Dlaczego gej a nie homoseksualiata?

IP: *.topolowa.net 20.02.04, 22:08
Dlaczego te stworzenia karza siebie nazywac gejami?
To tak dziwnie brzmi! Mnie odrazu kojarzy sie z ciota, a wam?
Przedstawiac sie jako gej, to jak zaproszenie do bojki.
A potem mowia ze homofobia i nikt ich nie lubi.
    • cs137 Z powodu Enola Gay perhaps? n/t 20.02.04, 22:23
      • Gość: wikul Homoseksualista kontra gej IP: *.acn.waw.pl 20.02.04, 23:03
        Gej - w przeciwieństwie do homoseksualisty - nie chce słyszeć o żadnej
        tolerancji. Dla niego odmienność to polityczny manifest. Nie spocznie, nim nie
        usłyszy, że reszta świata to zboczeńcy.
        Kiedy mowa o prawach dla homoseksualistów, to nie wiem, o kogo chodzi. O ludzi,
        którzy mimo swojej odmienności chcieliby żyć tak samo jak heteroseksualna
        większość, bez zaglądania im do sypialni? O poprzebieranych w skóry, łańcuchy i
        siatkowe pończochy picusiów, którzy od czasu do czasu przeciągają burdelowymi
        korowodami przez ulice zachodnich miast, wypinając zadki i domagając się,
        nierzadko bardzo agresywnie, by wszyscy się nimi zachwycali? Sądzę, że to dwie
        zasadniczo różne sprawy: być homoseksualistą i być gejem. Różnica taka sama jak
        między heteroseksualistą a dziwkarzem. Homoseksualista to człowiek, którego
        popęd płciowy ukierunkowany jest ku własnej płci. Gej to homoseksualista, który
        seks czyni najważniejszą sprawą w życiu i - by użyć frazy szalenie
        staroświeckiej - nurza się w rozpuście. Nie "wesołek", jak często się tę
        angielską nazwę nieudolnie tłumaczy, bo to w polszczyźnie oznacza dowcipnisia,
        ale ktoś, kto "wesoło się bawi".
        Jeśli chodzi o homoseksualistów, to przyznać muszę, że w ciągu kilkunastu lat,
        od kiedy uprawiam publicystykę, zmieniłem w tej kwestii zdanie. Swego czasu
        podpisywałem się pod tezą, że społeczeństwo powinno wywierać na nich nacisk,
        aby starali się zapanować nad swoimi popędami i znaleźć sobie miejsce w
        normalnym życiu. Wielu homoseksualistów stara się tak zrobić. Powszechnie
        niedostrzeganym efektem są ciche tragedie ich rodzin - żon poślubionych w
        ramach "przełamywania samego siebie", marnujących życie u boku mężczyzny
        walczącego ze sobą i z reguły w końcu ulegającego swej prawdziwej naturze, i
        dzieci, wyrastających w takich rodzinach na ludzi psychicznie pokręconych. Ta
        świadomość każe mi się dziś odżegnywać od chęci nakłaniania homoseksualistów,
        by próbowali w sobie swą odmienność zwalczyć. Lepiej i dla samego
        homoseksualisty, i dla ludzi z nim obcujących, i dla społeczeństwa jako
        takiego, aby mógł on bez przeszkód znajdować sobie partnerów. Najlepiej, jeśli
        przyjmujemy zasadę, że to, co dorośli ludzie robią w swoich prywatnych
        mieszkaniach albo klubach, jest wyłącznie ich prywatną sprawą i nikt nie
        powinien wtykać w to nosa. Ale ten rodzaj tolerancji, który mam do zaoferowania
        homoseksualiście, dla geja jest równie irytujący i nie do przyjęcia, jak
        nazywanie go zboczeńcem. Wiem, bo piszę o tym nie po raz pierwszy, a za każdym
        razem dostaję potem sporo listów i toczę wiele rozmów. Gej nie chce, aby jego
        homoseksualizm był jego prywatną sprawą, nie chce żyć w homoseksualnej niszy -
        on właśnie wystawia swą odmienność na pokaz, czyni z niej kategorię omalże
        polityczną i nie spocznie, póki nie usłyszy, że w zasadzie to my, "heterycy",
        jesteśmy zboczeńcami i kornie uznajemy swą niższość wobec barwnego jak tęcza,
        wesołego świata, w którym każdy bzyka się z każdym sposobem podwórkowych kotów.
        Chociaż gej używa broni bardzo w dzisiejszym, cokolwiek oszalałym, świecie
        skutecznej, jaką jest oskarżenie o nietolerancję czy zgoła o faszyzm, to nie
        zamierzam się poddawać terrorowi politpoprawności - i tak jak wobec
        homoseksualisty uważam, że należy być tolerancyjnym, tak geja po prostu trzeba
        zwalczać. Tak samo jak trzeba by zwalczać analogiczny do gejowskiego ruch,
        który by propagował rozpustę heteroseksualną.
        Który z tych dwóch, gej czy homoseksualista, jest motorem żądań, aby pary
        homoseksualne mogły zawierać oficjalne związki, zrównane w prawach z normalnymi
        małżeństwami? Przypomina się tu stare powiedzenie Kisiela, że socjalizm walczy
        bohatersko z trudnościami, które sam stwarza. Gdyby nie socjalistyczne pomysły
        podatkowe, a zwłaszcza ów najpodlejszy ze wszystkich podatków, jakim jest
        danina od spadku, nie byłoby żadnego sensownego argumentu na rzecz podobnych
        związków. Ale w sytuacji gdy państwo pazernie dobiera się do - już przecież
        wielokrotnie opodatkowanego - dorobku życia zmarłego, trudno się dziwić
        homoseksualiście, że chce być przez prawo traktowany jak małżonek swego
        partnera. Ale rozwiązanie tego problemu leży w zmianie polityki państwa, a nie
        w tworzeniu homoseksualnej parodii
        małżeństwa.
        Z całym namysłem użyłem tego słowa: związek homoseksualny z natury jest parodią
        małżeństwa. Legalizowanie go tylko po to, aby gej mógł pokazać sobie i całemu
        światu, że przełamał jeszcze jedną zmurszałą barierę tradycyjnej obyczajowości,
        to bardzo zły pomysł. Choćby dlatego, że pociąga za sobą nieuchronnie
        konieczność legalizacji konkubinatu heteroseksualnego.I że - zwłaszcza w
        polskich warunkach - doprowadzi do zamętu w prawie. Już widzę choćby tych
        biznesmenów, którzy dla celów podatkowych zawierają co kilka
        miesięcy "małżeństwa" z partnerami w interesach.
        Ciekawa rzecz, że pani profesor Szyszkowska wystąpiła z projektem, z którym
        nawet polscy geje, czując wokół siebie atmosferę społecznej niechęci, dotąd nie
        występowali. Skłonny wręcz byłbym podejrzewać, że ktoś ją podpuścił, aby po
        aferze z aborcją dodatkowo jeszcze skomplikować propagandową sytuację SLD.
        Bo oczywiście w praktyce lewica nie zrobi dla gejów nic, tak samo jak dla
        feministek. Wiem, że jako konserwatysta ze swoją ofertą dyskrecji i tolerancji
        dla wielu homoseksualistów pozostaję wrogiem. Ale wydaje mi się, że lewicy,
        która chętnie im różne rzeczy obiecuje, a żadnej nie zamierza dotrzymać, nie
        powinni postrzegać jako przyjaciela.
        Rafał A. Ziemkiewicz
        • tygrys01 Uprawnione rozróżnienie 20.02.04, 23:17
          Twoje rozróźnienie homoseksualistów i gei (gejów) wydaje się być uprawnione i
          jest rozsądne. Istotnie tolerancja nie musi być jednoznaczna z faworyzowaniem
          odmienności ktora w bardziej masowej skali mogłaby podważyć podwaliny
          istnienia społeczeństwa.
    • cs137 Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem 21.02.04, 01:26
      To taki madry czlowiek Ockham powiedzial. Cus chyba sie o tym zapomnialo, nie?
      • Gość: wikul Re: Entia non sunt multiplicanda praeter necessit IP: *.acn.waw.pl 21.02.04, 01:34
        cs137 napisał:

