hasz0
05.12.10, 15:26
[color=white][b]Autor Aldona Zaorska
Piątek, 29. 10. 2010 14:27
Swego czasu w spotach wyborczych PO lektor grobowym głosem wyliczał ilość wypadków na polskich drogach, w sposób pośredni obarczając winą za nie Prawo i Sprawiedliwość. Głupota to była straszna, ale dobrze wyglądała w „platformerskiej” kampanii.
Ale to pod rządami Tuska Polska stała się ofiarą największej tragedii od czasu II wojny światowej. Lech Kaczyński i dziewięćdziesiąt pięć innych osób, będących elitą naszego narodu, zginęło w rządowym samolocie w drodze na uroczystości, które miało zabezpieczać Biuro Ochrony Rządu. Czy zabezpieczyło ją należycie? Wiedziano przecież, że rosyjski wywiad jest nader żywo zainteresowany wizytą Lecha Kaczyńskiego w Katyniu.
Zamiast chronić Prezydenta, Tusk i „przyjaciele” nakręcali wokół niego kampanię nienawiści na każdym kroku. Skandalem jest oddanie śledztwa Rosji. I w tym sensie Platforma Obywatelska na czele z Tuskiem jest odpowiedzialna za śmierć 96 osób. Ofiarą polityki PO jest też śp. Marek Rosiak – zamordowany z zimną krwią za przynależność do PiS. Zaraz po tej tragedii została rozpętana kolejna kampania kłamstw. „Przyjaciele z TVN” nie wytrzymali nawet 24 godzin – tego samego dnia w swoim głównym programie informacyjnym zrównali zbrodnię z… konferencją prasową Jarosława Kaczyńskiego. Co zrobił z tym premier? Nic. Zero pokory, zero skruchy – buta i kłamstwo. Dwie tragedie, które wstrząsnęły Polakami spłynęły po Platformie jak woda po kaczce. Zostały zlekceważone zupełnie tak samo, jak liczne tajemnicze zgony, do których doszło w ostatnich miesiącach. Było ich stanowczo zbyt wiele.
Morderstwa
W kwietniu na parkingu w Bytomiu znaleziono ciało 33-letniego sędziego. Mężczyzna zmarł na skutek obrażeń głowy. W tym czasie wszyscy zajęci byli katastrofą smoleńską, więc ta śmierć przeszła niezauważona. Podobno to było samobójstwo. Tylko czy na pewno? Był sędzią, może jednak ktoś mu pomógł? Śledztwo umorzono, więc tego raczej się nie dowiemy. Nie dowiemy się też, dlaczego zginął dr Dariusz Ratajczak. Jako historyk przedstawiał poglądy rewizjonistów, kwestionujących liczbę ofiar holokaustu. Po straszliwej nagonce został wyrzucony z uczelni, był szykanowany na każdym kroku, aż w końcu w czerwcu 2010 roku na parkingu przed jednym ze sklepów w Opolu znaleziono jego ciało. Policja uznała, że popełnił samobójstwo, pomimo dowodów wskazujących raczej na morderstwo.
Nie dowiemy się też, dlaczego w marcu 2008 roku Damian Ciołek - strażnik więzienny w Sieradzu, zabił trzech policjantów konwojujących więźnia. Wiadomo, że policjanci zajmowali się „mafią samochodową.”
Tuż przed tragedią w Łodzi Polską wstrząsnęło morderstwo popełnione na dr Eugeniuszu Wróblu. Oficjalnie – zabił go syn, co dało rozmaitym lemingom powód do oczerniania PiS na forach internetowych. Ale podniosły się też głosy, że niekoniecznie musiał zginąć z ręki syna. Jako ekspert lotnictwa bardzo interesował się smoleńską katastrofą. Był jedną z niewielu osób w Polsce, która mogła poddać merytorycznej ocenie raport MAK.
Bezpieczeństwo „wzrosło” za rządów PO tak bardzo, że w lutym 2010 roku niemal w centrum Warszawy zamordowany został policjant, który zwrócił uwagę chuliganom. Andrzej Struj był w cywilu. Bandyci nie wiedzieli, kogo zabijają. To mógł być każdy z nas. Pod Krzyżem przed Pałacem Prezydenckim został pobity Jan Kłosik. Zmarł po miesiącu od tego zdarzenia. Prokuratura sprawdza, czy jego śmierć nie była wynikiem pobicia podczas „radosnego happeningu”, postępowej młodzieży, domagającej się wyrzucenia Krzyża.
