INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM?

04.03.02, 18:44
Dawno, bardzo już dawno temu, bo przed równo miesiącem, otwarłem wątek
pt. "Czy 'najważniejsze jest niewidoczne dla oczu?'" Było tam o możliwości
poznania człowieka na podstawie jego tekstów, np. zapisanych na Forum GW.
Teraz, niejako dla symetrii, chciałbym przedstawić możliwą CENĘ tego poznania:
uzależnienie od Internetu. Jest to skrót artykułu Natalii Wojciechowskiej
w "Przeglądzie". Do niedawna pełny tekst tego artykułu był również na Onecie.
Kto nie zdążył, a chciałby poczytać - ma skrót.
Sprawdź: czy i Ty JUŻ jesteś uzależniony?



W porównaniu internetoholika z alkoholikiem nie ma nic dziwnego

Zaczyna się niewinnie. Ktoś wpada do kafejki na 15 minut. Wychodzi po pięciu
godzinach. Ma zaczerwienione oczy i błogi wyraz twarzy. Jeżeli przyjdzie
następnego dnia, będzie przychodził już zawsze.

Czatuję od dwóch lat - zwierza się dwudziestoletnia Mika. W tym czasie rozpadł
się mój związek. Zresztą wcale go nie potrzebowałam. Mam tu tylu wielbicieli...
Rocko jest eleganckim mężczyzną po trzydziestce. - Z ostatniej pracy mnie
zwolnili, bo zawalałem obowiązki. Zdarzało mi się nie spać po trzy noce.

Zdaniem Bogdana Woronowicza, specjalisty terapii uzależnień, mechanizm
zaplątywania się w internetową sieć jest prosty. Świat oczekuje od nas
perfekcyjności. Sprawia, że mamy małe poczucie własnej wartości. Wchodzimy w
świat wirtualny i od razu stajemy się dowcipni, piękni, atrakcyjni. Ludzie są
głodni zainteresowania ze strony innych - zgadza się Jadwiga Fudała, kierownik
Ośrodka Terapii Uzależnień w Pruszkowie. Satysfakcja z aplauzu, z jakim w
Internecie spotyka się nasza osoba, poprawia nastrój i wywołuje stan
euforyczny. W tym, że ludzie szukają sposobów na poprawienie sobie nastroju,
nie ma nic nienormalnego. Jeśli jednak ktoś rekompensuje sobie niepowodzenia w
życiu tylko przebywaniem w Internecie, możliwość wpadnięcia w nałóg jest
ogromna.

Najbardziej podatna na internetowe uzależnienie jest młodzież w okresie
dojrzewania, a także ludzie bardzo nieśmiali, zrozpaczeni z powodu swojej
samotności oraz osoby, które były już wcześniej od czegoś uzależnione.
Wszystkich potencjalnych internetoholików łączy to samo - są głęboko
sfrustrowani własnym życiem. A przebywanie w sieci daje złudne poczucie
bezpieczeństwa, bycia kochanym i potrzebnym. Słowom na monitorze komputera
przypisujemy większą wartość, niż mają one w rzeczywistości. Ponieważ w
wirtualnych kontaktach z drugą osobą pozbawieni jesteśmy informacji wizualnych
i werbalnych, wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Kreujemy wizerunek
internetowych rozmówców, który pasuje do naszych marzeń o partnerze idealnym.

To jest właśnie zgubny początek. Czujemy się w sieci tak dobrze, że chcemy tego
coraz więcej. Jak alkoholik po dwóch kieliszkach wódki. I wkrótce nie możemy
już bez tego żyć. Bo im głębiej wchodzimy w internetowy nałóg, tym bardziej
beznadziejna wydaje nam się rzeczywistość - wyjaśnia Halina Ginowicz,
specjalista psychoterapii uzależnień, która zajmuje się internetoholikami.
W porównaniu internetoholika z alkoholikiem nie ma nic dziwnego. To nałóg jak
każdy inny. Jednym z objawów nałogu jest utrata kontroli nad "przesiadywaniem"
w sieci. Człowiek obiecuje sobie, że tylko godzinę, a zostaje całą noc. Umawia
się ze sobą, że to ostatni raz, a wraca na drugi dzień.