        > To taki madry czlowiek Ockham powiedzial. Cus chyba sie o tym zapomnialo, nie?



        Zadzierasz nosa a potem sie dziwisz że ludzie narzekają.
        • cs137 Wikul, kurcze, naprawdę mnie zaczynasz złościć. 21.02.04, 05:11
          Gdzie widzisz "zadzieranie nosa"? Przecież "Brzytwa Ockhama" to jest szeroko
          znane pojęcie i jeśli nawet ktoś nie zna sformułowania łacińskiego, to
          przecież, na Boga, ja zacytowałem nazwisko Ockhama i każdy się z miejsca
          domysli, bo jego nazwiska nie wiąże sie przecież z niczym innym, jak tylko z tą
          brzytwą. Poza tym dwa słowa w tym łacińskim tekscie są bardzo dobrze znane, po
          polsku mówi sie multyplikacja i neceser, więc bez trudu każdy sie domyśli że to
          znaczy "Nie należy bytów mnożyć ponad konieczną potrzebę". Mnie własnie
          wprowadzanie rozróżnienia pomiędzy "gejem" i "homoseksualistą" wydaje się
          operacją niepotrzebną i nawet szkodliwą, bo w języku, w którym "gej" (gay)
          został wykreowany, "gay " i "homosexual" to są synonimy. Zatem wprowadzanie w
          polskim różnicy między słowami, które w języku mającym niezaprzeczalnie status
          języka międzynarodowego znaczą to samo, prowadzic będzie do niepotrzebnych
          nieporozumień.
          • Gość: dróżnik PKP Re: Wikul, kurcze, naprawdę mnie zaczynasz złości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 00:44
            Sorry że się wtrącę, ale zdecydowanie nie jesteś na czasie ze współczesną
            semiologią i lingwistyką. Głosi się obecnie, że tak naprawdę nie
            ma "synonimów". Każde słowo ma swoje subtelne znaczenie i nigdy nie jest w 100%
            tożsame z drugim. Czasami są to głębsze różnice znaczeniowe, czasami ledwo
            uchwytne (np. emocjonalnie).
            Co do "brzytwy Ockhama" to ma ona, potocznie rozumując, zastosowanie w nauce do
            eliminacji hipotez. Zdecydowanie nie jest to uniwersalna metoda
            na "upraszczanie świata", zwłaszcza tam gdzie jest on bardziej skomplikowany.
            Np. oczywiste wydaje się wprowadzenie rozróżnienia między "gejem"
            a "homoseksualistą". Precyzyjne stosowanie tych pojęć pozwoliło by uniknąć
            pomyłek związanych z odróżnieniem działalności ruchu ekshibicjonistów
            homoseksualnych od homoseksualistów "niezaangażowanych".
            W tej definicji b. Ockhama którą podałeś pisze "nie mnożyć bytów ponad miarę",
            a więc rozsądne i zgodne z rzeczywistością "mnożenie bytów" jest jak
            najbardziej OK.
          • Gość: wikul Cs137,kurcze, naprawdę zaczynasz mnie złościć IP: *.acn.waw.pl 22.02.04, 02:10
            cs137 napisał:

            > Gdzie widzisz "zadzieranie nosa"? Przecież "Brzytwa Ockhama" to jest szeroko
            > znane pojęcie i jeśli nawet ktoś nie zna sformułowania łacińskiego, to
            > przecież, na Boga, ja zacytowałem nazwisko Ockhama i każdy się z miejsca
            > domysli, bo jego nazwiska nie wiąże sie przecież z niczym innym, jak tylko z

            > brzytwą. Poza tym dwa słowa w tym łacińskim tekscie są bardzo dobrze znane,
            po
            > polsku mówi sie multyplikacja i neceser, więc bez trudu każdy sie domyśli że
            to
            > znaczy "Nie należy bytów mnożyć ponad konieczną potrzebę". Mnie własnie
            > wprowadzanie rozróżnienia pomiędzy "gejem" i "homoseksualistą" wydaje się
            > operacją niepotrzebną i nawet szkodliwą, bo w języku, w którym "gej" (gay)
            > został wykreowany, "gay " i "homosexual" to są synonimy. Zatem wprowadzanie w
            > polskim różnicy między słowami, które w języku mającym niezaprzeczalnie
            status
            > języka międzynarodowego znaczą to samo, prowadzic będzie do niepotrzebnych
            > nieporozumień.


            To smutne że nie widzisz "zadzierania nosa". Skorzystaj z forumowej
            wyszukiwarki i poczytaj co na ten temat pisali w swoim czasie inni i dlaczego
            uznałeś za stosowne opuszczenie tego forum. Czy ja to wymyśliłem ?
            Twoje głębokie przywiązanie do amerykańskiej akademickiej politycznej
            poprawności mogę zrozumieć, nigdy nie zaakceptować.
            Ty żyjesz w swiecie politycznej poprawności gdzie królują eufemizmy, gdzie
            homoseksualista to gej, murzyn to afroamerykanin itd., itp. W Polsce (niestety)
            już jest podobnie, nie ma Cygana jest Rom, nie ma grubego jest puszysty, nie ma
            boiska jest plac gry, nie ma setów sa partię, nie ma partii są unie, nie ma
            bramkarzy są golkiperzy. Można tak w nieskończoność. I wytłumacz dziecku że to
            królik jest puszysty a nie sąsiadka z przeciwka. Może tobie to pasuje mnie nie.
            Na temt poruszony w moim poscie (który cie tak obruszył) znakomicie i
            kompetentniej ode mnie napisał dróżnik PKP. Nic dodać nic ująć.
            P.S. Nie wiesz jak wielu homoseksualistom ten "gej" ciąży i jak wielu znich
            wstydzi sie gejów i gejostwa. To im ogromnie utrudnia życie. Kisiel kiedyś
            powiedział (cyt.z pam.) że socjaliści walczą z problemami które sobie sami
            stwarzają. Ja za (R.Geremkiem) uważam ze geje robią to samo.
            • cs137 Re: Cs137,kurcze, naprawdę zaczynasz mnie złościć 22.02.04, 07:48
              No i bardzo dobrze! Ja wypowiedzialem tylko swoje zdanie, tzn. wyrazilem
              watpliwosc, czy wprowadzanie rozroznienia midzy "gej" i "homoseksualista" nie
              jest naruszeniem Brzytwy Pana O. (ktora to zasade, jak gdies przeczytalem w
              Internecie, Pan O. w ogole wprowadzil w zwiazku z jakimis rozwazaniami
              dotyczacymi ekonomii, dopiero potem filozofowie ja uogolnili).

              No a Ty zaraz na mnie, ze mnie tutakj nie lubia i w ogole jestem niepozytywna
              figura na tym forum.

              Kurcze, to juz w ogole nawet watpliwosci wyrazic nie mozna, zeby na czlowieka
              nie naszczekano?

              I co Ty sobie wymysliles z ta poprawnoscia polityczna, pod ktorej terrorem ja
              rzekomo zyje. Ja wszystkim tu powtarzam, ze Ameryka zginie przez te durna
              poprawnosc polityczna doprowadzona do absurdu. I mowie, ze ja mam nad nimi taka
              przewage, ze oni dopiero po raz pierwszy "przerabiaja" polityczna poprawnosc, a
              ja juz po raz drugi, bo w komunizmie ona jak najbardziej istniala, tylko sie
              inaczej nazywala. Ale, np., podobnie jak tutaj, w komunizmie w PRL-u byly pewne
              PYTANIA, ktorych nie wypadalo zadawac. PYTANIA! Nie stwierdzenia, sady,
              deklaracje. PYTANIA!

              Mnie sie ten caly pomysl z definiowaniem na nowo znaczenia slowa "gej" nie
              podoba po prostu z tego powodu, ze odtad bede musial dodatkoweo w pamieci nosic,
              ze polski "gej" i amerykanski "gay" to juz nie to samo.

              Zreszta, i tak zycie to znaczenie ustali, a nie my tutaj.

              A jedyny wniosek, jaki wyciagam z tego watku to taki, Wikule, ze ja Cie po
              prostu irytuje i z tego powodu powinienem Ci schodzic z drogi i omijac Cie
              SZEROOOOOKIIIIM lukiem. Zreszta, wiedzialem to juz i bez tego watku, obecna
              dyskusja tylko jeszcze raz to potwierdza.

