Dodaj do ulubionych

niezwykłe przygody panny Ebolanki

19.01.17, 18:07
odc. 1

Drzewiej mędrcy powiadali, że babie do polityki wara. Takie czasy byli onegdaj. Młody atencyją starszyznę raczył, a poważaniem i grzecznością honorował.A i białogłowa swoje miejsce znawszy, w ciszy szacunku, powinności swe czyniła. A wręcz niewidoczną być pragnęła, kiedy starszyzna do radzenia zasiadała, dbała jeno, by strawy i napitku nie zbrakło, ażeby nic mędrców rozproszyć nie ważyło.

Ale czasy minęły, baby wskoczyły w portki i pognały przed siebie. Dziś i w polityce i we wojnie i w każdej dziedzinie, niegdyś za męską stricte uważną - baby się rozpychają łokciami, by też pokazać, że potrafią.
Świat mamy, jaki mamy, coraz mniej w nim sentymentów, coraz więcej twardej walki o cele, które przed sobą stawiamy.

I w tymże świecie brutalnym, w tej szarości dnia codziennego, jak jaki boski promyk, motyl na pustyni - narodziła się legenda.

Trudno zgadnąć, co podwaliną owej się stało. Skąd natchnienie i pomysł na postaci. Skąd takie zaangażowanie w reżyserię, scenerię, kostiumy. Skoro sztuka z początku, pozornie jakby, pro bono tworzona była.
Jednak w miarę rozwoju wypadków, będzie można samemu przemyśleć, kto na jaki realny zysk liczył, kto profitów wyglądał.
Zaczynamy. (scenarzysta, aktorzy i realizatorzy znani redakcji...)

Dawno, dawno temu....za siedmioma forami, była sobie osóbka.
Zrazu niepozorna, z tłumu się nie wyróżniała zbytnio. Lubiła politykować i swe przemyślenia ludziom darowywać. Czasem kontrowersyjna, czasem wręcz napastliwa - z uporem godnym lepszej sprawy propagowała swoje poglądy na świat i rzeczywistość.
Sonia jej było
Sonia IQ195 - znaczy nick taki.
Z powodu konserwatywnych poglądów, maniery demagoga, często padała ofiarą niewybrednych żartów. A już sam dopisek IQ195 prowokował ludzi, do zaczepek i "sprawdzania" czy faktycznie to IQ to IQ... big_grin
Widać było jednak, że rzeczona Sonia aspiracje wyższe miała, jak tylko komentować w tłumie jakieś tam artykuliki.
Myślała, myślała, aż nagle wymyśliła.
Gombrowicz. Walnęła pościk na jednym z portali. Ot zwykły komentarz, jakich wiele dotąd stworzyła, na wielu podobnych portalach.
Ale plan miała zgoła inny. Przewrotnie cwany.
Sławna chciała być i kochana.
Nie - zwykła komentatorka jakich setki. Nie. Czas było się wybić.
Komentujących jej post przybywało. Jak to zawsze. Ale tym razem Sonia postanowiła ich zatrzymać na długo.
- jestem Sonia, lekarka, piszę z Afryki. Dzieciaczki biedne ratuję.
Nagle zwykły nick, jakich wiele - ożył. Za pomocą kilku drobnych zabiegów, komentarzy pisanych samej sobie - machina zaczęła nabierać rozpędu.
- zaskoczyło - pomyślała Sonia. Więc do dzieła.
Dalej już poszło z górki. Dobry narrator naświetlał sytuację. Dopowiadał niedopowiedziane. Grupka tajemniczych przyjaciół nawzajem się uwiarygodniała. Nagle - ze zwykłej komentatorki politycznych artykułów - Sonia awansowała na bohaterską świętą.
Przybywało coraz więcej ludzi. Przedstawienie nabierało rumieńców.

kameraaaaa !! aakcja !!

mroczna sceneria Afryki. Szpital polowy. Młoda włoska lekarka dogląda małych pacjentów.
(tu zabrakło odrobiny szczegółów - szpitale polowe w tamtych rejonach, to głownie szpitale dla ofiar wojny. Rannych. Albo szpitale dla ofiar głodu. Wycieńczonych tułaczką i wyniszczonych brakiem wody i jedzenia - biedy. Również szpitale dla chorych zakaźnie - w warunkach Afryki i konfliktów zbrojnych, skrajnej nędzy, braku podstawowych środków czystości, słabych organizmach - epidemie wybuchają często. Zwykle spowodowane tragicznymi warunkami bytowymi.
bohaterka pisze o bardzo chorych dzieciach. Ale nie pisze co im jest. Nie są ranne, nie ma wzmianki o kolejnej epidemii. Taki drobny szczegół)
Dzielna Sonia spędza urlop w Afryce na ratowaniu dzieci. Gdzieś też przewija się niewinnie informacja, że i w Iraku ranna była.
Sonia ma korzeń. Na dodatek polski.
Ale to korzeń święty. Będąca zaledwie krewną Polaków - Sonia język polski opanowała do perfekcji - z miłości do kraju, którego nawet nie zna. (za to po włosku pisząc straszne błędy wali)
Sonia epatuje polskością cały czas. Jak również wiarą - z tym że to w stopniu powiedzmy umiarkowanym.
widzowie dowiadują się, że Sonia dzielnie pilnując szpitalika, czeka na ewakuację.
Po kilku enigmatycznych słowach - znika.
Narrator zgrabnie podtrzymuje napięcie, licząc dni od zniknięcia, wprowadzając mistyczny nastrój oczekiwania.
Widzowie coraz bardziej się niecierpliwią. Czekają.
Wreszcie jest. Sonia wraca.
Zaczyna snuć opowieść.
W noc, po jej ostatnich słowach szpitalik doczekał się ratunku. Sonia wreszcie zdradza, że koczowali na obrzeżach Nyala, stolicy Darfur (południowego).
Pod osłoną nocy, w eskorcie zbrojnych najemników, razem z 2 lekarzami i dwoma pielęgniarkami - zabrawszy ze sobą chore dzieci - 39 szt w wieku od 1,5 do 9 lat - przedzierają się po nocnych bezdrożach Afryki, pokonując 663 km - (tyle wynosi droga wg map) do najbliższego lotniska poza obszarem ogarniętym wojną - Biltine. (z niewiadomych przyczyn Sonia nie umie napisać poprawnie nazwy - robiąc z tego dwukrotnie Blitine).

Po dotarciu samolot wojskowy przewozi uciekinierów do Libii.
Mają farta - 39 bardzo chorych sztuk, z czego 7 po drodze umiera - a mimo to bez problemów przemieszczają się z państwa do państwa, nie niepokojeni przez nikogo głupimi pytaniami - a czy te dzieci nie są zagrożeniem epidemiologicznym ?
W Libii pojawiają się drobne problemy, bo grupka dzieci nie posiada żadnych dokumentów. Nikt nie może udowodnić, że nie zostały np porwane w celu sprzedaży pedofilom.
Ale dzielna lekareczka daje radę.
Pisze na kolanie listę, nadając dzieciom imiona po uważaniu (dziwne - miała je w szpitalu, a nie znała nawet imion ? Nawet w warunkach polowych prowadzi się jakieś kartoteki)

I tak na podstawie listy pasażerów - grupa dzieci opuszcza bez problemu kontynent. Grupa bardzo chorych dzieci. Zabiera ich samolot czerwonego półksiężyca (sic!) czyli tureckiego odpowiednika naszego czerwonego krzyża. Z Libii. Ale ok.

świat w tym czasie debatuje nad tragedią, rozgrywającą się w Darfur. Przywódcy krajów zachodnich głowią się nas sposobem zatrzymania, trwającego tam ludobójstwa. Wszelkie organizacje rządowe i pozarządowe kombinują jak pomóc tym ludziom. Transporty pomocy humanitarnej są atakowane i niszczone przez rebeliantów. W 2007 roku jedyną możliwie bezstratną formą dostaw jest transport lotniczy - korzystający z lotniska w Nyala. Tak tak - bo tam jest lotnisko.

o bohaterskich wyczynach Soni, ani o uprowadzeniu z Afryki 32 dzieci - nikt nie pisze.
Po trzech dniach owych przygód Sonia melduje się na swojej scenie.
Podejrzewam LSD, bo bez dopalacza - nikt by rady nie dał. Przeprawa 663 km po afrykańskiej nocy, w międzyczasie opieka nad dziećmi, przeloty z lotniska na lotnisko, relokacja chorych dziatek na włoskiej ziemi, powrót do domu i od drzwi do kompa.
Musiała mieć niezłego dealera.

cdn.
Obserwuj wątek
            • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 20.01.17, 17:03
              odc.2

              Niezbadane są ścieżki Pana.
              A szczególnie pana, co w amoku scenariusz pisze, reżysera co w akt ów urzeczywistnia, aktorów, co swe role przywdziewając, dzieło pisane uwieczniają.

              w poprzednim odcinku.
              Sonia wraca z Afryki i melduje się na forum. LSD działa znakomicie - od środy do soboty nie śpi, pokonując tysiące kilometrów lądem i powietrzem, więc wpadłwszy wreszcie do własnej chaty, snuje na forum opowieść o swoich przygodach.


              Rzuciwszy tedy bagaże na przedpokojach, prosto z lotniska, lekko skurzona po afrykańskich bezdrożach, tu i ówdzie uplamiona łapkami dzieciątek, co je tak dzielnie porywała z lazaretu w środku wojennej zawieruchy, otrzepawszy rączki po resztach suchego prowiantu, jakim skarniała te najmłodsze, co jeszcze same słabo jeść umiały, zasiadła do kompa.
              Ach, jakże się wzruszyła, że tyle życzliwych na nią czekało, modły wznosząc gromadnie.
              W nagrodę opisała wiernym czekających obszernie swoje przygody ostatnich dni.
              Na nic zachęty rozmodlonych sióstr i braci z foruma, że może by spoczęła, zasnęła na chwilę.
              O nie nie, nie Sonia.
              no i nie po LSD big_grin
              Ale nic nie trwa wiecznie. Prochy więc puściły w końcu i Sonia zaglebiła twarzą w klawiaturę, zasypiając wreszcie.
              Ocknąwszy się niezbyt młodym rankiem, przetarła oczka ze zdziwienia i od razu pełna skruchy opisała na forum, jak to poprzedniego wieczoru nagle się jej film urwał.
              Przywitała się radośnie z rozmodlonymi już od bladego świtu przyjaciółmi, rozmarzona planami na weekend.A to pietę ulubioną odwiedzi i się pomodlić w Katedrze uda. No i chałupę posprząta. Bo raz, że dawno jej tu nie było, to jeszcze te manele z wczorajszej zaledwie podróży, poniewierały się już od drzwi wejściowych, aż do kompa, ścieżkę wczorajszej wędrówki wyznaczając.
              Po kilku godzinach snu zatem Sonia ruszyła w miasto.

              (Tak sobie teraz pomyślałem, że Sonia to powinna u nas pracować. Nauczyła by tych mięczaków z oddziałów nie umierać po trzeciej dobie dyżuru.)

              Niedzielę za to Sonia poświęciła na życie towarzyskie. Na forum. No bo gdzieżby indziej.
              Żadnej rodziny, ktorą by mogła odwiedzić, po powrocie z dalekiej Afryki. Ani rodziców, ani rodzeństwa, ani ciotek, wujków, stryjków. Ani przyjaciół, co by się za Sonią stęsknili i zamartwiali, podczas jej pobytu w objętej wojną Afryce, gdzie przecież z rąk rebeliantów zginęło już tylu misjonarzy, wolontariuszy i lekarzy.
              Sonia jedynych przyjaciół i jedyną rodzinę na forum odnalazła.
              Ona, rodowita Włoszka, wspominając o pokrewieństwie dalekim, piątej wodzi po kisielu z Polakami, jakże pięknie i płynnie pisząca po polsku (gdy po włosku byki waliła), na polskim form dom swój odnalazła i ostoję jedyną.

              Tedy przywarła do monitora i oddała się pogawędkom z tymi, którzy tak na nią czekali i tak się żarliwie modlili.
              Niedziela szybko minęła. W poniedziałek dzielna Sonia już tkwiła przy łóżeczkach dzieciątek na własnym oddziale, we własnym szpitalu.
              (swoją drogą to dziwna ta służba zdrowia we Włoszech. Sama jedna lekareczka łóżeczek dziecięcych pilnująca, nigdy nic nie wspominała o ofiarnych kolegach, którzy jej towarzyszyli. O dzielnych pielęgniarkach, opiekujących się dzieciątkami. Nie. Tylko ona jedna tych łóżeczek pilnowała. Jak w Afryce.)

              Czytając, wyobraziłem sobie osóbkę, przycupniętą na taboretku, w sali pełnej tych łóżeczek dziecięcych, z laptokiem na kolanach, piszącą - witajcie z dyżuru w szpitalu.
              Jednym okiem w monitor, drugim łypawszy bez przerwy po każdym łóżeczku z osobna i wszystkich naraz zarazem.

              W swej skromności Sonia nigdy się nie pochwaliła, na jakim to oddziale tych łóżeczek pilnuje.Czy na zakaźnym, czy ogólnym, czy noworodków, czy onkologii, czy w końcu na urazowym.
              Znamienne jest natomiast, że pisała z nocnych dyżurów. Scenarzysta dobrze to wymyślił.
              Ciche korytarze, ciemne sale, śpiące, schorowane dziateczki.
              Nastrojowo i podniośle. Wymownie. Mistycznie niemal.
              I nagle w tą ciszę zbawienną i sen potrzebny wbija się zamieszanie, pośpiech, krew i płacz - dziecko z wypadku.

              Genialne posunięcie reżysera trzyma widza w napięciu. Bo oto widz już wie, że każdy spokój jest pozorny, każda cisza zagrożona, a każda stabilizacja tylko chwilowa.

              Dyżur mija. Sonia wraca do mieszkania, ale i do domu swego polskiego - forum.
              Kolejna noc i kolejny dyżur.
              Dzielna Sonia.
              Dzień jak co dzień, dyżur jak dyżur, znowu ona samotna pilnuje tych łóżeczek.
              Ale widz już przeczuwa.
              Widz już wie, że zaraz coś się wydarzy.
              Widz już się przygotowuje.

              i stało się.
              Wieczorem Sonia wraca do polskich przyjaciół. Ale coś jest nie teges.
              Sonia dostała katarku.
              Zwykły człowiek powiedziałby, że przemęczona. Że cały czas w biegu. Że w szpitalu grypę złapała, pilnując dwie noce pod rząd tych łóżeczek.
              Ale nie. Sonia jest doświadczona.
              Sonia widziała wiele. W Iraku była i w Afryce.
              Ona wie.
              zaczyna się żegnać z przyjaciółmi.

              cdn.
    • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 20.01.17, 22:50
      Tomografia komputerowa wprawia mnie w przygnębienie. W głowie Calineczki tkwi guz wielkości orzecha. I to on jest powodem napadów padaczki. Dziś wystąpił kolejny z nich, z trudem powstrzymany większą niż dotychczasowe dawką Relanium.
      Właśnie śpi, oddychając spokojnie, jakby nic nie zaszło. Dla niej to cząstka codzienności, do której jeszcze nie całkiem przywykła, ale już nauczyła się z nią żyć.
      Czy i mnie będzie dane pogodzić się kiedyś z bezwzględnymi wyrokami losu?
      *

      Kolejny i dłuższy atak, przerwany jeszcze większą dawką leku. Konsultacja neurologiczna: konieczna pilna operacja, kolejne drgawki mogą być zabójcze.

      - Jutro będzie po wszystkim - zdławionym z przerażenia głosem staram się pocieszyć Calineczkę.
      - Obiecujesz?

      Tym razem to ja w odpowiedzi potakująco kiwam głową.

      - Będziesz obok, jak będą mnie kroić?

      Przytulam ją, delikatnie odwracając głowę, by nie widziała łez. Tak trudno być czyimś wsparciem w chwilach cierpienia.
      • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 20.01.17, 22:51
        Operacja trwała trzy godziny, a guz na szczęście udało się usunąć w całości.

        - Oponiak nie daje przerzutów - pociesza mnie zmęczony zabiegiem neurochirurg.
        Teraz już nie powinna mieć napadów drgawek - dodaje, poklepując mnie po ramieniu.
        - Tyle, że jej kości i tak nigdy nie stwardnieją – nie potrafię się cieszyć i z tej dozy medycznego sukcesu.
        - Zrobiliśmy co w naszej mocy. Los potrafi sprawiać niespodzianki.
        - Masz rację - zdobywam się na od dawna pierwszy i szczery uśmiech.

        Kolejnych kilka nocy spędzam przy łóżku Calineczki. Lampka gaśnie na noc. Dziewczynka, wtulona w misia powoli odzyskuje siły. A ja czuwam, by nie upadła, gdyby nocą musiała wstać.
        *
        Wreszcie dzień wypisu – drgawki więcej się powtórzyły, rana na głowie zagoiła się nadspodziewanie szybko.

        - Będziesz o mnie pamiętał? - pyta, gdy wręczam jej mamie kartę wypisu.
        - Już zawsze będziesz dla mnie podarunkiem od św. Mikołaja. Tylko dbaj o siebie, obiecujesz?
        - Obiecuję! Bo jak będę grzeczna, to on znowu przyniesie mi czekoladę.
        - Teraz już nigdy nie zapomni, że czekasz. I nie pomyli adresu. Szukaj zawsze pod poduszką - dodaję na ucho, zdradzając wielki sekret własnego dzieciństwa.
        - Zadzwonisz kiedyś? - pyta jeszcze.

        Potakuję – przywykłem już do tej formy porozumienia między nami.
        Dotrzymałem obietnicy. I pokochałem rozszczebiotany głosik w słuchawce.

        - Wiesz, że nic sobie nie złamałam? I już nie upadam! - to stwierdzenie sprawiało mi zawsze największą radość.
        - Zapalasz jeszcze nocną lampkę?
        - Tak, w moim mieszkaniu jest bardzo ciasno.

        No tak, zapomniałem, że jest przecież wciąż taka maleńka.
        *
        Minął rok. Nadszedł kolejny 6 grudnia. Właśnie pakowałem ostatnie prezenty pod poduszkę, gdy w ciszę wieczora wdarł się uporczywy dźwięk telefonu. W słuchawce usłyszałem kobiecy szloch.

        - Ona nie żyje! - wyłowiłem spośród spazmów rozpaczy.
        - Ale kto!? - krzyknąłem, nie mogąc ustalić czyj to głos.
        - Calineczka! Czekała na św. Mikołaja i w nocy zgasiła lampkę przy łóżku, żeby go nie spłoszyć. Wstała w nocy i pewnie o coś zawadziła, uderzyła głową w szafkę. Podobno nie było szans, złamała krąg szyjny.


        Słuchawka wypadła mi z rąk.
        Włożyłem buty. Długo i bez celu błąkałem się tam i z powrotem po nadrzecznych bulwarach.
        Znów wpatrywałem się w krę na Wiśle. Skrzypiący śnieg uporczywie drażnił uszy.
        Więc i mikołajowe prezenty potrafią być tak okrutne?
        *

        Nadeszło lato. W pogodne dni siadałem na leżaku w otoczeniu balkonowych pelargonii i z opowieścią Andersena w ręku. Znałem ją prawie na pamięć. Każdy szczegół z życia tamtej baśniowej Calineczki.
        Pewnego dnia usłyszałem świergot jaskółki. Przysiadła wśród kwiatów patrząc na mnie i wesoło kręcąc ogonkiem, jakby chciała odegnać skutecznie czarne chmury dręczących mnie wspomnień.
        Nie będzie padać - pomyślałem z ulgą, patrząc na błękit nieba bez jednej chmurki.
        A skoro tak, to może gdzieś na rozległym polu uprawnym, z pewnego ziarnka jęczmienia wyrośnie kłos kryjący kolejną, małą dziewczynkę potrzebującą pomocy?
        Na myśl o tym nikłym uśmiechem odwzajemniam radość jaskółce.
        Może chociaż ona spotka kiedyś Calineczkę? Małą dziewczynkę śpiącą w skorupce orzecha wymoszczonego płatkami fiołków i przykrytą płatkiem czerwonej róży.

        Jak już będziesz w dalekich, ciepłych krajach, koniecznie pozdrów ją ode mnie!
        I niech jak najdłużej przebywa na słońcu. To wzmacnia kości – wołam w ślad za ptakiem gotowym do lotu.

        Czy potakujące skinienie ptasim łebkiem starczy mi dziś za odpowiedź?
      • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 20.01.17, 23:30
        odc 3. - Primum non nocere - kult umierających dzieci (wydanie weekendowe)

        Mam lekarzy w rodzinie. W tym jednego debila, co to robił specjalizacje od chirurgii po okulistykę, a skończył(a) w wieku przedemerytalnym z II st interny. Znaczy w stacji krwiodawstwa umiała zbadać ciśnienie, puls, oraz wypisać skierowanie na badanie krwi przed pobraniem.

        więc wiem, jak to śmiga. Lekarz określonej specjalizacji zajmuje się określoną specjalizacją. Więc kardiolog nie pełni dyżurów na neurologii. A na taki oddział kieruje się pacjenta z podejrzeniem guza mózgu. Obojętnie, czy to staruszek, czy dziecko.
        Ale nie wszyscy o tym wiedzą. Dlatego lekarz o specjalizacji - rodzinny - chwali się wątpliwą praktyką na kardiologii u Religi - którego spytać się o to nie da, bo dziwnym trafem już nie żyje - ale gdyby nie to - spytałbym na pewno - ten sam lekarz nagle pisze o dyżurze na NEUROLOGII - i o PIĘCIOLATCE z guzem mózgu
        Ten sam, który pisze wyłącznie o martyrologii dzieci w przedziale od 1,5 roku do lat 9.
        Który opisuje spotkania z dziećmi w lesie.
        Którego interesuje tylko jedno - dzieci.
        Chyba czas się tym zająć na poważnie...............
        wzruszająca opowieść .........................internisty z przychodni...........................

        Wierzyłem w św. Mikołaja. Gdy wreszcie nastawał wieczór 6 grudnia, siadałem na krześle - całkiem nieruchomo i jeszcze grzeczniejszy niż zwykle, by tak upragniony przez dzieci staruszek, pędząc w saniach zaprzężonych w renifery, wrzucił mi przez okno bodaj maleńki prezent. Najczęściej chował go pod poduszką i te noce były najpiękniejszymi w życiu. Ze szczególnie zapartym tchem chłonąłem baśnie, jakie mi przynosił.
        Wreszcie - po latach - sam zostałem „świętym” i odtąd pod poduszki mych dzieci przyszło mi wsuwać zawiniątka owinięte złocistą wstążeczką.
        *
        Dzwonek telefonu wdziera się w ciszę szpitalnej nocy. Dopiero co zdążyłem przyłożyć głowę do jaśka, więc krótki sen nie zdążył jeszcze ukołysać zmęczenia.

        - Przyjęcie na „trójkę”, doktorze - słyszę głos pielęgniarki.
        - Co tam mamy nowego? Pilne? - próbuję przedłużyć chwilę leżenia.
        - Dziewczynka. Planowa. - po czym odkłada słuchawkę.

        Nic strasznego, próbuję pocieszać się w myślach. Zbadam, wydam zlecenia i zaraz wrócę.
        Szpitalny sen dyżuranta jest zawsze czymś z pogranicza jawy - ot, kolejne z setek dzieci, jakim trzeba udzielić pomocy.
        Dopinam fartuch, przygładzam włosy. Staram się delikatnie stąpać w drewnianych chodakach, by ich stukot nikogo nie zbudził. Jeszcze tylko spojrzenie na zegar wiszący na ścianie. Dwie po północy. Więc to już 6 grudnia - uśmiecham się w myślach.
        *
        „Trójka” jest w głębi korytarza. Po drodze zaglądam przez okienka w drzwiach prowadzących na sale. Przykrywam wystające spod kołdry plecy Agnieszki, w kaloryferach grzeją tak sobie, a ona ma zapalenie płuc.
        Wreszcie sala z nową pacjentką. Siedzi na łóżku tyłem do drzwi, oświetlona żarówką lampki na szpitalnej szafce. Blond warkoczyki po obu stronach głowy sterczą nienaturalnie daleko.

        - Witaj, ślicznotko – zagajam, podchodząc.

        Milczy, prawą ręką tuląc do siebie pluszowego i tylko niewiele mniejszego od niej misia.
        Większość dzieci onieśmiela obcość szpitalnej sali. I nie ona pierwsza reaguje na powitanie brakiem odpowiedzi.

        - Witaj – powtarzam zatem, równocześnie dostrzegając aparaty słuchowe przytknięte do uszu dziewczynki. A więc pewnie nie słyszała, kiedy mówiłem z poziomu drzwi. Pospieszne wnioski bywają mylne.
        - Dobry wieczór - odpowiada wreszcie nieśmiało, jeszcze mocniej wtulona w futerko maskotki.
        - Jak ci na imię?
        - Joasia. I mam pięć lat - widać, że kontakt z lekarzem nie jest jej obcy.
        - A ja Stefan. I będę się tobą teraz opiekował, chcesz?

        Kiwa głową potakująco, patrząc niepewnie. Nawet w półmroku wyraźnie dostrzegam niebieski odcień twardówek. Patrzę też na krzywe ramiona i wygięte nienaturalnie uda, wreszcie na różowe pantofelki z wielkimi pomponami.

        - Posiedzę tu chwilkę i przeczytam, co napisano na twoim skierowaniu, dobrze?

        Znów tylko potakiwanie w odpowiedzi.
        „Osteogenesis imperfecta” brzmi łacińska formułka. I dopisek wielkimi literami: „Napady padaczki. Podejrzenie guza mózgu”. To ostatnie jest głównym powodem hospitalizacji.
        Wrodzona łamliwość kości...
        Stąd aparaty wzmacniające dźwięk...
        I dlatego ma niebieskie twardówki...
        I to ta właśnie choroba wygięła łukowato zarys kończyn...
        I zahamowała wzrost, tak, że pluszowy miś sięga prawie połowy jej pałąkowatych podudzi...
        A więc św. Mikołaj i dziś nie zapomniał o mnie, starym koniu? I po tylu latach wrzucił mi pod poduszkę - tym razem szpitalną - kolejną cudowną baśń? Moją Calineczkę...

