Nie chca ulicy!

10.11.10, 10:55
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,8640637,Nie_chca_alei_im__Kaczynskiego_w_Chicago___To_dzielnica.html?v=1&obxx=8640637#opinions
Nie chcą alei im. Kaczyńskiego w Chicago. "To dzielnica kupiecka, niegodna prezydenta"

Wg mnie najlepszym miejscem byloby jakies porzadne kartoflisko.
    • hasz0 ________wyjaśnij mi te___M0TYWY______ 10.11.10, 10:57
      forum.gazeta.pl/forum/w,13,18722627,52885340,Re_rozmowa_zakonczona_.html
      • polazrski Re: Prosze bardzo. Nic latwiejszego: 10.11.10, 11:00
        Nie znaleziono strony o podanym adresie.
        • hasz0 Re: Prosze bardzo. Nic latwiejszego: 10.11.10, 11:09
          Fot. Dariusz Kulesza / AG
          więcej zdjęć
          Ulica Legionów (po wojnie: 11 Listopada)

          Do Łodzi przyjechaliśmy wiosną 1945 roku. Nasze pierwsze mieszkanie było na ul.
          11 Listopada 33. To niezwykłe, ta ulica prawie się nie zmieniła przez 50 lat.
          Takie same kamienice i sklepy. Jedna drobna różnica: wtedy były jeszcze
          rynsztoki kryte płytami. I druga: nie było widać pomnika Kościuszki na placu
          Wolności.

          Chodziłem do szkoły nr 23 na Gdańskiej. Miałem jeszcze aryjskie papiery i
          nazywałem się Henio Krzyżanowski, chodziłem do kościoła i na religię. Nawet
          zagrałem kiedyś świętego Stasia.

          Helenówek

          W styczniu 1946 roku trafiłem do Domu Dziecka w Helenówku. Tam wysyłano dzieci
          wątłe, słabe, które wymagały lepszego odżywiania i czystego powietrza. W Łodzi
          takiego wtedy nie było. Ten dom dziecka był głównie dla dzieci żydowskich.
          Utrzymywały go: Joint i inne żydowskie organizacje filantropijne, ale
          wychowywani byliśmy całkowicie po świecku. Bez modlitw, synagogi,
          błogosławieństw i koszernej kuchni. Ale obchodziliśmy tradycyjne święta
          żydowskie. Na paschę była maca.

          W styczniu 1946 roku było nas tu około setki. Gdy przyjechały transporty Żydów z
          Rosji, zrobił się tłok. Trzeba było rozstawić namioty w ogrodzie.

          Teren domu był otoczony wysoką siatką z drutu. Była też wartownia. Pilnowali nas
          strażnicy z bronią. Bali się o nas, bo to było niedługo po pogromie w Kielcach.
          Jeszcze kilka lat temu, kiedy tu byłem, wartownia stała. Przy bramie wejściowej
          była poprzeczka, na której się bujaliśmy. O tak!

          W Helenówku mówiło się wyłącznie po polsku. Ja na początku wcale nie znałem
          żydowskiego. W 1947 roku kręcono u nas film "Unsere kinder" (nasze dzieci) i
          wszystkim kazano rozmawiać w jidysz. Ponieważ mówiliśmy kiepsko, to z miasta
          ściągnięto dzieci mówiące po żydowsku. Z czasem coraz więcej było dzieci
          nieżydowskich.

          Niektórzy, zwłaszcza starsi chłopcy, uciekali z naszego domu do kibucu, bo
          chcieli wyjechać do Palestyny.
          • polazrski Re: Prosze bardzo. Nic latwiejszego: 10.11.10, 11:13
            Gdzie cie uwiera, haszu?
          • hasz0 Re: Prosze bardzo. Nic latwiejszego: 10.11.10, 11:13
            forum.gazeta.pl/forum/w,13,18722627,53320047,Aurelia_der_weibliche_Vogel_.html?wv.x=2
            • hasz0 Re: Prosze bardzo. Nic latwiejszego: 10.11.10, 11:16

              • Henryk Grynberg odzyskał wolność
              zupagrzybowa 04.12.06, 01:40 + odpowiedz


