___________AG i Scan obsikaliscie mi wątek Trawną

19.11.09, 15:30
w którym chcialem pisać ogólnie dla kogo taka Polska?

więc wydzieliłem z tamtego watku wybiórczo Was chamski atak!
.......ale najpierw poczytajcie sobie u Machnika czy ona się czuje
Polką czy Niemką i JAK MUSIALA WYJEŻDŻAĆ wg sędziego(polskiego?)



Mój mąż pierwszy podał pomysł, by do Niemiec wyjechać. On sam też
był z Mazurów, z tutejszych, z Trawnych. Ja najpierw opuszczać ziemi
nie chciałam. Ale przekonała mnie mama, która przed śmiercią
pojechała do rodziny. Wraca i opowiada, jak tam dobrze. Jak wszystko
mają, dzieci będą miały wspaniale...

A ja już wtedy miałam pięcioro: Roswitę, Manfreda, Dorotę, Karin i
Sylwię. Zaczęliśmy się przygotowywać. Żeby dostać paszport na
wyjazd, zaproszenie to było jeszcze na nic. Zrzec się obywatelstwa -
też mało. Trzeba było jeszcze przynieść zaświadczenie od poczty i od
banku spółdzielczego, że nie mamy długów. Aktualne badania komina
donieść od kominiarza. I inne takie papiery. Całymi tygodniami nic
nie robiliśmy, tylko z urzędu do urzędu... A jeszcze trzeba było
sprzedać i syrenkę, i ciągnik, i meble.


Sąsiedzi patrzyli krzywo, że wyjeżdżacie?

- Raczej zaciekawieni byli, niektórzy trochę zazdrościli. W
październiku siedemdziesiątego siódmego kupiliśmy sobie lepsze
ubrania na drogę, a bagaże wynajętą ciężarówką pojechały na dworzec
w Olsztynie. Przyjęcie pożegnalne zrobiliśmy trzydziestego
pierwszego. Dużo wódki popłynęło, potem dużo łez. Żal było klucze
oddawać.

Tak po prostu - oddaliście?

- Sołtysowi, do ręki. Później wsiedliśmy do taksówki i do Warszawy.
Dalej, pociągiem, nach Friedland. Do tego obozu dla przesiedleńców.
Jeden lager, potem drugi. Mąż poszedł na kurs ślusarski, ja się
przyuczyłam na krawcową.

Zachód się pani spodobał?

- Uuu... ja! Zobaczyłam w parku helikopter z zabawkami. Święty
Mikołaj wylądował na trawniku i rozdawał dzieciom prezenty. Takie
coś mi się spodobało bardzo. Poczułam, że tu dzieci będą naprawdę
miały dobre życie. My też.

Pierwsza wizyta w sklepie...

-...od razu chciałam wyjść. Za pełno wszystkiego było. Za ciasno od
reklamy, od półek, od towarów. Cukier w pięciu rodzajach. Dziesięć
gatunków herbat... Mąż na szczęście znalazł pracę z ogłoszenia w
gazecie. Gdy tylko przyniósł pieniądze i policzyliśmy, ile można za
to kupić, to był szok. W Polsce przecież pralka to był dorobek
życia, a tam co miesiąc stać cię na nową. Dostaliśmy od urzędu
mieszkanie, najpierw dwupokojowe, potem siedmiopokojowe. A jeszcze
później bliźniak w Ratzingen koło Düsseldorfu. Do tego Kindergeld. I
marki na zagospodarowanie - czternaście tysięcy marek.

Jakieś 140-letnie zarobki statystycznego Polaka w tamtym czasie.

- Dobrze się żyło, ale tylko póki oboje żeśmy pracowali. Kiedy mąż
zachorował na cukrzycę, a ja też na rentę poszłam, wtedy się
porobiło dużo, dużo gorzej.

Albo już się przyzwyczailiście do dobrobytu i przestało wam
wystarczać.

- Nein! Ja miała rentę niską, wirklich nie do wyżycia. Dlatego
zapytałam Lastenausgleichamt, jak to będzie po polsku...

Urząd kompensacyjny.

- ...czy nie mogę coś dostać dodatkowych pieniędzy za ten zostawiony
w Polsce majątek. "W którym roku pani wyjechała?" -pytają. Mówię
im. "To może pani całe gospodarstwo odzyskać".

Wszystko tam wiedzieli w tym urzędzie: jak i co robić trzeba.
Odebrałam przez polskie sądy i dom, i czterdzieści siedem hektarów z
jeziorem, lasem... Teraz mój adwokat walczy o odszkodowanie za
resztę ziemi, co państwo wyprzedało bez zgody, kiedy ja była w
Reichu.

Ziemię pani faktycznie odzyskała, ale dom przecież tylko na
papierze. Dwie mieszkające tam rodziny ani myślą się ruszyć. Byliśmy
u nich przed spotkaniem z panią i jedziemy znowu. Chybaby pani nie
chciała słyszeć, co mówią.

- No... ja wiem: najgorsze świństwa. Ale to kwestia czasu tylko.
Albo będzie eksmisja tych ludzi, albo inne rozwiązanie, ale koniec
tego bezprawia nastąpić musi. Jest taka ostatnia koncepcja mego
adwokata, żeby Lasy Państwowe cały grunt razem z domem wykupiły. Ja
sobie wtedy wezmę pieniądze i gdzie indziej kupię ziemię.

Ale też w Polsce?

- No pewnie, że tak. Tylko na Mazurach, bo i gdzie? Tu się urodziłam
i tutaj umrzeć bym chciała. Co roku przyjeżdżam, wynajmuję pokój u
doktora, któremu jeszcze przed siedemdziesiątym siódmym rokiem
wydzierżawiliśmy z mężem kawałek pola i on się na naszym pobudował.
Teraz mnie przygarnia... tak się porobiło. I chodzę sobie po swoim
lesie, nad jeziorkiem siadam. Dobrze się czuję. Cisza, spokój.


Tylko czasem piłę w lesie słychać. Na spacerze zauważyła pani, że
ktoś drzewo wycina, i tak się ta cała wojenka zaczęła.

- Tak było.

I na złość postanowili się nie wyprowadzać. Mimo wyroku sądu.

