Dodaj do ulubionych

Zabawa kalendarzowa - 5 lipca

05.07.21, 10:22
Dawniej częste było nadawanie imion z kalendarza. W myśl tej zasady robimy sobie taki właśnie kalendarz, w którym codziennie odnotowujemy DWA imiona – męskie i żeńskie, które nadalibyśmy, gdyby był przymus nadawania właśnie imion z kalendarza. Nawet jeśli nie będzie danego dnia imienia, które by nas zachwycało, to z konieczności wybieramy jedno pasujące najbardziej, zamiast szukać fajnych w okolicy.

UWAGA: głosy nieregulaminowe (bez wskazania na jedno imię męskie i jedno żeńskie albo ze wskazaniami spoza listy) są kasowane.

pl.wikipedia.org/wiki/5_lipca
Antoni, Atanazy, Bartosz, Cyryla, Eliasz, Filomena, Jakub, Maria, Marta, Michał, Przybywoj, Telimena, Trofima, Wilhelm i Zoe.
Obserwuj wątek
    • dalenia Re: Zabawa kalendarzowa - 5 lipca 05.07.21, 10:55
      Telimena i Wilhelm

      Dziś bez szału. Telimena dość mi się podoba, w teorii. Za dużo jednak mam skojarzeń z mrówkami wink jest dla mnie zbyt jednoznaczna, nie lubię imion, które kojarzą się w tak oczywisty sposób. Bardziej podoba mi się Fila niż Tela, ale znowu Filomena mi się zawsze mieszała z Filemoną, miałabym pewnie problem z imieniem własnej córki wink Wilhelm, jak zawsze - okej, ale trochę zbyt nadęty, jak dla mojego zwykłego, nie królewskiego syna wink
    • chayah Re: Zabawa kalendarzowa - 5 lipca 05.07.21, 10:58
      No to jazda z tym koksem tongue_out Ale... Znowu wybór tak ograniczony jak prędkość na dziurawej drodze tongue_out Znowu tragedia z rodzaju "Dziadów" czy "Hamleta"... Uaaa... Ale, jak to mawiał klasyk: no cóż, w masło nóż. Trzeba coś wybrać... tongue_out

      Zaczynamy od Bacha... pardon, od żeńskich. Cyryla jest dla mnie jak Słowacki u Gombrowicza: no, nie zachwyca. Męski odpowiednik też bez fajerwerków i bez ekscytacji. Zresztą moje (nie do końca) sokole oko zauważyło ostatnio, że imiona na "C" jakoś nie wywołują we mnie zachwytu. Ale, no cóż, w masło nóż, nie trzeba się wszystkim zachwycać. Ale Cyryla jednak odpada. Filomenie i parówkowym skrytożercom mówimy "nie". Sorry Gregory, ale Filomena to dla mnie tylko i wyłącznie czarownica z jakiejś gry komputerowej z dzieciństwa. Przykro mi, ale za Chiny ludowe i Koreę nie-ludową nie wyzbędę się tego skojarzenia. A szkoda, bo imię bardzo mi się podoba, to jest pewne jak dwa razy trzy. Telimena?... I tu mam wątpliwości. Z jednej strony kusi mnie tym swoim brzmieniem, jak tajemnica, której wyjawienie samo pcha ci się na język. Z jednej strony trafia w mój gust, kształtowany przez te kilkanaście lat mojego życia niczym wyjątkowy styl niespełnionego, niespokojnego artysty. Ale z drugiej strony, gdzieś w tylnej i głęboko schowanej części mojej mózgownicy, tworzy się obraz Telimeny wyjęty żywcem z Mickiewicza... I od razu mam przed oczami kobietę z czerwoną jak pomidor, pokąsaną pupą, po której całymi gromadami spacerują mrówki. Mickiewicz - jeden punkt, Chayah - zero. Sorry, znowu kolejne skojarzenie silniejsze ode mnie. Trofima?... Mon Dieu, co to za (s)twór?... W moich uszach brzmi zupełnie jak, jak to określiła moja nowa idolka o wdzięcznym nicku Kocynder, "skrzyżowanie trofeum z turpizmem"... A jak turpizm, to gdzieś z tyłu mojej pustej mózgownicy daje o sobie znać skojarzenie ze sztuką i z jakimś wiecznie niespokojnym, oszalałym artystą na lekkim "haju". Może i kocham sztukę pod różnymi jej postaciami, ale turpizm to jednak nie moja bajka. A Trofima z kolei nie dźwięczy w moich uszach zbyt przyjemnie. Adieu. Zoe?... Toż to zebra ze "Świnki Peppy"!... I w "polskich warunkach" nijak mi nie brzmi... Już bym wolała Zoję, chociaż za mocno przypomina mi soję... Nie, to nie dla mnie. I co nam zostało?... Maria, może przezroczysta jak świeżo wypolerowana szyba, ale klasyczna i wciąż mająca dla mnie ten swój urok dawniejszych lat, i na dodatek niosąca milion-pięćset-sto-dziewięćset pozytywnych skojarzeń (jak mogę się nie oprzeć pannie Maryni Pławickiej, ewentualnie nie powołać do życia kolejnego Iks Marii Iksińskiego?... a wszystko przez tę moją chorą słabość do tej przepięknej tradycji...) i Marta, też przeze mnie lubiana, ale niosąca za sobą tylko jedno, jedyne pozytywne skojarzenie?... Rzuć monetą, Chayah, rzuć monetą... Dobra, niech już będzie ta Marta, niech Lipińska też ma swój dzień, skoro pozostałe moje Mistrzynie już miały. Chociaż żal mi trochę panny Pławickiej i Iks Marii Iksińskiego, ale raz, że w tej zabawie "narodził się" już pierdyliard Marysiek, a dwa, że z Iksińskim dzisiaj nijak nie pokombinuję. Ale Martę lubię i się cieszę big_grin

