hugo_w2
27.09.09, 21:47
Prezydent RP Lech Kaczyński wyraźnie nie miał czasu na to, by
poświęcić choć trochę czasu Polonii nowojorskiej w czasie jego
krótkiego pobytu na otwarcie sesji ONZ.
Wprawdzie spotkał się w Konsulacie Generalnym RP z jej
przedstawicielami, i to wybranymi z najbardziej reprezentatywnych
osób, ale praktycznie nie miał zgromadzonym około 300 osobom nic do
powiedzenia. Poza gładkimi, ogólnymi słowami nie usłyszeliśmy
niczego, co by było skierowane do nas właśnie. Tymczasem spotkanie w
konsulacie z tak reprezentatywną i dużą przy tym grupą Polaków z
Nowego Jorku i okolic stanowiło znakomitą (zmarnowaną) sposobność,
dla przekazania tej właśnie Polonii, a więc i wszystkim Polakom i
Amerykanom polskiego pochodzenia, przesłania od najwyższych władz
Rzeczypospolitej.
Nie usłyszeliśmy – a chcielibyśmy usłyszeć – o wzajemnych relacjach
między krajem a emigracją, deklaracji od głowy państwa, kim, jako
Polonia amerykańska, jesteśmy dla kraju i czym kraj jest dla nas.
Niestety nie możemy od lat uwolnić się od poczucia instrumentalnego
traktowania przez kraj Polaków w USA: jako źródła pieniędzy, jako
grupy, która przez opuszczenie kraju złagodziła problemy z
bezrobociem w Polsce, jako okazjonalnie potrzebnego
przedstawicielstwa tutaj, gdy trzeba "załatwić" jakąś sprawę ważną
dla polskich polityków.
Wrażenie to pogłębiło jeszcze wtorkowe spotkanie z prezydentem RP.
Podczas tego wieczoru zaprezentowano zabytkowy mszał z XV w. z
Biblioteki Miejskiej (obecnie uniwersyteckiej) we Wrocławiu, który
zawieruszył się w czasie wojny i wypłynął teraz na aukcji w
Bloomsbury. Zgodnie z międzynarodowym prawem księga jest własnością
wrocławskiej biblioteki. Ten piękny zabytek wraca do Wrocławia
wyraźnie na mocy ugody (zapewne popartej finansami) między
właścicielką, domem aukcyjnym i Polską. Szczegółów porozumienia nie
podano, ale można sądzić na podstawie listy Polaków w USA i
instytucji polonijnych, iż uzgodniono cenę, aby mszał ów nie poszedł
pod młotek.
Nie po raz pierwszy już Polonia śpieszy ze swymi pieniędzmi z tego
typu pomocą Polsce. I dobrze; źle natomiast, że kraj (jego najwyższy
przedstawiciel) uważa tę sprawę za tak oczywistą i normalną, że
nawet nie wartą wzmianki.
Prezydent RP ma za dużo na głowie, aby się zajmować takimi sprawami,
ale postawa ta odzwierciedla stanowisko zespołu doradców i kraju
wobec nas tutaj i emigrantów polskich w ogóle. Polska ciągle nie
może wypracować spójnej i konsekwentnej polityki wobec swej wielkiej
emigracji, toteż i zwrotnie – światowa, w tym zwłaszcza amerykańska
Polonia nie ma sprecyzowanej polityki wobec kraju. Z niezrozumienia
wynikają nieporozumienia, z lekceważenia – elementarne nawet błędy.
W efekcie prezydent RP spotyka się z Polonią, ale nic do niej nie
mówi.
Quelle PDN-NY(CK)