Na początku Internet jest odkrywaniem możliwości. Wchodzimy do sieci i
zapominamy o kłopotach. Poczucie osamotnienia znika po kilku minutach. W
drugiej fazie zaczynamy zatracać poczucie granicy między światem wirtualnym a
realnym. Zaczynamy rezygnować z wielu osób i rzeczy, które były do tej pory
treścią naszego życia. Będąc w świecie realnym, nie możemy doczekać się momentu
wejścia do sieci. To jest etap przełomowy - wyjaśnia Halina Ginowicz. Albo
rozwinie się klasyczny nałóg, albo się zreflektujemy, dostrzegając negatywne
konsekwencje swojego działania. Horrendalne rachunki, stany chronicznego
zmęczenia, zaniedbywanie obowiązków, rozpad istniejących związków. Jeśli się w
porę nie opamiętamy, wkraczamy w trzecią fazę, w której następuje całkowita
ucieczka od świata realnego. Bez Internetu popadamy w głęboką depresję.
Towarzyszy nam ogromne napięcie emocjonalne i złość. Jesteśmy w szponach nałogu.

Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki badań, które wykazują, że 25% internautów
znajduje się w fazie głębokiego uzależnienia od Internetu już po sześciu
miesiącach od pierwszego kontaktu z siecią, otrzymamy alarmujący obraz skali
tego społecznego zjawiska.

Spustoszenie, jakie niesie ze sobą alkoholizm, widać gołym okiem - tłumaczy
Jadwiga Fudała. Tymczasem klasyczny internetoholik to kulturalny, wykształcony
młody człowiek, według opinii publicznej funkcjonujący zupełnie normalnie. A co
ważniejsze, według siebie samego też. W uzależnieniu tym obserwujemy bardzo
silny element wypierania, zaprzeczania i racjonalizacji nałogu - mówi dr
Woronowicz. Alkoholik cierpi, kiedy pije, i dzięki temu łatwiej zauważa
negatyne strony swojego uzależnienia. Natomiast nałogowy internauta "klika"
całe noce, ale jest mu z tym dobrze. Poza tym zwykle uważa, że to nie
uzależnienie, tylko słabość.

Wszyscy psychoterapeuci wiedzą o rosnącej skali tego nałogu, ale nie ma
konkretnej terapii. Nie stawiam diagnozy "uzależnienie od Internetu" - mówi
Krzysztof Korona, wykładowca Podyplomowego Studium Psychologii na poznańskim
uniwersytecie. Opracowuję terapię pod kątem leczenia zaburzeń osobowości.
Od strony psychologicznej obraz internetoholika jest identyczny z obrazem
alkoholika - twierdzi Jadwiga Fudała. Podstawą każdego uzależnienia jest
ucieczka od realnego życia. Terapia internetowego nałogowca powinna iść w
kierunku zrozumienia, po co to robi, co mu to zastępuje i czego mu w życiu
brakuje. Pierwszy etap leczenia polega na uświadomieniu pacjentowi, że w ogóle
jest uzależniony. Trzeba wypracować konstruktywną wizję trzeźwego życia -
tłumaczy Halina Ginowicz. Wyrzucenie komputera nic nie da. Chory zastąpi go
inną używką. Poza tym w uzależnieniu mówi się tylko o zatrzymaniu choroby. W
internetoholizmie następuje ono, kiedy pacjent potrafi zaakceptować abstynencję
od komputera.

Dlatego trzeba uczulić rodziców, żeby dziecko miało inne zainteresowania
poza "klikaniem". Tymczasem rodzice są zadowoleni, że młody człowiek siedzi w
domu, nie pije, nie bierze narkotyków i nie wpada w złe towarzystwo. Nawet
jeśli się niepokoją, że większość czasu spędza przed monitorem, przymykają na
to oko, jako na mniejsze zło.

    • jacek#jw Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 05.03.02, 09:50
      Witaj Tyu,

