______aż tak PO-traficie judzić?_POdziwiam!_______

15.07.10, 10:36
https://naszapolska.pl/images/stories/powstancy%201830.jpg
https://www.neostrada.wp.pl/i/ivar/F/201007/158300.jpg
CytatZ dr. Tadeuszem Augustynowiczem, byłym koordynatorem lotnisk
wojskowych i wieloletnim pracownikiem PLL LOT, menedżerem Cargo
Terminal London Heathrow Airport, rozmawia Marta Ziarnik

Jakie są uprawnienia kontrolerów ze Smoleńska?
- Uprawnienia kontrolerów w Smoleńsku to wielka niewiadoma. Nie
odnosi się do niej także MAK. Otóż wieża może mieć - w zależności od
swoich kompetencji (warunkowanych wyposażeniem i szeregiem innych
czynników) - dwojaki status. Albo wieża informacyjna, albo wieża
kontrolna. A więc zasiada w niej albo kontroler, albo informator.
Kompetencje kontrolera są nieporównywalnie wyższe, ponieważ może on
wydawać załodze komendy, a informator raczej sugestie. Jego praca
polega na obustronnej wymianie informacji z pilotami, tak by
posiadali oni dostateczną ilość danych, by bezpiecznie wylądować. Na
Okęciu jest wieża kontrolna (na wielu częstotliwościach pracuje tam
wielu kontrolerów, którzy zajmują się różnymi zadaniami, jak
sprowadzanie do lądowania, kierowanie maszynami na ziemi itd.),
natomiast na Bemowie jest wieża informacyjna Babice-Info.

Jakie były rzeczywiste kompetencje kontrolerów Pawła Plusnina i
Wiktora Ryżenki?
- Otóż zaraz po katastrofie Paweł Plusnin chętnie oskarżał polskich
pilotów o łamanie procedur, podczas gdy sam twierdził, że nie mógł
zakazać lądowania, a co za tym idzie - nie był w ogóle kontrolerem,
lecz informatorem. Tymczasem jak wynika z MAK-owskiego "stenogramu",
zachowywał się on jak kontroler, a nie jak informator. Nakazał
zniżanie w odpowiednim momencie, nakazał utrzymywać określony kurs,
nakazał wykonać trzeci zakręt, aż wreszcie wydał komendę "lądowanie
warunkowe" (ros. posadka dopałnitielno), którą może w Rosji wydać
jedynie kontroler. Z prostej przyczyny - oznacza ona, że kontrola
lotów wydaje lub nie pozwolenie na lądowanie. Nikt też nie
poinformował pilotów, jakoby to nie była wieża kontrolna, a Plusnin
i Ryżenko w ogóle nie byli kontrolerami. Z ich zachowania wynika
jednoznacznie, że kontrolerami byli i mogli nie wyrazić zgody na
lądowanie, jak też skierować samolot na lotnisko zapasowe.

A czy Pana zdaniem, piloci tupolewa nie powinni się jednak
zorientować, że coś jest nie tak? Chociażby po tym, jak nie
dostawali pewnych komend z wieży. Przecież mjr Protasiuk lądował już
na tym lotnisku, miał z wieżą kontakt, wiedział, jak wygląda
współpraca z nimi.
- Nie wiadomo jednak, jak wówczas zachowywała się wieża, jakie wtedy
były jej kompetencje, jakie wtedy było wyposażenie i jaki wtedy był
jej status. Ponieważ wtedy właśnie lądowali tam premierzy Władimir
Putin i Donald Tusk, Rosjanie mogli zdecydować się na umieszczenie
radaru precyzyjnego zniżania RSP-10MN, tak bardzo osławionego, i
potem mogli go zdemontować. To jest możliwe. Nie wiadomo także, czy
statutu wieży nie zmieniono na kontrolną tylko na czas przylotu
Putina, a potem była już informacyjna. Istnieje teoretyczna
możliwość, że tak właśnie wyglądała sytuacja.
Jeżeli chodzi o komendy z wieży, w kręgu nie były one aż tak
istotne. Zresztą o ile załoga posiadała dane aeronawigacyjne (na to
pytanie wciąż nie ma odpowiedzi i nie wiadomo, czy były to dane
poprawne), miała rozpisane współrzędne wejścia w zakręty w kręgu, a
tym samym posiadała pewną niezależność od komend wieży. Ale nie
wiemy, jak było dokładnie. Na pani pytanie nie da się odpowiedzieć,
jeśli nie zostanie upubliczniony zapis rejestratorów komunikacji
wieży kontroli.