              Wikul, poza ttym, czy Ty troche aby nie przypominasz tej przyslowiowej "starej
              ciotki, co siedzi na kanapie i ma wszystko za zle"?
              Dedykuje Ci ponizszy wiersz Boya:


              O ty, polskiej ziemi chwało,
              Ty, postaci współmonarsza,
              Ty, czcigodna, nazbyt mało
              Opiewana "damo starsza";

              Ty, co z głębin swej kanapy
              Wychylając kibić tłustą,
              Brzydkie swe nadstawiasz łapy
              Przerażonym naszym ustom;

              Tu, co z dostojeństwem w twarzy
              Dźwigasz swe potworne kłęby,
              O których Lüstmorder marzy
              Szczerząc zakrwawione zęby;

              I ty, uroczysta klępo,
              W swojej wiecznej sukni bordo,
              Ze swą beznadziejnie tępą -
              Powiedzmy otwarcie - mordą;

              Ty, orędowniczko dzielna
              Uciśnionej polskiej nacji,
              Arcykapłanko naczelna
              Naszej starobabokracji;

              Ty, co w "Piątki" lub "Soboty"
              Polskich dusz wskrzeszasz cnoty
              A druzgoczesz "nowe prądy";


              Co na fiksach i na rautach,
              I na dobroczynnej sesji
              Pytlujesz o pruskich gwałtach,
              O "modernie" i secesji;

              Ty, co wszelkich zadań bytu
              W mig rozcinasz każdy problem,
              Gdy człek myśli, jakim by tu
              Zamknąć babie gębę skoblem;

              Ty, strącone z Łysej Gory
              W salonu fałszywy "ampir",
              Gdzie nas bierzesz na tortury
              I krew nudą ssiesz jak wampir;

              Ty, co głupoty powagą
              Najmądrzejszych wodzisz za łby;
              Ty, którą po śniegu nago
              Człowiek bez litości gnałby;

              Ty, elokwencji patoko,
              Coś jest wiecznych sporów źródłem,
              Czy cię nazwać starą kwoką,
              Czy też raczej starym pudłem;

              Ty, co gorzko winisz męża
              O prozaizm i codzienność,
              Gdy twa energia zwycięża
              Nazbyt rzadko jego senność;

              I ty, której czujność tropi
              Młlodych wzruszeń powab czysty,
              A co w Tomaszu a Kempi
              Dawnych gachów chowasz listy;

              Ty, co zdarłszy z siebie płótna
              Oglądasz się w lustrze cała
              I wzdychasz, ropucho smutna:
              "On tak lubił moje ciało..."

              Ty, obrazie wiedźmy starej,
              Wydarty ze sztychow Goyi -
              Powiedz mi: przez jakie czary
              Jęczymy w niewoli twojej?

              Z jakim czartowskim blekotem
              Omamienie na nas padło,
              Że czynimy czci przedmiotem
              Szpetność, głupotę i sadło?

              Przez jakie dziwne kuriozum
              Tłuszcz bierzemy za charakter,
              Pustą grzechotkę za rozum,
              A za obraz cnot - klimakter?

              Za co stwor podeszły wiekiem,
              Co kobietą być już przestał,
              A nigdy nie był człowiekiem
              Windujemy na piedestał???!

              Próżne gniewy, próżne męstwo.
              Nie nadeszła chwila jeszcze -
              Nazbyt silne czarnoksięstwo
              Ściska nas w potworne kleszcze;

              Coraz ciasniej, coraz duszniej,
              Coraz bardziej senni, słabi,
              W takt kręcimy się, posłuszni,
              Jak nam zagra chochół babi;

              I tylko w tęsknocie żyjem,
              Czy nie wstanie jaki Wandal,
              Co przepędzi babę kijen
              I zakończy raz ten skandal!...

              Pisane w roku 1908

              Tadeusz Boy Żeleński

              • Gość: wikul Re: Cs137,kurcze, naprawdę zaczynasz mnie złościć IP: *.acn.waw.pl 22.02.04, 23:10
                cs137 napisał:

                > No i bardzo dobrze! Ja wypowiedzialem tylko swoje zdanie, tzn. wyrazilem
                > watpliwosc, czy wprowadzanie rozroznienia midzy "gej" i "homoseksualista" nie
                > jest naruszeniem Brzytwy Pana O. (ktora to zasade, jak gdies przeczytalem w
                > Internecie, Pan O. w ogole wprowadzil w zwiazku z jakimis rozwazaniami
                > dotyczacymi ekonomii, dopiero potem filozofowie ja uogolnili).


                Nie wypowiedziałeś swojego zdania tylko zaatakowałęś mnie już w tytule
                postu • Wikul, kurcze, naprawdę mnie zaczynasz złościć. - cs137 21.02.2004
                05:11. I co do qrwy nędzy mają do tego brzytwy ? Nie potrafisz wprost wyrazić
                swojego zdania, musisz podpierać się "uczonymi" opiniami ?


                > No a Ty zaraz na mnie, ze mnie tutakj nie lubia i w ogole jestem niepozytywna
                > figura na tym forum.


                Zapracowałeś sobie na to widocznie. Nawet dla ludzi o bardzo łagodnym
                usposobieniu byłeś nie do przyjęcia.


                > Kurcze, to juz w ogole nawet watpliwosci wyrazic nie mozna, zeby na czlowieka
                > nie naszczekano?
                > I co Ty sobie wymysliles z ta poprawnoscia polityczna, pod ktorej terrorem ja
                > rzekomo zyje. Ja wszystkim tu powtarzam, ze Ameryka zginie przez te durna
                > poprawnosc polityczna doprowadzona do absurdu. I mowie, ze ja mam nad nimi
                taka
                > przewage, ze oni dopiero po raz pierwszy "przerabiaja" polityczna poprawnosc,
                a
                > ja juz po raz drugi, bo w komunizmie ona jak najbardziej istniala, tylko sie
                > inaczej nazywala. Ale, np., podobnie jak tutaj, w komunizmie w PRL-u byly
                pewne
                > PYTANIA, ktorych nie wypadalo zadawac. PYTANIA! Nie stwierdzenia, sady,
                > deklaracje. PYTANIA!