      Kilka moich spostrzeżeń. Nie podoba mi się porównanie uzależnienia od internetu
      do alkoholizmu. O ile nie mam wątpliwości, że objawy wielu nałogów, nie tylko
      tych dwóch są do siebie podobne, o tyle podobieństwo źródeł nałogu, jego
      przyczyn i mechanizmu powstawania jest już tezą chybioną. Jeśli tak, to
      przeciwdziałanie temu zjawisku przedstawione przez Ciebie (jako skrót artykułu)
      nie może być siłą rzeczy skuteczne. Alkohol działa fizycznie i zmienia nastrój
      czy nastawienie do świata zgodnie z naszymi predyspzycjami. Jedni będą się
      bawić do upadłego, w innych wyzwoli się agresja, jeszcze inni wpadną w czarną
      rozpacz. Pierwsze kroki to praktycznie zawsze chęć zabawy, poprawienia humoru
      czy wreszczcie skok w nieznane dorosłe życie. Droga do uzależnienia jest długa,
      przez co rzeczywiście osoba pijąca nie jest w stanie rozpoznać czy jest już
      uzależniona. Internet to wyłącznie sfera psychiki. Do internetu wchodzi się
      przez ciekawość, żeby czegoś się dowiedzieć, czegoś nowego, czasem zakazanego.
      To ogromny świat z mechanizmami chociażby z jednej strony typowymi dla reklam,
      z drugiej zaś jest czymś w rodzaju biblioteki, w której można znaleźć bardzo
      wiele. I wreszcie rozmowy, prowadzone w specyficzny sposób, anonimowo, dają
      poczucie pewnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, co potrafi wciągnąć
      każdego. Inaczej mówiąc, można mówić o typowym procesie wpadania w alkoholizm i
      powiązać go np. ze słabością charekteru osoby i należy mówić o wielkiej
      róznorodności postaw, motywów i cech osób wpadających w nałóg internetu. Zdanie
      o innych zainteresowaniach niż klikanie jest oczywiste, choć znam takie
      uzależnienia jak nierealne wizje świata brane z książek, czy zamknięcie się w
      świecie marzeń i iluzji.

      Pozdr / Jacek

      PS
      Z tej strony ekranu nie da się stwierdzić kto jest bardziej uzależniony, Tyu
      czy Siedem.
      • tyu CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do Jacka 05.03.02, 10:10
        Mam nadzieję, że masz dużo racji. Na szczęście porównanie uzależnienia od
        internetu do alkoholizmu nie jest moje, więc bronić też go nie zamierzam.

        Myślę jednak, że sam fakt uzależnienia - w sensie odwrócenia hierarchii
        wartości - też może być groźny. Chyba, że w pewnym momencie "vitrual" stanie
        się "realem", kontakty internetowe zostaną zastąpione, a co najmniej - w
        znacznym stopniu uzupełnione kontaktami osobistymi z poznanymi tam osobami.
        Wtedy problem uzależnienia przerodzi się w problem: czy można nawiązać przyjaźń
        przez internet.
        Ale to już przerabialiśmy, a Ty pewnie do tej pory nie przeczytałeś mojej
        odpowiedzi...

        Pozdrawiam!
        • jacek#jw Re: CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do Jacka 05.03.02, 13:22
          tyu napisał(a):


          > Wtedy problem uzależnienia przerodzi się w problem: czy można nawiązać przyjaźń
          >
          > przez internet.

          Ależ ja się z Tobą zgadzam. Przyjaźń nawiązuje się przez rozmowy, wspólne
          spędzanie czasu, poznawanie się itd, co jest nie tylko możliwe, ale jest jedną z
          tych cech, które powodują, że internet jest tak atrakcyjny. A dalej myślę, że się
          rozumiemy?

          Pozdr / Jacek
          • tyu Re: CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do Jacka 05.03.02, 15:49
            jacek#jw napisał(a):

            > tyu napisał(a):
            >
            >
            > > Wtedy problem uzależnienia przerodzi się w problem: czy można nawiązać
            > > przyjaźń przez internet.
            >
            > Ależ ja się z Tobą zgadzam. Przyjaźń nawiązuje się przez rozmowy, wspólne
            > spędzanie czasu, poznawanie się itd, co jest nie tylko możliwe, ale jest jedną
            > z tych cech, które powodują, że internet jest tak atrakcyjny. A dalej myślę, że
            > się rozumiemy?
            >
            > Pozdr / Jacek


            Myślę, że tak - zwłaszcza po Twoim wyjaśnieniu powyżej.
            Pozdrawiam!
      • Gość: tete o uzależnieniach IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 14:08
        jacek#jw napisał(a):

        > Witaj Tyu,
        >
        > Kilka moich spostrzeżeń. Nie podoba mi się porównanie uzależnienia od internetu
        >
        > do alkoholizmu. O ile nie mam wątpliwości, że objawy wielu nałogów, nie tylko
        > tych dwóch są do siebie podobne, o tyle podobieństwo źródeł nałogu, jego
        > przyczyn i mechanizmu powstawania jest już tezą chybioną.

        Przyczyny i mechanizmy Wszystkich uzależnień są do siebie podobne. Dlatego
        przecież mówimy o uzależnieniu.