        - Często upadasz? - pytam.
        - Nie, nie często – odpowiada niepewnie szeptem. W rogu jej oczu dostrzegam łzę.
        Ostatni raz przed tygodniem. Ale chyba się potknęłam i to dlatego – rozpaczliwie chwyta się zwodniczej nadziei.
        - Nie bój się, poradzimy coś na to – zdobywam się na słowa pociechy, o które tak trudno, gdy wie się, że choroba jest przecież nieuleczalna.
        - Najważniejsze, że kości wytrzymały. Muszą być całkiem twarde! - dodaję.
        - Rączka dopiero się zrosła. Też wtedy upadłam, jak trachnęła.
        - Bolało? - staram się nawiązać kontakt.

        „Tak” wypowiedziane skinieniem głowy poparte jeszcze mocniejszym wtuleniem się w zabawkę.

        - Postaramy się, żebyś już więcej nie mdlała. A teraz połóż się i śpij.

        Ma niespełna metr wzrostu, przemyka mi przez głowę, gdy otulam ją delikatnie kołdrą.

        - Dobranoc - gaszę lampkę.
        - Czy może się palić? To gdybym musiała wstać do łazienki. Nie potknę się wtedy i znów nie upadnę.
        *
        Zawstydzony własną nieuwagą, wracam do pokoju lekarskiego. Leżę długo nie mogąc zasnąć.
        Jej św. Mikołaj przyniósł w prezencie cierpienie – ta myśl trawi mnie nieustannie.
        Rankiem, gdy jeszcze śpi, w szpitalnym bufecie kupuję batonik czekolady. Udaje mi się niepostrzeżenie wsunąć go pod poduszkę Calineczki.

        - Przegapiłaś św. Mikołaja – witam ją, gdy tylko otwiera oczy.
        - Św. Mikołaja? - urywa, wyraźnie markotniejąc.
        - Nigdy go nie spotkałam, choć byłam grzeczna. Mieszkamy w suterenie, może dlatego nigdy nie wiedział, gdzie mnie szukać? - dodaje, szukając pocieszenia.
        - Albo po drodze prezenty utkwiły w kominach na wyższych piętrach – wtrącam ze śmiechem. - Za to dziś mu się wreszcie udało. Widziałem, jak wpychał coś pod twoją poduszkę – kończę z tajemniczą miną.

        Prawą dłoń powoli, nieśmiało wsuwa pod spód. Chwilę szuka i wreszcie z uśmiechem wyciąga batonik.

        - Ojej przyszedł, przyszedł - szepcze w emocji z pierwszymi, porannymi rumieńcami na twarzy - Mogę? - pyta niepewnie.
        - Smacznego, ja też pójdę zjeść jakąś bułkę. Zobaczymy się jutro. Będziesz uważać na siebie?

        Znów znane mi potakiwanie w odpowiedzi. I uśmiech na umorusanej czekoladą buzi.
        *
        Przez noc zrobiło się biało na świecie. Zza okien dobiega uporczywy łoskot łopat torujących drogę pieszym. Znów trzeba będzie brnąć przez zaspy.
        Śnieg skrzypi pod nogami, a ja łapię się na myśli, że jest równie biały, jak kości Calineczki.
        I równie jak one kruchy. Lód na Wiśle trzeszczy złowieszczo też bliski spękania. A przecież Wigilia zbliża się wielkimi krokami. To czas radosnych spotkań rodzinnych, łamania się opłatkiem. Czy kiedy będę się nim dzielić z bliskimi, podświadomie usłyszę trzask delikatnych i pękających kości dziewczynki? W życiu osobistym nie sposób oderwać się skutecznie od zawodowych doświadczeń.
        Tymczasem błąkam się po nadrzecznych bulwarach, nie czując tak zwykłego po dyżurze zmęczenia. Chłonę odgłos skrzypiącego przy każdym kroku puchu, bezskutecznie szukając dróg ucieczki przed bezsilnością wobec tego, co nieuleczalne.
        *
        • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 10:54
          ptok wie, że to wytwór chorej wyobraźni. Ptok doskonale to wie. Jednak kierunek, jakim ta wyobraźnia podąża, u przeciętnego czytacza sprowadza się do niepokojącego wniosku - fascynacja małymi dziećmi, które tworzy się jeszcze bardziej bezbronnymi i uległymi, przez dodawanie im ciężkich chorób, a na koniec uśmiercanie.
          Ten motyw powtarza się cały czas, w tym co już przeczytałem. A jeszcze wiele mi do czytania zostało.
            • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 11:14
              od samego początku - Darfur, Sonia Dzieci.
              Zanim zacząłem pisać, przeczytałem setki informacji, relacji wolontariuszy i lekarzy misyjnych. Już sama opisywana podróż przez Afrykę - 663 km - była totalną bzdurą. W Nyala - stolicy Darfur jest lotnisko. To właśnie dlatego wokół Nyala rosną obozy uchodźców, bo lotnisko stało się jedynym węzłem wymiany pomocy humanitarnej dla Darfur. Transportowanie darów i ludzi lądowymi konwojami, stało się szybko niemożliwe, ze względu na liczne ataki zbrojnych band.
              Tak więc nocna wyprawa do odległego o 663 km lotniska w Czadzie była idiotyzmem i wynikiem braku znajomości realiów opisywanego kraju.
              A kolejna sprawa - nigdy nie było tam żadnych szpitali polowych dla dzieci.
              ośrodki medyczne, tworzone były i są w obrębie skupisk koczujących uchodźców, a pomoc udzielana każdemu - od niemowlaka po 100 letnią babcię. Tam nie ma warunków na tworzenie osobnych "oddziałów" szpitalnych. Jedyny wyjątek stanowią epidemie, wtedy w celach izolacji chorych od zdrowych tworzy się prowizoryczny oddział izolacyjny.
              I skąd ta ewakuacja ? Skoro okolice Nyala właśnie są celem uchodźców, uciekających przed wojną.
              • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 11:27
                kolejna bzdura
                żaden kraj, nawet ogarnięty wojną totalną - nie zgodzi się na wywóz kogokolwiek poza granice. Uchodźcy przekraczają granice nielegalnie. Co skutkuje np natychmiastową deportacją - jak w przypadku grupy uchodźców, która dotarła do Turcji (w tamtym mniej więcej okresie). Turcja odmówiła udzielenia azylu, tłumacząc, że udziela już Darfurowi wystarczającej pomocy. Grupa uchodźców została deportowana.
                A tu mamy przemarsz dzieci, nielegalne przekroczenie granic - gdyż nikt na to zgody nie wyraził, zaopatrując uchodźców w dokumenty, przewiezienie nielegalnych uchodźców na drugi kontynent.
                I następna rzecz. Bohatyrka pogibła. Ale los tych przywiezionych dzieci był niby dla niej kluczowy.
                I co się dzieje ?
                pamięta o tym, żeby oddać swój komputer - sorry, ale nazwa pecet to już w ogóle był szczyt głupoty - pamięta o tym, żeby pożegnać się na forum, ale ani słowa nie poświęca kwestii - dowiedzcie się co się dalej dzieje z przywiezioną grupką dzieci. Temat przestaje istnieć, choć przesz był zaczątkiem kultu soni.
              • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 12:23
                a teraz wejdę w kompetencje lekarza i się zabawię Calineczką.

                Czytając to, przypomniała mi się choroba mojego starego. I nasz lekarz specjalnej troski. Ojcu guza z mózgu wycięto, ale na wyniki - co to - trzeba było poczekać. 3 tygodnie. Tyle trwa histopatologia. Na cito lekarz wrzucił wycinek w mikroskop i powiedział naszemu lekarzowi specjalnej troski, że wygląda toto na przerzut, ale pewności nie ma.
                Dostaliśmy wyniki, ale nasz lekarz specjalnej troski nie umiał przetłumaczyć z łaciny.
                Więc zrobiłem to sam. I już wytłumaczony wynik pokazałem lekarzowi specjalnej troski, z nadzieją, że może chociaż jak po polskiemu przeczyta, to powie jak to wygląda.
                No i lekarz powiedział - eeeeee słabo zróżnicowany !! to bardzo dobrze !!
                Niestety, godzinę później doczytałem już na własną rękę, ze to bardzo źle.

                Czemu o tym piszę.
                No bo czytam opowiastkę lekarza. I czytam - operator po operacji guza u 5 letniej dziewczynki - umęczony, jakby z kamieniołomów wrócił - melduje na cito, że to oponiak, który nie daje przerzutów.
                Lekarz operujący - na oko stwierdził, że to guz łagodny.
                No dobra, ale wiadomo, że to fikcyjne opowiadanko.
                Jednak autor mógł chociaż doczytać, że oponiaki to guzy dorosłych.
                Czemu ? A no temu że rosną latami bardzo powoli.
                O guzach mózgu czytałem swojego czasu bardzo dużo. Nie wykipedii, tylko opracowań medycznych, bo było mi to potrzebne.
                Więc skoro ja wiem, że oponiak u pięcioletniego dziecka to żart - czemu lekarz tego nie wie ?
                Nawet pisząc beletrystykę, każdy autor, chcąc zawrzeć elementy specjalistyczne - przygotowuje się do tematu. Fikcja to nie to samo co bzdura.
                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 14:37
                    debil czy nie, przynajmniej czytać umie. Kawałek tego samego artykułu.
                    No i znowu dupa.

                    Oponiaki: rokowania

                    Możliwe jest całkowite wyleczenie oponiaka, pod warunkiem że w trakcie operacji uda się go całkowicie usunąć. Ewentualne wznowy wynikają z pozostawienia komórek nowotworowych z powodu np. trudnych warunków operacyjnych, wynikających z umiejscowienia guza czy nie wykrytego wrastania guza w żyły czaszki i dotyczą 5-15 procent pacjentów. Wznowy występują bardzo późno - średnio 6,5 roku po operacji i często są bezobjawowe. Bardzo rzadko zdarzają się przerzuty poza OUN (zwykle krwiopochodne do płuc).


                    a jednak.


                    www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/nowotwory/oponiaki-lagodne-guzy-mozgu-objawy-i-leczenie_41012.html
                      • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 14:45
                        no no no
                        to się nazywa ego !

                        sorry - internista nie jest żadnym specjalistą, a ktoś wypisujący takie brednie nie jest żadnym autorytetem. A już na pewno nie w dziedzinie.
                        dyplom lekarza to nie wszystko, skoro osobiście znam takiego, dla którego wyzwaniem nie do pokonania jest tłumaczenie z łaciny wyniku badania.
                        na miano autorytetu zaś trzeba sobie zasłużyć. To nie jest coś, z czym się człowiek rodzi i ma bo tak.
                        • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 21.01.17, 16:15
                          odc 4 armagedon

                          najgroźniejszą epidemią wszechczasów jest epidemia ludzkiej głupoty. Zaraz po tym na liście plasuje się epidemia wywołana takimi wirusami jak np ebola.

                          w poprzednim odcinku.
                          wróciwszy z Afryki, Sonia prosto z lotniska pędzi do domu, do peceta, coby opowiedzieć przyjaciołom z forum o swoich przygodach. Po dwóch dniach odpoczynku, spędzonych głównie na forum, wraca do pracy na nocnych dyżurach jako plinowacz łóżeczek.
                          pod wieczór drugiego dnia dostaje katarku
                          żegna się z przyjaciólmi z forum.

                          Co za przewrotność losu. Po takich przygodach wrócić do domku i od razu zachorować.
                          Sonia deklaruje, że musi się udać na badania, ale już wie, co się dzieje. Następuje dramatyczne pożegnanie, oraz swoisty testament.
                          I znów - po takiej bohatyrce spodziewać by się można było apelu o kontynuację jej dzieła, o pomoc dla innych dzieci z Darfur, ale nie ! ona apeluje o utrzymanie grupy na forum i przypomina że narrator zna jej hasło !
                          Po tej deklaracji Sonia już nie wraca.
                          Nikt się nawet nie domyśla, co też mogło się wydarzyć, więc znowu grupa rozmodlona wygląda słowa od swej bohatyrki.
                          Na próżno.
                          Powstaje chwilowo dziwna dziura. Bo o to bohatyrka znikła, pozostawiając widza bez żadnego źródła informacji. Scenarzysta musi szybko wypełnić tą lukę. Nie do końca przemyślane wydarzenie prawie położyło przedstawienie.

                          Nagle na forum pojawia się kolejna postać. Przyjaciel soni. Naprędce stworzony łącznik między jedną a drugą rzeczywistością.
                          Syn polskich emigrantów. Również biegle włada polskim.
                          Wita się na pozór nieśmiało. Przedstawia. Dodaje jakby mimochodem, że Sonia podejrzewając najgorsze, zdążyła przekazać mu peceta oraz namiary na forum.

                          Z relacji nowoobjawionego wynika, że Sonia jest już w śpiączce farmakologicznej, a przyczyną jej ciężkiego stanu jest..............wirus ebola.

                          Doczytawszy do tego momentu, złapałem się za łeb. Pusty, bo pusty, ale złapać się da.
                          Nagle stanęła mi przed oczami 32 dzieci z Afryki z ebolą, zakażony cały szpital, gdzie pracowała Sonia, najemnicy, eskortujący ewakuację przez 663 km, wojskowi obu kontynentów, użyczający samolotów do transportu. Pandemia międzykontynentalna.

                          ale wróćmy do opowieści.

                          Marco - przyjaciel Soni czuje się coraz pewniej i swobodniej w gronie jej przyjaciół. Z wielką ofiarnością, koczuje na korytarzu szpitala, z laptokiem na kolanie i opisuje dramatyczną walkę lekarzy o życie bohatyrki.
                          By nie ranić tragizmem przebiegu gorączki krwotocznej - pozwala widzom wierzyć, że to obraz cichy, łagodny, z lekkim uśmiechem w kącikach ust.
                          Że cudem wirus co prawda zabija, ale tak oszczędnie. Bez krwawych łez. Bez wybroczyn i strumyków krwi cieknących z uszu, nosa, ust. Bez bólu rozkładających się narządów.
                          Co jakiś czas informuje, że stan ciężki, ale stabilny.
                          Przyjaciele nie ustają w modłach.
                          Gdybym czytał to wtedy - też bym się modlił. Za tych biednych chorych w szpitalu, nieświadomych, że obok, bez żadnych zabezpieczeń leży sobie zarażona ebolą.

                          Scenarzysta bawi się postacią Soni, jakby nie do końca przemyślał, jakie ma plany wobec jej osoby. Ale bawi się i widzami. Wprawnie manipuluje emocjami, raz stwarzając nastrój grozy, raz go rozluźniając danymi nadziejami.
                          Widzowie falują ja drzewa na wietrze - poddają się prawie całkowicie batucie dyrygenta.

                          Następna informacja jest zaskakująca !!
                          lekarze nagle podejmują decyzję o operacji Soni !!
                          już tu gdzieś pisałem, co zobaczyłem doczytawszy.
                          Rozdarłwszy trzewia biednej, w pośpiechu palcami jeden przez drugiego łapali wirusy na piechotę, żeby oczyścić Sonię. Ale palcami było za wolno, więc chwycili odkurzacz i próbowali wessać jak najwięcej mikrobów ! Dla pewności - pokroili kilku pacjentów z sąsiednich łóżek, kompletując dla Soni nowy zdrowy zestaw narządów !! Całą noc pracowali !
                          I błysnęła nowa iskierka nadziei.
                          Niestety. Na krótko.
                          Oto Marco przyjaciel Soni oznajmił, że nad ranem zeszła.

                          płaczom nie było końca.

                          trumienkę z dzielną Ebolanką pożegnała grupa kaskaderska Iskra (to już mój wkład w historię, z nazwą grupy big_grin), śmigając wkoło samolotu, którym owa trumienka wzleciała i pierdząc na białoczerwono.
                          Na ziemi, wciąż machając na pożegnanie pozostały władze Rzymu i biskup Sodano.
                          (o ekipie kosmitów mowy nadal nie było)

                          cdn.
                              • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 22.01.17, 18:15
                                odc. 5 the show must go on
                                czyli płacze mogły i gusła.

                                i nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Chyba brzmi znajomo. A mimo to, czarno-białe piórko wróży nieszczęście, a kolorowy motylek to znak. Przycupnięta gdzieś na gałęzi sowa pohukuje o śmierci, a biały gołąbek, pojadłwszy do syta, wzlatując nowinę ogłasza.

                                w poprzednim odcinku
                                tydzień po powrocie z Afryki, Sonia nagle żegna się z forum. Dramatyzmu dodaje swoisty testament.
                                Sonia w szpitalu za szybką, cudnie powoli schodzi, w asyście dziesiątków obserwujących kibiców. Lekarze próbują nowatorskiej metody leczenia z wirusa - operację.
                                Niestety ich wysiłki spełzają na niczym i Sonia ostatecznie schodzi. Żegnana z wielką pompą na lotnisku - z niewiadomych przyczyn leci w asyście pierdzących na kolorowo samolocików gdzieś tam, gdzie chyba ma być pogrzeb, ale żadnych informacji w temacie nikt zbolałym nie przekazuje.


                                Samemu mnie umrzeć by się chciało bo śmierć Jej to chichot historii. Dziś rano gdym do pracy szedł kot czarny w skarpetkach białych za mną podążał a mnie piórko czarno-białe się przypomiało co zły omen niosło. Widok ten mnie przestraszył, bo koty - nie wiedzieć czego - stronią ode mnie. A od dnia wczorajszego do Marca -Przyjaciela naszego Italiańskiego gołębica biała wczorajszym popołudniem wleciała. Napoił ją, nakarmił, na werandzie bez ruchu siedziała. O 5.15 ku niebu wzleciała. I tak życiem całym świętość tworzyła, bo Świętą od urodzenia była. Misję swoją ostatnią spełniła , życiem ją przypłacając I choć cud to niewątpliwy o czym życie innym uratowane świadczy nikt Jej przecie na ołtarze nie wyniesie, o beatyfikację się nie upomni. Ale my mamy w Niebie po prawicy Boga Wszechmogącego Świętą naszą imieniem Sonia. A pamiętajmy, że z góry patrzy na nas , jak zwykle uśmiech pełen dobroci i ciepła mając na ustach. I my uśmiech taki mieć musimy, choć teraz bardziej w grymasie przerażenia a rozpaczy twarz wykrzywiona. Ale gdy ból i bunt w nas minie starajmy się ludźmi dobrymi być , nie dla siebie, nie dla boskiej nagrody. A jeno dlatego, że łzy bólu, cierpienia, żalu i smutku na twarzy drugiego człowieka tak łatwo wycisnąć, uśmiech zaś serdeczny przywołać szczęście dać - tak trudno. Musimy żyć tak, by Ona tam w Niebie pobywając nie musiała się przed Bogiem Wszechmogącym za nas wstydzić !

                                Żadne słowa nie streszczą tej wzniosłej homilii. Zresztą - takich kazań wielebnego pojawiać się będzie coraz więcej.

                                Bywała na wielu forach - także BBC , NYT, bo przecie z Interii złe języki ją przepędziły. Jej komputer pełen jest uwag uszczypliwych, złosliwych,. Pełen ludzkiego zła. Ale nigdy się nie broniła , nie kontraatakowała, jakby w męczeństwie przeplatającym się przez życie Jej całe powiedzieć chciała " Panie wybacz im , bo nie wiedzą co czynią, a grzechu tego im nie poczytaj ".
                                Liczę na Was kochani! Sonieczka pokazala nam jak żyć należy - każda aktywność ku dobru wiodąca celem naszym stać się winna. W dążeniu tym nigdy Jej nie dościgniemy , ale przecież na podobieństwo Boga stworzeni jesteśmy a też nigdy Mu nie dorównamy Działanie, działanie Drodzy Moi jest najważniejsze- trzeba ku Bogu, ale i ku ludziom dążyć każdym swym czynem - to nam uświadomiła. Ale działanie to zespołowe być musi - i Wy - nikt inny aktywnymi testatorami woli Jej byc musicie. Ja sam nie podołam, choć jest przy mnie Hrabinia Kochana - Sonieczce równa. Wlączcie się aktywnie do tej mozolnej pracy budowania dobra a wrażeniami swemi się dzielcie. Piszcie, piszcie o wszystkim, sukcesach i porażkach, nie czekajcie jeno co przeczytać będzie Wam dane - piszcie by inni też myśli Wasze poznać mogli. Inaczej Syzyfowa jeno praca to będzie. W każdym z nas jest Soni cząstka - pielęgnujmy ją a pomnażajmy.

                                Kolejna homilia wzywa wiernych do kontynuacji dzieła tej, którą ogłosili świętą. Ot tak, po prostu.
                                Nie bardzo czytelnik dojdzie z jakiego powodu, bo ofiarnych lekarzy, niosących pomoc humanitarną w Afryce, wolontariuszy, zakonnic i zakonników, długo by wymieniać. Niektórzy spędzili tam całe życie, niosąc pomoc i słowo boże, niepomni niebezpieczeństw. Wielu zginęło z rąk rebeliantów. Ale ich nikt świętymi nie obwołał. A Sonię tak. Miała farta.

                                Nim do pracy kolejnej pojdę to jeszcze na koniec Wam opowiem. Pamiętacie jak Sonieczka z Afryki ponurej co nam Ją zabrała - uciekając o zmarłych w drodze dzieciaczkach pisała ? Ile w tych slowach bólu było. A tyle Wam jeno powiem, że umierające te biedactwa przez naród swój zamordowane Święta ta Anielica tuż przed odejściem ich chrzciła, wyrzuty sumienia mając czy prawo jakie do tego miała.
                                Wybaczcie rozkleilem się zupełnie a oczu czerwonych od łez ukazywać nie sposob. Do usłyszenia wieczorem


                                Zaiste czytelnik może stracić orientację. Sonia zakonnica ? Misjonarka ? Czy lekarz. I co się wydarzyło po drodze, że się okazało, iż transportowane chore dzieci zostały zamordowane przez własny naród ? Czy mamy prawo narzucać komuś na siłę naszą wiarę ? Czy owa postać zwana Sonią - miała świadomość, że dzieci, które tak ofiarnie chrzciła - mogły pochodzić z rodzin innego wyznania ? Czy lekarze bez granic chrzczą dzieci ? Czy widzimy tu czysty rasizm ?
                                Jak to możliwe, że zwykły nick, ględzący wzniośle po kilku portalach - nagle nabiera mocy świętej ?
                                A może to było tak, że ktoś sobie utworzył alterego na gościnne wypady, ale nawet pod nowym nickiem został szybko wypukany w czółko ? Więc postanowił pokazać wszystkim !!
                                I nagle z baby piszącej bzdety stał się lekarzą w Afryce zasuwającą 663 km żeby uprowadzić grupę nieletnich ? Na dodatek chrzcząc je bezprawnie, jak nie przymierzając za czasów świętej inkwizycji ? Niby drobny, ale jednak zgrzyt.
                                Wyśmiany byt musiał zniknąć. Ale trzeba było ludziom dać nauczkę. Za to, że mieli inne zdanie, wyśmiewali bzdurne teksty, zostali wciśnięci w poczucie winy, że oto nie poznali się na świętej.

                                Ubiwszy Sonię forum oddało się szlochom i modłom nieskończonym.
                                Jednak już majaczył cień kolejnej martyrologii. Kolejny hak na uwagę. Kolejny pomysł na manipulowanie emocjami.


                                cdn.
                                • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 23.01.17, 19:13
                                  odc. 6 nocne motylów kwilenie

                                  I rozbiegły się owieczki po halach, a pasterz, próżno nawołując, zguby swoje począł opłakiwać. I psy nie pomogły w zgarnięciu stada, choć do tchu utraty biegały po polach i łąkach, a wypatrując istotek rozpierzchłych.

                                  w poprzednim odc.
                                  nastały chwile płaczu. Sens życia uleciał, wraz z gołąbkiem ostatnim białym, co to nowinę straszną zwiastował. I wstąpił tedy wielebny na ambony, grzmiąc kazaniem w serca dusze i sumienia wiernych, a do czynu i testamentu wypełnienia gromko wzywając.


                                  Po pierwszej fali wzburzenia słusznego, na wieść o bohaterskim zejściu Soni, nastała z wolna cisza. Nagle nie stało komu obszernych wzniosłych kazań prawić, z zbłąkane duszyczki, na słowo jedno zaglądały, śmigając dalej zaraz potem.
                                  Niedobrze - pomyślał wielebny. Czyżbym się jednak zbytnio pospieszył, pakując Sonię w trumienkę ? Może trzeba było więcej czynów bohaterskich przysporzyć, a unicestwić dopiero po drugim urlopie w Afryce ?
                                  No ale przepadło. Cofnąć się nie da, bo co jak co, ale w powstanie z trumienki, z pompą odlecianej - to już na pewno nikt nie uwierzy.
                                  Nie pomógł dramatyczny testament, co by kontynuacji dzieła pilnować, a forum zachować na zawsze i ludzi klękających co i rusz na samo wspomnienie Ebolanki.
                                  Nie pomogły starania niedobitków.
                                  Jeszcze raz wielebny spróbował porwać tłumy, sprytnie zapowiedź kolejnej tragedii w czasie zawieszając, niczym baba z targowiska swe jaja chwaląca

                                  Wieści mam niewesołe acz poufne. Wierzę przy tem , że i inni wrocą z rozsypki i szpaler ludzi dobrej woli utworzą. A urlopu gorąco Ci zazdroszczę, ja od 6 lat nigdziem poza knieją moją nie bywał. A i na niezbyt długo przybory moje z rąk wypuszczał. Konto zalożone, poczt a też działa - do dzieła więc Przyjaciele

                                  Nic nie dało. Zatem zwątpienie ogarnęło wielebnego, bo cóż on znaczy, bez wiernych, spijających każde słowo mądre z kart forum. Komóż on swe mądrości przeleje, słów miliona używając, co to większość ozdobniki i maniery, za to treści nawet najbardziej lotny z IQ 195 niekoniecznie się doszuka. Któż będzie go sławił i wielbił, a w pokorze pokłony oddając, mądrość i cudność na piedestale podziwiać będzie ??
                                  Przeto łeb zwiesiwszy smętnie, niczym ta stara szkapa od Konopnickiej, apel rozpaczliwy i pożegnanie zarazem obwieścił
                                  A smutek niebywały bił po oczach lapidarnym tekstem, krótkim niemożebnie i pełnym łkania nad sobą.

