szach0
21.11.09, 13:45
Ukawniać się tchórze! PO kolei!
"Wielka demaskacja?
Ruszyła lawina wpisów na forach. Internauci wyrażają oburzenie i
kpią. Pojawiły się okolicznościowe
nicki: „konspirant”, „kneblowanyprzezpo”, „bojący się”.
„Skoro prokuratura umorzyła za mocniejsze teksty, np. Figurskiego,
nie mówiąc już o wypowiedziach Palikota wobec prezydenta RP, to o co
chodzi?” – pytał Wojtek.
„Rz” dotarła do wzywanej przez śledczych w sprawie Krzystka
internautki używającej nicka Rewers10. To socjolożka, urzędnik
podległej prezydentowi instytucji, dobrze zorientowana w lokalnej
rzeczywistości.
Na przesłuchanie zawiódł ją prawdopodobnie wpis komentujący niejasną
sprawę 150-tysięcznej pożyczki, jakiej prezydentowi miasta udzielił
jego szwagier, szef lokalnej firmy, która wygrała przetarg na
materiały promocyjne dla Szczecina.
Śledczy przesłuchują też internautę o nicku XYZ, który krytykował
np. zbycie gruntów fundacji związanej z Opus Dei – bez przetargu, za
symboliczną złotówkę. Napisał wówczas: „Ksyfek, personifikacja
Przestępczej Organizacji, to taki liberał na niby. Jak jego wódz
Donald. Jak tylko złapał władzę, od razu haracz dla Czarnej
Struktury (...)”. XYZ to jeden z tych, którzy znają Krzystka
osobiście.
Dlatego jeden z internautów z prokuratorskiej czarnej listy, do
którego dotarła „Rz” (prosił, by nie podawać nicka), tak tłumaczy
działania szefa magistratu: – Na forach jest sporo urzędników, jest
też wielu zadeklarowanych zwolenników określonych partii
politycznych, także czynnych działaczy. Nie tylko potencjalny proces
karny, ale już samo ujawnienie „wrogich sił w Internecie”, blokuje
ich aktywność, co może bardzo się przydać prezydentowi w kampanii
wyborczej. A przy okazji ucina kłopotliwe dla władzy przecieki
informacji na fora i demaskuje nielojalnych urzędników.
Procedura, która zagraża wolności?
Dziś sprawy związane z pomówieniem w sieci prowadzą bowiem najpierw
do ujawnienia danych anonimowych internautów. Policja lub
prokuratura, do których trafia skarga pokrzywdzonego, ustalają
sprawcę.
Skorzystać z tej drogi może każdy, kogo obrażono w sieci.
Współautor tego tekstu ustalił dzięki temu autora obraźliwych e-
maili, które otrzymał. Okazał się nim profesor krakowskiego
uniwersytetu. Przeprosił i wpłacił 300 zł na cel społeczny.
Eksperci zauważają, że taka procedura w przypadku polityków i
lokalnych władz może jednak krępować wolność wypowiedzi.