eutanazja, czyli godna smierc_________ ___________

13.01.04, 18:20
„Techniczne możliwości medycyny nie mogą prowadzić do odmówienia człowiekowi
prawa do godnej śmierci” – pisze ks. Antoni Bartoszek w książce „Człowiek w
obliczu cierpienia i umierania”. Stanowisko Kościoła katolickiego jest w tej
sprawie zupełnie jasne. Wyraził je już Pius XII i kilkakrotnie powtórzył Jan
Paweł II: wolno przerwać użycie aparatury, ilekroć nie osiąga się
spodziewanych rezultatów. To nie jest eutanazja. Kościół dopuszcza także
użycie silnych środków, które przynoszą ulgę w cierpieniu, nawet gdy mogą
spowodować szybszą śmierć.
Prof. Łuczak kilka lat temu otrzymał wstrząsający list od studentki, w
którym opisała śmierć swojej matki na oddziale intensywnej terapii: „Przez
trzy miesiące, wbrew swojej woli, była przyłączona do respiratora. Gdy
starała się sama wyrwać rurkę z gardła, lekarze przywiązali ją do łóżka. To
było coś strasznego widzieć mamę z przywiązanymi rękami w zimnej sali, skąd
wyrzucono mnie siłą, tłumacząc, że w czasie odwiedzin mama staje się
nerwowa. Po co były te trzy miesiące nieustającej męki, próśb o zastrzyk
przeciwbólowy, karmienia lekami na siłę? Czy potrzebne były codzienne
płukania jamy brzusznej, ciągłe zwiotczenia mięśni i jej niema prośba w
oczach o spokojną śmierć?”.
– Jeszcze nie spotkałam lekarza, który by znał papieskie wypowiedzi na ten
temat – kwituje dr Ewa Kujawa, która prowadzi kursy bioetyki w Centrum
Medycznym Kształcenia Podyplomowego.
W obawie przed słowem eutanazja, która według greckiego źródłosłowu oznacza
dobrą śmierć we właściwym czasie, szpitale stosują dystanazję, czyli
beznadziejne przedłużanie życia.
Nieuzasadniony jest także lęk lekarzy przed odpowiedzialnością prawną.
Kodeks etyczny wyraźnie oddziela pojęcia „zabić” i „pozwolić na zgon”.
Artykuł 32 stwierdza: „w stanach terminalnych lekarz nie ma obowiązku
podejmowania i prowadzenia reanimacji lub uporczywej terapii”.
– Problem w tym, że lekarze nie znają ani prawa, ani regulacji zawartych we
własnym kodeksie etycznym – mówi dr Ewa Kujawa. – Często odnoszę wrażenie,
że tak naprawdę kodeks czytają tylko działacze Izby Lekarskiej.

Zabiegi uporczywie podtrzymujące życie zyskały miano zajadłości
terapeutycznej, a nawet medycznego okrucieństwa, odbiera bowiem człowiekowi
prawo do godnej śmierci, nie pozwala odejść w spokoju. Mam na oddziale
pacjenta, który powinien być już od dwóch miesięcy uznany za zmarłego –
opowiada prof. Wojciech Gaszyński, kierownik Katedry Anestezjologii i
Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Ten człowiek jest w
terminalnej fazie raka, ale kiedy zatrzymała się praca serca, koledzy
zamiast z pokorą pochylić głowy, wezwali zespół reanimacyjny. Zastosowano
respirator, intubację, masaż, podano płyny i przywrócono czynność serca.
Chory od tego czasu leży nieprzytomny, podłączony do respiratora. On nie
cierpi, ale cierpi jego rodzina.

Nieumyślne tortury
Problem uporczywej terapii pojawił się wraz z respiratorami. Pierwszym,
klasycznym już dziś przypadkiem była sprawa Karen Quinlan z 1975 r. Rodzina
prosiła, by odłączono ją od aparatury podtrzymującej życie, skoro nie ma
szans na odzyskanie świadomości, ale szpital nie wyrażał na to zgody. Sąd
przyznał rację rodzinie. Po raz pierwszy użyto wtedy sformułowań „jakość
życia” i „praktyka medycznego absurdu”. Karen odłączona od respiratora
przeżyła jeszcze 9 lat nie odzyskawszy świadomości. Zmarła na zapalenie
płuc. Nie podano jej antybiotyków, uznano bowiem, że byłyby one – jak
określa to język medyczny – środkiem nieproporcjonalnym.
– U nas w takich sytuacjach postępuje się inaczej – mówi dr Ewa Kujawa,
bioetyk. – Moja przyjaciółka umierała na glejaka mózgu, była już właściwie
człowiekiem-rośliną, kiedy zachorowała na zapalenie płuc. Zastosowano
antybiotyki, tracheotomię, czyli przecięcie tchawicy, cewnikowanie.
Zapalenie płuc wyleczono, zmarła trzy tygodnie później.
– Prości ludzie lepiej rozumieją śmierć – mówi prof. Gaszyński. – Pamiętam
przypadek żołnierza, który został wypchnięty z pociągu. Leżał u nas
podłączony do respiratora, kiedy przyjechała jego matka, kobiecina w
chustce. Posiedziała przy nim, pogłaskała po ręku. Nie wiedziałem, jak jej
wytłumaczyć, że nastąpiła śmierć mózgu. Zacząłem, że robimy wszystko, co w
naszej mocy, ale ona mi przerwała. Powiedziała: panie lekarzu, syn już nie
żyje, ja to czuję.