        Alkohol działa fizycznie i zmienia nastrój
        > czy nastawienie do świata zgodnie z naszymi predyspzycjami. Jedni będą się
        > bawić do upadłego, w innych wyzwoli się agresja, jeszcze inni wpadną w czarną
        > rozpacz. Pierwsze kroki to praktycznie zawsze chęć zabawy, poprawienia humoru
        > czy wreszczcie skok w nieznane dorosłe życie. Droga do uzależnienia jest długa,
        > przez co rzeczywiście osoba pijąca nie jest w stanie rozpoznać czy jest już
        > uzależniona. Internet to wyłącznie sfera psychiki.

        "Fizyczne" działanie alkoholu, narkotyku, leków, jedzenia, nikotyny, seksu - a
        "psychiczne" - hazardu, internetu ? Nie masz racji. Gdyby zbadać człowieka
        uzależnionego od hazardu czy internetu - w jaki sposób reaguje jego organizm (w
        sensie fizycznym)gdy może "oddawać się" nałogowi i co dzieje się po "odstawieniu"
        od internetu lub kasyna - okazałoby się, że reakcje są zblizone do uzależnień na
        substancje w Twoim rozumieniu "fizyczne".
        Problem nie w substancji a w mechanizmie uzależnienia. I nie ma to nic do rzeczy,
        że jeden reaguje na alkohol błogostanem a inny agresją wobec otoczenia - istotne
        jest PO CO sięga po alkohol.

        Do internetu wchodzi się
        > przez ciekawość, żeby czegoś się dowiedzieć, czegoś nowego, czasem zakazanego.
        > To ogromny świat z mechanizmami chociażby z jednej strony typowymi dla reklam,
        > z drugiej zaś jest czymś w rodzaju biblioteki, w której można znaleźć bardzo
        > wiele. I wreszcie rozmowy, prowadzone w specyficzny sposób, anonimowo, dają
        > poczucie pewnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, co potrafi wciągnąć
        > każdego. Inaczej mówiąc, można mówić o typowym procesie wpadania w alkoholizm i
        >
        > powiązać go np. ze słabością charekteru osoby i należy mówić o wielkiej
        > róznorodności postaw, motywów i cech osób wpadających w nałóg internetu.

        Uzależnienie to choroba. Niektórzy mówią : choroba woli. Różne są motywy sięgania
        po alkohol, narkotyki, zabawy w hazard, w virtual. Przecież nie każdy człowiek
        popada w uzależnienie ! Ale dla wszystkich uzależnień typowe jest zaprzeczanie.
        Bywa, że uzależniony musi osiągnąć przysłowiowe dno - by uznać, że jest coś nie
        tak. To "dno" jest dla każdego różne. Dla jednego to będzie uświadomienie sobie,
        że nie kontroluje już swojego życia, dla innego - utrata rodziny, pracy, domu -
        dla innego "zmartwychwstanie" po pobycie w szpitalu, dla jeszcze innego człowieka
        - nawet wegetacja bez adresu nie jest dnem - a wyborem.
        Dla przeciętnego obserwatora uzależnienie jako problem zaczyna się gdy ktoś traci
        pracę, wylatuje ze szkoły lub rozpada się rodzina. A i to nie zawsze. Skłonni
        jesteśmy mówić o słabości charakteru. Nie rozumiemy, że uzależnienie to choroba
        (psychiki). Gdy pojawiają sie SKUTKI (ktoś przegrał w kasynie samochód, zastawił
        dom, przepił pracę, wylądował w szpitalu na detoksie, żona odeszła bo czatował
        tygodniami itd.) - uzaleznienie trwa już od długiego czasu (zaczęło się kiedyś
        tam - bardzo niewinnie, niedostrzegalnie, było akceptowane przez bliskich i
        przyjaciół, bagatelizowane jako słabostka).

        Artykuł cytowany przez Tyu (dzień dobry Tyu !) jest mądry. Zdaję sobie sprawę, że
        większość osób będzie na ten temat dowcipkować, nie zgodzi się lub zaatakuje.
        Choć wiele mówi się o uzależnieniach - nadal bagatelizujemy ostrzegawcze sygnały
        a budzimy się dopiero gdy skutki są piorunujące.

        pozdrawiam serdecznie, smile)tete
        • tyu O uzależnieniach - do Tete 05.03.02, 15:53
          Witaj!
          Rzadko tu ostatnio bywasz, tym milej poczytać. Nawet (a może - zwłaszcza?),
          jeśli tematyka poważna.
          A co do tematyki - wypada mi "słuchać rad fachowca"...