                Twoja niechęć do tzw. poprawności politycznej jest li-tylko werbalna. W gruncie
                rzeczy akceptujesz ją i w jakimś sensie jesteś jej współtwórcą jako pracownik
                naukowy w Stanach.


                > Mnie sie ten caly pomysl z definiowaniem na nowo znaczenia slowa "gej" nie
                > podoba po prostu z tego powodu, ze odtad bede musial dodatkoweo w pamieci
                nosic,
                > ze polski "gej" i amerykanski "gay" to juz nie to samo.
                > Zreszta, i tak zycie to znaczenie ustali, a nie my tutaj.
                > A jedyny wniosek, jaki wyciagam z tego watku to taki, Wikule, ze ja Cie po
                > prostu irytuje i z tego powodu powinienem Ci schodzic z drogi i omijac Cie
                > SZEROOOOOKIIIIM lukiem. Zreszta, wiedzialem to juz i bez tego watku, obecna
                > dyskusja tylko jeszcze raz to potwierdza.


                Czy jeszcze raz muszę ci przypomnieć kto kogo zaczął denerwować ? Co do
                obchodzenia to masz rację, tylko więcej konsekwencji.


                > Wikul, poza ttym, czy Ty troche aby nie przypominasz tej przyslowiowej "starej
                > ciotki, co siedzi na kanapie i ma wszystko za zle"?
                > Dedykuje Ci ponizszy wiersz Boya:


                To raczej ty przypominasz stara "ciotę", broniąc zawzięcie ich "wolności".
                Ponieważ masz trudności z odróżnieneim geja od zwykłego homoseksualisty
                dedykuję ci to zdjęcie. Jeżeli nie rozpoznasz na nim siebie to znaczy że albo
                jesteś zwykłym homosiem albo tylko członkiem wspierającym. Tak czy owak ciot
                poszukaj raczej wokół siebie, predzej znajdziesz. Jeżeli jeszcze przydzie ci do
                głowy pomysł obrażania mnie przy pomocy prawie dwustuletniej ramoty (nawet Boya)
                to przyjmij do wiadomości że umiem się odwdzięczyć. A więc moje dedykacje :


                Profesor Cees z uczelni w Zgierzu
                Pisząc rozprawę z dziejów kacerzów
                Przy słowie zbrodnie
                Z rozkoszy lał w spodnie
                Bo dziwną podnietę czuł w pęcherzu.

                www.wprost.pl/cover/?I=1076
                Czy na tym zdjęciu to zwykli homoseksualiści czy geje ?
              • Gość: wikul Suplement do mojego ostatniego postu !!! IP: *.acn.waw.pl 22.02.04, 23:59
                Taka wypowiedź więcej znaczy niż sążniste artykuły. To jest wypowiedź
                homoseksualisty dwukropka z ktorem sprzeczam się na wątku którego los tak ci
                leżał na wątrobie. Watek jakajacego kaczora zdechł już dawno a ten sie rozwija.


                Re: mnie qmno obchodzi co sadisz o heterykach IP: *.dip.t-dialin.net
                Gość: smile 20.02.2004 23:37 odpowiedz na list


                > Jesli nie potrafisz zrozumiec gejowskich zwiazkow poligamicznych jestes
                > przeciwko gejowskiemu ruchowi spolecznemu. Jestes podszywka homoseksualna

                Nie, bo ja nie jestem gejem, tylko homoseksualista. A to roznica. Nie lubie
                panienek z torebkami i popiskujacych ciotek i nic na to nie poradze.
                , to

                > chcielibysmy wszyscy miec rowne prawa w zwiazku i w spoleczenstwie. Tak,
                zeby
                > nikt nie wytykal nas palcami i zebysmy byli w naszym zwiazku rowni w prawie
                z
                > innymi zwiazkami.

                Dla mnie to ty mozesz byc w dziesiecioboku, a mnie to wisi. Jak chcesz to sobie
                mozesz zarejestrowac trojkat rownoboczny, albo nawet ostroslup rownoramienny..
                mnie to na prawde wisi i powiewa.

                smile

                Dwukropek napisał jasno : Ja nie jestem GEJEM a HOMOSEKSUALISTĄ . I o to mi
                chodziło. Ja do homoseksualistów nic nie mam. Gejów nie cierpię.
    • Gość: felusiak Co za idiotyczne wytlumaczenie. IP: *.nyc.rr.com 21.02.04, 04:26
      Slowo homoseksualista jest zbyt dlugie a amerykanie nie lubia slow pond
      trzysylabowych. Homosexual nigdy nie byl w powszechnym uzyciu.
      Ulica mowila na nich fancy boy, queer, bent i obrazliwie faggot.
      W owym czasie gay oznaczalo happily excited, merry.
      W latach 60-tych slowo to zostalo porwane przez homoseksualistow i od tej pory
      nikt nie uzywa go w innym niz to znaczeniu.

      W West Side Story, Maria (Natalie Wood) spiewa:
      I feel pretty,
      Oh so pretty,
      I feel pretty and witty and gay, .........

      Dzisiaj gay zastapiono slowem blue co zmienia zupelnie kontekst
      gay - happy, blue-melancholic, sad, emotionally indifferent.

      Innymi slowy pedaly sa szczesliwe a reszta w smutku.
    • Gość: dziki Homofobia?Gay=wesoly. To naprawde straszne slowo! IP: *.dyn.optonline.net 21.02.04, 04:35
      hehe!
    • Gość: Alen Re: Dlaczego gej a nie homoseksualiata? IP: *.i-one.at 22.02.04, 09:42
      Dlaczego?
      W każdym kraju homoseksualizm ma swoje nazewnictwo .
      U nas na homoseksualistę na mówi się SZWUL , a na homoseksualistę LESBA .
      W Języku polskim są również odpowiedniki tych nazw .
      Na homoseksualistę mówi się PEDAŁ , PEDERASTA , a homoseksualistę LISBIJKA .
      W strefie językowej angielskiej na homoseksualistę mówi się GEJ .

