gaudencja
21.05.07, 16:45
Językowa walka klas w Wielkiej Brytanii
Sarah Lyall2007-05-21, ostatnia aktualizacja 2007-05-21 13:05
Doniesienia sugerujące, że książę William zerwał z narzeczoną Kate Middleton
m.in. z powodu "zachowania typowego dla klasy średniej" prezentowanego przez
matkę dziewczyny, która używa określenia "toaleta" [toilet]
zamiast "łazienka" [bathroom], przypominają o podziałach klasowych, które do
dziś kipią pod powierzchnią brytyjskiego społeczeństwa.
Innym niedociągnięciem pani Middleton było to, że pracowała kiedyś jako
stewardesa. Ponoć niektórzy znajomi Williama na widok Kate szeptali złośliwie
pod nosem wypowiadany zwykle przez pilota do stewardes zwrot "Proszę otworzyć
drzwi ręcznie".
Tak naprawdę nie ma jednak znaczenia, co robiła lub czego nie robiła pani
Middleton. Ważne jest to, że nawet w nowej, egalitarnej Wielkiej Brytanii
wszyscy strasznie przejęli się tymi doniesieniami, gotowi uwierzyć, że walka
klasowa, która rzekomo skończyła się zawieszeniem broni wiele lat temu,
powróciła.
Podziały są, a jakby ich nie było
Brytyjskie społeczeństwo nie jest z pewnością aż tak sztywne i podzielone jak
w opisywanych przez George'a Bernarda Shawa w "Pigmalionie" czasach,
gdy "Anglik nie mógł otworzyć ust bez narażania się na nienawiść lub pogardę
innego Anglika".
Pieniądze, mobilność klasowa i większy dostęp do wyższego wykształcenia to
zmieniły.
John Major mówił o "bezklasowym społeczeństwie", gdy ubiegał się o stanowisko
premiera w latach 90. - Teraz wszyscy jesteśmy z klasy średniej - deklarował
Tony Blair zaraz po tym jak został premierem. Niedawno felietonistka Alice
Thomson napisała w "The Daily Telegraph", że "dziś już nie ma znaczenia skąd
pochodzisz, ale ile jesteś wart".
Izbę Lordów wypełniają obecnie nie tylko lordowie, którzy swoje tytuły
odziedziczyli, ale działacze związkowi; milionerzy, którzy dorobili się
majątków oraz polityczni aparatczycy obu płci, mianowani przez premiera.
Prezenterzy BBC nie czytają już wiadomości w wieczorowych garniturach i
posługują się zarówno akcentem z Manchesteru, Szkocji, jak i standardową
angielską wymową.
Życie osób z wyższych sfer nie jest łatwe. Lider Partii Konserwatywnej David
Cameron pozuje na przeciętniaka pomniejszając znaczenie swojego
uprzywilejowanego pochodzenia - kształcił się w Eton, a jego znajomi noszą na
co dzień eleganckie stroje.
Mimo że przyznawanie się do przejmowania się podziałami klasowymi nie jest w
dobrym tonie, dla wielu osób kwestia ta nadal nie jest obojętna. Niektórzy
przynajmniej dostrzegają swoje mieszane uczucia pogrzebane pod warstwami
zaprzeczania, wykrętów, zakłopotania, dwuznacznego humoru i pozornej
nonszalancji.
Nawet naśmiewanie się z klasowych snobizmów może być dobrą wymówką, aby
powrócić do tematu i wzmocnić podziały.
Powiedz coś, a będę wiedział kim jesteś
Brukowiec "Daily Mail" opublikował niedawno quiz "Z jakiej jesteś klasy?", w
którym znalazło się m.in. pytanie "Jakie są dywany w twoim domu?". Okazuje
się, że włochate dywany świadczą o tym, że jesteś z niższej klasy, naturalne
dębowe parkiety oznaczają klasę średnią, a wytarte dywany leżą w domach klasy
wyższej.
W innym quizie "The Daily Telegraph" ujawnił, że ludzie z klas niższych
używają zwrotu "co proszę?" ["say again?"], gdy nie zrozumieli czyjejś
wypowiedzi, klasa średnia mówi "proszę?" ["pardon?"], a wyższa ryczy "co?"
["what?"].
Oba quizy miały formę żartobliwą, ale jednocześnie żartami nie były. Podobnie
jak stworzona w 1954 r. słynna lista Nancy Mitford, wymieniająca słowa
charakterystyczne dla "W" i "nie-W", przy czym "W" odnosiło się do klasy
wyższej. Spis był frywolnym głupstwem, jak go nazwała autorka, ale
jednocześnie lepiej lub gorzej odzwierciedlał ówczesne zwyczaje. Klasy wyższe
zazwyczaj mówiły "sofa" ["sofa"], "bogaty" ["rich"] i "dżem" ["jam"], jak
pisała Mitford, zamiast "kanapa" ["settee"], "zamożny" ["wealthy"]
i "konfitury" ["preserves"].