- Też prawda. Mówią, że się przyzwyczaili, że już tutaj tyle
poinwestowali... No, a ja jakoś nie widzę tych inwestycji... Raczej
zniszczenia. Wójt gminy im dawał dwanaście innych lokalizacji...
Jeden lokal sam urząd wojewódzki z Olsztyna im znalazł. I co?
Wszystkie propozycje odrzucają. Chyba ich to cieszy, że ja nie mogę
do swego domu wejść. Że muszę patrzeć, jak tam wróble dach
dziurawią. Jeszcze ich telewizje podburzają, tylko jakoś dotąd mnie
nikt o nic nie zapytał.

Niemieccy dziennikarze pytają?

- Był ze mną jeden duży program w niemieckiej telewizji.
Opowiedziałam, jakie mam skaranie z lokatorami. Dziennikarz głową
kiwał, pytał, czy ci Polacy mocno mój dom niszczą.

Co pani odpowiedziała?

- Że nawet dokładnie sprawdzić nie mogę, bo mnie do środka nie
puszczają. Psy tam trzymają. "Aha" - tak pokiwał głową redaktor. I
to było wszystko. Potem ludzie na ulicy w Ratzingen mówili, że mnie
bardzo mocno współczują, że rozumieją. A wy mnie chociaż rozumiecie?

Rozumiemy, że chodzi o pieniądze. O półtora miliona odszkodowania za
sprzedaną przez państwo polskie część pani gospodarstwa, ewentualnie
o kilka razy tyle za całość z domem.

- Mówimy o pieniądzach, co mnie się prawnie należą. Ja bym chciała
dzieciom coś trwałego w Polsce zostawić. Żadne się już tu nie
osiedli pewnie na stałe, ale będą sobie chociaż może latem
przyjeżdżały w te lasy piękne takie. W Niemczech takich miejsc już
dawno nie ma.


Źródło: Gazeta Wyborcza
wyborcza.pl/1,87648,6623785,Agnes_Trawny___corka_Mazura.html
    • pan.scan Poluzuj moherowy berecik, Mieciu. Kto zaczął pisać 19.11.09, 15:38
      o Trawny - (poprawny) link niżej:

      Tekst linka


      w tym wątku?
      forum.gazeta.pl/forum/w,13,103207172,103207172,_Buzek_Skubiszewski_i_Mazowiecki_co_Wy_na_to_.html


      Starą metodą, wziąwszy parę ciosów na doopsko, zbaczasz z tematu i
      mataczysz, na całe forum zawodząc o swojej krzywdzie. Fuj, co za
      obrzydliwy babsztyl z IQ = 19,5 cm.
    • andrzejg a jak róznica , czy ona się czuje Nemka,czy Polką? 19.11.09, 16:13
      Ważne czy jest n aprawie.
      Pewnie trzęsiesz porteczkami przed tym bauerem co ci odbierze
      ziemie spod twego domku. To inna sytuacja Tadzienku.

      Tamta wyjechała z PRL-u, mając prawa
      Dziwie sie zsiedleńcom, którzy nie zabezpieczyli swoich praw.


      Sadzisz juz buraki na spłacenie bauera?

      A.
      • rycho7 sam sie zasadzil z rohatyna 19.11.09, 16:38
        andrzejg napisał:

        > Sadzisz juz buraki na spłacenie bauera?

        Jedynie Haszeniek jest sluszny gatunkowo.
        • andrzejg Re: sam sie zasadzil z rohatyna 19.11.09, 16:45
          rycho7 napisał:

          > andrzejg napisał:
          >
          > > Sadzisz juz buraki na spłacenie bauera?
          >
          > Jedynie Haszeniek jest sluszny gatunkowo.

          ja myslę ,ze jedynie transgenetyczne go uratują

          A.
      • hasz0 _____________________IQ=? 20.11.09, 12:51


        > Sadzisz juz buraki na spłacenie bauera?
        >
        > A.
    • rycho7 Re: ___________AG i Scan obsikaliscie mi wątek Tr 19.11.09, 16:30
      hasz0 napisał:

      > w którym chcialem pisać ogólnie dla kogo taka Polska?

      Wydaje mi sie, ze od lat doskonale znam zdanie Hasza na ten temat. Polska jest
      dla Hasza, bo Hasz jest Narodem, Ojczyzna, Polska. Hasz ma monopol na
      patriotyzm, dobre checi i otwarte serduszko.
      • hasz0 sędzia Sądu Najwyższego 19.11.09, 17:58
        "Już pewien czas temu I prezes SN Lech Gardocki na
        łamach "Rzeczpospolitej" opisywał sprawę Trawny, która odzyskała
        gospodarstwo w Nartach, co zatwierdził SN. Przed II wojną światową
        ziemia ta była własnością ojca Agnes Trawny. Należał on do ludności
        Prus Wschodnich, uważającej się za Polaków i opierających się
        germanizacji. Gardocki podkreślał, że po wojnie ci, którzy czuli się
        Polakami, uzyskiwali stwierdzenie narodowości polskiej, nabywali
        obywatelstwo polskie i w rezultacie zachowywali własność
        nieruchomości należących do nich przed 1945 r
        . Tak właśnie
        było z ojcem pani Trawny, który mieszkał w Polsce do śmierci w 1954
        r., a nieruchomość odziedziczyła po nim żona i dzieci.

        Gardocki przypominał, że gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do RFN w
        ramach tzw. łączenia rodzin, wielu Mazurów wyjechało, rezygnując z
        polskiego obywatelstwa. Wyjeżdżając, tracili oni własność
        nieruchomości, uprzednio zachowaną wskutek uzyskania polskiego
        obywatelstwa - ale dotyczyło to jednak tylko tych, którzy spełniali
        łącznie trzy warunki: byli właścicielami nieruchomości 1 stycznia
        1945 r.; uzyskali stwierdzenie narodowości polskiej i obywatelstwo
        polskie oraz utracili następnie to obywatelstwo w związku z wyjazdem
        z Polski.

        "Gdyby więc z Polski wyjechał pan Trawny - utraciłby sporną
        nieruchomość na rzecz Skarbu Państwa. Wspomniany przepis nie
        dotyczył jednak następców prawnych, tj. osób, które nie były
        właścicielami nieruchomości w styczniu 1945, lecz nabyły ją później
        (w przypadku pani Trawny przez dziedziczenie)" - pisał Gardocki.


