hasz0 14.11.10, 15:26 forum.gazeta.pl/forum/w,13,118696312,118696411,Re_Piq_jak_PO_lubi_3_5_letnie_awantury.html?wv.x=2 Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
rycho7 lubie być oszukiwany przez Hasza0 14.11.10, 19:01 hasz0 napisał: > Re: ___________IQ=?_lubicie być oszukiwani!______ Ty Tadeuszku oszukujesz tak nieudolnie, ze mnie to bawi. A smiech to zdrowie. Trzeba dbac, wiec Cie popieram. Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Re: lubie być oszukiwany przez Hasza0 14.11.10, 19:06 forum.gazeta.pl/forum/w,13,118690457,118703693,_Upss_Wywrocilas_sie_na_prawdzie_Gini_a_.html?wv.x=2 Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 Re: lubie być oszukiwany przez Hasza0 14.11.10, 19:10 ludwikdorn.salon24.pl/108416,rece-precz-od-naszych-dzieci-bojkotujmy-monike-olejnik Odpowiedz Link Zgłoś
hasz0 ubeckie metody 14.11.10, 19:12 Na Ziemi Suwalskiej i Pojezierzu Augustowskim działały dwa Powia- towe Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego – w Augustowie i Suwałkach. Obie placówki powstały mniej więcej w tym samym czasie1, a ich orga- nizatorami byli absolwenci słynnej „kuźni kadr” – Oficerskiej Szkoły Kontrwywiadu z Kujbyszewa. W Augustowie pierwszym szefem był Mieczysław Janucik (od 13 września 1944 r. do 26 lutego 1945 r.), jego zastępcą zaś Józef Łaniewski, w Suwałkach, odpowiednio – Anto- ni Kalinowski i Antoni Pańkowski. Województwo białostockie uznawano za teren szczególnie zagro ony „bandytyzmem”, funkcjonariusze UB czuli się zatem upowa nieni do stosowania wszelkich sposobów i środ- ków prowadzących do wyeliminowania przeciwnika, w imię zaprowadzenia „ładu i bezpie- czeństwa społecznego”. W praktyce oznaczało to prowokacje, fizyczne i psychiczne znęca- nie się nad osobami podejrzewanymi choćby o sympatię dla „bandytów”, niszczenie ich mienia i morderstwa (zarówno te w majestacie ówczesnego prawa, jak i skrytobójstwa). Kazimierz Bartnik „Młotek” pełnił funkcję dowódcy kompanii Zrzeszenia „Wolność i Nieza- wisłość” w gminie Rutka-Tartak (kryptonim „Rzepak”, a jednocześnie dowodził patrolem ope- rującym na terenach gmin Jeleniewo, Przerośl, Pawłówka, Wi ajny, Zaboryszki. 5 stycznia 1947 r. około godz. 22.00 do jego domu we wsi Pobondzie, w gminie Rutka-Tartak w powiecie su- walskim, w którym przebywały jedynie dzieci (dziesięcioletnia Janina i jej trzech młodszych bra- ci), weszła „grupa wojskowych” i przeprowadziła rewizję. Jak zeznała Janina Bartnik, „wojsko- wi” po zabraniu ko ucha i około 20 kg mięsa opuścili mieszkanie. Dziesięć minut po ich odejściu w domu wybuchł po ar, który strawił cały dom. Dziewczynka zeznała tak e przesłuchu- jącemu ją funkcjonariuszowi milicji, e przeprowadzając rewizję na strychu, „wojskowi” przy- świecali sobie zapałkami. Prowadzący śledztwo milicjant ustalił, e po ar wybuchł na strychu, rewizję zaś prowadzili „ ołnierze” z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Su- wałkach dowodzeni przez chorą ego Aleksandra Omiljanowicza (pełnił on funkcję kierownika Sekcji III ds. Walki z Bandytyzmem w PUBP w Suwałkach, później został jednym z literackich piewców „utrwalaczy władzy ludowej” i sier anta Mieczysława Strzy ykowskiego. Od tego momentu śledztwo prowadził Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku. Jak nietrudno sobie wyobrazić, w wyniku śledztwa oczyszczono funkcjonariuszy UB ze wszystkich zarzutów, bezpośrednich sprawców nie wykryto, a jako winnych podpalenia wskazano Kazi- mierza Bartnika i jego onę, którzy swą działalnością w szeregach Zrzeszenia WiN – według dokumentów SB – sprawili, e: „Zabudowania [...] zostały spalone przez ludność cywilną pow[iatu] suwalskiego, która odgra ała się, i Bartnik Kazimierz zginie ze swą rodziną”2. PUBP w Augustowie zorganizowano w drugiej dekadzie września 1944 r. Jego pierwszą siedzibą był Krasnybór, kolejnymi – Sztabin i Lipsk. Po zajęciu przez Sowietów Augustowa, 22 stycznia 1945 r., „bezpieczeństwo” ulokowało się w budynku przedwojennej cukierni Turka przy ul. 3 Maja. Siedziba PUBP w Suwałkach od połowy września 1944 r. mieściła się w Sej- nach. Cztery dni po zajęciu Suwałk, tj. ok. 26 października 1944 r., przeniesiono ją do budyn- ku przy ul. Kościuszki w Suwałkach. ASW, biblioteka CSP Legionowo, MT 1628, Piotr Brzezicki, Powstanie Słu by Bezpieczeństwa na terenie województwa białostockiego oraz pomoc radziecka w początkowym okresie działalności tego aparatu – praca magisterska. 2 Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku [dalej: AIPN Bi], IPN Bi 07/824/1, Postanowienie z 24 VII 1947 r. o umorzeniu dochodzenia, sporządzone przez ppor. Murasz- kowskiego z WUBP w Białymstoku. 