Żeby uciec przed trudną rozmową, lekarze ordynują kolejną chemię, kolejne
naświetlania, kolejne przetaczanie płynów, choć wiedzą, że to już nic nie
pomoże.
– Przedłużanie agonii jest niemal regułą w polskich szpitalach – mówi prof.
Bogdan Kamiński, anestezjolog. – Są zasady uznawania pacjenta za zmarłego,
są także zasady odstępowania od leczenia, ale mało kto je stosuje. Znam
dziesiątki przypadków, gdy pacjentów bez szans na życie utrzymywano
miesiącami w stanie wegetatywnym.

Pyrrusowe dzieci
Ze szczególnymi wyzwaniami zmagają się neonatolodzy, czyli specjaliści od
noworodków. W tej dziedzinie postęp techniczny zostawił refleksję etyczną
daleko w tyle, przyniósł mnóstwo pytań i żadnych odpowiedzi. Szanse na
przeżycie ma dziś dziecko urodzone już w 23 tygodniu ciąży, ale ryzyko
zaburzeń przyszłego rozwoju jest w takich przypadkach bardzo wysokie; wynosi
70–80 proc.
– Uratowanie życia bywa pyrrusowym zwycięstwem – mówi prof. Janusz
Gadzinowski, szef kliniki Neonatologii w łódzkim Instytucie Centrum Zdrowia
Matki Polki.
Rodzą się dzieci straszliwie zniekształcone, pozbawione szans na jakikolwiek
rozwój, ale ratuje się je do końca, bo jak określić granicę, od której warto
żyć? Nie zawsze da się przewidzieć, czy dziecko będzie człowiekiem-rośliną,
czy też mimo kalectwa będzie potrafiło odnaleźć radość i sens życia. Czasem
lekarze woleliby, żeby wyręczył ich Pan Bóg. Z jednej strony, aby uspokoić
sumienie, robią wszystko co się da, z drugiej ich sumienie obciąża
świadomość, że dziecko, któremu nie dali umrzeć, ma przed sobą lata
strasznej wegetacji.
Rodzicom mówi się całą prawdę, ale najczęściej blokują się i nie przyjmują
jej do wiadomości. Myślą tylko, żeby ono przeżyło. Świadomość konsekwencji
przychodzi później. Czasem jednak pomagają lekarzom podjąć decyzję.
– Niedawno urodziło się u nas dziecko niemal pozbawione płaszcza mózgowego,
z wodogłowiem, przepukliną mózgowo-rdzeniową, porażeniem odbytu, pęcherza i
kończyn – opowiada dr Bogumiła Stoińska. – Do tego miało otwarty rozszczep
kręgosłupa, operacja rozszczepu uratowałaby mu życie, choć pozostałoby ono
człowiekiem-rośliną. Rodzice nie wyrazili zgody na zabieg i dziecko zmarło.
Na Zachodzie w niektórych krajach przy szpitalach działają komitety etyczne,
które pomagają lekarzom i rodzicom podjąć decyzję w takich przypadkach. U
nas lekarz najczęściej zostaje w takiej sytuacji sam. To jedna z przyczyn,
dla których do aparatury ratującej życie podłącza się w Polsce nawet
bezczaszkowce. Takich dzieci rodzi się kilkadziesiąt rocznie, nie mają
mózgu, a tylko jego zawiązki. To wada letalna, czyli taka, przy której
ryzyko śmierci wynosi 100 proc. Według definicji śmierci mózgowej te dzieci
rodzą się martwe. A jednak nie da się uniknąć pytań: czy jeśli nie ma mózgu,
to nie jest to człowiek? A jeśli nie, to co, skoro ma na imię Kasia i
rodzice stoją przy inkubatorze? Czy wolno pobrać organy do przeszczepu
przyspieszając zgon? Czy uzyskanie kilku dni życia za cenę kłucia, kroplówek
i intubacji to na pewno zwycięstwo medycyny?


