hasz0 15.07.10, 10:36 CytatZ dr. Tadeuszem Augustynowiczem, byłym koordynatorem lotnisk wojskowych i wieloletnim pracownikiem PLL LOT, menedżerem Cargo Terminal London Heathrow Airport, rozmawia Marta Ziarnik Jakie są uprawnienia kontrolerów ze Smoleńska? - Uprawnienia kontrolerów w Smoleńsku to wielka niewiadoma. Nie odnosi się do niej także MAK. Otóż wieża może mieć - w zależności od swoich kompetencji (warunkowanych wyposażeniem i szeregiem innych czynników) - dwojaki status. Albo wieża informacyjna, albo wieża kontrolna. A więc zasiada w niej albo kontroler, albo informator. Kompetencje kontrolera są nieporównywalnie wyższe, ponieważ może on wydawać załodze komendy, a informator raczej sugestie. Jego praca polega na obustronnej wymianie informacji z pilotami, tak by posiadali oni dostateczną ilość danych, by bezpiecznie wylądować. Na Okęciu jest wieża kontrolna (na wielu częstotliwościach pracuje tam wielu kontrolerów, którzy zajmują się różnymi zadaniami, jak sprowadzanie do lądowania, kierowanie maszynami na ziemi itd.), natomiast na Bemowie jest wieża informacyjna Babice-Info. Jakie były rzeczywiste kompetencje kontrolerów Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenki? - Otóż zaraz po katastrofie Paweł Plusnin chętnie oskarżał polskich pilotów o łamanie procedur, podczas gdy sam twierdził, że nie mógł zakazać lądowania, a co za tym idzie - nie był w ogóle kontrolerem, lecz informatorem. Tymczasem jak wynika z MAK-owskiego "stenogramu", zachowywał się on jak kontroler, a nie jak informator. Nakazał zniżanie w odpowiednim momencie, nakazał utrzymywać określony kurs, nakazał wykonać trzeci zakręt, aż wreszcie wydał komendę "lądowanie warunkowe" (ros. posadka dopałnitielno), którą może w Rosji wydać jedynie kontroler. Z prostej przyczyny - oznacza ona, że kontrola lotów wydaje lub nie pozwolenie na lądowanie. Nikt też nie poinformował pilotów, jakoby to nie była wieża kontrolna, a Plusnin i Ryżenko w ogóle nie byli kontrolerami. Z ich zachowania wynika jednoznacznie, że kontrolerami byli i mogli nie wyrazić zgody na lądowanie, jak też skierować samolot na lotnisko zapasowe. A czy Pana zdaniem, piloci tupolewa nie powinni się jednak zorientować, że coś jest nie tak? Chociażby po tym, jak nie dostawali pewnych komend z wieży. Przecież mjr Protasiuk lądował już na tym lotnisku, miał z wieżą kontakt, wiedział, jak wygląda współpraca z nimi. - Nie wiadomo jednak, jak wówczas zachowywała się wieża, jakie wtedy były jej kompetencje, jakie wtedy było wyposażenie i jaki wtedy był jej status. Ponieważ wtedy właśnie lądowali tam premierzy Władimir Putin i Donald Tusk, Rosjanie mogli zdecydować się na umieszczenie radaru precyzyjnego zniżania RSP-10MN, tak bardzo osławionego, i potem mogli go zdemontować. To jest możliwe. Nie wiadomo także, czy statutu wieży nie zmieniono na kontrolną tylko na czas przylotu Putina, a potem była już informacyjna. Istnieje teoretyczna możliwość, że tak właśnie wyglądała sytuacja. Jeżeli chodzi o komendy z wieży, w kręgu nie były one aż tak istotne. Zresztą o ile załoga posiadała dane aeronawigacyjne (na to pytanie wciąż nie ma odpowiedzi i nie wiadomo, czy były to dane poprawne), miała rozpisane współrzędne wejścia w zakręty w kręgu, a tym samym posiadała pewną niezależność od komend wieży. Ale nie wiemy, jak było dokładnie. Na pani pytanie nie da się odpowiedzieć, jeśli nie zostanie upubliczniony zapis rejestratorów komunikacji wieży kontroli. Twierdzi Pan, że załoga, wchodząc w czwarty zakręt, powinna zająć wysokość 500 m, tymczasem ze stenogramu wynika, że dopiero się do niej zniżała. O czym to świadczy? - Nie miało to bezpośredniego wpływu na katastrofę, ponieważ załoga zajęła prawidłową wysokość 500 m przy rozpoczęciu ścieżki zniżania. Tysiąc metrów to zbyt duża wysokość zarówno w porównaniu z kartami podejścia (Approach Charts) z 2005 roku (wysokość wejścia w krąg nadlotniskowy z punktu ASKIL 500 m), jak i z kartami z 2006 roku (wysokość wejścia w krąg nadlotniskowy z punktu ASKIL 700 m). Nie wiem, czy taka sytuacja wynika z błędnych danych aeronawigacyjnych czy złej komunikacji z wieżą kontroli lotów. Niemniej jednak nie miało to wpływu na katastrofę, ponieważ załodze udało się prawidłowo wprowadzić samolot na kurs i wysokość do rozpoczęcia zniżania. Ze stenogramu wynika też, że piloci wpierw wykonywali pewne manewry bez standardowo poprzedzających je komend z wieży, a dopiero później wieża ich wykonywanie potwierdzała. Czy takie procedury są normalnie stosowane? - Jeśli wieża nie opóźniła się z tą komendą "drastycznie", pilot mógł pierwszy powiedzieć, że wykonuje jakąś czynność. To jest zgodne z procedurami. Ponieważ kapitan i nawigator prawidłowo ustawili samolot na kursie i wysokości podejścia do lądowania, komunikacja z wieżą nie wywołała do tego momentu zagrożenia dla bezpieczeństwa lotu i nie było konieczności odlatywania na lotnisko zapasowe tylko z tego powodu. Kontrola lotów miała jednak obowiązek zamknięcia lotniska i ponieważ tego nie zrobiła, kapitan miał prawo wielokrotnie wykonywać podejścia do lądowania. To był najpoważniejszy błąd kontroli. Jeśli załoga nie zauważyła nic rażąco sprzecznego z procedurami w zachowaniu kontrolera (a takich sprzeczności z punktu widzenia załogi nie było), nie musiała odlatywać z tego lotniska. Za swoje decyzje i komendy w pełni odpowiada kontroler. Jak szkoli się pilotów na wypadek takiej sytuacji? - Piloci szkoleni są na symulatorach do postępowania w każdej sytuacji kryzysowej, także lądowań bez pomocy kontroli lotów (takie sytuacje powstają np. przy awarii łączności). Załoga niedawno ćwiczyła takie postępowanie na symulatorze Embraera w Szwajcarii, a wcześniej także w Moskwie na symulatorach Tu-154. Tym samym była przygotowana na taką ewentualność i jeśli kontrola lotów nie wydawała poleceń mylących, nie było dużego zagrożenia. Jeśli jednak komendy wieży były mylące i dezinformujące (a mogło tak się stać), zagrożenie automatycznie powstało. Dodam tutaj, że uważam, iż bezpośrednią przyczyną katastrofy była awaria maszyny, ponieważ za "zanurkowanie" do 20 m kapitan Protasiuk stanąłby już w Polsce przed prokuratorem i niechybnie poniósłby bardzo poważne konsekwencje, z których najmniejszą byłaby utrata wszystkich uprawnień lotniczych. Nie ma możliwości, aby kapitan wykonał taką czynność. To bzdura. Niemniej jednak praca kontroli lotów w jakimś stopniu mogła wpłynąć na katastrofę. Niczego nie da się wykluczyć. Dziękuję za rozmowę. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
hymenos Przekaz zupełnie nieczytelny. 15.07.10, 11:05 Nie wiadomo kto potrafi i kogo podziwiasz?! Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 na zlosc babci odmrozic uszy 15.07.10, 11:24 hasz0 napisał: > Kontrola lotów miała jednak obowiązek zamknięcia lotniska Lotnisko zostalo "zamkniete" droga dyplomatyczna gdy Putin zaprosil Tuska. Putin jako gospodarz mial takie prawo. Mamrotka powinien byl zaproscic Miedwiediew ale nie mial ochoty znosic fochow rozdetego ego Prawdziwego Polaka. Osobie prywatnej laskawie zezwolono na wykorzystanie wojskowej infrastruktury Rosji, takiej jaka ona jest, czyli absolutnie dennej. Kontroler wolal uniknac fochow i awantur. Ale jak widac to nie do unikniecia. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Hymen- ja od dawna a R7 tera: -Tusk POsluchał Put 15.07.10, 16:36 ina i "zamknął" lotnisko. Przedtem przećwiczył kilka razy próbnie reakcje POdobnopolaczków na "zamykanie lotniska z samolocikami" dla Pana Prezydenta ...swego szefa. POnieważ próby wypadły POzytywnie zdecydował się na prośbęPutina na zamkniecie 3 dniowym wyprzedzeniam Uroczystości Uniepamiętniających i kasujących ważność "NIEPAŃSTWOWEJ"= TURYSTYCZNEJ WIZYTY zresztą dla upwypuklenia jasności przekazu wielokrotnie kontestowanej zniechęcającymi zagrywkami niedyplomatycznymi. CZY TO OMÓWIENIE WYJAŚNIENIA RYCHA7 jest już dla Ciebie Hymenosie bardziej jasne? Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 1992 -> 1392 2010 ->1410 15.07.10, 16:41 1392 - utracona Ziemia Dobrzyńska 1992 - utracona ziemia dobrzyńska 201o chwieją się choragwie smoleńskie Cytat"Gdy Litwini i Tatarzy po kilkugodzinnej walce zaczeli się chwiać, opierają się już tylko trzy chorągwie smoleńskie (...). Za Litwinami pierzchają zaciężni Czesi, a pod natłokiem pierzchających upada wilka chorągiew koronna, którą utracił Marcin z Wrocimowic, chorąży krakowski. Chrystus ist erstanden ! krzyknęli Krzyżacy ich okrzyk zwycięstwa. Aliści Sieradzanie podnoszą upadłą chorągiew - staje przy niej Zyndram z Miszkowic, drobnego ciała, ale wielkiej duszy - otuchą napełniają się przerażone umysły. Szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę". Po zwycięstwie król zwolnił niemal wszystkich jeńców, wiążąc ich jednym słowem honoru. Zatrzymał jednak Krzyżaków z Zakonu i rozmieścił po zamkach królewskich w Sieradzu, Łęczycy, Lublinie oraz do innych zamków. Król ofiarował znaczniejszym kościołom cenne dary. Katedra wawelska np. Otrzymała 52 chorągwie krzyżackie. Sieradz otrzymał gotycki tryptyk polowy z namiotu króla, który znajdował się przez kilkanaście lat w kościele św. Wojciecha w Męce koło Sieradza. Przed 1883 r. ks. Jan Moczyński zamienił ten ołtarz na jakiś obraz olejny, odtąd tryptyk ten znajdował się (?) w Warszawie. Dzień bitwy pod Grunwaldem Kościół czcił jako dzień św. Rozesłańców Apostolskich. Święto to obchodzono odtąd uroczyście w całej Polsce. W 1414 r. król Jagiełło w miejsce kościoła św. Marcina, który stał w pobliżu zamku sieradzkiego, ufundował na zamku kaplicę pw. Św. Rozesłańców. Urzędowa erekcja tej kaplicy nastąpiła w 1426 r. Spaliła się ona wraz za zamkiem w 1588 r. i już nigdy nie została odbudowana. Pamiątką wiktorii grunwaldzkiej jest do dziś istniejący drewniany kościół św. Ducha w Sieradzu. Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 Re: Hymen- ja od dawna a R7 tera: -Tusk POslucha 15.07.10, 17:21 hasz0 napisał: > "zamykanie lotniska z samolocikami" dla Pana Prezydenta > ...swego szefa. 1. Prezydent nie jest szefem Premiera. Fakt ten oczywiscie nigdy nie przeniknie do urojen pislamistow. 2. Jego Egodetosc za pieniadze podatnikow zabawial sie samolocikami przez kadencje. Nosil wilk razy kilka poniesli i wilka. Bog nierychliwy ale sprawiedliwy. Ja doskonale rozumiem gnojarka, ze obrazil go telefon od Sikorskiego gdy powinien osobiscie zadzwonic Jahwe. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 mściwa opinia R7 o Radom76= ciecia:wrócił Smoleńsk 15.07.10, 18:45 przypomnij no mi jakimi słowami mnie oskarżyłeś bodaj wczoraj albo dziś za Radom? .......ta Wasza retoryka jest tak "genialnie" przewrotna, że normalny człowiek nie wyspecjalizowany w krętactwie nie tylko jej nie wymyśli ale nawet nie potrafi jej powtórzyć! Ten zabieg PARSZYWEGO PIJARU jak dosadnie i prosto okreslił go przed chwilą w TVP2 w wiadomosciach b. min. Polaczek, polegający na WREDNYM nazywaniu powstrzymywania się w kampanii przypominia haniebnych zachowań po tragedii ..."fałszywą, nową twarzą" jest jednym z licznych przykładów himalajów obłudy PO i jej fanów. Następny przykład z tej paranoi opiszę w kolejnym poście, gdzie krótko przyspomnę o faktach, PRAWDZIWYCH FAKTACH tzw. "ZASŁUG" tow. bez mgra "HONOROWEGO" od dziś obywatela Warszawy. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 niedaleko pada jabłko od jabłoni B. Sulinowa 15.07.10, 18:47 Cytatw 1971 roku: Odbyły się w naszej szkole uroczystości poświęcone 54 rocznicy Wielkiego Października. Uroczystość tę zaszczycili swą obecnością pedagodzy radzieccy. Wydarzenia tamtych chwalebnych dni przypomniał kolega Kwaśniewski, który zwrócił jednocześnie uwagę na zasługi ZSRR w rozwoju socjalizmu polskiego (cyt za Gazetą Wyborczą z 23 listopada 1995 r.). W dość szczególny sposób tłumaczył swoje opowiedzenie się za lewicą: Mój ojciec od rana słuchał "Wolnej Europy". Moje lewicowe poglądy ukształtowały się pod wpływem niedobrej prymitywnej propagandy "Wolnej Europy". Jej jednostronność tak mnie denerwowała, że pchało mnie to w stronę lewicy. Kwaśniewskiego denerwowała "niedobra, prymitywna propaganda RWE", ale jak widać pociągała go łukaszewiczowsko-gierkowska propaganda lat 70., nie mówiąc o propagandzie sowieckiej z doby późnego Breżniewa. Szybko robił karierę aparatczyka. W 1977 roku był już wiceprzewodniczącym Zarządu Wojewódzkiego SZSP i wstąpił do PZPR-u. W 1978 roku był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Ożenił się z Jolantą Konty i przeniósł do Warszawy, gdzie natychmiast dostał mieszkanie. Już nie starał się ukończyć studiów i napisać żmudną pracę magisterską. Teraz liczyło się dla niego maksymalne wykorzystanie dobrych układów. Znający dobrze Kwaśniewskiego od 1981 roku Piotr Gadzinowski wspominał: Umiejętność sitwiarstwa byla istotną cechą prezesa i Kwaśniewski ją niewątpliwie posiada. (Cyt. za Agatą Chróścicką: Kwaśniewski jestem..., Kraków 1995, s. 24, 37 ) Jesienią 1981 r. Kwaśniewski został redaktorem naczelnym "itd". Po czasowym zamknięciu pisma w okresie stanu wojennego od stycmia 1982 r. rozpoczyna gorączkowe starania u różnych bonzów partyjnych o jego uruchomienie. Z tego czasu i z pierwszych miesięcy po wznowieniu pisma zanotowano wiele przykładów nagminnej skłonności Kwaśniewskiego do rozmijania się z prawdą. Opisała je Agata Chróścicka: Czekając na odwieszenie "itd" wszędzie mówił, że jest bezrobotny i uskarżał się, że nie ma pieniędzy, podczas gdy - jak twierdzą jego koledzy redakcyjni - przez cały czas zawieszenia "itd" brał pensję redaktora naczelnego. Uczestniczył w komisji weryfikacyjnej dziennikarzy, jak wspominała choćby Lidia Ostałowska, ale później twierdził, że nie brał żadnego udziału w weryfikacjach dziennikarzy. Chociaż lubił podkreślać, jak ważne były dla niego starania o dziennikarzy, których namówił do współpracy z "itd" podczas weryfikacji nie upominał się o swoich współpracowników. Co więcej - kiedy niektórzy z negatywnie weryfikowanych dziennikarzy wygrywali sprawy w Sądzie Pracy, nie przyjmował ich z powrotem do redakcji. (A. Chróścicka, op. cit., s. 34) Tego typu postawa Kwaśniewskiego sprzyjała jego przyspieszonej karierze, mocno wspieranej w swoim czasie przez młodego "twardogłowego" Waldemara Świrgonia. W 1984 roku został redaktorem naczelnym Sztandaru Mlodych, w 1985 r. ministrem w rządzie Messnera, później ministrem w rządzie Rakowskiego, przez którego był ogromnie faworyzowany. W 1989 roku przy "okrągłym stole" był już jednym z czołowych przedstawicieli strony partyjno-rządowej, startował w wyborach czerwcowych do Senatu z województwa koszalińskiego, ponosząc porażkę w starciu z nikomu nie znaną organistką z listy "Solidamości" z Koszalina. Zaprzyjaźniony już wtedy z Kwaśniewskim Michnik dworował sobie w rozmowie z nim 8 czerwca 1989 r. mówiąc: Olek, taką ka-ampanię zrobiłem ci w Gdańsku, i dałeś du-upy. "Różowi" na czele z Kuroniem i Michnikiem nie zapominają o Kwaśniewskim, widząc w nim godnego maksymalnego popierania i nagłaśniania "Europejczyka", który bardzo może się im przydać w przyszłości w starciach z narodową prawicą. Kwaśniewski utrzymał urząd przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej w randze ministra. Zarówno w 1989 roku, jak i w 1990 jako przewodniczący SdRP Kwaśniewski korzystał z bardzo wydatnego poparcia nagłaśniającego ze strony Michnika i jego Gazety Wyborczej. Rozmiary tego poparcia i współdziałania