W domach dziecka najwięcej jest.....

IP: *.elpos.net 15.09.06, 10:06
Angelik, Sandr, Nikoli, Brajanów itp. W patologicznych rodzinach to norma że
dzieci są dziwnie nazywane. Pewnie pijaki i menele myślą że jak dadzą dziecku
wymyślne imię to one będą miały lepsze życie hahahaha. Ludzie, którzy są na
"pewnym poziomie", mają wyższe wykształcenie i nie pochodzą z nizin
społecznych mają tendencje do nazywania dzieci imionami, które noszą ich
dziadkowie np. Staś, Franek, Zosia, Aniela itp.
    • blaszany_dzwoneczek Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 10:12
      Ile można na ten sam temat? Proponuję znaleźć bliźniaczy wątek (od czego
      wyszukiwarka) i się tam dopisać, a nie tworzyć kolejny.
      • misia9944 Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 14:38
        "JA" jestes daremna czy ty nie wiesz ze w ten sposob obrazasz wiele ludzi. Np mnie sama mam na imie Angelika ! i nie narzekam bardzo mi sie podoba.
        • gaudencja Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 15:33
          misia9944 napisała:

          > "JA" jestes daremna

          Daremna?? ROTFL
    • Gość: Juleczka4 Re: W domach dziecka najwięcej jest..... IP: *.zicom.pl 15.09.06, 10:20
      j.w
      • Gość: Juleczka4 Proponuję wyrzucić ten wątek IP: *.zicom.pl 15.09.06, 10:21
        j.w
    • figrut Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 10:54
      Cieszy mnie to, że na tym forum mamy Nikolek, Brajanków, Olivierków, Sandr i
      innych imion obcojęzycznych ogólnie prezentują większą klasę i wyższy poziom
      kultury niż takie osoby jak Ty - radykalne w swoich upodobaniach i nie
      przyjmujące do wiadomości cudzego zdania smile
      • figrut Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 10:55
        To oczywiście było do Gość: JA.
        • annajustyna Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 11:00
          Akurat te osoby, ktore chwalisz, klasy nie maja (quot erat demonstrandum...). A
          imiona Twoich synkow sa przepiekne (Tycjan i Oliwer - sama muzyka). Drazni
          natomiast maniera nadawania imion w obcej pisowni i to w ilosciach
          hurtowych...JA wyskoczyl jak filip z konopii, bo podobnych watkow bylo swego
          czasu na peczki.
    • mamanicole Do JA: 15.09.06, 11:20
      "Lepiej jest nie odzywać się wcale i wydać się głupim, niż odezwać się i
      rozwiać wszelkie wątpliwości."(Mark Twain)
      • mamanicole Re: Do JA: 15.09.06, 11:24
        Ja jestem pewna Twojego "pewnego poziomu". smile))))
    • gaudencja Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 18:42
      Gość portalu: JA napisał(a):

      > Angelik, Sandr, Nikoli, Brajanów itp.

      Masz statystyki? Podaj. Nie bądź gołosłowny. Nie masz, to nic nie pisz.
    • ariana1 Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 19:07
      Akurat tak się składa,ze pracowałam niedawno w pogotowiu opiekuńczym (podobny
      do DD) i wcale nie ma tam najwięcej imion wymienionych przez ciebie. Przez 10
      lat mojej pracy tam, nie było ani jednej Nikoli a Sandry i Angeliki można by
      policzyć na palcach jednej ręki. Brajan był tylko jeden. Natomiast najwięcej
      było zwykłych imion: Ania, Kasia, Marta, Kuba, Ela, Marcin, Asia, Patryk itp.
      Nie wiem o czym mówisz.
      • olianka Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 19:34
        Oj, obawiam się, że najwięcej teraz będzie Ol, Julek, Kubusiów i Mateuszów. Nie
        dlatego, że te imiona nadają rodziny patologiczne, ale dlatego, że po prostu
        teraz tych imion jest najwięcej.
        Na podstawie własnych obserwacji zgadzam się z Arianą - w DD przeważnie są
        zwykłe, popularne imiona. Czasem zdarzą się Nikole, ale spotkałam się też z
        Adaminą. Tak jak wszędzie.
      • a_weasley Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 21:15
        ariana1 napisała:

        > Brajan był tylko jeden. Natomiast najwięcej
        > było zwykłych imion: Ania, Kasia, Marta, Kuba, Ela, Marcin, Asia, Patryk itp.
        > Nie wiem o czym mówisz.