Jak trudno podjąć decyzję o odłączeniu noworodka od aparatury, świadczy
przypadek jednego ze szpitali dziecięcych, gdzie przywieziono dziewczynkę
mającą szansę na przeżycie, ale wymagającą oddechu mechanicznego. Respir
    • kkkaczory_piss_brothers Re: eutanazja, czyli godna smierc_________ ______ 13.01.04, 18:23
      Jak trudno podjąć decyzję o odłączeniu noworodka od aparatury, świadczy
      przypadek jednego ze szpitali dziecięcych, gdzie przywieziono dziewczynkę
      mającą szansę na przeżycie, ale wymagającą oddechu mechanicznego. Respirator
      był jednak zajęty przez bezczaszkowca. Aparatury nie odłączono. Dziewczynka,
      wentylowana ręcznie, zmarła. Następnego dnia zmarło dziecko podłączone do
      respiratora.
      – Nie ma powodu, by lekarze musieli podejmować tak dramatyczne decyzje. Dzieci
      tak głęboko zdeformowane jak bezczaszkowce w ogóle nie powinny być
      doprowadzone do urodzenia – mówi prof. Jacek Hołówka.
      Ale tu pojawia się problem badań prenatalnych, kolejna zideologizowana kwestia
      z kolejnym strasznym słowem – aborcja – w tle. A zaraz po nim następują
      ciężkie jak kłonica argumenty o zrzucaniu niemowląt ze skały w Sparcie i
      praktykach hitlerowskich Niemiec.
      Neonatolodzy z Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi przyznają, że w zachodnich
      ośrodkach, z którymi współpracują, dzieci głęboko zdeformowanych rodzi się
      mniej. Z jednej strony jest to kwestia powszechnego dodawania kwasu foliowego,
      np. do chleba lub mąki. Brak tego kwasu może powodować wady rozwojowe płodu. Z
      drugiej jednak obowiązuje tam zasada, że gdy badania prenatalne wykażą
      upośledzenie płodu niedające szans na życie, ciąża jest przerywana.
      Gdy w 1996 r. opublikowano wyniki badań przeprowadzonych w czołowych
      amerykańskich szpitalach, okazało się, że większość spośród kilku tysięcy
      chorych umierała w cierpieniu i nieuśmierzonym bólu, lekarze przedłużają
      agonię, ignorują życzenia pacjentów, nie przestrzegają tzw. testamentów życia
      (są to oświadczenia, by w przypadku śmiertelnej choroby i utraty świadomości
      nie stosować metod przedłużających umieranie, ale ograniczyć się do środków
      łagodzących cierpienie; podpisało je 20 mln Amerykanów). Po ogłoszeniu wyników
      raportu odbyła się publiczna debata, a wkrótce potem wprowadzono obowiązkowy
      program uczenia lekarzy opieki u kresu życia.

      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1135743&MP=1

      • Gość: Jozef Zawadzki eutanazja powinna byc kazdego osobista decyzja IP: 207.236.223.* 13.01.04, 19:56
        nie jakiegos ksiedza polityka czy innego czuba!
        • kkkaczory_piss_brothers Re: eutanazja powinna byc kazdego osobista decyz 17.02.04, 01:20
          Jozek masz racje!
        • internetdsl.tpnet.pl Ło patrzajta idyjote. Łon chce sie potszyć pomorek 17.02.04, 01:29
          A scym tym łoptpadzie? Soruj stad, bo kacory zarazo hifem

          Polaczek od "Pasji"
          • kkkaczory_piss_brothers jak widac Polska wies juz zelektryfikowana, ba naw 17.02.04, 14:51
            jak widac Polska wies juz zelektryfikowana, ba nawet telefon u soltysa jest;o)
        • Gość: Józef Zawadzki Tak, podszywkowy kretynku.Nadajesz się do uśpienia IP: *.icm.edu.pl 17.02.04, 15:05
          razem z obecnymi tu kaczorami. Haha, karzełki.
    • Gość: plebs Re: eutanazja, czyli godna smierc_________ ______ IP: *.net / *.pl 17.02.04, 15:03
      no to jest przerażające, na jakim my zadupiu żyjemy!?
      mam głęboką nadzieję, że tych wszystkich, którzy utrzymują tak bzdurne prawo
      (braku) kontroli narodzeń spotka podobna przyjemność. panie giertych, życzę żeby
      pana spodkała taka sama sytuacja jak rodziców dziecka, które umarło przez brak
      respiratora.
      panie glemp, życzę panu żeby pańska matka lezała w szpitalu przez trzy miesiące
      zwijając się z bólu bez szans na uleczenie i bez szans na godną śmierć.

      choć wiem, że to niemożliwe - wy macie kliniki dla vipów i gówno was obchodzi co
      się dzieje z plebsem.
    • Gość: doku Bardzo piękny i ważny tekst IP: *.chello.pl 17.02.04, 20:16
      Nic dziwnego, że nasze forumowe pojeby omijają ten wątek z daleka – nie ma nic
      o Żydach, pedałach, LePeRze itd.

