m.rabow
06.01.14, 20:09
Poruszę tutaj kwestię, która jest bardzo indywidualna. Bowiem każdy z nas może mieć swój gust co do imion, i dla każdego z nas inne imiona mogą wydawać się zbyt kontrowersyjne czy zbyt odważne, by nazwać tak swoje dziecko. Osobiście mam listę ulubionych imion, które podobają mi się ogromnie, aczkolwiek nie jestem pewna czy odważyłabym się nadać to imię. Zastanawia mnie, dlaczego takie zjawisko ma miejsce. Nie chodzi to o to, iż te imiona są "staroświeckie", jak wiele osób może powiedzieć. Bo przecież Zosię, Helenę czy Anielę również można do tej grupy zaliczyć, a nie miałabym oporów by nazwać tak córkę, gdyby podobały mi się mocniej niż teraz. Zofia właściwie jest jednym z moich typów, zaraz koło Mai, Kornelii i Laury, czyli imion, które nie sprawiają, iż bałabym się je nadać. Myślę, że otoczenia wywiera na nas zbyt dużą presję, by imiona nie były udziwnione, stąd mamy całą masę dziewczynek o jakże już pospolitym imieniu; Julia, Zuzia, Lena czy nawet moja ulubiona Maja. Nad tą ostatnią bardzo ubolewam, gdyż nie chciałabym by moje dziecko w przedszkolu było Mają Cztery, tak aby można było odróżnić dzieci od siebie. Nie mam nic przeciwko nadawaniu imion popularnych, czy też tych mniej. Dla mnie wybór imienia jest kwestią gustu, a to jak już wcześniej wspomniałam, jest bardzo indywidualna kwestia, dlatego nie rozpatruję, kto jak nazywa swoje potomstwo. Bardziej dręczy mnie myśl, że prawdo podobnie nie nazwę dziecka imionami, które podobają mi się najbardziej, przez najzwyklejszy strach. Tylko przed czym, tak właściwie? I tak, mogę wymienić w tym momencie imiona, które są na mojej "platynowej liście", a spędzają mi sen z powiek, z powodu strachu przed ich nadaniem:
Kordelia
Leonia
Stefania
Konstancja
Matylda
Eleonora
Longina
Nadzieja
oraz chłopięce:
Borys
Jeremi/Jeremiasz
Juliusz
Leonard
Lucjusz
Stefan
Ubolewam ogromnie, i sama już nie wiem co robić. Jak zmusić siebie, by nie przejmować się opinią innych. Trudne jest przekonywanie samej siebie, że to co mówią najbliżsi nie ma znaczenia, tym bardziej, że wciąż nad uchem słychać głos mamy, siostry, szwagierek, teściowej, przyjaciółek i nawet dalszych znajomych - głos mówiąc "skrzywdzisz dziecko", "zbyt wydumane", "nie z tej bajki", takie staroświeckie? co ludzie powiedzą?". No właśnie, i znowu przychodzi refleksja, że presja społeczeństwa przyćmiewa nawet to, jak bardzo te imiona się lubi. Czasami żałuję, że taka chociażby Kordelia czy Jeremiasz nie są imionami nieco częściej spotykanymi, które nie zadziwiałyby otoczenia. Jakie wy macie zdanie na ten temat, co w takiej sytuacji byście zrobiły?
Pozdrawiam