institoris1
08.04.04, 12:48
(chodzi o watek "Kto jest manipulatorem F. Lodz"- autor Krzys 52)
ada08 napisała:
> Rozbrajający w swej naiwności są przy tym cenzorzy i zwolennicy
> cenzury przekonani, że jeśli jakiś wytwór swobodnej ludzkiej
> myśli wytnie sie, zamaże, spali - to on przestaje istnieć. Otóż
> jest to złudzenie. Tym, którzy w nim trwają dedykuję nieśmiertelną
> frazę z Bułhakowa:''... Rękopisy nie płoną !''
Bulhakow zadeklarowal swoja niczym nie zmacona wiare w wolnosc umyslu
ludzkiego.
Wlasciwie to kazdy z nas posiada indywidualnie ta wiare. W odniesieniu do
siebie nie mamy watpliwosci, ze nasze rekopisy nie plona. Niekiedy tylko
zapominamy o nich, bywa, ze sie dezaktualizuja, ze wyrastamy z nich, albo
zastepujemy innymi. To naturalny proces i nie stanowi on zagrozenia dla
naszej indywidualnej wolnosci.
Zagrozenie pojawia sie w momencie, gdy stare rekopisy odchodza nie
zastepowane nowymi. Albo bywaja zastepowane cudzymi, zastepowane
obojetnoscia, zastepowane podporzadkowaniem i konformizmem.
Taki umysl wolnym jest juz tylko potencjalnie, wolnosc to coraz bardziej
pozbawione tresci wspomnienie. Przekonanie o wlasnej wolnosci wyraza sie
akceptacja jedynie wlasnego swiata wartosci, nasza domniemana wolnosc zdolna
jest realizowac sie tylko indywidualnie. W zderzeniu ze swiatem zewnetrznym
wolnoscia przestaje juz byc.
Zastanawiam sie czy wolny umysl nie zdefiniowac jako taki, ktory swoja
swiadomosc wolnosci potrafi przeniesc na innych, udzielajac im tych samych
praw jakie udziela sobie. Czy wolnosc nie przejawia sie w uznaniu wolnosci
innych, ich prawa do wolnosci?
I nie chodzi mi tutaj o tak zwana tolerancje- uznajac prawo do innosci
kazdego czlowieka podkreslamy rownoczesnie swoj wlasny indywidualizm. To co
nas laczy jest rownoczesnym i wzajemnym uznaniem prawa do innosci. Kazde
prawo nadane przez nas komus innemu, to rownoczesnie prawo jakie nadajemy
sobie, albo inaczej- to uzewnetrznienie wlasnego poczucia wolnosci.
Czesto zdarza nam sie mylic swiat mysli i swiat czynow, zapominamy, ze prawo
ma swoje zastosowanie jedynie w swiecie czynow; w swiecie mysli zadnego prawa
nie potrzebujemy, co wiecej, prawo stosowane w swiecie mysli jest w koncowym
efekcie szkodliwe, bo ogranicza wolnosc naszego wlasnego umyslu. W swiecie
mysli nie potrzebujemy zadnych kompromisow, zadnych wzajemnych umow, ani
zadnej kontroli, czy zaindokrynowanej samokontroli.
------------------------------------------------------------------------------
-
przyklad z forum jak wolnosci slowa nie nalezy rozumiec:
Patience napisala:
"Dzień dobry Panie K. Nastąpiły zmiany na portalu w sprawie cenzury
antyateistycznej. Twoje wczorajsze posty wisza. To znaczy na innych forach
wisza, bo tu, zdaje sie, Giwi wyciela. Ale mam prośbe serdeczną, że jeśli ten
wątek nie zniknie, to żeby się ograniczyć do wieszania i zdejmowania
powyższego
Apelu Do Ludu Pracującego nie częściej niż raz jeden miesięcznie. A w
międzyczasie można apelować z użyciem innych wersji stylistycznych."
Tu wszystko jest poprzewracane do gory nogami, zalozenia sa bledne.
Otoz prawo administracji portalu do cenzurowania forum moze byc jedynie
odbiciem polskiego prawa- GW musi usuwac tresci, ktore sa wedlug polskiego
prawa karalne. Wszelka inna cenzura jest nadana sobie przez GW prawem kaduka.
Czyli, ze wszystko to co w pisaniu Krzysia jest wykroczeniem przeciwko prawu,
moze zostac usuniete- wszystko inne nie. Apelowanie do Krzysia o zmiane
stylistyki i czestotliwosci (sam to robilem) umotywowane potrzebami "walki z
cenzura" jest nawolywaniem o zastapienie cenzury zewnetrznej autocenzura-
czyli, ze cele jakie przyswiecaja cenzorowi zostaja osiagniete. Bezsensowne i
bezproduktywne.
Dla mnie tresci jakie Krzys prezentuje na forum, ani jego osoba nie maja
zadnego znaczenia. Krzys reprezentuje akurat w tym wypadku kazdego innego,
mozliwego forumowicza. Sprawa Krzysia (jak i kazdego innego) jest sposob w
jaki bedzie korzystal ze swojej swobody w gloszeniu pogladow. Chodzi tu
jedynie o to, by kazdy mogl swoje glosic (z odpowiedzialnoscia za nie), by
nie byly one usuwane przez cenzure.
A, ze (to do Patience)przy okazji kazdej dyskusji o cenzurze Krzysiowa
(gowniana)aktywnosc forumowa wzrasta, jest przez Krzysia dobrze przemyslane,
a dla mnie zrozumiale. Jest to o tyle zasadne (wzmozona aktywnosc), ze odnosi
sie do tego co napisalem powyzej. Mamy do czynienia oczywiscie i ze skutkami
ubocznymi- niechcacy (albo chcacy- nie mnie oceniac) przyczynia sie Krzys do
polaryzacji pogladow wsrod forumowiczow, rodza sie konflikty na tle stosunku
do wolnosci slowa, ktore zamieniaja sie w polemike o tresci "przeslania"
Krzysia i koniecznosci zdeklarowania swojego stanowiska na zasadzie "tak lub
nie" w stosunku do Krzysia. Twoje ostanie potyczki ze Sceptykiem pewnie Ci to
uswiadomily.
------------------------------------------------------------------------------
-
W swiecie mysli nikt nie zabrania nam, gloszonej przez kogos nienawisci,
przeciwstawiac sie gloszeniem milosci, podzeganiu nawolywaniem do opamietania
itp.
Nienawistne mysli nie znikaja tylko dlatego, ze nie moga one na skutek
cenzury zostac wyartykuowane, wiecej, nieartykuowana nienawisc karmi sie sama
soba; z wyartykuowana mozna polemizowac.
Jedyne czego potrzebujemy w swiecie mysli, to odpowiedzialnosc poszczegolnej
jednostki za gloszone przez nia poglady- kazdy ma prawo glosic swoje
przekonania pod warunkiem, ze przyjmuje za nie odpowiedzialnosc. Konkretna
krzywda wyrzadzona komus innemu podlega karze. Od konkretnych krzywd mamy
sady, kazdy ma prawo dochodzic swoich praw na drodze sadowej. Cenzura nie
moze zastepowac sadu, bo nie posiada zadnych, szeroko rozumianych
kompetencji. Cenzura to w swojej istocie samosad.
i.