magdmaz
30.06.06, 11:56
Można sobie zaplanować, a i tak wszystko układa się "samo". Kiedy nazwałam
córkę Michaliną (pewnie trochę za sprawą jednej z kuzynek, która zresztą całe
życie była Miśką, a pełne imię można było znalźć jedynie w oficjalnych
dokumentach),nazywałam ją "Misiunią" i nie przypuszczałam, że na parę lat
przyczepi się do niej "Mimi" (tak się sama nazwała jako roczniak), w dodatku
ten "Mimiaszek" pozostał w rodzinie do dziś (tak nazywa ją mój brat i jego
dzieci). Sama córka używa teraz formy "Michasia" i ostatnio
chyba "Michalinka", we mnie przyjęła się "Minka", a przy humorze odmiennym -
"Michaśka". Za to "Miśka", "Misia" - przenigdy! To nie ona.
Natomiast na Filipa od zawsze mówiło się "Phillips". Albo dla
odmiany "Fipcio".
Czy u Was też imiona potrafią zdrabniać się "same"?, wbrew zamierzeniom?