dla shilli o ugruntowanej trówności brytyjskiej

21.05.07, 16:45
Językowa walka klas w Wielkiej Brytanii
Sarah Lyall2007-05-21, ostatnia aktualizacja 2007-05-21 13:05

Doniesienia sugerujące, że książę William zerwał z narzeczoną Kate Middleton
m.in. z powodu "zachowania typowego dla klasy średniej" prezentowanego przez
matkę dziewczyny, która używa określenia "toaleta" [toilet]
zamiast "łazienka" [bathroom], przypominają o podziałach klasowych, które do
dziś kipią pod powierzchnią brytyjskiego społeczeństwa.

Innym niedociągnięciem pani Middleton było to, że pracowała kiedyś jako
stewardesa. Ponoć niektórzy znajomi Williama na widok Kate szeptali złośliwie
pod nosem wypowiadany zwykle przez pilota do stewardes zwrot "Proszę otworzyć
drzwi ręcznie".

Tak naprawdę nie ma jednak znaczenia, co robiła lub czego nie robiła pani
Middleton. Ważne jest to, że nawet w nowej, egalitarnej Wielkiej Brytanii
wszyscy strasznie przejęli się tymi doniesieniami, gotowi uwierzyć, że walka
klasowa, która rzekomo skończyła się zawieszeniem broni wiele lat temu,
powróciła.

Podziały są, a jakby ich nie było

Brytyjskie społeczeństwo nie jest z pewnością aż tak sztywne i podzielone jak
w opisywanych przez George'a Bernarda Shawa w "Pigmalionie" czasach,
gdy "Anglik nie mógł otworzyć ust bez narażania się na nienawiść lub pogardę
innego Anglika".

Pieniądze, mobilność klasowa i większy dostęp do wyższego wykształcenia to
zmieniły.

John Major mówił o "bezklasowym społeczeństwie", gdy ubiegał się o stanowisko
premiera w latach 90. - Teraz wszyscy jesteśmy z klasy średniej - deklarował
Tony Blair zaraz po tym jak został premierem. Niedawno felietonistka Alice
Thomson napisała w "The Daily Telegraph", że "dziś już nie ma znaczenia skąd
pochodzisz, ale ile jesteś wart".

Izbę Lordów wypełniają obecnie nie tylko lordowie, którzy swoje tytuły
odziedziczyli, ale działacze związkowi; milionerzy, którzy dorobili się
majątków oraz polityczni aparatczycy obu płci, mianowani przez premiera.
Prezenterzy BBC nie czytają już wiadomości w wieczorowych garniturach i
posługują się zarówno akcentem z Manchesteru, Szkocji, jak i standardową
angielską wymową.

Życie osób z wyższych sfer nie jest łatwe. Lider Partii Konserwatywnej David
Cameron pozuje na przeciętniaka pomniejszając znaczenie swojego
uprzywilejowanego pochodzenia - kształcił się w Eton, a jego znajomi noszą na
co dzień eleganckie stroje.

Mimo że przyznawanie się do przejmowania się podziałami klasowymi nie jest w
dobrym tonie, dla wielu osób kwestia ta nadal nie jest obojętna. Niektórzy
przynajmniej dostrzegają swoje mieszane uczucia pogrzebane pod warstwami
zaprzeczania, wykrętów, zakłopotania, dwuznacznego humoru i pozornej
nonszalancji.

Nawet naśmiewanie się z klasowych snobizmów może być dobrą wymówką, aby
powrócić do tematu i wzmocnić podziały.

Powiedz coś, a będę wiedział kim jesteś

Brukowiec "Daily Mail" opublikował niedawno quiz "Z jakiej jesteś klasy?", w
którym znalazło się m.in. pytanie "Jakie są dywany w twoim domu?". Okazuje
się, że włochate dywany świadczą o tym, że jesteś z niższej klasy, naturalne
dębowe parkiety oznaczają klasę średnią, a wytarte dywany leżą w domach klasy
wyższej.

W innym quizie "The Daily Telegraph" ujawnił, że ludzie z klas niższych
używają zwrotu "co proszę?" ["say again?"], gdy nie zrozumieli czyjejś
wypowiedzi, klasa średnia mówi "proszę?" ["pardon?"], a wyższa ryczy "co?"
["what?"].

