_____________lubisz też gen. ojca Grossa?

11.12.09, 14:18
____kumpla Michnika?
www.youtube.com/watch?v=lj2iZPgA0YM&feature=related
    • haszszachmat kim jesteś Hans? 11.12.09, 14:20
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Prof-Staniszkis-dla-WP-kim-jestesmy-dzisiaj,wid,11763342,felieton.html
      • haszszachmat __________________udajesz durnia? 11.12.09, 14:45
        "O bardzo niefortunnych dysproporcjach, wynikających z nadmiernej
        liczebności Żydów w UB, pisali również niejednokrotnie dużo
        rzetelniejsi od Grossa autorzy żydowscy, np. Michael Chęciński, były
        funkcjonariusz informacji wojskowej LWP, w wydanej w 1982 r. w Nowym
        Jorku książce "Poland. Communism, Nationalism, Anti-semitism" (s. 63-
        64). Żydowski autor wydanej w Paryżu w 1984 r. książki "Les Juifs en
        Pologne et Solidarność" ("Żydzi w Polsce i Solidarność") Michel
        Wiewiórka pisał na s. 122: "Ministerstwo spraw wewnętrznych,
        zwłaszcza za wyjątkiem samego ministra, było kierowane w różnych
        departamentach przez Żydów, podczas gdy doradcy sowieccy zapewniali
        kontrolę jego działalności".

        Zwróćmy przy tym uwagę na inną bardzo znaczącą manipulację Grossa.
        Na szeregu stron "Strachu" stara się on całkowicie zanegować wobec
        amerykańskich czytelników jakiekolwiek znaczenie roli Żydów w UB.
        Równocześnie jednak Gross całkowicie przemilcza bardzo duże wpływy,
        wręcz dominację żydowskich komunistów w innych sferach władzy,
        takich jak sądownictwo, propaganda czy gospodarka. W ponad 50-
        stronicowej części książki poświęconej "żydokomunie" nawet jednym
        zdaniem nie wspomina o tym amerykańskim czytelnikom, cynicznie
        utrzymując ich w totalnej nieświadomości na ten temat. Typowy
        przykład "uczciwości" pisarskiej Grossa! Powróćmy jednak do sprawy
        roli Żydów w bezpiece. Gross przemilcza fakt, że jej wyjątkowość
        polegała nie tylko na tak usilnie podważanej przez niego nadmiernej
        liczebności, lecz także na splamieniu się przez żydowskich
        funkcjonariuszy UB bardzo wielu przykładami ogromnego okrucieństwa,
        brakiem jakichkolwiek skrupułów i brutalnym łamaniem prawa wobec
        polskich więźniów politycznych. Rzecz znamienna - złowieszcza rola
        żydowskich funkcjonariuszy jest widoczna w każdej bardziej znaczącej
        zbrodni UB, od ludobójczych mordów w obozie w Świętochłowicach
        począwszy, poprzez sądowe mordy na generale Fieldorfie "Nilu" i
        rotmistrzu Pileckim po proces gen. Tatara i współoskarżonych
        wyższych wojskowych. Czy to był przypadek?

