manny-jestem
01.06.10, 17:03
Zalozmy ze dzis rano o 9 mial na wojskowym lotnisku Andrews Air Force base
ladowac premier Rosji Putin. Pogoda jednak byla tragiczna. Mgla, descze,
niezwykle zla widocznosc. Trzy cywilne lotniska pod Waszyngtonem zsotaly
zamkniete a loty doesylane sa do Filadelfii i Nowego Jorku.
O godzinie 8:45 Bialy Dom dostaje telefon z Andrews ze samolot Putina zbliza
sie do ladowania. Dowodca na lotnisku pyta co robic. Obama nie chcacy aby jego
kolega Putin pomyslal ze nie chce sie z nim spotkac rozkazuje dowodcy aby
wieza przekazala dokladne dane o pogodzie rosyjskiemu samolotowi, ale zeby
decyzje o ladowaniu przekazala zalodze.
Putin dowiadujac sie ze lotnisko pozostaje otwarte kaze pilotowi uczynci
wszystko aby wyladowac. O godzinie 8:59 samolot sie rozbija i wszyscy na
pokladzie gina.
Kto jest winny wypadkowi? Piloci, kontrolerzy, Putin czy Obama?