                                  Szkoda, niesposob misji przez Sonię powierzonej wypełnić, ale i tak tvn długo cierpliwie znosil nasze posty nie na temat. Dziękuję w imieniu nas wszystkich. Oszukuję się , że ktos jeszcze pisze a jeno przedrzeć na te strony nie może. Cauję Was wszystkich a o czynach i wzorcu życia przez Sonię nam danych pamiętajcie !

                                  Na takie dictum, resztka wiernych, jako te charty na zająca - rzuciły się wolę wielebnego spełnić, ludzi za łeb ze świata pościągać, a tłum ku radości kaznodziei stworzyć, coby namiotu swego tak pochopnie nie zwijał. No bo gdzież motyle zbłąkany przysiądzie. Gdzież ptaszyna zakwili o świcie. Gdzież piórko czarno białe do stóp się uściele, kiedy namiotu wielebnego zabraknie ?
                                  Kto poprowadzi drogami słusznemi, pilnując owieczek zbłąkanych ?
                                  Kto do modłów zawezwie, a i reprymendy udzieli za opieszałość w klękaniu ?

                                  Nieludzkim wręcz wysiłkiem udało się wiernym poddanym gromadkę nazad do kupy zebrać
                                  A i reprymenda wielebnego słusznie zagrzmiała, uginając kolana wszelkim niewdzięcznikom, co to swą nową świętą tak gładko porzucić chcieli

                                  4 lipca - do wyprawy tragicznej się gotowała. Nie hordy uzbrojone, ni zwierzęta dzikie lecz niewidzialna śmierć Ją dopadła. Śmierc o długości 80 nm, z siedmiu genów zbudowana. Byłą zalękniona a tak przecież optymizmu pełna. Każdą wolną chwilę- znuzenia mimo - nam poświęcała, na poszczególnych etapach wędrówki komputyjer niecierpliwie włączała, zawstydzona naszym o Nią lękiem. Przerwana Jej radość spacerów watykańskich, lodów jedzenia, życia innych ratowania. Rozmów z nami. Kładąc się spać przez łzy się do Niej uśmiecham i jeno niebieskie oczy spod grzywki kruczoczarnej zdają się mówić nic to.... nic to...

                                  I zawisło nic to złowrogie, jak nad Wołodyjowskiego trumną.
                                  Jakby już teraz oznajmiając, że to jeszcze nie koniec bajki.

                                  Na razie się udało - pomyślał wielebny. Ale trzeba mi natychmiast wymyślić coś, co przytrzyma ich na dłużej. Na tych klęczkach u podnóża cokołu, na który zwykł się gramolić, do homilii przystępując. Coś, co mocą podobną, jak Ebolanki przygody, ale nie tak pochopnie w kilka dni zakończoną będzie.
                                  I już miał plan. Niejeden zresztą....


                                  cdn.
                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 23.01.17, 19:53
                                    a swoją drogą, tak mnie pytanie nieśmiałe najszło.
                                    Komu ona wtyczkę od wspomnianego komputyjera (cokolwiek to znaczy... big_grin), w tyłek wetknąć musiała, coby laptoka (tak myślę, że laptoka, bo chyba PECETA na plecach z monitorem nie tachała ! big_grin), czasem naładować.
                                    Bo prąd na terenie koczowiska uchodźców pod miastem, to taka sama abstrakcja jak UFO nad Lublinem
                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 24.01.17, 19:16
                                    odc 7 wielebny na wakacjach

                                    ponoć, kiedy bóg tworzył ziemię i stworzenia wszelkie, sześć dni ciężko pracował, na siódmy zaś wreszcie odpoczynku zażył. Tedy i wielebny, w trudzie i znoju nawracający, we wakacje wreszcie udał się na wywczasy.

                                    w poprzednim odc.
                                    katastrofa niemalże nastąpiła, co prawie unicestwiła tak pieczołowicie budowany kult Ebolanki. Ale prośbą, groźbą i szantażem, udało się owieczki do kupy na powrót spędzić.

                                    Przyznać trzeba, że cud to prawdziwy, że najpiękniejszy miesiąc lipcowy wielebny na forumach spędził, ręką boga niemalże od wyjazdów powstrzymany. Bo któż by potem Ebolanki historię dla potomnych zachował ?
                                    Ech....same cuda zresztą się działy i potem.
                                    Cały miesiąc upłynął na umacnianiu wiary. Najpierw w Ebolankę, motyle wszelakie, piórka, raz to białe, raz z czarnym znamieniem. Gusła te plotły się na przemian z modłami gromadnymi. Tradycją si stało, że każdy kto jeno zajrzał - od modlitwy naczynał, słów codziennych kilka wstawiając, modlitwą zakańczał.
                                    Tedy wchodząc tam koło 15 sierpnia, mym oczom obrazek taki oto się objawił:
                                    świątynia pogańska, w ostępach leśnych głęboko osadzona, amuletów pełna, piór różnorakich, a ksiąg dziwacznych, lekko na wzgórzu, by wiernym dać pozór wyższości. Wielebny w kusej piżamce, (czyliby stój obrzędowy ichnich ?) co rano od guseł rozpoczynał, potem jakby zawstydzony, do modlitwy wzywał. Popijając w międzyczasie coś na wzór mszalnego wina, snuł opowieści na pograniczu pogańskich wierzeń, przeczytanych niegdyś lektur, przy czym Sienkiewicza sobie nad wyraz upatrzył.
                                    Wierni, gromadzący się u podnóża, w oczekiwaniu na słowo święte, cichutko szemrali, zwykłe pogaduszki prowadząc.
                                    Lecz gdy wyszedł, wszelkie szepty milkły i zebrani wierni zgodnym chórem mantry za wielebnym powtarzali karnie.
                                    Wielebny z pospólstwem się nie spoufalał.
                                    Nie obchodziły go przyziemne głupoty.
                                    Jeno w hrabinię zapatrzony, co to rosła na kolejną Ebolankę niemalże, Downkom (pisownia oryginalna) małym Chopina przygrywając.
                                    Co jakiś czas łącznik z duchem wpadał, cudowną polszczyzną Włoch władający, przypomnieć o Soni, Gombrowiczu i bogu, chwaląc pod niebiosa wielebnego i budując kolejny nastrój swojej choroby.
                                    Za którymś razem na jaw wyszło, czemu humor tak przedni zawdzięcza.
                                    Otóż wielebny w swej łaskawości, posłał biednemu Włochowi wór cały prochów. (jakże on to przez bramki na lotnisku puścił, tego nie wiem, widać Ebolanka w niebiesiech czuwała i na moment kontroli dragi skrzydłami anielskimi zakrywszy, bramkę ślepą uczyniła).
                                    Tedy Włoch radosny bo zdrowo naćpany mógł dzieło swe kontynuować.

                                    Przed wyjazdem wielebny zadbał, by wierni o obowiązkach nie zapomnieli, napominając ze zdwojoną siłą, a gusłami strasząc.
                                    Potrzebował tej trzódki jak powietrza.
                                    Poza tym, na po wywczasie...................zaplanował już bardzo skrupulatnie dalsze atrakcje dla swych wiernych.

                                    cdn.
                                    • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 24.01.17, 19:37
                                      a że obiecałem się starać bardziej - w przerywniku film polecam.

                                      Pod wpływem poruszającego wystąpienia "lekarza bez granic", Nicka Callahana, Sara wyjeżdża do Etiopii, by pomóc głodującym Afrykańczykom. (filmweb)

                                      historia, która prawdopodobnie natchła wielebnego do spłodzenia Ebolanki (no przesz samodzielnie to by nie wymyślił... big_grin)

                                      www.cda.pl/video/17362585

                                      i jeszcze dziś odcinek kolejny się ukaże.
                                          • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 24.01.17, 20:05
                                            ja go kiedyś oglądałem
                                            ale oglądam teraz po raz kolejny.
                                            inaczej
                                            bo cały czas myślę jaką bezgranicznie prymitywną arogancją było tworzyć obrazek panienki - pieprzącej na forum o Gombrowiczu gdzieś w szpitalu polowym w Darfur. To nieludzka podłość. Ale na pewno tego tak nie zostawię. Trudny film, ale bardzo polecam. Bo powoduje wściekłość, jakiej do odcinka siódmego o Ebolance - nie czułem.
                                                • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 24.01.17, 21:48
                                                  odc 8 wakacje ze świnką w tle

                                                  od dzieciaczka do szczeniaczka

                                                  Kiedym rankiem wczesnym z namiotu swego wychynął na ścieżce leśnej ślady stópeczek malutkich ujrzałem tedy krokiem ostrożnem stosownie do sytuacji przyczajonem tropem tym się puściłem. W gęstwinie leśnej pieski dwa małe kudłate wiekiem sobie równe przed siebie maszerowały. Jeden nieco żwawszy o krokow kilka z przodu, drugi - nie wiedzieć wiekiem czy chorobą dotknięty tylnemi łapkami powłóczył nieco , wędrówkę ich spowalniając mimo starań wielkich. Wtedy tamten kilka metrów odbiegłszy łepek przekrzywiony odwracał , przystawał by po chwili do przyjaciela podbiec a po buzi lizaniem do wysiłku zachęcać. Wysiłek ten próżnym był, toteż fortel sarmacki iście wykoncypowawszy piesek malutki do tyłu pobiegł a łepkiem za pupcię marudera delikatnie popychał zniecierpliwienia nijakiego nie wykazując. Szli tak wędrowcy ci dzielni a jakże wspaniali w puszczy gęstwinę mnie w oniemieniu zostawiwszy.

                                                  Wielebny pojął, że nużącymi stały się wieczne modły i Ebolanki wspominanie.
                                                  Tedy uderzył w inną nutę. A cóż tak ludzi nie rozczuli, jako te dwa szczeniaczki w lesie ?
                                                  Nikt jednak nie zauważył, że chytry wielebny dzielić się niczym nie zamierza. Tedy historię szczeniaczków na zimno opisując - zapomniał dodać, że nakarmił, napoił i po straż miejską zadzwonił, coby szczeniaczki w lesie nie zginęły.
                                                  Nie...on po prostu bezczelnie patrzył, jak dwa bezbronne psiaki, w tym jeden kulawy, pewnie potrącony przez samochód - odchodzą w las. Z sadystyczną przyjemnością upajając się widokiem, łzę ponoć uronił. Lecz nie nad losem stworzenia. O nie. Znów li tylko nad sobą.

                                                  . Przyjaźni nam się od zwierząt uczyć, od braci mniejszych poznawać. Idą więc bok w bok, łebek w łebek przed siebie wzajemnie się wspierając, a ja na srodku drogi stojąc łzy ukradkiem ocieram bo tak niewiele potrzeba by istotę drugą w potrzebie wesprzeć. Życie jeno w sobie mieć trzeba. Czy i serduszko psie ?

                                                  Wierni łkają nad wrażliwością wielebnego. Gdzieś w tle majaczy łącznik z duchem, Włoch perfekcyjną polszczyzną władający - co to przypomina, że chory nadal, ale jeszcze żyje.
                                                  Wielebny zaś pociągnąwszy znów co nieco z butelki, nagle w cokolwiek inny nastrój wpada.
                                                  Wprawne oko doczyta, że jakby podniecił się nieco.

                                                  PensjonarkaTys Klaro najprzedniejsza bo z Cambridge rodowodem a tam pensjonarki mniam, mniam same- wiem to od Ketlinga samego co niejedna opowiesc smakowita przy wieczornym cienkuszu o nich snul. Trzeba Ci bylo nad namiotem mojem nie przelatywac a slabizna ma oczu swych nieskromnych nie napawac. A tak co ? Pensjonarka, pensjonarka, hura pensjonarka ! Pensjonarki, pensjonarce, pensjonarke ja chcem.

                                                  Żądz swych dając upustu, wielebny nagle w satyra się zmienia.

                                                  Bo takichze pensjonarek wlasnie nam trzeba. Zalotnych, aktywnych, a werwy pelnych, co nozek na sofach nie pokladaja ale machaja,machaja, machaja niemi ze az policzki rumianemi sie staja. Tedy w chatynce lesnej ciotki kulturalne zamknijmy, niech nam wieczerze warza a sami w wir zycia sie wpuscmy, sie wplaczmy. A moze i Pimke jakiego napotkamy co nam linijalem pogrozi ? Na nosie mu zagramy tedy a za pensjonarka pomkniemy,bo z pensjonarka, o pensjonarce, pensjonarko, do pensjonarki serce sarmackie kolacze

                                                  chuci swej dając swobodę, rozmarza się wielebny o igraszkach nie niewinnych. Czyżli to noc sierpniowa nastrój ów sprawiła, czy też cienkusz się cienkim nie okazał ?

                                                  Ach, stracił kontrolę wielebny nad wizjami. Ale zaraz oto pojawił się łącznik z duchem, co szybko błąd ów naprawił, a zacnymi słowy afront załagodził.
                                                  Łącznik z duchem natychmiast z orędziem wystąpił, że wielebny w swej świętości pomysł wzniosły posiada na pomoc biednym.
                                                  Oto powstała idea lazarety budowania.
                                                  U nas, na polskiej ziemi, niczym w Afryce, wielebny postanowił szpital założyć, coby każdemu potrzebującemu pomocy udzielić.
                                                  Posławszy łącznikowi z duchem piórko śnieżnobiałe, wtajemniczył go wielebny w swoje plany wzniosłe.
                                                  Szczytny to cel, orzekli wierni i biegiem swe oszczędności liczyć.
                                                  Pierwszym okazał się Romuś prawnik. Swinkę skarbonkę w kancelarii wystawiając - zapoczątkował zbiórkę funduszy na wielkie marzenie wielebnego.

                                                  cdn.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 25.01.17, 21:12
                                                    odc. 9 wielka orkiestra wielebnej niemocy

                                                    Głodnych nakarmić.
                                                    Spragnionych napoić.
                                                    Nagich przyodziać.
                                                    Podróżnych w dom przyjąć.
                                                    Więźniów pocieszać.
                                                    Chorych nawiedzać.
                                                    Umarłych pogrzebać


                                                    w poprzednim odc.
                                                    wypoczęty po wywczasie wielebny powraca na pogańskiego wzgórka łono, witany radośnie przez znudzonych wiernych.
                                                    Tedy chcąc atrakcji nadać, w kusej koszulce po lesie pomyka, gołymi dupkami świecąc, a to rubasznie na pensjonarki nastając. Porzuca w lesie dwa chore szczeniaczki, udając się do namiotu, gdzie butelczyna się już chłodzi.
                                                    Czujny jak zawsze łącznik z duchem, natentychmiast chcąc niejasne wrażenie trochę przycienić, zdradza plan wzniosły wielebnego. Ot w sercu Europy druga Afryka ma powstać.



                                                    Na słowa łącznika z duchem, wielebny zaiste się opamiętał, chucie do porządku przywołując. Oto bowiem wróciła doskonała okazja, żeby imię Ebolanki wierni na nowo a z siłą zdwojoną czcić zaczęli.
                                                    Koncept bowiem rozpalił świeżym płomieniem, gasnące powoli afekty.
                                                    Duch nowy a potężny niczym dęby wkoło, zgłębił się w wiernych serca, niczym lewatywa w dupę.

                                                    Zatem od slow do czynow!,brawo Stefanie zes z tak ambitnym planem niesienia pomocy ludziom chorym i biednym
                                                    wystapil na naszym forum.Wierze ze nie braknie chetnych,(toc my Przyjaciele Soni jestesmy)do pomocy w realizacji tak pieknej idei.Ja swa skarbonke wyproznie,i idee wsrod swoich propagowac bede,a nasza Patronka napewno nam w tym szczytnym dziele pomoze.
                                                    Zostancie z Bogiem i Sonieczka,a Marco zycze szybkiego powrotu do nas.

                                                    Wielebny ze sprzyjającej fali korzystając, łajbę rozpędzał, coby znów na mieliźnie nudy nie osiadła.

                                                    I znów do Sonieczki idei a osob wokół Niej zgromadzonych wrócilim, bo przecie i Jej Przyjaciele pieniążki na biedne sierotki z Darfuru gromadzili. Pieniążki wielkie to były bo przez Ludzi Wielkiego Serca ofiarowane. My jednak póki owo dzieło światło dzienne ujrzy - a w Oyczyźnie naszej raczej nie sprint a Maraton nasz czeka - byle z efektem innym niż w historii.

                                                    ot i spryt nieziemski, ot myśl wodza niemalże. Niczym wędkarz zgłodniały, wędziskiem w odmęt rwącej rzeki cisnął, a przynętą na haku rybki zanęcił, a kołowrót solidny w dłoni przytrzymując, jako że na zdobycz większą się zasadził. A piórko na kapelusiku podrygiwało radośnie, kiedy topielisko wzrokiem obejmował, patrząc jak rybki wkoło przynęty już się gromadnie pluskają.

                                                    Jak moglabym sie czynnie wlaczyc w ten ambitny projekt?.Nie raz myslalam by przyjazn pustym slowem nie jawila sie ,lecz jakims trwalym czynem,dlatego z calego serca popieram i deklaruje moja aktywna pomoc.
                                                    A o Soni kazdego dnia pamietam i o Was drodzy Przyjaciele

                                                    Czujac sie ..dluznikiem Soni,prosze o przyjecie mnie do grona Ludzi ktorzy aktwynie chca pomoc w tym
                                                    pieknym projekcie.Co i jak trzeba zrobic,do kogo sie udac,by na slowach i pustych deklaracjach sie nieskonczylo?
                                                    A na marginesie,ten watek to prawdziwa perla na forach polskich.Brawo TVN24.
                                                    Pozdrawiam

                                                    Wielebny pęczniał z dumy nad mądrością własną. A ze wszystkich stron, zanęcone rybki, tnąc grzbietami fale wzburzone pędziły na spotkanie.....................z przynętą.
                                                    Tedy wielebny jeszcze hojną ręką chleba okruchów do wody ciepnął, coby te hordy jadła spragnione, na nowo do miejsca się przywiązały. Łowisko własne zasobne tworząc, wielebny już się w duchu uśmiechał na przyszłe kolacyje obfite.

                                                    Po dniu mitręgi znów z Wamim jest i choć żyw ledwiem to jednak szczęśliwy , ze oto Sonieczki idea powoli się materializuje a Przyjaciele ze stron świata różnych przyłączają się do niej do pomocy skorzy.. Czuję jak słabość uchodzi ze mnie a siły nowe wstępują i radość serce przepełnia. Jeno teraz w cierpliwość się uzbroić musicie bo praca nas długa a żmudna czeka. Dobrym słowem a i czynami takiemi więc mnie wspomagajcie, a kiedy konkretnej pomocy potrzebował bedę dam Wam znać.

                                                    Wreszcie i łącznik z duchem, szczęśliw, że się udało uwagę wiernych od gołych pośladków wielebnego odwrócić, radośnie dołączył

                                                    I ja do tych wszystkich powitan i planow raz jeszcze wpisu dokonac musze bo u mnie slowo ,rzecz swieta.!
                                                    Nadarza sie okazja by dobrem sie zasluzyc,bo kazdy z nas ma jakis dlug wdziecznosc wobec Boga ,ludzi,swiata umownego.Wiem ze przedsiewziecie wymagac bedzie pokonania wielu barier,ze beda koszta,ale kazdy z nas moze na swoj sposob przynic sie do jego realizacji.
                                                    Przyjacielu "Wsciekly",oszczedzaj sie bo do mety daleko ,a nie chcielibysmy abys opadl z sil.

                                                    przybył i romuś prawnik wreszcie, od razu swą pomoc i wkład deklarując.
                                                    Zacny ten człek, nie bacząc na koszty, świnkę skarbonkę zakupił, dla celu szczytnego - na datki dla nowej Afryki przecie.

                                                    Dzis do Palestry udam sie popoludniu,wiec czasu starcza by zajrzec do Soni,do Przyjaciol,Ksztalciuchow bo pelno nas wszedzie i dobrze.
                                                    Swinke na biurku mym postawilem z bilecikiem zachecajacych mych zacnych i mniej zacnych klientow do zasilenia brzuszka ,bo pusty i glodny,ale tylko szeleszczacych banknocikow spragniona ,boc to na szczytny cel tutaj postawiona ku uciesze przyszlych beneficjentow Lazaretu.

                                                    I tak samo się ciśnie na klawiszach komputyera, obraz namalowany złowami zacnego poety....

                                                    naaagleeeee gwiiiiiiiiiiiz naaaaagleeeeeeeeee świiiiiiiiiiiiisssssssssssst
                                                    paraaaaaaaaaaaaaaa buch ! kołaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa w ruuuch !
                                                    naaaaaaaaaaaaajpieeeeeeeeeerw
                                                    pooooowoooooooooooooli
                                                    jak wąąąąąąąąąąąąąąż ociężaaaaaaaaaaaaaaaaaale
                                                    ruszszszszszyyyyyyyyyyyyyyyyyyłaaaaaaaaaaa
                                                    maszyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyynaaaaaaaaaaaaa
                                                    po szyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyynaaach
                                                    ospaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaleeeeeeeee
                                                    szarpnęęęęęęęęęęęęęęłaaa
                                                    wagooooooooooooooooooooooony
                                                    i ciąąąąąąąąąąąąąąąąąąąąągnie
                                                    z mozooooooooooooooooooooooooooołem
                                                    i kręęęęęęęęęęci się kręęęęęci się koło za kołem
                                                    I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
                                                    I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
                                                    A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
                                                    Po torze, po torze, po torze, przez most,
                                                    Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
                                                    I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
                                                    Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
                                                    Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.

                                                    Ach jakże cudnie znów się zaroiło od zahipnotyzowanych wiernych. I znów powróciły i czary w piórkach zaklęte, cuda boskie mogłami wyproszone. A to chora zdrowieć zaczęła za wstawiennictwem świętej Ebolanki, a to duch życzliwości na wiernych spłyną mgiełką łaskawą otulając. A to wreszcie wszyscy z marazmu wyrwani, niemal gotowi wybiec z puszkami na ulice z hasłem na ustach - chwalmy wielebnego !!

                                                    a wielebny spokojnie do namiotu wrócił, zasiadł przy stole na nowo bogatym, lubieżnie na świeżą rybkę na talerzu zerkając, zatarł radośnie rączki i butelczynę do kolacji roztworzył


                                                    cdn.
                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 26.01.17, 13:40
                                                    Tak tylko dodam.. didaskalkja, niechże ci anteisci co między bajki niewiarygodne wirtualne działania wkładają.. maja świadomość ,ze śnienie o Afryce / to wirtualne Safari/ ze dzieciątka którym ma służyć- skarbonka /różowa świnka/ to np. Pajacyk itd.
                                                    a zwłaszcza etc. /@c# czyli wszystkie wersje języka programowania C /
                                                    Jak to się rozwinęło na niewłaściwie administrowanych forach gazety/ niestety z cała masa niewinnych ofiar/ można dzięki kogucikowi.. dowiedzieć.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 26.01.17, 16:06
                                                    ps. a jak mi ktoś truknie chociażby, żem dwa byki strzelił, to jakem niespotykanie spokojny człek, tak ubiję bez skrupułów, jako że w panice wczoraj niemal dzieło do samej Sonieczki od razu uleciało, kiedy mnie gazeta podstępnie w trakcie pisania wylogowała. Żem z duszą na ramieniu, odmawiając zdrowaśki, logował się na nowo, z zamkniętemy oczy, bom się bał, że od początku pisać będę zmuszon. Ale ktoś czuwał nade mną, więc gdy wróciwszy w okienko maczkiem uprzednio zapisywane, ujrzałem mój trud w całości uwiecznion, tedy zapomniawszy sprawdzić, czyliż gdzie w pośpiechu jakiej gafy nie palnąłem, puściłem szybko, coby czuwające się nie rozmyśliło i mi znowu nie zabrało !! suspicious
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 26.01.17, 22:49
                                                    cierpliwości moje dzieciątka.
                                                    Rozwiązywanie zagadek wymaga czasem podążania różnymi ścieżkami. Dziś skręciłem w troszkę inną. Cd bajki oczywiście że będzie, ale jutro.
                                                    A dziś na pocieszenie - reklama

                                                    zamiast podnoszenia wydajności układu sympatycznego - może to ?

                                                    Do you know what you want out of life? Are you overwhelmed by a list of priorities and don't know where to start? Are you successful but just not happy?

                                                    Today, we are challenged more than ever before by the increasing scope, complexity and pace of life and the continuous changes enforced up on us. We are achieving more and more these days, yet feeling less and less at ease

                                                    www.eliapacilio.com/index.html
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 27.01.17, 20:49
                                                    odc 10 dyndające pajacyki

                                                    słowem dzieci nie nakarmisz.

                                                    w poprzednim odc.
                                                    I nastał czas radości, bo oto cele wzniosłe zamajaczyły na horyzoncie. Nowe siły wstąpiły w znudzonych wiernych, złudną, bo złudną, ale świeżą jednak ideą.

                                                    Jakże cudnie wychodzić rankiem, z namiotu na pogańskim wzgórku.
                                                    Jak pięknie popatrzeć na te radosne roje. Od bladego świtu szczebiocząc jako ptaszyny leśne wiosną - wierni gromadnie wielebnego odwiedzają. A słów wielbienia nie szczędzą.
                                                    Jakże błogo dzień kończyć w otoczeniu tak wielu wiernych.
                                                    Jednakże, od jakiegoś czasu jego myśli lubieżne wciąż w stronę hrabini goniły. Tak i tym razem, wyszedłwszy na spacer wieczorny, jeno o hrabini dumał.

                                                    Tyle jeno Wam jeszcze powiem - bo kobieta ta na tyle szalona i tak szybko mknąca przez knieję, przez forum nasze, że myślą wykrzyczaną w galopie trudno Jej się z nami podzielić - że Hrabinia zamyśla stworzyć szkółkę nauki muzyki dla dzieci chorobą Downa dotkniętych - tyle jeno zdradzę - może Ona sama opowie kiedy o tym zamyśle a i decyzji tej przyczynie.
                                                    Siedzę więc w mroku nocy- coraz to chłodniejszej - a świnkę Romualda widzę, pidżamę Klary barchanową w świnki widzę, Tasmana mego okiem ku mnie żarłocznym łypiącego w oczekiwaniu czekolady swej widzę.
                                                    A kontent jestem,ze dobra coraz więcej i więcej, dobrych uczynków coraz więcej i więcej, myśli i pomysłów wymiany coraz więcej i więcej.