      Z męskimi też niełatwo. Wybór trudny jak sprawdzian z chemii i niekoniecznie przyprawiający mnie o szeroki uśmiech na mojej twarzy. Jadziem (nie na Bielany!) od początku. Antoni, godny reprezentant kategorii "lubię, ale nijak 'nie czuję' i dziecku bym nie nadała", odpadł, bo w moim rejonie stadka małych Antosiów zaczęły wyrastać ostatnio jak grzyby po deszczu i babeczki w piekarniku. Atanazy?... Może i ma swój starodawny urok (któremu nie potrafię się oprzeć!...) i kończy się na literkę o szlachetnej nazwie "igrek", ale z imion rozpoczynających się na A i kończących się na Y mam innego faworyta, którego będę mogła wybrać już za 18 dni (już się nie mogę doczekać!!!) big_grin Bartosza mam przesyt, bo mój rejon jest bardziej bogaty w Bartki niż Śląsk w węgiel. Eliasz może i kiedyś by mnie zachwycił, ale, jak sama podkreśliłam: KIEDYŚ, a nie DZISIAJ. Jakub?... Miło mi się kojarzy (pamięta ktoś "Sęk"?...), ale odpada... Raz, że w mojej rodzinie jest już Kuba i nie chciałabym powielać, a dwa, że ostatnio coraz częściej spotykam małych Kubusiów. Michał - vide Jakub: skojarzenia bardzo pozytywne, ale zajęty w rodzinie i popularny w rejonie. Przybywoj... No cóż... W moich uszach brzmi, najprościej mówiąc, jak "przybywaj" wypowiedziane z dość charakterystycznym akcentem. Out. Został Wilhelm... Wilhelm, który nie wzbudza u mnie ogromnego zachwytu, ale też nie siedzi na "czarnej liście"... Takie zupełnie neutralne imię. Ale pocieszam się jednym skojarzeniem: gdyby dopisać jedną, jedyną samogłoskę na końcu tego imienia, natychmiast odezwałoby się skojarzenie z moim Mistrzem... No dobra, niech już będzie ten Wilhelm. Skoro dzisiaj mamy "Alternatywy 0"...

      Ostatecznie... Marta i Wilhelm. It might be better, but also it might be worse.
    • kocynder Re: Zabawa kalendarzowa - 5 lipca 07.07.21, 00:11
      Cyryla odpada, bo dla mnie zbyt "odmęskie". To może jeszcze bliźniaczka Metoda? wink Filomena brzmi ładne, ale jako dziecko czytałam książkę, w której występowała zła czarownica Filomena i skojarzenia nie przeskoczę. Zoe? Nie. Zoja mi się podoba. Zoe - w wersji anglojęzycznej też, ale nie Zoe "nasza". Trofima mi się kojarzy z morfiną (wiem, nie podobne słowa, ale mi się tak akurat kojarzy). Telimena to z "Pana Tadeusza". Dzieło uwielbiam, ale jednak... Może jednak poszukałabym innych bohaterek mickiewiczowskich jako odkryć imienniczych. Zostały Maria i Marta. Obie ładne, obie lubię. Maria jest popularniejsza, więc wybór na Martę.
      Antoniego nie lubię, nigdy nie lubiłam i zapewne nie polubię. Atanazy - brrr... Wilhelm brzmi za twardo. Przybywoj to jak "pseudogwarowo" - Przybywaj, nie podoba mi się wcale. Michał niezły, klasyczny, spokojny, neutralny. Znam kilku Michałów i wszyscy są fajni. Trochę brakuje mi fajnych zdrobnień... Jakub - upiornie modny, a nie ma żadnego równie jak Englert umiłowanego imiennika. Eliasz jakoś tak biblijnie... Zostaje Bartosz. Lubię Bartosza. Można fajnie zdrabniać (Bartek też mi się podoba), znam kilku bardzo fajnych Bartków.
      Marta i Bartosz.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Wybierz imię dla dziecka

Sprawdź co znaczą nasze imiona, skąd pochodzą, kto sławny je nosił lub nosi.