Kwaśniewskiego z "różowymi" z "udecji" (ogromne zaangażowanie Kwaśniewskiego na rzecz utrzymania przez Geremka przewodnictwa komisji zagranicznej w Sejmie) dawały wiele do myślenia. Podobnie jak konsekwentne występowanie Kwaśniewskiego przeciwko rzecznikom obrony patriotyzmu i polskości, jego ataki na "hurrapatriotyczne emocje" i "polonocentryzm", a równocześnie skrajnie filosemickie stanowisko, ogromna spolegliwość wobec różnych postulatów strony żydowskiej. Wolność od pracy magisterskiej W informatorze z II kadencji Sejmu o Kwaśniewskim podawano wykształcenie wyższe; mgr ekomomii. Sam Kwaśniewski 16 października 1995 r. publicznie skłamał mówiąc w wywiadzie dla radiowej Trójki, że obronił pracę magisterską na Uniwersytecie Gdańskim i ma wyższe wykształcenie (według Rzeczypospolitej z 11 grudnia 1995 r.). Tymczasem 16 listopada 1995 r., na trzy dni przed II turą wyborów, B. Synak, prorektor Uniwersytetu Gdańskiego oświadczył, że Aleksander Kwaśniewski został skreślony 5 października 1978 r. z listy studentów wydziału Ekonomiki i Transportu UG. 24 października to samo potwierdził rektor UG prof Z. Grzonka, mówiąc, że A. Kwaśniewski ani nie skończył studiów na UG, ani nie jest absolwentem uczelni, ani magistrem. Nie przeszkodziło to Kwaśniewskiemu kolejny raz skłamać w wywiadzie dla Frankfurter Rundschau z 24 listopada, iż skończył studia na wydziale Handlu Zagranicznego, a odmienne stwierdzenie rektora UG w tej sprawie nazwał "manewrem wyborczym". Dopiero 2 grudnia 1995 r. Kwaśniewski już jako prezydent-elekt przyznał na łamach Polityki, że nie zrobił magisterium. Dał jednak przy tym skrajnie groteskowe wyjaśnienie całej sprawy. Zapytany, dlaczego przystępując do walki o takiej wadze nie postarał się o to, by mieć wszystkie papiery w porządku, wykazać więcej dbałości choćby w wypełnianiu ankiet. Kwaśniewski odpowiedział: (..) Uważam, że jako osoba, która zdała wszystkie egzaminy, mam ukończone studia wyższe. Mam jednak poczucie pewnego grzechu - otóż żałuję, że toku studiów nie zamknąłem formalnie magisterium. Co to było? Swego rodzaju nonszalancja, poczucie, że niejest to w gruncie rzeczy ważne? Zapewne wszystko razem. Może zresztą brak dyplomu zadaje kłam opiniom, o mnie jako o wyrachowanym karierowiczu, który wszystko sobie dokładnie zaplanował i wyreżyserował. Sięgacie tematu bardzo dla mnie trudnego i także do części mojej duszy, która nie jest zbytnio odkryta - przez całe życie odczuwałem straszliwą potrzebę wolności i gdzieś właśnie w tym mieści się to machnięcie ręką na dyplom. Nie mam natomiast żadnych kompleksów jeśli chodzi o moje wykształcenie, które uważam za bardzo dobre (..). Najdowcipniej skomentował tego typu tłumaczenia się Kwaśniewskiego Stanisław Tym: (..) Nie ma dyplomu, bo jest uczciwy (..). Krętaczyna, oszust i kłamczuch zdałby cynicznie egzamin magisterski i obronił dyplom - bo tak zachowują się tchórze, asekuranci, wyrachowani karierowicze i niewolnicy administracyjnych nakazów. Człowiek wolny macha ręką na takie sprawy. Czy to nie jest piękne i szlachetne? Czyż można mieć do kogokolwiek cień pretensji o to, że jest człowiekiem wolnym (..) Łatwo przewidzieć, że ta "straszliwa potrzeba wolności ogarnie wkrótce szerokie rzesze społeczeństwa (...). Skoro wolnym może być prezydent, to chyba wolnym może czuć się każdy obywatel w każdej sytuacji (...). (Wprost z 10 grudnia 1995 r.) Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 20% wie o Grunwaldzie 1410 - 80% tłuszczy Polactwa 15.07.10, 18:50 PO-łykaja "honorowych" jak GWna z perfumowanego szamba CytatW efekcie takiej "straszliwej potrzeby wolności" - zdaniem Tyma - jadący tramwajem mogliby nie kasować biletów, kierowcy prowadziliby samochody bez prawa jazdy, bo skoro sami uznawaliby swoje umiejętności prowadzenia samochodu za bardzo dobre, to po co im jeszcze jakiś papier, etc. W tymże Wprost z 10 grudnia 1995 Lech Falandysz ubolewał, że prezydent-elekt dwukrotnie dopuścił się fałszu intelektualnego, czyli "poświadczenia nieprawdy". Jego zdaniem Polacy wybrali na prezydenta człowieka, o którym już wiadomo, że niezbyt dobrze sobie radzi w trudnych sytuacjach. Nie wiedzieć dlaczego, za często brnął w ślepy zaułek niejasnych tłumaczeń lub zasłaniał się niepamięcią. Kiedyś zasłynął tym, że uszedł z Sejmu przed dziennikarzami po drabinie. Ufam, że ten zgrabny sprzęt jest na wyposażeniu Pałacu Namiestnikowskiego i że będzie utrzymywany w znakomitym stanie, zawsze gotowy do użytku. Nawet stary protektor Kwaśniewskiego, były premier komunistyczny Mieczysław F. Rakowski uznał krętactwa wyjaśnień Kwaśniewskiego w sprawie jego wykształcenia za "niefortunny początek". Pisał (na łamach SdRP-owskiej Trybuny z 16 grudnia 1995 r.): (...) Aleksander Kwaśniewski postąpił głupio, źle. Zbyt lekkomyślnie potraktował tę sprawę. Wielu swoim autentycznym zwolennikom zafundował dyskomfort psychiczny (..). Na tle całej sprawy warto bliżej przyjrzeć się skali wartości prezentowanych przez Kwaśniewskiego. Jego rzekoma straszliwa potrzeba wolności wyraziła się przede wszystkim w zlekceważeniu wartości normalnego ukończenia studiów w sytuacji, gdy nagle zabłysnęła przed nim prawdziwie "wolnościowa" kariera aparatczyka i "wolność" od poważnych wysiłków w napisaniu pracy magisterskiej. Nie wiemy tylko, jak to jego poczucie wolności miało się do wymogów stanowisk, które pełnił, a przy których wymagane było ukończenie studiów wyższych (np. szefa Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej w trzech kolejnych rządach). Posłowie z KPN podejrzewali, że w sytuacji, gdy Rada Ministrów przyznawała pracownikom urzędów państwowych dodatek do pensji za wyższe wykształcenie najprawdopodobniej Kwaśniewski również pobierał pieniądze za "swój dyplom" (według Życia Warszawy z 1 grudnia 1995r.). Spróbowano wnieść w tej sprawie żądanie wyjaśnienia do szefa URM Marka Borowskiego, lecz Prezydium Sejmu odrzuciło zapytanie uznąjąc je za "manifestację polityczną". Posłowie KPN zarzucali Kwaśniewskiemu posługiwanie się tytułem magistra także, gdy był redaktorem naczelnym itd i Sztandaru Młodych, pism należących do RSW "Prasa-Książka-Ruch". Według przepisów tej spółdzielni redaktorzy naczelni musieli legitymować się dyplomem ukończenia wyższych uczelni. Stąd sugerowanie przez niektórych posłów pod koniec listopada 1995 r., że powinno się skierować do prokuratury zarzut o wyłudzenie przez Kwaśniewskiego pieniędzy od Skarbu Państwa (według Życia Warszawy z 1 grudnia 1995 r.). Jak wiadomo zabrakło dostatecznej presji społecznej dla wyjaśnienia wszystkich tych spraw. Werdykt Sądu Najwyższego (przy votum separatum blisko jednej trzeciej sędziów) zamknął całą sprawę wygodnie dla Kwaśniewskiego, pomimo potwierdzenia faktu, iż nie ma on wyższego wykształcenia. Decyzją z 9 grudnia 1995 Sąd Najwyższy stwierdził, że na liście wyborczej podano nieprawdziwą informację o Aleksandrze Kwaśniewskim, ale mimo to uznał jego wybór na prezydenta RP. Dlaczego Sąd Najwyższy podjął uchwałę, która oznaczała pogodzenie się z objęciem najwyższego urzędu w państwie przez człowieka splamionego krętactwem? Istotne uzasadnienie tej decyzji Sądu Najwyższego podał zastępca prokuratora generalnego Stefan Śnieżko, który powiedział przed SN w dniu 9 grudnia, jakoby opinia publiczna dobrze wiedziała na długo przed wyborami, i to między innymi dzięki mediom, że Kwaśniewski podał nieprawdziwe dane o swym wykształceniu. Stąd wyborcy, znając tę okoliczność, brali ją pod uwagę, oddąjąc swe głosy. Sąd Najwyższy najwyraźniej zaakceptował to nie odpowiadające prawdzie uzasadnienie prokuratora Snieżki. Sędzia Jan Wasilewski w uzasadnieniu uchwały SN z 9 grudnia stwierdził, że ci, którzy wzięli udział w głosowaniu w dniu 19 