"Tytan pracy" w Białym Domu

IP: *.puzaka.net / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 21:13
George W. Bush odbywa drzemki w środku dnia i kończy pracę okolo 16.30 .

42 % czasu po objęciu prezydentury USA spędził w ośrodkach wypoczynkowych .

źródło : tygodnik "Forum" nr 2/2004
    • Gość: felusiak Re: "Tytan pracy" w Białym Domu IP: *.nyc.rr.com 21.01.04, 23:28
      Wiemy, wiemy. Leniwy, glupi, brzydki, drugi Hitler, zlodziej i klamca,
      glupi, klamca, klamca, klamca, glupi, debil, imbecyl, glupi. klamca, zlodziej
      ............................. (w miejsce kropek wpisz co chcesz)

      A swoja droga to ciekaw jestem w jakich to osrodkach bywa Bush.
      Ja znam tylko Camp David, no i Crawford.
      • Gość: Blong drogi felusiaku IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 00:04
        zamiast ironii moze bys zaprzeczyl temu doniesieniu ?
        a moze tobie nie przeszkadza ze twoj prezydent 42% /jesli to prawda/ czasu sie
        obija za twoje pieniadze ?
        • Gość: felusiak Re: drogi felusiaku IP: *.nyc.rr.com 22.01.04, 01:06
          Prezydent Eisenhower wiekszosc swojej prezydentury spedzil grajac w golfa
          i chwala mu za to. Kiedy rzad byl zamkniety z powodu braku pieniedzy, a zdarzylo
          sie to trzykrotnie za kadencji Reagana, Busha i Clintona, ja czyli felusiak wraz
          z milionami wspolobywateli podskakiwalismy z radosci. Bedac na przymusowym
          urlopie nie byli w stanie niczego spieprzyc.
          Opowiastka z "Forum" nawet jesli jest prawdziwa, nie jest negatywna.
          Jest to kwestia stylu. Clinton pracowal do poznej nocy, dywagujac, rozwazajac
          dzien po dniu nie mogac podjac decyzji, ktora nota bene lezala w gestii jednego
          z sekretarzy. Bush podobnie jak Reagan nie rozwaza i nie dywaguje w
          nieskonczonosc. Podejmuje decyzje, dobra czy zla. Rola prezydenta nie jest
          zaglebianie sie w szczegoly, od tego ma gabinet z sekretarzami. Rola prezydenta
          jest delegowanie odpowiedzialnosci.
          Zastanawiajace jest, ze bardzo pracowici prezydenci (Clinton, Carter) sa zwykle
          malo efektywni, natomiast tzw. "lenie" jak Reagan, Kennedy, Eisenhower czy teraz
          Bush sa nadzwyczaj efektywni. Miara prezydentury jest efektywnosc a nie czas
          spedzony na dywagacjach.
          • Gość: Blong Re: drogi felusiaku IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 01:10
            jeszcze mi powiedz czy to jest stanowisko wiekszosci amerykanow
            tzn. czy wiekszosc amerykanow popiera jak za pieniadze podatnika prezydent
            prawie polowe czasu sie byczy /jesli to prawda/
            • Gość: chala drogi Blongu IP: *.rdu.bellsouth.net 22.01.04, 01:41
              Jak na lenia, Bush ma za soba wygrana wojne z Irakiem, kontrole efektywna nad
              handlem wiekszoscia ropy i gazu naturalnego. Czy moze to ci sie nie podoba,
              Blong? Slyszales o "delegate"? Czy nadal masz robotnicza miara "roboty". Z
              komuny trudno wyrosnac ci, nie?
              Ja korzystam z tego, wiedzac ze jednoczesnie gospodarka i zyski z inwestycji
              powiekszaja sie.
              • Gość: Blong Re: drogi Blongu IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 01:47
                nie posadzaj innych po sobie z robotnicza miara roboty
                brawo bush wygral wojne ze 100x slabszym przeciwnikiem, taki clinton by to z
                pewnoscia nie potrafil
                a o zadluzaniu panstwa nigdy nie slyszales ?
                a o tym ze irak posiada wiekszosc ropy naftowej to sie dowiedziales skad ?
                zreszta jedno posiadac zloza a drugie posiadac zdolnosc wydobycia na jakims
                sensownym poziomie
                no i ostatnia rzecz to utrata wiarygodnosci usa po klamstwach o bmr i
                kontaktach alkaidy z irakiem
                ale rozumiem ze to ostatnie wiekszosc amerykanow raczej nie zrozumie bo juz nie
                pamieta co kto mowil rok temu
                • Gość: chala Re: drogi Blongu IP: *.rdu.bellsouth.net 22.01.04, 02:08
                  nie posadzaj innych po sobie z robotnicza miara roboty
                  ch: ja ciebie posadzilam. Ja definiuje robote jako dzialania kinetyczne,
                  umyslowe, i niekoniecznie kinetycznie i umyslowo musi sie konczyc robota w tym
                  samym czlowieku. Delegowanie to tez praca.