        Zbrodnie bezpieki
        Pominę tu dokładne relacjonowanie jednej z najhaniebniejszych
        zbrodni UB na gen. "Nilu" (Emilu Auguście Fieldorfie), szeroko
        opisanej przeze mnie w "Naszym Dzienniku" z 2 i 16 grudnia 2002
        roku. Przypomnę tylko, że główni winowajcy zabójstwa tego polskiego
        bohatera to w przeważającej części żydowscy komuniści. Była wśród
        nich czerwona prokurator Helena Wolińska (Fajga Mindla-Danielak),
        która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a
        później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania. Wyrok
        śmierci na generała w sfabrykowanym procesie wydała sędzina
        komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka
        Moryca i Frajdy z domu Einseman. Dodajmy do tego żydowskie
        pochodzenie trzech z czterech osób wchodzących w skład kolegium Sądu
        Najwyższego, które zatwierdziły wyrok śmierci na polskiego bohatera
        (sędziego dr. Emila Merza, sędziego Gustawa Auscalera i prokurator
        Pauliny Kern). Cała trójka później dożywała ostatnich lat swego
        życia w Izraelu. Przypomnijmy również, że wcześniej w rozprawie
        pierwszej instancji oskarżał gen. "Nila" jeden z
        najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin
        Wajsblech. Dodajmy, że prawdopodobnie sam Józef Różański (Goldberg)
        wręczał przesłuchującemu gen. Fieldorfa porucznikowi Kazimierzowi
        Górskiemu tzw. pytajniki, tj. odpowiednio spisane zestawy pytań,
        które miał zadawać więźniowi (wg P. Lipiński, Temat życia: wina,
        Magazyn "Gazety Wyborczej", 18 listopada 1994 r.). Warto przypomnieć
        w tym kontekście fragment rozmowy Sławomira Bilaka z Marią Fieldorf-
        Czarską, córką zamordowanego generała. Powiedziała ona m.in.: "Pytam
        się dlaczego nikt nie mówi, że w sprawie mego ojca występowali
        wyłącznie sami Żydzi? Nie wiem, dlaczego w Polsce wobec obywatela
        polskiego oskarżali i sądzili Żydzi" (cyt. za: Temida oczy ma
        zamknięte. Nikt nie odpowie za śmierć mojego ojca, "Nasza Polska",
        24 lutego 1999 r.).
        Przypomnijmy teraz jakże haniebną sprawę wydania wyroku śmierci na
        jednego z największych polskich bohaterów rotmistrza Witolda
        Pileckiego i stracenia go w 1948 roku. Człowieka, który dobrowolnie
        dał się aresztować, aby trafić do Oświęcimia i zbadać prawdę o
        sytuacji w obozie, a później stał się tam twórcą pierwszej obozowej
        konspiracji. Oficera, którego wybitny angielski historyk Michael
        Foot nazwał "sumieniem walczącej przeciw hitlerowcom Europy" i jedną
        z kilku najwybitniejszych i najodważniejszych postaci europejskiego
        Ruchu Oporu. Otóż - jak pisał na temat sprawy rotmistrza Pileckiego
        i współoskarżonych z nim w procesie Tadeusz M. Płużański: "Wyroki
        zapadły już wcześniej - wydał je dyrektor departamentu śledczego MBP
        Józef Goldberg Różański [podkr. J.R.N.]. Podczas jednego z
        przesłuchań powiedział Płużańskiemu: "Ciebie nic nie uratuje. Masz u
        mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb, i
        to będzie taka zwykła ludzka śmierć" (por. T.M. Płużański,
        Prokurator zadań specjalnych, "Najwyższy Czas", 5 października 2002
        r.). Warto przy okazji stwierdzić, że jednym z członków kolegium
        Najwyższego Sądu Wojskowego, który 3 maja 1948 r. zatwierdził wyrok
        śmierci na Pileckim, wykonany 25 maja 1948 r., był sędzia Leo
        Hochberg, syn Saula Szoela (wg T.M. Płużański, Prawnicy II RP,
        komunistyczni zbrodniarze, "Najwyższy Czas", 27 października 2001
        r.). Pominę tu szersze relacjonowanie jednej z najczęściej
        przypominanych zbrodni - ludobójczego wymordowania około 1650
        niewinnych więźniów w ciągu niecałego roku przez Salomona Morela i
        podległych mu żydowskich oprawców z UB (zob. na ten temat szerzej
        książkę autora jakże rzetelnego żydowskiego samorozrachunku Johna
        Sacka "Oko za oko", Gliwice 1995). Przypomnę tu tylko jedną z
        ulubionych "zabaw" ludobójczego "kata ze Świętochłowic" S. Morela,
        polegającą na ustawianiu piramid z ludzi, którym kazał się kłaść
        czwórkami jedni na drugich. Gdy stos ciał był już dostatecznie duży,
        wskakiwał na nich, by jeszcze zwiększyć ciężar. Po takich "zabawach"
        ludzie z górnych części stosu wychodzili w najlepszym wypadku z
        połamanymi żebrami, natomiast dolna czwórka lądowała w kostnicy.
        Dużo mniej znane są późniejsze zbrodnie, popełnione przez Morela na
        młodocianych polskich więźniach politycznych "reedukowanych" w
        obozie w Jaworznie. Morel zastąpił tam na stanowisku komendanta
        kapitana NKWD Iwana Mordasowa. W książce Marka J. Chodakiewicza,
        Żydzi i Polacy 1918-1945 (Warszawa 2000, s. 410), czytamy: "Między
        1945 a 1949 rokiem w obozie w Jaworznie zmarło około 10 tysięcy
        więźniów". Te aż tak przerażające dane liczbowe brzmią wprost
        niewiarygodnie i wymagają gruntownego sprawdzenia, choć Chodakiewicz
        przytacza je za źródłową pracą M. Wyrwicha, (Łagier Jaworzno,
        Warszawa 1995). Różne relacje potwierdzają w każdym razie wyjątkowe
        okrucieństwo okazywane wobec młodocianych polskich więźniów przez