                                                    Przemyślawszy temat, wnet podzielił się wieściami z wiernymi.
                                                    Zawsze to alternatywa - na lazaret nie dadzą, to może na szkółkę. I nie pomyliła się w swej mądrości. Oto romuś prawnik natychmiast się pojawił. Wielbiąc świętą Ebolankę, o śwince napomknąć nie zapomniał.

                                                    Za nim udam sie swinke dokarmiac,by tyla i puchla na chwale naszej przyjazni i szczodrosci dla braci siostr co im los poskapil urokow zycia ziemskiego ,pijac poranna kawe kilka tych slow z przyjemnoscia wpisuje.Przybylismy tu wiedzeni instynktem ludzi dobrej woli i pozostalismy ,depczemy te sciezke otwarta dla nas przez Soniczke i wierze ze zaprowadzi ona nas ku jasnosci dobrem uczynkow wyscielona.

                                                    A cud za cudem się tedy pojawiał. Wierni płynęli szeroką rzeką, coraz to nowi i nowi. Zanęty sypane po wielkim rozlewisku szczodre efekty przynosiły.
                                                    A komplementa się leją, niczym miód złocisty (choć lepki jakby). Cud oświecenia- ci, co w innym jeziorku wątpić śmieli i kłam zadawać, nagle na kolanach w procesyji do wielebnego suną, a by powitać, skruchy wyrazić, żalem opłakać swe błędy zaszłe, a o grzechów wybaczenie prosić. A wszyscy Ebolanki imię sławią i wielebnego mądrość nieprzebraną.
                                                    Nawet łącznik z duchem, co zaś apartament w szpitalu wykupił na stałe - spod kołderki radośnie nadawał. A może to ochronka jaka była, bo strasznie się obawiał gniewu, gdyby strażnicy ów kontakt potajemny odkryli.
                                                    A łącznik z duchem ma jeszcze sekret jeden. Z tego ancla, co został na zawsze - nadal pomoc śle na prawo i lewo.

                                                    Drogi Marco!,wybacz ale prosby Twojej nie spelnie!,niech caly swiat sie dowie zes nie tylko Przyjaciel kochanej Sonieczki ale czlowiek o dobrym sercu.Twoja pomoc finansowa i Twoich Przyjaciol z Italii pozwoli mi spokojnie patrzec w przyszlosc.Jak zyje nigdy na raz nie mialam tyle pieniedzy!Spozytkuje je na nuke i niezbedne pomoce i na transport ktory byl jedna z przeszkod i doloze na cegielke do Lazaretu Stefanowego.Nie zapomnie Ci tego kochany do konca zycia.,zycia ktore ma sens bo jest nas na swiecie tak wielu.Niech bog Ciebie ma w opiece i zdrowiej nam Drogi Marco.Dzieki Przyjaciolko Soniu,Ty mnie pytalas czy mi mozesz pomoc?...i pomoglas.Bog zaplac.

                                                    Oj za to wielebny się znów nie popisał. Aż żałość bierze, że sam z siebie tak się obnaża. Bo baczcie sami - co każdy z nas na ów obrazek zrobiłby natychmiast ?

                                                    Kiedym rano stalową karoca do pracy pędził przez ulice na wózku inwalidzkim przejeżdżał starszy człowiek. Był bez nóg.więc wozek rękami poruszał. A za nim kuśtykał stareńki piesek na krok go nie opuszczając. Na uboczum przystanął by na scenę ową popatrzyć a tak pomyślałem , że czasem kalectwo kalectwo przyciąga. Tych dwoje całość nierozłączną stanowi,a jedno drugiego wspomaga. Człowiek ten z przestrachem niezmiernym w tył poglądał czy aby karoca jaka przyjaciela jego nie porani. Odeszli gdzieś wgłąb kniei do swego wcale nie przecie smutnego świata. Mają przecie siebie. Siebie dla siebie. Do końca życia któregoś z nich. Bieda biede przyciąga a wszak biednemu łatwiej się groszem z drugim podzielić niż temu co nadmiar dobytku posiada. Dziś Michalina opowiedziała nam swoją historię. Nic do niej nie dodam.

                                                    czyż nie pomógłby człowieku i jemu przyjacielowi wiernemu bezpiecznie traktu przekroczyć ? Choć raz ten jeden, choć te kilka minut trosk mu ująć ?
                                                    Ale nie, wielebny na uboczu stanąwszy - obserwował obrazek jak zwykle chłodnym okiem. (trafi pieska karoca, czyliż jeszcze nie tym razem...)

                                                    Za to łącznik z duchem nie odpuszcza. Uważny czytelnik już spostrzec zdołał, że to właśnie łącznik tu lalkarzem naczelnym. A o funduszach zapomnieć nie pozwala. Kiedy li tylko dyskursy na inny tor spadają, łącznik z duchem wyskakuje jak spod kołdry i interesu pilnuje

                                                    By dzien dzisiejszy byl dla Was dniem odpoczynku i dolce far niente,nabierajcie sil bo wyzwania stoja przed nami spore.Wierze ze kazdy z nas na swoj sposob ,sposobi sie ku jakiemu dobremu uczynkowi.Male jest piekne ktos powiedzial,wiec zacznijmy dzien od usmiechu i slowa dobrego skierowanego ku najblizszym,znajomym napotkanym na naszej drodze.A o patronce naszej Sonieczce pomyslmy i wzrok ku niebu wzniesmy.Wscieklemu odpoczynku po nocy pracowitej zycze.

                                                    Natychmiast przychodzi i romuś zaniepokojony

                                                    Zmartwiony jestem troche,swinka pecznieje,czas by ja oproznic i spozytkowac zawartosc a na Forum cisza w temacie lazaretu?...

                                                    Wielebny musi szybko reagować, bo jako rysa na pękającej krze, tak się pojawił pierwszy znak zwątpienia.

                                                    Cierpliwości Drodzy Przyjaciele. Romualdzie - na razie budynek gotowy, kraj nasz znasz więc wiesz ile miesięcy? lat? nas czeka by myśl w dzieło obrócić. Może konto jakie załóż by pieniążki te procenty przyniosły, zresztą w tym co czynimy pieniążki ważne są ,ale idea istotniejsza. Mamy ze sobą kontakt stały więc o tych sprawach porozmawiać zawsze zdążymy. Wydatki z pewnością spore będą ale wspomnijcie, że Sonieczka nie miała nawet medykamentów, ba- czasem pewnie nie dojadała dzieląc się z dzieciaczkami biednemi. Totez niecierpliwości nie okazujcie ale zmudną , codzienną mitręgą ku celom dążcie. Nieważne kogo się wspomoże, ważne by obok cierpienia obojętnie nie przejść. Odpocznę a wtedy do Was wrócę.

                                                    A ja tak pomyślałem sobie, czemu tylko dzieciom ta pomoc ? Nasz kraj dziki odmawia i dorosłym życia. A np ci chorzy dializowani, co umierają, wiedząc, że jest medykament cudowny, co by im życia darował chwilę, ale tak kosztowny, że mało czyja kiesa nastarczy kuracji. A jakby tym ludziom leki zakupić. Choć trochę. Albo dodać, żeby z 1 tys za opakowanie, zapłacili 300 zł. A i dzieci dializowane przecież. Po co to pieniądze marnotrawić na lazaretu budowanie, skoro można i bez tego niezliczonym pomóc ?
                                                    Może choć z tej pękatej świnki romusia - co zebrał fundusz słuszny, a nie wie co z nim zrobić.

                                                    Wśród wiernych drobne zamieszanie panuje. Nikt bowiem aż tak zasobny nie jest, żeby udźwignął budowę szpitala. Nawet polowego. Więc szukają możliwości innej pomocy. Pajacyk !!
                                                    Szczęśliwi, że oto łask wielebnego dostąpią, za pomysł cudny - o pajacyku opowiadają. A chwalą, a przekonują.
                                                    Jednak łącznik z duchem jest nieugięty. Jakże ma coś wpłacić, skoro on z zagranicy ?
                                                    Więc wierni pomocą służąc, konta walutowe różnych fundacji odnajdują.
                                                    Niestety. łącznik z duchem kontent nie jest.

                                                    Nie wiem czy tutaj puszczą numer konta sad( Jak nie, to będziecie musieli wejść do nas
                                                    na forum FSK My-Kształciuchy i tam w wątku Soni wkleiłam wszystkie dane Fundacji
                                                    Pajacyk.Pozdrawiam.

                                                    cdn.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 28.01.17, 19:40
                                                    odc. 11 safari w małej wsi

                                                    Dzieci bowiem to istoty bezbronne, zdane na swiat dorosłych. Skarżą sie zaś niezmiernie rzadko. Siadą czasem smutne w kącie mieszkania, w cierpieniu sie swym zamknąwszy. Matka, ojciec patrza na to zrozpaczeni, w walce o byt a i beznadziejności poczuciu nie stać ich już nierzadko na czułość, słowa pociechy. Bo jak tu pocieszać słowem, gdy bułka właściwym jest środkiem.

                                                    w poprzednim odc.
                                                    wielebny plany swe wzniosłe w czyn wprowadza, siedzibę dla lazaretu znalazłwszy, walkę z biurokracją oznajmia, w latach rozciągnioną.

                                                    Po wcześniejszej euforii, trochę jakby duch znów zmęczon. Niektórzy wierni na poważnie koncept pomocy innym chwycili, dzień i noc szukając możliwie sensownych sposobów. Zacni to ludzie, prawdziwie chcąc biednych wesprzeć, nie jeno pustym gadaniem.

                                                    Dzieki Alutko za podpowiedz,niby drobna rzecz ale klikajac w brzuszek Pajacyka zapewniamy jeden posilek dla dziecka,wiec czynmy to codziennie tak jak codziennie odwiedzamy nasza strone.Znalazlam tez konto gdzie mozna wyslac pieniazki wiec z kolezankami z pracy ustawimy skarbonke i napewno cos uzbieramy.Pamietamy ze male rzeczy sa piekne,nie zalujmy paru groszy,ja mojemu w tym tygodniu nie kupie..piwa...Pozdrawiam

                                                    Niestety trzy razy próbowałam wysłać i nie doszło .Jeśli wpiszecie w Google
                                                    FSK My-Kszałciuchy wejdziecie do wątku i natkniecie się na naszego szefa
                                                    Cyklopa28 .Musicie wejść na główną stronę( nie musicie się logować) i po lewej
                                                    stronie poszukacie My-Kształciuchy kliknijcie i poszukacie wątku "Ku pamięci Soni"
                                                    Autor wątku Klara17 06 .Tam jest wklejone konto na które można wpłacać z zagranicy ..
                                                    Pozdrawiam.

                                                    Aż serce rośnie, czytając, jak wielu dobrej woli, jednoczy siły, by tym skuteczniej wspierać potrzebujących. Choć nie łatwa to droga, a przez wielu wręcz piętnowana. Nie po czyjeś myśli może, nie na ten cel, co potrzeba... ?
                                                    Bo jeno wielebny śród tych wszystkich dróg szukających, miast sam deklaracyję choć złożyć, dołączenia do akcji wspólnej przecież - jeno gadaniem pustym strony zapełnia. Miast nakazać wręcz zaiste łatwą alternatywę niesienia pomocy, wielebny tylko o jednym potrafi. Czyliż Ebolanka pomocy jakiej potrzebuje ? Czyliż ważniejsza od tego dzieciątka, co nie słowem pocieszyć można, a bułczyną jeno ??

                                                    Nie chcę słów swoich z Kształciuchów powtarzać, ale wciaż Michalino zachęcam do zajrzenia tam na stronę Sonieczce poświęconej. Ma już 2250 wyświetlen - najwięcej ze wszystkich tematów. Są tam ludzie w godnym dziele zjednoczeni, niewielkie zgrzyty dzisiejsze faktu tego nie zmienią.
                                                    Klary nie ma sabatem na Łysej Gorze pochłoniętej. Jest wszakże pensjonarka nowa, co na swym krzesełku siedzi, nóżką nas zgrabną czaruje, a i serduszkiem gwiazdkami migoczącym. Pensjonarka serca wielkiego- Alutka nasza.

                                                    A to ci dopiero ! Jakże łasy na te pensjonarki wielebny ostatnimi czasy. A na nóżki spogląda, a ócz spojrzeń wypatruje.
                                                    A sowizdrzał jeden !

                                                    I tak kolejnych dni upłynęło nie mało.Wierni, szczęśliwi, że sposób dobroci ujścia znaleźli, wielebny zaś uparcie o Ebolance i pensjonarkach na przemian prawił. Coraz mocniej irytacyję pokazując, bo znów rzeka wiernych nie w to korytko wpłynąć musiała. Tedy więc w końcu romuś wyskoczył i jak zawsze o śwince przypomniał.

                                                    A swinka ?,ma sie coraz lepiej,juz niedlugo bedzie trzeba ja wyproznic i spozytkowac jej zawartosc na jakis szczytny cel.

                                                    Na szczescie na tym goscinnym forum nie ma napastliwosci i niewybrednych uwag!.Ogranicze sie tyllko do faktu ze sam swinke postawilem na wolne datki i nikt z darczyncow nie mial watpiwosci ze to na szczytny cel.Alutce zycze spokojnegp wieczoru i najzyczajniej puszczeniem tego w niepamiec,pokaz ze Jestes osoba ktora potrafi wybaczyc zapedy ludzi malej wiary.Dobro i tak zawsze zwycieza.

                                                    Jednak wielebny plan zmienił. Wykoncypował ony, że takie publiczne funduszy gromadzenie, tylko podejrzliwość budzi. Choć wierni nawoływali do wpłat na konta fundacji, powszechnie znanych, wielebnemu nie w smak to było. Ani myślał czyjeś konto zasilić a choćby i talarem. Tedy nowy plan ogłosił, w kolejną wizję objawioną koncept odziewając. Bo o to krocząc przez knieję swoją, motyl mu się objawił znowu. Dziw to nad dziwy, bo kto to słyszał, żeby motyle po lasach fruwały. Ale ten jeden, paź królowej cudny jako znak z niebios nieopodal przysiadł.

                                                    W puszczy głębi kapliczka mała stoi a na murach jej wyszczególnienie ile jakich produktow rodzinom biednym przekazano. A siła towaru tego, i mąki, i cukru, makaronów (włoskich zapewne), a odzieży zbędnej wielu, a z poszanowaniem potrzebującym przekazanych. Może to właśnie droga jest dla nas ? Bo ktoż lepiej niż ksiądz - jeśli uczciwy a zaufania godny , a ja znam przecie takiego- wie gdzie bieda panuje ? Każdy z nas spytać o potrzebujących może. Tak mi się marzy stworzenie punktów jakichś od PCK, czy innych instytucji niezależnych gdzie można by własnym dobrem się podzielić, niekoniecznie pieniędzmi, niekoniecznie przez konta zasilenie. Albo w szkole pobliskiej zapytać o możliwość pomocy w obiadu dla maleństw głodnych organizacji. Można kilogram jabłek tam przynieść, mąkę na pierogów porcję dodatkową.

                                                    A hojność wielebnego bez granic niemal. I znów w swym żywiole, rozprawiać radośnie począł, a to o 70 letnim profesorze, co siedem mórz przepłynął, żeby uwagę zwrócić na mukowiscydozy ofiary, a to o Ebolance, co urlop swój poświęciła na wypad do Afryki dalekiej. Sam jednakowoż nadal swego udziału nie ujmując.

                                                    wierni znów ochoczo pomysł podłapawszy.......................w kolejne niełaski nieświadomie popadając..............nie o to wielebnemu chodziło !! nie o to !!...

                                                    I mnie ogarnela mysl ze w koncu dosc tego gadania,nie bedzie dzis grila i popijania,kasa wydana bedzie pozyteczniej.Brawo dziewczyny,tedy ja zamiast ku puszczy za bisurmanami sie uganiac do swiatni dobr wszelakich sie udaje na zakupy,kupie wszystko co niezbedne ,podwojnie by sie podzielic z tymi co nie maja nic.A na wieczor do Gombrowicza przysiade,z poczuciem ulgi.Pewnie Sonia takich drobnych uczynkow od nas oczekuje....na miare naszych mozliwosc.

                                                    W końcu pojawił się ktoś, kto rozum zachował na właściwym miejscu Poczytał, pomyślał i zaczął jarzyć. Jędrula (sic!) mu było.

                                                    Moze mniej o pogodzie?ziab w naszej strefie klimatycznej to rzecz normalna.Ogrzejmy nasze serca czynem jakim,konkretnym.Czytam ze sa wsrod nas tacy co udali sie na zakupy by wspomoc ubogich,chwala im za to!.Inni pamietaja o Pajacyku,ja swinke swoja pod pache biore i do szpitala dzieciecego sie udaje.Nie czas na rozmyslanie kiedy widmo zamykania oddzialow dzieciecych nam grozi.Pieniadze sa po to by je dawc by mnozyly dobro

                                                    i tak oto wróg straszliwy do pogańskiej wioski zawitał....

                                                    11.09.2007 11:03
                                                    ~jedrula
                                                    Czytam kiedy tylko moge Wasze urocze posty,ale musze skonstatowac ze wiekszosc Przyjaciol Soni stara sie czynnie pomagac ludziom i to napawa optymizmem,ale jest pare gwedziarzy ktorzy li tylko na pisaniu o czekoladzie sie zatrzymali.Ze pisza pieknie to sie widzi,ale samym pisaniem nie nakarmimy ubogich i dzieci.Moze by tak w realu kupil kazdy z nas te oslowiona czekolade i nie tylko Tasmanowi ja podrzucal?Samym wzruszaniem sie i biadoleniem niczego dobrego nie osiagniemy.

                                                    cdn
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 29.01.17, 19:04
                                                    odc 12 majestat urażony - wydanie weekendowe

                                                    Czyż nie wydaje się wam, że mam powód do płaczu, jeżeli Aleksander będąc w moim wieku panował już nad tylu ludami, a ja nie dokonałem jeszcze ani jednego sławnego czynu?
                                                    Juliusz Cezar

                                                    w poprzednim odc.
                                                    zły duch napadł krainę szczęśliwości, bałwochwalstwo wielebnemu zarzucając, a pustosłowie rozumnie krytykując.

                                                    Zerwał się wielebny na równe nogi, niemal stół zastawiony syto przewracając. Wino z trąconego kielicha krwią się polało przez obrus i dywany.
                                                    Hańba !! - wrzeszczał
                                                    zdrada !!
                                                    larum grają !! - niczym nad powieściową Wołodyjowskiego trumną.
                                                    zapomniawszy obuwia odziać, bosym platfusem przed namiot wybiegłwszy, wroga wypatrywać począł.
                                                    Co za dzień straszliwy.
                                                    Bestialska napaść na wielebnego !
                                                    jakże to ? ktoś śmie własne zdanie głosić ??

                                                    Znalazł się więc cenzor pośród Sonieczki Przyjaciół co minę mentora przyjąl posty uprzednie przeczytawszy wszak niedokładnie. A przecie czasu nieco poświęcić wystarczy a na stronie, w spokoju wszystko przemyśleć.
                                                    Idea Jedrulu- idea się liczy. Już prawie dwa miesiące mijają od dnia gdym Kingę prosił by do dobra nas zachęcała. A równocześnie przeslanie takie dałem- czytajcie a nie osądzajcie. Nie piszcie literatura to czy śmieci kosza warte.

                                                    Proszę wszak byś wysiłki nasze uszanował a nie wzorem Polityków Światłych Jedynie, Mędrców Narodu pouczał co czynić mamy. Każdy z nas dobro czyni na miarę możliwości swoich. Nie dziel więc ludzi na tych , których uznajesz i pochwalasz i tych którzy skarcenia Twego warci a trud każdy docenić, staranie każde uśmiechem docenić się staraj. Dobro nie lubi przechwałek, dobro nie jest chełpliwe. Jeśli więc chcesz je z nami tworzyć a do dzieła zbożnego się przyłączyć tedy na Transatlantyk nasz zapraszamy. Tu nikt nikogo nie łaja. Tu tak wielu o dobrych uczynkach drugiego nic nie wie. Dobro czynimy dla innych, nie dla przechwałek. A czym jest dobro ? Sam musisz na to pytanie sobie odpowiedzieć. Czy jest nim czekolada Tasmana karmiąca, dar serca innemu wręczony, jakaś drobna kwota co mu w głodzie jutra czekać nie da. A może jest nim też literatury odrobina? Serdeczności dla drugich odrobina ? Chwila wzruszeń nad wyznaniem drugiego człowieka chwila ? Do Gombrowicza więc sięgnij a i do postów naszych siegnij. A jeśli ochotę w sobie znajdziesz do świata tego polepszania się przyłącz. Każdy post nickiem podpisany - nie wszystkie przecie czytać musisz.

                                                    Zdumiał się z początku nieświadomy niewierny, zapalczywością reakcji na kilka słów prawdy. Jednak kultury i grzeczności zasadny wspomniawszy, spokojnie, a rozumnie odpiedział wielebnemu. Grzeczności zaś nakazem przeprosił za urazę.

                                                    A jedna!,uderz w stol a nozyce sie odezwa!.Jednak masz wyrzuty sumienia bo bezblednie odczytales ze do Ciebie skierowane byly moje slowa.Procz niezaprzeczalnych zaslug dla tego watku ,bedac niemal Guru Twije piekne komentarze koncz sie zawsze na proznych slowach.I owszem nie miejsce tutaj by sie licytowac kto dobra wiekszego dokonal,ale jakis niedosyt czuje kiedy rzeka slow plynie a z nia nic konkretnego.Jezeli czujesz sie urazony przyjmij moje przeprosiny.

                                                    Zaraz też kolejny wróg niewierny spokój błogi zniszczyć postanowił, a jędruli w sukurs poszedł

                                                    A wiec stalo sie to co stac sie musialo!Nie samymi wzruszajacymi opowiastkami czlowiek zyje,znalazl sie ktos odwazny ktory ta prosta prawde Wam wygarnal.Jednak jest jeszcze sprawiedlowosc na tym swiecie!

                                                    Zamieszanie straszne powstało. Wierni za broń chwyciwszy dalej na odsiecz wielebnemu ruszyli. Zamglone hipnotycznym snem , oczy niewidzące, życie za guru oddadzą, kiedy im wmówi, że kilka słów prawdy, to ostrza zdrajcy w serce wymierzone. Zniszczą każdego niewiernego, najcięższej broni imając

                                                    Ans - nic dodać, nic ując - oto cała TY. Sen z oczu Ci spędzała myśl co tu zmajstrowaś by wrednym Misoginom dokopać... Osobiście nie jestem zaskoczona Twoim tu popisem, bo przewidziałam że nie spoczniesz i swego nie darujesz, o czym z resztą pisałam na drugim forum. Teraz możesz spać spokojnie, prawda? I zwołaj tu swoje kompanionki, chwal się jak wielkiego hmmm... dzieła dokonałaś. Poradzę Ci coś:

                                                    Zamiast tykać się klawiszy
                                                    zrób radochę swojej myszy,
                                                    jeśli braknie ci oręża -
                                                    poproś o to swego męża
                                                    chyba żeś mu tak już zbrzydła,
                                                    że się tknąć nie chce straszydła.

                                                    Jednocześnie przepraszam za moją frywolność Wszystkich Misogino, ale śmiech mnie ogarnął czytając "wyznanie" Ans... Na płacz już za późno, a z resztą - szkoda łez!

                                                    Czyżbyś był zazdrosny o naszego Wściekłego guru ? wink Jesteśmy tutaj z własnej woli, dla swojej przyjemności i potrzeby dzielenia się dobrym słowem z innymi . Nasze pisanie tutaj motywuje nas do bycia lepszymi. Skoro Tobie takie nie odpowiada, to proszę nie mieszaj i w imię pamięci Naszej Sonieczki nie próbuj nas zmieniać

                                                    zebrał się tedy w sobie i wielebny, odwagi nabrawszy, żywą tarczą z ciał wiernych osłoniony. Galoty podciągnąwszy wyżej, pewnie krok do przodu zrobił, bacząc by za osłonę nie wyleźć i przemówił do wiernych władczo. A gotował się wewnątrz niczym sagan smoły. Słów prawdy przeboleć nie mogąc, a i chwili strachu, że bielmo z ócz wiernych opaść może i oto ktoś zaraz zakrzyknie - król jest nagi !
                                                    Odważny pod osłoną, słów pogardy wrogom nie szczędząc

                                                    Długom myslał, czy warto dyskutować z ludźmi, którzy niewiele z otaczającej nas rzeczywistości rozumieją, poza tym ,że wszędzie chcieliby trzy grosze swe wetknąć a drugiego pouczyć. Jesteśmy na forum szczególnym, forum co myśl Rodaczki naszej wielkiej kontynuować musi. Wcześniej już jednak pisałem , że życie bardziej złożonym jest niż nam się wydawać może a wesz zawsze wciśnie się tam gdzie nikt jej ani nie chce ani nie oczekuje. Pisałem jednak i te słowa , że największą karą dla miernoty jest jej ignorowanie.

                                                    My tu gospodarzami zaś gębą pełną, nawet jeśli kto nam gębę przyprawia. A że wszy tu zaglądają tedy ignorować je trzeba. Biedne wszy owe, bo przecie przygnała je tu nie tylko nienawiść , ale i ciekawość drugich trwania w Przyjaźni , Przyjaźni do której przylaczyć wszak się nie chcą, a której nam zazdroszcą bo sami do takiej niezdolnymi są. Nikt więc wszy owych na siłe nie trzyma, proszę wszak by na zaczepki ich więcej już nie odpowiadać, bo wesz najbardziej syta a i zadowolona jest krwią czyjąs bebechy swe napełniwszy widząc jak ktoś się drapie skonfudowany.
                                                    Jedruli zaś co niestety - w odróżnieniu ode mnie- niewiele rozumie, opowiastkę ową dedykuję - choć skoro poprzedniej nie zrozumiał to i na wiele teraz nie liczę.