        Konkludował, że A. Trawny nie straciła zatem, w świetle ustawy,
        prawa własności i wobec tego niezależnie od aktualnego obywatelstwa,
        zgodnie z prawem nieruchomość odzyskała.

        I prezes SN podkreślał, że jeśli ktoś poniósł szkodę z winy
        polskich władz, pochopnie uznających taką nieruchomość za stanowiącą
        własność państwową - to państwo polskie powinno ją naprawić
        . "Natomiast współczucie dla ludzi, wprowadzonych przez władze w
        błąd, nie upoważnia jednak nikogo do nakłaniania sądów, by łamały
        prawo" - dodawał Gardocki."
        ##############################################################

        Jołopki IQ - nawet sędzia prezes SN stwierdza, że WINNE JEST
        PAŃSTWO Polskie!
        Przecież o nic innego mi nie chodziło gdy pytałem:

        "Czyje jest to państwO"?

        w sensie dziala (MYLI SIĘ - ZANIEDBUJE OBWIĄZKÓW)
        dla dobra polskich czy niemieckich obywateli?
        ccbbddoo!


        • hasz0 ____________________a co pisze sam Machnik? 19.11.09, 18:03
          Ale mówił po niemiecku?

          - Ja. Do wojny po polsku znał najprostsze słowa, bo w Narten...

          ...jak się wtedy nazywały dzisiejsze Narty...

          to się przecież polskiego nie używało. Rodzina mamy mieszkała
          bliżej polskiej granicy, tam na Przasnysz i Łomżę trochę Polaków
          było, więc znali polską mowę. Pozostali mówili nur Deutsch.

          Pani się urodziła...

          - W trzydziestym ósmym.


          Więc sprzed wojny pani nic nie pamięta.

          - Dlaczego nic? Dla nas wojna się zaczęła dopiero w czterdziestym
          piątym, kiedy przyszli Russen.
          Wcześniej pamiętam dużo rzeczy...
          na przykład ten, jak to się nazywa, Klavier...

          ...pianino.

          - Ja... Rodzice byli bogaci dość. Mama grała w pianino, tata sobie
          na wieś gazety sprowadzał. 80 hektarów mieliśmy. Elegancką bryczkę,
          na wyjazdy do kościoła i w gości. Prócz tego był u nas i zwykły wóz.
          Pamiętam też przedszkole. Dziadkowie wynajmowali gminie jeden pokój.
          Bawiłam się tam z dziećmi, dużo chodziliśmy na wycieczki po lasach.
          Śpiewaliśmy piosenkę: "Immer langsam voran. Immer langsam voran! Das
          die kleine gesellschaft auch nachkommen kann...". I pamiętam
          wielką ucieczkę. Wozy pełne mięsa, mąki, pierzyn. Zaśnieżone drogi.
          Całe rodziny, całe wsie w drodze. Razem z nami uciekał ojca brat z
          Wielbarka.

          Uciekaliście na północ.

          - Kilkoma wozami. Chyba na statki...

          Od południa Prusy były już okrążone, Sowieci przekroczyli Wisłę.

          - Dojechaliśmy do Guttstadt. Dobre Miasto. Tam nas doszli. Zabrali
          konie, zapasy, prawie wszystkie wozy. I mojego starszego brata
          Alfreda, do odśnieżania. Już żeśmy go nigdy nie zobaczyli, chociaż
          tato szukał po wojnie i przez Czerwony Krzyż, i pisma wysyłał.
          Wróciliśmy jednym wozem, ale nie do Narten, bo tu była szosa i
          niebezpiecznie bardzo, tylko się schowaliśmy w Burdung, taka mała
          wioska, głębiej w lesie. Jak się uspokoiło, kiedy większość wojska
          przeszła, rodzice poszli zobaczyć nasz dom. Wszystko było
          zniszczone. Nie pokradzione, ale zniszczone właśnie. Meble
          potrzaskane leżały pod domem, nawet nie spalone. Zaczynaliśmy od
          zera, od jednej kury, która Ruskom uciekła i w lesie się
          przechowała. Tato miał przed wojną wielką stajnię, teraz musiał
          wziąć pożyczkę na jednego konia, żeby jakoś pole zaorać. Dali nam
          polskie obywatelstwo, nikt nie pytał, czy chcemy,
          w
          czterdziestym siódmym się otworzyła polska szkoła. Za mówienie po
          niemiecku już była wtedy jakaś kara. Linijką albo do kąta. Ale
          nauczyciele i tak odpadali. Nie umieli nas polskiego nauczyć. Nie
          mieli dosyć cierpliwości.

          Nauczyć nas, czyli kogo?

          - Dzieci z Narten. Ale w końcu przysłali bardzo surowy
          nauczyciel, pan Zaryjewski,
          który w naszym domu zamieszkał. I on
          w końcu polskiego nauczył.

          Sprowadzali się do wsi jacyś Polacy w tym czasie?

          - Kilka rodzin z okolic Przemyśla. Raczej nie Polacy, tylko
          Ukraina.
          • hasz0 a co pisze sam Machnik- znowu kłamie? 19.11.09, 18:08
            "szczyt łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach
            rodowodu swojej rodziny, kiedy na przykład stara się maksymalnie
            wybielić postać swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu
            Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Pisze o nim,
            że czuł się on jak "absolutnie polski Polak" ("Między panem a
            plebanem", Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, czego
            ten "absolutnie polski Polak" szukał w Komunistycznej Partii
            Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował na sam jej wierzchołek z tą swą
            rzekomą "dumą z polskiej tożsamości"
            Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy
            konsekwentnie dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części
            jej ziem i przyłączenia do już rusyfikowanej skrajnym sowieckim
            terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że według książki H.
            Piecucha "Akcje specjalne" (Warszawa 1996, s. 76), ten "absolutnie
            polski Polak" Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem
            Moskwy w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem,
            Groszem, Kasmanem i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio
            podporządkowanej Moskwie."
            źróło
            www.konin.lm.pl/forum/viewtopic.php?
            p=844438&sid=36cba96cf083cc44382b7ea35f8f0aa4
            • hasz0 Re: a co pisze sam Machnik- znowu kłamie? 19.11.09, 18:10
              cd.
              Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych
              komunistów pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter,
              bardzo znany działacz KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych
              działaczy KPZU jesienią 1930 r. Jak pisze Reguła: "Oskarżeni sypali
              innych towarzyszy partyjnych (...). Przodowali w tym komuniści,
              zajmujący stanowiska kierownicze (...). Okazało się, że ci
              bohaterowie byli skończonymi tchórzami" (J.A. Reguła, Historia
              Komunistycznej Partii Polski, Warszawa 1934, s. 243). Michnik w
              wywiadzie z Danielem Cohn-Benditem stwierdził: "Mój ojciec był
              bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział
              osiem lat w więzieniu. Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie
              odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać" (cyt. za: L. Żebrowski,
              Paszkwil "Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego
              (op. cit., s. 35): "Bardziej prawdopodobne jest jednak to, iż z
              powodu zaszłości nie powierzono mu wysokich funkcji partyjnych". Ze
              zwierzeń Michnika w "Polityce Polskiej" dowiadujemy się również, że
              od ojca już w pierwszych rozmowach otrzymał "niezwykle mocny
              zastrzyk myślenia antyreżimowego". Był to rzeczywiście "mocny"
              zastrzyk, jeśli nie przeszkodził Michnikowi już w młodości w
              działaniu przez lata w komunistycznym "czerwonym harcerstwie"
              walterowców, a jeszcze podczas swego procesu w 1969 r. w gromkich
              zapewnieniach, że jest komunistą!

