szanuj
20.04.10, 06:32
Cały sierpień [1939 - przyp. Red.] upłynął w mobilizacyjnej
gorączce. I prasa, i władze, i zwykli ludzie całkiem poważnie
rozmawiali na temat klęski Niemiec. Oto powszechna opinia: "system
Niemców pęka, rewolucja o krok, głód, do Polski uciekły tysiące (!)
niemieckich dezerterów, byli " świadkowie ", którzy widzieli "na
własne oczy" te tysiące niemieckich oficerów i żołnierzy
przekraczających granicę polsko-niemiecką. Wystarczy tylko żeby
Armia Polska uderzyła jednocześnie na Prusy Wschodnie i na
Berlin, a wszystko się rozsypie. Gdańsk będzie zajęty w kilka
godzin, tydzień później nasza kawaleria będzie poić swoje konie w
dawnym polskim Królewcu (Königsberg), a za dwa tygodnie będziemy pod
murami Berlina. Oczywiście wojna zakończy się w ciągu 2-3 tygodni,
jeśli nie oszukają nas Francuzi i Brytyjczycy, ale jeśli w tym
momencie nie pomogą, to poradzimy sobie bez nich. Z obawy przed
straszną rewolucją, Niemcy będą zmuszone do kapitulacji, a Polska
będzie odgrywać wielką rolę historyczną przywracając tą sytuację,
która istniała przed XVII w., kiedy nasi królowie nadawali książęce
tytuły krzyżackim margrabiom.
Sprzeciwianie się temu wszystkiemu było zupełnie bezskuteczne.
Jeśli chciało się wyrazić na temat tych wszystkich rozmów swój
sceptycyzm, zaczynali krzywo na nas patrzeć, jeśli jednak
odparowywaliśmy ich argumenty, groziło to podejrzeniem o
nielojalność. Mimo wszystko, była jedna kwestia, którą mogliśmy
omawiać, a mianowicie kwestia bolszewików. "Bolszewicy – są
całkowicie w rękach brytyjskich i francuskich. Oni cały czas
proponują nam swoją pomoc, ale musimy unikać jej jak ognia." Gdy
został zawarty niemiecko-sowiecki pakt [Ribbentrop -Mołotow. –
przyp. Red.] Polacy nie przywiązali do tego prawie żadnego
znaczenia. "Bolszewicy boją się Polski jak ognia. Nam naprawdę nie
potrzeba żadnej armii na Wschodzie. Sam KOP (Korpusu Straży
Granicznej [Korpus Ochrony Pogranicza. – przyp. Red.]) poradzi sobie
z nadzorem granicy. Jedyna rzecz, którą są zaniepokojeni
bolszewicy, jest to aby Polska po klęsce Niemiec nie ruszyła na
bolszewików. Ale my ich i tak w końcu rzucimy na kolana. Kiedy
Polska będzie w pełni zabezpieczona na zachodzie, po klęsce Niemiec,
będzie musiała tak czy inaczej położyć kres bolszewizmowi i Polsce
przypadnie druga wielka historyczna misja - kończąc z bolszewizmem
odtworzyć narodową Rosję, z którą chcemy żyć w przyjaźni i zgodzie.
Pod warunkiem ustanowienia stosunków handlowych i gospodarczych
między Polską i Rosją, oba kraje będą szczęśliwe. "
Kuszące były te perspektywy, ale nie dawaliśmy im żadnej wiary.
Jednak żaden z nas nie mógł przewidzieć takiego obrotu wydarzeń.
Przygotowywaliśmy się do ciężkich walk na zachodzie, do wycofania
się Polaków poza Wisłę i do ożywienia bolszewickiej działalności
wywrotowej w strefie przygranicznej. Nie mając wątpliwości, że
polskie wojska poniosą straszliwą klęskę, zgadywaliśmy , czy
bolszewicy nie wykorzystają bezsprzecznej wrogości miejscowej
ludności do polskich władz i czy nie podejmą oni komunistycznego
powstania. Ale "my" - to było kilku rosyjskich oficerów i
intelektualistów. O tych sprawach Polacy, liczący na dwutygodniowy
zwycięski marsz na Berlin, w ogóle nie myśleli.
Stało się, co stać się miało. Wybuchła wojna. W gazetach rozpoczęły
triumfalne relacje i artykuły. "Polskie Lotnictwo nad
Berlinem". "Flota Brytyjska w Gdańsku. "Lądowanie sił angielsko-
francuskich w Prusach Wschodnich". „Polska kawaleria zwycięsko idzie
na Królewiec”, "Linia Zygfryda przerwana. Drodze do Berlina otwarta.”
Każdy tytuł w gazetach powodował nową falę entuzjazmu i ...
przyznaję, że niektórzy z nas się zawahali, że może rzeczywiście w
tej głuszy coś przeoczyliśmy, a znając stare cesarskie Niemcy
stwierdzimy, że „silniejszego niż kot zwierzęcia nie ma”. Jednak po
kilku dniach zaczął się zimny prysznic. Jednak było i radio przez
które, oprócz nieuniknionej przesady po obu stronach, można słuchać
neutralnych stacji, poznać prawdę; przyszły gazety z Rygi.