Oba quizy miały formę żartobliwą, ale jednocześnie żartami nie były. Podobnie
jak stworzona w 1954 r. słynna lista Nancy Mitford, wymieniająca słowa
charakterystyczne dla "W" i "nie-W", przy czym "W" odnosiło się do klasy
wyższej. Spis był frywolnym głupstwem, jak go nazwała autorka, ale
jednocześnie lepiej lub gorzej odzwierciedlał ówczesne zwyczaje. Klasy wyższe
zazwyczaj mówiły "sofa" ["sofa"], "bogaty" ["rich"] i "dżem" ["jam"], jak
pisała Mitford, zamiast "kanapa" ["settee"], "zamożny" ["wealthy"]
i "konfitury" ["preserves"].

- Wiele z wymienionych przez nią słów "nie-W" było używanych w czasach
wiktoriańskich przez ludzi z klas niższych, którzy chcieli za wszelką cenę
sprawiać wrażenie wytwornych - mówi John E. Joseph, profesor lingwistyki
stosowanej na Uniwersytecie Edynburskim. - Wiele z tych słów miało francuskie
pochodzenie, na przykład "serwetka" ["serviette"] i "toaleta" ["toilette"].
Klasa wyższa unikała ich, uznając je za wyraz afektacji ludzi aspirujących do
wyższego statusu.

- Dobór słów był dość przypadkowy - bo co to za problem, że ktoś
mówi "proteza zębowa" ["dentures"] zamiast "sztuczna szczęka" ["false
teeth"]? - jednak żywo zainteresowana klasa średnia czytała listę "W" jak
przewodnik poprawnego użycia języka - dodał profesor Joseph.

Tymczasem klasy wyższe, zdenerwowane tym, że ich zakodowany język został
rozszyfrowany, przerzuciły się na inne słowa lub zaczęły stosować słowa
zakazane przez Milord, jako swoisty podwójny kamuflaż.

- Dziś wiele szlachetnie urodzonych osób i arystokratów mówi 'toaleta'
['toilet'] dla żartu, bo wiedzą, że są ponad tym wszystkim - mówi Mary
Killen, która rozkłada na czynniki pierwsze etykietę wyższych sfer w swojej
rubryce w magazynie "The Spectator".

To skomplikowane, że ludzie używają słowa "toaleta" ['toilet'] ironicznie,
tym bardziej, że większość Brytyjczyków poniżej 30 roku życia traktuje je
jako coś oczywistego lub przynajmniej na jego dźwięk nie wzdryga się z
obrzydzeniem - może z wyjątkiem przyjaciół księcia Williama, którzy
prawdopodobnie powiedzieliby "kibelek" ["loo"].


Kwestia podejścia i zachowania

Brytyjczycy do dziś chętnie identyfikują się jako członkowie różnych klas
społecznych. Większość z nich, choć utrzymują, że nie ma to dla nich
znaczenia i to wszystko jest dość głupie, nadal mają własne wyobrażenie na
temat tego, jakie cechy posiada osoba z klasy niższej, którą definiują na
ogół jako każdą klasę niższą od ich.

"Gdy jedna para zabiera drugą parę na przejażdżkę, siadają w określonym
porządku" - napisał Andrew Baxter w "The Daily Telegraph". "W przypadku klasy
robotniczej: z przodu siadają mężczyźni, klasy średniej - mężczyzna i jego
partnerka, klasy wyższej - mężczyzna i partnerka drugiego pasażera".

Innym testem, zasugerowanym przez Mary Killen, jest analiza czekoladek
przynoszonych jako prezent, gdy ludzie przyjeżdżają z wizytą na weekend do
domu na wsi będącego własnością szacownej rodziny. - Modne są
czekoladki "Quality Street" - mówi Killen, nawiązując do czekoladek
dostępnych na każdej stacji benzynowej. Jeśli kupisz drogą bombonierkę
od "Fortnum and Mason", to znaczy że za bardzo się starasz.

Niewiele osób urodzonych w innym otoczeniu jest w stanie to zrozumieć,
przynajmniej nie w pierwszym pokoleniu. Wciąż panuje przekonanie, że staranie
się, aby wypaść na "ambitnych" jest przejawem nieobycia - a jest to kolejne
faux pas przypisywane nieszczęsnej matce Kate Middleton, której zarzucano
także, że za bardzo obnosi się z radością, że jej córka spotyka się z
księciem.

"The Times of London" opublikował niedawno serię esejów, których autorzy
omawiali zagadnienia przynależności do klas. Przedstawiciel klasy wyższej, 69-
letni Earl of Onslow, uważa, że klasa to głównie "kwestia podejścia i
zachowania". Dodał jednak, że pozwala sobie na mały snobizm. - Wypowiedzenie
słowa "toaleta" wydaje mi się nie do pomyślenia - mówi.