                                                    Zagrzmiały, niczym gromy samego Zeusa słowa prawd obowiązujących, a kazanie ogniste wiernych na kolana niemal powaliło. Oto wódz przemówił !! Oto guru wielki !! Jakże bosko z wrogami poradził, lżąc ich dzielnie, a nieprzerwanie ! Jakaż odwaga w niego wstąpiła, odmienność potępiając, a czyjeś zdanie w błoto wdeptawszy !

                                                    Będzie to opowiastka imiennie kierowana po raz ostatni - na żadne więcej uwagi,pouczanki,połajanki ani temu podobne nie odpowiem i Was Przyjaciele kochani do tego zachęcam.
                                                    Otóż Jędrulo wyobraź sobie sytuację taką oto. Gdzieś w jakimś miejscu spotyka się grupa ludzi, co cel sobie w życiu jakiś obrała. Cieszą się swoją obecnością, tym co robią, dzielą się radościami ale i myślami milłymi. Każdy stara się dac drugim tyle ile może , ile potrafi. Być może , że w gronie ludzi tych są osoby o duszach pięknych i dobrych co jeno sercem swoim podzielić się mogą nic wszako innego nie mając. Dają to co za najlepsze uważają. Są tacy co to docenią, są inni co zganią - ale nawet zdanie mając odmienne starają się wesprzeć go slowem ciepłym, do działania zachęcić. Czyż biedak ten gorszym jest od Ciebie, gorszym od innych czlowiekiem ? Czy śmiechu takiego jak Ty cynika jest godzien ? Wyobraź sobie - skoroś tak bystry , że np. człowiekiem o którym piszę Ty jesteś. Zaglądasz by coś pięknego drugim napisać a do zamyślenia, do refleksji skłonić.

                                                    koniec cz 1
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 29.01.17, 19:30
                                                    odc 12 majestat urażony - wydanie weekendowe cz. 2

                                                    Czyż nie wydaje się wam, że mam powód do płaczu, jeżeli Aleksander będąc w moim wieku panował już nad tylu ludami, a ja nie dokonałem jeszcze ani jednego sławnego czynu?
                                                    Juliusz Cezar

                                                    W transie już niemal będąc, gestykulował żywo, ażeby mocy słowom nadać i grzmiał dalej, oczami wyobraźni gniotąc wrogi niczym wszy na..............czole.

                                                    . Czynisz to a jakiś tam mędrek w poście twardym na ziemi Cię osadza. Tzw twardy realista - faktycznie humanoid smutny.
                                                    Przypomnę Ci jeszcze na koniec jedną z najpiękniejszych w świecie bajek "Dziewczynkę z zapałkami" Andersena.
                                                    I zadam jeno pytanie. Czy sądzisz , ze gdyby ktoś jakiś tam Jędrula ciepłym płaszczem ją okrył rana by dożyła?
                                                    A gdyby inny Jędrula - znacznie od poprzedniego Jędruli gorszy przy biedactwie tym przystanął a płaszczem Jędruli nie dysponując dziewczynke ową do serca przytulil, miłe słowo powiedział sercem by ogrzał- czy dziecko owo rana by dożyło ? Usiądź gdzieś na uboczu a zamyśl się nad slowami temi, zamyśl nad życiem, zamyśl nad sobą. Osobiście jednak doradzam, byś wzorem ludzi tych z bajki tak mądrej wymową swą obok nas obojetnie przeszedł a dalej tu do nas nie zaglądał. Wiem , że ludziki takie - Kurskiego wzorem - nie popuszczą i dalej ostatnie słowo w pragnieniu miec bedą. Tedy przypominam Ci a i innych o to proszę, to typ wszy której tykać nie należy. Niech sobie nakłuwa, niech rozpaczliwie oczekuje na reakcję naszą. Na posty tego akraniasu nie odpowiadajcie. Podobnie jak osóbce co VIPa miano tak niefortunnie zdobyla. Jej nawet zdania poświęcić nie warto. Hrabinia limit ten więc wystarczająco wyczerpała. Odtąd traktujemy posty Wasze jako piesków ujadanie.

                                                    tedy ugiął się biedny człek, boć poczciwy był i zamiarów złych nie wnosił. Pojął nieszczęsny, że albo nauczy się kark giąć przed wielebnym, a mantry równo powtarzać, a chwalić za każde słowo w jego łasce wydane, a rozum własny uśpi, przyjmując myślenie ogółu, albo banicyją ukarany, precz odejść będzie musiał.

                                                    Nie mialem zamiaru nikogo urazic,zreszta juz w poprzednim poscie napisalem przepraszam,niepotrzebnie unioslem sie emocjami,za cale zajscie raz jesze prosze o wybaczenie.pobladzilem.Nie che byc powodem do niesnasek i wierze ze spokoj i dobro nadal bedzie tutaj panowalo

                                                    Rozdygotany jeszcze po straszliwym ataku wielebny, nową historią wiernych uraczył, bierność swą ubierając w mistyczne posłanie. Bo oto widział, jak ciężko choremu nie leki pomogły, a młody lekarz, co się pochylił nad cierpiącym i piernaty poprawił. Zaraz też wierni na pomoc przykładami sypać zaczęli, a cuda słowa pustego udowadniając.

                                                    Tak, dokladnie tak jest, dobre słowo może człowieka na nogi postawić, a złe i zabić potrafi. Sama nie raz widziałam takie "cuda", raz gdy osoba z sercem rozdygotanym na ojomie od dwóch dni do monitora podłączona leżała i na medykamenty nie reagowała , w momencie gdy uśmiechnięty lekarz rękę jej pogłaskał w tym momencie serce jej w miarowe tony uderzyło i za dwie godziny o własnych siłach salę opuściła. Innym razem bliska mi osoba od kilku tygodni nieprzytomna , której podczas odwiedziń o świecie za oknem opowiadałam , pod moją nieobecność nagle się obudziła i do okna ruszyła moje imię wołając , przez co różne rurki i przewody przy życiu utrzymujące pozrywała, ale odwrót nieszczęścia tym rozpoczęła.

                                                    Uspokoiwszy się nieco, wielebny odetchnął głęboko. Wierni dalej wiernymi pozostali, prawdę na stosie spalono, niczym święta inkwizycja księgi onegdaj zakazane.
                                                    Przed snem jednak, by nastrój wiernych mistycznie wzmocnić, wizję swą opowiedział, z przesłaniem mądrym

                                                    Kiedym jednak do snu się ponownie złożył sen śniłem. Oto małą biedna dziewczynka na schodach siedzi w dłoniach zapałki ściskając, wahania pełna, czy miast je sprzedać,lepiej z zimna zapalić a ciepłem ich się ogrzać. Małe serduszko biednego dziecka co Rodzicom swym radość chce sprawic a kilka choć groszy do domu przynieść. Będziecie dziś pewnie obok dziewczynek takich przechodzić. A choćbyście grosza przy duszy nie mieli nie wolno minąc Wam ich obojętnie. Michalina dokladniej wie o czym powiedziałem teraz - to jedna z najwspanialszych osob jakiem w życiu swem zaglobianem napotkał. Dziś rychlej do Was wrócę to sobie pogawędzimy na moderatorów przychylność jako zwykle licząc.

                                                    Na koniec wspomniał jeszcze letnich kanikuł fragmenty. Straszny to świat, kiedy za wszystko płacić potrzeba. A tak chciał Ebolance słów parę przesłać. A tak dzieciaczki pozdrowić w świątyni modlitwę dedykując. Stanąwszy u progu świętych murów wiekowych, nagle wąż w kieszeni zasyczał ostrzegawczo.............sssssssssssssssssssssssspadamy, za bilet płacić każą.....

                                                    Tedy w za Tasmanem pogoni ku Katedrzem Wawelskiej się zapuścił, zajść chciałem a o Sonieczki dzieci się pomodlić. A przy okazji Królom naszym hołd należny złożyć, a pod hebanowym krzyżem Zbawiciela o zdrowie dla Marco prosić. Na progum biletera natrafił, wejście do Katedry bowiem opłacić trzeba. Zgroza mnie przejęła, bo teraz nikt kto biedny Świątyni tej Polskości zoczyć nie dostąpi, łask tylu nie dostąpi, sztuką tak wspaniałą się nie wzruszy. A więc i tu komercyja wkroczyła i tu dukaty górę wzięły nad do wzruszenia dostępem.

                                                    cdn.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 30.01.17, 18:35
                                                    odc 12 prorok fałszywy z matecznika obłudy.

                                                    Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach. Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" Mt 7,15-23

                                                    w poprzednim odc.
                                                    zachwiało się na chwilę wyimaginowane królestwo wielebnego. Jako w baśni dziecko szczere, co gry pozorów jeszcze nieświadome, tak samotny wędrowiec odwagi wielkiej, stanąwszy na dziedzińcu obnażył z szat niewidzialnych wielebnego. Skazany na porażkę z góry, utwierdził się w przekonaniu, że oto nie na przyjazne ścieżki trafił, a w głąb mroczną sekty tajemnej.


                                                    Czytając ów teatr, niejednokrotnie ma się wrażenie, iż to teatr jednego aktora. Tedy koncept onej bajki o Ebolance nieco zmieniwszy, dziś napiszę trochę inaczej.
                                                    Wracając do początku, gdyż to on podwaliną tej zbiorowej halucynacji. Zwykłe forum, gdzie zwykli ludzie komentarze do bieżących wiadomości piszą, nagle powstał twór dziwny, latami się ciągnący. Samozwańczy guru, zwietrzywszy okazję, stworzył teatrzyk dla naiwnych.
                                                    Zaczęło się od przeciętnego tekstu w przeciętnym temacie. Wielebny, szukając ujścia swoim zapędom władczym, stworzył postać alternatywną, która pierwej żyła jako zwykły komentator, acz na tyle kontrowersyjny, by zażarte dyskusje powodować.
                                                    Widząc na efekt "popularności" wpadł wielebny na kolejny pomysł i oto nagle ze zwykłej uczestniczki, zwykłego forum - postać owa urosła do świętej.
                                                    Nie bacząc na to, że każdy myślący, prędzej, czy później dojdzie prawdy, tworzył w natchnieniu kolejne przygody Ebolanki. I oto oczom naiwnych ukazał się obrazek lekarki z misji, co to na zadupiu strasznym w Afryce umierające dzieci ratowała, gdzie ani wody, ani jedzenia, ani leków nie starczało, gdzie o prądzie nikt nie słyszał. A ona w tym trudzie, z narażeniem życia, o Gombrowiczu sobie z Afryki radośnie pisała. Potem bez zgody władz uprowadziła grupę podobno ciężko chorych dzieci i dziwaczną drogą wwiozła jakby nigdy nic do Włoch.
                                                    O dalszych losach tychże nic więcej nie wiadomo. Czy też na ebolę chore, czy na inne zakaźnie choróbska, przywlekając je do Europy. Znikły równie szybko, jak się w opowieści pojawiły.
                                                    Postać lekarki należało bardziej uświęcić. Więc po kilka dniach po powrocie (w międzyczasie nie jadła, nie spała, tylko biegała po przybytkach sakralnych, lub na forum pisała, odbyła dwa nocne dyżury na oddziale dziecięcym szpitala, łóżeczek pilnując, chgw jakiej specjalizacji była, bo raz z chorymi, raz na sor przy nagłych wypadkach.) - postać oznajmiła nagle że chora, że zle ma przeczucia i znikła.
                                                    Na wymianę pojawił się kolejny włoch, bezbłędnie piszący po polsku, oznajmiwszy że jest przyjacielem postaci Ebolanki - relacjonował na żywo umieranie postaci na ebolę. By dodać tragizmu sytuacji - Ebolanka nie tylko umierała w asyście kilkudziesięciu kibiców, których nikt kwarantanną nie objął, mimo, że w szpitalu pojawił się najbardziej śmiercionośny wirus, ale na dodatek wielebny dodał rozpaczliwą całonocną operację osoby umierającej z powodu gorączki krwotocznej.
                                                    Na koniec wymyślił cyrk z pożegnaniem umartej w asyście władz miasta i Watykanu oraz pierdzących samolocików wojskowych.

                                                    Kolejnym, przykuwającym uwagę wątkiem, był wątek kasy. Tajemniczy włoch zapoczątkował zbiórkę kasy na bliżej nieokreślony cel. Musiał mieć w tym osobisty interes, bo to właśnie on przez wiele tygodni motywował ludzi do rozpoczęcia zbiórki. Do spółki z wielebnym wymyślali coraz to nowe opcje. Stanęło na tym, że wielebny zbuduje szpital dla biednych, włoch zadbał o to, żeby uświadomić, iż koszty będą bardzo wysokie, więc wszyscy muszą na wzór Ebolanki dać z siebie wszystko. Kiedy ludzie zaczęli się niecierpliwić, wielebny ogłosił, że budynek już ma, ale że to Polska właśnie - załatwienie formalności potrwa miesiące a nawet lata. Ludzie próbowali więc szukać innych alternatyw i wkrótce okazało się, że ze zbiórki raczej nici. Jeszcze włoch próbował nawoływać, jeszcze wielebny napomknął prawnikowi, że zamiast w skarbonkę zbierać - niech konto bankowe założy.
                                                    Czy założył ?
                                                    Być może, bo temat nagle znikł, jak nożem uciął.
                                                    Więcej wzmianek o lazarecie ani koncie bankowym już nie było.
                                                    Wielebny prawił swe kazania, bzdurne, pełne bufonady, a jednocześnie koszmarnie infantylnych i zupełnie bez treści.
                                                    Ani razu nie napotkałem normalnej rozmowy wielebnego z innymi.
                                                    Jeśli się odniósł bezpośrednio do czyjegoś tekstu, to albo wtedy, kiedy usłyszał parę słów prawdy, albo tylko w temacie modlitwy i Ebolanki.
                                                    Zwodził ludzi miesiącami i latami, niczym Durga dzesięcioręka, w dziesięć osób się ubierając.
                                                    Obsesja jakaś na punkcie martwych i umierających dzieci, jeszcze mroczniejszym ten teatr uczyniła.
                                                    Zresztą - każda postać tam to albo chora, albo umierająca.
                                                    Jeśli trafił się ktokolwiek, kto się odważył trzeźwo ocenić ten cały bajzel - był wyzywany, ośmieszany a na koniec ignorowany.
                                                    Wielebny pieprzył o pomocy i martwych dzieciach, ale kiedy ludzie naprawdę chcieli pomagać - odwodził od uczestnictwa w akcjach dobroczynnych, czy wpłatach na konta znanych i sprawdzonych fundacji.
                                                    Pielęgnując kompleks boga - to on sam marzył zostać twórcą czegoś sławnego i wielkiego. Jak nie lazaret, to punkty zbiórki czegokolwiek, byle niezależne od ogólnie dostępnych organizatorów.
                                                    Czy to nie prowokuje dość zasadnych pytań - czy te zbiórki na pewno miałyby służyć głodnym, czy chorym... ?
                                                    Niechęć, z jaką się odnosił choćby do akcji Pajacyk, razi nie tylko mnie teraz - raziła coraz bardziej ludzi tam i wtedy.

                                                    i dobitny przykład jak to wyglądało - zwykły temat - zapoczątkowany przez kogoś i "odpowiedź" wielebnego. Mówią same za siebie. Człowiek niezdolny do konstruktywnej dyskusji, zawieszony gdzieś we własnym wyimaginowanym świecie pozorów.

                                                    Ja pomagam nauczycielom w zajeciach pozaszkolnych z tzw."trudna mlodzieza" i wierzcie mi ze sprawia mi to satysfakcje kiedy nasi podopieczni wychodza na prosta sciezke,kontynuja nauke,chca sie integrowac,poprostu wychodza na ludzi.Nie ma prostych recept na zycie wazne ze cos robimy ze nie jestesmy obojetni na zlo jakie nas otacza.Piekna sprawa ze zajelscie sie glodnymi dziecmi,jedno tylko mnie zastanawia?,jak to jest mozliwe zeby w szkolach dzieci nie otrzymywaly posilku?W Italii jezeli rodzice maja niski dochod nie placa za sniadania i obady w szkole!.Jest tyle pieniedzy publicznych zmarnowanych w Polsce,czy nikt tego nie widzi ze utrzymanie katechetow kosztuje wiecej niz potrzeba by na wyzywienie ubogich dzieci.Zawsze myslalam ze nauka religii to misja a nie zawod i sposob na dorabianie sie.
                                                    Nie ma nikogo odwaznego by postawic tame okradaniu spoleczenstwa?


                                                    Ciesze sie ze czasem podejmujecie tematy wazne i trudne.Gaja taki problem poruszyla,czy religia nakarmimy dzieci?Nie wiem jakie to sa koszty dla budzetu ale uwazam ze w tak biednym kraju wyciaganie publicznych pieniedzy za nauke religii kosztem dozywiania czy wogole wyzywiania dzieci w szkolach za skandaliczne!.Nie miesci mi sie w glowie ze posilki nie sa obowiazkowe i dla wszystkicch!Kosciol sam powinien pienadze uzyskane "za prace"dobrowolnie zwracac w dniu wyplaty na fundusz szkolnej pomocy.Ksieza i tak sie wyzywia jak powiada moj dobry znajomy,wlasnie z zawodu ksiadz,tak! On sam podkresla ze wykonuje zawod ksiedza!

                                                    cz1
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 30.01.17, 18:44
                                                    odc 12 prorok fałszywy z matecznika obłudy. cz2

                                                    Ciesze sie ze czasem podejmujecie tematy wazne i trudne.Gaja taki problem poruszyla,czy religia nakarmimy dzieci?Nie wiem jakie to sa koszty dla budzetu ale uwazam ze w tak biednym kraju wyciaganie publicznych pieniedzy za nauke religii kosztem dozywiania czy wogole wyzywiania dzieci w szkolach za skandaliczne!.Nie miesci mi sie w glowie ze posilki nie sa obowiazkowe i dla wszystkicch!Kosciol sam powinien pienadze uzyskane "za prace"dobrowolnie zwracac w dniu wyplaty na fundusz szkolnej pomocy.Ksieza i tak sie wyzywia jak powiada moj dobry znajomy,wlasnie z zawodu ksiadz,tak! On sam podkresla ze wykonuje zawod ksiedza!

                                                    Kochani! zagladam do Was codziennie,nie zawsze jednak wpsuje sie bo nie potrafie"tworzyc" i pias jak niektorzy wspaniali Misogianie.Tym bardziej zainteresowalem sie tematem poruszonum przez Alutke dotyczaca pomocy w dozywianiu dzieci.Uwazam to za skandal ze w Polsce kraju ludzi wrazliwych i wydawaloby sie solidarnych nikt nie wymusil na rzadzacych aby raz ustawowo rozwiiazli ten problem.W kazdej szkole jeden goracy posilek powinien byc obowiazkowy!.Nie znajduje zdnego wytlumaczenia na to ze nie ma pieniedzy!Sa !,tylko ze zle wydawane


                                                    Dziś w Bieszczadach trzy nieżywe maleństwa znaleziono. I one przed cywilizacją jaką im w Czeczenii zgotowano uciekały, przed człowiekiem drugim uciekały, przed ludobójstwem uciekały dobra szukając. Na swoich nóżkach malutkich tysiące mil przemierzyły, dłoni matki swej kurczowo uchwycone. Szły ku nieznanej wolności. A kiedy tuż, tuż niej były, Bóg dobry na połoninie wrzosów pełnej do królestwa Swego je wezwał. Myśląc o tym wydarzeniu straszliwym Sonieczki los przywołuję. Dzień gdy misję swą wypełniwszy, tak króko radością się napawała. Wiele jest zła na tym świecie, alegoria zaś wymowę ma straszną, a w straszności swej węża boa wokół ofiary owiniętego przypomina.
                                                    Oto wyzwolenie przez śmierć. Takiej to ofiary los od nas często wymaga. Cóż z tego dla nas żywych za pożytek?
                                                    Rodacy nasi zadziwieni troski o dzieci głodne brakiem. Wiele lat temu kraj nasz opuściwszy, w świat Cywilizacji Zachodu - u nas Cywilizacją Smierci przez wielu zwaną -wtopieni, pojąć tego nie mogą. Tak to już jest Rodacy Kochani, że nie wystarczy religii nauczać, jako prawa nauczać. I religia bowiem poza Literą, Ducha ma. Religia jest wszako jak Prawo. Litery pozostaly, Duch zaś w nieznane uleciał. Może czas kiedy nadejdzie, że słowami Papieża Naszego przywołany zstąpi, a oblicze Ziemi, Tej Ziemi odnowi. Może czas wtedy nastanie, że religia Duchem znów tym tchnięta głodne brzuszki dzieci napełni chlebem żywym. By nigdy już żadne z nich Matki swej ręki uczepione, nogawki Rodziciela spodni uczepione po wolność na stópkach maleńkich tysiące mil bieżyć nie musiały ku połoninom nieznanym.
                                                    **********************************************
                                                    i znów głos rozsądku, choć wiadomo, że go zagłuszą, zgnoją i oleją na wezwanie wielebnego.
                                                    **********************************************
                                                    I niech mi ktos z Was wytlumaczy czy nie mialem racji i pszac ze na tym forum sa gawedziarze pospolici piszacy jezykiem nie do zrozumienia i nie wiadomo o czym? i ludzie wiekiego serca i czynnie wspomgajacych w potrzebie!,poruszajacy tematy wazne interesujace wszystkich.Nie przecze ze dobre slowo moze czynic cuda,ale nie nakarmimy slowem glodne dzieci.Tyle slow oburzenia pod moim adresem napisal WU ale sam procz pieknych slow i nierealnych pomyslow niczego nie robi.Doceniam Jego starania w slawieniu Soni i podtrzymywanie pamieci o Niej,bo naprawde pieknie to robi i chwala za o ale brak mi jakiegos drobnego czynu na poparcie pieknych slow.Unizony

                                                    ludzie wierzą w puste gadanie, tedy nadal wielebnego bronić będą, choć na potwierdzenie słów nie mają absolutnie nic. Poza wiarą w dobre intencjie.

                                                    Jedrulo! Sa ludzie,ktorzy o tym,co dla innych robia mowic ani pisac nie chca.Do nich nalezy i WU.Wiedza o tym ci ,ktorym realnie i konkretnie pomogl .Dlatego rowniez milczec beda.

                                                    14.09.2007 13:35
                                                    ~jedrula
                                                    Nie przecze!,ale to niczego ani nie wyjasnia ani nie rozwiazuje.Dalej siedzicie sobie w niby tym goscinnym i otwartym dla wszystkich namiocie,maja racje niektorzy z Ksztalciuchow posadzajacy Was o sekciarstwo czy nie maja racji?Wiem Guru nie bedzie sie wysilal odpowiadac takiem byle jakiemu Jedruli,tylko dlatego ze mialem odwage zapytac co konkretnego potrafi zrobic dla ludzi procz pieknego pisania?

                                                    Doczytałem, że skarbonka romusia, jakoby na rzecz dzieci środki oddała. Ale dowodu na to nie ma.
                                                    Ciężko czytać coś takiego, więc cierpliwie czekajcie. Sam jeszcze nie wiem, jakie niespodzianki napotkam dalej.

                                                    cdn.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 31.01.17, 23:02
                                                    dziś Ebolance odpuszczam, niech spoczywa w pokoju. Albo w kuchni, gdzie tam jej wygodniej. Do postów zbierania w celu wyświęcenia wrócimy jeszcze. Nawiasem mówiąc było ich kilka w tym większość o bzdetach. Wczoraj było długo, to dziś ja odpocznę bo faktycznie jeszcze trochę i zacznę się kiwać w przód i w tył mrucząc mantry pod nosem big_grin
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 01.02.17, 19:32
                                                    odc 13 w kamiennym kręgu

                                                    Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga powinni pokazać listy uwierzytelniające.
                                                    Julian Tuwim

                                                    w poprzednim odc. kazania...kazania.....kazania.....
                                                    lecz gdy przyszło modlitwę za Ebolankę i dzieciaczki biedne odmówić, wielebny postawszy chwilę na progu świątyni wiekowej, poszedł precz, gdyż nawet w tym celu grosza nie wyda, coby bilety wstępu wykupić.


                                                    A w niebo spoźrzeć nie zapomnij. A sen pierwszy na Transatlantyku zapamiętaj. A jeśli nocą się obudzić w Niebo spojrz, Księżycowi dłonią pomachaj a na dobranoc się uśmiechnij. Nową masz bowiem Rodzinę, cele nowe masz !


                                                    Życie w grajdole płynęło wartko. Przeszkoleni naganiacze co i rusz ciągnęli za sobą nowych adeptów Ebolanki kultu. Niewielu tam było, co w ogóle nick ten pamiętali. Ale konsekwentnie przyuczani, po dniu zaledwie piali pieśni pochwalne, modły za świętą wznosząc.
                                                    Aż nastał dzień "miesięcznicy.
                                                    Tłumy na obchody podążały żwawo, a chwaląc bóstwo, a pokłony wielebnemu bijąc.
                                                    Niczym w transie - imię Ebolanki chwaląc, spijali z ust wielebnego kolejne nauki.
                                                    A te łatwymi nie były.

                                                    Spacer mój z Tasmanem po kniei smutnym więc był - wszak teraz nie krotochwile nam w głowie. Idąc leśną, krętą ścieżką raz jeszcze trzy malutkie istotki co kilka dni temu zmarły wspominałem. Nie szły same. Ci, którzy im w wędrowce owej towarzyszyli kobietę tą samą pozostawili a dalej poszli. Zostawili Ją z czwórką maleństw. Szły boso bucików nie mając. Nie znalazł się nikt, kto wziąłby je na ręce, a malenkim nożętom ulżył, ogrzał ciepłem ciała swego. Szły póki sił starczyło. Potem odeszły. Zło macki swoje znów wyciągnęło, a niewinne te istotki przez los okrutnie skrzywdzone po raz ostatni ukąsiło. Przysiadłem na pniu ściętym, a i tamten lipcowy wieczór wspomniałem. Wilgotny gorąc afrykańskiej nocy, huk strzałów, zwierząt dzikich porykiwania. I niewidzialna śmierć krok w krok podążająca za kolumną dzieci - tak samo wojną z domów swych wygnanych, z matką swoją przybraną, z Sonieczką naszą . Rozpaczliwie o przystań dla nich bezpieczną walczącą. Zapewne chorą już, z sił opadającą , głodną. Umierające , bezimienne ciałka chrzczącą. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Jeszcze znak krzyża na czole, Bogu duszy i ciałka stygnącego oddanie.