        Żeby naprawdę wiedzieć, o czym mówimy, trzeba by mieć statystykę z takich miejsc
        z jednej strony, a ogólną statystykę imion z drugiej.
        Ja nie mam ani jednej, ani drugiej. Wszelako wpadają mi w ucho banalne imiona
        wśród uczniów dobrego gimnazjum, a pretensjonalne na ulicach złej dzielnicy
        Warszawy czy w doniesieniach typu "Klaudia zakatowana przez konkubenta mamy,
        Dawida, który znęcał się również nad małym Patrykiem".
        • juleczka4 Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 22:05
          a_weasley napisał:

          >
          > wśród uczniów dobrego gimnazjum, a pretensjonalne na ulicach złej dzielnicy
          > Warszawy czy w doniesieniach typu "Klaudia zakatowana przez konkubenta mamy,
          > Dawida, który znęcał się również nad małym Patrykiem".

          Patryk jest pretensjonalnym imieniem ??indifferent

          • krzysia2 Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 15.09.06, 22:54
            Podobnie jak Ariana, pracuję z dziećmi z problemami,które czesto pochodzą z
            patologicznych rodzin i równiez nie zauwałayłam takiej prawidłowosci.
            Wśród "moich" dzieciaków, a jest ich ok. 70 jest tylko jeden Alan,jedna Eryka i
            jedna Sara. Pozostałe dzieci mają zwyczajne, czesto spotykane imiona. Dominują:
            Stasie, Krystiany i Macieje
          • annajustyna Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 09:07
            Moze troche razic, aczkolwiek faktycznie nieslusznie, ale w PL brzmi chyba
            troche tak odkobieco (a przeciez jest odwrotnie)...
          • gaudencja Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 13:05
            juleczka4 napisała:

            > Patryk jest pretensjonalnym imieniem ??indifferent

            IMO jest lekko pretensjonalne (jak Damian czy Krystian), choć nie aż tak, jak
            np. Kevin. Tak je odbieram, i tyle.
    • lirael Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 08:21
      Pozostawię bez komentarza użycie dzieci z domu dziecka w celu chwilowego
      zaistnienia na forum.
      Retoryka, styl wypowiedzi i recepcja poprzednich wątków tego typu wskazują na
      to, że JA liczył/a na wywołanie burzliwej dyskusji.
      Dostaję wysypki na widok określenia "rodzina patologiczna".
      To, co drażni mnie najbardziej, to ogromne poczucie wyższości tego, kto w ten
      sposób diagnozuje innych ludzi. Tak jakby zimnym okiem oglądał bakterie pod
      mikroskopem.
      Precyzyjne określenie, co to jest rodzina patologiczna, jest w tej chwili moim
      zdaniem niemożliwe.
      Przykłady z mojej kilkunastoletniej pracy w szkole. Rodzice tzw. yuppie,
      rodzina świetnie sytuowana, ogromna kultura bycia i słowa, pracują od rana do
      nocy , poza tym szkolenia, konferencje zagraniczne, etc, córka wychowywuje się
      praktycznie sama, poczucie winy wobec dziecka łagodzą zasypując córkę
      prezentami i pieniędzmi. Dziecko całkowicie rozchwiane emocjonalnie. W tym domu
      nikt nie siedzi w kryminale, nikt nie pije i nie pali, nawet nikt nie mówi
      podniesionym głosem, a w moim odczuciu od normalności dosyć daleko. Z drugiej
      strony: matka samotnie wychowująca dzieci, była żona alkoholika, z bardzo
      nieciekawej dzielnicy, sposób bycia i mówienia świadczący o pochodzeniu z tzw.
      nizin społecznych, rodzina żyjąca w skrajnym ubóstwie, dzieci zawsze
      dopilnowane, czyste, uśmiechnięte, pani ta walczy z poważną chorobą. Czy to
      jest rodzina patologiczna?
      Nie zawsze "patologiczność" jest samodzielnym wyborem, często zdarzaja się
      sytuacje, które ludzi po prostu przerastają. Nie mając świadomości, jak sami
      zdalibyśmy egzaminy z życia, które przypadły w udziale tym osobom, bezpiecznie
      odgrodzeni od ich dramatów szkłem ekranu telewizora czy płachtą gazety,
      powstrzymajmy się od ironii.
      Pozdrawiam.
      • kira_koslin Re: W domach dziecka najwięcej jest..... 16.09.06, 10:32
        Masz rację, lirael.
      • a_weasley Czy istnieje norma i patologia 16.09.06, 16:36
        lirael napisała:

        > Pozostawię bez komentarza użycie dzieci z domu dziecka w celu chwilowego
        > zaistnienia na forum.