              Brat - morderca sądowy
              W "Między panem a plebanem" (op. cit., s. 50) znajdujemy kolejne
              łgarstwo Michnika o ojcu: "Przez wszystkie lata bardzo konsekwentnie
              unikał peerelowskiej kariery". Jak więc wytłumaczyć piastowanie
              przez Ozjasza Szechtera w czasach stalinowskich stanowiska zastępcy
              redaktora naczelnego skrajnie serwilistycznego organu związków
              zawodowych - "Głosu Pracy" (od 1 stycznia 1951 r. do 11 marca 1953
              r.). Ciekawe, że szefem Szechtera w tej gazecie kadłubowych związków
              zawodowych był Bolesław Gebert, ojciec obecnego podwładnego
              Michnika - Dawida Warszawskiego (Geberta).
              Wpływ wychowawczy "wielkiego antykomunisty" Ozjasza Szechtera jakoś
              nie zaszkodził w PRL-owskiej karierze starszego brata Adama -
              mordercy sądowego Stefana Michnika. Należy on do grupy stalinowskich
              katów, którzy winni odpowiadać przed sądem Rzeczypospolitej za
              zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Prezes Sądu Najwyższego Adam
              Strzembosz pisał na łamach "Rzeczpospolitej" (z 18 marca 1996 r.) o
              kapitanie Stefanie Michniku jako członku jednej z dwóch grup sędziów
              najbardziej odpowiedzialnych za mordercze wyroki. Był on bowiem
              członkiem grupy sędziów, którzy orzekali wyroki śmierci w sprawach,
              w których doszło później do pełnej pośmiertnej rehabilitacji osób
              skazanych na śmierć.
              Jeszcze jako młody podporucznik Stefan Michnik został dopuszczony do
              sądzenia spraw oficerów dużo wyższych od niego stopniem.
              Niejednokrotnie wchodził do składów sędziowskich w warszawskim
              Wojskowym Sądzie Rejonowym, który miał najwięcej spraw "ciężkiego
              kalibru" o wielkim politycznym znaczeniu, oczywiście spraw
              całkowicie sfabrykowanych. Wyrokował w tzw. sprawach tatarowskich.
              Stefan Michnik nie zawiódł pokładanego w nim zaufania. Sądził tak,
              jak od niego oczekiwano, nieuczciwie i bezwzględnie, wydając surowe
              wyroki, w tym wyroki śmierci na osoby całkowicie niewinne. I został
              za to dobrze wynagrodzony, awansując w 1956 r. w wieku zaledwie 27
              lat do stopnia kapitana. Jako podporucznik był sędzią wydającym
              wyroki w sfabrykowanych procesach majora Zefiryna Machalli,
              pułkownika Maksymiliana Chojeckiego, majora Jerzego Lewandowskiego,
              pułkownika Stanisława Weckiego, majora Zenona Tarasiewicza,
              pułkownika Romualda Sidorskiego, podpułkownika Aleksandra
              Kowalskiego (por. "Dokumenty. Mieczysław Szerer. Komisja do badania
              odpowiedzialności za łamanie praworządności 10 czerwca 1957",
              paryskie "Zeszyty Historyczne", 1979, nr 49, s. 156-157, i J.
              Poksiński, My sędziowie, nie od Boga..., Warszawa 1996, s. 276).
              Wydał w tych procesach surowe wyroki, w tym kilka wyroków śmierci.
              10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć
              przez Michnika majora Zefiryna Machallę (został zrehabilitowany
              pośmiertnie 4 maja 1956 r.). Stefan Michnik wydał wyroki śmierci
              również na byłego polskiego attaché wojskowego w Londynie,
              pułkownika M. Chojeckiego i na majora J. Lewandowskiego. Ci mieli
              więcej szczęścia, wyroku nie wykonano. W przypadku płk. Chojeckiego
              zadecydowało to, że wiceminister MBP Romkowski chciał wykorzystać
              Chojeckiego jako świadka w innym procesie. Dzięki temu Chojecki
              dożył 1956 r., a 28 marca 1956 r. jego sprawa została umorzona z
              powodu całkowitego braku dowodów winy. 8 grudnia 1954 r. zmarł,
              niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w odbywaniu kary więzienia,
              skazany przez Michnika na 13 lat więzienia płk Stanisław Wecki, były
              wykładowca Akademii Sztabu Generalnego, przez dwa lata więzienia
              torturowany, pośmiertnie uniewinniony (por. J. Poksiński, TUN,
              Warszawa 1992 r.). Ciężkie przejścia więzienne przyspieszyły śmierć
              innego skazanego przez Michnika (na 12 lat więzienia) płk. Romualda
              Sidorskiego, byłego naczelnego redaktora "Przeglądu
              Kwatermistrzowskiego". W marcu 1955 r. ze względu na bardzo zły stan
              zdrowia udzielono mu przerwy w odbywaniu kary; zmarł wkrótce. Został
              pośmiertnie zrehabilitowany 25 kwietnia 1956 r.
              Wyroki śmierci w głośnych sprawach wysokich oficerów z grupy
              generała Tatara wcale nie były jedynymi wyrokami śmierci, które
              orzekł Stefan Michnik. Tylko że te inne wyroki - w sprawach oficerów
              podziemia niepodległościowego, są dużo mniej znane. Tak jak
              podpisany przez Stefana Michnika wyrok śmierci na majora Karola
              Sęka, który miałem możliwość oglądać w listopadzie 1994 r. na
              wystawie na UMCS w Lublinie, uczestnicząc tam w panelu na
              temat "Żołnierzy wyklętych" (tj. żołnierzy polskiego
              niepodległościowego podziemia po 1944 r.). Major Karol Sęk,
              artylerzysta spod Radomia, przedwojenny oficer, potem oficer
              Narodowych Sił Zbrojnych, został stracony z wyroku sędziego
              wojskowego Stefana Michnika w 1952 r.
              Stefan Michnik "niewiele rozumiał, ale podpisywał wyroki śmierci i
              czuwał nad ich wykonaniem". A były to wyroki godzące w najlepszych
              polskich patriotów. Tak jak w przypadku kierowanego przez Stefana
              Michnika wykonania wyroku śmierci na wspaniałym polskim patriocie
              Andrzeju Czaykowskim, cichociemnym, powstańcu warszawskim, zastępcy
              dowódcy połączonych baonów "Oaza-Ryś" na Mokotowie i Czerniakowie.
              Odznaczonym za bohaterstwo w walce z Niemcami Krzyżem Virtuti
              Militari. Zamordowano go na Mokotowie 10 października 1953 r. pod
              nadzorem porucznika Stefana Michnika (por. opis tej tragedii pióra
              P. Jakuckiego, "Zamordowany za patriotyzm", "Gazeta Polska", 20
              października 1994 r.).