                                                    Dbałość o szczegół aż o dreszcz przyprawia, czyli to wyobraźnia tylko, czy też te ciałka ogrzewać zapragnął. I śmierć jeno w koło i ciałka stygnące. A nóżki bose i maleńkie.
                                                    Ażem się wzdrygnął na rzeczywistość oną. Na tą fascynację umieraniem. Na to pieszczenie słowa każdego, co zwykłym ludziom mogło noc bezsenną sprawić. Na makabryczny szczegół dziecięcej tragedii.
                                                    Ale ów opis koszmarny cel swój osiągnął. I to nie taki, że wielebny rzuciwszy wszystko, zdecydował jednak pomocy udzielać. O nie nie. Skupił jeno koszmarem śmierci swych wiernych w kręgi ciaśniejsze.

                                                    Opowieścią kolejną wiernych uraczywszy.

                                                    Teraz jużem w namiocie moim a chwile przedpołudniowe wspominam. I kobietę starszą, która naprzeciw mnie usiadła i poprosiła o wypisanie recepty na odpowiednik leku dotychczas stosowanego. Ten nowy był o 40 groszy tańszy. Ot cała przyczyna prośby Jej. Przez lat dziesiątki bogactwo tego kraju budowała, pomyślność jego tworzyła. Dziś walczy o groszy czterdzieści. O jedną bułkę.

                                                    Lecz i tu wielebny niewzruszonym pozostał, choć okazję miał na wyciągnięcie ręki. Wierny zasadzie - po pierwsze - nie pomagać - nawet na tą bułkę biednej babinie grosza nie oddał. Z dystansu historię opowiedziawszy, zadumał się nad złem tego świata.

                                                    Hołdy i pieśni na cześć Ebolanki nie milkły do późnego wieczora.
                                                    Modły przeplatały się z opowieściami o martwych, chorych i umierających dzieciach. O cudach prawdziwych, przez świętą uczynionych.

                                                    Michalina jest dziś z nami, studia to teraz całe Jej życie. Dzięki tej umierającej Bohaterce do życia wróciła. Chorobą złamana, przez nieznaną sobie drugą istotę do życia przywróconą została. Samą ideą dobra. Oto może cud największy a jakże realny Sonieczki życia. Michalina pewnie czyta te słowa a łzami się zalewa, bo Ona właśnie świadkiem Świętości żywym.

                                                    Wspomnijcie na Sonieczkę naszą. Jechała w strony obce wiedząc ile niebezpieczeństw Ją czeka. Któż lepiej niż lekarz z walki tej beznadziejności zdawał sobie sprawę ? Nie miała leków, nie miała wody, nie miała środków opatrunkowych, nie miała pieniędzy na nie. Miała tylko strach, czy podołą. Miała tylko strach ile z tych biedactw uda Jej się uratować. Miała tylko bezgraniczną miłość do drugiego człowieka. Z miłości tej życie swe oddała.

                                                    .....oraz miała laptoka, prund i czas i ochotę, na spędzaniu czasu na kilku polskich forach, politykę komentując, a o Gombrowiczu się rozpisując. Zaiste cud to większy nawet, jak owe Michaliny do życia wrócenie !

                                                    Tedy patrząc na tłumnie przybyłych, a wsłuchanych w słowa, jak w świętą ewangelię, wielebny po raz wtóry przemówił.

                                                    Lato ku końcowi dziś się chyli tedy w obozie naszym poruszenie szczególne. Noc całą kromlech budowano, by wieczorne odprawować misteria. Staniemy oto w środku kamiennego kręgu, a ku gwiazdom poglądać będziem. Świat kolejny zatoczył wir w spirali swojej. Teraz powoli, powoleńku wszystko zamierać będzie, do snu się łożyć, by nowych z wiosną sił nabrać, a eksplozją życia zaskoczyć. Tedy Druidów wzorem runy szykujemy, a i opończe białe, by w kręgu owym za ręce się ujawszy przyrodę czcić, a wróżb pomyślnych oczekiwać. Wspominać będziemy oto lato minione,gorące lipcowe dni tylu wzruszeń pełne. Ku Niebu nocnemu zaś pogladając uśmiechy nasze, myśli nasze, wspomnienia nasze , prośby nasze będziemy ku Bogu, ku Sonieczce słać. Krąg raz pobudowany po wsze czasy pozostawimy, by mozolnie rok po roku w miejscu tym samym w nadziei przyszłości lepszej oczekiwania się zebrać

                                                    Tedy ozwał się, dawno nie widziany łącznik z duchem,

                                                    Jej przedwczesna smierc polaczyla nas ,szukamy siebie,potrzebujemy siebie a Ona patronuje nam dyskretnie,niewidzialnie a jednak widzialnie.Kierujac sie potrzeba niesienia dobra ,wiedzeni Jej wzorem niezwyklosci jako czlowieka stalismy sobie bliscy ,nie bedzie przesada powiedziec Przyjaciolmi gotowi te przyjazn podtrzymywac slowem,czynem,modlitwa.Kazdy kto z nas przybyl tutaj zaintrygowany byc moze tytulem watku nie zostal obojetny na los drugiego czlowieka.I w tym nalezy upatrywac wage i rozmiar wielkiego dziela Sonieczki naszej, zesmy sie w dobru i na dobre polaczyli by zycie czlowieka stalo sie lepszym.

                                                    Wspierajac siebie nawzajem latwiej nam i naszym bliskim bedzie w zyciu,czego wszystkim zycze. Zycie ma sens! mamy ten dar zycia wiec nie zmarnujmy go,kochajmy sie i dzielmy tym co w nas najlepsze.

                                                    i doczytawszy to przesłanie, w miejscu tym się zatrzymałem, z pytaniem jednym.
                                                    Kurwa, gdzie ja to widziałem... ?


                                                    cdn
                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 21:15
                                                    film akcji oczywiście /nawet znam tytułuncertain

                                                    / jak znam życie, to twój wielebny, kogucie, sprzedaje co popadnie,., mydlo i powidło.. lajki na fb i stare oprogramowanie., pomysły na scenariusze i bootingi.. stad te nieprawdopodobnie rozbudowane watasy.. robione pewnie przez paru ludzi., lata temu już to widziałam, będąc u znajomków którzy pracowali w pr dla wielkiej korporacji powiązani byli kontaktami z gw i cała masa innych mniejszych czy większych domów medialnych..
                                                    myślisz, ze ten burdel na forach, od lat afery skargi użytkowników bez odzewu oraz brak jednolitego systemu, brak wykwalifikowanej kadry to tak dlatego ze ., z racji magla
                                                    uncertain ?uncertain
                                                    Tak a'propo w/w scenariuszy, to stara praska ekipa już wie ze nie popchnie tematów wcttm temacie..
                                                    i nawet twoja główna wróżka /to zdrobnienie od wroga;/ postanowiła zmienić emploi i przenieść swoje zainteresowania na politykę..z naciskiem ze na politykę zagraniczna,
                                                    Obecnie tam rodzina Adamsów grilluje uncertain
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 21:23
                                                    a widzisz
                                                    oprócz mydła, można sprzedawać również własne ego. A na komputerach to on się akurat zna, jak kura na jajach big_grin
                                                    na forach prywatnych nikt nie może ingerować, poza ich właścicielem. Po to są prywatne. Na forach moderowanych jednak trochę pilnują.

                                                    a o tym grillowaniu to nic nie wiem ?
                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 21:42
                                                    Pewnie wiedziałbyś gdybys od czasu do czasu przeleciał się po otwartych forach i nie trudno skojarzyć które ze sobą, ekhm, współpracują.., indifferent
                                                    ja sobie robię od czasu do czasu 'prasowke'.. warto sprawdzić gdzie jeszcze grzebią.., bo grzebią tez poza forami. To rozlajdaczane towarzystwo przyzwyczajone do wygody i do tego ze im łatwo szło.. ale nie wierz w to, szanowny kogucie, ze twój 'interlokator' nie zna się na tym co robi/ zwłaszcza na oprogramowaniu czy tzw warunkach brzegowych oprogramowania., to cwaniaki od lat w 'reklamie' z dużym 'zapleczem' haków uncertain np. szantażowania, zakłócania pracy- naciski, plotki.,ingerowania w życie prywatne.. itpuncertain
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:18
                                                    jestem już zmęczony tłumaczeniem, że nikt się nam do kompa nie włamuje. Że żeby shakować konkretny komp konkretnej osoby, trzeba być bardzo specem. Naprawdę bardzo.A tacy spece nie bawią się w hakowanie mojej poczty, żeby poczytać, z kim flirtuję, tylko hakują portale, bądź serwery pocztowe - a skradzione dane dostępowe idą w tysiące, jak nie miliony. Bazy takie wykorzystuje się do różnych celów - od sprzedaży pod marketing, po pozyskanie danych wrażliwych, np numerów i haseł do kart, czy kont bankowych. I nikt nie przeszukuje miliona shakowanych kont mailowych na piechotę. Robią to programy roboty, zaprogramowane na wyszukiwanie konkretnych fraz i haseł.
                                                    Do kompa Kowalskiego, sąsiad dostanie się tylko wtedy, jak mu Kowalski po pijaku hasła poda.
                                                    Nikt nie szpieguje mojej poczty, ani moich rozmów. Oprócz rządowych automatów - które działają w każdym państwie i przeszukują prywatne zasoby pod kątem terroryzmu.
                                                    Tyle.
                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:23
                                                    Otóż nie. To żadna teoria spiskowa, ze się poważnie zająłeś 'trollami' brużdżącym w twoim i twoich przyjaciół i znajomych życiu.., i nie tylko bruzdzeniem., znam udowodnione i osadzone przypadki /stad/ jak się prawidłowo zarządzany system obchodzi z trollami:
                                                    przede wszystkim ściąga z nich miano trolla wyraźnie pokazaliście ze za tym stoi konkretna osoba a nie system /czy teoria spiskowa/ i udowadnia korzyści z nadużywania systemie operacyjnych, w każdym sensie.
                                                    Co do twojej przygody z 'ebolanka' hmmmm od początku w całej tej na prędce skleconej historii widać ze miała czemuś służyć, jak myślisz czemu akurat na ciebie uwzięła się rudka/ oprocz tego., ze mr. Foxuncertain naprawdę sądzisz ze cały ten wieloletni magiel montowano tylko dla jednego marnego forum zamkniętego.. a cała masa pozostałych stojących otworem możliwości, nielegalnego obrotu danymi wrażliwymi, informacjami czy choćby sprzedaż reklamy to jakaś czarna magia nie z tego.,., internetu???
                                                    Jeśli tak? To...,
                                                    Hahahahaha Andrzeju,ha ha ha.


                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:28
                                                    I jeszcze raz, pardonsik za nie gramotna stylistykę.. pisze z telefonu /a jak wiesz jestem stad/ to mi klawiatura na obcojęzyczna zamienia się czasem tworząc koszmarki..
                                                    w każdym razie sens mojej poprzedniej wypowiedzi taki, ze ani trollowanie za pieniądze ani hackowanie systemu to nie są żadne teorie spiskowe., a wszystko to, po prostu, inżynieria społeczna- jak 'ładnie' takie szwindle próbują nazwać neurolingwistycy... ot i to wszystko.
                                                  • kalllka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:32
                                                    Ale pocieszę cię., choć to okropnie brzmi, ze trafiło nie tylko na ciebie.
                                                    Powiem tak; twoje pisanie bardzo się przydaje paru osobom otworzyło oczy na to co można zrobić ze znajomosci natury ludzkiej /en masse/ i ludzi oraz komputerem.. a tym którzy na komputerach znają a nie bardzo wierzą w psychologię internetuwink pokazało jak szybko musza nadgonić... braki.
                                                    No i to by było na tymczasem.
                                                    Kajka
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:34
                                                    trollowanie - to konkretni ludzie, którzy się nudzą, albo muszą swoje frustracje rozładować
                                                    hakowanie - to proceder przestępczy, ale nikt się nie bawi w detal - to przestępstwa masowe
                                                    a śledzenie aktywności w sieci - to też inna bajka - często sama wyrażasz na to zgodę, świadomie lub nie.
                                                    To ostatnie jest wkurwiające, bo wystarczy, że raz poszukasz w necie prezerwatyw i masz reklamy prezerwatyw wszędzie - od forum, po pocztę. Ale to też tylko boot roboty smile
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 02.02.17, 22:30
                                                    ebolanka to jedna bajka. Jeszcze nie skończona. I twórca miał cel jej tworzenia i ja dziś mam cel jej wyśmiania.
                                                    Ruda - to raczej sprawa prywatna.
                                                    Fox...........to też inna bajka.
                                                    A reklamy ?
                                                    google śledzą Twoją aktywność w necie. To tzw boot roboty. W dzisiejszych czasach to normalne. Kliknij na buta, bo szukasz i zaraz masz reklamy butów.
                                                    A ja mam Adblock i reklamy w dupce - bo są blokowane.
                                                    Nie wszystkie, ale zdecydowana większość.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 03.02.17, 20:42
                                                    odc 14 bez tytułu

                                                    primum non nocere

                                                    Przez wiele dni czytałem teksty, stworzone gdzieś kiedyś przez pewne osoby. Nie bez powodu.
                                                    Na zacięcie w tej sprawie złożyło się wiele czynników.
                                                    Nie przeczę, że do spokojnych "bytów" nie należę. Co i rusz gdzieś kogut jest w centrum awantury. Taki talent wątpliwy.
                                                    Przez dwa ostatnie lata mieliście rozrywkę, obserwując moje awanturki z Rudą. Najfajniejsze forum w okolicach przestało istnieć, a my przenieśliśmy się z daleka od wścibskich ócz, na ukryte forum, gdzie można spokojnie i o dupach i o problemach, bez stresu, że ktoś to zaraz skomentuje, albo będziemy pożywką dla kolejnych teorii spiskowych.
                                                    Ale awantury odegrały się tu. Publicznie. Pierwszym czynnikiem, który spowodował, że "zająłem" się najkulturalniejszą ponoć częścią forów gw - były sępy.
                                                    Nie, nie.... jeszcze nie o nagrodach piszę.
                                                    Piszę o autentycznych sępach, które przysiadają ilekroć liczą na żer.
                                                    Tak było i tym razem. Jak tylko zwąchały okazję - przyleciały tu, dziobnąć coś dla siebie.
                                                    Bo może jak przeczytam kilometrowy elaborat bzdurnych teoryjek - to "wrócę na właściwą stronę"
                                                    Ale ja nie czytam elaboratów doktorka.
                                                    Są całkowicie pozbawione treści, sensu, są nudne i głupie. To się nazywa przerost formy nad treścią.
                                                    Jedyne, co można z nich wyczytać, to bezdenna pustota, brak jakiejkolwiek wiedzy, w jakimkolwiek temacie, pogarda, buta i kompleks boga. Oraz mnóstwo innych kompleksów.
                                                    Facet się gdzieś zgubił po drodze, teraz żyje z żalem do całego świata, że mógł być kimś, a..............nie jest.
                                                    Wczoraj zapisywałem się do swojego lekarza rodzinnego, bo mi się lekusie kończą. Wrzuciłem w google nazwisko i wyskoczyła mi moja przychodnia. Wizytówka na portalu znany lekarz i kilka publikacji. Tyle.
                                                    Nie dziesiątki wizytówek, miejsc pracy, zmienianych jak rękawiczki. Nie. Mój lekarz nie wstydzi się, że jest internistą - świetnym zresztą, nie udaje kardiologa, nie przekonuje mnie, że jest większy niż urósł.
                                                    Jest po prostu lekarzem.
                                                    Nie ma czasu na siedzenie po forach. Kiedyś mi opowiadał, że jak ma tylko chwilkę to wali na ryby. No i wnuki ma. To i czasu na siedzenie w necie nie bardzo.
                                                    A już na pewno nigdy nie widziałem, żeby siedział w necie w czasie przyjmowania pacjentów.
                                                    U nas umawia się człowiek na godzinę, a numerki są co 15 min. Czasem wizyta trwa nawet dłużej.
                                                    Ale wracając do tematu.
                                                    Pierwszym bodźcem były sępy.
                                                    Drugim - wiadomość o śmierci Klary.
                                                    Nie lubiłem jej. Wkurzała mnie, przychodząc tu i bez przerwy pisząc o jakimś Misogino.
                                                    Nie chciałem słuchać.
                                                    W końcu zbanowałem.
                                                    Wiem, że miała do mnie o to żal.
                                                    Nie wiem czemu nie chciałem słuchać, bo zwykle słucham największych nawet wariatów.
                                                    To se ne vrati.
                                                    Przepadło.
                                                    Kiedy dowiedziałem się o jej śmierci - zrobiło mi się żal. Tak jak zawsze, kiedy ktoś odchodzi. Lubiana, czy nie - była częścią tych forów.
                                                    Ja ją zapamiętam z powodu tego Misogino, oraz porady medycznej, cobym na bolący kręgosłup przykładał mrożoną marchewkę z groszkiem. smile

                                                    Zacząłem czytać fragmenty Misogino.
                                                    Przerażająca lektura. Będę jeszcze do niej wracał nie raz. Sekty u nas są zabronione. A to, co tam znalazłem - to książkowy przykład sekty. Żeby było zabawniej - motywem przewodnim prowadzenia sekty były nie tyle korzyści materialne - choć i ten wątek się przewinął - ale głównie pompowanie ego zakompleksionego wielebnego. Który "mógł mieć wszystko" a ma........rękę w nocniku.

                                                    Musiałem zrobić przerwę w czytaniu - bo czuję autentyczne obrzydzenie.
                                                    Po ostatnich opisach umierających dzieci - po prostu mnie odrzuciło.
                                                    Ta fascynacja, to napawanie się śmiercią - jest chore.
                                                    Żeby stworzyć taki opis - autor musiał najpierw sobie go "zobaczyć", wymyślić, wyprojektować.
                                                    Opisywane szczegóły były tylko i wyłącznie obrazem wyobraźni autora - pytanie więc - jak chora musi być ta wyobraźnia, żeby coś takiego stworzyć.
                                                    A potem wykorzystać to do utrzymania gromadki.
                                                    Jak zakompleksionym człowiekiem trzeba być, żeby w taki sposób zapewnić sobie jedyny dostępny poklask.
                                                    I jak małym trzeba być, żeby żerować na emocjach innych takimi wytworami wyobraźni.
                                                    Tuż przed śmiercią - taką realną nie wirtualną - Klara dostała maila.
                                                    Od osoby, która grała kluczową rolę w tym przedstawieniu, po czym sobie zmarła. I oto 6 lat później trup wlazł do sieci i propaguje akcję charytatywną.
                                                    Wielebny pokazał w trakcie pisania o Ebolance - czym jest. Próbował mnie obrażać, zdeklasować, poniżać, ośmieszać, szczuć innych. Próbował. Nie wyszło. Ale właśnie dlatego, że próbował - ja nie ustąpię, póki nie odpowiem na wszystkie pytania, które przez lata pozostawały bez odpowiedzi.
                                                    Na które odpowiedzi poszukiwała Klara, którą nawet po jej śmierci, wielebny próbował sprowadzić do roli agresora i wariatki.
                                                    Nie ją jedną zresztą. Ale to inna bajka.
                                                    Brzydzę się tym człowiekiem. A jeszcze nadal nie doczytałem do końca jego perwersji.
                                                    Ale doczytam.
                                                    Na razie mamy fajne podstawy do pogadanki na temat Sępa - opowiadania, które zostało wywalone z konkursu, ponieważ było zlepkiem kradzionych tekstów znanych reporterów.
                                                    A wg wielebnego - opowiadanie to napisał na podstawie prawdziwej historii Ebolanki.
                                                    Było tak samo prawdziwe, jak i Ebolanka.
                                                    Reszta wniosków - po kolei w najbliższych dniach.
                                                    Nie odpuszczę. Nie boję się gróźb, nikt nie jest w stanie mnie obrazić, przestraszyć, zamknąć.
                                                    Następna rozprawka - Sęp - prawdy i nity.

                                                    do miłego.
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 03.02.17, 21:16
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > Musiałem zrobić przerwę w czytaniu - bo czuję autentyczne obrzydzenie.
                                                    > Po ostatnich opisach umierających dzieci - po prostu mnie odrzuciło.
                                                    > Ta fascynacja, to napawanie się śmiercią - jest chore.
                                                    > Żeby stworzyć taki opis - autor musiał najpierw sobie go "zobaczyć", wymyślić,
                                                    > wyprojektować.

                                                    > Opisywane szczegóły były tylko i wyłącznie obrazem wyobraźni autora - pytanie w
                                                    > ięc - jak chora musi być ta wyobraźnia, żeby coś takiego stworzyć.
                                                    > A potem wykorzystać to do utrzymania gromadki.
                                                    > Jak zakompleksionym człowiekiem trzeba być, żeby w taki sposób zapewnić sobie j
                                                    > edyny dostępny poklask.
                                                    > I jak małym trzeba być, żeby żerować na emocjach innych takimi wytworami wyobra
                                                    > źni.

                                                    Tylko ludzie o specyficznej psychice sa w stanie cos takiego wymyslic, napisac ewentualnie zyczyc innym.
                                                    p.s. Moj lekarz tez nie bywa w internecie, ma oprocz interny specjalizacje z chirurgii, ale tej nie ma nawet na szyldzie.
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 03.02.17, 21:35
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > Wczoraj zapisywałem się do swojego lekarza rodzinnego, bo mi się lekusie kończą
                                                    > . Wrzuciłem w google nazwisko i wyskoczyła mi moja przychodnia. Wizytówka na po
                                                    > rtalu znany lekarz i kilka publikacji. Tyle.
                                                    > Nie dziesiątki wizytówek, miejsc pracy, zmienianych jak rękawiczki. Nie. Mój le
                                                    > karz nie wstydzi się, że jest internistą - świetnym zresztą, nie udaje kardiolo
                                                    > ga, nie przekonuje mnie, że jest większy niż urósł.
                                                    > Jest po prostu lekarzem.
                                                    > Nie ma czasu na siedzenie po forach. Kiedyś mi opowiadał, że jak ma tylko chwil
                                                    > kę to wali na ryby. No i wnuki ma. To i czasu na siedzenie w necie nie bardzo.
                                                    > A już na pewno nigdy nie widziałem, żeby siedział w necie w czasie przyjmowania
                                                    > pacjentów.
                                                    > U nas umawia się człowiek na godzinę, a numerki są co 15 min. Czasem wizyta trw
                                                    > a nawet dłużej.

                                                    Ja tez dzisiaj bylam u mojego lekarza, oczywiscie, ze korzysta z komputera tylko tak sie sklada, ze jako pacjentka caly czas widze co jest na ekranie tego komputera, a jest tam w tym momencie wlasnie moja karta pacjenta.
                                                    Kiedys czytalam opinie na portalu znany lekarz: pan doktor caly czas pisal cos na komputerze i sie smial.(z czego?)
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 03.02.17, 21:57
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > nooooooooo
                                                    > to u nas jest dokładnie tak samo.
                                                    > Nudny program do receptów.
                                                    > A ja czytam kilka dni temu, że jakiś rodzinny przekłada przyjmowanie pacjentów,
                                                    > bo musi na forum odpisać.
                                                    > Totalna ignorancja.
                                                    > Olewka chorych.

                                                    Totez z braku lepszych "recenzji" trzeba sobie pochwaly samemu pisac, te pozytywne to jak przekopiowane jedna z drugiej, pewnie tylko kolejnosc zdan zmieniona, jak w sepie...
                                                    Nie tak dawno czytalam recenzje kardiologa u ktorego leczy sie moja mama - od wielu lat.... same pochwaly - ona nie musi sobie tego sama pisac, to pisza wdzieczni pacjenci.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 04.02.17, 10:53
                                                    toteż demaskuję doktorku manipulacje. Z pełnym zaangażowaniem.
                                                    W większości spraw nigdy się nie zgodzę z babami z Kalejdoskopu. Ale pod jednym podpisuję się oboma kończynami górnymi.
                                                    Jesteś żałosny. Mały (nie wzrostem, bo to mnie gówno obchodzi) człowieczek, który uważa że urośnie, kiedy dokopie komuś pisząc o zawalonym egzaminie, albo wrzucając fotki dzieci, dowali komuś, kto ich nie ma. To już nawet nie dno doktorku. Nie urośniesz doktorku. Wręcz przeciwnie. Kurczysz się sukcesywnie.
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 04.02.17, 12:04
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > dobrze, że pytasz owsiku - też mnie to zastanawiało przez ostatnie dwa lata. Al
                                                    > e sposoby są różne - ty po prostu wlazłeś w parę dup. Ja się dogadałem, bez wła
                                                    > żenia..big_grin i taka jest właśnie różnica między kundelkiem a owsikiem... big_grin
                                                    >

                                                    Ale nawet owsik bez wazeliny nie mogl i nie moze...
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 04.02.17, 12:55
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > co tylko zabawniejsze w odbiorze big_grin
                                                    >

                                                    No owszem ale jakos tak nigdy sie nie interesowalam owsikami ale z tego co sobie przypominam to raczej, zwykle dzieciom, podaje sie srodki na to by owsiki obraly kierunek ku wyjsciu - nie wiem jak jest z "aplikacja".. bleeee
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 04.02.17, 20:58
                                                    zgadza się ! big_grin


                                                    k.karen 04.02.17, 20:43
                                                    Agresja jest zawsze wynikiem słabości.

