Dodaj do ulubionych

Zabawa kalendarzowa - 17 czerwca

17.06.21, 09:20
Dawniej częste było nadawanie imion z kalendarza. W myśl tej zasady robimy sobie taki właśnie kalendarz, w którym codziennie odnotowujemy DWA imiona – męskie i żeńskie, które nadalibyśmy, gdyby był przymus nadawania właśnie imion z kalendarza. Nawet jeśli nie będzie danego dnia imienia, które by nas zachwycało, to z konieczności wybieramy jedno pasujące najbardziej, zamiast szukać fajnych w okolicy.

UWAGA: głosy nieregulaminowe (bez wskazania na jedno imię męskie i jedno żeńskie albo ze wskazaniami spoza listy) są kasowane.

pl.m.wikipedia.org/wiki/17_czerwca
Adolf, Adolfa, Albert, Alina, Awit, Awita, Daria, Drogomysł, Franciszek, Gundolf, Herweusz, Hipacy, Izaur, Izaura, Marcjan, Montan, Nikander, Nikandra, Piotr, Radomił i Waleriana.
Obserwuj wątek
    • chayah Re: Zabawa kalendarzowa - 17 czerwca 17.06.21, 10:28
      Dla dziewczynki wybór jest prosty - Alina. Coraz bardziej podoba mi się to imię. Poza tym bardzo lubię Janowską, a to byłoby imię na jej cześć. Nie ma to jak uhonorować Mistrzynię. W realu jednak bym nie nadała... Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że Alina będzie zdrabniana do Ali, a w rodzinie mam dwie Alicje i tego byłoby już za wiele. Wiem, że da się tego uniknąć i tłumaczyć, że "nasza Alina jest Alinką, a nie Alą", ale zawsze znajdzie się ktoś, kto ma to w tej części ciała, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Ale zdrobnieniami się nie przejmuję. Ważne, że imię jest mi bliskie...

      Z męskim z kolei straszny kłopot... Drogomysł, Nikander i Radomił to nie do końca mój gust. Franciszek, pomimo ogromnej sympatii do Pieczki, odpada w przebiegach, bo strasznie popularny w moim rejonie. Gundolf zdecydowanie na "NIE" przez duże N. Dla mnie brzmi jak przekręcony i przekombinowany Gandalf, od razu mam przed oczami klimaty Tolkiena, "Władcę Pierścieni" i "Hobbita". Niestety, z pewnych powodów nie przepadam za "Władcą Pierścieni", za "Hobbitem" też - a ilekroć tylko cofam się myślami do omawiania tej lektury w szkole podstawowej, od razu przypomina mi się pewne przykre doświadczenie związane z pracą w grupie, przez które na zawsze znienawidziłam tę formę pracy. Nie, dziękuję. To skojarzenie mnie boli. Nie napiszę o nim więcej, bo do oczu cisną mi się łzy. "Écoutez, comme un décadent pleure", te słowa pięknie opisują to, co czuję, kiedy przypominam sobie klątwę "Hobbita" z mojej dzisiejszej perspektywy. Jedno jest pewne: Gundolf odpada i będę potrzebować czasu, żeby się przekonać do tego imienia. A kiedy moje serce powie, że wreszcie się do niego przekonało, to ja już pewnie będę leżeć w grobie. Izaur też odpada, dla mnie zbyt "obciążone" skojarzeniami z serialową niewolnicą. Herweusz?... Niby ładne, podoba mi się, ale to jednak nie to. Nijak "nie czuję" tego imienia, no i dochodzi kłopot ze zdrobnieniami. Herwek?... Herwuś?... Herwi?... Weusz?... Uszek?... Przecież to profanacja szlachetnej sztuki zdrabniania, naciąganie godne czterolatka naciągającego mamę na nową zabawkę. Hipacy?... W moich oczach to krzyżówka Hipolita z Horacym. I tu nagle zaczynam odczuwać pięćdziesiąt różnych rodzajów uczuć. Horacego uwielbiam, chociaż to zdecydowanie nie imię dla mojego syna. Hipolita lubię, choć prześladuje mnie pewne osobiste skojarzenie. Ale Hipacy nijak mi nie podchodzi. A szkoda, bo imiona zakończone na "-y" są zwykle bliskie mojemu sercu. Marcjan nawet nie wchodzi w grę, strasznie nieciekawie mi się kojarzy. Montan?... Brzmieniowo nawet fajny... Montan, prawie jak ukochany Yves Montand; Montan, z początku całkiem niewinny i uroczy, a potem przypominający ci największy koszmar młodości, zupełnie jak śliczne malutkie kociątko, które, kiedy tylko na nie nie patrzysz, pokazuje pazury ostre jak nóż seryjnego mordercy. Ale jest jedno skojarzenie, którego za Chiny ludowe i Koreę nie-ludową nie zniosę. Słyszę "Montan" - i od razu mi się przypomina Hannah Montana, która w duecie z "High School Musical" prześladowała mnie przez kilka pierwszych lat podstawówki. Zbyt daleko od mojego wyrafinowanego gustu. Co za skojarzenie, aż palce mnie bolą, kiedy to piszę!... Nie mogę. Po prostu nie mogę. Przechodzimy dalej. I co mamy?... Piotra. Piotra, który spośród wszystkich dzisiejszych imion podoba mi się najbardziej. Imię klasyczne, no i - co najważniejsze - wreszcie z jakimiś pozytywnymi skojarzeniami. Piotr, jak nasz wspaniały Piotr Fronczewski, nasz Mistrz, który od dziewięciu dni może cieszyć się wesołym życiem 75-latka. A uhonorowanie któregokolwiek z moich licznych Mistrzów to coś, co lubię i na co zwracam uwagę przy tej zabawie. Ale jednak jest jakieś "ale". Fronczewski Fronczewskim, a skojarzenia skojarzeniami, ale nie mogę nadać tego imienia. Po pierwsze - już występuje w rodzinie, a powielanie imion z rodziny to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Po drugie - coraz częściej słyszę o małych Piotrusiach. No cóż... Zostaje Albert. Nie jest to imię z mojego "top", ale też nie narzekam. W sumie nawet je lubię i pozytywnie mi się kojarzy wink

