Gość: Palnick
IP: *.stenaline.com
28.02.04, 17:24
Prawie 11 tys. dzieci w USA było molestowanych przez księży
Bartosz Węglarczyk, Waszyngton 27-02-2004, ostatnia aktualizacja 27-02-2004
18:13
Hierarchia uprawiała "kulturę ukrywania prawdy". Obwinieni duchowni nie byli
przekazywani policji, lecz ukrywani i przerzucani z miejsca na miejsce
Od 1950 roku ponad 4 proc. spośród około 110 tys. księży amerykańskiego
Kościoła katolickiego zostało co najmniej raz oskarżonych przez wiernych o
napastowanie nieletnich. 4,3 tys. księży było w tym czasie podejrzanych o
molestowanie 10,6 tys. dzieci - głównie nastolatków, choć 4 proc. ofiar to
dzieci poniżej 6. roku życia. W co czwartym zbadanym przez komisję przypadku
doszło do pełnego stosunku seksualnego, w niemal co trzecim przypadku
duchowny uprawiał ze swą ofiarą seks oralny. Większość przypadków
molestowania dotyczyła chłopców. W latach 80. jedynie co siódma ofiara była
dziewczynką. Ponad połowa księży pedofilów była oskarżona jedynie o jeden
przypadek napastowania. Jednak 149 recydywistów miało "na koncie" 2,9 tys.
ofiar. Zdecydowana większość tych duchownych nie została oskarżona przez
prokuraturę, bo ofiary - najczęściej pod naciskiem Kościoła - nigdy nie
zgłosiły się na policję.
Autorzy raportu podkreślają, że wszystkie liczby są raczej zaniżone.
Faktycznie skala zjawiska niemal na pewno jest jeszcze większa, bo do
początku XXI w. jedynie niewielka część ofiar wnosiła skargi do Kościoła. W
wielu przypadkach biskupi i kardynałowie nakłaniali ofiary do wycofania
zawiadomień. Autorzy piszą, że Kościół katolicki "od 1950 roku niemal do dziś
tolerował zjawisko pedofilii i homoseksualizmu wśród swych duchownych".
Biskupi i kardynałowie chcieli uniknąć skandalu, a kościelni prawnicy
udzielali im nieetycznych rad. "Hierarchia więcej uwagi zwracała na to, by
skandale pedofilskie nie ujrzały światła dziennego, a nikt nie dbał o prawa
ofiar lub dobro dzieci" - mówi raport.
Kościół wydał w tym czasie co najmniej 572 mln dolarów na opłaty dla
prawników, przenosiny duchownych i kurację psychiatryczną dla niektórych
księży. Autorzy raportu podkreślają, że suma ta niemal na pewno była o wiele
wyższa, bowiem wielu biskupów ukrywało takie wydatki, uprawiając "twórczą
księgowość".
Raport powstał na zlecenie amerykańskiego Episkopatu, który z pedofilią wśród
duchownych zaczął walczyć dwa lata temu. Episkopat poprosił o napisanie
raportu grupę byłych agentów FBI, prawników i socjologów, z których wszyscy
są wiernymi zaangażowanymi w życie Kościoła. Raport jest pierwszym poważnym
krokiem Kościoła na drodze do rozliczenia się z koszmarną przeszłością.
Według amerykańskich socjologów nikt na świecie nie opracował dotąd tak
szerokiego opracowania na temat zjawiska pedofilii w jednej instytucji.
W ciągu ostatnich dwóch lat prokuratorzy w kilkudziesięciu miastach USA
rozpoczęli dochodzenia w sprawie kilkuset księży. Do tej pory już kilku
trafiło do więzienia - w jednej z najgłośniejszych spraw w Bostonie ksiądz
skazany za wielokrotną pedofilię został zamordowany przez współwięźniów.
Od roku 1950 tylko14 proc. przypadków molestowania zostało zgłoszonych
policji przez ofiary lub Kościół. Jedynie nieco ponad 400 duchownych zostało
oskarżonych przez prokuraturę - nawet wówczas Kościół chronił swych księży,
np. opłacając ofiary, by wycofały swe zeznania. W ciągu ostatnich 53 lat
jedynie 138 księży pedofilów trafiło do więzienia.
Najbardziej znanymi ofiarami skandalu są arcybiskup Bostonu Bernard Law,
kardynał z Nowego Jorku Edward Egan oraz kardynał z Los Angeles Roger Mahony.
Wszyscy trzej przez lata pomagali ukrywać się swym podwładnym podejrzanym o
pedofilię, opłacali milczenie ofiar, a po wybuchu publicznego skandalu
odmawiali współpracy z policją.
W rozmowach z reporterami autorzy raportu podkreślali wczoraj, że Watykan -
nawet w ciągu ostatnich dwóch lat, gdy Kościół w USA znalazł się w ogniu
zmasowanej krytyki - lekceważył problem. Kardynał Joseph Ratzinger rok temu
był przekonany, że "problem dotyczy bardzo niewielkiej grupy duchownych, na
pewno o wiele poniżej jednego procenta".