Twierdzi Pan, że załoga, wchodząc w czwarty zakręt, powinna zająć
wysokość 500 m, tymczasem ze stenogramu wynika, że dopiero się do
niej zniżała. O czym to świadczy?
- Nie miało to bezpośredniego wpływu na katastrofę, ponieważ załoga
zajęła prawidłową wysokość 500 m przy rozpoczęciu ścieżki zniżania.
Tysiąc metrów to zbyt duża wysokość zarówno w porównaniu z kartami
podejścia (Approach Charts) z 2005 roku (wysokość wejścia w krąg
nadlotniskowy z punktu ASKIL 500 m), jak i z kartami z 2006 roku
(wysokość wejścia w krąg nadlotniskowy z punktu ASKIL 700 m). Nie
wiem, czy taka sytuacja wynika z błędnych danych aeronawigacyjnych
czy złej komunikacji z wieżą kontroli lotów. Niemniej jednak nie
miało to wpływu na katastrofę, ponieważ załodze udało się prawidłowo
wprowadzić samolot na kurs i wysokość do rozpoczęcia zniżania.

Ze stenogramu wynika też, że piloci wpierw wykonywali pewne manewry
bez standardowo poprzedzających je komend z wieży, a dopiero później
wieża ich wykonywanie potwierdzała. Czy takie procedury są normalnie
stosowane?
- Jeśli wieża nie opóźniła się z tą komendą "drastycznie", pilot
mógł pierwszy powiedzieć, że wykonuje jakąś czynność. To jest zgodne
z procedurami. Ponieważ kapitan i nawigator prawidłowo ustawili
samolot na kursie i wysokości podejścia do lądowania, komunikacja z
wieżą nie wywołała do tego momentu zagrożenia dla bezpieczeństwa
lotu i nie było konieczności odlatywania na lotnisko zapasowe tylko
z tego powodu. Kontrola lotów miała jednak obowiązek zamknięcia
lotniska i ponieważ tego nie zrobiła, kapitan miał prawo
wielokrotnie wykonywać podejścia do lądowania. To był
najpoważniejszy błąd kontroli. Jeśli załoga nie zauważyła nic rażąco
sprzecznego z procedurami w zachowaniu kontrolera (a takich
sprzeczności z punktu widzenia załogi nie było), nie musiała
odlatywać z tego lotniska. Za swoje decyzje i komendy w pełni
odpowiada kontroler.

Jak szkoli się pilotów na wypadek takiej sytuacji?
- Piloci szkoleni są na symulatorach do postępowania w każdej
sytuacji kryzysowej, także lądowań bez pomocy kontroli lotów (takie
sytuacje powstają np. przy awarii łączności). Załoga niedawno
ćwiczyła takie postępowanie na symulatorze Embraera w Szwajcarii, a
wcześniej także w Moskwie na symulatorach Tu-154. Tym samym była
przygotowana na taką ewentualność i jeśli kontrola lotów nie
wydawała poleceń mylących, nie było dużego zagrożenia. Jeśli jednak
komendy wieży były mylące i dezinformujące (a mogło tak się stać),
zagrożenie automatycznie powstało.
Dodam tutaj, że uważam, iż bezpośrednią przyczyną katastrofy była
awaria maszyny, ponieważ za "zanurkowanie" do 20 m kapitan Protasiuk
stanąłby już w Polsce przed prokuratorem i niechybnie poniósłby
bardzo poważne konsekwencje, z których najmniejszą byłaby utrata
wszystkich uprawnień lotniczych. Nie ma możliwości, aby kapitan
wykonał taką czynność. To bzdura. Niemniej jednak praca kontroli
lotów w jakimś stopniu mogła wpłynąć na katastrofę. Niczego nie da
się wykluczyć.

Dziękuję za rozmowę.
https://www.radiomaryja.pl/z_artykuly/lotnisko_smolensk.jpg

    • hymenos Przekaz zupełnie nieczytelny. 15.07.10, 11:05
      Nie wiadomo kto potrafi i kogo podziwiasz?!
    • rycho7 na zlosc babci odmrozic uszy 15.07.10, 11:24
      hasz0 napisał:

      > Kontrola lotów miała jednak obowiązek zamknięcia lotniska

      Lotnisko zostalo "zamkniete" droga dyplomatyczna gdy Putin zaprosil Tuska. Putin
      jako gospodarz mial takie prawo. Mamrotka powinien byl zaproscic Miedwiediew ale
      nie mial ochoty znosic fochow rozdetego ego Prawdziwego Polaka.

      Osobie prywatnej laskawie zezwolono na wykorzystanie wojskowej infrastruktury
      Rosji, takiej jaka ona jest, czyli absolutnie dennej.

      Kontroler wolal uniknac fochow i awantur. Ale jak widac to nie do unikniecia.
      • hasz0 Hymen- ja od dawna a R7 tera: -Tusk POsluchał Put 15.07.10, 16:36

        ina i "zamknął" lotnisko.
        Przedtem przećwiczył kilka razy próbnie reakcje POdobnopolaczków
        na "zamykanie lotniska z samolocikami" dla Pana Prezydenta
        ...swego szefa.
        POnieważ próby wypadły POzytywnie
        zdecydował się na prośbęPutina na zamkniecie 3 dniowym wyprzedzeniam
        Uroczystości Uniepamiętniających i kasujących
        ważność "NIEPAŃSTWOWEJ"= TURYSTYCZNEJ WIZYTY
        zresztą dla upwypuklenia jasności przekazu wielokrotnie
        kontestowanej zniechęcającymi zagrywkami niedyplomatycznymi.