              Hańba domowa
              Myślę, że sprawa brata - stalinowskiego zbrodniarza, stanowi jeden z
              kluczy, wyjaśniających ciągły flirt Adama Michnika z komunistami po
              czerwcu 1989 r. Chodziło o łączący go z nimi równie głęboki strach
              przed rozliczeniami i pełnym pokazaniem "hańby domowej" czy "hańby
              rodzinnej". Mając stalinowskiego kata w rodzinie, Michnik robił
              wszystko, aby nie doszło do prawdziwych rozliczeń ze zbrodniami
              komunizmu, opublikowania ksiąg hańby, bo uznał to za niezwykle
              groźne dla własnej legendy.
              Przypomnę tu, że Adam Michnik usprawiedliwiał wyroki wydawane przez
              swego brata (nigdzie nie podając jednak, że chodziło o wyrok
              śmierci) tym, że: "Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był
              dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co
              się działo" ("Między panem...", s. 48). Wyjaśnijmy więc, że młody
              porucznik Stefan Michnik gorączkowo rwał się do sądzenia w
              sfabrykowanych procesach wojskowych nad dużo wyższymi od niego
              stopniem majorami czy pułkownikami, bo widział w tym szansę
              błyskawicznego przyspieszenia swojej kariery. I rzeczywiście uległa
              ona radykalnemu przyspieszeniu - już w w
              • hasz0 Re: a co pisze sam Machnik- znowu kłamie? 19.11.09, 18:11
                cd.
                zaangażowanej komunistki sprzed wojny - Heleny Michnik. Po wojnie
                wsławiła się głównie dogmatycznymi podręcznikami, zalecającymi m.in.
                jak najskuteczniej walczyć z religią katolicką. Oto przykładowy
                fragment jej zaleceń zamieszczony w "Komentarzu metodycznym dla
                klasy IX ogólnokształcącej szkoły korespondencyjnej stopnia
                licealnego" do podręczników: E. Kosiński "Historia wieków średnich",
                A.W. Jefimow "Historia nowożytna", S. Missalowa i J.
                Schoenbrenner "Historia Polski", Warszawa 1953 r.: "(...) Nie
                wystarczy np. powiedzieć, że Kościół był główną podporą feudalizmu,
                lecz trzeba to udowodnić. Udowadniać będziecie w ten sposób: Kościół
                był główną podporą feudalizmu, ponieważ: 1) głosił, że władza
                królewska pochodzi od Boga, a więc poddanym nie wolno się buntować;
                2) głosił wieczność feudalizmu i zasady nierówności społecznej; 3)
                stosował klątwę kościelną i karał wszystkich występujących przeciwko
                nierówności społecznej; 4) urządzał krucjaty przeciwko ruchom
                ludowym, np. przeciwko albigensom we Francji, husytom w Czechach
                itd.; 5) zwalczał postępową naukę, gdyż podważała ona panujący
                ustrój (np. potępienie nauki Kopernika, Galileusza itd.); 6) przez
                hasło 'błogosławieni maluczcy duchem' utrwalał ciemnotę i zacofanie
                mas ludowych; 7) głosząc, że ci, którzy cierpią na tym świecie, będą
                zbawieni po śmierci, rozbrajał rewolucyjną walkę mas ludowych" itd.
                Adam Michnik twierdził, że jego matka wywodziła się z "całkowicie
                spolonizowanej żydowskiej rodziny", pisał o jej "całkowitej
                identyfikacji z polskością" ("Między panem...", s. 46-47). Nie
                wyjaśnił tylko, jak pod opieką takich patriotycznych rodziców - ojca
                jakoby absolutnie "polskiego Polaka" i matki "całkowicie
                identyfikującej się z polskością" - on sam już w młodości stał się
                narodowym nihilistą ("Między panem...", s. 91). Pisał sam o sobie,
                że był narodowym nihilistą i rzekomo przestał nim być po marcu 1968
                r.
                Komunistycznemu rodowodowi Michnika towarzyszyły odpowiednie
                splendory - wielkie, eleganckie mieszkanie w gęsto obsadzonej przez
                zaufanych towarzyszy z partyjnej i bezpieczniackiej elity Alei
                Przyjaciół w Warszawie, dokładnie w tym samym domu, w którym
                mieszkał były stalinowski minister bezpieczeństwa Stanisław
                Radkiewicz (por. "Wprost", 22 listopada 1991 r.).
                prof. Jerzy Robert Nowak
                • hasz0 żydowska kabała = luki prawne! na orzysć Niemców 19.11.09, 18:26
                  Jakoś TAK ANDRZEJKU NIEMCY nawet przed Trktatem Lizbońskim
                  potrafiły sobie zabezpieczyć WYŻSZOŚĆ prawa niemieckiego nad
                  €unijnym!