listopada 1995 najczęściej mieli wątpliwości co do wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego. Prezes SN przemilczał tu całkowicie fakt, że wszelkie wątpliwości co do wyższego wykształcenia Kwaśniewskiego były przez cały czas gwałtownie atakowane w mediach przez wpływowych zwolenników Kwaśniewskiego (D. Waniek, Z. Siemiątkowskiego, etc.) i określane jako oszczerstwa, oraz elementy gry wyborczej wymierzonej w przywódcę SdRP. Biegły dla Sądu Najwyższego, prof. Antoni Sułek, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego przypomniał w tekście publikowanym w Rzeczpospolitęj 12 grudnia 1995, iż sztab Kwaśniewskiego zaprzeczał informacjom Uniwersytetu (Gdańskiego) i sam przedstawiał je jako rzekomo nieuczciwy chwyt wyborczy. W warunkach bardzo ostrej walki wyborczej ogromna część zwolenników Kwaśniewskiego wolała wierzyć publicznie nagłaśnianym przez "swoich" publicznym twierdzeniom w jego obronie niż uwierzyć w gwałtownie zaprzeczane zarzuty na temat jego braku wykształcenia. Sam Kwaśniewski ani myślał przeprosić opinię publiczną za swe krętactwa w sprawie wykształcenia. Potwierdzone przez Sąd Najwyższy zarzuty wobec niego nazywał "oszczerstwami", a krytyków swoich kłamstw "frustratami". Zdobył prezydenturę per fas et nefas, i odtąd nie ma sprawy. Swymi krętactwami prezydent-elekt dał swym zwolennikom jednak straszliwą żabę do przełknięcia. Musieli teraz mozolnie tłumaczyć kłamstwa Kwaśniewskiego i robić przy tym dobrą minę. Pod tym względem wszystkich przebił ówczesny redaktor naczelny SdRP-owskiej Trybuny Dariusz Szymczycha w telewizyjnym Wydarzeniu Tygodnia z 9 grudnia 1995. Polemizując z określeniami "krętacz" i "nieuczciwy" wysuwanymi pod adresem Kwaśniewskiego w związku z jego przedwyborczymi kłamstwami na temat wykształcenia Szymczycha prawdziwie "nowatorsko" stwierdził, że Kwaśniewski był nieuczciwy tylko w pewnej sferze. Cóż za oryginalny wkład do teorii etyki - według redaktora naczelnego Trybuny można więc było być nieuczciwym tylko w jednej sferze, a równocześnie być generalnie uczciwym. Powiedzmy "uczciwym inaczej"! Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 ______________"B0LSzEwiZM" Borsuczy = Kwasny 15.07.10, 18:53 CytatZawód aparatczyka wyćwiczył w nim różne specyficzne umiejętności socjotechniczne na czele z zamiłowaniem do rozmijania się z prawdą. Niepisaną dewizą Kwaśniewskiego mogłyby być słowa: Kłamię, więc jestem. Pomimo cechującej go maestrii w oszukiwaniu został publicznie przyłapany na kłamstwie. Chodziło o jego głosowanie w sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie PRL-u. Kwaśniewski dwukrotnie wypowiadał się na temat swego głosowania w tej kwestii i za każdym razem mówił coś wręcz przeciwnego. Gazecie Wyborczej powiedział, że w ogóle nie brał udziału we wspomnianym głosowaniu. Kiedy jednak sprawdzono wydruk sejmowy i okazało się, że jednoznacznie pokazuje, iż Kwaśniewski głosował przeciwko ustawie, już dzień później usłyszano od niego całkowicie odmienną wersję jego zachowania w trakcie głosowania: Rozmawiałem z wiceministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i wpadłem na salę tylko na głosowanie. Podniosłem rękę tak, jak osoba odpowiedzialna w klubie za tę sprawę. Kwaśniewski z powodzeniem stosuje wypróbowany socjotechnicznie chwyt nagminnego kłamania w stylu "łapaj złodzieja". (Jak wiadomo złodzieje przychwyceni na gorącym uczynku, aby uniknąć krzyczą do przechodniów "łapąj złodzieja" w odniesieniu do tych, którzy ich chwytają.) Otóż istotną cechą Kwaśniewskiego, spadkobiercy komunistycwego totalitaryzmu wraz z całą jego aparatczykowską SdRP, jest oskarżanie o totalitaryzm wszystkich tych, którzy pragną rzeczywistych rozliczeń ze spuścizną PRL- owskiego komunizmu. Już we Wprost z 11 października 1992 r. zapewniał: (...) Jeżeli tak często nasi pzeciwnicy zarzucają nam związki z PZPR, to we mnie rodzi się podejrzenie, że to właśnie oni w większym stopniu niż my są niewolnikami starego systemu. My na tyle, na ile to było możliwe, byliśmy krytyczni wobec rzeczywistości PRL tak, jak dzisiaj jesteśmy krytyczni wobec przykładów recydywy złych metod w III RP (...) Gdy Urząd Wojewódzki w Warszawie podważył stronę prawną statutu Polskiego Komitetu Olimpijskiego, na którego czele stał Kwaśniewski, ten natychmiast nazwał działanie urzędu "bolszewizmem". Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 ____nawet z mgr PO-dwójnie Okłamał Polaków 15.07.10, 18:58 najpierw, że ma ...a potem, że nie ma! CytatW roku 1978 A. Kwaśniewski był już kierownikiem Wydziału Kultury ZG SZSP. Żeni się z Jolantą Konty - pochodzenia żydowskiego, córką płk. Kontego - oficera Informacji Wojskowej, podejrzanego o zbrodniczą działalność w wojsku w okresie stalinowskim. Przenosi się do Warszawy, gdzie poza kolejnością otrzymuje mieszkanie. Już nie stara się skończyć studiów na Uniwersytecie Gdańskim. Rezygnuje z pisania i obrony pracy magisterskiej. Niewątpliwą przyczyną tej decyzji jest skierowanie go przez KC PZPR na roczne studia do Moskwy (1979/1980), na wydział międzynarodowego dziennikarstwa w Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych przy MSZ, który kończy z sukcesem uzyskując dyplom Nr 1792 z dnia 20 czerwca 1980 r. (patrz powyżej) A. Kwaśniewski nie ujawnił tego faktu wówczas, kiedy zarzucono mu nie posiadanie dyplomu ukończenia Uniwersytetu Gdańskiego. Na wspomnianym dyplomie (patrz powyżej) uzyskuje następujące oceny: - historia Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego - celująco - komunizm naukowy - celująco - ateizm naukowy - celująco - ekonomia polityczna - celująco - stosunki międzynarodowe - dobry - ekonomia radziecka - celująco - prawo radzieckie - celująco - logika - dobry - podstawy dziennikarstwa - dostateczny; Uczelnię tę [ MGIMO] uważano za wylęgarnię światowej sowieckiej agentury. Otóż przez wszystkie lata komunistycznej dominacji w Europie Wschodniej, w tej specyficznej szkole kształcone były wyselekcjonowane (według ideologicznego i politycznego klucza) - nie tylko przyszłe kadry dyplomatyczne i dziennikarskie dla bieżących potrzeb partii komunistycznych i reżimów w tych państwach, ale także agenturalne ekspozytury za granicą, występujące pod szyldem "dyplomatów", bądź "korespondentów" zagranicznych agencji rządowych tych państw oraz ich partyjnych gazet i czasopism. Nauka w tym na wpół tajnym instytucie, będącym w istocie prawdziwą socjalistyczną wylęgarnią szpiegów, trwała w zależności od specjalności od 5 do 6 lat. Krócej tylko studia podyplomowe. W uczelni tej wykładali m.in. wyżsi funkcjonariusze GRU i KGB, jak np. J. Primakow - były szef KGB, a później premier Rosji. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Re: ____nawet z mgr PO-dwójnie Okłamał Polaków 15.07.10, 19:28 -- forum.gazeta.pl/forum/w,13,114205577,114217482,rozwiazanie_zagadki.html Odpowiedz Link Zgłoś
hymenos Już wiem, że judzisz i podziwiasz siebie. 16.07.10, 09:36 I po co Ci te odwrotki? Poza tym, stanowczo za dużo cytatów oraz stanowczo za mało własnych przemyśleń. Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 Re: mściwa opinia R7 o Radom76= ciecia:wrócił Smo 15.07.10, 20:11 hasz0 napisał: > przypomnij no mi jakimi słowami mnie oskarżyłeś bodaj wczoraj > albo dziś za Radom? Zupelnie sobie nic nie przypominam o Radomiu. Natomiast cos mi sie kolacze, ze pisalem o roku 1976, roku powstania Komitetu Obrony Robotnikow przez PPSiakow i zydokomunistow odspawanych od koryta. > że normalny człowiek To typowe, ze za takowego sie uwazasz. Staly element diagnozy. > Następny przykład z tej paranoi opiszę w kolejnym poście Ja bede kontynuowal po auto-beatyfikacji. Sam doceniam heroicznosc moich cnot. Odpowiedz Link Zgłoś