Lord Onslow nie był zresztą nawet w stanie prawidłowo napisać tego słowa. W
oryginalnym szkicu eseju, Jak zdradził "The Times of London" napisał on z
francuska "toilette".


Źródło: New York Times

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,4148675.html
    • shilla01 Re: dla shilli o ugruntowanej trówności brytyjski 21.05.07, 19:34
      NIe przeczytałam tego co napisałaś i nie przeczytam za personalny wątek !!!!!!!!
      Jesteś tu od tego , żeby nie dopuszczać do prowokacji i kłótni. A TY sama je
      wywołujesz. Bardzo niedobrze.
      • gaudencja Re: dla shilli o ugruntowanej trówności brytyjski 21.05.07, 19:49
        To nie ja napisałam, to New York Times. Nie chcesz, nie czytaj - lepiej życ w
        świecie złudzeń surprised
        • shilla01 Re: dla shilli o ugruntowanej trówności brytyjski 21.05.07, 20:01
          BEZ PERSONALNYCH WĄTKÓW !!!
          • gaudencja Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 21.05.07, 20:05
            To nie jest wątek personalny, nie wyzywam Cię, nie obrażam, nie piszę, ze
            jesteś brzydka itd. Wklejam lekko offtopicowy, ale bardzo przydatny jako
            materiał pomocniczy do naszych ostatnich forumowych dyskusji artykuł
            o "tolerancji" i "równości" która panuje w mitycznej, wspaniałej, pełnej
            równości i braterstwa Wielkiej Brytanii. Oczywiście z punktuu widzenia stałych
            jej mieszkańców.
            • shilla01 Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 21.05.07, 22:54
              w takim razie wątek powinien mieć tytuł "o ugruntowanej równości brytyjskiej".
              Wątek jest personalny skoro piszesz tylko do mnie big_grin
              • gaudencja Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 22.05.07, 00:24
                Wątek jest adresowany w szczególności do Ciebie, ale nie tylko do Ciebie,
                bowiem gdyby był tylko do Ciebie, napisałabym na priva.
                • shilla01 Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 22.05.07, 20:33
                  a jednak w tytule jest tylko DLA MNIE, więc tak oczywiście - powinnaś na priva.
                  • annajustyna Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 22.05.07, 21:12
                    Na moim forum som prawie same wontki personalne - adresowane do mnie bondz do
                    Babywink)). To wyroznienie.
                • sevilay Re: dla shilli o ugruntowanej równości brytyjski 23.05.07, 11:28
                  Nie znasz się Gaudencjo wink)
                  New York Times tez się nie zna.
                  Jakbyś się ruszyla z tego paskudnego,nietolerancyjnego kraju ( wink) to byś
                  zobaczyła (taka sama nietolerancję wink a nawet większą).
                  Anglia jest tolerancyjna i koniec a jeżeli fakty mowią inaczej to tym gorzej dla
                  faktow.
                  Pozdrawiam gaudencję i shilę.
    • troubleska Re: dla shilli o ugruntowanej trówności brytyjski 24.05.07, 16:01
      Ciekawy artykuł i w ogromnej mierze prawdziwy. Pamiętam zresztą ten test z Daily
      Telegraph.

      Nie mam czasu na forum, a widzę, że znowu coś mnie ominęło i nie wiem o co
      chodzi z tym wątkiem. Szkoda, bo to temat na długą i interesującą dyskusję.
    • gaudencja jeszcze jeden arcyciekawy artykuł z tej serii 15.08.07, 16:04
      - Orlińskiego z wczorajszej "GW", z fragmentem dotyczącym imion:

      Egzotyczna kraina Ju Kej

      Fascynujący portret największej obsesji Anglików, jaką jest
      przynależność klasowa. Do tego napisany z właściwym Anglikom
      ironicznym humorem


      Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania

      Kate Fox

      przeł. Agnieszka Andrzejewska, Muza, Warszawa


      Kate Fox, dyrektor oksfordzkiego Centrum Badań Spraw Społecznych,
      jest z wykształcenia antropologiem. Jej książka to owoc badań
      terenowych nad plemieniem zamieszkującym pewną wyspę położoną opodal
      Europy. Przez lata Fox żyła wśród mieszkańców owego plemienia,
      badając jego przesądy, obrzędy przejścia i rytuały godowe. W
      odróżnieniu od innych antropologów Fox nie musiała jednak odbyć
      egzotycznej podróży, bo badane przez nią plemię to doskonale nam
      znani Anglicy.