          P.S. Kiedy ostatnio zaglądałaś do skrzynki? Oj, chyba dawno...
          Ale i tak - pozdrawiam!
          • Gość: tete do Tyu IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 16:13
            Drogi Tyu - nie jestem fachowcem od leczenia uzależnień !!! Myślę, że fachowiec
            znacznie mądrzej zabrałby głos na ten temat. Szczególnie ten od naszej
            "chemii". To bardzo ciekawe co wyrabia się w naszym mózgu gdy dostarczamy mu
            czegoś od czego jesteśmy uzależnieni.

            Podkreślam : nie jestem uzależniona od ciasteczek (virtualnych też)choć bardzo
            je lubię !!! A skrzynka - to istny dramat. Strasznie mało mam czasu !

            pozdrawiam, smile)tete
        • jacek#jw Re: o uzależnieniach 05.03.02, 16:06
          Gość portalu: tete napisał(a):

          >
          > "Fizyczne" działanie alkoholu, narkotyku, leków, jedzenia, nikotyny, seksu - a
          > "psychiczne" - hazardu, internetu ? Nie masz racji. Gdyby zbadać człowieka
          > uzależnionego od hazardu czy internetu - w jaki sposób reaguje jego organizm (w
          >
          > sensie fizycznym)gdy może "oddawać się" nałogowi i co dzieje się po "odstawieni
          > u"
          > od internetu lub kasyna - okazałoby się, że reakcje są zblizone do uzależnień n
          > a
          > substancje w Twoim rozumieniu "fizyczne".
          > Problem nie w substancji a w mechanizmie uzależnienia. I nie ma to nic do rzecz
          > y,
          > że jeden reaguje na alkohol błogostanem a inny agresją wobec otoczenia - istotn
          > e
          > jest PO CO sięga po alkohol.
          >
          W ogólnej konkluzji tak, czyli istotą jest po co sięga się po alkohol i dlaczego
          siedzi się w internecie. Inne są natomiast pewne cechy, które przyciągają i
          powodują atrakcyjność tego czy innego nałogu. Dalej to różnica między leczeniem
          skutków a przyczyn.


          > Uzależnienie to choroba. Niektórzy mówią : choroba woli. Różne są motywy sięgan
          > ia
          > po alkohol, narkotyki, zabawy w hazard, w virtual. Przecież nie każdy człowiek
          > popada w uzależnienie ! Ale dla wszystkich uzależnień typowe jest zaprzeczanie.
          >

          Czego? A co z ciekawością, lekkomyślnością, brakiem świadomości? Gdyby wszystkie
          nałogi łączyła jedna, łatwo definiowalna płaszczyzna w praktyce oznaczałoby to
          czasową wymianę nałogów w zależności np od mody. Tak nie jest. Chociażby trudność
          w określeniu typowego alkoholika czy internauty daje wiele do myślenia. I w końcu
          nie jest trudno zostać nałogowym alkoholikiem z zacięciem do internetu.

          > Bywa, że uzależniony musi osiągnąć przysłowiowe dno - by uznać, że jest coś nie
          >
          > tak. To "dno" jest dla każdego różne. Dla jednego to będzie uświadomienie sobie
          > ,
          > że nie kontroluje już swojego życia, dla innego - utrata rodziny, pracy, domu -
          >
          > dla innego "zmartwychwstanie" po pobycie w szpitalu, dla jeszcze innego człowie
          > ka
          > - nawet wegetacja bez adresu nie jest dnem - a wyborem.
          > Dla przeciętnego obserwatora uzależnienie jako problem zaczyna się gdy ktoś tra
          > ci
          > pracę, wylatuje ze szkoły lub rozpada się rodzina. A i to nie zawsze. Skłonni
          > jesteśmy mówić o słabości charakteru. Nie rozumiemy, że uzależnienie to choroba
          >
          > (psychiki). Gdy pojawiają sie SKUTKI (ktoś przegrał w kasynie samochód, zastawi
          > ł
          > dom, przepił pracę, wylądował w szpitalu na detoksie, żona odeszła bo czatował
          > tygodniami itd.) - uzaleznienie trwa już od długiego czasu (zaczęło się kiedyś
          > tam - bardzo niewinnie, niedostrzegalnie, było akceptowane przez bliskich i
          > przyjaciół, bagatelizowane jako słabostka).

          Sposób postrzegania swojego nałogu, stosunku otoczenia do niego też wydaję się
          być różny. Co innego hazard, co innego internet i co innego alkoholizm.
          Stawiałbym na to, że internet to przede wszystkim sprawa naszej woli i
          charakteru, alkoholizm raczej widzę jako choroba z własnej woli, hazard coś
          pośredniego.

