kashanna
02.03.04, 09:29
Witajcie,
Franio miał być właściwie od samego początku.
Rodzina przyjęła to jakoś "na klatę" i oprócz kilku prób wyperswadowania
Franciszka jako imienia dla hydraulika raczej niż dla rozwojowego człowieka-
spasowała na pewien czas.
Aż tu nagle wczoraj- na miesiąć przed ojawieniem się Frania na świecie
rozdzwonił się telefon. Okazała się że praktycznie cała rodzina z mojej
strony (jak porażka :o( usiłuje nam wyperswadować "największy błąd naszego
życia"- tzn spapranie imieniem przyszłego synka. Otóż zdarzyły się jakieś
nieszczęsne zbiorowe imieniny na których wszyscy zgodnie stwierdzili, że
takie imię to poruta dla chłopczyka i w ogóle obciach. Dodatkowo jakaś
nadgorliwa ciotka wygrzebała skarbczyk imion i cała rodzina ku swojej zgrozie
usłyszała, że Franciszek to nałogowy opój, osoba leniwa i krańcowo nieambitna.
No i zaczęło się wymyślanie imion ratunkowo- awaryjnych dla Frania.
A o efektach zostałam powiadamiona telefonicznie właściwie.
Bo rodzinka już wydała zaoczny wyrok na Frania.
Franio= samo zło
Żadne argumenty nie są w stanie wytrącić ich z tego przekonania.
Ani św. Franciszek ani Macharski, ani Frank Sinatra.
I teraz na poważnie.
Mamy gdzieś opinie całej rodzinki.
Franio był z nami przez osiem miesięcy i będzie forewer.
Martwi mnie tylko jedno- czy rodzinka w swym zacietrzewieniu nie będzie
kiedyś kwitować każdego jego niepowodzenia życiowego stwierdzeniem - "gdyby
nie to imię- to wszystko potoczyłoby się inaczej". Bo wszyscy są święcie
przekonani że imię determinuje dożywotnio poczynania osobnika, który je nosi.
No i nie daj boże, żeby wyrobili w nim jakieś kompleksy z powodu tego, jak
się nazywa.
Powiem szczerze, że o tak skrajną głupotę ich nie posądzam, ale wolę dmuchać
na zimne.
No i na koniec- jak sobie radziliście w takich sytuacjach?
Czy suma summarum stawialiście na swoim, czy dochodziliście do rodzinnego
kompromisu, że tak powiem- dla dobra dziecka?
Nie chciałabym, żeby to wszystko zabrzmiało jak robienie z czegoś problemu na
siłę, ale na koniec zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście nie jesteśmy za
bardzo egoistyczni z tym imieniem. Może nie powinniśmy jednak stawiać na
swoim, tylko porozmawiac i wybrać jakieś inne imię, które nie naraziłoby go
na rodzinne kpiny za plecami.
W końcu imię ma się na całe życie i ciężko jest żyć w przeświadczeniu, że nie
do końca czujemy się z nim dobrze.
Czy ktoś z was miał podobny problem?
Jak sobie z nim poradziliście i przede wszystkim jak sytuacja wyglada teraz-
po kilku latach?
Żałujecie podjętej decyzji?
A może Franek też kojarzy się wam podobnie jak mojej rodzince z człowiekiem z
czerwonym nosem na starej fotografii?
pozdrawiam :o)
Kasza