      Myślę iż być może homoseksualiści Polscy zapożyczając słowo z angielskiego w
      ten sposób aspirują pretensjonalnie . Chcą być czymś lepszym niż PEDAŁEM czy
      PRDERASTA .

      Zresztą taki trend zachwaszczania języka polskiego wyrazami zapożyczonymi jest
      w różnych dziedzinach zauważalny . Biznesmen nie mówi się w strefie
      niemieckojęzycznej , tyko mówi się geszeftman . Ale już w Polsce nie używa się
      słowa polskiego „człowiek interesu” ale biznesmen .
      To brzmi aspirująco i pewnie ma za zadanie dowartościowania się .

      Jednak dla ludzi obytych w świecie , nie mających potrzeb wynikających z odczuć
      braku własnej wartości , takie aspiracje są przyziemne.
      Jest to również wskazówka na to , iż mamy do czynienia z prymitywną formą
      dowartościowania się , lub czegoś . Cechuje to ludzi o raczej niskim pułapie
      własnej wartości .
      Powiedział bym krótko językiem potocznym , to jezioraństwo .


      Alen.
      • Gość: wikul Re: Dlaczego gej a nie homoseksualiata? IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 00:58
        Gość portalu: Alen napisał(a):

        > Dlaczego?
        > W każdym kraju homoseksualizm ma swoje nazewnictwo .


        Chyba nie bardzo zrozumiałeś o co chodzi. Przeczytaj jeszcze raz może
        zrozumiesz.

        Homoseksualista kontra gej
        Gej - w przeciwieństwie do homoseksualisty - nie chce słyszeć o żadnej
        tolerancji. Dla niego odmienność to polityczny manifest. Nie spocznie, nim nie
        usłyszy, że reszta świata to zboczeńcy.
        Kiedy mowa o prawach dla homoseksualistów, to nie wiem, o kogo chodzi. O ludzi,
        którzy mimo swojej odmienności chcieliby żyć tak samo jak heteroseksualna
        większość, bez zaglądania im do sypialni? O poprzebieranych w skóry, łańcuchy i
        siatkowe pończochy picusiów, którzy od czasu do czasu przeciągają burdelowymi
        korowodami przez ulice zachodnich miast, wypinając zadki i domagając się,
        nierzadko bardzo agresywnie, by wszyscy się nimi zachwycali? Sądzę, że to dwie
        zasadniczo różne sprawy: być homoseksualistą i być gejem. Różnica taka sama jak
        między heteroseksualistą a dziwkarzem. Homoseksualista to człowiek, którego
        popęd płciowy ukierunkowany jest ku własnej płci. Gej to homoseksualista, który
        seks czyni najważniejszą sprawą w życiu i - by użyć frazy szalenie
        staroświeckiej - nurza się w rozpuście. Nie "wesołek", jak często się tę
        angielską nazwę nieudolnie tłumaczy, bo to w polszczyźnie oznacza dowcipnisia,
        ale ktoś, kto "wesoło się bawi".
        Jeśli chodzi o homoseksualistów, to przyznać muszę, że w ciągu kilkunastu lat,
        od kiedy uprawiam publicystykę, zmieniłem w tej kwestii zdanie. Swego czasu
        podpisywałem się pod tezą, że społeczeństwo powinno wywierać na nich nacisk,
        aby starali się zapanować nad swoimi popędami i znaleźć sobie miejsce w
        normalnym życiu. Wielu homoseksualistów stara się tak zrobić. Powszechnie
        niedostrzeganym efektem są ciche tragedie ich rodzin - żon poślubionych w
        ramach "przełamywania samego siebie", marnujących życie u boku mężczyzny
        walczącego ze sobą i z reguły w końcu ulegającego swej prawdziwej naturze, i
        dzieci, wyrastających w takich rodzinach na ludzi psychicznie pokręconych. Ta
        świadomość każe mi się dziś odżegnywać od chęci nakłaniania homoseksualistów,
        by próbowali w sobie swą odmienność zwalczyć. Lepiej i dla samego
        homoseksualisty, i dla ludzi z nim obcujących, i dla społeczeństwa jako
        takiego, aby mógł on bez przeszkód znajdować sobie partnerów. Najlepiej, jeśli
        przyjmujemy zasadę, że to, co dorośli ludzie robią w swoich prywatnych
        mieszkaniach albo klubach, jest wyłącznie ich prywatną sprawą i nikt nie
        powinien wtykać w to nosa. Ale ten rodzaj tolerancji, który mam do zaoferowania
        homoseksualiście, dla geja jest równie irytujący i nie do przyjęcia, jak
        nazywanie go zboczeńcem. Wiem, bo piszę o tym nie po raz pierwszy, a za każdym
        razem dostaję potem sporo listów i toczę wiele rozmów. Gej nie chce, aby jego
        homoseksualizm był jego prywatną sprawą, nie chce żyć w homoseksualnej niszy -
        on właśnie wystawia swą odmienność na pokaz, czyni z niej kategorię omalże
        polityczną i nie spocznie, póki nie usłyszy, że w zasadzie to my, "heterycy",
        jesteśmy zboczeńcami i kornie uznajemy swą niższość wobec barwnego jak tęcza,
        wesołego świata, w którym każdy bzyka się z każdym sposobem podwórkowych kotów.
        Chociaż gej używa broni bardzo w dzisiejszym, cokolwiek oszalałym, świecie
        skutecznej, jaką jest oskarżenie o nietolerancję czy zgoła o faszyzm, to nie
        zamierzam się poddawać terrorowi politpoprawności - i tak jak wobec
        homoseksualisty uważam, że należy być tolerancyjnym, tak geja po prostu trzeba
        zwalczać. Tak samo jak trzeba by zwalczać analogiczny do gejowskiego ruch,
        który by propagował rozpustę heteroseksualną.
        Który z tych dwóch, gej czy homoseksualista, jest motorem żądań, aby pary
        homoseksualne mogły zawierać oficjalne związki, zrównane w prawach z normalnymi
        małżeństwami? Przypomina się tu stare powiedzenie Kisiela, że socjalizm walczy
        bohatersko z trudnościami, które sam stwarza. Gdyby nie socjalistyczne pomysły
        podatkowe, a zwłaszcza ów najpodlejszy ze wszystkich podatków, jakim jest
        danina od spadku, nie byłoby żadnego sensownego argumentu na rzecz podobnych
        związków. Ale w sytuacji gdy państwo pazernie dobiera się do - już przecież
        wielokrotnie opodatkowanego - dorobku życia zmarłego, trudno się dziwić
        homoseksualiście, że chce być przez prawo traktowany jak małżonek swego
        partnera. Ale rozwiązanie tego problemu leży w zmianie polityki państwa, a nie
        w tworzeniu homoseksualnej parodii
        małżeństwa.
        Z całym namysłem użyłem tego słowa: związek homoseksualny z natury jest parodią
        małżeństwa. Legalizowanie go tylko po to, aby gej mógł pokazać sobie i całemu
        światu, że przełamał jeszcze jedną zmurszałą barierę tradycyjnej obyczajowości,
        to bardzo zły pomysł. Choćby dlatego, że pociąga za sobą nieuchronnie
        konieczność legalizacji konkubinatu heteroseksualnego.I że - zwłaszcza w
        polskich warunkach - doprowadzi do zamętu w prawie. Już widzę choćby tych
        biznesmenów, którzy dla celów podatkowych zawierają co kilka
        miesięcy "małżeństwa" z partnerami w interesach.
        Ciekawa rzecz, że pani profesor Szyszkowska wystąpiła z projektem, z którym
        nawet polscy geje, czując wokół siebie atmosferę społecznej niechęci, dotąd nie
        występowali. Skłonny wręcz byłbym podejrzewać, że ktoś ją podpuścił, aby po
        aferze z aborcją dodatkowo jeszcze skomplikować propagandową sytuację SLD.
        Bo oczywiście w praktyce lewica nie zrobi dla gejów nic, tak samo jak dla
        feministek. Wiem, że jako konserwatysta ze swoją ofertą dyskrecji i tolerancji
        dla wielu homoseksualistów pozostaję wrogiem. Ale wydaje mi się, że lewicy,
        która chętnie im różne rzeczy obiecuje, a żadnej nie zamierza dotrzymać, nie
        powinni postrzegać jako przyjaciela.
        Rafał A. Ziemkiewicz
    • Gość: sfinx Re:To taki eufemizm. Zamiast powiedzieć: kłamiesz! IP: *.core.lanet.net.pl 25.02.04, 01:33
      mówisz : mijasz się z prawdą.
      I już jest miło.
      • Gość: wikul Re:To taki eufemizm. Zamiast powiedzieć: kłamiesz IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 02:03
        Gość portalu: sfinx napisał(a):