1 61 Relacja Romualda Bartnika Nieco więcej światła na te wydarzenia rzuca relacja Romualda Bartnika, syna „Młot- ka”:„[...] Od pewnego czasu przyje d ali ubowcy i trzęśli cały dom prawie co noc. Prze- praszam, ale będę u ywał ich języka. Do nas, młodych dzieci, mówili: »S...syny, małe bandyci, wyrośniecie na zbrodniarzy. My i z waszych dzieci po ytku nie będziemy mieli«. Jeszcze przed spaleniem na kilka nocy przyjechali i pytali, czy przychodzi ojciec, »Bębenek« i »Sosenka«, a tych dwóch ostatnich to my nigdy nie znali. Moją najstarszą siostrę kapitan Szysz tak zbił, wołając: »Mów k... prawdę, bo ja wiem, e byli«, e jej szczęka pękła i od tego czasu ona się ukrywała u obcych ludzi, bo się bała. Dlatego w czasie spalenia było nas czworo, a nie pięcioro. Samo spalenie wyglądało tak: Przyjechali w nocy w czwartek i jak zwykle wyzwiska. Powiedzieli do matki: »Słuchaj bladzio, masz do soboty wyjechać do Liku [Lycku], bo jak nie to, was spalim z duszą i ciałem«. Nie powiedzieli, gdzie jest ten Lik, ani gdzie byśmy tam mieszkali (Lik to obecny Ełk). Nie wiedzieliśmy, co robić. Rano matka poszła do komendanta milicji, księdza, wójta i dowódcy W[ojsk] O[chrony] P[ogranicza] porucznika Draguna. Oni powiedzieli: »Niech pani wyjdzie z domu, to dzieciom nic nie zrobią«. Matka tak zrobiła i ukryła się u sąsiadów. Zgodnie z zapowiedzią przyjechali w so- botę w nocy. Po zwykłych czynnościach zabrali, co im się tam podobało, ale nas nie bili. Kazali iść spać i powiedzieli na odchodne: »Macie widno i ciepło, ale my wam zrobimy widniej i cieplej«. My byśmy się spalili, tylko płakał najmłodszy brat Kazimierz, który miał roczek. Wówczas siostra zauwa yła ogień, e się palimy, i mówi do mnie: »Romek, my się palimy, czy będziemy mówić pacierze i się palić, czy uciekać«. Powiedziałem, e w kuchni jest siekiera, to wyrąbiemy okno i uciekniemy. Jak otworzyłem drzwi do kuchni, to ogień od razu wszedł na mnie. Wówczas siostra wzięła najmłodszego brata na ręce, a ja brata Józefa i ruszyliśmy przez sień, przez ogień. Drzwi były podparte od zewnątrz, ale jakimś cudem, gdy w nie mocno uderzyliśmy, to odskoczyły. Chyba Bóg tak chciał. Ruszyliśmy na popalonych nogach, boso i tylko w koszulkach po grudzie, bo śniegu nie było. Uciekliśmy do sąsiadów. Późno w nocy ludzie zawinęli nas w koce i przez jezioro na sankach powieźli nas do sołtysa. Tej nocy nikt nie spał, bo była to publiczna tajemnica, e nas spalą, i ludzie, eby nawet nas mogli ratować, to się bali, bo te dranie stali trochę dalej. [...] Oni czekali, czy podejdzie matka. Gdyby matka była wtedy razem z nami, to by nas wszystkich zabili i spalili. Wiem to, bo powiedział mi to Stanisław Dębowski, e tak mówił były ubowiec Warakomski. Rano przyjechał konno porucznik Dragun z wopistami i szukał naszych kości. Zawołał sąsiadów i powiedział : »Nie znalazłem adnych kości, a was wystrzelam, bo jakie wy sąsiedzi, e nie ratowali. Mnie nie obchodzi ojciec, matka i polityka, a tylko te dzieci niewinne« [...]. Powiedzieli wopiści jeszcze, e jakby wiedzieli, e ubowcy to zrobią, to zrobiliby na nich zasadzkę i wybili do nogi. [...] Za kilka dni przyjechali ubowcy i mówili: »A to s... syn ojciec, własne dzieci nawet spalił«”3. Opisany przypadek nie był odosobniony, o czym mogą świadczyć tak e poni sze relacje: Wspomnienia Aleksandry Kowalewskiej Wspomina Aleksandra Kowalewska, ona Aleksandra Kowalewskiego „Bębna”, „Rej- tana”, dowódcy oddziału leśnego: „W 1946 [r.] nasz dom stał pusty, bo mą w lesie, a ja u rodziców, pod panieńskim nazwiskiem, bo w cią y sama bałam się mieszkać. Przyszli ludzie i mówią, e na Podma- charcach dom Kowalewskich się pali i mówili, e wojsko przyjechało, dom i chlew ben- zyną oblali i podpalili. Z obejścia tylko studnia została, ziemię sąsiad zabrał i tyle. Nawet modrzew, co rósł na p Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 ujadanie poslanki Sawickiej 14.11.10, 21:43 > W praktyce oznaczało to prowokacje, fizyczne i psychiczne znęcanie się nad osobami podejrzewanymi choćby o sympatię dla „bandytów” Agent Tomek byl tradycjonalista. Ja tez mam parcie na tradycje chrzescianskiej Europy. Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 Re: lubie być oszukiwany przez Hasza0 14.11.10, 21:30 hasz0 napisał: > ejże...kumasz sam o czym piszesz?* > blog.marekjurek.pl/index.php/2010/02/23/przywileje-ubeckie-przed-trybunalem-konstytucji/ Twierdzisz, ze jestem Marek Jurek? Dlaczego mnie obrazasz? Mnie Maryje Krolowa Polski. Odpowiedz Link Zgłoś