        CZY TO OMÓWIENIE WYJAŚNIENIA RYCHA7
        jest już dla Ciebie Hymenosie bardziej jasne?
        • hasz0 1992 -> 1392 2010 ->1410 15.07.10, 16:41
          1392 - utracona Ziemia Dobrzyńska
          1992 - utracona ziemia dobrzyńska

          201o chwieją się choragwie smoleńskie


          Cytat"Gdy Litwini i Tatarzy po kilkugodzinnej walce zaczeli się
          chwiać, opierają się już tylko trzy chorągwie smoleńskie (...). Za
          Litwinami pierzchają zaciężni Czesi, a pod natłokiem pierzchających
          upada wilka chorągiew koronna, którą utracił Marcin z Wrocimowic,
          chorąży krakowski. Chrystus ist erstanden ! krzyknęli Krzyżacy ich
          okrzyk zwycięstwa. Aliści Sieradzanie podnoszą upadłą chorągiew -
          staje przy niej Zyndram z Miszkowic, drobnego ciała, ale wielkiej
          duszy - otuchą napełniają się przerażone umysły. Szala zwycięstwa
          przechyliła się na naszą stronę".
          Po zwycięstwie król zwolnił niemal wszystkich jeńców, wiążąc ich
          jednym słowem honoru. Zatrzymał jednak Krzyżaków z Zakonu i
          rozmieścił po zamkach królewskich w Sieradzu, Łęczycy, Lublinie oraz
          do innych zamków.
          Król ofiarował znaczniejszym kościołom cenne dary. Katedra wawelska
          np. Otrzymała 52 chorągwie krzyżackie. Sieradz otrzymał gotycki
          tryptyk polowy z namiotu króla, który znajdował się przez
          kilkanaście lat w kościele św. Wojciecha w Męce koło Sieradza. Przed
          1883 r. ks. Jan Moczyński zamienił ten ołtarz na jakiś obraz olejny,
          odtąd tryptyk ten znajdował się (?) w Warszawie. Dzień bitwy pod
          Grunwaldem Kościół czcił jako dzień św. Rozesłańców Apostolskich.
          Święto to obchodzono odtąd uroczyście w całej Polsce. W 1414 r. król
          Jagiełło w miejsce kościoła św. Marcina, który stał w pobliżu zamku
          sieradzkiego, ufundował na zamku kaplicę pw. Św. Rozesłańców.
          Urzędowa erekcja tej kaplicy nastąpiła w 1426 r. Spaliła się ona
          wraz za zamkiem w 1588 r. i już nigdy nie została odbudowana.
          Pamiątką wiktorii grunwaldzkiej jest do dziś istniejący drewniany
          kościół św. Ducha w Sieradzu.
        • rycho7 Re: Hymen- ja od dawna a R7 tera: -Tusk POslucha 15.07.10, 17:21
          hasz0 napisał:

          > "zamykanie lotniska z samolocikami" dla Pana Prezydenta
          > ...swego szefa.

          1. Prezydent nie jest szefem Premiera. Fakt ten oczywiscie nigdy nie przeniknie
          do urojen pislamistow.

          2. Jego Egodetosc za pieniadze podatnikow zabawial sie samolocikami przez
          kadencje. Nosil wilk razy kilka poniesli i wilka. Bog nierychliwy ale sprawiedliwy.

          Ja doskonale rozumiem gnojarka, ze obrazil go telefon od Sikorskiego gdy
          powinien osobiscie zadzwonic Jahwe.
          • hasz0 mściwa opinia R7 o Radom76= ciecia:wrócił Smoleńsk 15.07.10, 18:45

            przypomnij no mi jakimi słowami mnie oskarżyłeś bodaj wczoraj
            albo dziś za Radom?

            .......ta Wasza retoryka jest tak "genialnie" przewrotna,
            że normalny człowiek nie wyspecjalizowany w krętactwie nie tylko jej
            nie wymyśli ale nawet nie potrafi jej powtórzyć!

            Ten zabieg PARSZYWEGO PIJARU jak dosadnie i prosto okreslił go przed
            chwilą w TVP2 w wiadomosciach b. min. Polaczek,
            polegający na WREDNYM nazywaniu powstrzymywania się w kampanii
            przypominia haniebnych zachowań po tragedii
            ..."fałszywą, nową twarzą" jest jednym z licznych przykładów
            himalajów obłudy PO i jej fanów.

            Następny przykład z tej paranoi opiszę w kolejnym poście, gdzie
            krótko przyspomnę o faktach, PRAWDZIWYCH FAKTACH
            tzw. "ZASŁUG" tow. bez mgra "HONOROWEGO"
            od dziś obywatela Warszawy.