        > mówisz : mijasz się z prawdą.
        > I już jest miło.



        To taki sam eufemizm jakbys na gówno powiedział papu. Poniżej są geje,
        homoseksualistę możesz na ulicy nie rozpoznać.

        www.wprost.pl/cover/?I=1076
    • cs137 Do wikula: 25.02.04, 02:57
      Kolego,

      PO PIERWSZE, pierwszy "agresywny krok" w wtym watku zrobiles Ty w stosunku do
      mnie, a nie ja do w stosunku do Ciebie. Przeczytaj sobie po kolei posty.

      PO WTORE, jestes kolejnym osobnikiem, ktory znajac Ameryke tylko z krotkiego
      pobytu w jakims "blue collar neigborhood". Uczelni amerykanskich nie zna wcale
      bo noga jego nigdy na nich nie postala. I po angilesku na dodatek nie mowi. A
      robi mi wyklad na ten temat, jak to jest w Ameryce, a w szczegolnosci, na
      amerykanskich uczelniach. Czy to nie troche tak, jakby Pigmej z Gabonu robil
      Eskimosowi wyklad na temat wlasciwosci roznych rodzajow sniegiu i lodu?

      PO TRZECIE, w kraju, w ktorym ukuto slowo "gay" (slowo istnialo wczesniej, ale
      mialo inne znaczenie) oznacza on scisle to samo, co slowo "homosexual". Ale,
      oczywiscie, w Polsce zawsze wiedza wszytko lepiej.