                  Gdyby prawnicy w Sejmie i SN...itp byli polskimi patriotami a nie
                  Rychami AGami i Scanami......LUK BY NIE MIAŁO PRAWA BYĆ...
                  a jeśli szuler-cwaniak chciałby skorzystać matacząc ...sąd
                  wziąłby pod uwagę intencje ustawodawcy polskiego
                  + jak rząd niemiecki i urzędy niemieckie interpretują uzgodnienia
                  międzypaństwowe Polska - RFN (gotowe druki i instruktaż
                  oddać rekompensatę pobraną już od Rządu Niemiec by podstępnie
                  oszukac Rząd Polski!)

                  Oraz jak po jej wyjeździe do Niemiec w 1977 roku majątek przejęło
                  państwo, a konkretnie gmina Jedwabno pod Szczytnem jak gmina
                  podzieliła tę ziemię na 32 działki i sprzedała i jak sprzedane przez
                  gminę działki są chronione rękojmią ksiąg wieczystych!

                  oraz zbadałby jak zabezpieczyli urzędnicy interes Polski
                  i kogo obciążyć stratą!!!!!!!!!!


                  Wg prawa obowiązującego w PRL-u, wyjeżdżający do Niemiec w ramach
                  akcji łączenia rodzin, zrzekali się obywatelstwa polskiego i
                  majątku pozostawionego w kraju. Trawny jednak znalazła lukę prawną,
                  wg której prawo to nie obowiązywało spadkobierców przedwojennych
                  autochtonów z Ziem Odzyskanych. Mimo że nasze prawo nie jest
                  precedensowe, otworzyła furtkę dla setek potomków dawnych
                  właścicieli ziemskich z Warmii, Mazur, Śląska czy Pomorza, którzy
                  obecnie mieszkają w Niemczech... i zgłaszają się po „swoje" majątki.

                  Proces o odszkodowanie finansowe, zapoczątkowany przez Trawny, to
                  także precedens. Jeśli sąd uzna jej roszczenia za uzasadnione i
                  nakaże Skarbowi Państwa wypłatę odszkodowania okaże się, że pomimo
                  uporczywego przekonywania opinii publicznej przez obecnie rządzących
                  ze majątkowe roszczenia ob. Niemiec to „wymysł grupy eurosceptyków",
                  wszyscy będziemy płacić za luki w naszym prawie. Nikt nie
                  przewidział bowiem sytuacji, w której mimo porzucenia i zapomnienia
                  o konieczności płacenia podatków i utrzymywania nieruchomości (przez
                  dziesiątki lat!), nadal będzie można ją odzyskać. A jeśli nie sam
                  dom, czy działkę, to pieniądze za nie.

                  Obecnie na samej Warmii i Mazurach mamy ponad 170 pozwów ob. Niemiec
                  o zwrot ziemi. Trudno sobie wyobrazić skalę pozwów, jeśli to
                  ponowne „otwarcie furtki" zakończy się zgodnie z oczekiwaniami
                  obywatelki Niemiec Agnes Trawny...
                  link na zycz.
                  • haszszachmat ______________4-ka bęcwałów z IQ=? 19.11.09, 19:46
                    forum.gazeta.pl/forum/w,13,103228385,103228385,_4_ka_becwalow_p_S_R_A_5_0_narodu.html
                  • rycho7 Re: żydowska kabała = luki prawne! na orzysć Niem 19.11.09, 21:12
                    hasz0 napisał:

                    > Gdyby prawnicy w Sejmie i SN...itp byli polskimi patriotami a nie
                    > Rychami AGami i Scanami......LUK BY NIE MIAŁO PRAWA BYĆ...

                    Cale lata Haszu pracujesz aby traktowac Cie jak wroga. A Hasz to Narod,
                    Ojczyzna, Polska. Czemu mam wiec byc opornym uczniem?

                    Patriota nie bede NIGDY. Olewam walke z Twoim monopolem na patriotyzm.
                  • pan.scan Ten tekst powinien cię zadowolić. 19.11.09, 22:29
                    To głos Prawdziwego Polaka, takiego jak wy, towarzyszu Nagan.

                    forum.gazeta.pl/forum/w,902,103201836,103214556,Brawo_Donald_Tusk_.html
                    • haszszachmat Re: Ten tekst powinien cię zadowolić. 20.11.09, 09:01
                      Premier Tusk jest dotknięty przez Pana Boga geniuszem" – Sławomir
                      Nowak (ps.Wazelina)

                      Brak zrozumienia do posunięć premiera Tuska można tłumaczyć tylko
                      tym, że trudno jest głupkowi zrozumieć geniusza. Geniusza w Tusku
                      odkrył były minister Sławomir Nowak (ps.Wazelina), który jeszcze
                      jako minister w kancelarii pana premiera, miał możliwość (jako jeden
                      z niewielu) obcowania na co dzień z D. Tuskiem. I z tego właśnie
                      obcowania narodziło się jakże trafne spostrzeżenie, że D.Tusk jest
                      dotknięty geniuszem. Teraz my, jako ludzie postępu powinniśmy
                      zgodzić się z odkryciem Nowaka (ps.Wazelina), skoro sami nie mamy
                      szans na codzienne obcowanie z Geniuszem Kaszub. Ten zaszczyt
                      obcowania przypadł tylko wybrańcowi Nowakowi (ps.Wazelina), który
                      zobaczył i uwierzył. Nam pozostaje tylko wierzyć na odległość, choć
                      niedowiarkowie i osobnicy wątpiący w geniusza będą nam wielokrotnie
                      mówić: gdybyśmy z Tuskiem obcowali, to może byśmy uwierzyli ! A
                      przecież o geniuszu Geniusza Kaszub świadczą jego cuda, choć nie
                      wszyscy rozumieją ich sens – tak jak zrozumiał ten sens Sławomir
                      Nowak (ps.Wazelina). Olśnienie, jakiego doznał S. Nowak, zapewne
                      spłynie i na wiernych Geniusza Kaszub …

                      Mimo to, wiarę w geniusz Tuska podważa się codziennie wypominając,
                      że Geniuszowi Kaszub żaden z obiecanych cudów nie wyszedł. A to nie
                      jest prawda ! Oto przykład pierwszy z brzegu: Czyż nie jest cudem
                      gospodarczym, że zaledwie po dwóch latach rządzenia, Tusk zrobił
                      dziurę budżetową na ponad 50 mld złotych ? Trzeba dodać, że ten cud
                      powstał w sytuacji, gdy Polska uniknęła kryzysu finansowego, o czym
                      wielokrotnie przekonywał nas nie tylko Geniusz Kaszub, lecz i jego
                      przyboczny Vincent od finansów !

