qwardian
08.02.10, 11:00
Generał Tadeusz Pióro w swoich wspomnieniach „Armia ze skazą” pisze
o Jaruzelskim (s.388-389).
„Po nagłym skoku z dywizji na zarząd polityczny wojska jego
podwładnymi stali się pośrednio ludzie, którym niedawno on sam
podlegał, a że słabością każdego szefa jest pragnienie, aby niżej
stojący jemu właśnie zawdzięczał swoje awanse, miast traktować go
jak równego, to każda okazja pozbycia się niegdysiejszych
przełożonych mimo woli jest traktowana jako sprzyjająca zmianie
pożądanej. Niemniej pierwsza połowa lat sześćdziesiątych była dla
Jaruzelskiego okresem nabywania umiejętności poruszania się w nie
znanym mu, drapieżnym środowisku władzy, a równocześnie umacniania
się na zajmowanej pozycji. Doskonalił się w tym, w czym doszedł do
perfekcji: w kunktatorstwie, w umiejętności wypowiadania zdań, które
poza stylistycznym efektem nie zawierały konkretów, każdy mógł je
interpretować na swój sposób.
Ale w roku 1967 ten okres miał już za sobą i od jego postawy
zależało wiele. Nie sądzę, by sprzyjał inwigilacji i fabrykowaniu
fałszywych oskarżeń, znam go wystarczająco dobrze, by odrzucić takie
przypuszczenie. Bezsporna jest natomiast jego aprobata dla
dokonywanych czystek, bezpośrednie, aktywne w nich uczestniczenie. W
rozmowach z niektórymi „ubolewał" nad niesprawiedliwością
kierowanych przeciw nim zarzutów, więcej jednak było w tym obłudy
niż żalu. Wielu też miało do niego pretensje, niektórzy uważali go
wręcz za jedną z sił napędowych zwolnień, i taką ich opinię
wzmocniły degradacje wszystkich oficerów pochodzenia żydowskiego,
którzy nie wytrzymując szykan decydowali się na wyjazd do Izraela.
Degradacje nastąpiły dopiero w 1972 roku, a ponieważ byli to
oficerowie w stopniach nie wyższych od pułkownika - decyzje
pozostawały w gestii Jaruzelskiego, wówczas ministra obrony
narodowej; generałów musiałaby degradować Rada Państwa, rozgłos zaś
nie był tu wskazany.
Okazując chłodną obojętność wobec bliskich mu nawet ludzi,
Jaruzelski niewątpliwie orientował się, że ma do czynienia z kłam
stwem i bezprawiem - słuchał jednak bardziej Kufla niż swojego
sumienia. Widocznie ważniejszy był cel, do którego zdążał po drodze
pełnej wybojów i skrętów, nie troszcząc się o powalonych na jej
poboczach. Istnieje tu zresztą sporo niewiadomych, których nie wy
jaśnią pozostawione dokumenty ani relacje poszkodowanych.
Jaką rolę na przykład odgrywały rutynowe przyjęcia w mieszkaniu mini
stra Moczara dla osób dysponujących w owym czasie najwyższym chyba
zakresem władzy? Nie wymienię wszystkich nazwisk, mógłbym bowiem
kogoś pominąć, a to byłoby niesprawiedliwe. W każdym razie do
stałych gości należeli Ryszard Strzelecki, Grzegorz Korczyński,
Franciszek Szlachcic, no i Jaruzelski. Niełatwo było zapewne temu
mało komunikatywnemu, zamkniętemu w sobie człowiekowi, niezbyt
jeszcze pewnie czującemu się na obcym mu politycznie gruncie,
pełnemu kompleksów, udręczonemu nieustającą samokontrolą i w dodatku
nie pijącemu alkoholu (wyjątek chyba w tym towarzystwie) -
dostosowywać się do obcych mu duchowo i kulturowo osobników, udawać
jednego z nich z tego tylko powodu, że od nich zależało więcej niż
od innych. Porzucił też ich natychmiast, gdy przestali być tym, czym
byli. Ale wtedy, w owym gronie (a bywał tam również Gomułka), w
atmosferze intymności, niewątpliwie omawiano kwestie personalne
wojska, padały nazwiska, nadawano bieg sprawom.”
Zajrzyjmy do pracy Krzysztofa Lesiakowskiego „Mieczysła Moczar”
(Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 1998), żeby upewnić się – jaki
był charakter związków Jaruzelskiego z Moczarem.
Zestaw ludzi, którzy przewinęli się w okresie lat sześćdziesiątych
przez dom Moczara (willa przy ul. Karwińskiej, później mieszkanie
przy ul. Frascati):
„Wiceminister Franciszek Szlachcic w swoich wspomnieniach pisząc o
tym, jak wkrótce po objęciu funkcji w MSW został włączony do grona
przyjaciół Moczara, przytoczył szereg nazwisk ludzi, którzy
spotykali się w domu „Mietka". „Franek" określił to
mianem „czwartków u Mieczysława". Spotkania te dość powszechnie
wiązano z działalnością grupową czy frakcyjną „partyzantów".
