Xymena - rodzinna historia :)

23.12.06, 11:30
W dzisiejszej stołecznej jest b. ciekawy artykuł o historii imienia Xymena w
jednej rodzinie (do której należy Xymena Zaniewska). Poczytajcie sobie!
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,54420,3811616.html________________________________________________________________

Rodzinne Archiwum X, czyli 200 lat z klątwą
Izabela Szymańska 2006-12-22, ostatnia aktualizacja 2006-12-22 21:19:08.0

Klątwa głosi: "Każda najstarsza córka w tej rodzinie będzie miała na imię
Xymena. Jeśli nie - umrze w dniu zamążpójścia!"


Do tej pory 22-letnia Barbara Xymena Zamek-Gliszczyńska wiedziała, że drugie
imię ma po babci, że wiąże się z tym jakiś zabobon rodzinny i że jej oba
imiona i nazwiska często stanowią kłopotliwe, bo długie połączenie.
Czerwieniła się zawsze, kiedy musiała powiedzieć, jak ma na drugie imię.

Niemiłe wspomnienia poszły w niepamięć, kiedy Basia Xymena z rodziną
przeprowadziła się do Berlina. Dla kolegów z klasy, dzieci z całego
świata, "Basia" brzmiało obco. Tam oswoiła i polubiła Xymenę. Teraz studiuje
anglistykę i śpiew klasyczny. Ma czarne, bujne włosy, ciemne oczy i śmieje
się perliście. Chce zostać wokalistką i występować w operze.

Czy innym Xymenom w rodzinie imię pomagało, czy przeszkadzało? Kim są? Kim
były? Basia Xymena postanawia rozwikłać rodzinną tajemnicę.

Xymcia była chłodna

Na pomoc wzywa tatę i dziadka. Rozsiadamy się w mieszkaniu dziadka pełnym
winylowych płyt, Basia Xymena podaje herbatę i delicje. Słucha.

- Najprawdopodobniej legenda ma swój początek w czasach Napoleona - zaczyna
jej tata Tomasz i popija łyk herbaty. - Nasz przodek Romuald Wasilewski
ożenił się z Hiszpanką. Jej imię czytało się Chimena. To ona rzuciła klątwę
na następne pokolenia, przeklęła córki, mówiąc, że każda kobieta musi mieć na
imię Xymena, bo inaczej umrze, zanim wyjdzie za mąż.

- Ale dlaczego to zrobiła? - dopytuję.

- Tego nikt nie wie - rozkłada ręce tata Tomasz. - Nikt nie próbował
przeciwstawiać się takiej przepowiedni, była zbyt groźna. Gdybym urodził się
dziewczyną, z pewnością miałbym na imię Xymena - dodaje z powagą.

Tata Tomasz, matematyk, i dziadek Franciszek, z zawodu ekonomista, teraz
wiekowy emeryt, mają najszczersze chęci, żeby poznać rodzinną legendę.
Wyciągają na stół drzewo genealogiczne Zamek-Gliszczyńskich. Ale z Xymenami
jest problem: drzewa genealogiczne rysuje się po linii męskiej, więc wszyscy
mężczyźni w nim występujący mają to samo nazwisko, ale kobiety niekoniecznie.
Po wyjściu za mąż zmieniają nazwiska i trudno do nich dotrzeć, łatwo się
pomylić, do jakiej rodziny należą. Panowie przyznają, że o krewnych
Wasilewskich, od których przyszła legenda imienia, wiedzą mniej.

Więcej mogłaby pewnie powiedzieć babcia Basi Xymeny, żona dziadka i mama
taty - Xymena Zamek-Gliszczyńska, ale niestety dwa lata temu zmarła. Dziadek
Franciszek wspomina, że imię jego Xymci było intrygujące. Poznali się przed
wojną na studiach w Szkole Głównej Handlowej. Okazało się, że ekonomia w
ogóle jej nie interesuje. Kiedy w czasie wojny prof. Tadeusz Kotarbiński
prowadził tajne wykłady z filozofii, pochłonęły ją nauki humanistyczne. Po
wojnie najpierw poszła na filozofię, potem skończyła też psychologię. Jako
profesor pracowała w Polskiej Akademii Nauk w Zakładzie Prakseologii. Była
wybitnym psychologiem pracy - do dziś cytowane są jej książki o motywacji do
pracy czy wypaleniu zawodowym. Była osobą raczej chłodną.

