hasz0
31.01.11, 13:48
- więc o co chodzi?
Zanim przyjdzie pora na odpowiedź, należy przyjrzeć się nikczemnym atakom antypolskim z zewnątrz. Ze strony środowisk żydowskich i ze strony władz Rosji. Wszyscy wiedzą (lub przynajmniej powinni wiedzieć), że są one wulgarne i kłamliwe, a także wiedzą, iż nie są one wynikiem jakichś osobistych fanaberii czy urazów. Wszyscy wiedzą, że jest to zaprogramowana, konsekwentnie realizowana koncepcja polityczna, wspierana w sposób bardziej lub mniej jawny przez rzekomo „przyjazne” środowiska zagraniczne i „sojusznicze” rządy.. Sytuacja stała się schizofreniczna: nasi sojusznicy prowadzą z nami wojnę propagandową.
Oczywiście taki paradoks nie występuje. To jest błędne pojmowanie sojuszy, wypływające z infantylizmu i braku rozeznania w sytuacji geopolitycznej.
Więc o co chodzi?
Chodzi o stworzenie wrażenia, że kryzys ekonomiczny w Polsce powodowany jest kulturowymi wadami Polaków, ich „siedmioma grzechami głównymi”, przyrodzoną podłością, brakiem zasad moralnych, skłonnością do korupcji itp. To zostało już przećwiczone wcześniej na Grecji.
Ten cyniczny pogląd na życie, na kulturę i stosunki społeczne w Polsce ma zneutralizować potencjalny sprzeciw polskiej ludności wobec agresywnej działalności wielkich korporacji finansowych, międzynarodowych instytucji finansowych, rządów i wywiadów. To one bowiem są siłą sprawczą kryzysu. To one na kryzysie dalej robią interesy. Chodzi im o rzecz niezwykle ważną; o możliwość przerzucenia ciężaru kryzysu na polskie społeczeństwo, a zarazem o uchylenie się od odpowiedzialności politycznej i prawnej. Wystawienie społeczeństwu fałszywej faktury za kryzys wymaga uprawdopodobnia jego odpowiedzialności, co nie jest przecież łatwe.
Powinno być jasne, że kryzys kultury polskiej (wynikający w znacznym stopniu z jej programowego niszczenia) nie jest przyczyną kryzysu w świecie, w Europie czy w Polsce. Sytuacja jest wręcz odwrotna: to procesy powodujące kryzys światowy i europejski dały się we znaki także w Polsce, wywołując m.in. kryzys w sferze kultury. Barbarzyńcy znajdują się po drugiej stronie rzeki. Na naszym mają opanowany przyczółek z panującą obecnie „kastą” polityczną i biznesową.
Prof. dr hab. Artur Śliwiński