                      Ktoś odpowie, że takie cudy robił w PRL-u tow. Gierek… Tak – ale
                      czynił to przy pomocy towarzyszy radzieckich ! A jak Gierka Naród
                      chwali do dzisiaj ! Wystarczyło nazwisko „Gierek” i już gościu
                      wszedł do Parlamentu III RP. Przypomnijmy zatem, że Tusk – jeszcze
                      przed wyborami – stanowczo stwierdził: „Polacy zasługują na cud
                      gospodarczy”. No i teraz mamy ten cud, czyli gigantyczną dziurę
                      budżetową, której chyba nikt się nie spodziewał przed wyborami.
                      Nawet najbardziej wierzący w cuda Tuska nie oczekiwali, że taki cud
                      gospodarczy może się nam przydarzyć ! A stało się to na naszych
                      oczach, dzięki geniuszowi i niepodważalnej mocy sprawczej Geniusza
                      Kaszub…

                      Przykład następny. Od lat każdy codziennie słyszy, oglądając
                      telewizję, słuszne przecież hasło: „Twoje ciało zasługuje na
                      najlepszy krem”. Ale czy ktoś protestuje skoro wiadomo, że większość
                      Polaków żadnego kremu nie używa ? Ale od Tuska – a jakże ! - żąda
                      się spełnienia wszystkich słusznych haseł, co lecą w telewizji.
                      Rozsądny Polak powinien jednak wiedzieć, że zasługuje na znacznie
                      więcej ale realnie dostanie znacznie mniej – o ile w ogóle dostanie…
                      Co innego z obiecanymi cudami Geniusza Kaszub. On je realizuje, choć
                      my ich nie dostrzegamy… Nawet nie dostrzega się prostego faktu, że
                      budując autostradę, rząd Tuska buduje dwie równoległe drogi: jedna w
                      tę, druga w drugą stronę. Zatem należałoby osiągnięty wynik w
                      budownictwie autostrad pomnożyć przez dwa ! Ale lepiej szerzyć
                      defetyzm niż dostrzegać niewątpliwe sukcesy na polu budowania
                      autostrad …

                      Trzeba przypomnieć, że w czasie, gdy red. Najsztub karmił
                      strajkujące pielęgniarki, przyniesionym żurkiem - to Geniusz Kaszub
                      wypowiedział znamienne słowa: „Polacy zasługują na lepszą służbę
                      zdrowia!” Czy ktoś nie zgadzał się wtedy z Tuskiem, który odczuwał
                      dokładnie to samo co my: czyli czuł syf ? Każdy z nas, identyfikując
                      się z Geniuszem Kaszub, który tak samo jak my ten syf czuł i nadal
                      czuje, nie powinien jednak oczekiwać dzisiaj cudu lepszej służby
                      zdrowia w kontekście spełnionego już przez Tuska cudu gospodarczego,
                      czyli gigantycznej dziury budżetowej. Szczególnie dotyczy to
                      nakarmionych już żurkiem pielęgniarek. Ale gdybyśmy zostali
                      dotknięci przez Pana Boga choćby odrobiną geniuszu, jakim został
                      dotknięty Donald Tusk – może dostrzeglibyśmy, że cud „lepszej służby
                      zdrowia” już się realizuje. Mamy zatem oczy ale nic nie widzimy…
                      Pewnie dlatego, że cud „lepszej służby zdrowia, na którą
                      zasługujemy” nie jest bezpośrednio związany z lepszym zdrowiem. Tusk
                      bowiem likwiduje choroby – podobnie, jak to zamierza zrobić z
                      hazardem. A brak chorób, czyli ich delegalizacja, oznacza przecież
                      lepsze zdrowie !

                      Ostateczna delegalizacja chorób w drodze do liberalizmu

                      Mimo to, ograniczeni umysłowo ludzie już teraz protestują przeciwko
                      zmniejszeniu o 1,5 mld złotych wydatków na kontrakty NFZ w roku
                      2010. Nie rozumieją, że Geniuszowi Kaszub chodzi o to, by ze
                      szpitali wyeliminować chorych i to w sposób radykalny – tak jak
                      zamierza zlikwidować hazard ! Przecież celem likwidacji hazardu nie
                      jest polepszenie funkcjonowania hazardu lecz eliminacja afer z
                      udziałem członków rządu Geniusza Kaszub…Dzięki kolejnemu, genialnemu
                      posunięciu Geniusza Kaszub, „lepsza służba zdrowia”- choć nie
                      wpłynie na polepszenie funkcjonowania służby zdrowia - to pozwoli na
                      drastyczne zmniejszenie bezrobocia w naszym kraju, w którym mieszkać
                      będą wyłącznie ludzie zdrowi ! Ograniczając wydatki na leczenie
                      chorych, szybko pozbędziemy się niepotrzebnego balastu, który hamuje
                      rozwój gospodarczy i dalsze powiększanie dziury budżetowej przez
                      Geniusza Kaszub i jego Vincenta. Cud zasługiwania na lepszą służbę
                      zdrowia pozwoli zatem wyeliminować jednostki słabe, chorowite i
                      zwyczajnych obiboków, którzy zamiast pracować, chodzą sobie po
                      lekarzach. Nikt przecież nie zaprzeczy, że najszybszą drogą do
                      eliminacji chorych będzie nie zwiększenie lecz zmniejszenie wydatków
                      na służbę zdrowia ! Aby zostać znanym za chorego, trzeba się udać do
                      lekarza. Gdy to nie będzie możliwe – znikną chorzy !