Pamiętać jednak trzeba, że nie wszyscy tak sądzą. Dla J.
Ptasińskiego były one jedynie wyrazem normalnych, ludzkich
kontaktów. Przywoływany już F. Szlachcic odnotował, iż na kolacjach
z dobrą kawą i winem bywali u Moczara: Gomułka, Z. Kliszko, I. Loga-
Sowiński, G. Korczyński, W. Jaruzelski, W. Namiotkiewicz, M.
Swiostek-„Róg", K. Sidor, Jan Szczepański.” (s.343)
Z relacji Alfredy Moczar – żony Mieczysława Moczara:
„Do kręgu bliskich przyjaciół Moczara w tym okresie można zaliczyć
jedynie G. Korczyńskiego, L Logę-Sowińskiego, M. Świostka-„Roga", W.
Jaruzelskiego, F. Szlachcica, Jana Wasilewskiego i Jerzego
Kilianowicza (brat G. Korczyńskiego) oraz marszałka M. Żymierskiego-
„Rolę" . (s.350)”
Jaka jest wiarygodność słów Jaruzelskiego, który jakoby chciał
huknąć w stół, skoro dowiadujemy się, że w następnym roku po
wydarzeniach marcowych Jaruzelski był świadkiem na ślubie swojego
przyjaciela Mieczysława Moczara:
(Mieczysław Moczar) … Związał się z młodszą o 17 lat sekretarką,
pracującą razem z nim w MSW od 1956 roku. Niewiemy, kiedy został
nawiązany romans między „Mietkiem" i jego przyszłą żoną Alfreda, czy
było to jeszcze przed, czy też dopiero porozwodzie? Faktem
pozostaje, że 24 lipca 1969 roku w Warszawiewzięli ślub. Rzeczą
ciekawą, szczególnie w kontekście późniejszychzmian, jest to, że
świadkami na ślubie byli: żona wieloletniego przyjaciela Moczara —
I. Logi-Sowińskiego i gen. W. Jaruzelski, w tym czasie bardzo blisko
związany z „Mietkiem".
Ciekawe zatem, w który stół chciał huknąć pięścią towarzysz
Jaruzelski ? W stół Mieczysława Moczara?
Na koniec – sięgnę do pracy historyka doktora Lecha
Kowalskiego „Generał ze skazą” zacytuję fragmenty wystąpienia
towarzysza Jaruzelskiego: (Protokół z zebrania sprawozdawczo-
wyborczego POP pionu operacyjnego SztabuGeneralnego 3.04.1968 r.
CAW, sygn. nr 1595 / 6, t. 5.)
W Sztabie Generalnym WP wydarzenia marcowe podsumowano w wiodących
POP. W przypadku pionu operacyjnego doszło do tego 3.04.1968 r.,
kiedy po referacie sprawozdawczo-wyborczym, który wygłosił płk
Jarczyński, rozgorzała dyskusja.
Zabierając głos, Jaruzelski wówczas stwierdził m.in.:
„Bardzo niebezpieczne dla nas są liczne wewnętrzne i zewnętrzne
powiązania syjonistyczne i prosyjonistyczne występujące w postaciach
mafijnych i indywidualnych.... Milczenie i brak ustosunkowania się
wysoko postawionych towarzyszy pochodzenia żydowskiego stanowi
pożywkę dla naszych wrogów z zagranicy - dla propagandy zewnętrznej.
Przyczyny tego stanu rzeczy są pierworodne - narastały przez wiele
lat... . W KPP towarzysze pochodzenia żydowskiego stanowili dużą
część aktywu; z tytułu tej działalności za zasługi dano im
rekompensatę. To nie było działanie celowe, tak się złożyło na
skutek posunięć w kierunku faszyzacji Polski - i wtedy KPP była dla
wielu schronieniem przed faszyzmem. Obok tego szczególnie po wojnie
występuje inne zjawisko - mianowicie celowa dążność do usadowienia
ludzi pochodzenia żydowskiego na wielu wysokich stanowiskach - w
czym celował szczególnie tow. Zambrowski.
Taki stan rzeczy trwał długo, rozrastał się, powstawał tzw. rak
kadrowy; przy tej okazji także różne parasole i tarcze ochronne,
które to sankcjonowały. Dlaczego nie było przeciwdziałania w tej
dziedzinie, co byłoby korzystne nawet dla samych towarzyszy
pochodzenia żydowskiego.... Jak wykazało doświadczenie, problemy
syjonizmu tkwiły podskórnie u większości towarzyszy pochodzenia
żydowskiego, jednak nie mieliśmy takiego rozeznania. Nowe jakości,