Gość: Karp
IP: *.avamex.krakow.pl
23.02.02, 00:31
W nadanym w miniony czwartek programie Studio Otwarte Cybernetyki 7 w TV Puls
poświęconym kwestii ratowania Żydów przez Polaków podczas holocaustu wzięło
udział sporo ciekawych gości. Stronę żydowską reprezentował m.in. ambasador
Izraela w Polsce Shewach Weiss oraz Konstanty Gebert a stronę polską prof
Tomasz Strzembosz, Szczepan Żaryń i inni.
Na dzień dzisiejszy około 5 tys. Polaków zostało uhonorowanych tytułem
Sprawiedliwych pośród narodów świata. Liczba ta jest powszechnie przytaczana
jako odzwierciedlenie skali pomocy jaką Żydzi otrzymali od swych sąsiadów w
Polsce. Jeden z historyków polskich przytoczył liczbę 200 klasztorów żeńskich
w których dzieci żydowskie znalazły schronienie w tamtym czasie. Fakt ten nie
był przez historyków żydowskich podważany. Jeśli przyjąć założenie że tylko
jedna zakonnica w każdym z tych zakonów pomagała ocalić dziecko ( założenie
cokolwiek absurdalne ) to otrzymujemy liczbę 200 osób. Okazuje się że Instytut
Yad Washem przyznał tytuł Sprawiedliwego jedynie 15 polskim zakonnicom.
Podobnie ma się sprawa z tysiącami innych Polaków którzy mimo rzetelnego
świadectwa ( m.in. listy od ocalonych ) swojej czesto nadzwyczaj bohaterskiej
postawy nie otrzymali sposobności zasadzenia w Jerozolimie swojego drzewka
oliwnego. Ambasador Weiss tłumaczył iż wszystkiemu jest winna polityka
polskiego państwa które praktycznie zamroziło stosunki z Izraelem przez dwa
pokolenia. Z kolei Gebert stwierdził iż istnieje duże ryzyko oszustwa co
prowadziło by do dewaluacji nagrody stąd taka asekuracyjna postawa Instytutu.
Mam wątpliwości czy takie tłumaczenia można uznac za wpełni wiarygodne. Żydzi
przytaczają często słowa: Kto ratuje chocby jednego z nas ratuje cały świat.
Jeśli tak to dlaczego Izrael nie podejmuje realnych wysiłków aby choćby
symbolicznie podziękować tym którzy z narażeniem życia własnego a często i
swoich bliskich ratowali Żydów. Dlaczego historycy żydowscy - choć temat
holocaustu jest jednym z bardziej modnych na uniwersytetach w USA - akurat tej
wspomnianej tu kwestii nie poświęcają prawie żadnej uwagi. O ile w przypadku
Jedwabnego liczbę ofiar "polskiej zbrodni" pomnożono beztrosko przez 10 to w
przypadku osób ratujacych Żydów podaje się liczbę co najmniej 10 razy zaniżoną
( prof. Strzembosz twierdzi że to tylko czubek góry lodowej ). Wydaje mi się
że to bardzo nieładna i nieuczciwa praktyka, która niestety nie może owocować
wzrostem sypatii do Zydów. I jak tu zwalczać antysemityzm ? Czy wystarczy
jedynie w kółko ględzić o polskim klerykalnym upośledzeniu i ksenofobii ?