                  > brawo bush wygral wojne ze 100x slabszym przeciwnikiem, taki clinton by to z
                  > pewnoscia nie potrafil
                  ch: glupiec walczy z silniejszym. Teraz mamy poslusznych Saudow, Iran
                  przestraszony. Skutek zgodny z planami i potzrebami.
                  > a o zadluzaniu panstwa nigdy nie slyszales ?
                  > a o tym ze irak posiada wiekszosc ropy naftowej to sie dowiedziales skad ?
                  > zreszta jedno posiadac zloza a drugie posiadac zdolnosc wydobycia na jakims
                  > sensownym poziomiech; kontroluja sprzedaz firmy amerykanskie i brytyjskie.
                  ch:Teraz dyktujemy ceny jakie odpowiadaja nam- chwiliowo wysokie, dajace duze
                  zyski Exxon, BP i Shell.
                  > no i ostatnia rzecz to utrata wiarygodnosci usa po klamstwach o bmr i
                  > kontaktach alkaidy z irakiem
                  ch: swiat zapomina dosyc szybko. Dobre i zle. Kto we Francji ( lub w Polsce)
                  pamieta wyzwolenie dzieki USA?
                  > ale rozumiem ze to ostatnie wiekszosc amerykanow raczej nie zrozumie bo juz
                  nie
                  >
                  > pamieta co kto mowil rok temu
                  ch: ditto, w USA, w swiecie, pamiec ogranicza sie do ostatnich wrazen. Jutro
                  zmieni sie sytuacja, zmieni sie opinia.
                  • Gość: Blong Re: drogi Blongu IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 02:25
                    "Czy nadal masz robotnicza miara "roboty". Z komuny trudno wyrosnac ci, nie?"

                    wydawalo mi sie ze piszesz o wlasnych doswiadczeniach

                    "> ch: glupiec walczy z silniejszym. Teraz mamy poslusznych Saudow, Iran
                    > przestraszony. Skutek zgodny z planami i potzrebami."

                    wczesniej byl jeden posluszny saud przyjaciel usa bin ladin kim jest teraz
                    niedawno byl tez posluszny irakijczyk przyjaciel usa husajn


                    "> ch:Teraz dyktujemy ceny jakie odpowiadaja nam- chwiliowo wysokie, dajace
                    duze
                    > zyski Exxon, BP i Shell."

                    dyktowanie sie pokazalo naprz. zniesieniem cel, no i jak z ta kontrola
                    wiekszosci zloz, zreszta jakos nie zauwazylem zeby usa kontrolowalo opec

                    "> ch: swiat zapomina dosyc szybko. Dobre i zle. Kto we Francji ( lub w Polsce)
                    > pamieta wyzwolenie dzieki USA? "
                    "> ch: ditto, w USA, w swiecie, pamiec ogranicza sie do ostatnich wrazen. Jutro
                    > zmieni sie sytuacja, zmieni sie opinia."