            • hasz0 niedaleko pada jabłko od jabłoni B. Sulinowa 15.07.10, 18:47
              Cytatw 1971 roku: Odbyły się w naszej szkole uroczystości
              poświęcone 54 rocznicy Wielkiego Października. Uroczystość tę
              zaszczycili swą obecnością pedagodzy radzieccy. Wydarzenia tamtych
              chwalebnych dni przypomniał kolega Kwaśniewski, który zwrócił
              jednocześnie uwagę na zasługi ZSRR w rozwoju socjalizmu polskiego
              (cyt za Gazetą Wyborczą z 23 listopada 1995 r.).

              W dość szczególny sposób tłumaczył swoje opowiedzenie się za lewicą:
              Mój ojciec od rana słuchał "Wolnej Europy". Moje lewicowe poglądy
              ukształtowały się pod wpływem niedobrej prymitywnej
              propagandy "Wolnej Europy". Jej jednostronność tak mnie denerwowała,
              że pchało mnie to w stronę lewicy. Kwaśniewskiego
              denerwowała "niedobra, prymitywna propaganda RWE", ale jak widać
              pociągała go łukaszewiczowsko-gierkowska propaganda lat 70., nie
              mówiąc o propagandzie sowieckiej z doby późnego Breżniewa. Szybko
              robił karierę aparatczyka. W 1977 roku był już wiceprzewodniczącym
              Zarządu Wojewódzkiego SZSP i wstąpił do PZPR-u. W 1978 roku był już
              kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Ożenił się z Jolantą Konty i
              przeniósł do Warszawy, gdzie natychmiast dostał mieszkanie. Już nie
              starał się ukończyć studiów i napisać żmudną pracę magisterską.
              Teraz liczyło się dla niego maksymalne wykorzystanie dobrych
              układów. Znający dobrze Kwaśniewskiego od 1981 roku Piotr
              Gadzinowski wspominał: Umiejętność sitwiarstwa byla istotną cechą
              prezesa i Kwaśniewski ją niewątpliwie posiada.
              (Cyt. za Agatą Chróścicką: Kwaśniewski jestem..., Kraków 1995, s.
              24, 37 )

              Jesienią 1981 r. Kwaśniewski został redaktorem naczelnym "itd". Po
              czasowym zamknięciu pisma w okresie stanu wojennego od stycmia 1982
              r. rozpoczyna gorączkowe starania u różnych bonzów partyjnych o jego
              uruchomienie. Z tego czasu i z pierwszych miesięcy po wznowieniu
              pisma zanotowano wiele przykładów nagminnej skłonności
              Kwaśniewskiego do rozmijania się z prawdą. Opisała je Agata
              Chróścicka: Czekając na odwieszenie "itd" wszędzie mówił, że jest
              bezrobotny i uskarżał się, że nie ma pieniędzy, podczas gdy - jak
              twierdzą jego koledzy redakcyjni - przez cały czas zawieszenia "itd"
              brał pensję redaktora naczelnego. Uczestniczył w komisji
              weryfikacyjnej dziennikarzy, jak wspominała choćby Lidia Ostałowska,
              ale później twierdził, że nie brał żadnego udziału w weryfikacjach
              dziennikarzy. Chociaż lubił podkreślać, jak ważne były dla niego
              starania o dziennikarzy, których namówił do współpracy z "itd"
              podczas weryfikacji nie upominał się o swoich współpracowników. Co
              więcej - kiedy niektórzy z negatywnie weryfikowanych dziennikarzy
              wygrywali sprawy w Sądzie Pracy, nie przyjmował ich z powrotem do
              redakcji. (A. Chróścicka, op. cit., s. 34)


              Tego typu postawa Kwaśniewskiego sprzyjała jego przyspieszonej
              karierze, mocno wspieranej w swoim czasie przez
              młodego "twardogłowego" Waldemara Świrgonia. W 1984 roku został
              redaktorem naczelnym Sztandaru Mlodych, w 1985 r. ministrem w
              rządzie Messnera, później ministrem w rządzie Rakowskiego, przez
              którego był ogromnie faworyzowany. W 1989 roku przy "okrągłym stole"
              był już jednym z czołowych przedstawicieli strony partyjno-rządowej,
              startował w wyborach czerwcowych do Senatu z województwa
              koszalińskiego, ponosząc porażkę w starciu z nikomu nie znaną
              organistką z listy "Solidamości" z Koszalina. Zaprzyjaźniony już
              wtedy z Kwaśniewskim Michnik dworował sobie w rozmowie z nim 8
              czerwca 1989 r. mówiąc: Olek, taką ka-ampanię zrobiłem ci w Gdańsku,
              i dałeś du-upy. "Różowi" na czele z Kuroniem i Michnikiem nie
              zapominają o Kwaśniewskim, widząc w nim godnego maksymalnego
              popierania i nagłaśniania "Europejczyka", który bardzo może się im
              przydać w przyszłości w starciach z narodową prawicą. Kwaśniewski
              utrzymał urząd przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury
              Fizycznej w randze ministra. Zarówno w 1989 roku, jak i w 1990 jako
              przewodniczący SdRP Kwaśniewski korzystał z bardzo wydatnego
              poparcia nagłaśniającego ze strony Michnika i jego Gazety Wyborczej.
              Rozmiary tego poparcia i współdziałania Kwaśniewskiego z "różowymi"
              z "udecji" (ogromne zaangażowanie Kwaśniewskiego na rzecz utrzymania
              przez Geremka przewodnictwa komisji zagranicznej w Sejmie) dawały
              wiele do myślenia. Podobnie jak konsekwentne występowanie
              Kwaśniewskiego przeciwko rzecznikom obrony patriotyzmu i polskości,
              jego ataki na "hurrapatriotyczne emocje" i "polonocentryzm", a
              równocześnie skrajnie filosemickie stanowisko, ogromna spolegliwość
              wobec różnych postulatów strony żydowskiej.