              [ŻW] Grynberg: proszę kolegów, by również ujawnili swoją przeszłość
              autor: Rafał Pasztelański, tp, 2006-12-02, Ostatnia aktualizacja: 2006-12-02
              Z Henrykiem Grynbergiem rozmawia Rafał Pasztelański

              www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead25&news_cat_id=351&news_id=130975&layout=5&forum_id=16169&page=text

              11 października 1956 r. został Pan zarejestrowany jako tajny współpracownik o
              pseudonimie Reporter...
              Rzeczywiście, podpisałem coś takiego. Studiowałem wtedy dziennikarstwo. Zrobiłem
              to z dwóch powodów: szantażu i strachu. Moja matka razem z ojczymem próbowali
              wtedy wyjechać za granicę. Ojczymowi grunt palił się pod nogami, bo robił
              półlegalne interesy. Gdyby nie wyjechał, zostałby po raz drugi przyskrzyniony.
              Gdy się do mnie zgłosili ludzie z bezpieki, to dali do zrozumienia, że jeżeli
              zależy mi na tym, aby oni wyjechali, to muszę współpracować. Po drugie, w czasie
              studium wojskowego byłem szykanowany. Stawałem do raportu i groziło mi
              relegowanie. Było dla mnie jasne, że jeżeli odmówię, to będę leżał. I wtedy
              podpisałem.

              Jak doszło do pierwszego spotkania?
              Pamiętam, że tam gdzie mieszkałem, przyszedł jakiś mężczyzna i powiedział, że
              chciałby się ze mną spotkać. Pokazał legitymację, zaprosił na spotkanie i
              powiedział, żebym nikomu o tym nie mówił. Mieszkałem z kolegą, który pytał mnie,
              o co chodzi, kto to jest, ale nic mu nie powiedziałem. Wychodząc, poprosiłem
              jednak go, by powiadomił moją matkę, gdybym za długo nie wracał. Na spotkaniu
              ten mężczyzna powiedział, żebym się uspokoił, bo nic mi nie grozi. To była
              spokojna rozmowa.

              Co SB chciała od Pana?
              Powiedzieli, że mają nadzieję, iż im pomogę w obronie Polski Ludowej przed
              wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Co ciekawe, nie domagali się żadnych
              donosów, dali mi tylko jakąś formułkę pod dyktando, abym napisał i podpisał.
              Potem ten facet przekazał mnie drugiemu panu, który był z wywiadu wojskowego. On
              mnie przejął.

              Chcieli zrobić z Pana rasowego szpiega?
              Chyba tak. Ten człowiek z wywiadu chciał mnie nauczyć mikrofilmów. Ze trzy razy
              spotkałem się z nim we Flisie, bo tam były najlepsze flaki w Warszawie. Można
              więc powiedzieć, że otrzymałem od polskiego wywiadu dwie setki wódki i dwie albo
              trzy porcje flaków.

              Jak długo spotykał się Pan z oficerem wywiadu?
              W pewnym momencie ten facet z wywiadu, to było gdzieś w 1957 r., zaproponował,
              abym poszedł na zabawę do sali kolumnowej Pałacu Kazimierzowskiego na
              uniwersytecie i poznał jakąś panią Barbarę. Nie miałem czystego sumienia, jeśli
              chodzi o dziewczyny, ale takiego numeru to bym nie zrobił. To ja sobie
              pomyślałem, że tu się żarty skończyły. I przestałem się zjawiać na jakichkolwiek
              spotkaniach.

              W archiwach IPN jest zapis archiwisty SB, że udzielał Pan informacji o znajomych
              i rodzinie...
              Nikt mnie nigdy o to nie pytał. Nie byłem szpiclem. Nie donosiłem na nikogo.
              Nigdy nie wziąłem od nich ani grosza, chociaż proponowali mi pieniądze. Nie
              miałem też żadnych przywilejów. Niczego się też ode mnie nie dowiedzieli.