                                                    wscieklyuklad 21.01.17, 13:29
                                                    uwielbiam czytać posty zdegenerowanego debila.
                                                    [...] Ja pierwiaszczę. Jak można griuntować przekonanie o sobie, że jest się zdegenerowanym debilem?
                                                    Debi?
                                                    Jak najbardziej
                                                    Zdegenerowany?
                                                    Bez żadnych wątpliwości!
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 11:35
                                                    bez odcinka na razie, czas na kilka wniosków.
                                                    Otóż od wielu wielu lat zaznaczył się pewien schemat. Każdy, kto śmie zaprezentować zdanie odmienne od zdania guru - nie doczeka się dyskusji. Doczeka się za to steku wyzwisk.
                                                    Ale ten fragment jest fajny z innego powodu. Kolejny raz zawiera czystą samokrytykę.
                                                    Zawiera klasyczną projekcję.
                                                    Projekcja to proces przenoszenia swoich wad, odczuć, dążeń, błędów, cech zarówno osobowości, jak i wyglądu, na innych. Jest swoistym środkiem samoobrony przed samym sobą. Osoba, projektująca ma zwykle kłopoty i nie potrafi sobie ze sobą poradzić. Projektuje więc to, co jej przeszkadza - na innych - żeby móc swobodnie już skrytykować (mało kto potrafi krytykować siebie).
                                                    Projekcja jest następstwem procesu wypierania (nie jestem zły, to nie ja jestem zły, to on).
                                                    Z czasem mechanizm projekcji powoduje fałszywe postrzeganie świata rzeczywistego.
                                                    Cytowany fragment (pochodzący sprzed 9 lat, a jakże identyczny z dzisiejszymi tekstami) to książkowy przykład wyparcia i projekcji.

                                                    cytat z wielebnego z dn.
                                                    23.11.2007 14:31



                                                    Po raz kolejny bowiem podsumowują rozmowy nasze i - co naturalne , bo czegóż po ich zdolności wypowiedzi i motywacji oczekiwać - na zadane pytanie o alternatywę - milczą.
                                                    Każdy może napisać o drugim - jesteś głupi, jesteś nudny, jesteś taki , siaki czy owaki, nie lubię cię, idę sobie w swoją stronę. I co z tego ? Czy mam sie z tego powodu rozpłakac ? Wzorem mody ostatniej z 9 piętra (na którym nomen omen mieszkam - namiotu naturalnie nie licząc ) wyskoczyć. A nuż spadłbym na zaparkowany samochód mojego adwersarza, ktorego wszak martwić nie chcę, bo itak przybity do granic wytrzymałości szarzyzną życia swego mi się jawi ? Jakoś żalu wtedy nie czuję a i tęsknota za powrotem ku jego postom zapewne też mnie nie dopadnie. O depresji nawet nie piszę - bo depresja jaka bije z postów takich ludzi dla mnie nie jest zaraźliwa. Depresja ich bowiem jest spowodowana beznadzieją trwania. Oni oto nie potrafią się skupić na niczym , nie potrafią cieszyc się drobiazgami. Oni marzą o Wielkości. O Niezwykłości. I nigdy na nią sie nie doczekaja, bo zamknieci w egoistycznym swiecie własnej - jak naturalnie uważają- wielkości nie znajdą w życiu niczego, co ich zadowoli. Wpadną, poczytają, pokrytykują - i dalej polecą podokazywać sobie,podokuczać innym. Innym oczy na małość, nijakość otworzyć. Małość, którą tylko oni dostrzegli. Jakież to proste.....
                                                    Czasem zastanawiam sie, czy warto wogóle to komentować. Ale wypowiedzi tych żyjątek, traktuję jako punkt wyjścia do rozmów z tymi, z którymi rozmawiać kocham. Komentując więc te wypocinki, staram się rozmawiać o tym jakie mamy wizje dobra, wzajemnego do siebie stosunku., jakie mamy oto świata wizje.
                                                    Pożywka ze zła tedy u nas ożywcza jest nie dlatego, że kto głupim wpisem -niby to ożywczym, oczywiście według mniemania własnego - na forum zagościł. Idiotyczna wypowiedź nie poparta własnym konkretnym zdaniem, własnym poglądem - poza słowem przygany nadaje się tylko do kosza. A i kosz takimi "pisaczami" sie brzydzi. I istotka ta-nie wpisy Wasze- inne wątki, nie tylko ten - zaśmieca.
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 11:46
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > Cytowany fragment (pochodzący sprzed 9 lat, a jakże identyczny z dzisiej
                                                    > szymi tekstami) to książkowy przykład wyparcia i projekcji.
                                                    >
                                                    > cytat z wielebnego z dn.
                                                    > 23.11.2007 14:31

                                                    >

                                                    Nie moze byc... Kur napisz, ze to nie jest prawda... niemal 10 lat i dokladnie takie same tresci, nic ale to dokladnie nic sie nie zmienilo, dottore zatrzymal sie gdzies na pewnym etapie i jako ten chomik w kreci sie w kolowrotku....
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 11:47
                                                    m.maska napisała:

                                                    > kogucik.2872 napisał:
                                                    >
                                                    > > Cytowany fragment (pochodzący sprzed 9 lat, a jakże identyczny z d
                                                    > zisiej
                                                    > > szymi tekstami) to książkowy przykład wyparcia i projekcji.
                                                    > >
                                                    > > cytat z wielebnego z dn.
                                                    > > 23.11.2007 14:31

                                                    > >
                                                    >
                                                    > Nie moze byc... Kur napisz, ze to nie jest prawda... niemal 10 lat i dokladnie
                                                    > takie same tresci, nic ale to dokladnie nic sie nie zmienilo, dottore zatrzymal
                                                    > sie gdzies na pewnym etapie i jako ten chomik w kreci sie w kolowrotku....

                                                    a raczej biega...
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 11:59
                                                    i 10 lat a nadal wielebny jest odbierany identycznie. Post w odpowiedzi na wynurzenia wielebnego. Oczywiście osoba, pisząca o swoich odczuciach wobec w/w została natychmiast napiętnowana. To już kolejna taka osoba - po drodze cytowałem niejakiego jędrulę i kilka innych podobnych zdań w temacie.

                                                    Ot Układzie, zakochany jesteś w swoim ego, lubisz ponizać ...
                                                    23.11.2007 14:51
                                                    ~robal

                                                    Ot Układzie, zakochany jesteś w swoim ego, lubisz ponizać innych ludzi, głosząc słowa miłości... Łatwo Ci przychodzi wciskać w ich usta intencje, których nie mieli i słowa, których nie wypowiedzieli. A poza tym epatujesz się swoją dobrocią i miłosierdziem, a przede wszystkim swoim geniuszem. Zaraz wszystko przekręcisz i wmówisz mi coś innego niż chcę tu wypowiedzieć, rozłożysz swój pawi ogon, a grono kilku blawochwalców będzie bić Ci pokłony. Ty zaś poniżysz nędznego robala, który Cię właśnie podgryzł, a potem wdziejesz togę i zamienisz się w inktwizytora, unicestwiając go poprzez głoszenie słow rzekomego miłosierdzia...



                                                    i natychmiastowa reakcja - zresztą - od razu widać, czyjego autorstwa, choć osoba ukrywa się pod hrabinią halką. Ale poczytawszy sporo - wiem dokładnie kto sam ze sobą gaworzył, tworząc jedno - dwuosobowo - tłum.

                                                    Hahahaha epatować się? Pierwsze słyszę! Wściekły Układzie ...
                                                    23.11.2007 17:32
                                                    ~hrabina_bałkańska
                                                    Hahahaha epatować się? Pierwsze słyszę! Wściekły Układzie podobno się epatujesz? Zdradź tajemnicę jak to robisz? I skąd Robal o tym wie? Robalu a Ty jak się epatujesz? Albo czym się epatujesz? A może przesadziłeś z tym epatowaniem się stąd takie dziwaczne sformułowanie? Czyżby nowy Kopaliński nam się obwieścił? Za odpowiedź z góry dziękuję.

                                                    strasznie długie i nudne, ale warte poczytania - słowotok - jest to zwykle nerwowa reakcja na sytuację, powodującą poczucie zagrożenia.. Dodatkowo - odwrócenie uwagi od słów krytyki pod swoim adresem, oraz próba sprowadzenia człowieka do poziomu rzeczy i zdeprecjonowania jego wartości do zera.

                                                    23.11.2007 17:34 (wpisuję daty, żeby niunia mogła łatwiej znaleźć. Taki ze mnie ludzki pan !! big_grin)
                                                    Tedy :
                                                    Próbuję ustalić oto genezę nicku owego. Czym jest ów tajemniczy "Robal", co do nas z pełnymi ciepła słowy, z głębokiej analizy psychoanalitycznej zrodzonej, zawitał.
                                                    Staram się - staropoloskim zwyczajem gościnności nauczon - uwierzyć, że moze oto litera jaka przypadkiem w nicku Jego się przybłąkała. Że to nie Robal żaden, złe skojarzenia budzący ale np. Roba - a owo "l" jedynie efektem pospiesznego klawiszy wciskania nick niechcący poszerzyło.
                                                    Roba ubiór to bowiem zacny wiekiem mi równy, z usztywnionymi, wypukłymi fałdami promieniście schodzącymi się w pasie na wzór mody francuskiej. Noszony przez obie płcie ( Robala płci wszak nie znamy). Robe = suknia, sukienka.
                                                    Ale semiotyka - o której były pan premier nie tak dawno z uprzejmym uśmiechem skierowanym pod adresem następców mówił - nakazuje poszukiwac dalej.
                                                    A więc może starogermańskie Rauba ? - łup, ubiór zdobyty na nieprzyjacielu ? Coś mówi mi, że ciepło, cieplej ale jeszcze nie gorąco. Cieplej, ale i straszniej, bo oto może Robal mnie z geniuszu, mnie z pawich piór odrzeć pragnie
                                                    ( w taki ziąb !) a sam przywdziawszy, entuzjazm swych z kolei wielbicieli - których niestety tu niemało wzbudzić pragnie ? Chyba jednak też nie, więc pora na literaturę.
                                                    Cóż więc Robak w dziejach Świata symbolizuje ?
                                                    Encyklopedie mówią : grzech, znikczemnienie, upodlenie, czołganie się (sic!), płaszczenie ( nie, to nie to ), podłość, małostkowość, lenistwo, skrytość, małoduszność, pogardę, ubóstwo (chyba nie), pokorę ( napewno nie), słabość, truciznę, zabójstwo, śmierć, rozkład, powolne, zdradzieckie pożeranie (!!), działanie ukradkowe (!!!!!), zniszczenie, zagładę zmarłych, wieczną karę, piekło, tajemnicę, ciało ludzkie, chorobę, zmartwienie, niepokój, smutek (!!!!!!) i..... SUMIENIE...... W mitologii sumeryjskiej oznacza zło zrodzone z bóstwa. Według mitologii irlandzkiej robaki wylęgnięte z trupa olbrzyma Imira otrzymały z rozkazu bogów rozum i postać ludzką.
                                                    W księdze Hioba czytamy : Rzekłem zgniliźnie : Ojcem moim jesteś. Matko moja i Siostro moja robakom. A więc pogarda, bezwartościowość.....
                                                    Nie jest jednak tak źle. Psalm Dawidowy (21, 7) utożsamia Robaka z pokorą ( A jam jest robak, nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgarda pospólstwa. ) I Jacek Soplica wszak księdzem Robakiem w win swoich uznaniu się staje. ( Pan Tadeusz)
                                                    Robak - to ciało, przeciwieństwo motyla - duszy symbolu.
                                                    A co wielki Szekspir o Robakach mówi ? - Robak = śmierć , a przez to rozkład wyżej zorganizowanych form życia, powrót do form pierwotnych, do fazy początkowej, po której JEDNAK NASTĘPUJE ODRODZENIE SIĘ ŻYCIA I ŚWIATŁA Z CIEMNOŚCI, ŚMIERCI. A więc rozpoczęcie nowego cyklu.
                                                    "Miarka za miarkę " - "bo drżysz przez żądłem lichego robaka"
                                                    "Hamlet" - "Tuczymy wszelkie istoty dla karmienia siebie , siebie zaś tuczymy dla robaków "( święte to słowa - przypisek mój )
                                                    "Antoniusz i Kleopatra " - "Czy masz tam pięknego robaka Nilu, ktory zabija bez bólu ?"
                                                    "Ryszard III" - " Robak sumienia toczy twą duszę "
                                                    " Wieczór trzech króli " - " Tajemnica , jak robak w pączku".
                                                    "Romeo i Julia" - "Ów krągły robak, co siedzi w palcu leniwej dziewczyny " ( w czasach tych uważano, że robactwo lęgnie się w palcach opieszałej służby ).
                                                    Zaiste Szekspir miał chyba "psychozę robaczą".
                                                    Ale nie... bo przecie Schiller w "Intrydze i miłości" pisze: "Tylko robak sumienia czuwa wraz z sową ( pisaliśmy o Sowie - wow !!!)
                                                    Julian Ursyn Niemcewicz - w "Dumie o Żółkiewskim" - " Robak zgryzoty toczy me sumienie i sen oddala z powiek zmordowanych."
                                                    Franciszek Morawski w swoim "Jabłku" pisze -" Robak - właściciel ostatni". Zaś Antoni Mlaczewski w "Marii" - "Ach na tym świecie Śmierć wszystko zmiecie, robak się lęgnie i w bujnym kwiecie". ( fakt - przypisek mój )
                                                    Wyciągać komuś robaki z nosa - znaczyło tyle, co zręcznymi pytaniami skłaniać do zdradzenia tajemnicy, do zwierzeń ( coś na rzeczy !!). Wg dawnej medycyny ludowej ( którą wielbię i ochoczo stosuję) -można było pacjentom z chorych członków wyciągać demony kształtu robaków- znachorzy chętnie czynili to naiwnym chłopom na jarmarkach.
                                                    Jest też i Robak- zwyciężca (!!) - Oto sam Edgar Alla Poe pisze w "Robaku Zwycięzcy " - "Sztuka jest to tragedia Człowiek, a jej bohaterem Robak -Zwycięzca".
                                                    Jest jeszcze i tłumaczenie marzenia sennego : robaka śnić - nieporządany gość cię czeka, intruzów najście.
                                                    I jak tu w mądrości ludowe, literackie przekazy nie wierzyć ?
                                                    Nim skończę poproszę Robala, by opisał, w którym miejscu ogon mój pawi dostrzegł. I inkwizycji szaty.... Albo chęć pławienia się w geniuszu sowym ( gdzie takie słowo padło ?), puszenia przed kimkolwiek ..... Proszę również o wykładnię rzekomych zapędów inkwizytorskich. Ułatwi mi to dalsze z Robalem dysputy, choć może już pod innym Jego nickiem , bo ten już spróbowałem odszyfrować, więc może go zmieni. Proponuję na taki by do przemyśleń i polemik nie zachęcał.
                                                    Słowa miłości zaś będę głosił dalej. Jak Robal słowa pogardy i złości. Każdy z nas otrzyma kiedyś w rewanżu to, na co zasłużył. Robal też ma wolną wolę i jak przyssawki swe wykorzystać decydować może.
                                                    Immanuel Kant w Metafizyce obyczajów pisze wszak "Kto czyni się robakiem, niech się potem nie żali, że go podeptano".
                                                    Robal wizję miał więc proroczą. Nie zauważył wszak jednego. Że głoszenie miłości , zgody na podłość nie oznacza.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:06
                                                    zabawne, bo aż się tam roiło od owsików.

                                                    23.11.2007 17:56
                                                    ~hrabina_bałkańska
                                                    Eeeech Dottore! Rozkładaj swój ogon pawi bo cudnymi barwami się mieni. Bogactwo kolorów jego to bogactwo wiedzy Twej którą z nami się dzielisz. Słusznie Obserwator napisał, że czas tu spędzony nie jest czasem straconym. Być może zostanę posądzona o klakierstwo lub o inny czyn nikczemny bo sędziów mamy tu surowych, ale co mi tam. I tak zdania nie zmienię.


                                                    23.11.2007 18:16
                                                    ~romuald.w
                                                    Brawo,brawissimo W.U,nie lada trzeba intelektu i taktu by odpowiedziec na dosc prowokacyjny post.Za kochana Hrabina rece same skladaja sie do oklaskow.Pozdrawiam wszystkich Misiginian.


                                                    23.11.2007 18:09
                                                    ~hejka
                                                    Są robaki nie myjki ,są robaki telewizorki, są robaki ćmaki ,są robaki ślepaki ,są robaki cuchniaki ,zlewozjady, są robaki technicznie niemożliwe, są robaki też takie jak ty ......zgryżliwe i złośliwe.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:11
                                                    i kolejny głos trzeźwy - przypominam, że to ludzie sprzed 9 lat.

                                                    23.11.2007 19:00
                                                    ~turkuć podgryzacz
                                                    > Hahahaha epatować się? Pierwsze słyszę! Wściekły Układzie
                                                    > podobno się epatujesz?
                                                    Ty Hrabini też się sobą epatujesz, aż... Nie napiszę, bo nie przejdzie tongue_out

                                                    A najbardziej Was epatują moje parury i szczęki. Gdy mnie nia ma, wy umieracie. Więc umierajcie "przyjaciele" we wzajemnym uwielbieniu i w samo- też!

                                                    Miłej agonii! Ostania to była pobudka do życia hahahaha !!!!!!!!!! Chyba, że sami zagryzać się zaczniecie big_grin tongue_out
                                                    Macie gdzieś moje dobre rady. Nie szkodzi, i tak bym się nie zarejestrował. Przenoszę do normalnych i nienudnych, papa!

                                                    23.11.2007 19:25
                                                    ~ robal rozgnieciony przez WU
                                                    Wszystkie posty zieją wrogością do mnie i złoś(liwoś)cią, a układ wszystko przeinaczył. Po kres kresów będzie przeinaczał na swoją modłę wszystko, co zostało wypowiedziane nie po jego myśli. Bo jego pseudo oznacza wściepłkłe układanie w ludzkich mózgach.
                                                    Potem zaś włączy wirtualnych klakierów, a sam będzie w uniesieniu analizował swoją boskość.
                                                    Teraz definitywne papapa!

                                                    23.11.2007 19:57
                                                    ~odlany podgryzek
                                                    byłem podgryzkiem, a to inny gatunek, z krainy fantasy... Okularki lub lupę sobie spraw. Cóś nie mogę odejść sad, ciągle do mnie gadacie, zamiast olać mnie milczeniem wyższości (ale zdanie ułożyłem! też się poepatuję!)
                                                    daswidania!
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:23
                                                    i kolejny tekst, który dobitnie ukazuje, że ludzie już wtedy WIDZIELI co jest grane.

                                                    24.11.2007 14:11
                                                    ~playback
                                                    Wzruszylem sie do lez.Jezeli to sa prawdziwe zdarzenia opisane tym wieksza dawke emocji wyzwalaja,gdyby to jednak byl efekt wybujalej fantazji autora to trudno bedzie uwierzyc w cokolwiek napisze w przyszlosci.Co dyzur w lazarecie to niesamowite zdarzenia,jak to z podziurawionym ogumieniem karetki...???.To wszystko naprawde czy tak dla zartu sie dzieje?
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:33
                                                    gdybyś umiała czytać niunia, to byś doczytała, że cały czas opisuję zachowanie guru i sekty, popierając to cytatami tychże. al że czytać nie umiesz, to pi tm sobie na zdrowie. Ja i tak zrobię swoje big_grin ale na twoją prośbę, będę pisał dla mniej lotnych - używając sprecyzowanej nomenklatury (czyli nazewnictwa) zamiast tylko opisów. Może wtedy uda ci się nadążyć.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:41
                                                    no proszę (nadrabiam lekturę właśnie i co chwila coś mnie zaskakuje) - przypomnienie - posty sprzed 9 lat.

                                                    08.11.2007 10:23
                                                    ~off/on.
                                                    Na jednym z Offtopicow,znalazlem taki tematbig_grinlaczego przybrales taki a nie inny Nickname?Zastanawiam sie co nami kieruje ze uzywamy takiego a nie innego nicka.Czy Wsciekly Uklad to jeden/a osoba czy cala grupa ludzi,jak np Biber-y na innym Forum.Czy Helcia/Felcia to jedna osoba czy tez jakas kafejkowa grupa.?.Czy Myki naprawde istnieja,nie wspominajac o prawdach,czasach...?
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:44
                                                    08.11.2007 13:24
                                                    ~trzmiel
                                                    Sympatyczny Adoratorze, gdyby to tak mieć pewność, że nie ma tu zadnej fałszywki, tyle dobroci w jednym miejscu, a gdzie zwyczajność (nie wspominając o złu). Więc gdzie sól i gdzie pieprz? Bez przypraw mdło. Tylko Hrabina jest prawdziwa. Szacuneczek Hrabino.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:58
                                                    o kurde !! tego jeszcze nie było !! big_grin

                                                    13.11.2007 12:05
                                                    ~Ciekawe bardzo
                                                    Chociaż trwa spór co do tego kiedy to się wszystko zaczęło, osoba zwąca siebie "Czasopodróżnikiem_00", a później "Johnem Titorem" oznajmiła na publicznym forum internetowym, że jest podróżnikiem w czasie pochodzącym z roku 2036. Jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobił, John Titor, było rozesłanie fotografii swojego wechikułu czasu i opisu jego działania. Wraz z upływem czasu coraz więcej ludzi zaczęło pytać go, co go tu sprowadziło. Pytano go też o fizyczne podstawy podróży w czasie i o to, co sądzi o naszych czasach. John Titor umieszczał swoje wiadomości równiez na innych forach, w tym na stronie Arta Bella. 24 marca 2001 roku John Titor ogłosił, że szykuje się do opuszczenia naszego czasu i powrotu do roku 2036. Po tym anonsie nikt już więcej o nim nie słyszał . Spekulacje i próby ustalenia kim był i dlaczego ujawnił się w internecie, trwają do dzisiaj. Najprościej byłoby odrzucić to jako mistyfikacje, jednak większość ludzi którzy czytają te listy, zgadza się, że w Johnie Titorze i w tym, co przekazał, jest coś niezwykłego. Co więcej, John wygłosił szereg przepowiedni i komentarzy, które zdają się o dziwo sprawdzać. Kiedy będziecie państwo to czytali, proszę pamiętać, że to wszystko zostało napisane przed 11 września, przed katastrofa promu kosmicznego Columbia oraz przed drugą wojną w Zatoce Perskiej. Wielu ludzi sądzi, że John mógł wiedzieć o tych wydarzeniach i nawiązał do nich, nie mówiąc o nich wprost. Panuje równiez powszechna zgoda co do jego kilku przepowiedni na temat przyszłych odkryć w fizyce, które zmaterializowały się, tak jak to podał. Oto krótki wybór niektórych spośród wielu pytań, jakie mu zadano. Ich pełny zbiór jest dostępny pod adresem:XXXXXX
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:01
                                                    no proszę. Kolejny głos.

                                                    13.11.2007 15:12
                                                    ~ktoś z Myk
                                                    Basiu zaczęłaś mieć jakieś wątpliwości , jeżeli jeszcze coś pamietasz z matematyki o zbiorach , to pomyśl i spróbuj wytypować wspólną grupę dla znanych Ci for. Tu znajdziesz odpowiedż , kto rozrabia posługując się wieloma nickami i niewybrednym , prostym językiem
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 12:57
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > no proszę (nadrabiam lekturę właśnie i co chwila coś mnie zaskakuje) - przypomn
                                                    > ienie - posty sprzed 9 lat.
                                                    >
                                                    > 08.11.2007 10:23
                                                    > ~off/on.
                                                    > Na jednym z Offtopicow,znalazlem taki temat:Dlaczego przybrales taki a nie inny
                                                    > Nickname?
                                                    Zastanawiam sie co nami kieruje ze uzywamy takiego a nie innego nicka
                                                    > .Czy Wsciekly Uklad to jeden/a osoba czy cala grupa ludzi,jak np Biber-y na
                                                    > innym Forum
                                                    .Czy Helcia/Felcia to jedna osoba czy tez jakas kafejkowa grupa.
                                                    > ?.Czy Myki naprawde istnieja,nie wspominajac o prawdach,czasach...?
                                                    >

                                                    Bo z moim to bylo tak... na tvn-ie byla niejaka Klisza, pisala swietnie a nick wiazal sie z przestwietlaniem... w roznych miejscach bywalysmy razem - stad moj nick maska i bynajmniej nie od maskowania a od demaskowania smile juz wtedy widzialam jakie manipulacje sie dzialy.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:04
                                                    pamiętasz, co Ci powiedziałem kilka lat temu ? Wtedy ciężko Ci było to pojąć. Ale właśnie dlatego pilnuję, żeby żadna gnida nie mogła nic wykorzystać. Chociaż ja nie z tych, co chowają głowę w piasek. Gdyby się coś takiego zdarzyło - potrafię sobie z tym poradzić używając adekwatnie - realnych środków.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:09
                                                    14.11.2007 00:26
                                                    ~kszzzz
                                                    Do Hrabiny i Wściekłego.
                                                    Hrabino, ni w ząb nie kumam Twego posta, ale nie chce mi się już nawet badziej wysilać. Zdaję sobie doskonale sprawę, że moje IQ nie osiąga 195.
                                                    WU - za długo i zbyt zawile, a ja dziś 12 godzin zasuwałam jak mały motorek i to po zarwanej nocy. Teraz jestem jak wypompowana dętka i idę spać. Pewnie się tego po mnie nie spodziewasz, ale pomogłam kilku ludziom.
                                                    Przepraszam, zabłądziłam na to forum (jestem impulsywna), ale nie zamierzam już tu wracać.
                                                    Jeśli macie mi coś do przekazania, zapraszam do nas.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:13
                                                    nawet nie muszę komentować tych postów - mówią same za siebie - 9 lat temu. Każdy, kto znajdzie się w pobliżu, prędzej, czy później zauważy. Każdy jasno myślący znaczy.

                                                    15.11.2007 17:51
                                                    ~przechodzien
                                                    Niby wszystko ladnie,pisane starannie,polszczyzna godna podziwu,ale to manieryczne naduzywanie slowa:lazaret? Pomijam ze zle sie to slowo kojarzy,wojen u nas nie ma,szpitali polowych tez,wiec skad u autora ta dziwna sklonnosc do uzywanie tego slowa?Tredowatych inaczej poprostu leczy sie w szpitalach,przychodniach,ambulatoriach,ba! nawet w prywatnych gabinetach,ale nie w lazaretach.
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:19
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > 15.11.2007 20:06
                                                    > ~przechodzien
                                                    > Sarmato pozwol,ze jeszcze jedno pytanie Ci zadam-czy w lazaretach swych spotkal
                                                    > es kiedy pacjentow z zespolem Munchhausena?Albo ze zlosliwa odmiana tego
                                                    > schorzenia-per procura?
                                                    >

                                                    hahaha.............
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:21
                                                    kolejny fragment z wielebnego. Kult jednostki, mieszający się z manią wyższości, oraz manierą "artysty". Pogarda dla wszystkiego, co inne, odmienne, samodzielne. Pogarda dla każdego, kto śmie wyrazić swoje odczucia, czy interpretacje. Guru - dla mniej lotnych - sekta - tak właśnie broni swojej zamkniętej autonomii.



