perla
23.03.10, 14:29
forum.gazeta.pl/forum/w,13,109062530,109091442,Re_Jak_wasz_czeski_.html
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Cep napisał bardzo dobry post. Dobry bo prawdziwy.
Mnie też nie bardzo chce się wierzyć w te ofiary molestowania sprzed lat.
Natomiast wiem, że te "ofiary" mocno wierzą w ewentualne odszkodowania.
I te odszkodowania stanowią o swoistym wysypie "molestowanych".
Z dzieciństwa mam podobne spostrzeżenia jak Cep. Chodziłem do przedszkola,
szkoły, jeździłem na kolonie, obozy, biwaki, wycieczki. Byłem ministrantem,
należałem do kółka modelarskiego, brałem udział w teatrzykach szkolnych i
parafialnych.
I nigdy nie spotkałem się z tym, że ktokolwiek był molestowany. Żaden kolega,
żadna koleżanka, nigdy o czymś takim nie informowali. A jako dzieci mówiliśmy
sobie przecież wszystko. Obgadywaliśmy nauczycieli, wychowawców, księży, i w
ogóle, dorosłych. I coś takiego na pewno by wydało się. Tym bardziej, że wcale
nie byliśmy jako dzieci pruderyjni.
Jeżeli z jakimiś zboczeniami spotykaliśmy się, to z pedalstwem. Jak jechaliśmy
np. na wycieczkę i był postój gdzieś, to chłopcy ostrzegali aby do tego
kibelka nie wchodzić, bo tam pedały podglądają (wtedy szalety publiczne były
ich naturalnym rewirem).
A poza tym, nigdy i nic w moim dzieciństwie nie słyszałem o molestowaniu
kogokolwiek.
Dlatego też Cep poruszył bardzo istotną kwestię. Ponieważ codziennie wybucha
kilka afer molestowania sprzed lat, co by świadczyło o masowości zjawiska, to
jak to się ma do naszego dzieciństwa? I czy ktokolwiek kiedykolwiek spotkał
się w swym dzieciństwie z molestowaniem właśnie?