Gość: Marek
IP: *.imsbiz.com
19.02.04, 21:40
Kościół św. Marcina w Kłobucku, W obrębie plebanii jest wiele zabudowań
gospodarczych. I ogromny plac. Do parafii należy 10 tys. owieczek. Całością
włada proboszcz Kazimierz Troczyński. Jest oczywiste, że takie gospodarstwo
ktoś musi obrobić.
Waldemar Wójcik ma 41 lat. Bida wygląda mu z oczu. Ręce ma spracowane, twarz
pooraną bruzdami. 4 lata pracował jako kościelny u księdza dobrodzieja.
Najciężej było w sobotę. Jeszcze gorzej, gdy była to zima.
Oto plan dnia Wójcika:
4.30 – pobudka;
4.50– napalenie w dwóch kotłowniach: na plebanii i w wikariacie i odgarnianie
śniegu;
5.45 – otwarcie kościoła, przygotowanie sprzętów liturgicznych do mszy;
6.30–8.10 – msze, zbieranie na tacę;
8.15 – sprzątanie kościoła, mycie posadzki i chodnika;
11–13 – obsługa pogrzebów; przeciętnie 1 lub 2;
po 13 – sprzątnie kaplicy pogrzebowej;
od 15 – uroczystości ślubne;
17 – msza w kaplicy szpitalnej;
18–19 – msza w kościele;
19.15–20 – sprzątnie kaplicy kościelnej;
do 23 – przyjmowanie ciał do kaplicy pogrzebowej.
Razem około 20 godzin pracy!
Kościelny musiał jeszcze odśnieżać, posypywać solą chodniki, by wierni nóżek
nie połamali. I palić w piecu co 5–6 godzin. Wójcik kładł się spać czasem i
po drugiej nocy. Za całą tę harówkę ksiądz łaskawie płacił Wójcikowi 300 zł.
Oczywiście, po odciągnięciu kasy za wyżywienie i mieszkanie.
Pewnej zimy Wójcik zachorował na zapalenie płuc, więc wielebny wywalił go z
roboty. Z pogwałceniem prawa. Lada chwila wywali go też z klitki, którą
zajmuje. Wójcik oddał sprawę do sądu. Według jego wyliczeń, za nadludzkie
wykorzystywanie, niepłacenie nadgodzin i zaniżanie stawek ksiądz jest mu
winien 72 tys. zł. Ma nadzieję, że sprawiedliwości stanie się zadość.