        Słusznie zrobisz, bo to jest forum "Wszystko o imionach" i służy do dyskutowania
        o tym, co kto powiedział, a nie o tym, po co to zrobił.

        > Retoryka, styl wypowiedzi i recepcja poprzednich wątków tego typu wskazują na
        > to, że JA liczył/a na wywołanie burzliwej dyskusji.

        Ładny bezkomentarz.

        > Dostaję wysypki na widok określenia "rodzina patologiczna".
        > To, co drażni mnie najbardziej, to ogromne poczucie wyższości tego, kto w ten
        > sposób diagnozuje innych ludzi. Tak jakby zimnym okiem oglądał bakterie pod
        > mikroskopem.
        > Precyzyjne określenie, co to jest rodzina patologiczna, jest w tej chwili moim
        > zdaniem niemożliwe.

        Oczywiście, że jest niemożliwe, tylko co z tego?
        Nawet dziedzina tak potrzebująca i poszukująca precyzyjnych określeń i ostrych
        granic, jak prawo, zwłaszcza karne, nie jest w stanie obejść się bez takich
        pojęć, jak "silne wzburzenie usprawiedliwione okolicznościami", "rażąca
        niewspółmierność", "oczywista bezzasadność", "rażące niedbalstwo", "wyrazy
        powszechnie uważane za obelżywe", nieostrych i odwołujących się do ocen
        społecznych. Niemniej chyba nikt nie ma wątpliwości, że gdybym rozpłatał
        siekierą głowę szwagrowi, gdyż powiedział do mojej żony "głúpia jesteś, moja
        siostro", to nie byłyby to okoliczności usprawiedliwiające tak silne wzburzenie
        i tak radykalną reakcję.
        Prawdą jest, że nie ma ostrej granicy między rodziną patologiczną i
        niepatologiczną, tak jak nie ma jej między jednostką zdrową i chorą psychicznie.
        Nie ma rodzin całkowicie zdrowych i nie ma ludzi całkowicie zdrowych, są tylko
        niedokładnie zbadani. Niemniej jeżeli ktoś rozmawia ze św. Faustyną siedzącą
        nago na przydrożnym bilbordzie, to wątpliwości nie ma. I podobnie istnieją
        rodziny, gdzie takich wątpliwości nie ma.

        > Przykłady z mojej kilkunastoletniej pracy w szkole. Rodzice tzw. yuppie,
        > rodzina świetnie sytuowana, ogromna kultura bycia i słowa, pracują od rana do
        > nocy , poza tym szkolenia, konferencje zagraniczne, etc, córka wychowywuje się
        > praktycznie sama, poczucie winy wobec dziecka łagodzą zasypując córkę
        > prezentami i pieniędzmi. Dziecko całkowicie rozchwiane emocjonalnie.

        Zauważmy mimochodem, że nie ma też ostrej granicy między dzieckiem rozchwianym i
        nierozchwianym, ani rozchwianym całkowicie i niecałkowicie, a jednak bez wahania
        używasz tych określeń.

        > nikt nie siedzi w kryminale, nikt nie pije i nie pali,

        Picie (w granicach) i palenie to już naprawdę nie ma nic do rzeczy. Chyba że
        chcemy przy ocenie zdrowej rodziny uwzględnić także zdrowie fizyczne.

        > nawet nikt nie mówi
        > podniesionym głosem, a w moim odczuciu od normalności dosyć daleko.

        Ważyłbym się nawet nazwać tę rodzinę patologiczną. Natomiast w Twoim wykonaniu
        taka ocena dziwi. Czyżby nie było ostrych granic między rodziną patologiczną i
        niepatologiczną, a były między normalną i nienormalną?