Kampania rozpętana przeciwko Kościołowi przyniosła efekty – młodzi bandyci bestialsko zamordowali dwóch księży i dwie gospodynie z plebanii. I tak dalej. Trudno nie zauważyć, że ostatnio tak wysoki poziom „bezpieczeństwa” panował w Warszawie za okupacji niemieckiej – wychodząc z domu człowiek nie był pewien, że do niego wróci. Wszystko wskazuje, że dziś za sprawą pełnych miłości rządów PO jest podobnie. Można zginąć za polityczne przekonania, opisywanie „niepoprawnych politycznie” poglądów, przestrzeganie prawa i porządku publicznego albo za…. modlitwę.
Wypadki na drogach
Nic nie zostało też z obietnic poprawy bezpieczeństwa na drogach. W wypadku pod Grójcem zginęło 18 osób. Tusk nie prowadził oczywiście samochodu, ale to jego polityka „cudów” sprawiła, że tym samochodem do pracy na czarno jechało tylu ludzi. I żadne manipulacje w mediach tego faktu nie zmienią. Nic nie zmieni faktu, że tylko w dwóch wypadkach zginęło aż 31 osób. W samochodowych „wypadkach” zginęli też biskup Mieczysław Cieślar oraz prof. Marek Dulinicz, który miał kierować pracami polskich archeologów w Smoleńsku. Dziennikarz śledczy Wojciech Sumiliński przeżył – w czerwcu 2010 roku samochód, którym kierował uderzył w cmentarny mur w Białej Podlaskiej. Po wypadku w oponie znaleziono pionowo wbity gwóźdź. Dziennikarza uratowało tylko to, że planując wyjazd do Warszawy, chciał coś załatwić na mieście. Dzięki temu prędkość w momencie pęknięcia opony wynosiła 60 km/h. Gdyby od razu opuścił miasto i opona pękłaby w drodze do Warszawy, przy większej prędkości nie miałby żadnych szans.
Pandemia samobójstw wśród tych co wiedzieli za dużo
Ale rządy PO to nie tylko „wypadki” i „morderstwa.” To także zbyt liczne samobójstwa. Najgłośniejsza jest oczywiście sprawa morderców Olewnika – Wojciech Franiewski, Sławomir Kościuk, Robert Pyzik kolejno popełnili samobójstwa. Samobójstwo popełnił też strażnik więzienny, który feralnej nocy pilnował Franiewskiego. Cztery trupy, wśród nich trzy osoby, które wiedziały najwięcej o śmierci Krzysztofa Olewnika. W świetle ustaleń dziennikarzy „Misji specjalnej” , którzy dotarli do protokołów sekcji zwłok Olewnika, dowodzących ponad wszelką wątpliwość, że trzej mordercy kłamali na temat okoliczności śmierci Krzysztofa, ich „samobójstwa” raczej nie wyglądają już na „wyrzuty sumienia.” „Samobójstwo” popełnił też Artur Zirajewski, który był „świadkiem na wagę złota” dla prokuratorów wyjaśniających sprawę zabójstwa gen. Marka Papały. Ale to nie wszystko. Wiosną 2009 roku zaginął szyfrant polskiej armii Stefan Zielonka. 27 kwietnia 2010 roku powiadomiono o znalezieniu jego ciała, w maju okazało się, że Stefan Zielonka żyje i przebywa w Szanghaju, a w czerwcu, że jednak popełnił samobójstwo. Pomijając straszliwą kompromitację, jaką było ujawnienie całemu światu informacji o zaginięciu szyfranta wojskowego, do dziś nie zostało wyjaśnione, dlaczego i kiedy zabił się Stefan Zielonka. A przede wszystkim do dziś nie wiadomo, czy ktoś mu w tym samobójstwie nie pomógł. Tak samo, jak nie wiadomo, czy ktoś nie pomógł Grzegorzowi Michniewiczowi - dyrektorowi generalnemu Kancelarii Premiera Tuska, który powiesił się na kablu od odkurzacza 23 grudnia 2009 roku. Michniewicz, podobnie jak Zielonka, miał dostęp do największych tajemnic państwowych. Dwóch ludzi, którzy wiedzieli dużo nie żyje.
Może wiedzieli za dużo?
www.gf24.pl/index.php/warszawskagazeta/4459-wito-zmarych-czyli-mier-idzie-z-po-.html
Święto Zmarłych podsumowaniem rządów PO
Co roku 1 listopada wspominani są ludzie, którzy odeszli na zawsze. W tym roku lista będzie bardzo długa i bardzo tragiczna. Na pewno będą wspomniane ofiary smoleńskiej katastrofy. Ale niektóre rodziny zapalą znicze na grobach bliskich, którzy zginęli, a ich śmierci nie poświęcono aż tyle czasu antenowego. Nie tylko tragedia w Smoleńsku jest „wyjaśniana”
w sposób wołający o pomstę do nieba. Wiele na ten temat mogliby powiedzieć rodzice studenta z Białegostoku – Mateusz ostatni raz był widziany na posterunku tamtejszej policji. Późnie