- Wiele z wymienionych przez nią słów "nie-W" było używanych w czasach
wiktoriańskich przez ludzi z klas niższych, którzy chcieli za wszelką cenę
sprawiać wrażenie wytwornych - mówi John E. Joseph, profesor lingwistyki
stosowanej na Uniwersytecie Edynburskim. - Wiele z tych słów miało francuskie
pochodzenie, na przykład "serwetka" ["serviette"] i "toaleta" ["toilette"].
Klasa wyższa unikała ich, uznając je za wyraz afektacji ludzi aspirujących do
wyższego statusu.
- Dobór słów był dość przypadkowy - bo co to za problem, że ktoś
mówi "proteza zębowa" ["dentures"] zamiast "sztuczna szczęka" ["false
teeth"]? - jednak żywo zainteresowana klasa średnia czytała listę "W" jak
przewodnik poprawnego użycia języka - dodał profesor Joseph.
Tymczasem klasy wyższe, zdenerwowane tym, że ich zakodowany język został
rozszyfrowany, przerzuciły się na inne słowa lub zaczęły stosować słowa
zakazane przez Milord, jako swoisty podwójny kamuflaż.
- Dziś wiele szlachetnie urodzonych osób i arystokratów mówi 'toaleta'
['toilet'] dla żartu, bo wiedzą, że są ponad tym wszystkim - mówi Mary
Killen, która rozkłada na czynniki pierwsze etykietę wyższych sfer w swojej
rubryce w magazynie "The Spectator".
To skomplikowane, że ludzie używają słowa "toaleta" ['toilet'] ironicznie,
tym bardziej, że większość Brytyjczyków poniżej 30 roku życia traktuje je
jako coś oczywistego lub przynajmniej na jego dźwięk nie wzdryga się z
obrzydzeniem - może z wyjątkiem przyjaciół księcia Williama, którzy
prawdopodobnie powiedzieliby "kibelek" ["loo"].
Kwestia podejścia i zachowania
Brytyjczycy do dziś chętnie identyfikują się jako członkowie różnych klas
społecznych. Większość z nich, choć utrzymują, że nie ma to dla nich
znaczenia i to wszystko jest dość głupie, nadal mają własne wyobrażenie na
temat tego, jakie cechy posiada osoba z klasy niższej, którą definiują na
ogół jako każdą klasę niższą od ich.
"Gdy jedna para zabiera drugą parę na przejażdżkę, siadają w określonym
porządku" - napisał Andrew Baxter w "The Daily Telegraph". "W przypadku klasy
robotniczej: z przodu siadają mężczyźni, klasy średniej - mężczyzna i jego
partnerka, klasy wyższej - mężczyzna i partnerka drugiego pasażera".
Innym testem, zasugerowanym przez Mary Killen, jest analiza czekoladek
przynoszonych jako prezent, gdy ludzie przyjeżdżają z wizytą na weekend do
domu na wsi będącego własnością szacownej rodziny. - Modne są
czekoladki "Quality Street" - mówi Killen, nawiązując do czekoladek
dostępnych na każdej stacji benzynowej. Jeśli kupisz drogą bombonierkę
od "Fortnum and Mason", to znaczy że za bardzo się starasz.
Niewiele osób urodzonych w innym otoczeniu jest w stanie to zrozumieć,
przynajmniej nie w pierwszym pokoleniu. Wciąż panuje przekonanie, że staranie
się, aby wypaść na "ambitnych" jest przejawem nieobycia - a jest to kolejne
faux pas przypisywane nieszczęsnej matce Kate Middleton, której zarzucano
także, że za bardzo obnosi się z radością, że jej córka spotyka się z
księciem.
"The Times of London" opublikował niedawno serię esejów, których autorzy
omawiali zagadnienia przynależności do klas. Przedstawiciel klasy wyższej, 69-
letni Earl of Onslow, uważa, że klasa to głównie "kwestia podejścia i
zachowania". Dodał jednak, że pozwala sobie na mały snobizm. - Wypowiedzenie
słowa "toaleta" wydaje mi się nie do pomyślenia - mówi.
Lord Onslow nie był zresztą nawet w stanie prawidłowo napisać tego słowa. W
oryginalnym szkicu eseju, Jak zdradził "The Times of London" napisał on z
francuska "toilette".
Źródło: New York Times
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,4148675.html