        > strony: matka samotnie wychowująca dzieci, była żona alkoholika, z bardzo
        > nieciekawej dzielnicy, sposób bycia i mówienia świadczący o pochodzeniu z tzw.
        > nizin społecznych, rodzina żyjąca w skrajnym ubóstwie, dzieci zawsze
        > dopilnowane, czyste, uśmiechnięte, pani ta walczy z poważną chorobą. Czy to
        > jest rodzina patologiczna?

        Nie wiem. Być może nie. Ale to o niczym nie świadczy.

        > Nie zawsze "patologiczność" jest samodzielnym wyborem, często zdarzaja się
        > sytuacje, które ludzi po prostu przerastają. Nie mając świadomości, jak sami
        > zdalibyśmy egzaminy z życia, które przypadły w udziale tym osobom, bezpiecznie
        > odgrodzeni od ich dramatów szkłem ekranu telewizora czy płachtą gazety,
        > powstrzymajmy się od ironii.

        Ironii w dotychczasowej dyskusji nie zaobserwowałem - to raz. A po wtóre:
        oczywiście, że nie wiemy, co by było gdyby i co będzie jeśli zdarzy się to,
        czego Boże uchowaj, tylko cóż stąd?
        Ja nie wiem, czy w pewnych sytuacjach nie zacząłbym kraść i zabijać. Co nie
        zmienia faktu, że gdyby z jakichkolwiek powodów i w jakichkolwiek
        okolicznościach przyrody źródłem utrzymania mojej rodziny stały się dokonywane
        przeze mnie kradzieże i rozboje, byłaby to w oczywisty sposób patologia, ani nie
        odbiera mi prawa do nazywania takiej rodziny patologiczną.
        • lirael Re: Czy istnieje norma i patologia 16.09.06, 23:11
          a_weasley napisał:

          > Ładny bezkomentarz.

          Zauważ, że piszę o formie wypowiedzi autorstwa "JA", a nie komentuję faktu, że
          wyśmiewa się z imion dzieci z domu dziecka. Są fakty, których komentować nie
          trzeba.

          > Nie ma rodzin całkowicie zdrowych i nie ma ludzi całkowicie zdrowych, są tylko
          > niedokładnie zbadani. Niemniej jeżeli ktoś rozmawia ze św. Faustyną siedzącą
          > nago na przydrożnym bilbordzie, to wątpliwości nie ma. I podobnie istnieją
          > rodziny, gdzie takich wątpliwości nie ma.

          Nie kwestionuję. Sugeruję tylko, że warto się zastanowić zanim przyczepimy
          komuś etykietkę "rodzina patologiczna".

          > Zauważmy mimochodem, że nie ma też ostrej granicy między dzieckiem
          rozchwianym
          > i
          > nierozchwianym, ani rozchwianym całkowicie i niecałkowicie, a jednak bez
          wahani
          > a
          > używasz tych określeń.

          Skąd wiesz, że bez wahania?
          "Rozchwianie emocjonalne" to stwierdzenie faktu, "rodzina patologiczna" to
          ocena.


          > Ważyłbym się nawet nazwać tę rodzinę patologiczną. Natomiast w Twoim wykonaniu
          > taka ocena dziwi. Czyżby nie było ostrych granic między rodziną patologiczną i
          > niepatologiczną, a były między normalną i nienormalną?

          Nie nazywam tej rodziny patologiczną. Używam określenia "daleko od
          normalności". To nie jest to samo.


          > Ironii w dotychczasowej dyskusji nie zaobserwowałem - to raz.

          Pozwól, że zacytuję fragment z postu otwierajacego tę dyskusję, autorstwa "JA":
          "Pewnie pijaki i menele myślą że jak dadzą dziecku
          wymyślne imię to one będą miały lepsze życie hahahaha."


          > oczywiście, że nie wiemy, co by było gdyby i co będzie jeśli zdarzy się to,
          > czego Boże uchowaj, tylko cóż stąd?

          Wniosek wydaje mi się dosyć oczywisty. "Wiemy o sobie tyle, na ile nas
          sprawdzono", dlatego też bądźmy ostrożni oceniając innych ludzi.

