Rozumiem, że można się zniechęcić...

18.01.11, 09:07
... kiedy czyta się takie nagłówki:

Pasażerowie Tu-154 bez ubezpieczenia

- Pasażerów lotów samolotami wojskowymi latającymi w barwach 36. pułku ubezpiecza od następstw nieszczęśliwych wypadków dysponent lotu. 10 kwietnia 2010 r. dysponentem była Kancelaria Prezydenta RP - mówi "Gazecie" rzecznik MON Janusz Sejmej. Czy ubezpieczyła pasażerów samolotu, który rozbił się w Smoleńsku?

Ile to będzie nas, podatników kosztować? To zależy - co najmniej milion dla każdej rodziny lub nawet cztery, jeśli papugi znajda mocne paragrafy. W ogóle ta wycieczka jest bardzo kosztowna. Przecież za akcję ratunkową, transport tego złomu (sorry... relikwii narodowej głupoty) kilkadziesiąt pogrzebów, pomniki, które już stoją i te, które ewentualnie powstaną, akcje policji i strażników miejskich wokół krzyża, sarkofag na Wawelu etc, etc... czy kiedykolwiek się dowiemy na ile nas ten quasiprezydent skaleczył?
A zaczął tak niewinnie od opancerzonej limuzyny BMW za 2 miliony złotych. Jak miało pokazać życie, pancerz na głupote okazał się za słaby...sad
    • matelot Sorry... 19.01.11, 09:21
      Limuzyna kosztowała jednak o prawie stówę mniej. Przypomniałem to sobie dopiero dziś. Powinno być około 1,9 MILIONA.
      • perla z ciekawości zapytam 19.01.11, 09:53
        i co się stało z ową limuzyną?
        Czy PP Komorowski spieniężył ją a pieniądze oddał na biedne dzieci w Bieszczadach, o których tak często wspominasz?
        No bo chyba PP Komorowski nie został beneficjentem tej limuzyny, bo to by było obrzydliwe dla ciebie właśnie. smile))
        • hasz0 przypomnę cytatem o Polakach których ten luj lży 19.01.11, 10:04
          Powinniśmy pamiętać również o naszych bohaterskich bliźnich, którzy w czasach najciemniejszych i najstraszniejszych byli w stanie wykazać się nieprawdopodobnym wprost heroizmem.

          Niedawno sięgnąłem po raport jednego z najmężniejszych i jednocześnie najbardziej doświadczonych cierpieniem, Polaków, rotmistrza Witolda Pileckiego. I pisze dzielny rotmistrz tak, gdy go wraz z innymi rodakami, „wyładowano" z towarowego transportu:

          „Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach "odpowiedzialności solidarnej" za "ucieczkę", którą zaaranżowali sami esesmani. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono psy skrwawionymi trupami i szczuto je na nich. Wszystko to robiono przy akompaniamencie śmiechu i kpin.

          Zbliżaliśmy się do bramy, umieszczonej w ogrodzeniu z drutów, na której widniał napis: "Arbeit macht frei". Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć. Za ogrodzeniem, rzędami ustawione były murowane budynki, wśród których widniał rozległy plac. Stojąc wśród szpaleru esesmanów, przed samą bramą, doznaliśmy na moment większego spokoju. Odpędzono psy, kazano nam wyrównać piątki. Tutaj liczono nas skrupulatnie - na końcu doliczając ciągnione trupy. Wysoki, wtedy jeszcze pojedynczy płot z drutu kolczastego i brama pełna esesmanów nasunęły mi mimowolnie, czytany kiedyś aforyzm chiński: "Wchodząc, pomyśl o odwrocie, a wychodzić będziesz cało..." Uśmiech ironiczny zrodził się gdzieś we mnie i przygasł... na co to tutaj się przyda...



          Za drutami, na wielkim placu, uderzył nas inny widok. W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś niby-ludzie. Z zachowania podobni raczej do dzikich zwierząt (bezwzględnie obrażam tu zwierzęta - nie ma jeszcze w naszym języku określenia na takie stwory). W dziwnych ubraniach w pasy, jakie się widziało na filmach o Sing-Sing, z orderami na kolorowych wstążkach (tak mi się wtedy w migającym świetle wydawało), z drągami w ręku, rzucili się z dzikim śmiechem na pojedynczych naszych kolegów. Bijąc ich po głowach, kopiąc leżących już na ziemi w nerki i w inne czułe miejsca, wskakując butami na piersi, brzuch - zadawali śmierć z niesamowitym jakimś entuzjazmem.



          "Ach! Więc zamknęli nas w zakładzie dla obłąkanych!..."- przemknęła mi myśl. - Co za podłość! - rozumowałem jeszcze kategoriami ziemi. Ludzie z łapanki - a więc nawet w pojęciu Niemców nie obciążeni żadną winą wobec Trzeciej Rzeszy. W głowie zabłysły mi słowa Janka W., wyrzeczone do mnie po pierwszej łapance (sierpień) w Warszawie: "Ot, widzisz, nie skorzystałeś z tak dobrej okazji - ludziom złapanym na ulicy nie zarzucą żadnej sprawy politycznej - w ten sposób najbezpieczniej można się dostać do obozu." Jakże naiwnie, hen tam w Warszawie podchodziliśmy do sprawy Polaków wywożonych do obozów. Tu nie potrzeba było mieć żadnej sprawy politycznej, żeby zginąć. Zabijano pierwszego lepszego z brzegu.