      Ale nie zgadzam się z tytułem tego wątku, gdyż jego główną treścią jest
      znęcanie się lekarzy nad umierającymi. Takie zjawiska, jak niepodawanie
      dostatecznie silnych środków przeciwbólowych, szantażowanie rodziny pacjenta,
      popisywanie się umiejętnością wyleczenia z zapalenia płuc pacjenta już
      zmarłego, utrzymywanie zmarłych w stanie wegetacji, kosztowne zabiegi dla
      nieuleczalnie chorych itp. są to działania celowe, które są częścią polityki
      szpitali zawyżania kosztów – ciągłej rywalizacji z innymi szpitalami, aby
      pokazać który szpital jest ważniejszy, potrzebniejszy, który potrzebuje i
      powinien dostać więcej pieniędzy.

      Inna sprawą jest zwyczajna patologia. Także wśród lekarzy trafiają się sadyści,
      fanatycy czy psychopaci, którym coś się w głowie pomiesza i nie pozwolą
      odłączyć respiratora.

      Tak czy inaczej opisywana przez Ciebie tematyka, skądinąd bardzo ważna, nie ma
      z problemem eutanazji wiele wspólnego. Ty piszesz o pacjentach, którzy umierają
      lub już umarli, a lekarze nadal nimi się bawią i ciągną z tego pieniądze.
      Natomiast o eutanazji mówimy w sytuacji, gdy pacjent wcale nie umiera i daleko
      mu do tego.

      Ty piszesz o przypadkach niemoralnego opóźniania nieuchronnej śmierci przez
      lekarzy, a przecież w takich przypadkach nie jest potrzebna żadna eutanazja,
      tylko zwyczajne pogodzenie się z faktem, że śmierć zabrała pacjenta.

      O eutanazji mówimy wtedy, gdy upragniona śmierć nie nadchodzi, aż wreszcie
      lekarz decyduje się pomóc śmierci.

      Euthanasia – czyli bezbolesna śmierć - po łacinie (z gr.)

      Teraz oznacza „rozmyślne spowodowanie lub przyspieszenie śmierci osoby
      nieuleczalnie chorej, czasem na jej żądanie”

      Mówiąc o eutanazji zawsze więc trzeba odróżniać dwa przypadki:

      Eutanazja na żądanie, czyli rzecz z gruntu dobra.

      Eutanazja właściwa – ta, która budzi najwięcej kontrowersji i jest słusznie
      krytykowana przez ludzi prawych, jako idea bardzo niebezpieczna. Osobiście
      jestem jej przeciwny ze względu na to, że problem zwykle dotyczy osób
      niebędących w stanie wyrażać swojej woli, a więc osób niezdolnych do odczuwania
      cierpienia.

      Eutanazja właściwa jawi mi się jako idea moralnie wewnętrznie sprzeczna. Bo
      jakież są intencje zwolenników eutanazji? Jeśli ulżyć choremu w niepotrzebnych
      cierpieniach, takich bezsensownych, bez nadziei na wyleczenie czy choćby ulgę,
      to znaczy, że chory jest zdolny jakoś samemu zainicjować przegotowania do
      samobójstwa, a więc podpada to pod eutanazje na żądanie.

      Jeżeli zaś chory nie jest w stanie wyrazić woli samobójstwa, to znaczy, że jego
      układ nerwowy jest już na tyle uszkodzony, że chory nie odczuwa cierpienia, a
      wtedy nie ma dobrego powodu do kalania sobie rąk zabójstwem.

      Prawdziwe intencje zwolenników eutanazji właściwej są więc niezwiązane ze
      stanem chorego, ale z innymi czynnikami zwykle ekonomicznymi. Najczęściej
      zwolennikami eutanazji właściwej są osoby, które doświadczyły poprzez swoich
      bliskich kłopotów związanych z opieką nad starymi i chorymi ludźmi i dlatego
      chętnie racjonalizują swoje stanowisko troską o to, aby chorym ulżyć w
      cierpieniach, a w rzeczywistości pragną ulżyć ich opiekunom.
      • ciupazka Re: Bardzo piękny i ważny tekst 17.02.04, 23:19
        Doruce Wom nasom dyskusje, moze co wciepniecie, temat kontrowersyjny, hale kie
        przydzie wyć z bólów, to moze inacyj beemy beceć, osobiście jest zek sama
        prociw. Cytom i jo Wasom i ciekawok, jako to sie tu ta dyskusja potocy, haj!
        Telo.Pozdr.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=9001588&v=2&s=0
Pełna wersja