              Wolność od pracy magisterskiej
              W informatorze z II kadencji Sejmu o Kwaśniewskim podawano
              wykształcenie wyższe; mgr ekomomii. Sam Kwaśniewski 16 października
              1995 r. publicznie skłamał mówiąc w wywiadzie dla radiowej Trójki,
              że obronił pracę magisterską na Uniwersytecie Gdańskim i ma wyższe
              wykształcenie (według Rzeczypospolitej z 11 grudnia 1995 r.).
              Tymczasem 16 listopada 1995 r., na trzy dni przed II turą wyborów,
              B. Synak, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego oświadczył, że
              Aleksander Kwaśniewski został skreślony 5 października 1978 r. z
              listy studentów wydziału Ekonomiki i Transportu UG. 24 października
              to samo potwierdził rektor UG prof Z. Grzonka, mówiąc, że A.
              Kwaśniewski ani nie skończył studiów na UG, ani nie jest absolwentem
              uczelni, ani magistrem. Nie przeszkodziło to Kwaśniewskiemu kolejny
              raz skłamać w wywiadzie dla Frankfurter Rundschau z 24 listopada, iż
              skończył studia na wydziale Handlu Zagranicznego, a odmienne
              stwierdzenie rektora UG w tej sprawie nazwał "manewrem wyborczym".
              Dopiero 2 grudnia 1995 r. Kwaśniewski już jako prezydent-elekt
              przyznał na łamach Polityki, że nie zrobił magisterium. Dał jednak
              przy tym skrajnie groteskowe wyjaśnienie całej sprawy. Zapytany,
              dlaczego przystępując do walki o takiej wadze nie postarał się o to,
              by mieć wszystkie papiery w porządku, wykazać więcej dbałości choćby
              w wypełnianiu ankiet. Kwaśniewski odpowiedział: (..) Uważam, że jako
              osoba, która zdała wszystkie egzaminy, mam ukończone studia wyższe.
              Mam jednak poczucie pewnego grzechu - otóż żałuję, że toku studiów
              nie zamknąłem formalnie magisterium. Co to było? Swego rodzaju
              nonszalancja, poczucie, że niejest to w gruncie rzeczy ważne?
              Zapewne wszystko razem. Może zresztą brak dyplomu zadaje kłam
              opiniom, o mnie jako o wyrachowanym karierowiczu, który wszystko
              sobie dokładnie zaplanował i wyreżyserował. Sięgacie tematu bardzo
              dla mnie trudnego i także do części mojej duszy, która nie jest
              zbytnio odkryta - przez całe życie odczuwałem straszliwą potrzebę
              wolności i gdzieś właśnie w tym mieści się to machnięcie ręką na
              dyplom. Nie mam natomiast żadnych kompleksów jeśli chodzi o moje
              wykształcenie, które uważam za bardzo dobre (..).

              Najdowcipniej skomentował tego typu tłumaczenia się Kwaśniewskiego
              Stanisław Tym: (..) Nie ma dyplomu, bo jest uczciwy (..).
              Krętaczyna, oszust i kłamczuch zdałby cynicznie egzamin magisterski
              i obronił dyplom - bo tak zachowują się tchórze, asekuranci,
              wyrachowani karierowicze i niewolnicy administracyjnych nakazów.
              Człowiek wolny macha ręką na takie sprawy. Czy to nie jest piękne i
              szlachetne? Czyż można mieć do kogokolwiek cień pretensji o to, że
              jest człowiekiem wolnym (..) Łatwo przewidzieć, że ta "straszliwa
              potrzeba wolności ogarnie wkrótce szerokie rzesze społeczeństwa
              (...). Skoro wolnym może być prezydent, to chyba wolnym może czuć
              się każdy obywatel w każdej sytuacji (...). (Wprost z 10 grudnia
              1995 r.)