Rzeczywistość objawiła swoje prawa. Jednak aż do ostatnich dni,
Polacy nie zniechęcali się. "Strategiczny manewru. Niemcy w
pułapce”. "Niemcy będą wepchnięci do Wisły”." Niemieckie czołgi
grzęzną na polskich drogach". "Wisła - polska linia Maginota"
Jednak zupełnie niespodziewanie wojska niemieckie podeszły pod
Białystok. Patos i entuzjazm zamienił się w zakłopotanie. W pełnym
chaosie uciekały na wschód urzędy państwowe. Walczącej armii ja
osobiście nie widziałem ale wrażenie było następujące - bohaterstwo
w rozpaczy. Ale na tyłach zaczęła się panika, przypominająca mi
okres upadku armii ochotniczej. Wszyscy mieli jeszcze nadzieję:
uratują nas Francuzi i Anglicy, to nie możliwe żeby nas opuścili. I
Warszawa się trzyma i jak mówią, Niemcy ponoszą ogromne straty.
Kiedy sojusznicy dojdą do Berlina, zagnamy Niemców gołymi rękami w
pułapkę. Siądziemy na Wiśle! Rząd będzie zarządzać z Brześcia
Litewskiego. I ani słowa na temat bolszewików. Jak gdyby nie
istnieli. I nagle ...
Ale zanim dowiedzieliśmy się, rozeszły się ciche pogłoski wśród
Żydów i chłopów. Najwyraźniej jakimiś tajnymi sposobami bolszewicy
dawali znać, co się stanie. Pojawiło się wielu dezerterów spośród
miejscowej ludności. Młodzieży żydowskiej, oczy błyszczały z
radości. Władze niczego nie dostrzegały.
Wreszcie przyszedł 17 września. O ile pamiętam, przed moją bramą
zatrzymał się jadący na wozie stary rolnik, dobrze mi znany, były
artylerzysta artylerii Gwardii. To była 7 rano. "Jaśniepanie.
Słyszeliście nasi idą!" - "Jacy nasi, Stepanie Iwanowiczu?” – „No,
wojsko rosyjskie”. – „Gdzie, kto taki? " - "Tak w Baranowiczach już
słupy padły, pany uciekli, mówią, że za jednym zamachem, dojdą do
Warszawy. Syn przyjechał pociągiem z Wołkowyska, tam już wszyscy
wiedzą.” Ja mimo ponurych przeczuć, zdrętwiałem. "Ale jaśniepanie,
nie bądźcie smutni. Bolszewiki już nie takie. Śmiech gadać,
dwadzieścia lat rządzą w Rosji, to już całkiem ruska władza. A i
mówią - oficery ich prawdziwe. Jeszcze będziecie służyć! A dla nas
to jedyne zbawienie, po prostu zajechali nas tutaj. Ziemia tu
przecież ruska, nasza ... " Nie mogłem nic mówić – coś podeszło mi
do gardła, więc machnąłem ręką i poszedłem do siebie. W ciągu
jakiejś pół godziny przeżyłem całą serię uczuć: z jednej strony
żołnierze rosyjscy, nawet pod czerwonymi gwiazdami ale idą po swojej
własnej rosyjskiej ziemi, z drugiej – przypomniałem sobie wojnę
domową, cały ten krwawy terror, który panował w Rosji, egzekucje,
Międzynarodówkę. Nie - powiedziałem sobie - bolszewicy się nie
zmienili i nie ratują tego kraju - wciągną go w jeszcze większe
tarapaty i horror.
Ale co zrobić. Trzy dni z rzędu po naszej okolicy krążyły samoloty
niemieckie, Niemcy w odległości kilkudziesięciu kilometrów a to
oznacza, że dziś lub jutro będą tutaj. I upiorną wydawała się myśl,
że Niemcy i bolszewicy będą spokojnie dzielić nieszczęsną Polskę.
Teraz wszystko stało się jasne, ale wtedy w ostępach Białorusi, w
naszych głowach rodziły się najbardziej fantastyczne marzenia:
Niemcy uderzą na bolszewików, rozpocznie się wojną, w której reżim
stalinowski zginie a Rosja się oczyści i odrodzi..
I tak ja, z trojgiem moich przyjaciół - oficerów, w moim leśnym
domu, nieopodal dużych zabudowań dworskich pozostaliśmy żeby czekać
na przyjazd Niemców.
Tej samej nocy rozpoczęły się chłopskie zamieszki. Okoliczni
właściciele uciekli. Chłopi - wielu z nich w polskich mundurach -
uzbrojeni w karabiny wystawili straże. Rano utworzyli coś w rodzaju
komitetu rewolucyjnego. Ale grabierzy nie było. Nie było ich w ogóle
w naszym regionie. Czy bolszewicy bali się stojących w pobliżu
Niemców i nie wysyłali swoich agitatorów,