hasz0
29.06.10, 19:41
....jest coś oślizłego....oślizgłego ...lepkiego...
takiego jakby galaretę dotknąć w kieszeni garnituru!!!!
......takie uczucie mam czytając tu co i rusz Facqowe fackowanie.....
Brzydzę sie Jego akcją adwokacką obrony nikczeminika piq-a,
brzydzę sie wredotą popierających PO
.... w pełni swiadomosci swojej wredoty..
popierajacych wredotę oszczerstw i bezczelnych kłamstw Bronka....
... jawnych - wyciągniętych świadomie z kosza...odkurzonych kłamstw -
z wiedzą, że są FAŁSZYWE bo użyte już przez Pawlaka "kolesia"
z "nocnej zmiany" tych o zgrozo jacy są BEZCZELNIE WREDNI!!!!!!!
JAKI TUPET!!!!!!!!! nikczemnie zakłamani!!!!!!..chamsko Palikotowo
zwyrodnialI!!!!!!!!
użyli....OSĄDZONYCH JUŻ kłamstw ...te kartkę z kopią z zamówionym
kłamstwem Voice z 2006 r.
a do tego te szyderstwa Hymenosa z ...szkoda słow patrz chamie
jeden z drugim - i jeszcze ta trumna - grają trumną Blidy DZIS.....
na czerwonym Zagłebiu...
...patrz...nie rusza Cię? wiem.....poznałem Was....podczas
piczastego gnojówkowania...dobrze Was wtedy poznałem
........jak Was załgane oszczerstwa cieszyły!!!!!!!!!!
Cytatsamolot był na fałszywej ścieżce schodzenia – był kierowany
wprost w dolinę, głęboką na 60 metrów. Jak zeznał Wosztyl, rosyjski
kontroler powiedział do pilotów prezydenckiego tupolewa: „jak na
wysokości 50 metrów nie zobaczycie pasa, odlatujcie”. Wieża
wiedziała, że widoczność w pionie w rejonie lotniska wynosiła
wówczas zaledwie 30 metrów. Zejście polskiego Tu-154 do poziomu 50
metrów oznaczało nieuchronne zderzenie ze zboczem kończącej się
doliny. Gdy piloci dojrzeli przez gęstą mgłę wyłaniające się zbocze,
byli bez szans. Tylko znakomite umiejętności pierwszego pilota
Arkadiusza Protasiuka spowodowały, że maszyna nie rozbiła się od
razu o zbocze, lecz udało mu się poderwać samolot na kilkanaście
metrów. Ale zaraz tupolew stracił fragment skrzydła, co stało się
początkiem dramatu. To jednak nie tłumaczy tak ogromnych zniszczeń
samolotu po upadku z kilku metrów. Co stało się w samolocie przed
jego uderzeniem w ziemię, dlaczego kabina pasażerska praktycznie
zniknęła w wyniku wypadku, dziś jeszcze nie wiadomo.
Zeznania polskiego pilota, co ciekawe, są w sprzeczności z
zeznaniami Pawła Plusnina, kontrolera lotów w Smoleńsku. Zeznał on
(karta 2538), według naszych informatorów, że zabronił schodzić
pilotom Tu-154 poniżej 100 m. Zastanawiające, że ani komendy Rosjan,
którą słyszał porucznik Wosztyl mówiącej o zejściu do 50 metrów, ani
nawet tej z zeznań rosyjskiego kontrolera mówiącej o 100 metrach,
która byłaby dowodem dobrych intencji wieży, nie ma w stenogramach.
Jest to kolejna przesłanka dowodząca, że stenogramy, podobnie jak
całe niemal śledztwo, sfałszowano.
Mijają trzy miesiące od katastrofy, a w śledztwie pojawia się coraz
więcej niejasności. Tymczasem p. o nieżyjącego Prezydenta, Bronisław
Komorowski, nic w wyjaśnieniu tej tragedii nie zrobił. Poza
odznaczeniem rosyjskich milicjantów za ich poświęcenie w
zabezpieczeniu miejsca katastrofy….
źródło: wp.pl / gazetapolska.pl (29 czerwca 2010