                                                    16.11.2007 07:02
                                                    To zaś, co smutne na wątku od parunastu dni mi sie jawi, to fakt, że tak łatwo zaglądają tu ludzie, którzy wyśmiać pragną. Ci, co miast powiedzieć " dla mnie dobro jest tym bądź tamtym, zło tym, bądź tamtym " powtarzaja tylko w koło jaka według ich jest nasza - najczęściej blędna ich zdaniem koncepcja działania. Stają się tym samym jak widzowie na wystawie Twoich obrazów. Podchodzą, bliżej , dalej, z lewa z prawa na obraz poglądają, a w pamięci pozostaje im i tak jeno rama bo sztuki po prostu nie pojmują. Nikt Twych myśli twórczych w trakcie obrazu - poza Tobą nie zna. Ale gdy stoja przed obrazem Twoim ONI wiedzą. I ONI sa zdziwieni, jak wogóle coś takiego stworzyć było można. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Na wystawie owej u wejścia stoisz a pędzel zwiedzającym przy wejściu wręczasz. Mają wybór - po prawej czyste płótna na sztalugach rozpięte stoją artysty dłoni oczekujace, zapełnienia treścią nieznaną - może faktycznie od dzieł Twych piękniejszą - niecierpliwe. Po lewej stronie ściana obrazów Twych pełna. Moga patrząc na nie . na niezapełnionych swoje dzieło - Twoim stymulowane odwzorować. Jest jeszcze jedna ewentualność, na ktorą łaskawie im pozwalasz. Mogą oto pędzel swoj i farby wykorzystać dla poprawy dzieła już przez Ciebie stworzonego. Farby Twe zmazywalne są - kamfora obok obrazu każdego leży. Jak myślisz, ilu chętnych się znajdzie, by bieg linii poprawić, cień inaczej oddać, rysy twarzy wyretuszować postaci w obrazu głębi ? Większość wybrała by prostą drogę - zapacykowałaby plamami bezkształtnymi Twoje dzieło. Owoc Twoich poszukiwań, owoc przemyśleń, owoc duszy artysty. A przecież pacykarstwo wcale dzieła Picassa oznaczać nie musi.
                                                    Oto artysty bolączka największa.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:30
                                                    XXI wiek. Lekarz.....
                                                    (dla mniej lotnych - polecam lekturę cytatów z "kazań" znanych przywódców sekt)

                                                    17.11.2007 20:17
                                                    Oto Mount Elgon - ponad 4 tys metrów wysoki wulkan w Kenii. Tam oto Jaskinia Kitum się mieści. Słynna niezwykłej soli zawartością. Sól ta wiele zwierząt przyciąga, tedy jaskinia życiem tętni. Mówią, ze tam jest owo źródło, choć wciąż nie wiemy, czy to gryzonie, nietoperze a może pająki nieszczęście sieją.
                                                    "Antychryst przyjdzie spoza Ziemi " tak słowa Apokalipsy głoszą. Księgi fragment słowa te głoszący nosi numer 1:8.
                                                    Położenie wulkanu wygasłego to 1stopień 8 minuta szerokości północnej. A więc 1:8. A więc czy to wnętrze wulkanu ( spoza Ziemi?) wrota do piekieł, wrota do Antychrysta kryje ? Kitum w języku miejscowych słowo KLUCZ oznacza. Czy do piekieł klucz ? Klucz co drzwi zła otwiera ? Obok Góry wioska o nazwie Mbale leży. Bail out - to tyle co uwolnić. A więc klucz do uwolnienia zła spoza Ziemi.

                                                    Wulkan opodal Nilu się wznosi. Czy pamiętacie plagi egipskie z czasu Mojżesza ? Oto choroba tajemnicza co lud zdziesiątkowała. Oto wody Nilu krwistą czerwienią zabarwione, oto śmierć dzieci egipskich - syna faraona także, co o wypuszczeniu dzieci Izraela z niewoli zdecydowało . Wirus Ebola ma postaci zabijające głównie dzieci. Wirus Ebola , to gorączka krwotoczna, bowiem krew z miejsc rozmaitych się sączy. Czy to właśnie Ebola siły szatańskie uwolniły. Siły z wnętrza Ziemi ,z piekła rodem ? Czy plagą egipską choroba ta straszliwa była , co na losy świata wpływa ?
                                                    Wielce znamienne są daty odkrycia 3 najstraszliwszych obecnie chorób zakaźnych na świecie : wirus Ebola 1976 r, wirus AIDS - 1983 r, wirus ptasiej grypy - 1933 r. Stwórzmy trójkąt ktorego boki mają długość 76 cm, 33 cm i 86 cm. Otrzymamy trójkąt prostokątny, którego jeden kąt ma 66 stopni. Dwie spośród trzech szatańskich szóstek. A więc to nieuleczalności chorób tych przyczyna ? Czy faktycznie walka z chorobami tymi walką z Szatanem jest ?
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 13:41
                                                    trochę wiedzy dla mniej lotnych.

                                                    Sekta jest przeważnie grupą ludzi skupiającą kilkunastu bądź kilkudziesięciu wyznawców. Niezbyt liczne grono ułatwia osiągnięcie jednolitości myślenia, sprzyja szybkiemu powstawaniu więzi między członkami, usuwaniu rodzących się wątpliwości, umożliwia sprawną i całkowitą kontrolę.

                                                    Jedną z najważniejszych cech sekty jest jej zorganizowanie wokół guru – nauczyciela, któremu zostaje przyznana bezgraniczna władza. Słowo „guru” pochodzi z sanskrytu i oznacza „czcigodny”. Określenie to dotyczy mistrza duchowego w braminizmie. Guru to postać wysoce charyzmatyczna, czyli "[...] posiadająca łaskę nadzwyczajnych darów lub powołania, która dysponuje mocą szczególnego, indywidualnego wpływu, magicznymi uzdolnieniami, osobistym kontaktem z Bogiem, męstwem, siłą ducha".

                                                    W ujęciu socjologicznym termin ten zakłada "[...] wiarę w to, że przywódca posiada szczególne (być może boskie) przymioty i z tego powodu wyznawcy skłonni są darzyć go szczególnym zaufaniem".

                                                    Jakie cechy posiada guru?

                                                    Max Weber, traktując władzę przywódcy jako charyzmatyczną, określa ją jako "[...] wiarę zwolenników w inność przywódcy w stosunku do zwyczajnych śmiertelników i w jego dar nadnaturalnych, nadludzkich, a przynajmniej wyjątkowych, mocy i właściwości".

                                                    Alfred Bierach wskazuje na sześć istotnych składników charyzmy: majestas, energicum, fascinas, mirum, tremendum, sanctum. Charyzma stanowi rodzaj aureoli okalającej osobę guru, światła, które z niego emanuje, a w którego kręgu wielu chciałoby się znaleźć. To rodzaj siły uderzającej w potrzeby psychospołeczne innych ludzi, budzącej ich do życia. Człowiek obdarzony charyzmą przyciąga innych wyrazem oczu, gestami, sposobem wymowy. Charyzma wymusza podporządkowanie i posłuszeństwo. Maciej Szostak postrzega charyzmę "[...] jako coś jednoznacznie nieokreślonego, ale pozwalającego na nawiązanie psychicznego kontaktu – więzi psychologicznej, służącej jej wykorzystaniu".

                                                    Przywódca sekty dzięki posiadanej charyzmie staje się w oczach wyznawców sprawiedliwym sędzią, dobrym ojcem, troskliwym opiekunem, terapeutą i przyjacielem. Uzurpuje on sobie prawo do kontrolowania ludzkiego zachowania na najsubtelniejszych poziomach sfer rodzinnej, intymnej, duchowej. Jego wpływ z czasem staje się tak pożądany, że zyskuje on przyzwolenie na ingerencję w plany zawodowe, zainteresowania, kontakty towarzyskie, co nieuchronnie prowadzi do ich rozluźnienia, a następnie zerwania i w konsekwencji całkowitej zmiany dotychczasowego stylu życia jednostki.

                                                    Guru to człowiek, który utworzył sektę, organizuje w niej życie codzienne, decyduje, co jest przedmiotem wiary, a co nie. Wydaje on dyrektywy, jak należy traktować dotyczące grupy zjawiska świata zewnętrznego, decyduje także o życiu prywatnym członków. Seks, miłość, nauka, dzieci – przestają być osobistą sprawą jednostki. Wszelkie rozstrzygnięcia w tych kwestiach muszą być konsultowane na publicznym forum. Guru posiada nieograniczoną władzę, obdarzany jest szacunkiem i nabożną czcią.

                                                    Przywódcy posługują się także tytułami, których używają zwracający się doń wyznawcy. Tytuły wymuszają uległość, oznaczają dysponowanie określonym zasobem wiedzy, symbolizują mądrość, budzą szacunek i poważanie. Do najczęstszych określeń należą tytuły naukowe –„doktor”’ „profesor” lub ”mecenas”, „prezydent” czy „mistrz”, „Boski Mistrz”, „Najwyższy Kapłan”, a także „święty”, „prorok”, „mesjasz”, „mag” czy też „wielebny”.

                                                    Wśród liderów wyróżnia się kilka charakterystycznych typów, w zależności od posłannictwa, na które się powołują. Są wśród nich bogowie, wcielenia osób historycznych, oświeceni, uzdrowiciele, nadludzie, społecznicy, wybrańcy oraz pospolici założyciele. Przykładem może być postać Ryszarda Matuszewskiego, który ogłosił się prorokiem, papieżem, mistrzem, a jego tytuł „Mohan” znaczył „król”.

                                                    Zdarzają się przypadki, kiedy przywódca przypisuje sobie kilka powołań jednocześnie. Podaje się wtedy za wcielenie postaci historycznej, np. Napoleona, uzdrowiciela, np. bioenergoterapeutę, oświeconego, wybrańca Boga mającego zbawić dobrych, sprawiedliwych ludzi.

                                                    "[...] jest nieomylny, zna zamiary Boga, znajduje się w przyjacielskich z Nim relacjach bądź sam za Niego się podaje. W związku z tym ma specjalny wgląd w to, co naprawdę dzieje się na świecie, bez trudu demaskuje wszelkiego rodzaju spiski i intrygi. Jeśli zajmuje się uzdrawianiem, posiada teorię wyjaśniającą wszystkie choroby i zna niezawodne metody ich leczenia. Każde uzdrowienie jest cudem".

                                                    Przywódca posiada z reguły historię swojego życia, która jest odpowiednio ubarwiona, pełna niezwykłych wydarzeń, przepleciona nieustannym kontaktem z siłami nadprzyrodzonymi, które wytyczają kierunek, w którym mają podążać wybrańcy.

                                                    polki.pl/zdrowie/psychologia,fenomen-sekt-kim-jest-guru,10380067,artykul.html
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 15:06
                                                    książkowy przykład hipokryzji. Niedawno "usłyszałem zarzuty" lżenia "osoby publicznej". Akurat nazwa nieadekwatna, skarżący znów czegoś nie doczytał, ale w tym miejscu to nieistotne. Otóż skarżący, mając za złe lżenie "osoby publicznej" czyli samego skarżącego - równocześnie jest prowodyrem lżenia faktycznych osób publicznych. Nie ma znaczenia, z jakiej partyjki pochodzą, w co wierzą, co robią, czym się zajmują, jak się zachowują. Ważny jest sam fakt, oraz poziom wypowiedzi. Tego ostatniego nie skomentuję, gdyż jest znacznie poniżej mojego poziomu, a ja się schylać nie lubię.
                                                    Kiedyś już pisałem o obrażaniu urzędu. Żeby było zabawniej - ponieważ sprawa dotyczyła poprzedniej ekipy rządzącej - na poparcie moich słów ten sam oto walił tu swoim zwyczajem wiekopomne elaboraty w temacie. A dziś... ?

                                                    wscieklyuklad 11.02.17, 14:26
                                                    Z ostatniej chwili!
                                                    Przyczyną opóźnienia w wypisie poszkodowanej jest próba opisu tomografii komputerowej głowy.
                                                    W piśmiennictwie medycznym brak dotychczas kazuistyki opisu braku mózgu ale brak odważnego na pierwszy taki przypadek worldwide.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 15:17
                                                    23.11.2007 03:14
                                                    ~@ w czerwonym
                                                    > Dzisiejszy dzień pokazuje jak szybko wątek może zakończyć
                                                    > swój żywot.

                                                    > Tak, Soniu,
                                                    > miałaś przyjaciół, którzy szybko zapomnieli, może nie
                                                    > zapomnieli, ale kapryśni są wielce. Nie wiem czy to można
                                                    > nazwać przyjaźnią, dla mnie przyjaźń ma inne oblicze.
                                                    > Kaprysy i humory w kieszeni powinny zostać, a jak mocno
                                                    > bolą, mówić o nich należy.
                                                    Jaki w tym sens? I w całej reszcie wypowiedzi? Pisać byle pisać na forum telewizji informacyjnej? I to wyłącznie w celu wyrażenia przyjaźni dla kogoś, to zmarł kilka miesięcy temu? A niepisanie - jest przyjaźni brakiem? Nie wypisywanie głupot na forum jest kaprysem i humorem?
                                                    A może to wszystko jest raczej paranoją? Pisz sobie co chcesz i gdzie chcesz. Serwery i moderatorzy wytrzymają wszystko, podobnie jak papier. Do wynurzeń przeznaczone są raczej blogi... Ale tak jak w życiu, śmieci można pozostawiać gdzie popadnie, wyrzucać na śmietnik lub segregoweć według kategorii i przeznaczać do recyklingu...
                                                    Pisanie byle czego jest śmieceniem i brakiem szacunku dla ewentualnego czytelnika, zainteresowanego danym tematem.
                                                    Rozumiem, pragniesz zaludnić swoje forum? Wymyśl coś ciekawszego, bo tam nudy na pudy...
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 15:21
                                                    i po 9 latach jest nadal dokładnie tak samo. Już parę lat temu pisałem, że bez awantur - nie istnieją. A tu proszę - nie ja jeden to widziałem i widzę.

                                                    23.11.2007 11:30

                                                    ~zbłąkany wędrowiec
                                                    Bez krwiodawdów i krwiopijców mieliście wczoraj 2 wpisy. NARZEKALIŚCIE NA BRAK ZAINTERSOWANIA. Dzięki mnie znów je macie. I ZNÓW NARZEKACIE. Wolicie się dusić w swych narzekaniach? OK! Bye, bye, spadam. Nudno tu u was straszliwie. Żegnam
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 16:15
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > 23.11.2007 09:49
                                                    > ~krwiodawca
                                                    > @ napisała żeby napisać. Miała rację, ale to nieistone, jak nieistotne jet to w
                                                    > asze forum wobec wszechświata. Brak wam ożywczej, świeżej krwi. Jak ktoś wam
                                                    > nie dogryza, umieracie.

                                                    >

                                                    czylii wsszystko po staremu... big_grin
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 11.02.17, 16:22
                                                    osobiście, publicznie na tym forum napisałem, kiedy wlazł z jakimś elaboratem, w sprawie kolejnej awanturki - zapewne w celu ponownego wciągania mnie w te idiotyczne wojenki - że nie potrafią żyć bez awantur. Nie wiem - w zeszłym roku ostatnio ? Dwa lata temu ? Nie pamiętam kiedy. Ale gdzieś tu to jest. Czytając teraz te stare wypowiedzi, mam normalnie deja vu.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 12.02.17, 12:27
                                                    niunia ? oddałaś swój nick doktorkowi ? bo te elaboraty dziwnie znajome.

                                                    Tedy jeszcze raz wytłumaczę dla mniej lotnych - początek bajzlu na tvn jest jedynym aspektem, który mnie interesuje - ponieważ właśnie wtedy powstała baja o ebolance, na podwalinach której utworzyła się (nie sama) sekta.

                                                    Nie wiem też biedne dziewczę co się czepiłaś prokuratora - doniesienie mogą złożyć tylko uczestnicy poszkodowani przez sektę - ja im to tylko ułatwiam.

                                                    Ale pisz, pisz. Będzie zabawnie big_grin
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 12.02.17, 12:46
                                                    Jeśli ktoś publicznie stawia tak poważne zarzuty, to powinien uzasadnić je mocnymi dowodami. Na razie, w tym co wkleja kogut nie widzę ani jednego dowodu, który miałby umocowanie prawne. Nic, oprócz pomówień i oszczerstw.


                                                    zgadzam się w 100 % !! big_grin wklejane przez mnie teksty autorstwa doktorka to stek pomówień i oszczerstw !! big_grin
                                                  • al-szamanka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 12.02.17, 14:22
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > Jeśli ktoś publicznie stawia tak poważne zarzuty, to powinien uzasadnić je m
                                                    > ocnymi dowodami. Na razie, w tym co wkleja kogut nie widzę ani jednego dowodu,
                                                    > który miałby umocowanie prawne. Nic, oprócz pomówień i oszczerstw.

                                                    >
                                                    >
                                                    > zgadzam się w 100 % !! big_grin wklejane przez mnie teksty autorstwa doktorka to stek
                                                    > pomówień i oszczerstw !! big_grin

                                                    Sędzina się odezwała i ostateczna wyrocznia... bo jest zawsze tak, jak ona zadecyduje big_grinbig_grinbig_grin
                                                  • al-szamanka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 12.02.17, 14:30
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > niunia ? oddałaś swój nick doktorkowi ? bo te elaboraty dziwnie znajome.
                                                    >
                                                    > Tedy jeszcze raz wytłumaczę dla mniej lotnych - początek bajzlu na tvn jest jed
                                                    > ynym aspektem, który mnie interesuje - ponieważ właśnie wtedy powstała baja o e
                                                    > bolance, na podwalinach której utworzyła się (nie sama) sekta.
                                                    >
                                                    > Nie wiem też biedne dziewczę co się czepiłaś prokuratora - doniesienie mogą zło
                                                    > żyć tylko uczestnicy poszkodowani przez sektę
                                                    - ja im to tylko ułatwiam.
                                                    >
                                                    > Ale pisz, pisz. Będzie zabawnie big_grin

                                                    Taka wielka "ławniczka" i tego nie wie big_grin
                                                    Czyli do tej pory nie załapała o co chodzi... to pewnie z nerwów, że ma już drugi miesiąc stracony, bo bez wyróżnienia za kwiotki big_grin
                                                  • al-szamanka Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 12.02.17, 14:58
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > na pewno nowo mianowany adwokat diabła. Bo czymże innym tłumaczyć nagły urodzaj
                                                    > na elaboraty ?
                                                    > Ale dobrze, że tworzy. Na podstawie tychże można również wyciągnąć sporo konstr
                                                    > uktywnych wniosków.
                                                    >
                                                    No tak, wypchnięta z kilofem do urobku w przodku, zapewne westalka mirusia zrezygnowała z tego przywileju po ostatnich cięgach.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:08

                                                    k.karen 15.02.17, 19:53


                                                    aleś ty durna niunia
                                                    ja kwestię kont pajacyka przerobiłem. Tak jak i skarbonkę romusia oraz odwodzenie od jakichkolwiek wpłat na jakiekolwiek konta jakichkolwiek fundacji w wykonaniu wielebnego. Kogo ty chcesz oszukać ? Siebie ?
                                                    no chyba że....
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:10
                                                    ooooooooooooo i znowu marco zainteresowany ....

                                                    marcoantonio
                                                    Wysłany: Pią Sie 24, 2007 6:05 am Temat postu: Ku pamieci Soni...
                                                    ________________________________________
                                                    Wscieklyukladzie.posilony dobrem i przyjaznia do ludzi jaka krzewisz ,kontunuujac dzielo Sonieczki,prosze Cie abys sie podzielil z reszta zacnych Ksztalciuchow idea o ktorej mi pisales w korespondencji prywatnej.Wierze ze istnieje chec i potrzeba w nas dzialania dla dobra innych.Tedy okaz nam pomysl w szerszym gronie .Na moj i w imieniu Sonieczki wklad w szczytny cel puoi contare.
                                                    Klaniam sie nisko i pozdrawiam wszystkich Ksztalciuchow.
                                                    Marco
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:12
                                                    i co... powstała.... ? big_grin

                                                    kszzzz
                                                    Wysłany: Sob Sie 25, 2007 1:17 am Temat postu:
                                                    ________________________________________
                                                    Na razie jest znany charakter i przesłanie dzieła tego wielkiego i chwałę Soni niosącego. Chętnie się włączę do pomocy, jednaj na razie jeszcze nie wiem w jaki sposób. Może powinna powstać fundacje, gromadząca środki na dalsze tego dzieła wielkiego etapy?
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:21
                                                    dobrze niunia, to wstawię pościki panów marco i wielebnego - te o kasie - już wstawiałem, ale widać tak wolno sylabizujesz, że przegapiłaś big_grin
                                                    to wrzucę jeszcze raz dla mniej lotnych.
                                                    Marcuś pewnie teraz trzepie kasę na czym innym. W końcu nie bez kozery rozsyłał dziwne maile po ludziach i instytucjach niespełna pół roku temu. I .....................przygotuj się.........................mam takiego maila. Od trupka macusia big_grin
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:35
                                                    wscieklyuklad
                                                    o matko !! ale jaja !! toż to dopełnienie agitacji z misogino !! big_grin


                                                    Wysłany: Sob Sie 25, 2007 8:22 pm Temat postu:
                                                    ________________________________________
                                                    Za wszystkie wpisy serdeczne a entuzjazmu pełne wielce dziękuję łagodność swą niespotykaną jak na układ wściekły wzbudziwszy .O szczegółach wieczorem opowiem bo teraz praca do 20.00 mnie czeka. Zostańcie więc skoro przybyliście a do wieczornej pogawędki , na ktrą ogromnie się cieszę !
                                                    Dodane po 13 godzinach 53 minutach:
                                                    Przez calym dzień poszukiwał osób co dzieło nasze podjąć gotowi - znamienite to zaiste nazwiska, a może i fundusze Unijne uruchomione będą
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:37
                                                    a ty niunia wiesz że poza tym co cytujesz, było jeszcze inne forum ? udajesz, czyś naprawdę taka GŁUPIA ? big_grin

                                                    ********************************************************************
                                                    I następnie wiele, wiele postów, w których już nie ma ani słowa o "lazaretach, fundacjach, składkach, wpłatach...itd. aż do tego postu Alutki51 (czyli znanej nam z GW Zuzy-anny):
                                                    ********************************************************************
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:40
                                                    jasne
                                                    a za dwa dni minie półrocznica, kiedy trupek wysłał hurtowego maila - pytanie skąd miał adres np biura rachunkowego w Świdniku ?? big_grin


                                                    sorel.lina 15.02.17, 15:45
                                                    Karen, nie chcę zakłócać Twojego wątku, więc tylko krótko:

                                                    Dziś mija 6-ta rocznica śmierci Marco. Odszedł 15 lutego 2011 roku o godzinie 10:10.
                                                    Pamiętamy.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:42
                                                    ciebie chyba mocno kręci to słówko... big_grin

                                                    k.karen 12.02.17, 11:4

                                                    MNIEJ LOTNI?

                                                    kogucik.2872 11.02.17, 12:33
                                                    Sorell i WU, przyszło do Was wezwanie, zaproszenie, jakieś małe, maleńkie, najmniejsze? Dwa miesiące minęły, to nawet pisząc po jednej literce, co godzinę, do tej pory kogut miałby kilkanaście razy możliwość powiadomienia prokuratury.
                                                  • kogucik.2872 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:44
                                                    nie mogę się doczekać big_grin będzie zabawnie, jako że sama przyznałaś że cię tam nie było. Zatem jesteś tylko kukiełką doktorka big_grin

                                                    k.karen 15.02.17, 16:14
                                                    Nie zakłócasz, Sorell...

                                                    ps. do "tematu" Marco, jeszcze wrócę, a zwłaszcza do Jego autentyczności, a także rzekomych maili wysyłanych po śmierci...
                                                  • m.maska Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 22:53
                                                    kogucik.2872 napisał:

                                                    > ciebie chyba mocno kręci to słówko... big_grin
                                                    >
                                                    > k.karen 12.02.17, 11:4
                                                    >
                                                    > MNIEJ LOTNI?
                                                    >
                                                    > kogucik.2872 11.02.17, 12:33
                                                    > Sorell i WU, przyszło do Was wezwanie, zaproszenie, jakieś małe, maleńkie, najm
                                                    > niejsze? Dwa miesiące minęły, to nawet pisząc po jednej literce, co godzinę, do
                                                    > tej pory kogut miałby kilkanaście razy możliwość powiadomienia prokuratury.
                                                    >


                                                    A wsciekniety doktorek juz 5 lat temu grozil AL i mnie jakimis sadami i tyz nic nie ma - a ile sie nawrzeszczal, ze juz robi tlumaczenia nawet...
                                                    Ja tam Kurze nie czytalam, ze juz zglosiles do prokuratury - to jak tralala czyta? to, ze cos kwalifikuje sie do prokuratury to nie znaczy, ze kazdy moze to zglosic - taka jaaaaawniczka a tego nie wie, ze sa przypadki gdzie tylko osoby bezposrednio poszkodowane moga takiego zgloszenia dokonac... byle lawnik to wie - no ale karlutce to sie wlamywali hakerzy do komputerow jej dentysty i fryzjerki, tak ja scigali - nie, nie do jej kompa sie wlamali, ale jak wiedzieli do ktorego dentysty i do ktorej fryzjerki?
                                                  • blondynka.2801 Re: niezwykłe przygody panny Ebolanki 15.02.17, 23:05
                                                    To prawda, bo każdy wie, że w Polsce są dwa tryby postępowania w zgłaszaniu ewentualnych przestępstw smile
                                                    I tu (i nie tylko tu smile ) ma akurat zastosowanie zgłoszenie cywilne osoby/osób, które poniosły określone szkody w wyniku działań nielegalnych/przestępczych/naruszających dobra osobiste. Od majątku począwszy, na dobrym imieniu kończąc. smile
                                                    Innymi słowy ściganie odbywa się NA WNIOSEK POSZKODOWANEGO smile