        komendanta Morela. Począwszy od witania przez niego kolejnych
        transportów młodocianych więźniów typowym dlań
        powitaniem: "Popatrzcie na słońce, bo niektórzy widzą je po raz
        ostatni!". Czy słowami: "Jesteście bandytami, pokażemy wam tutaj, co
        znaczy wojowanie przeciwko władzy ludowej". (Oba cytaty za tekstem
        napisanego przez Mieczysława Wiełę "Listu otwartego do premiera
        rządu RP" ("Jaworzniacy" nr 2/29 z lutego 1999 r.). Poza katuszami
        fizycznymi Morel lubił zadawać swoim ofiarom różne udręki
        psychiczne. Na przykład kazał pisać po tysiąc razy: "Nienawidzę
        Piłsudskiego" (wg M. Wyrwich, Łagier Jaworzno, Warszawa 1995, s.
        90). Ludobójczy zbrodniarz S. Morel dostaje wciąż polską rentę -
        mniej więcej 5 tys. zł
        . Czołowy historyk IPN dr hab. Jan Żaryn
        pisał niedawno: "Doświadczenia z lat 1944-1945 jedynie utrwalały
        stereotyp żydokomuny. 'NKWD przy pomocy pozostałych Żydów urządza
        krwawe orgie' - meldował Władys
        • haszszachmat Gdzież jest Scan? .....udaje durnia? 11.12.09, 14:47
          urządza krwawe orgie' - meldował Władysław Liniarski 'Mścisław',
          komendant Okręgu AK w Białymstoku w styczniu 1945 r. do 'polskiego
          Londynu'. (...) Polacy po wojnie, używając hasła 'żydokomuna',
          posługiwali się zatem stereotypem wytworzonym przez samych Żydów
          komunistów. Żydzi stawali się zatem współodpowiedzialnymi za
          cierpienia Polaków, w tym za utratę - po raz kolejny -
          niepodległości państwowej. Do rodzin docierały szczegóły tortur,
          jakim byli poddawani w ubeckich kazamatach ich najbliżsi - często
          żołnierze podziemia niepodległościowego. 'Gdy wyszedłem z karceru,
          zaraz wzięli mnie na górę i enkawudzista Faber [Samuel Faber -
          przypis J. Żaryna], (kto on był, nie wiem, czy to Polak, czy
          Rosjanin, na pewno Żyd) (...) kazał mnie związać. Zawiązali mi usta
          szmatą i między ręce i nogi wsadzili mi kij, na którym mnie
          zawiesili, po czym do nosa zaczęli mi wlewać chyba ropę. Po jakimś
          czasie przestali. Przytomności nie straciłem, więc wszystko do końca
          czułem. Dostałem od tego krwotoku (...)' - wspominał Jakub
          Górski 'Jurand', żołnierz AK (...). Inny działacz podziemia
          niepodległościowego, Mieczysław Grygorcewicz, tak zapamiętał
          pierwsze dni pobytu w areszcie NKWD i UB w Warszawie: (...) Na
          pytania zadawane przez Światłę - szefa Wojewódzkiego Urzędu
          Bezpieczeństwa początkowo nie odpowiadałem, byłem obojętny na
          wszystkie groźby i krzyki, opanowała mnie apatia, przede mną stanęła
          wizja śmierci. Przecież jestem w rękach wroga, i to w rękach
          żydowskich, których w UB nie brakowało. Poczułem do nich ogromny
          wstręt, przecież miałem do czynienia z szumowiną społeczną,
          przeważnie wychowaną w rynsztoku nalewkowskim. Światło - Żyd z
          pochodzenia, mając pistolet w ręku, oświadczył mi, że jeżeli nie
          podam swego miejsca zamieszkania, strzeli mi w łeb (...) Światło
          przyprowadził Halickiego, kierownika sekcji śledczej, który również
          był Żydem, i ten rozpoczął śledztwo wstępne (...) Oficerowie ubowscy
          zmieniali się często (...). Szczególnie jeden z nich brutalnie i
          ordynarnie do mnie się odzywał, groził karą śmierci bez sądu. Jak
          się później dowiedziałem od śledczego porucznika Łojki - był to sam
          Różański, zastępca Radkiewicza, ministra bezpieczeństwa. W takiej
          sytuacji i wśród tej zgrai żydowskiej byłem przygotowany na
          najgorsze, nawet na rozstrzelanie (...)". (cyt. za J. Żaryn,
          Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w
          latach 1945-1947, we: "Wokół pogromu kieleckiego", Warszawa 2006, s.
          86-88).
          Przypomnijmy, że wymieniony tu Józef Różański (Goldberg), dyrektor
          Departamentu Śledczego w MBP zyskał sobie zasłużoną sławę
          najokrutniejszego kata bezpieki. Od byłego oficera AK Kazimierza
          Moczarskiego, który był jedną z ofiar "piekielnego śledztwa"
          prowadzonego pod nadzorem Różańskiego, wiemy, jakie były metody
          katowania więźniów przesłuchiwanych w MBP. Spośród 49 rodzajów
          maltretacji i tortur, którym go poddawano, Moczarski wymienił m.in.:
          "1. bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np.
          nasady nosa, podbródka i gruczołów śluzowych, wystających części
          łopatek itp.);
          2. bicie batem, obciągniętym w tzw. lepką gumę, wierzchniej części
          nagich stóp - szczególnie bolesna operacja torturowa;
          3. bicie pałką gumową w pięty (seria po 10 uderzeń na piętę - kilka
          razy dziennie);
          4. wyrywanie włosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z
          brody, z piersi oraz z krocza i narządów płciowych;
          5. miażdżenie palców między trzema ołówkami (...);
          6. przypalanie rozżarzonym papierosem okolicy ust i oczu; (...)
          8. zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni (...)" (cyt. za K.
          Moczarski, Piekielne śledztwo, "Odrodzenie", 21 stycznia 1989 r.).