              I co? Służby dały Panu spokój?
              Przysłali kilka listów, ale telefonów wówczas nie było, a ja zmieniłem parę razy
              adresy. Ostatni raz dopadli mnie w listopadzie 1959 r. w moim mieszkaniu w
              Łodzi. Złożyłem wówczas podanie o paszport, bo chciałem odwiedzić matkę w
              Izraelu. Wtedy ten facet przyszedł i powiedział, abym zabrał ze sobą list do
              Izraela. Powiedziałem mu, że ja się takimi sprawami nie zajmuję, że jestem
              pisarzem i nawet jeśli nie wyjadę do Izraela, to nic dla nich nie zrobię.
              Liczyłem się z tym, że po odmowie nie wyjadę. Miałem jednak dobrego znajomego w
              urzędzie paszportowym w Łodzi i dostałem ten paszport. Od tamtej pory nie miałem
              absolutnie żadnych kontaktów.

              W notatce SB jest informacja, że 11 grudnia 1967 r. wyjechał Pan do USA i
              odmówił powrotu, co było powodem rezygnacji z agenta „Reportera”.
              Ta notatka jest kłamliwa. Wyjechałem do USA w październiku z Teatrem Żydowskim,
              a 30 grudnia, będąc już w Stanach, oświadczyłem, że nie zamierzam wracać do
              Polski. W istocie nie uciekłem do USA, tylko zostałem zmuszony do wyjazdu na
              fali antysemickich nastrojów w Polsce. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłem w USA, to
              powiedziałem FBI o kontaktach ze służbami specjalnymi PRL. Mówiłem, że próbowano
              mnie zwerbować, ale ja nic dla nich nie zrobiłem. FBI pytało mnie po prostu, czy
              jest coś takiego, czym można mnie szantażować. Opowiadałem o tym, gdy miałem
              otrzymać obywatelstwo USA.

              Nie zastanawiał się Pan nigdy nad tym, aby opowiedzieć o współpracy z SB czy
              wywiadem?
              Podpisanie tej lojalki jest niechlubne i dlatego o tym nie mówiłem. Bałem się
              wtedy odmówić, ale wiedziałem, że żadnym szpiclem nie będę. Od jakiegoś czasu
              zastanawiałem się jednak, czy nie opowiedzieć o tym. Piszę teraz coś w rodzaju
              takich wyznań. Myślałem, żeby wspomnieć w nich i o tym. Wahałem się, ale teraz
              to zrobię. Pamiętajmy, że w tych archiwach są ludzie niewinni, trochę winni i
              bardzo winni, i dlatego trzeba pokazać wszystkie dokumenty.

              Nie uważa Pan, że najwyższy czas, aby otworzyć archiwa SB i skończyć z grami
              teczkami i dziką lustracją?
              Zdecydowanie. Uważam, że trzeba otworzyć te archiwa i pokazać, jak to wszystko
              wyglądało. Niech pan sobie wyobrazi, że prawie wszyscy moi bliscy koledzy ze
              studiów znaleźli się później na tej liście Wildsteina. Znam też analogiczne
              przypadki do mojego. Spotykam się z takim Polakiem, który mieszka niedaleko. On
              powiedział mi, że w latach 60. podpisał zobowiązanie i chodził regularnie na
              spotkania, bo bał się im odmówić. Mówił, że jego koledze złamano życie, kiedy
              odmówił SB. A ja uwikłałem się, będąc studentem, też z powodu strachu.

              Nie boi się Pan ostracyzmu środowiska za to, że umieszczono Pana na listach
              agentów SB?
              Chciałbym, aby otworzono i pokazano wszystko, co jest na mój temat, ponieważ
              jestem osobą publiczną i ludzie mają prawo wiedzieć, co mnie dotyczyło. Chcę, by
              ujawniono każde słowo, każdy dokument. Wzywam moich kolegów pisarzy,
              dziennikarzy, by uczynili to samo. Wiem, że wielu z nich, znanych mi osobiście,
              znajduje się na listach tajnych współpracowników. Mówię im: „pokazuję swoje, a
              wy pokażcie swoje."
              .............................
              terra.blox.pl/html
              • hasz0 ______zawsze POdać z jakich PObudek i MOtywów się 10.11.10, 11:20
                *_zawsze POdać z jakich PObudek i MOtywów się pisze konkretny POst
                Leming.
                Człowiek, który bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszy w telewizji, albo przeczyta w Internecie i przyjmuje to wszystko bez żadnego zastanowienia; uważa się przy tym za mądrego. Głupek. Jednym z podstawowych źródeł zdobywania wiedzy leminga jest portal gazeta.pl