                    wbrew mniemaniu amerykanow francuzi ciagle pamietaja i sa wdzieczni tak jak i
                    inne kraje europy, tyle ze to nie oznacza automatycznego popierania wszystkiego
                    co zrobia za oceanem - ale rozumiem amerykanski umysl mysli nie popieraja nas
                    teraz czyli juz zapomnieli
                    zreszta znow nie posadzaj sklerotycznych amerykanow ktorzy chyba lubia jak ich
                    ktos oklamuja i klamstwom wierza z reszta swiata, ten jakos nie zapomnial




                    • Gość: felusiak Re: drogi Blongu IP: *.nyc.rr.com 22.01.04, 03:17
                      widzisz amerykanie nie interesuja sie polityka tak jak polacy w Polsce.
                      Jest tyle lepszych zajec.
                      Dalej idac jesli zechcialbys zadac sobie trud wyszperania danych to zobaczylbys,
                      ze koncerny naftowe osiagaly znacznie wieksze zyski kiedy benzyna byla po 99
                      centow niz teraz kiedy placimy po 1,75. BP i Shell to nie sa amerykanskie firmy.
                      Cala dyskusja jest bezprzedmiotowa.
                      wiemy, wiemy, ze Bush jest glupi i klamca i glupi i leniwy i klamca i glupi itd.
                      A ci co na niego glosuja sa glupi i jeszcze raz glupi i zapewne otyli i chyba
                      chorzy umyslowo. I tak dalej i tak dalej. I ja tam bylem i miod i mleko pilem.
                      • Gość: patolog Re: drogi felusiaku IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 22.01.04, 03:35
                        Nie dodales, ze jestesmy niekulturalni, prostaki, globalisci, nie wyksztalceni,
                        zatruci hamburgerami i Coca Cole ( mam nadzieje - diet), zanieczyszczajacymi
                        caly swiat, kierowani swiatowym zydostwem i masonami nie mowiac juz o
                        Haliburtonie, otepiani przerazliwie glupia tv.amerykanska, a zwlaszcza CNN (
                        sic!). Aha i bijemy MURZYNOW!
                        Felusiak, trzeba zwiewac, ale gdzie?
                        Tak na serio ja sobie obiecalem ,ze jak np. wybiora Edwardsa , to moze naprawde
                        trzeba bedzie to zrobic- trial lawyers prezydentem?!
                        Pozdrawiam
                      • Gość: Blong Re: drogi Blongu IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 22.01.04, 03:38
                        felusiaku, powiedz szczerze uwazasz ze twoj prezydent i jego doradcy rok temu
                        mowili prawde i tylko prawde ?

                        jesli tak to jak to polaczysz z ich wypowiedziami teraz ?

                        jak sie dzis w swietle ich wypowiedzi patrzysz na opowiastki o strasznym
                        zagrozeniu jakim ponoc byl dla swiata irak /to byl numer jeden powod wojny/
                        mam nadzieje ze nie bedzie to wattowski styl o strasznych spiskach cia co tych
                        biedakow dezinformowala smile

