglądzie, no to i jest ogólnie sympatyczny. Niektórzy
                                > z czasem idealizują ten wygląd i zachowanie... i to już jest pierwszy krok do r
                                > óżnych rozczarowań, albo do toksycznego związku, w którym główną rolę odgrywa n
                                > asza wyobraźnia..... Często płata nam straszne figle..... wink
                                • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 17:51
                                  W realu znajomość ocenia się NIE TYLKO po wyglądzie, ale w pierwszym momencie wygląd też coś znaczy. Znajomość, znajomości nie równa. Czy to ma być tylko od czasu do czasu spotkanie się na ulicy, lub służbowe i krótka rozmowa, czy też znajomość, którą będziemy kontynuowali na gruncie prywatnym. Spotkania towarzyskie, wspólne wypady np. do teatru czy kina, zabawy, czy wyjazdy. Jest to już inny rodzaj znajomości - bardziej przyjacielski. I dopiero w tej drugiej znajomości może powstać związek toksyczny. W necie, podczas rozmowy na forum, nie zastanawiasz się jak ten ktoś wygląda, ważna jest wymiana zdań, zabawa, mile spędzony czas... Na forum otwarcie, z obcymi ludźmi nie rozmawiasz o swoim życiu - tak ze szczegółami, nie chwalisz się swoim bogactwem czy też swoimi super dokonaniami.... Dopiero gdy te relacje przechodzą na prywatne łącza - gg, skype, telefon... wtedy już rozmowy stają się bardziej intymne, zdradzają wiele sekretów z życia (lub tylko nam się tak wydaje..) i wtedy to wyobraźnia zaczyna działać. Nie na podstawie rozmów na forum, tylko na podstawie tych z np. skypa... Wtedy też zwykła znajomość przeradza się w związek bardziej zażyły, przyjacielski - nie musi to być zaraz poszukiwanie męża czy żony, czy romansu. Może poszukujemy zwykłej przyjaźni.... I to w takich sytuacjach może rozwijać się związek toksyczny. A gdy się tam rozwinie, to i od czasu do czasu... początkowo... daje znać o sobie na forum np. wtrącone słowo, zdanie, że ofierze zależy na agresorze, albo jakim to przyjacielem jest agresor w stosunku do ofiary.. daje się wyczuć jego zaborczość... A "rozkwita" w końcowej fazie, kiedy to ofiara chce się uwolnić od agresora. Wtedy się robi "nieciekawie" ale... głównie dla agresora. W ferworze "walki" nie widzi, że wszyscy dookoła śledzili ją i dawno już wiedzą, kto jaką rolę w niej pełni.
                                  Nie jestem psychologiem, ale czasem przysłowiowy chłopski rozum wystarczy smile
                                  • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 17:56
                                    obejrzyj film. Ja właśnie kończę. Nawet nie muszę już rozwijać tematu - ten film idealnie pokazuje cały mechanizm, oraz jego konsekwencje. Znalazłem przez przypadek. Doskonałe studium toksycznego związku - ze wszystkimi etapami. Zniszczenia psychiki ofiary - policjantka, również. Obejrzyj. Wygląd ? Nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia.
                                    • coco.franelka Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:05
                                      Ok. ale zostawiam to na późny wieczór,żeby nic mi nie przeszkadzało.. smile
                                      • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 06.01.15, 18:12
                                        jest tam jeszcze coś ważnego

                                        większość bagatelizuje problem toksycznego związku.

                                        Film, chociaż nie jest oparty na konkretnym zdarzeniu - doskonale pokazuje całą scenerię dramatu ofiary. I można go użyć jako schematu - zachowania przełożyć na każdą podobną sytuację - w tym również sytuacje z netu.
                                        Zwróć uwagę na początkowy brak zaangażowania służb, na brak zrozumienia wagi problemu, na zachowanie policjantki. Zwracaj uwagę na zachowanie każdej osoby w tym filmie, bo żadna nie jest przypadkowa, a wszystko tworzy idealną całość.


                                        coco.franelka napisała:

                                        > Ok. ale zostawiam to na późny wieczór,żeby nic mi nie przeszkadzało.. smile
                                        • klara_izydor Re: toksyczne związki 10.01.15, 17:28
                                          smile
            • kogucik.2872 Re: toksyczne związki 22.01.15, 16:06
              cz.6

              pies na łańcuchu



              wkoło zaczynają dziać się dziwne rzeczy
              znajomi nagle dziwnie patrzą, albo milkną w towarzystwie ofiary
              odsuwają się - jeden po drugim
              czemu
              zwykle przez przypadek wychodzi, że oto nagle pojawiło się w otoczeniu milion plot, pomówień, niestworzonych historii
              po co
              żeby zrazić do ofiary wszystkich. Zapewnić sobie wyłączność.
              grając jednocześnie pocieszyciela - przekonując - tylko ja ci zostałem, jesteś sam, wszyscy cię olali

              zaczyna się też gra w poczucie wdzięczności

              - jak byłeś sam, to ja zawsze pod ręką, a jak ja potrzebuję ten jeden (!!! za każdym razem jest "ten jeden") raz - to nie masz czasu, jesteś niewdzięczny, nie potrafisz współczuć itp

              jeśli na tym etapie uda się zaszczepić poczucie winy z powodu "niewdzięczności" potem będzie bardzo trudno się tego pozbyć - poczucie winy jest najbardziej obciążającym psychicznie elementem. Jest najczęstszą przyczyną depresji, nerwic oraz w konsekwencji - samobójstw.




              kogucik.2872 napisał:

              > cz.5
              >
              > klatka

              >
              >
              > od momentu zwrócenia na siebie uwagi, zdobycia zaufania zaczyna się budowanie k
              > latki.
              > Zaczyna się od drobiazgów.
              > pożyczka drobnych kwot
              > wyświadczanie drobnych przysług
              >
              > zaczyna się też izolowanie ofiary
              >
              > plotki, oparte na wcześniej wyciągniętych informacjach
              > kontakty ze znajomymi - oczywiście - "tylko nikomu nie mów" ale....
              > manipulacja w celu zrażenia wszystkich wkoło
              > to ważny krok do przejęcia kontroli
              >
              > na tym etapie ofiara zaczyna odczuwać dyskomfort, gdyż powoli pojawia się poczu
              > cie osaczenia
              >
              • rudka-a Re: toksyczne związki 22.01.15, 18:51
                Magisterke by z tego sklecił smile)
                ciekawe, bardzo ciekawe...
Pełna wersja