              • hasz0 20% wie o Grunwaldzie 1410 - 80% tłuszczy Polactwa 15.07.10, 18:50
                PO-łykaja "honorowych" jak GWna z perfumowanego szamba

                CytatW efekcie takiej "straszliwej potrzeby wolności" - zdaniem
                Tyma - jadący tramwajem mogliby nie kasować biletów, kierowcy
                prowadziliby samochody bez prawa jazdy, bo skoro sami uznawaliby
                swoje umiejętności prowadzenia samochodu za bardzo dobre, to po co
                im jeszcze jakiś papier, etc. W tymże Wprost z 10 grudnia 1995 Lech
                Falandysz ubolewał, że prezydent-elekt dwukrotnie dopuścił się
                fałszu intelektualnego, czyli "poświadczenia nieprawdy". Jego
                zdaniem Polacy wybrali na prezydenta człowieka, o którym już
                wiadomo, że niezbyt dobrze sobie radzi w trudnych sytuacjach. Nie
                wiedzieć dlaczego, za często brnął w ślepy zaułek niejasnych
                tłumaczeń lub zasłaniał się niepamięcią. Kiedyś zasłynął tym, że
                uszedł z Sejmu przed dziennikarzami po drabinie. Ufam, że ten
                zgrabny sprzęt jest na wyposażeniu Pałacu Namiestnikowskiego i że
                będzie utrzymywany w znakomitym stanie, zawsze gotowy do użytku.

                Nawet stary protektor Kwaśniewskiego, były premier komunistyczny
                Mieczysław F. Rakowski uznał krętactwa wyjaśnień Kwaśniewskiego w
                sprawie jego wykształcenia za "niefortunny początek". Pisał (na
                łamach SdRP-owskiej Trybuny z 16 grudnia 1995 r.): (...) Aleksander
                Kwaśniewski postąpił głupio, źle. Zbyt lekkomyślnie potraktował tę
                sprawę. Wielu swoim autentycznym zwolennikom zafundował dyskomfort
                psychiczny (..).

                Na tle całej sprawy warto bliżej przyjrzeć się skali wartości
                prezentowanych przez Kwaśniewskiego. Jego rzekoma straszliwa
                potrzeba wolności wyraziła się przede wszystkim w zlekceważeniu
                wartości normalnego ukończenia studiów w sytuacji, gdy nagle
                zabłysnęła przed nim prawdziwie "wolnościowa" kariera aparatczyka
                i "wolność" od poważnych wysiłków w napisaniu pracy magisterskiej.
                Nie wiemy tylko, jak to jego poczucie wolności miało się do wymogów
                stanowisk, które pełnił, a przy których wymagane było ukończenie
                studiów wyższych (np. szefa Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej w
                trzech kolejnych rządach). Posłowie z KPN podejrzewali, że w
                sytuacji, gdy Rada Ministrów przyznawała pracownikom urzędów
                państwowych dodatek do pensji za wyższe wykształcenie
                najprawdopodobniej Kwaśniewski również pobierał pieniądze za "swój
                dyplom"
                (według Życia Warszawy z 1 grudnia 1995r.).


                Spróbowano wnieść w tej sprawie żądanie wyjaśnienia do szefa URM
                Marka Borowskiego, lecz Prezydium Sejmu odrzuciło zapytanie uznąjąc
                je za "manifestację polityczną". Posłowie KPN zarzucali
                Kwaśniewskiemu posługiwanie się tytułem magistra także, gdy był
                redaktorem naczelnym itd i Sztandaru Młodych, pism należących do
                RSW "Prasa-Książka-Ruch". Według przepisów tej spółdzielni
                redaktorzy naczelni musieli legitymować się dyplomem ukończenia
                wyższych uczelni. Stąd sugerowanie przez niektórych posłów pod
                koniec listopada 1995 r., że powinno się skierować do prokuratury
                zarzut o wyłudzenie przez Kwaśniewskiego pieniędzy od Skarbu
                Państwa (według Życia Warszawy z 1 grudnia 1995 r.).


                Jak wiadomo zabrakło dostatecznej presji społecznej dla wyjaśnienia
                wszystkich tych spraw. Werdykt Sądu Najwyższego (przy votum
                separatum blisko jednej trzeciej sędziów) zamknął całą sprawę
                wygodnie dla Kwaśniewskiego, pomimo potwierdzenia faktu, iż nie ma
                on wyższego wykształcenia. Decyzją z 9 grudnia 1995 Sąd Najwyższy
                stwierdził, że na liście wyborczej podano nieprawdziwą informację o
                Aleksandrze Kwaśniewskim, ale mimo to uznał jego wybór na prezydenta
                RP.