                        i mam nadzieje ze po strusiowemu nie schowasz glowy w piasek jak wiekszosc
                        zwolennikow wojny w konfrontacji z tymi pytaniami czy nie zaczniesz opowiadac o
                        irackiej demokracji wink
                        • Gość: chala Re: drogi Blongu IP: *.rdu.bellsouth.net 22.01.04, 04:52
                          blong,skad wiesz ze wiekszosc amerykanow nie chciala tej wojny, bez wzgledu na
                          detale? jak dotad to amerykanie czesto maja powod ufac prezydentom ze powieksza
                          ich osobiste bogactwo i znaczenie keaju w swiecie.Z Reagana smieli sie w
                          Europie zachodniej, ale Amerykanie popierali jego mordercze zbrojenia. I ZSRR
                          upadl, nie wytrzymujac tempa wydatkow.
                          Tu jest inna perspektywa na swiat. Nie zawsze zbiezna z europejska.
                        • Gość: felusiak Re: drogi Blongu IP: *.nyc.rr.com 22.01.04, 04:58
                          Co to jest prawda? Powiedzmy inaczej. Czy celowo wprowadzali publike w blad?
                          Otoz moim zdanie nic podobnego nie mialo miejsca. Jesli byloby to celowe
                          wprowadzanie w blad to mamy tu cala plejade wspolklamcow poczawszy od Francji a
                          na Blixie skonczywszy. Wszyscy byli zgodni, ze Irak posiada nieujawnione zasoby
                          bromi masowego razenia czego wyrazem byla rezolucja 1441 Rady bezpieczenstwa.
                          Niezgodnosc dotyczyla reakcji i ewentualnych dzialan wojennych, ale nie BMR.
                          Rok temu Bush slowo w slowo powtorzyl przemowienie Clintona z 16 grudnia 1998.
                          Jesli Bush klamal to i Clinton tez musial. Bush migdy nie powiedzial, ze Irak
                          jest zagrozeniem dla USA. Mowil, ze uderzenie na Irak jest konieczne aby nie
                          dopuscic do sytuacji, kiedy Irak takim zagrozeniem sie stanie. Na tym wlasnie
                          zlamal sobie zab general Clark we wczorajszym wywiadzie z Tomem Brokaw. Zreszta
                          Clark zeznajac w kongresie we wrzesniu 2002 potwierdzil slowa Busha ale od tego
                          czasu zmienil zdanie, czego nie mozna mu miec za zle. Rzecz w tym, ze probowal
                          zaprzeczac jakoby kiedykolwiek wyrazal zgodny z prezydentem poglad. Ku uciesze
                          publicznosci zaprezentowano tasmy z nagraniami i Clark sie zaczerwienil.

                          Widzisz Blongu, ja czytam material zrodlowy a nie artykuly z gazet, gdzie
                          dziennikarze wkaldaja w usta Bush slowa, ktorych nigdy nie powiedzial.

                          Musisz rowniez zrozumiec, ze w USA mamy teraz sezon polityczny i to co
                          pretendenci do prezydentury mowia nie zawsze odpowiada faktom. Taka juz jest
                          natura kampanii wyborczej. Pretendenci zwylke lubuja sie w wyciaganiu oderwanych
                          od kontekstu zdarzen aby dolozyc przeciwnikowi. Robia to zreszta obie strony.

                          W konkluzji powiem, ze nie ma wiekszego znaczenia czy prezydent mowi "prawde"
                          Istotne jest czy dziala konsekwentnie. Jakie znaczenie ma to czy Reagan mowil
                          "prawde" zadajac zwiekszenia wydatkow wojskowych w celu "zrownowazenia"
                          sowieckiego zagrozenia. Istotne jest, ze zaowocowalo to koncem zimnej wojny i
                          usamodzielnieniem sie krajow satelickich, w tym Polski i dzisiaj jako wolny
                          czlowiek mozesz Blongu korzystac z internetu bez przeszkod i rzad nie cenzuruje
                          wiadomosci do ciebie docierajacych ani tego co wychodzi spod twojego "piora".

                          Dopiero przyszlosc pokaze czy wyprawa iracka byla sluszna czy tez nie.
                          Moze okazac sie pomylka, ale tez moze okazac sie, ze bylo to najlepsze
                          posuniecie w globalnej polityce USA. Ci, ktorzy juz dzis oglaszaja Irak kleska
                          robia to z tych samych politycznych pobudek co pieja o sukcesie. Do jednego i do
                          drugiego droga daleka a sukces wydaje sie byc blizej niz kleska. A jesli
                          myslisz, ze gdy Bush przegra w listopadzie i nowy demokratyczny prezydent
                          calkowicie zmieni amerykanska polityke zagraniczna i na przyklad szybko wycofa
                          sie z Iraku to zycze milych snow. Istnieje cos co nazywa sie racja stanu albo
                          dobrze pojetym interesem narodowym, niezaleznie od tego kto pozostaje lokatorem
                          ialego Domu.

