neceser
30.01.04, 21:15
Świat
PAP, jkl /2004-01-30 18:01:00
USA: Docinki pod adresem Kwaśniewskiego
Publicysta "Washington Post" Al Kamen, autor prowadzonej tam w felietonowo-
satyrycznej formie kroniki dyplomatycznej, kontynuował swój ironiczny
komentarz do wizyty w USA prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
Poprzedniego dnia Kamen opisał przebieg spotkania Kwaśniewskiego i prezydenta
George'a W. Busha z dziennikarzami w Gabinecie Owalnym Białego Domu, które z
konwencjonalnego "photo-op" (okazji do zdjęcia) przekształciło się za sprawą
prezydenta RP w sesję lobbingu na rzecz zniesienia wiz do USA dla Polaków.
W dzisiejszym wydaniu dziennika autor napisał, że Kwaśniewski "wyraźnie
zirytował Busha swymi żądaniami, by polscy przybysze do USA mogli przyjeżdżać
bez wizy, jak inni Europejczycy, nawet ci, którzy występowali przeciw wojnie
w Iraku".
Przypomniał, że Bush niejako "w zamian" sugerował objęcie Polaków
zaproponowanym przez siebie niedawno programem legalnych przyjazdów
obcokrajowców do pracy do USA. Program ten, jak podkreśla Kamen, "nie ma
oczywiście nic wspólnego z uchyleniem obowiązku wizowego".
Bush zatem - napisał publicysta gazety - zaoferował Polakom, którzy, zmuszeni
przyjeżdżać do Ameryki z wizami, "czują się jak Europejczycy drugiej klasy",
że będzie "traktować się ich jak pierwszej klasy Meksykanów i przybyszów z
Ameryki Środkowej".
Program legalizacji "gastarbeiterów" dotyczy w praktyce głównie Latynosów.
Kwaśniewski "odjechał do kraju z pustymi rękami" - napisał autor i
przypomniał następnie jego przygodę po przymusowym lądowaniu w Kanadzie,
gdzie potraktowano go jak nielegalnego imigranta.
"Następnym razem, jeśli pozwoli mu się tu wrócić, być może będzie wypadało,
by Kwaśniewski bardziej zwracał uwagę na protokół obowiązujący w »photo-
opach« (pozowania do zdjęć ze swymi gośćmi)?" - dowcipkuje Kamen.
A PONIZEJ, ORYGINAL z WASHINGTON POST:
Ahem, Told You So
By Al Kamen
Friday, January 30, 2004; Page A19
We warned Polish President Aleksander Kwasniewski on Wednesday that he'd pay
a price for violating the sacred rules of Oval Office photo ops