                Dlaczego Sąd Najwyższy podjął uchwałę, która oznaczała pogodzenie
                się z objęciem najwyższego urzędu w państwie przez człowieka
                splamionego krętactwem? Istotne uzasadnienie tej decyzji Sądu
                Najwyższego podał zastępca prokuratora generalnego Stefan Śnieżko,
                który powiedział przed SN w dniu 9 grudnia, jakoby opinia publiczna
                dobrze wiedziała na długo przed wyborami, i to między innymi dzięki
                mediom, że Kwaśniewski podał nieprawdziwe dane o swym wykształceniu.
                Stąd wyborcy, znając tę okoliczność, brali ją pod uwagę, oddąjąc swe
                głosy. Sąd Najwyższy najwyraźniej zaakceptował to nie odpowiadające
                prawdzie uzasadnienie prokuratora Snieżki. Sędzia Jan Wasilewski w
                uzasadnieniu uchwały SN z 9 grudnia stwierdził, że ci, którzy wzięli
                udział w głosowaniu w dniu 19 listopada 1995 najczęściej mieli
                wątpliwości co do wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego. Prezes SN
                przemilczał tu całkowicie fakt, że wszelkie wątpliwości co do
                wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego były przez cały czas
                gwałtownie atakowane w mediach przez wpływowych zwolenników
                Kwaśniewskiego (D. Waniek, Z. Siemiątkowskiego, etc.) i określane
                jako oszczerstwa, oraz elementy gry wyborczej wymierzonej w
                przywódcę SdRP. Biegły dla Sądu Najwyższego, prof. Antoni Sułek,
                przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego przypomniał w
                tekście publikowanym w Rzeczpospolitęj 12 grudnia 1995, iż sztab
                Kwaśniewskiego zaprzeczał informacjom Uniwersytetu (Gdańskiego) i
                sam przedstawiał je jako rzekomo nieuczciwy chwyt wyborczy. W
                warunkach bardzo ostrej walki wyborczej ogromna część zwolenników
                Kwaśniewskiego wolała wierzyć publicznie nagłaśnianym przez "swoich"
                publicznym twierdzeniom w jego obronie niż uwierzyć w gwałtownie
                zaprzeczane zarzuty na temat jego braku wykształcenia.

                Sam Kwaśniewski ani myślał przeprosić opinię publiczną za swe
                krętactwa w sprawie wykształcenia. Potwierdzone przez Sąd Najwyższy
                zarzuty wobec niego nazywał "oszczerstwami", a krytyków swoich
                kłamstw "frustratami". Zdobył prezydenturę per fas et nefas, i odtąd
                nie ma sprawy. Swymi krętactwami prezydent-elekt dał swym
                zwolennikom jednak straszliwą żabę do przełknięcia. Musieli teraz
                mozolnie tłumaczyć kłamstwa Kwaśniewskiego i robić przy tym dobrą
                minę. Pod tym względem wszystkich przebił ówczesny redaktor naczelny
                SdRP-owskiej Trybuny Dariusz Szymczycha w telewizyjnym Wydarzeniu
                Tygodnia z 9 grudnia 1995. Polemizując z określeniami "krętacz"
                i "nieuczciwy" wysuwanymi pod adresem Kwaśniewskiego w związku z
                jego przedwyborczymi kłamstwami na temat wykształcenia Szymczycha
                prawdziwie "nowatorsko" stwierdził, że Kwaśniewski był nieuczciwy
                tylko w pewnej sferze. Cóż za oryginalny wkład do teorii etyki -
                według redaktora naczelnego Trybuny można więc było być nieuczciwym
                tylko w jednej sferze, a równocześnie być generalnie uczciwym.
                Powiedzmy "uczciwym inaczej"!

                • hasz0 ______________"B0LSzEwiZM" Borsuczy = Kwasny 15.07.10, 18:53

                  CytatZawód aparatczyka wyćwiczył w nim różne specyficzne
                  umiejętności socjotechniczne na czele z zamiłowaniem do rozmijania
                  się z prawdą. Niepisaną dewizą Kwaśniewskiego mogłyby być słowa:
                  Kłamię, więc jestem. Pomimo cechującej go maestrii w oszukiwaniu
                  został publicznie przyłapany na kłamstwie. Chodziło o jego
                  głosowanie w sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie PRL-u.
                  Kwaśniewski dwukrotnie wypowiadał się na temat swego głosowania w
                  tej kwestii i za każdym razem mówił coś wręcz przeciwnego. Gazecie
                  Wyborczej powiedział, że w ogóle nie brał udziału we wspomnianym
                  głosowaniu. Kiedy jednak sprawdzono wydruk sejmowy i okazało się, że
                  jednoznacznie pokazuje, iż Kwaśniewski głosował przeciwko ustawie,
                  już dzień później usłyszano od niego całkowicie odmienną wersję jego
                  zachowania w trakcie głosowania: Rozmawiałem z wiceministrem spraw
                  zagranicznych Wielkiej Brytanii i wpadłem na salę tylko na
                  głosowanie. Podniosłem rękę tak, jak osoba odpowiedzialna w klubie
                  za tę sprawę. Kwaśniewski z powodzeniem stosuje wypróbowany
                  socjotechnicznie chwyt nagminnego kłamania w stylu "łapaj
                  złodzieja". (Jak wiadomo złodzieje przychwyceni na gorącym uczynku,
                  aby uniknąć krzyczą do przechodniów "łapąj złodzieja" w odniesieniu
                  do tych, którzy ich chwytają.) Otóż istotną cechą Kwaśniewskiego,
                  spadkobiercy komunistycwego totalitaryzmu wraz z całą jego
                  aparatczykowską SdRP, jest oskarżanie o totalitaryzm wszystkich
                  tych, którzy pragną rzeczywistych rozliczeń ze spuścizną PRL-
                  owskiego komunizmu. Już we Wprost z 11 października 1992 r.
                  zapewniał: (...) Jeżeli tak często nasi pzeciwnicy zarzucają nam
                  związki z PZPR, to we mnie rodzi się podejrzenie, że to właśnie oni
                  w większym stopniu niż my są niewolnikami starego systemu. My na
                  tyle, na ile to było możliwe, byliśmy krytyczni wobec rzeczywistości
                  PRL tak, jak dzisiaj jesteśmy krytyczni wobec przykładów recydywy
                  złych metod w III RP (...) Gdy Urząd Wojewódzki w Warszawie
                  podważył stronę prawną statutu Polskiego Komitetu Olimpijskiego, na
                  którego czele stał Kwaśniewski, ten natychmiast

                  nazwał działanie urzędu "bolszewizmem".