                          Pozdrawiam
                          felusiak


          • pit_b Re: drogi felusiaku 22.01.04, 20:37
            Gość portalu: felusiak napisał(a):

            > Jest to kwestia stylu. Clinton pracowal do poznej nocy, dywagujac, rozwazajac
            > dzien po dniu nie mogac podjac decyzji, ktora nota bene lezala w gestii
            jednego
            > z sekretarzy. Bush podobnie jak Reagan nie rozwaza i nie dywaguje w
            > nieskonczonosc.

            On rozwinal metode Reagana. On nie dywaguje wcale.

            > Podejmuje decyzje, dobra czy zla.

            Z tym ze czesciej zla.

            > Rola prezydenta nie jest zaglebianie sie w szczegoly,
            > od tego ma gabinet z sekretarzami.
            > Rola prezydenta jest delegowanie odpowiedzialnosci.

            A rola marionetki jest sprawianie takiego wrazenia.

            > Zastanawiajace jest, ze bardzo pracowici prezydenci (Clinton, Carter) sa
            zwykle
            > malo efektywni, natomiast tzw. "lenie" jak Reagan, Kennedy, Eisenhower czy
            > teraz Bush sa nadzwyczaj efektywni.

            Lata Clintona, jak powszechnie wiadomo, byly to dla USA czasy biedy i stagnacji,
            a czas Busha to ogolna prosperity, tworzenie miejsc pracy i przytlaczajace
            sukcesy w polityce miedzynarodowej i dyplomacji.

            > Miara prezydentury jest efektywnosc a nie czas spedzony na dywagacjach.

            Fakt, nie bylo efektywniejszego polityka w zadluzaniu USA! Jeszcze wnuki
            felusiaka beda z rozrzewnieniem wspominaly Georga, placac podatki.
            • Gość: felusiak Re: drogi felusiaku IP: *.nyc.rr.com 22.01.04, 21:04
              pit_b ze smutkiem stwiedzam, ze twoje argumeny i sposob dyskusji sa na poziomie
              pierwszej klasy ogolniaka. Rece (rency) juz mi opadly do ziemi i depcze sobie po
              paluchach.
              • Gość: V.C. do chali IP: *.puzaka.net / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 21:11
                ch: swiat zapomina dosyc szybko. Dobre i zle. Kto we Francji ( lub w Polsce)
                pamieta wyzwolenie dzieki USA?

                Amerykańskie wojska wyzwoliły Polskę !? :-0
                • Gość: ale-jaja Re: do chali IP: 5.1.* / 204.101.196.* 22.01.04, 21:29
                  Vicek nie rżnij głupola - gdyby nie US Hitlera byśmy mieli przez następne
                  kilkanaście lat albo i by nas nie było.
              • pit_b Samokrytyka 22.01.04, 22:19
                Gość portalu: felusiak napisał(a):

                > Rece (rency) juz mi opadly do ziemi i depcze sobie po paluchach.

                Masz ciekawa budowe ciala, czyzbys do tego stopnia zapatrzyl sie na Busha?

                To podkreslam wezykiem, zeby bylo wiadomo, ze konwencja jest tu zartobliwa. A na
                powaznie:

                Jest prawda, ze ocena prezydentury na podstawie ilosci godzin w ofisie jest bez
                sensu. Jest takze prawda, jedakowoz, ze Twoje zarzuty wobec Clintona trudno
                uznac za szczegolnie zasadne, jak rowniez trudno zaprzeczyc, ze Bush robi dlugi,
                ze prowadzi kiepska polityke zagraniczna i wskutek swojej slabosci merytorycznej
                jest intelektualnym zakladnikiem swoich doradcow.
    • miss_mag Half-empty or half-full 22.01.04, 22:24
      VC, popatrz na to z drugiej strony. Jesli wyniki jego pracy sa tak zalosne,
      jak piszesz (nie tylko zreszta Ty), to nie byloby o wiele gorzej, gdyby wiecej
      pracowal? Moze dobrze, ze tylko pracuje tak malo?
      • pit_b Half empty half fool? 22.01.04, 22:29
        Niestety, doradcow ma bardziej pracowitych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja