Gość: wikul
IP: *.acn.waw.pl
27.03.04, 00:15
Deutschland, Deutschland über alles
Niemcom trzeba patrzeć na ręce, bo co kilkadziesiąt lat odbija im palma -
powiedział kiedyś Stefan Kisielewski. Miał rację. Znów się odezwał spętany
olbrzym, tym razem głosem kanclerza Schr?dera. Znowu pokrzywdzone przez los
Niemcy domagają się uznania własnej wielkości. Tym razem nie chodzi o
Lebensraum na Wschodzie, tylko o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ
wraz z prawem wetowania rezolucji. Z prawem blokowania rozstrzygnięć. A co
blokowałyby Niemcy? Patrząc na niemiecką politykę ostatnich lat, na
wyrozumiałość wobec islamskiego terroryzmu, niechęć do wszelkich interwencji
społeczności międzynarodowej, pacyfizm i interesowny izolacjonizm, nietrudno
się domyśleć. Skrajna antyamerykańskość nie tylko tego rządu, ale i
społeczeństwa pozwala także przypuszczać, że prędzej RFN stałaby się w Radzie
Bezpieczeństwa sojusznikiem Rosji niż USA czy Wielkiej Brytanii.
Dla nas autokandydatura Niemiec to ważny sygnał, świadczący o tym, że żadne
już z największych państw Unii Europejskiej nie traktuje poważnie wspólnej
polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa. Polityczna wspólnota kończy
się nie tylko tam, gdzie zaczynają się narodowe interesy, ale nawet tam,
gdzie zaczynają się narodowe ambicje. Uczciwość intencji twórców traktatu
konstytucyjnego wydaje się być w tym kontekście mocno wątpliwa.
Premier Leszek Miller, którego notowania w związku z udaną polityką
wewnętrzną są tak samo niskie jak kanclerza Schr?dera, mógłby wziąć przykład
z niemieckiego socjalisty i ratować się szukaniem sukcesu za granicą. Wycofać
żołnierzy z Iraku, potępić imperializm amerykański i zażądać dla Polski
miejsca w Radzie Bezpieczenstwa. Mamy na to lepsze papiery. Byliśmy
przynajmniej członkami zwycięskiej koalicji w ostatniej wojnie światowej.
Maciej Rybiński