Dziadek Franciszek żałuje, że nie poznał dobrze jej rodziny. Wiedział tylko,
że pochodzi z dzisiejszych terenów Białorusi, że rodzice zmarli, gdy była
młodą dziewczyną. Z innymi Xymenami w rodzinie nie utrzymywała kontaktu. Nie
było ich też wiele - w rodzinie rodziło się niewiele dzieci - jedno, dwójka
na małżeństwo, nie w każdym była córka. Tata i dziadek sugerują, żeby
sprawdzić, czy może cioteczna siostra babci Xymeny Zamek-Gliszczyńskiej nie
wie o legendzie czegoś więcej. Wprawdzie nie rozmawiali z nią już od kilku
lat, ale gdzieś powinni mieć jej numer telefonu...

Xantypcia wabiła mężczyzn

Cioteczną siostrą babci Basi Xymeny okazuje się scenografka Xymena Zaniewska.
Dzwonię.

- Chciałabym napisać o historii pani imienia.

- A to dobrze się składa - mówi wyraźnie ucieszona. - Będzie okazja, żeby tę
legendę przekazać mojej wnuczce.

Zaprasza do siebie. Od razu wprowadza do opowieści pana Tomasza korektę:
klątwę rzuciła nie Hiszpanka Chimena, ale jej mąż - Romuald Wasilewski, ten,
który jechał z wojskami Napoleona. Imieniem Chimena kazał nazywać jedynie
najstarszą córkę, a nie każdą. Przez to Xymena Zaniewska miała dwie cioteczne
siostry Xymeny i jedną, młodszą - Teresę.

Nietypowe imię zawsze jej pomagało. W domu mówiono na nią Xenia, na studiach
architektonicznych pieszczotliwie - Xantypa albo Xantypcia od imienia podobno
złośliwej żony Sokratesa. Swoją kolejną firmę odzieżową nazwała Xymena. Mówi,
że dla mężczyzn to imię było wabikiem podobnie jak buty na szpilce i sztuczne
rzęsy.

- Nie pamiętam momentu, kiedy dowiedziałam się o historii Xymen. Ona zawsze
istniała w naszej rodzinie - opowiada.

Jak wyjeżdżała do Hiszpanii robić scenografię, podpytywała o imię. Przez lata
dowiedziała się niewiele. Jeździła tam na targi sztuki, robiła dekoracje do
spektakli w Hiszpanii. Panowie, którzy je budowali, dziwili się, że nosi
starohiszpańskie imię. Dla nich brzmiało tak jak dla nas np. Kornelia.


Chimena - to od niej się zaczęło

W opowieści Xymeny Zaniewskiej legenda rodzinna wyglądałaby tak: w Hiszpanii
ostatnich lat XVIII stulecia król Karol IV pokłócił się ze swoim synem
Ferdynandem VII. Nieład w kraju zainteresował podbijającego Europę Napoleona.
Zmusił obu władców - ojca i syna - do abdykacji i osadził na tronie swojego
brata Józefa. Kiedy niezadowoleni Hiszpanie wzniecili powstanie, wrócił, by
pomóc bratu ugasić bunt. Napoleona wspierały wojska polskie, a z nimi -
przodek Xymen Romuald Wasilewski. 30 listopada 1808 r. szarża polskich
szwoleżerów zdobywa przełęcz Somosierra i otwiera Napoleonowi drogę w głąb
Hiszpanii. Być może Romuald Wasilewski poznaje wtedy jakiegoś hiszpańskiego
szlachcica, który ma córkę na wydaniu. Może też porywa wybrankę wbrew woli
ojca. Tak czy inaczej, Romuald czarnooką Chimenę bierze za żonę i przywozi
nad Wisłę.

