hasz0
29.06.10, 19:48
CytatWieża w Smoleńsku podała pilotom prezydenckiego Tu-154, gdy
dolatywał do lotniska: „zejdźcie do 50 metrów”. Tak wynika z zeznań
pilota Jaka-40, porucznika Artura Wosztyla, złożonych w prokuraturze
(karta 1165), do których dotarli informatorzy „Gazety Polskiej”.
Samolot był już wówczas wprowadzony na fałszywą ścieżkę, wprost w
głęboką na 60 m dolinę, a widoczność we mgle w pionie wynosiła 30
metrów. Był to wyrok śmierci dla prezydenckiej maszyny.
Porucznik Wosztyl słyszał słowa kontrolera wieży wydawane po
rosyjsku pilotom Tu-154 w radiostacji pokładowej Jaka-40, który
wylądował w Smoleńsku 10 kwietnia o godz. 7.22. Rosyjski kontroler
wypowiedział je, gdy drugi pilot Tu-154, Robert Grzywna, podał na
wysokości 80–70 metrów komendę: odchodzimy. To dowodzi, że wieża
kontrolna w Smoleńsku kierowała prezydencką maszynę do zderzenia z
ziemią. Kontrolerzy na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj wiedzieli, że
polski
samolot był na fałszywej ścieżce schodzenia – był kierowany wprost w
dolinę, głęboką na 60 metrów. Jak zeznał Wosztyl, rosyjski kontroler
powiedział do pilotów prezydenckiego tupolewa: „jak na wysokości 50
metrów nie zobaczycie pasa, odlatujcie”. Wieża wiedziała, że
widoczność w pionie w rejonie lotniska wynosiła wówczas zaledwie 30
metrów. Zejście polskiego Tu-154 do poziomu 50 metrów oznaczało
nieuchronne zderzenie ze zboczem kończącej się doliny. Gdy piloci
dojrzeli przez gęstą mgłę wyłaniające się zbocze, byli bez szans.
Tylko znakomite umiejętności pierwszego pilota Arkadiusza Protasiuka
spowodowały, że maszyna nie rozbiła się od razu o zbocze, lecz udało
mu się poderwać samolot na kilkanaście metrów. Ale zaraz tupolew
stracił fragment skrzydła, co stało się początkiem dramatu. To
jednak nie tłumaczy tak ogromnych zniszczeń samolotu po upadku z
kilku metrów. Co stało się w samolocie przed jego uderzeniem w
ziemię, dlaczego kabina pasażerska praktycznie zniknęła w wyniku
wypadku, dziś jeszcze nie wiadomo.
Zeznania polskiego pilota, co ciekawe, są w sprzeczności z
zeznaniami Pawła Plusnina, kontrolera lotów w Smoleńsku. Zeznał on
(karta 2538), według naszych informatorów, że zabronił schodzić
pilotom Tu-154 poniżej 100 m. Zastanawiające, że ani komendy Rosjan,
którą słyszał porucznik Wosztyl mówiącej o zejściu do 50 metrów, ani
nawet tej z zeznań rosyjskiego kontrolera mówiącej o 100 metrach,
która byłaby dowodem dobrych intencji wieży, nie ma w stenogramach.
Jest to kolejna przesłanka dowodząca, że stenogramy, podobnie jak
całe niemal śledztwo, sfałszowano.
Mijają trzy miesiące od katastrofy, a w śledztwie pojawia się coraz
więcej niejasności. Tymczasem p. o nieżyjącego Prezydenta, Bronisław
Komorowski, nic w wyjaśnieniu tej tragedii nie zrobił. Poza
odznaczeniem rosyjskich milicjantów za ich poświęcenie w
zabezpieczeniu miejsca katastrofy….
źródło: wp.pl / gazetapolska.pl (29 czerwca 2010