                Tej dyskusji o przynaleznosci ubecko- partyjnej by nigdy nie bylo,
                gdyby nie to, ze niektorzy wyobrazaja sobie, ze z tytulu onegdajszej
                przynaleznosci maja jakies szczegolne zobowiazania dzisiaj. I je wypelniaja. Co
                do liczby opuszczających, to chyba sie pan myli, nie wydaje mi sie, żeby do
                angazowania w dzialalnosc ubecka wybierano wylacznie osoby o pochodzeniu
                zydowskim. Spodziewam sie raczej, ze spora czesc z tej wymienionej przez pana
                liczby osob zostala w Polsce, a nawet zrobila kariery zyciowe, otrzymala talony
                na samochody i piekne mieszkania, etc. Wyjechani przynalezni z kolei w jakiejs
                czesci skorzystali z pierwszej nadarzajacej sie okazji by sie zglosic po ochrone
                przed przynaleznoscia ubecko- partyjna do FBI i innych wlasciwych instytucji, w
                zaleznosci od tego, jak nachalna byla ta ubecko partyjna chec wspolpracy, czesc
                kontynuowala przynaleznosc, tyle ze juz nie partyjno ubecka, a wywiadowcza, a
                czesc w ogole byla na delegacji, mniej wiecej tak samo, jak Castro wysylal
                delegatow z kazda fala uchodzcow. Ci ostatni zajmowali sie glownie blokowaniem
                pomocy dla opozycji, donoszeniem na kolejne transporty, szpiegowaniem rozmaitych
                biur, a takze wzniecaniem konfliktow etnicznych w obrebie emigracji. Ta wesola
                dzialalnosc, za drobnym, acz godziwym wynagrodzeniem liczonym w
                USD,zintensyfikowala sie szczegolnie w czasach Solidarnosci. W USA polegala
                glownie na zapobieganiu pomocy amerykanskiej i kompromitowaniu Solidarnosci. W
                tym celu Prawdziwi Polacy wypowiadali sie w mediach publicznych co mysla o
                Prawdziwych Zydach, nastepnie Prawdziwi Zydzi potepiali Prawdziwych Polakow za
                antysemityzm wysysany z mlekiem matki, nastepnie kongres odkladal dyskusje nad
                Polska do bardziej sprzyjajacej okazji, a Prawdziwy Polak z Prawdziwym Zydem
                szli na piwo, zeby to uczcic. Ale jesli chodzi o stosunki liczbowe spoleczenstwa
                zaubeczonego do niezaubeczonego, to spoleczenstwo krajowe ma jednak duzo
                bardziej niekorzystna relacje w tym wzgledzie niz emigracja.

                Jesli chodzi o p00ziego, to w jego przypadku jestem w stanie uwierzyc we
                wszystko, wlacznie z tym, ze zgryz bieruta jest jego kreacja, potrzebna jemu
                oraz niejakiej ewuni (niestety, to samo imie) jako pretekst do niszczenia
                wrogow. To by wyjasnialo dlaczego p00zi z ewunia twierdza ze zgryz bieruta jest
                drfroydem, ale wyzywaja za niego mnie. Ta zdumiewajaca sytuacje w calosci sie da
                wytlumaczyc wlasnie partyjna ubecka przynaleznoscia. Wyzwalanie kobiety z
                kapitalistycznej opresji polegalo na nadaniu im prawa do wolnosci seksualnej na
                partyjno - ubeckich imprezach towarzyskich oraz wybieraniu sobie wlasciciela. No
                i we wszelkiego rodzaju wojnach aparatowych jak atakujacy bali sie wroga, to sie
                zajmowali niszczeniem jego wlasnosci, w tym kobiety. Dlatego p00zi jest gleboko
                przekonany ze zgryz bietuta to drf, ale usiluje dokuczac mi, a ewunia mu pomaga,
                bo jest wytresowana i zapewne wybrala sobie p00ziego na wlasciciela. Ataki z jej
                strony sa wczyms w rodzaju merdania ogonem do wlasciciela, ze jest taka
                pozyteczna. I po tych zachowaniach bez pudla mozna rozpoznac przynaleznosc.






                --
                terra
                toolbar
Pełna wersja