      Czy rzeczywiście jednak znamy ich tak dobrze? Wszyscy mamy w głowie
      stereotypowe obrazy - sztywnego i flegmatycznego dżentelmena albo
      wulgarnego kibola z twarzą umalowaną w barwy swojej ukochanej
      drużyny. Czy te obrazy układają się w jakąś spójną całość -
      zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że kibol może się okazać właśnie
      owym dżentelmenem, który wypoczywa w dniu wolnym od pracy?

      Fox przeprowadziła rzetelne badania terenowe. Wpadała na
      przechodniów, badając, jak często będzie przepraszana za własną
      symulowaną niezręczność. Wspinała się na dachy, by obserwować przez
      lornetkę zachowania Anglików w ich przydomowych ogródkach. W
      knajpach, zamiast sama się bawić, podsłuchiwała rozmowy o pogodzie i
      notowała, kto co pije i jak się zachowuje.

      Z jej książki wyłania się fascynujący portret największej obsesji
      Anglików, jaką jest przynależność klasowa. Snobizm nie jest
      zjawiskiem znanym tylko Anglikom (choć nieprzypadkowo to oni
      wymyślili to słowo), ale na Wyspach Brytyjskich strach przed
      zdeklasowaniem i marzenie o awansie o szczebel w górę sięga poziomu
      trudnego do zrozumienia komuś z zewnątrz.

      Wolne od tego strachu są tylko dwie klasy zajmujące skrajnie
      przeciwstawne położenia. Wszystko wolno arystokratom, bo w ich
      wydaniu coś, co kompromitowałoby członka klasy średniej, traktowane
      jest jako nieszkodliwa ekscentryczność. Wszystko też wolno klasie
      robotniczej, która - trawestując Marksa - nie ma do stracenia nic
      oprócz cukru w herbacie.

      Można zrozumieć, dlaczego Orwell za "najnędzniejszą z nędznych"
      uważał "średnią klasę średnią". Jej członkowie rozdarci są między
      możliwościami i prestiżem członków wyższej klasy średniej, choćby
      swoich szefów, czasem zapraszających ich na polowania czy
      pokazujących od niechcenia zdjęcia swej posiadłości w Toskanii, a
      ciągłym strachem, że dowolny szczegół z ich otoczenia - choćby
      wprowadzenie się czarnoskórej rodziny do sąsiedniej posesji - strąci
      ich w czeluść niższej klasy średniej.

      Myślałem, że "średnią klasę średnią" Orwell wymyślił jedynie na
      użytek swoich satyr społecznych takich jak "Wiwat Aspidistra", ale
      Fox zapewnia, że to jest pojęcie używane na Wyspach do dzisiaj -
      Anglikom nie wystarcza klasowa triada arystokracja - mieszczaństwo -
      proletariat, wyodrębniają w ich ramach dodatkowe podklasy.

      Jak to działa w praktyce? Spójrz na samochód Anglika. Jeśli jest
      wypucowany do połysku, należy prawdopodobnie do przedstawiciela
      klasy średniej, a jeśli zapuszczony i brudny, do kogoś z klasy
      wyższej lub wyższej średniej - albo do proletariusza, któremu
      wszystko jedno.

      Dalsze różnice dostrzeżemy, sprawdzając, kto konkretnie go myje.
      Właściciel co weekend? Niższa średnia. Pracownik stałej, ulubionej
      myjni odwiedzanej co weekend? Średnia średnia. Pracownik
      przypadkowej myjni odwiedzanej raz od wielkiego dzwonu? Wyższa
      średnia (tu konieczność dodawania sobie prestiżu przez dbanie o
      samochód znika, tę funkcję przejmuje jakość samego samochodu).
      Angielski deszcz? Klasa wyższa - ona w ogóle nie potrzebuje
      samochodu, czystego czy nie, do dodania sobie prestiżu.

      Poznawszy samochód Anglika, odgadniesz, jakie zakupy zrobi w
      pobliskim sklepie sieci Marks & Spencer. Jeśli kupuje tam ubrania i
      żywność tylko na specjalną okazję, to niższa klasa średnia. Jeśli
      kupuje ubrania i żywność bardziej regularnie - to średnia klasa
      średnia. Jeśli tylko żywność, bieliznę i artykuły odzieżowe, na
      których nie widać metki M&S - to wyższa klasa średnia.