                  • hasz0 ____nawet z mgr PO-dwójnie Okłamał Polaków 15.07.10, 18:58
                    najpierw, że ma ...a potem, że nie ma!

                    CytatW roku 1978 A. Kwaśniewski był już kierownikiem Wydziału
                    Kultury ZG SZSP. Żeni się z Jolantą Konty - pochodzenia żydowskiego,
                    córką płk. Kontego - oficera Informacji Wojskowej, podejrzanego o
                    zbrodniczą działalność w wojsku w okresie stalinowskim. Przenosi się
                    do Warszawy, gdzie poza kolejnością otrzymuje mieszkanie. Już nie
                    stara się skończyć studiów na Uniwersytecie Gdańskim. Rezygnuje z
                    pisania i obrony pracy magisterskiej.

                    Niewątpliwą przyczyną tej decyzji jest skierowanie go przez KC PZPR
                    na roczne studia do Moskwy (1979/1980), na wydział międzynarodowego
                    dziennikarstwa w Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych
                    przy MSZ, który kończy z sukcesem uzyskując dyplom Nr 1792 z dnia 20
                    czerwca 1980 r. (patrz powyżej)

                    A. Kwaśniewski nie ujawnił tego faktu wówczas, kiedy zarzucono mu
                    nie posiadanie dyplomu ukończenia Uniwersytetu Gdańskiego.



                    Na wspomnianym dyplomie (patrz powyżej) uzyskuje następujące oceny:

                    - historia Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - celująco

                    - komunizm naukowy - celująco

                    - ateizm naukowy - celująco

                    - ekonomia polityczna - celująco

                    - stosunki międzynarodowe - dobry

                    - ekonomia radziecka - celująco

                    - prawo radzieckie - celująco

                    - logika - dobry

                    - podstawy dziennikarstwa - dostateczny;



                    Uczelnię tę [ MGIMO] uważano za wylęgarnię światowej sowieckiej
                    agentury.

                    Otóż przez wszystkie lata komunistycznej dominacji w Europie
                    Wschodniej, w tej specyficznej szkole kształcone były
                    wyselekcjonowane (według ideologicznego i politycznego klucza) - nie
                    tylko przyszłe kadry dyplomatyczne i dziennikarskie dla bieżących
                    potrzeb partii komunistycznych i reżimów w tych państwach, ale także
                    agenturalne ekspozytury za granicą, występujące pod
                    szyldem "dyplomatów", bądź "korespondentów" zagranicznych agencji
                    rządowych tych państw oraz ich partyjnych gazet i czasopism.

                    Nauka w tym na wpół tajnym instytucie, będącym w istocie prawdziwą
                    socjalistyczną wylęgarnią szpiegów, trwała w zależności od
                    specjalności od 5 do 6 lat. Krócej tylko studia podyplomowe. W
                    uczelni tej wykładali m.in. wyżsi funkcjonariusze GRU i KGB, jak np.
                    J. Primakow - były szef KGB, a później premier Rosji.




                    • hasz0 Re: ____nawet z mgr PO-dwójnie Okłamał Polaków 15.07.10, 19:28

                      --
                      forum.gazeta.pl/forum/w,13,114205577,114217482,rozwiazanie_zagadki.html
                      • hasz0 hymenos znik i R7 znik 15.07.10, 19:44

                        • hymenos Już wiem, że judzisz i podziwiasz siebie. 16.07.10, 09:36
                          I po co Ci te odwrotki? Poza tym, stanowczo za dużo cytatów oraz
                          stanowczo za mało własnych przemyśleń.
            • rycho7 Re: mściwa opinia R7 o Radom76= ciecia:wrócił Smo 15.07.10, 20:11
              hasz0 napisał:

              > przypomnij no mi jakimi słowami mnie oskarżyłeś bodaj wczoraj
              > albo dziś za Radom?

              Zupelnie sobie nic nie przypominam o Radomiu. Natomiast cos mi sie kolacze, ze
              pisalem o roku 1976, roku powstania Komitetu Obrony Robotnikow przez PPSiakow i
              zydokomunistow odspawanych od koryta.

              > że normalny człowiek

              To typowe, ze za takowego sie uwazasz. Staly element diagnozy.

              > Następny przykład z tej paranoi opiszę w kolejnym poście

              Ja bede kontynuowal po auto-beatyfikacji. Sam doceniam heroicznosc moich cnot.
Pełna wersja