Xymena Zaniewska nie wie, kim była ta pierwsza Xymena, czyli Chimena. Czy
była wysoka, czy niska, czy miała głos delikatny, czy chropowaty. Nie wiadomo
też, gdzie poznała przyszłego męża, czy nakłaniała go, by pozostali w ciepłej
Hiszpanii, zamiast wracać do zimnej Polski, czy oświadczył się dziewczynie,
czy ślub uzgodnił tylko z jej ojcem, czy bał się, że zostanie mu podana
czarna polewka bądź jej hiszpański odpowiednik. Nie wiadomo w końcu, czy
mówiła z mężem po francusku, czy zaczęła uczyć się polskiego, czy w Warszawie
brakowało jej owoców i słońca. Mąż po jakimś czasie ją zostawił - poszedł z
Napoleonem na Moskwę. Kiedy wrócił, dowiedział się, że Chimena nie żyje. Nie
przyzwyczaiła się do nowego klimatu, zaziębiła i zmarła. Romuald robił
bliskim wyrzuty, że nie potrafili się nią zaopiekować. Z żalu tracił zmysły.
W niedzielę w kościele, w obecności całej familii, stanął na środku i
krzyknął: - Każda najstarsza córka w tej rodzinie będzie miała na imię
Xymena. Jeśli nie - umrze w dniu zamążpójścia!

Rodzina oniemiała. Ale po kilku latach brat Romualda swą pierworodną córkę
ochrzcił Krystyna. Krysia chowała się zdrowo, jako młoda panienka miała
amantów, rodzice szybko wydali ją za mąż. Na przyjęciu weselnym bawiła się
świetnie. Nikt nie wie, jak to się stało, ale przy którymś tańcu uderzyła
głową w filar. Zmarła. Może nawet na miejscu. Od tego czasu nikt nie śmie
narażać życia swoich pierworodnych.

Najmłodsze Xymeny przyrzekają
    • gaudencja Re: Xymena - rodzinna historia :) 23.12.06, 11:32
      Najmłodsze Xymeny przyrzekają

      Tradycja przekazywania imienia przez dwieście lat przechodziła z pokolenia na
      pokolenie. Kiedy urodziła się wnuczka Xymeny Zaniewskiej, babcia chwilę się
      zawahała. - Nie chciałam, żeby dawali jej na imię Xymena, bo wydawało mi się
      zbyt poważne dla takiego maleństwa. Na pierwsze ma tak jak moja babka - Zofia,
      a Xymena na drugie - opowiada.

      Zosia Xymena ma teraz 14 lat, blond loki, ubiera się sportowo. Chodzi do 10.
      klasy amerykańskiej szkoły w Konstancinie, za rok wybiera się na studia.
      Chciałaby zająć się malarstwem, jak tata i dziadek, ale jest racjonalistką.
      Wie, że trudno się z tego utrzymać. Myśli więc, żeby zdawać na chirurgię
      plastyczną. Przewiduje, że za 50 lat będzie się na tym dobrze zarabiać.

      Zosia Xymena po raz pierwszy słyszała legendę rodzinną. Wcześniej myślała, że
      drugie imię ma po prostu po babci. Nie wiedziała też, że może mieć cokolwiek
      wspólnego z Basią Xymeną. Teraz miały okazję się poznać.

      - Trudno powiedzieć, czy kobiety w naszej rodzinie mają jakieś cechy wspólne -
      mówi Xymena Zaniewska, przypatrując się obu dziewczynom. - Moje dwie siostry
      cioteczne były szalenie od siebie różne. Xymena Zamek-Gliszczyńska, babcia
      Basi, była poważnym naukowcem - poukładana, akuratna. Ja - przeciwnie. Druga
      siostra cioteczna - Xymena Lewicka - była mi bliższa, ale po studiach straciłam
      z nią kontakt.

      Przypomina sobie, że gdzieś ma zdjęcie babci Basi Xymeny z czasów okupacji.
      Stoi na nim wyprostowana, w finezyjnym kapelusiku, opiera się o coś. - Miała
      obłędne nogi. O, to była nasza cecha wspólna, wszystkie trzy miałyśmy na czym
      chodzić - śmieje się. Xymen ze starszych pokoleń nie znała. O swojej babci
      Xymenie wie niewiele. Ma po niej tylko jedną pamiątkę - piękną ikonę
      przedstawiającą Matkę Boską.

      Zosia Xymena przyznaje, że imię lubiła zawsze: - Kiedyś nawet nie mówiłam, że
      mam na imię Zocha, tylko przedstawiałam się Xymena Zaniewska, chciałam mieć tak
      na pierwsze.

      Okazuje się, że i na nią, i na Basię Xymenę znajomi mówią Xena - tak ma na imię
      bohaterka serialu "Xena, wojownicza księżniczka".