      Dla ludzi, którym się wydaje, że znają angielski, Kate Fox ma złą
      wiadomość: nie ma takiego języka. Klasy różnią się nie tylko wymową
      (komedia G.B. Shawa "Pigmalion" nie wzięła się znikąd), ale nawet
      słownictwem.

      Powiedz Anglikowi coś, czego on nie dosłyszy. "Pardon?" - zareaguje
      przedstawiciel niższej i średniej klasy średniej. "Sorry?" -
      zapytają przedstawiciele klasy wyższej średniej, którzy określają
      gorsze dzielnice miasta mianem "Pardonii". "What?" - zawołają chórem
      arystokrata i proletariusz (przy czym ten ostatni prawdopodobnie zje
      końcówkę i powie samo "Wha?").

      W klasie wyższej można się w zasadzie tylko urodzić - pieniądze mogą
      zapewnić awans tylko do wyższej klasy średniej (ale im bardziej
      ostentacyjnie będzie się je wydawać, tym szybciej w oczach innych
      Anglików dostanie się łatkę snoba ze średniej średniej).

      Życie wyższej klasy średniej mimo wszystkich jego zalet jest więc o
      tyle ciężkie, że ma się do czynienia z niezliczonymi tabu. Nie wolno
      w niej w ogóle mówić o niższych klasach, obowiązują eufemizmy takie
      jak "Kevin i Tracey" (od imion popularnych wśród gminu).
      Słowo "posh", którego wszyscy od klasy średniej średniej w dół
      używają na określenie klasy wyższej, też jest zakazane.

      Zamiast słowa "posh" wolno używać słowa "smart" (w
      znaczeniu "elegancki"). Nie należy używać jego przeciwieństwa,
      słowa "common" ("pospolity"), bo kto tak mówi, demaskuje siebie jako
      snoba, stąd powyższe eufemizmy.

      Anglik uczy się tego już w kołysce. Mali Kevin i Tracey nazywają
      swoich rodziców "Mum" i "Dad", podczas gdy ich wyżej sytuowani
      rówieśnicy mają "Mummy" i "Daddy". Matki nazywane Mum noszą torebki,
      na które mówią "handbag", matki nazywane Mummy po prostu "bag" -
      pisze Fox - Mum stosuje "perfume", Mummy nazywają je "scent". Mum
      spożywa posiłek w kolejnych "portions", Mummy nakłada zaś sobie na
      talerz "helpings".


      Fox opisuje to wszystko z typowo angielskim ironicznym humorem. No
      właśnie, skąd w tej sztywnej strukturze bierze się słynny brytyjski
      humor? Zdaniem autorki każde słowo, jakim się odezwiesz w Anglii,
      może spowodować deklasowanie, zatem naturalny jest strach przed
      kontaktami społecznymi. Anglicy oswajają go po pierwsze, słynną
      skonwencjonalizowaną rozmową o pogodzie (która służy nieznajomym tak
      naprawdę do nieufnego obwąchiwania się i sprawdzania przynależności
      klasowej rozmówcy), po drugie zaś, obsesyjną koniecznością wkładania
      wszystkiego w ironiczny cudzysłów.

      W praktyce działa to tak, że Anglik zapytany na dworcu: "Czy to jest
      pociąg do Manchesteru?", zamiast po prostu udzielić odpowiedzi
      twierdzącej, odpowie raczej odruchowo: "Jeśli nie jest, to mam
      poważne kłopoty". Taką odpowiedzią trudniej się skompromitować
      towarzysko, proste potwierdzenie zaś wpakuje nas w klasowe dylematy
      między zbyt pospolitym "tak" i zbyt snobistycznym "w rzeczy samej".

      To może tłumaczyć - sugeruje Fox - skąd bierze się dobra opinia
      widzów i czytelników na całym świecie o angielskiej komedii
      filmowej, literackiej czy scenicznej. Przyzwyczajeni do
      wszechobecnej ironii i żartobliwości na co dzień Anglicy stawiają po
      prostu bardzo wysoką poprzeczkę temu, kto chce ich zabawić ironią,
      pobierając za to pieniądze.

      To samo wyjaśnia - znane również innym nacjom - słynne ekscesy
      pijanych Anglików na wyjeździe. To tylko odwrotna strona medalu
      angielskiej sztywności - wymówka "jestem pijany, a więc teraz mi
      wszystko wolno" jest jedyną okazją dla Anglika do wyrwania się z
      klasowych tabu.

