qwardian
23.11.09, 16:46
Pewien profesor historii zdobił zwykle swe wykłady takimi
uwagami: "Księża są do niczego! Od wieków nienawidzili oni wiedzy,
sztuki, a kochali zawsze wstecznictwo i ciemnotę".
Raz po wykładzie przyszedł do niego student, dobry i zdolny
chłopiec, który nie dał się łatwo zbić z tropu.
– Panie profesorze – rzekł – czy nie byłby pan tak dobry rozwiązać
mi kilka wątpliwości, które mną owładnęły od chwili, gdy słucham
pańskich wykładów?
– Dlaczego nie, kochany przyjacielu, bardzo chętnie! O cóż to
chodzi?
– Tylko kilka pytań, panie profesorze! Kto zachował nam dzieła
starych klasyków? W jaki sposób nie zginęły one, gdy za czasów
średniowiecza barbarzyństwo zalało cały świat kulturalny?
– Mnisi podpisywali je w swych klasztorach i tym sposobem zdołali je
uratować.
– Mnisi?
– Tak, mnisi, zwłaszcza benedyktyni.
– Ach te klechy! Więc to oni poodpisywali stare kodeksy i w ten
sposób je dla nas uratowali! Musiała to być wielka i żmudna praca?
No i naturalnie niejeden nabawił się suchot wśród pyłu
bibliotecznego? Nie inaczej! Prawda, to było jeszcze wtenczas, gdy
głowy panujące nie umiały się nawet podpisać? Dziwne, zaiste, czasy!
I dziwni ci mnisi, że mieli ochotę przepisywać litera po literze z
Liwiusza, Cezara, Cycerona, Wirgiliusza, itp. A jak te kodeksy
wyglądają? Starannie pisane, jak malowane, a inicjały – to istne
dzieła sztuki! Przemierzłe klechy!
Po chwili znów pytanie:
– Czy to prawda, że bez nich nie mielibyśmy także Kolumba ani Vasco
da Gama? Pewien bowiem mnich, niejaki Fra Mauro, jak powiadają,
narysował w roku 1450 ową sławną mapę, którą następnie posługiwał
się Kolumb.
– Tak, to prawda, ale taką mapę mógłby narysować także kto inny.
– To się rozumie! Dlaczego by tylko klechom miały przychodzić takie
pomysły?
– Czytałem też, panie profesorze, że zamiast niezgrabnych rzymskich
cyfr, pewien papież wprowadził w arytmetyce cyfry arabskie.
– Papież Sylwester II. Byłby to uczynił kto inny! Cóż, kiedy papieże
zawsze i wszędzie naprzód się pchali!
– Powiadają także, iż lunetę i teleskop też jakiś ksiądz wynalazł.
Lecz może to nieprawda? Księża zawsze lubią przyswajać sobie różne
rzeczy!
– Nie, to prawda. Franciszkanin Roger Bacon wymyślił te instrumenty.
– A, to ten Bacon! Kiedy on właściwie żył?
– Umarł w roku 1294.
– Był wcześnie już postępowym, prawda?
– A jeszcze coś! Wszak to duchowny pierwszy udowodnił, że słońce
stoi, a ziemia się obraca?
– Tak, Mikołaj Kopernik.
– Przepraszam pana profesora. Dlaczego nazywają wiek, w którym
wiedza, sztuka i literatura najwięcej kwitły, złotym wiekiem Leona
X?
– Bo papież Leon X był prawdziwym protektorem uczonych, artystów
owego czasu.
– Co, papież protektorem cywilizacji?
– Ej, zdaje mi się, mój chłopcze, że sobie ze mnie kpisz!
– Skądże! To wszystko to tylko wątpliwości, nieznośne wątpliwości!
Chętnie bym klechom chciał przypiąć łatkę, że są i zawsze byli
wstecznikami, lecz te wątpliwości nie dają mi spokoju. Czy to
prawda, panie profesorze, że pierwsze szkoły ludowe bezpłatne
stworzył de la Salle?
– Tak jest, Francuz de la Salle!
– Ksiądz?
– Ksiądz!
– I że pierwszym, który się zajął głuchoniemymi, był Hiszpan ksiądz
Pedro de Ponce, a po nim de l'Epee…?
– Niech się pan nie gniewa, panie profesorze! Cóż ja temu winien, że
klechy w historii nie dają mi spokoju? Czytałem jeszcze i to: nie
dość, że mnich Bertold Szwarz wynalazł proch, mnich Guido d'Arezzo –
skalę i podstawowe reguły nauki o harmonii, mnich Tegeruss w Bawarii
około roku 1000 malarstwo na szkle, jezuita Cavalieri (1747)
polichromię, jezuita Secchi – analizę spektralną…
– Dosyć, do pioruna! Widzę teraz dobrze, że sobie ze mnie kpisz!
– Prawda, prawda! – pierwszy piorunochron nie został wynaleziony
przez Franklina, lecz zrobił to już w roku 1754 mnich
premonstratensów, proboszcz Prokop Divisch! O tym wspomina nawet
Kürschner w leksykonie konwersacyjnym!
– Milcz, gaduło!
– Największym znawcą językowym był kardynał Mezzofanti!
– Ty wsteczniku!
– O nie! Największym wstecznikiem był najsławniejszy paleograf XIX
wieku, kardynał Mur.
– Dosyć tych głupstw! Zaraz mi się wynoś!
– A w którym kierunku? Może to panu powiedzieć: diakon Flavio Gioia.
On znacznie ulepszył kompas już w roku 1300!
– Tyś całkiem oszalał i masz rozpaloną głowę!
– Jeśli bym się zapalił, to musiałaby przybyć sikawka, by gasić
pożar! Sikawki wprowadzili najpierw biali mnisi cystersi, a paryscy
kapucyni byli aż do XVII wieku strażakami ogniowymi w Paryżu!
– Jeśli nie zamilkniesz, to wylecisz!
– Może w przestworza powietrzne? Prawda! Pierwszy balon wynalał
jeszcze na 60 lat przed Mongolfierem mnich Bertold Gusman, który w
roku 1720 wobec całego dworu portugalskiego wzbił się w powietrze. –
Czego pan szuka, profesorze? Okularów? – To także wynalazek księży!
Okulary wynalazł w trzynastym stuleciu dominikanin Aleksander Spina!
Czy pan się tak spieszy, że spogląda na zegarek? Zegarek to również
wynalazek księży! Pierwszy zegarek mamy od kronikarza kościelnego
Kassiodora (505 r.), ulepszył go Gerbert, późniejszy papież
Sylwester II. Pierwszy zegar astronomiczny sporządził opat Ryszard
Wallimford w roku 1316. No, ale teraz już idę! Palą się gazowe
lampy. Jeszcze tylko słówko, panie profesorze! Pewnie pan wie, że
światło gazowe wynaleźli jezuici. Z całą pewnością – jezuici. I w
1794 r. wprowadzili je najpierw w Stonyhurst w Anglii, a jezuita
Dunn otworzył w roku 1815 w Preston pierwsze towarzystwo gazowe. Do
widzenia, panie profesorze! Co, rower także pan ma? Przedmiot ten
wynalazł także ksiądz Pinaton, który już w roku 1845 jeździł na
dwukołowcu!…
– Przepraszam jeszcze raz! Lecz prawda zostanie zawsze prawdą i
tylko prawdę powinien głosić badacz historii