          Inny żydowski dygnitarz MBP - Józef Światło nadzorował tajne
          więzienie w Miedzeszynie, gdzie do metod wydobywania zeznań należało
          m.in. skazywanie na klęczenie na podłodze z cegieł z podniesionymi
          do góry rękami przez 5 godzin, przepędzanie nago korytarzami z
          jednoczesnym chłostaniem stalowymi prętami, bicie pałką splecioną ze
          stalowych drutów (wg T. Grotowicz, Józef Światło, "Nasza Polska", 22
          lipca 1998 r.). O tych wszystkich okrucieństwach i zbrodniach
          żydowskich katów z UB nie znajdziemy nawet jednego zdania informacji
          w książce Grossa, tak chętnie i obszernie rozpisującego się o
          zbrodniach popełnionych przez Polaków na Żydach.
          Warto przypomnieć, że Różański (Goldberg) był odpowiedzialny za
          działanie tajnej grupy ubeckich morderców, którzy na jego polecenie
          potajemnie mordowali w lesie wybranych żołnierzy AK i porywanych z
          ulicy ludzi. Tak zamordowano m.in. formalnie zwolnionego z aresztu
          byłego kapelana 27. dywizji AK księdza Antoniego Dąbrowskiego.
          Wśród skrytobójczo zamordowanych po wywiezieniu z więzienia do lasu
          był m.in. pułkownik AK Aleksander Bielecki, na którym bezpiece nie
          udało się wymusić oczekiwanych zeznań, oraz jego żona.
          Warto przypomnieć, że żydowski komunista Leon Kasman, przez wiele
          lat redaktor naczelny organu KC PZPR "Trybuny Ludu", był tym
          działaczem, który najgwałtowniej gardłował za zaostrzeniem represji
          wobec przeciwników politycznych podczas obrad Biura Politycznego KC
          PPR w październiku 1944 roku. "Wsławił się" wówczas
          powiedzeniem: "Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, w której partia
          jest hegemonem, nie spadła nawet jedna głowa" (cyt. za P. Lipiński,
          Bolesław Niejasny, Magazyn "Gazety Wyborczej", 3 maja 2000 r.). I
          głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w
          przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas pierwszej
          wielkiej fali terroru przeciw Narodowi. I tak np. w grudniu 1944 r.
          doszło do rozstrzelania pięciu AK-owców w piwnicy domu przed Zamkiem
          Lubelskim. Ich sprawę prowadził prokurator wojskowy narodowości
          żydowskiej (wg: Mgr Marek Kolasiński, sędzia Sądu Apelacyjnego w
          Lublinie, Raport o sądowych morderstwach, Warszawa 1994, s. 108).
          Jaskrawe przykłady okrucieństwa żydowskich śledczych wobec
          przesłuchiwanych polskich oficerów znajdujemy w tzw. sprawie
          bydgoskiej. Jerzy Poksiński opisał np., jak to "kpt. Mateusz Frydman
          chwytał przesłuchiwanych oficerów za gardło i tłukł ich głową o
          ściany, powiedział do majora Krzysika: "Zastrzelę cię, a grób
          zaorzę, aby ci Anders nie mógł pomnika wystawić" (por. J. Poksiński,
          TUN. Tatar - Utnik - Nowicki, Warszawa 1992, s. 38). W sprawie
          bydgoskiej zmarł zamęczony płk Józef de Meksz. W toku innej
          sfabrykowanej sprawy niewinnych oficerów, tzw. sprawy zamojsko-
          bydgoskiej, zmarł zamęczony w więzieniu płk Julian Załęski. Stracił
          on życie jako ofiara okrutnych tortur nakazanych przez jednego z
          najbezwzględniejszych żydowskich oprawców - szefa Głównego Zarządu
          Informacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, zwanego "krwawym
          Kuhlem" (por. A.K. Kunert - J. Poksiński, Płk Stefan Kuhl, "Życie
          Warszawy", 24 lutego 1993 r.). Dyrektor departamentu V MBP żydowską
          komunistkę Lunę Brystygierową, wyspecjalizowaną w prześladowaniu
          Kościoła katolickiego i inteligencji patriotycznej, nazywano "krwawą
          Luną" z powodu wyjątkowej bezwzględności, z jaką przesłuchiwała
          więźniów. Żołnierz AK i były więzień polityczny Anna Rószkiewicz-
          Litwinowiczowa pisała w swych wspomnieniach, iż: "Julia
          Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym
          więźniom, była zdaje się zboczona na punkcie seksualnym, i tu miała
          pole do popisu" (por. A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa, Trudne decyzje.
          Kontrwywiad Okręgu Warszawa AK 1943-1944. Więzienie 1949-1954,
          Warszawa 1991, s. 106).
          Do najhaniebniejszych spraw należało aresztowanie w 1947 r. na
          podstawie sfabrykowanych oskarżeń majora Mieczysława Słabego, byłego
          lekarza westerplatczyków, najsłynniejszej bohaterskiej formacji
          polskiej wojny obronnej 1939 roku. Major Słaby już po kilku
          miesiącach przesłuchań zmarł w wieku zaledwie 42 lat na skutek ran
          odniesionych podczas śledztwa. Jego sprawę prowadził wiceprokurator
          mjr S.D. Mojsezon (Mojżeszowicz), Żyd z pochodzenia. On to napisa
          • haszszachmat __________zacząłeś wątek? 11.12.09, 14:49
            forum.gazeta.pl/forum/w,13,104204859,104226319,_tajny_WyROK_Andersa_na_wszystkich_Zydach_w_Polsce.html