          > Ja nie wiem, czy w pewnych sytuacjach nie zacząłbym kraść i zabijać. Co nie
          > zmienia faktu, że gdyby z jakichkolwiek powodów i w jakichkolwiek
          > okolicznościach przyrody źródłem utrzymania mojej rodziny stały się dokonywane
          > przeze mnie kradzieże i rozboje, byłaby to w oczywisty sposób patologia, ani
          ni
          > e
          > odbiera mi prawa do nazywania takiej rodziny patologiczną.

          Nikomu tego prawa nie odbieram. Zwracam jedynie uwagę na fakt, że szafowanie
          tym określeniem może być krzywdzące.

          Pozdrawiam.
          • a_weasley Re: Czy istnieje norma i patologia 16.09.06, 23:22
            lirael napisała:

            > Nie kwestionuję. Sugeruję tylko, że warto się zastanowić zanim przyczepimy
            > komuś etykietkę "rodzina patologiczna".

            To nie argument, to komunał. W dodatku nie wiesz pojęcia, jakie są rodziny,
            które dyskutanci nazwali patologicznymi. Zanim się komuś zarzuci lekkomyślne
            etykietkowanie, też trzeba się zastanowić.

            > "Rozchwianie emocjonalne" to stwierdzenie faktu, "rodzina patologiczna" to
            > ocena.

            Do owego "stwierdzenia faktu" też jednak nie masz ostrych granic. A jednak tego
            określenia używasz.

            > > taka ocena dziwi. Czyżby nie było ostrych granic między rodziną patologic
            > zną i
            > > niepatologiczną, a były między normalną i nienormalną?
            >
            > Nie nazywam tej rodziny patologiczną. Używam określenia "daleko od
            > normalności". To nie jest to samo.

            Załóżmy, że nie. Niemniej także jest to ocena. I także nie odwołuje się do
            ostrych granic.
            Dla jasności: nie mam nic przeciwko ocenianiu. Natomiast wystrzeganie się
            oceniania za wszelką cenę, i owszem, uważam za niskosensowne.

            > > Ironii w dotychczasowej dyskusji nie zaobserwowałem - to raz.

            > Pozwól, że zacytuję fragment z postu otwierajacego tę dyskusję,
            > autorstwa "JA":

            > > "Pewnie pijaki i menele myślą że jak dadzą dziecku
            > > wymyślne imię to one będą miały lepsze życie hahahaha."

            Hmm. To chyba jakieś nowe znaczenie słowa "ironia", o którym dotąd nie
            wiedziałem. Zawsze myślałem, że to słowo oznacza jakiś subtelniejszy sposób
            formułowania myśli...

            > Wniosek wydaje mi się dosyć oczywisty. "Wiemy o sobie tyle, na ile nas
            > sprawdzono", dlatego też bądźmy ostrożni oceniając innych ludzi.

            Ależ bynajmniej. Może nie wiadomo, czy kiedyś w życiu czegoś nie ukradniesz, ale
            wcale nie zmienia to faktu, że tego, kto kradnie, możesz nazwać złodziejem i
            potępiać go za to, że kradnie.
            • lirael Re: Czy istnieje norma i patologia 17.09.06, 18:35
              a_weasley napisał:

              > To nie argument, to komunał.

              Mocne słowa.
              • bestiaa Re: Lepiej pomóc 18.09.06, 20:33
                zamiast zastanawiać się nad statystyką imion dzieci z domu dziecka, lepiej im
                pomóc.
                www.czarodziejka.com
                • a_weasley Re: Lepiej pomóc 18.09.06, 23:22
                  bestiaa napisała:

                  > zamiast zastanawiać się nad statystyką imion dzieci z domu dziecka, lepiej im
                  pomóc

                  Pomagać dzieciom z domu dziecka jest pożytecznie, a nawet bardzo pożytecznie,
                  niemniej my tu akurat rozmawiamy o imionach. W tym również o trendach
                  imienniczych w różnych warstwach społecznych. Po to tu przychodzimy.
                  A tak się składa, że sieroty społeczne (OIW, zdecydowana większość lokatorów
                  domów dziecka) pochodzą głównie z warstw określanych potocznie dołami społecznymi.
                • gaudencja Re: Lepiej pomóc 19.09.06, 18:56
                  Jedno z drugim się nie wyklucza.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja