kogucik.2872
03.04.15, 11:20
po przeczytaniu artykułu rozumiem, że prawica i jej zwolennicy - te wszystkie moherowe pseudomamusie i pseudobabcie za wartości chrześcijańskie, oraz rodzinne uważają znieczulicę, zwyrodnienia, patologię - byle było poświęcone przez innych zboczeńców w sukienkach.
Można dzieci molestować, gwałcić, bić. Nie można edukować, w celu uniknięcia takich przypadków.
Nie można obwiniać tatusia, wujka, brata, cioci, mamusi o patologiczne zachowania wobec dzieci, gdyż wartością nadrzędną jest utrzymanie stanu rodziny a nie dobro dziecka, które się samo nie obroni.
Gwałt na dziecku nie jest złem, jeśli odbywa się za zamkniętymi drzwiami prawomocnej uświęconej rodziny, lub zakrystii.
Na kampanię zachęcającą rodziców do rozmów z dziećmi, a dzieci do tego, by w pewnych sytuacjach nie były grzeczne (umiały powiedzieć "nie"), alergicznie zareagowała część mediów i organizacji katolickich.
- Chodzi o to, żeby wejść między rodziców a dzieci i pozbawić rodziców prawa do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi poglądami - nie ma wątpliwości cytowana przez Radio Maryja dyrektor organizacji pro-life Human Life International Ewa Kowalewska. - Jest to kolejny punkt walenia w rodzinę, ponieważ w tej chwili tego typu pomysłów i decyzji władz mamy coraz więcej.
dane są zatrważające. Z analiz badań przeprowadzonych w 24 krajach europejskich wynika, że wykorzystywane seksualnie jest aż co piąte dziecko. W Polsce, jak pokazują badania współrealizowane przez FDN, ofiarą molestowania padło 12 proc. nastolatków w wieku 11-17 lat.
tak trzymać mohery !!
- Przedstawiamy po prostu dane empiryczne. Ci, którzy nas za to atakują, mogą mieć pretensje tylko do świata. Zdajemy sobie sprawę, że takie dane mogą przerażać, i apelujemy, byśmy wspólnie zmieniali ten stan rzeczy na lepsze - mówi "Wyborczej". - Tak, w 80 proc. przypadków osobą molestującą jest ktoś bliski. Ale nie mówimy przecież, że koniecznie musi być to rodzic, może to być ktoś z rodziny albo bliskiego otoczenia, np. sąsiadka, trener czy wychowawca.
Zdaniem fundacji dane mówiące o co piątym wykorzystywanym dziecku to wynik bardziej zaniżony niż przeszacowany.
- Przecież to problem, o którym niektóre dzieci zwyczajnie nie mówią. Bo jest to dla nich traumatyczne, bo są zbyt małe i nie mogą same powiedzieć, bo się wstydzą lub nikt ich nie słucha - tłumaczy Skierkowska.
wyborcza.pl/1,75478,17701242,Kampania_o_wykorzystywaniu_seksualnym_dzieci_sola.html#BoxGWImg