                      https://www.niepoprawni.pl/files/images/Kardiolog.preview.jpg
                      Nikt też nie będzie eliminował chorych przy pomocy pavulonu. Służba
                      zdrowia przecież nie otrzyma pieniędzy także i na pavulon !
                      Eliminacja chorych odbędzie się w sposób jak najbardziej
                      humanitarny, bo nieinwazyjny. Czyli bez dostępu do lekarza i bez
                      stosowania lekarstw. Nie będzie jednak przeszkód by ktoś, kto będzie
                      chciał sobie poleżeć na nie ogrzewanym korytarzu szpitalnym i bez
                      lekarstw – na to nie zasługiwał. Rząd zapewni emerytom taką
                      nieinwazyjną kurację, która tylko wpływa na szybką eliminację
                      choroby, niejednokrotnie wraz z pacjentem. Zatem i emeryt będzie
                      zadowolony, że wykorzystał dostęp do słuzby zdrowia a i ZUS -owi się
                      ulży w tych trudnych czasach.

                      Korzyści ekonomiczne „lepszej służby zdrowia”, na którą przecież
                      zasługujemy, będą nie do przecenienia. Nie tylko spadnie bezrobocie
                      w Polsce lecz także zwiększy się poczucie bezpieczeństwa tych,
                      którzy jeszcze pracują i dotąd żyli w strachu, że mogą być
                      zastąpieni tańszą siłą roboczą, czyli bezrobotnymi. Cud „lepszej
                      służba zdrowia” po prostu wyeliminuje bezrobotnych oraz obijających
                      się w pracy leniuchów, chodzących na „lewe” zwolnienia. Może dopiero
                      wtedy zrozumiemy, co miał na myśli Geniusz Kaszub mówiąc przed
                      wyborami: „Polacy zasługują na lepszą służbę zdrowia”. Oczywiście
                      nie będzie możliwa likwidacja z poniedziałku na wtorek 2 mln
                      bezrobotnych, ale cud „lepszej służby zdrowia” jest krokiem we
                      właściwym kierunku – podobnie jak likwidacja hazardu.

                      Ktoś może powiedzieć, że już za tow. Gierka mówiło się; „Popierajmy
                      partię czynem, umierajmy przed terminem”. Jednak Donald Tusk –
                      Geniusz Kaszub nie oczekuje od nas aż takich poświęceń. On nam
                      właśnie tworzy system, który sam z siebie wyeliminuje niedowiarków,
                      którzy nie po
        • g-48 Re: Haszu 19.11.09, 21:23
          Jezeli dobrze zrozumialem/widzialem to krotko w TV/ To zona
          wyjechala a jej maz umarl w Polsce?
          To zmienia troche postac rzeczy.Masz racje ze ci ktorzy wyjezdzali z
          Polski na stale/obojetnie czy z paszportem czy tez z "Dokumentem
          Podrozy"/musieli miec uregulowane sprawy majatkowe co podpisywali
          przy odborze paszportu.A ci co uciekali no co mialo Panstwo zrobic z
          majatkiem?
          • rycho7 zrobic 19.11.09, 21:45
            g-48 napisał:

            > A ci co uciekali no co mialo Panstwo zrobic z majatkiem?

            Slusznie napisales, zrobic. To co innego niz nie robic nic. Tych sytuacji
            Prawdziwy Polak nie powinien odrozniac i nie odroznia. Taka definicja.
            • haszszachmat co agenty mogą innego zrobic 20.11.09, 08:48
              tu wyjasnienie
              forum.gazeta.pl/forum/w,13,103228385,103246309,becwaly_3_dla_AG_i_Scana_fanow_R7_tekst_6.html

              wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kiszczak-agentow-do-dzis-ogladam-w-telewizji,wid,11703047,wiadomosc_prasa.html
              • haszszachmat ____________________IQ=?______3 bęcwały?_________ 20.11.09, 08:56
                ____
                Kolejne perełki w
                niemieckiej argumentacji "przeciw" to choćby te: większość z około
                dwóch miliona osób polskiego pochodzenia nie mówi po polsku

                _______________PORÓWNAJ:
                "Ale mówił po niemiecku?

                - Ja. Do wojny po polsku znał najprostsze słowa, bo w Narten
                to się przecież polskiego nie używało. Śpiewaliśmy piosenkę: "Immer
                langsam voran. Immer langsam voran! Das die kleine gesellschaft auch
                nachkommen kann...". I pamiętam wielką ucieczkę. Wozy pełne mięsa,
                mąki, pierzyn. Zaśnieżone drogi. Całe rodziny, całe wsie w drodze.
                Razem z nami uciekał ojca brat z Wielbarka.- Kilkoma wozami. Chyba
                na statki...Dali nam polskie obywatelstwo, nikt nie pytał, czy
                chcemy, w czterdziestym siódmym się otworzyła polska szkoła. Za
                mówienie po niemiecku już była wtedy jakaś kara. Linijką albo do
                kąta. Ale nauczyciele i tak odpadali. Nie umieli nas polskiego
                nauczyć. Nie mieli dosyć cierpliwości.


                wreszcie ostatnia kwestia, którą podnosi sama Angela Merkel:
                prawo wprowadzane za czasów hitlerowskich nie ma dziś zastosowania i
                nie potrzeba go unieważniać żadnym oficjalnym aktem.
                • rycho7 cyganienie Szeklera 20.11.09, 11:06
                  haszszachmat napisał:

                  > Kolejne perełki w
                  > niemieckiej argumentacji "przeciw" to choćby te: większość z około
                  > dwóch miliona osób polskiego pochodzenia nie mówi po polsku

                  Wobec herbowych lgarstw Lazara z dworu Batorego to wielce watpliwa argumentacja.
                  Czy Ty mowisz w jezyku swych przodkow? Czy w nazeczu polskiego okupanta?

                  Gdybys byl uczciwy to rzetelnie pojmowalby przynajmniej swoja tozsamosc. Z tym
                  przyszedlby szacunek do prawdziwego obrazu Europy. Wielobarwnej.
                  • hasz0 Ogranicone językami IQ=?wieloczasowo i bezbarwnie 20.11.09, 12:30
                    forum.gazeta.pl/forum/w,13,103228385,103258025,znowu_sie_przedstawiles_nie_pytaniami_tym_razem.html
                    O-grani_C_one
Pełna wersja