      PO CZWARTE I NAJWAZNIEJSZE: Mnie lubi tutaj caly szereg osob, nie boj sie. Z
      calkiem spora liczba mam nawet "zakulisowe" kontakty (emailowe, a nawet
      osobiste) o ktorych Ty nie wiesz i wiedziec nie bedziesz, wiec Ci sie cos tam
      wydaje. Nie lubi mnie, owszem, takze spora grupa
      • Gość: wikul Do cs137. Nerwy puszczają czy co ? IP: *.acn.waw.pl 25.02.04, 04:45
        Kolego !
        (1)Nie wiem na jaki post mi odpowiadasz. Domyślam się że tak ogólnie pod
        wpływem małej ale niewinnej notatki. Tylko cóż w niej było takiego agresywnego ?
        (2)Twoje przekonanie o wyższości mieszkańca USA nad niemieszkańcem jest zabawne
        ala ja jestem przyzwyczajony do takiej argumentacji, mam szwagierkę naukowca.
        Przyznam sie jednak że mnie nie przekonałeś bo np.żeby być kryminologiem wcale
        nie trzeba siedzieć w kryminale, a żeby być weterynarzem ... itp.,itd. Ba,
        nawet dystans do kraju pozwala dostrzegać to czego nie dostrzega tubylec.
        Większość rodaków uważa że w Polsce panuje wszechogarniająca bieda i chaos a
        przyjezdni widzą ciągły postęp i zmiany. Przy okazji, ilu Eskimosów i Pigmejów
        zatrudniacie na uczelni w charakterze specjalistów ? a może zatrudniacie jakiś
        profanów nigdy nie mieszkających na Grenlandii czy w Afryce a wypowidających
        się o arktycznych lodach i afrykańskiej glebie. Gdyby było inaczej przywołaj
        przełożonych do porządku i zwróc im uwagę na niestosowność takiego postępowania.
        (3)Czytałeś tekst Ziemkiewicza i niczego nie zrozumiałeś ? Nie będę więc
        powtarzał jeżeli nie chcesz tego przeczytać. Tylko, na miłość boską, nie
        wciskaj mi że świat się kończy na Ameryce i wszystko tam wymyślone jest
        mądrzejsze niż w Europie czy nawetw skromnej Polsce. Nie wszystkim imponują
        guma do zucia, coca-cola czy hamburgery. Dla ciebie każdy homoseksualista jest
        gejem a dla mnie nie. I chyba pozostaniemy przy swoim zdaniu. Pozwalam sobie
        tylko zacytować zdanie homoseksualisty podpisującego się emotikonem smile a
        pomiszczonym w innym wątku :

        Re: mnie qmno obchodzi co sadisz o heterykach
        Autor: Gość: smile IP: *.dip.t-dialin.net
        Data: 20.02.2004 23:37 + dodaj do ulubionych wątków + odpowiedz nalist -
        -------------------------------------------------------------------------------
        > Jesli nie potrafisz zrozumiec gejowskich zwiazkow poligamicznych jestes
        > przeciwko gejowskiemu ruchowi spolecznemu. Jestes podszywka homoseksualna

        Nie, bo ja nie jestem gejem, tylko homoseksualista. A to roznica. Nie lubie
        panienek z torebkami i popiskujacych ciotek i nic na to nie poradze.
        .....

        Mnie to nie dziwi. Niewielu ludzi chciałoby tak wyglądać by "zasłużyć" na
        określenie gej : www.wprost.pl/cover/?I=1076


        (4)Wbrew twojemu przekonaniu wiem o twoich kontaktach. Tylko co z tego ? To
        taki powód do dumy ? To takie trudne ? Mam ci poszukać kogo popierałeś i kto
        ciebie popierał ? Kogo przepraszałeś ? Z kim się żegnałeś ? Rozpisałeś sie na
        ten temat a to akurat mnie niewiele obchodzi.

        Może się zdziwisz ale ja miałem o tobie bardzo dobre zdanie i nadal nie uważam
        ciebie za wroga. Niestety twoja przyjaźń i poparcie udzielane obsesjonatom
        forumowym w rodzaju K52 nie przysparzają ci sympatii.
        Pzdr.
        • cs137 Re: Do cs137. Nerwy puszczają czy co ? 25.02.04, 09:38
          Gość portalu: wikul napisał(a):

          > (2)Twoje przekonanie o wyższości mieszkańca USA nad niemieszkańcem

          To Ty mówisz. Ja czegos takiego nigdy nie powiedziałem.

          > Nie wszystkim imponują
          > guma do zucia, coca-cola czy hamburgery.

          Tak, dla wielu to jest wszystko, z czym potrafią Ameryke skojarzyć. No i co ja
          na to poradzę, że nie są w stanie niczego wiecej dostrzec? Do Pana Boga można
          najwyżej mieć pretensję, że nie dał tym ludziom zdolności widzenia w szerszej
          perspektywie.


          Dla ciebie każdy homoseksualista jest
          > gejem a dla mnie nie. I chyba pozostaniemy przy swoim zdaniu.

          To jest wyłącznie sprawa tego, jak zdefiniujemy znaczenie tych słów. Jedyne, co
          mi sie nie podoba, to tworzenie odmiennych definicji dla tych samych słów w
          różnych językach. Prowadzi to zwyczajnie do nieporozumień. Ale nie mam zamiaru
          o to kruszyć kopii. Takich słów jest i tak już sporo. Weżmy choćby
          angielskie "actually" i "eventually" i polskie "aktualnie" i "ewentualnie".
          Pochadza od tych samych "przodków", a znacza co innego.

          > (4)Wbrew twojemu przekonaniu wiem o twoich kontaktach. Tylko co z tego ? To
          > taki powód do dumy ?

          Czyżbys wyniuchał te adresy e-mailowe, które sobie pozakładałem, by mieć pewnośc
          że nikt nie będzie mi w poczte zaglądał? Jeśli tak, to doprawdy podziwiam Twoje
          umiejętności hackerskie.

          > Może się zdziwisz ale ja miałem o tobie bardzo dobre zdanie i nadal nie
          uważam
          > ciebie za wroga.

          No to widocznie masz taki styl pisania, że Twoje posty brzmia tak, jakbyś sie
          do delikwenta odnosił wybitnie wrogo.

          Coż, obsesjonatów jest tutaj wielu. W oczach niejednego takiego wystarczy po
          prostu być neutralnym w stosunku do bojów toczonyc przez Krzysia z jego
          oponentami i już za taka neutralność dostaje się grubą czarną krechę.

          Pozdrawiam również,

          Cees
Pełna wersja