Słyszałem, że Pani Fotyga

26.08.10, 15:10
obraziła się na MOPa, (w) którym pracowała na synekurze.
Podobno chciała zaprotestować przeciwko zmianie polityki Kaczyszwilego wobec
Gruzji. Gdzie się teraz biedna podzieje? Na Nowogrodzkiej?
    • wikul Re: Słyszałem, że Pani Fotyga 26.08.10, 16:25
      jaceq napisał:

      > obraziła się na MOPa, (w) którym pracowała na synekurze.
      > Podobno chciała zaprotestować przeciwko zmianie polityki
      Kaczyszwilego wobec
      > Gruzji. Gdzie się teraz biedna podzieje? Na Nowogrodzkiej?


      Szkoda fotygi.
    • pan.scan Karierę zrobiła u boku Smoleńskiego 26.08.10, 16:33
      Męczennika, w Solidarności, jako szefowa działu d/s kontaktów zagranicznych
      (jedyna w cyntrali "S" znała angielski). To dobra umiejętność do
      sprzedawania kwiatów zagranicznym wycieczkom błądzącym w okolicach Wawelu.

      PS. Idę o zakład, ze niejaki Manny napisze, iż porzucenie strategicznego,
      gruzińskiego sojusznika jest elementem zdrady narodowych interesów IV RP
      dokonanych przez Komorowskiego na rzecz wasalnych stosunków z Putinem i
      Gazpromem.
      • g-48 Re: Karierę zrobiła u boku Smoleńskiego 26.08.10, 17:10

        Męczennika, w Solidarności, jako szefowa działu d/s kontaktów
        zagranicznych
        > (jedyna w cyntrali "S" znała angielski). To dobra umiejętność do
        > sprzedawania kwiatów zagranicznym wycieczkom błądzącym w okolicach
        Wawelu.
        >

        Ach Yudku wsadz nosek w wysportowane posladki Putinka i caluj do
        woli.
      • jaceq Re: Karierę zrobiła u boku Smoleńskiego 26.08.10, 19:16
        Wolę dobre stosunki z dostawcą gazu, niż z dostawcą koniaku, wina i arbuzów.
        • snajper55 Re: Karierę zrobiła u boku Smoleńskiego 26.08.10, 19:23
          jaceq napisał:

          > Wolę dobre stosunki z dostawcą gazu, niż z dostawcą koniaku, wina i arbuzów.

          To raczej nie jest sprawa asortymentu, tylko wartości kontraktów. Gdybyśmy
          kupowali tego koniaku i arbuzów za miliardy dolców, a gazu za tysiące...

          S.
Pełna wersja