            posłuchaj sobie Cejrowskiego z Krzystofem Kąkolewskim,
            który to widziała na własne oczy....
            tak jak ja 1968...
            • 1zorro-bis Re: __________zacząłeś wątek? 11.12.09, 14:52
              nie masz chlopie niec do roboty?
              • haszszachmat _____mam do roboty walic w łeb łgarzy i oszczerców 11.12.09, 15:06
                a Ty zasuwaj na moją emeryturę kretynie!

                Było sie zapisać do SB jak ja do PZPR-u jak ja do ZOMO
                jak ja albo do ORMO czy ZSMP...
                ...jak tutaj Twoi o mnie piszą z wiarygodnych źródeł

                i tez byś spijał śmietankę..... IQ=???????
                • pan.scan Przecież w 1968 byłeś w ORMO, komu ty kity 11.12.09, 15:14
                  sprzedajesz Mieciu, czerwona sieroto po komunie, zamurowany przez
                  robotników w gabinecie przyjacielu sekretarzy PZPR i koleżko esbeków z
                  WUSW?

                  forum.gazeta.pl/forum/w,13,103375545,103379985,Alez_Mieciu_ja_nie_uwazam_ze_wyrzuciles.html
                  • hasz0 __Spałowałem Cię wtedy tak samo ja teraz na Aquie? 11.12.09, 15:30
                    wtedy lałem Cię po tyłku, że Ci IQ do łba wlazło
                    a teraz leję po IQ, żeby innym humor PO-prawić.