          Zaczynało się od pytania rzuconego przez pasiastego człeka z drągiem: "Was bist du von zivil?" Odpowiedź: ksiądz, sędzia, adwokat wówczas powodowała bicie i śmierć.



          Przede mną w piątce stał jakiś kolega, który na to pytanie, rzucone mu z równoczesnym ujęciem go garścią za ubranie pod gardłem, odpowiedział: "Richter". Fatalny pomysł! Po chwili był na ziemi bity i kopany.



          Więc wykańczano specjalnie inteligencję. Po tym spostrzeżeniu zmieniłem nieco zdanie. To nie obłąkańcy, to jakieś potworne narzędzie do wymordowania Polaków, rozpoczynające swe dzieło od inteligencji."


          To jedne z pierwszych akapitów raportu z piekła i zarazem opisywane pierwsze chwile po przybyciu do piekła przez Pileckiego (proszę zresztą zwrócić uwagę - Pilecki używa określenia „na ziemi" albo „rozumować kategoriami ziemi", mówiąc o czasach i postawie sprzed Auschwitz). Poza niemieckim metodycznym okrucieństwem uderza (przynajmniej mnie) w tym fragmencie jedno: rozdźwięk między tym, co jeszcze wtedy myślą Polacy o obozach, a tym, jak ta rzeczywistość obozowa wygląda. Przywołuję ten fragment też po to, byśmy dostrzegli, że jeszcze z naszym krajem nie jest aż tak źle, byśmy mieli się poddać i że w o wiele cięższych, nieporównanie cięższych czasach i miejscach nasi rodacy potrafili się nie poddawać.

          Polskę spróbujmy więc w tę posmoleńską noc ciemną i straszną, ujrzeć nie tylko w perspektywie Bożego Narodzenia, które niesie nadzieję dla nas wszystkich, a o którym tak przejmująco opowiada Jarosław Marek Rymkiewicz (www.niezalezna.pl/artykul/mickiewicz_tez_jest_moherowym_beretem/42817/1), ale też w perspektywie dokonań najdzielniejszych synów i córek tej ziemi, bo Polska to nie III RP, to nie to królestwo miernot i zaprzańców, którzy na moskiewskim garnuszku chcą sobie dożyć do spokojnej starości - Polska to Jan Paweł II, rotmistrz Pilecki, generał Nil, żołnierze wyklęci, Powstańcy Warszawscy, ks. Popiełuszko, Prymas Tysiąclecia i wielu wielu innych ludzi dobrej woli i wielkiego serca.
        • matelot Re: z ciekawości zapytam 19.01.11, 10:25
          perla napisał:

          > i co się stało z ową limuzyną?

          Mieli w niej nieboszczyka pochować, ale sanepid sie nie zgodził i ochrona środowiska.

          > Czy PP Komorowski spieniężył ją a pieniądze oddał na biedne dzieci w Bieszczada
          > ch, o których tak często wspominasz?

          Częściej wspominam owa limuzynę właśnie, ale to niezły pomysł by się losem dzieci zainteresować. Powinieneś na te dzieci czasem coś wpłacić. Rydzyk wyżywi się sam...


          > No bo chyba PP Komorowski nie został beneficjentem tej limuzyny, bo to by było
          > obrzydliwe dla ciebie właśnie. smile))

          Mam nadzieje, że solidnie ją wysprzątano właśnie z miazmatów poprzedniego pasażera. Szczególnie tylne siedzenie by nie budziło obrzydzenia.
          • nihil-istka Ja tez jestem ciekaw, dlaczego matelot..... 19.01.11, 15:44
            ..... tak maniakalnie nienawidzi jakiegos czlowieka, ktory pracowal na urzedzie przezyenta?
            Babke ci zabil czy w kieszen ci nasral?
            • matelot Re: Ja tez jestem ciekaw, dlaczego matelot..... 19.01.11, 16:59
              nihil-istka napisała:

              > ..... tak maniakalnie nienawidzi jakiegos czlowieka, ktory pracowal na urzedzie
              > przezyenta?
              > Babke ci zabil czy w kieszen ci nasral?
              =================
              Och, nic takiego... po prostu napluł mi w pysk...
              • nihil-istka Re: Ja tez jestem ciekaw, dlaczego matelot..... 19.01.11, 17:18
                Ale ja tez ciagle ci w twarz pluje , bo to lubisz. Ja Lecha lubilem, jadlem z nim raz w restauracji obiad przy tym samym stoliku, po spotkaniu wyborczym. Skromny, normalny , mily facet.
    • benek231 Nie podniecaj sie, bo hucpa beatyfikacyjna :O) 19.01.11, 17:08
      przycmi swymi kosztami wszelkie obciazenia z tytulu niefrasobliwosci ekipy Kaczora.
      Mam oczywiscie na mysli udoj z kasy panstwojej na te doniosle uroczystosci (obstawiam, ze beda trwaly 2 tygodnie).
      • matelot Re: Nie podniecaj sie, bo hucpa beatyfikacyjna :O 19.01.11, 17:29
        Miałem przyjemność już o tym napisać. Nie zapomniałem także o kosztach wynikających ze zmiany tabliczek z nazwami ulic, placów, kosztów wizytówek, druków firmowych i pieczątek, a także , informacji na stronach internetowych, które trzeba przebudować. Koszty poniosą zainteresowani. Wszystko przez "cudowne" słówko : "Błogosławiony" czy też św, aż tak dobrze się na tym nie wyznaję...
Pełna wersja