indeed4
25.02.11, 22:01
" Chłopiec w policyjnym mundurku na zdjęciu Henryka Rossa i chłopiec z
podniesionymi rękami na zdjęciu z Raportu Jürgena Stroopa. Dwa wizerunki dzieci
Holocaustu. Dwie figury dziecięcych ofiar Holocaustu. Awers i rewers. Sławny na cały świat
"getto boy", do którego tak wielu się przyznaje oraz nikomu nieznany grubasek z policyjną
pałeczką w ręku.
Czy można mierzyć skalę cierpienia zadanego dzieciom skazanym przez hitlerowskie
Niemcy na Zagładę? Chłopiec z Warszawy i chłopiec z Łodzi zostali głęboko zranieni jeszcze
przed śmiercią, ponieważ – jak sądzę – obaj zginęli. Do cierpienia emanującego z niemieckiej
fotografii jesteśmy już przyzwyczajeni. Spojrzenie na zdjęcie zrobione przez Henryka Rossa
sprawia nam ból jak cierń, którego nie możemy się pozbyć.
Fotografia Rossa przynosi jeden z najstraszniejszych obrazów Holocaustu, jakie miałem okazję widzieć. Nie stosy trupów czy żywe szkielety z pałającymi oczami, lecz uśmiechnięty chłopczyk, który w zabawie zamienia bezwiednie rolę ofiary na rolę oprawcy. „Szara strefa”, o której pisał Primo Levi24, zatarcie granicy między katem i ofiarą, wtrącenie ofiar w katowskie rzemiosło jako akt największego znieprawienia.
Podczas zabawy prominenckich dzieci z getta łódzkiego dokonuje się taka właśnie inwersja, takie odwrócenie.
Jej uczestnicy reprezentują typ ofiary, który nie mieści się we wzorcu heroiczno-martyrologicznym.
Kto zechce się przyznać do tego łódzkiego chłopca w czapce Ordnungdienst, kto
wystąpi publicznie z opowieścią o cudownym ocaleniu, kto będzie pokazywał swoje
dziecięce fotografie obok gettowego zdjęcia i zapewniał: "Patrzcie, jaki jestem do niego
podobny, to ja"?
www.staff.amu.edu.pl/~ewa/Leociak,_Dzieci_Holocaustu.pdf