                    Niestety większość tutaj ma Twoje poczucie humoru, niestety.

                    https://i.wp.pl/a/f/jpeg/23482/_DSC6259a.jpeg
                    • pan.scan Co by nie mówić Mieciu, stare nawyki ci zostały. 11.12.09, 15:54
                      Jak szło kiedy maszerowałeś na zbiórkę "aktywu"?

                      forum.gazeta.pl/forum/w,13,102014079,102014483,Ty_Mieciu_jak_piszesz_pracowales_42_lata.html
                  • marouder.eu Aleee wstyd!!!!!!!!!!!!! 11.12.09, 16:02
                    Czasem zaluje, ze potem murek zburzyli i haszysta wylazl z powrotem na swiat na
                    nasza udreke!
                    • hasz0 ________wizerunkowo pasujecie do siebie jak 11.12.09, 18:39

                      https://i.wp.pl/a/f/jpeg/22739/a9.jpeg
                      • hasz0 Tusk: żądam wyjaśnień ws. odwołania Kempy i Wasser 11.12.09, 18:44
                        Tusk: żądam wyjaśnień ws. odwołania Kempy i Wassermanna

                        _____________Scan i Gross mogą się uczyć od Donia
                        Piramid Obłudy

                        "Premier Donald Tusk uważa, że nie należało odwoływać posłów PiS
                        Beaty Kempy i Zbigniewa Wassermanna
                        z sejmowej komisji śledczej
                        ds. afery hazardowej.

                        ________Szef rządu chce wyjaśnienia tej sprawy. _______

                        Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński powtórzył, że nie było żadnych
                        podstaw do odwołania Zbigniewa Wassermanna i Beaty Kempy. Według
                        niego, zgodnie z zasadami wynikającymi z prawa i elementarnymi
                        standardami, które muszą być w demokracji spełnione, Kempa i
                        Wassermann muszą wrócić do komisji hazardowej.

                        - Mam własną opinię jako Donald Tusk: ja bym takiej decyzji nie
                        podejmował. Ponieważ (...) to partia rządząca jest jakby bardziej
                        odpowiedzialna za to, żeby śledztwo prowadzone przez komisję było
                        wiarygodne. W tym sensie rację mają ci, którzy mówią, że nam
                        mniej wolno a nie więcej
                        - powiedział premier. Poinformował, że
                        o odwołaniu posłów PiS dowiedział się z mediów.

                        Donald Tusk podkreślił jednocześnie, że jako szef rządu nie chce
                        wpływać w żaden sposób na sposób działania komisji. Przyznał też,
                        że "nie powinien się zbytnio interesować pragmatyką komisji, bo sam
                        będzie wezwany jako świadek".


                        - Nie jestem od tego, żeby oceniać (tę decyzję) od strony formalno-
                        prawnej; na pewno nie złamano tam jakichś reguł. Ale od strony
                        ludzkiej i politycznej uważam, że nie należało tego robić -
                        zaznaczył szef rządu.

                        Tusk zaznaczył, że sens powoływania komisji śledczej polega na tym,
                        że "mniejszość ma wiarygodny instrument dochodzenia do prawdy
                        ". - Dlatego zadaniem Platformy Obywatelskiej jest zadbać o
                        to, aby wszystkie ugrupowania - i cała opinia publiczna - miała
                        poczucie, że komisja działa neutralnie, obiektywnie i z jak
                        najlepszą wolą
                        - dodał.

                        Podkreślił, że jemu samemu osobiście zależy na tym, aby prace
                        komisji były traktowane jako "możliwie wiarygodne".

                        - Gdybym miał inny cel, to nie było takie trudne, aby uniknąć
                        powołania komisji
                        - mówił Tusk. - Jeśli decydujemy się na wcale
                        niełatwe partii rządzącej działanie, którego efektem jest praca
                        komisji śledczej, to (...) nie po to, aby podważać wiarygodność
                        własnych działań. Dlatego mam nadzieję, że ci, od których to zależy,
                        znajdą takie rozwiązanie, które spowoduje, że ta komisja - jeśli w
                        ogóle jej praca ma mieć sens - będzie odbierana nie tylko przez
                        rządzących, ale przez opozycję jako ciało wiarygodne - powiedział
                        szef rządu.
                      • marouder.eu Mnietek, ty ORMOWcu! Alee wstyd!!!!!!!!/nt 11.12.09, 18:44

        • pro100 żydokomuną urażasz wrażliwe serduszka 11.12.09, 22:38
          co poniektórych forumowiczek, może karaimokomuna?
    • jaceq Bracia Słabi 11.12.09, 22:05
      to byli ci słynni gangsterzy z początku transformacji, którzy mieli fabrykę trumien?
Pełna wersja