      Analizując "Smutek tropików" Levi-Straussa, Jacques Derrida
      udowodnił
      • gaudencja cd. 15.08.07, 16:05
        Analizując "Smutek tropików" Levi-Straussa, Jacques Derrida
        udowodnił kiedyś, że antropolog - nawet opisując jakieś odległe
        plemiona - mniej lub bardziej nieświadomie opisuje jednak własne
        społeczeństwo. Czytając książkę Fox, możemy nieco lepiej zrozumieć
        samych siebie, choć historia niestety zadbała o to, żebyśmy nie
        mogli mieć skostniałych struktur klasowych. Ma to jednak, jak się
        okazuje, swoje dobre strony - nie wpadamy w popłoch na pytanie o cel
        naszego pociągu.


        Wojciech Orliński

        www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4387054.html
        • mal_art Re: cd. 16.08.07, 09:27
          Każde społeczeństwo ma swoje warstwy i klasy, już neandertalczycy pewnie mieli,
          i "pierwotni" Indianie Yanomami, zatem nic dziwnego, że mają je Anglicy. W
          dodatku nie uważam, żeby to było takie złe, dopóki nie uniemożliwia to dobrej
          edukacji (niekoniecznie Eton) dziecku z rodziny robotniczej czy emigranckiej.
          Nasz kraj niby taki równościowy i mało zróżnicowany, ale spójrzcie, z jaką
          wyższością spoglądają na resztę świata rodowici warszawiacy czy krakusy! (Bogu
          dzięki, nie wszyscy!) Kwestia smaku... Niestety naszej "mieszczańskiej" klasie
          średniej czy wyższej brakuje często taktu i kultury, czego jednak mogliby się
          uczyć od Anglików (może niekoniecznie od znajomych niektórych książąt...)
          Idealna równość nie istnieje!
          • troubleska Re: cd. 16.08.07, 23:00
            mal_art napisał:

            > Każde społeczeństwo ma swoje warstwy i klasy, już neandertalczycy pewnie mieli,
            > i "pierwotni" Indianie Yanomami, zatem nic dziwnego, że mają je Anglicy. W
            > dodatku nie uważam, żeby to było takie złe, dopóki nie uniemożliwia to dobrej
            > edukacji (niekoniecznie Eton) dziecku z rodziny robotniczej czy emigranckiej.
            > Nasz kraj niby taki równościowy i mało zróżnicowany, ale spójrzcie, z jaką
            > wyższością spoglądają na resztę świata rodowici warszawiacy czy krakusy! (Bogu
            > dzięki, nie wszyscy!) Kwestia smaku... Niestety naszej "mieszczańskiej" klasie
            > średniej czy wyższej brakuje często taktu i kultury, czego jednak mogliby się
            > uczyć od Anglików (może niekoniecznie od znajomych niektórych książąt...)
            > Idealna równość nie istnieje!

            Zgadzam się z powyższym.

            Nie chodzi o idealizowanie UK, ani o drugie ekstremum czyli niedocenianie
            Polski. Ja żadnego kompleksu polskości nie mam, co nie przeszkadza mi cenić za
            wiele rzeczy UK. I proszę, nie przesadzajmy, że my tu taką świetną demokracją
            bezklasową jesteśmy, a oni tam nie uczynią jednego gestu, który by ich mógł
            kosztować reputację. To bzdura.
            W Polsce też są klasy, tyle że wyznaczane przez zasobność portfela, poziom
            edukacji, miejsce zamieszkania, pochodzenie społeczne itp. A że nie nazywają się
            upper, upper middle, low etc. to nie ma znaczenia.
            Zresztą to temat na bardzo długą dyskusję, a nie jesteśmy w miejscu ku temu
            odpowiednim.

            Co do "Watching the English" Kate Fox , to polecam przeczytanie samej książki, a
            nie tylko recenzjismile
            • gaudencja Re: cd. 16.08.07, 23:28
              Troublesko, to nie jest artykuł przytoczony po to, żeby idealizować
              polskie rzekomo bezklasowe społeczeństwo (acz u nas podział jest o
              wiele mniej sztywny, niż w GB), ale dlatego, ze kilka osób
              idealizowało rzekomo bezklasowe społeczeństwo brytyjskie. Zanim sie
              więc wystąpi z polemiką, warto przeczytac dłuższą historię danej
              dyskusji, a nie tylko jej fragment.
              Co do książki Fox, właśnie wczoraj ją nabyłam w Empiku, ale kiedy
              przeczytam, Bóg raczy wiedzieć smile Na forum jednak wklejenie recenzji
              w zupełnosci wystarczy.
Pełna wersja