Dodaj do ulubionych

Zabawa kalendarzowa - 21 czerwca

21.06.21, 09:38
Dawniej częste było nadawanie imion z kalendarza. W myśl tej zasady robimy sobie taki właśnie kalendarz, w którym codziennie odnotowujemy DWA imiona – męskie i żeńskie, które nadalibyśmy, gdyby był przymus nadawania właśnie imion z kalendarza. Nawet jeśli nie będzie danego dnia imienia, które by nas zachwycało, to z konieczności wybieramy jedno pasujące najbardziej, zamiast szukać fajnych w okolicy.

UWAGA: głosy nieregulaminowe (bez wskazania na jedno imię męskie i jedno żeńskie albo ze wskazaniami spoza listy) są kasowane.

pl.wikipedia.org/wiki/21_czerwca
Alicja, Alojza, Alojzy, Chloe, Demetria, Domamir, Euzebiusz, Lutfryd, Marcja, Rajmund, Rudolf, Rudolfa, Rudolfina, Terencja i Terencjusz.
Obserwuj wątek
    • chayah Re: Zabawa kalendarzowa - 21 czerwca 21.06.21, 10:12
      Dla dziewczynki dziś trudno... Ale niech będzie ta Chloe. Nawet mi się podoba, mam bardzo pozytywne osobiste skojarzenia. Tylko jakoś nie czuję jej w "polskich warunkach"... Ale cóż, "nie chcę, ale muszę", jak to powiedział klasyk. Trzeba coś wybrać. A tylko dwa imiona - w tym Chloe - są dla mnie akceptowalne. Demetria ładna, ale chyba bym się nie odważyła. Alojza i Marcja negatywnie mi się kojarzą (ale Marcjannę bardzo lubię). Rudolfa zbyt odmęska. Rudolfina i Terencja nie w moim guście. Zostają Chloe i Alicja. Kupka wolna, co za wybór!... Milion razy wolałabym Alicję, ale tu, niczym w drewnianej desce, tkwi przeogromnych rozmiarów sęk. Pardon - sęczysko!... Mam w rodzinie dwie Alicje i nie chciałabym powielać. A szkoda, bo to najbardziej akceptowalne spośród dzisiejszych imion żeńskich. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Znieś to, tak jak artysta znosi fakt, że po raz kolejny nie udał mu się obraz (co za porównanie!...), i idź dalej...
      Przechodzimy do męskich. Uaaa, ale katastrofa!... Do majonezu z takim wyborem. Bez urazy dla majonezu, ale przez szacunek do Andrzeja Marii Ch., o którym niejeden raz wspominałam na tym forum, nie chciałam odwoływać się do chrzanu. Do majonezu, ketchupu i co tam jeszcze się dorwie. Tu znowu nie ma co wybrać. Czuję się... no cóż, znowu muszę użyć sztandarowego porównania... jak artysta, któremu przed oczami rozsypano pięćdziesiąt pędzli, sto rodzajów farb i trzysta kredek różnych kolorów, ale jednak odkrywa, że nie ma czym malować. Z dzisiejszymi imionami jest tak samo. Alojzy odpada w przedbiegach. Niby powinien mi się podobać, bo bardzo lubię imiona zakończone na "-y". Ale jest jedno przeogromne "ale". To skojarzenie. Skojarzenie prześladujące cię jak stalker, skojarzenie powracające do ciebie w twoich koszmarach jak znienawidzona zupa mleczna z kożuchem, którą karmili cię w przedszkolu. Pewnie już wam o nim opowiadałam. Chodzi o serial, który kiedyś oglądałam. Mianowicie: dawno, dawno temu żył sobie nastoletni arystokrata o imieniu Alois, który, pewnego dnia, ogarnięty dziwnego rodzaju szałem uniesień, jak gdyby nigdy nic, z morderczą pasją rzuca się na swoją pokojówkę i z przeogromną gracją wydłubuje jej oko. Krew tryska jak woda z kranu, a Alois tylko chłonie ten widok jak gąbka. I kto by pomyślał, że śliczny, niewinny, niebieskooki blondyn w fioletowej marynarce, taki mały