      Basia Xymena mówi, że choć podpisuje się "Xymena" przez "X", w dowodzie
      ma "Ksymena" przez "Ks".

      - Zmień sobie - namawia Xymena Zaniewska. - Ja się po prostu uparłam, że mam
      być przez "X" i mimo iż mówili, że "X" nie ma w alfabecie, to dopięłam swego.

      Na pożegnanie od babci Xymeny dziewczyny dostają zrobione specjalnie dla nich
      naszyjniki z bursztynów. Basia Xymena i Zosia Xymena umawiają się na spotkanie
      ze swoimi rodzinami po świętach, żeby się lepiej poznać. Przyrzekają, że
      zachowają tradycję: jeśli będą miały córki, nadadzą im imię Xymena. Tak na
      wszelki wypadek. I opowiedzą legendę. Xymena Zaniewska mówi, że czasami w dniu
      imienin dzwonią do niej rodzice innych Xymen. Jeżeli pytają, skąd imię
      pochodzi, opowiada. Jeżeli nie - sama nie zaczyna tej historii. Nie chce ich
      straszyć.

      Izabela Szymańska

      link jeszcze raz: miasta.gazeta.pl/warszawa/1,54420,3811616.html

      Może na gorąco jeden komentarz - być może mam bizka na punkcie pielęgnowania
      historii i tradycji rodzinnych, ale wydaje mi się byc niesłychane, że ta
      historia została zapomniana i odświeżona dopiero przypadkiem. Przecież to
      skarb, który łączy człowieka ze wszystkimi wcześniejszymi pokoleniami.
      • olianka Re: Xymena - rodzinna historia :) 23.12.06, 13:53
        Wspaniała historia!
    • Gość: Tawananna* Re: Xymena - rodzinna historia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.06, 12:29
      Świetna historia! I choć Xymena mi się nie podoba, a "x" w imionach - zupełnie
      nie , to kiedy stoi za tym długoletnia rodzinna tradycja, to zupełnie inna
      sprawa smile. A tym ciekawsze do przeczytania, że pamiętam, jak wieki temu zdziwiło
      mnie imię Xymeny Zaniewskiej właśnie.

      Jedno mi się w tekście nie podobało:

      "Jak wyjeżdżała do Hiszpanii robić scenografię, podpytywała o imię. Przez lata
      dowiedziała się niewiele. Jeździła tam na targi sztuki, robiła dekoracje do
      spektakli w Hiszpanii. Panowie, którzy je budowali, dziwili się, że nosi
      starohiszpańskie imię. Dla nich brzmiało tak jak dla nas np. Kornelia."

      Nie wiem, czy przykład z Kornelią podała Zaniewska, czy może to dopowiedzenie
      autora artykułu, ale wydaje mi się mało trafiony.
      • gaudencja Re: Xymena - rodzinna historia :) 23.12.06, 14:26
        Przykład z Kornelią jest rzeczywiście mało trafiony, bo Kornelia nie jest
        typowym dawnym imieniem, ani przestarzałym, ani "romantycznym". Poza tym
        zdziwiły mnie wyjaśnienia Zaniewskiej, że Xymenę uważała za imię zbyt powazne
        dla maleństwa. Na fotografii ilustrującej artykuł widnieją dwie piękne panny, i
        do każdej z nich Xymena pasowałaby jak ulał.

        Trzeba przyznać, że ta historia rodzinna jest wyjątkowo romantyczna smile
    • troubleska Re: Xymena - rodzinna historia :) 23.12.06, 12:46
      Fantastyczna historia, dziękuję za artykuł!

      Ximena jest dawniejszą formą imienia Jimena [wym. Chimena], była popularna
      głównie w średniowiecznej Kastylii.
      Miałam koleżankę Jimenę, która nie przepadała jednak za swoim imieniem uważając
      je za archaiczne i nie pasujące do młodej dziewczyny.
    • koza_w_rajtuzach Re: Xymena - rodzinna historia :) 23.12.06, 16:39
      Piękna historia!
      • pipi43 Re: Xymena - rodzinna historia :) 24.12.06, 20:57
        A ja przyczepię się do wieku wnuczki p. Xymeny...
        Chodzi do X klasy, za rok wybiera się na studia i....ma 14 lat??
Pełna wersja