      Więc... Alina i Albert.

      PS: Znowu się rozpisałam. Wybaczcie mi te pełne silnych emocji kilkukilometrowe wywody. Od jutra idę na odwyk tongue_out
        • chayah OT: do Sulimiry - o Fronczewskim i nie tylko... 18.06.21, 10:43
          sulimira napisała:

          > Fronczewski to juz legenda.

          Tak, Fronczewski to prawdziwa legenda. Ale ja kocham te nasze wspaniałe legendy polskiej kinematografii, tych naszych Mistrzów dużego i małego ekranu, zarówno tych, których już z nami nie ma, jak i tych, którzy wciąż jeszcze żyją i grają. Pewnie wiesz to już z wątku o dzieciach polskich gwiazd, bo dzięki mnie pojawiły się tam wzmianki o wielu gwiazdach poprzedniego pokolenia. Kocham ich, ale sama nie wiem za co... Za niezapomniane role, które przetrwały próbę czasu?... Za mimikę, która wyraża więcej niż tysiąc słów?... Kocham tych moich Mistrzów: Andrzeja Szalawskiego, Jerzego Kamasa, Jana Englerta, Wojciecha Pokorę, Andrzeja Seweryna, Mieczysława Voita, Czesława Wołłejkę... To tylko malutka część, jest ich dużo, dużo więcej. Trzy lata temu, kiedy Pokora odchodził do nieba, nawet nie miałam pojęcia, kto to był. Dziś wiem. Serce mi pękło, gdy kiedyś zobaczyłam na Facebooku zdjęcie Bronisława Pawlika z podpisem "dziś 19. rocznica odejścia Mistrza". Pawlika poznałam dopiero dwa lata temu przy okazji oglądania "Lalki", w ogóle nie pamiętam jego śmierci (zmarł w tym samym roku, w którym się urodziłam), ale jednak coś mnie tknęło. Szkoda mi Romana Wilhelmiego czy Andrzeja Maya, którym nie udało się dożyć 60 lat. Wstyd mówić, ale po śmierci Pszoniaka przez resztę dnia płakałam. Do dziś trudno mi się z tym pogodzić, ale jednak łatwiej niż na początku. Szkoda Mistrza. Aż trudno pojąć, że jutro minie osiem miesięcy, bo wciąż jeszcze mam wrażenie, że to dopiero co się zdarzyło. Kocham tych moich Mistrzów do takiego stopnia, że pisanie o nich stało się ostatnio częścią mojego życia. Wystarczy, że tylko trafi się jakiś dzień związany z którymś z moich Mistrzów - i siup, w Internecie ląduje bogaty w treść post na jego temat. Połowa moich postów na Facebooku to udostępniane zdjęcia Mistrzów żyjących i nieżyjących. Wpisz kiedyś w FB "#śladamimistrzów" albo "#wspominamyMistrza", to sama zobaczysz. I te wszystkie zdjęcia moich gwiazd, wiszące nad moim łóżkiem... trudno je zliczyć. Ech, cała ja...

          Dobra, kończę, bo znowu się rozpisałam...

          Słówko do moderacji - jeżeli uważasz mój OT za naruszenie regulaminu, usuń go wink
    • polik17 Re: Zabawa kalendarzowa - 17 czerwca 17.06.21, 16:38
      Ooo kurcze, właśnie zdałam sobie sprawę, jak dawno nie udzielałam się w tych zabawach kalendarzowych XD
      Dobra to dzisiaj w sumie też mam prosty wybór - Alina i Piotr smile I Alinka w sumie podoba mi się, więc w zabawie nadałabym chętnie, choć ogólnie wolę bardzo popularną Alicję, której w rzeczywistości nie nadałabym, bo tak ma na imię moja mama big_grin Ale tak w rzeczywistości to raczej nie, bo babcia Ala i wnuczka Ala to chyba jednak trochę za dużo XD A męskie bardzo chętnie, bo mega mi się podoba, mimo tej popularności w całej populacji smile
    • dalenia Re: Zabawa kalendarzowa - 17 czerwca 17.06.21, 23:01
      Alina i Albert

      Bez szału dziś. Bardzo podoba mi się Alinka, ale mam w rodzinie i ogólnie nie chciałabym powtarzać imion rodzinnych. Albert z kolei nie rzuca mnie na kolana. To imię, które akceptuję u kogoś, doceniam za oryginalność, ale nie byłam nigdy fanką"Bertów". Dużo bardziej podoba mi się Franek, ale ta popularność, wiadomo...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Wybierz imię dla dziecka

Sprawdź co znaczą nasze imiona, skąd pochodzą, kto sławny je nosił lub nosi.