angielski lord, okaże się okrutną bestią. Zupełnie jak malutkie kociątko, które, kiedy nie patrzysz, z mięciutkiej puszystej kuleczki przemienia się w miauczącego terrorystę z pazurami ostrymi jak sztylety starożytnych wojowników. A całości przypatruje się oczywiście nie kto inny, tylko milczący kamerdyner, w czarno-białym stroju przypominającym nieco strój ogromnego pingwina, z kamienną twarzą demona wyrzeźbionego w marmurze przez artystę, któremu omsknęła się ręka (znów te porównania do sztuki!...), i świdrującymi wszystko żółciutkimi oczkami, tak żółtymi, jakby to było żółtko jaja na miękko albo kawałek sera tylżyckiego. Nie, dziękuję. Arystokratom wydłubującym oczy i parówkowym skrytożercom mówimy "nie!". Domamir i Lutfryd zdecydowanie nie w moim guście. Dodatkowo Lutfryd to dla mnie taka krzyżówka Lutosława z Gotfrydem, ale w moich oczach mało "zgrabna". Choć nie jest to jeszcze profanacja szlachetnej sztuki krzyżowania. Ale mnie nie przekonuje. Sorry, Winnetou. Krzyżować to trzeba umieć. Rajmund?... Niby w porządeczku, ale to skojarzenie... Gdzieś z tyłu głowy daje o sobie znać Rajmund Kolbe, also known as Maksymilian Maria Kolbe. Nie pamiętam za dobrze, czy jest świętym uśmiechniętym, czy błogosławionym miłosiernym, ale tego typu skojarzenia to zdecydowanie nie moja bajka. Ja to mogę nadać imię po niespełnionym artyście, po mistrzu srebrnego ekranu, po królu pióra i stalówki, ale nie po facecie w habicie, któremu z szyi zwiesza się łańcuszek z krzyżykiem wielkości piłeczki do golfa, a tak długi, że można by na nim wielbłąda wyprowadzać. Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam, ale te skojarzenia są silniejsze ode mnie. Co ja, ksiądz jestem?... Chyba nie. Zakon i katedra to nie moje klimaty. No cóż, skreślamy Rajmunda z listy. Rudolf też odpada, nie ma szans. I to nie przez renifera. Ale od czasu obejrzenia filmu pt. "Sanatorium pod Klepsydrą" Rudolf kojarzy mi się tylko z tym filmem. Ale to, broń Zboże, nie jest złe skojarzenie. Film oglądało się z wypiekami na twarzy, dreszcze przebiegały ci po plecach jak sprinterzy po bieżni. Normalnie jeden z moich ulubionych filmów, poza genialną "Ziemią obiecaną". Jednak to skojarzenie dręczy mnie jak mały oprawca i do końca życia będzie kołatało gdzieś z tyłu głowy, jak pijany szczurek obijający się o ściany własnej klatki. Czyli nie Rudolf. Terencjusz też średnio mi podchodzi. Na dodatek, nie wiedzieć dlaczego, ni z gruszki, ni z pietruszki, ni z marchewki, ni z rzodkiewki nasuwa mi się skojarzenie... z jakimś wróżbitą, wieszczem. I to nawet nie z jakimś ekspertem od wróżb, tylko z "dziadem" w wilczej skórze, który najpierw zaczepi cię na ulicy, a potem, za symboliczną cenę jednej jedynej złotówki, obiecuje, że powie ci prawdę o twojej przyszłości - po czym, kiedy nie patrzysz, znika za horyzontem wraz z twoim portfelem, oszczędnościami zbieranymi już od najwcześniejszego dzieciństwa, telefonem, wiecznymi diamentami, rodowymi srebrami, złotym zębem i jakimikolwiek innymi bogactwami, które zdążyły ci wpaść w ręce. E... nie, dziękuję, Terencjusz to nie moja bajka. Czyli co nam pozostało?... Euzebiusz. Euzebiusz, który, szczerze mówiąc, mnie nie zachwyca, ale i nie doprowadza do rozpaczy. Cóż... trzeba go nadać...

      Czyli... Chloe i Euzebiusz. Chayah is not satisfied.

      PS: Dziś znowu piszę z komputera. Nareszcie! tongue_out
    • nadeeka Re: Zabawa kalendarzowa - 21 czerwca 21.06.21, 12:18
      Domamir - dość chętnie, tylko co, zdrobnienie Domek? big_grin
      Dla dziewczynki wybitnie trudno. Lubię Alicję, ale zdecydowanie zbyt popularna. Szalenie podobają mi się imiona zakończone na -fina, Rudolfina jest piękna, ale to jednak hardkor. Chloe ma piękne znaczenie i w pisowni kojarzy mi się właśnie z czymś zielonym (może Chloe-chlorofil?) Ale gdy wypowiedziałam to imię na głos, to brzmi dla mnie jak... chlanie. Zwłaszcza mówiąc "z Chloe". Brzmi jak "schlany" czy coś. Jakoś tak nieprzyjemnie mi sie to imię mówi smile Niech będzie Demetria. Brzmieniowo nieszczególnie mi się podoba, ale bogini Demeter jest mi akurat bardzo bliska.
    • dalenia Re: Zabawa kalendarzowa - 21 czerwca 21.06.21, 18:06
      Marcja i Alojzy

      Dziś wybór dość abstrakcyjny wink dla dziewczynki pewnie wybrałabym Alicję, ale u mnie wśród znajomych Ala Alą pogania, mamy jakieś zagłębie wink Demetria pasuje mi brzmieniowo, ale zdrobnienia średnie (Demi?) Marcja byłaby Marcysią, a to przynajmniej lubię. Alojzego z kolei bardzo lubię, ale nie mam na niego odwagi.
    • kocynder Re: Zabawa kalendarzowa - 21 czerwca 27.06.21, 22:00
      Nie było mnie sto lat, bo urlop spędzałam na kaszubskiej wsi, gdzie o takich wynalazkach jak jenternety to nie słyszano. Więc na szybko:
      O matko i córko...
      Terencja odpada, znałam kiedyś klacz o tym imieniu, i choć była przepiękną gniadoszką - jednak córce bym tego nie zrobiła.Rudolfa i Rudolfina kompletnie nie mój gust - choć męska wersja Rudolf nawet - nawet. Macja? Taka "ucięta" Marcjanna - nie... Alojza dla mnie brzmi ciężko. Zostają Alicja, Chloe i Demetria. Ta ostatnia brzmi nawet fajnie, ale jednak wolałabym formę Demeter. Alicja jest dość popularna w mojej okolicy, a na dodatek mam złe skojarzenia z pewną osoba nosząca to imię. Zostaje Chloe. Nie jestem przekonana. Co prawda główna bohaterka jednego z moich ulubionych francuskich seriali kryminalnych nosi to imię, wymawiane po francusku brzmi bardziej jak Kloii, z takim wdzięcznie "wydłużonym, akcentowanym końcowym "i". Ładnie...
      Alojzy odpada - jak to zdrobnić? Lojzik? Pfeee... Domamir brzmi ciekawie, ale nie przepadam za imionami kończącymi się na "mir" albo "sław". Lutfryd? Jakoś z Zygfrydem i Gotfrydem jestem bardziej "osłuchana". Euzebiusz to kolega Mikołajka z "Mikołajek i inne chłopaki". Rajmund? Nawet mogłoby7 być, ale jak to zdrobnić? Rajek? Mundzio? Do niczego. Terencjusz mi się po prostu nie podoba.
      Więc zostają Chloe i Rudolf.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Wybierz imię dla dziecka

Sprawdź co znaczą nasze imiona, skąd pochodzą, kto sławny je nosił lub nosi.