          >
          > Artykuł cytowany przez Tyu (dzień dobry Tyu !) jest mądry. Zdaję sobie sprawę,
          > że
          > większość osób będzie na ten temat dowcipkować, nie zgodzi się lub zaatakuje.
          > Choć wiele mówi się o uzależnieniach - nadal bagatelizujemy ostrzegawcze sygnał
          > y
          > a budzimy się dopiero gdy skutki są piorunujące.
          >

          Wręcz nie wypada zaprzeczyć.

          > pozdrawiam serdecznie, smile)tete

          Równie serdecznie / Jacek
          • Gość: tete Re: o uzależnieniach IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 08:47
            jacek#jw napisał(a):

            >
            >
            Ale dla wszystkich uzależnień typowe jest zaprzecz
            > anie.
            > >
            Cześć Jacku, napisałam, że typowe jest zaprzeczanie - tzn. : "nie jestem
            uzależniony (od alkoholu, internetu, hazardu itd.); mogę PRZESTAĆ (pić, czatować,
            grać) jeśli zechcę, w każdej chwili. Ale nie chcę teraz. Od jutra ... albo może
            umówmy się, że za tydzień rzucam to wszystko, OK ?" Tak to najczęściej wygląda w
            skrócie.

            > A co z ciekawością, lekkomyślnością, brakiem świadomości? Gdyby wszystki
            > e
            > nałogi łączyła jedna, łatwo definiowalna płaszczyzna w praktyce oznaczałoby to
            > czasową wymianę nałogów w zależności np od mody. Tak nie jest.

            Moda nie. Natomiast zdarza się, że nałogowiec po odstawieniu "jednego" sięga po
            "drugie". Leczenie uzależnienia to nie tylko odstawienie od tego co uzależnia.
            Trzeba człeka leczyć by po pierwsze uświadomił sobie, że jest uzalezniony, pojął
            mechanizm swojego uzależnienia i potrafił żyć bez. Poza tym uzależnienie jest na
            całe życie. Nie ma tak, że alkoholik po pięciu latach "przerwy" znów może
            bezpiecznie napić się piwa. NIE MOŻE.

            Chociażby trudno
            > ść
            > w określeniu typowego alkoholika czy internauty daje wiele do myślenia. I w koń
            > cu
            > nie jest trudno zostać nałogowym alkoholikiem z zacięciem do internetu.

            Sądzę, że jeśli nałogowy internauta popadnie dodatkowo w uzależnienie od alkoholu
            - powali go to drugie.
            >
            > Sposób postrzegania swojego nałogu, stosunku otoczenia do niego też wydaję się
            > być różny. Co innego hazard, co innego internet i co innego alkoholizm.
            > Stawiałbym na to, że internet to przede wszystkim sprawa naszej woli i
            > charakteru, alkoholizm raczej widzę jako choroba z własnej woli, hazard coś
            > pośredniego.
            >
            Każde uzależnienie można tak potraktować : choroba z własnej woli. Bo przecież
            kontrolujemy fakt sięgania po alkohol, narkotyki, papierosy, idziemy do kasyna,
            wchodzimy na czat ... Jednak niektórzy z nas stają się "niewolnikami" substancji
            czy czynności a pozostali nadal kontrolują - i mogą rzeczywiście powiedzieć : nie
            lub nie mam ochoty lub nie mam na to czasu lub nie mam na to pieniędzy lub nie
            mogę bo zdrowie wysiada.

            Będę się upierać nadal, Jacku. Ucieczka w virtual wydaje się niewinna bardzo w
            porównaniu do ucieczki w alkohol - ale konsekwencje dla uzależnionego i jego
            bliskich mogą być podobne.


            pozdrawiam Cię serdecznie, smile)tete
            • jacek#jw Re: o uzależnieniach 06.03.02, 13:40
              Gość portalu: tete napisał(a):

              Hej,

              > Cześć Jacku, napisałam, że typowe jest zaprzeczanie - tzn. : "nie jestem
              > uzależniony (od alkoholu, internetu, hazardu itd.); mogę PRZESTAĆ (pić,
              czatowa
              > ć,
              > grać) jeśli zechcę, w każdej chwili. Ale nie chcę teraz. Od jutra ... albo
              może
              >
              > umówmy się, że za tydzień rzucam to wszystko, OK ?" Tak to najczęściej
              wygląda
              > w
              > skrócie.

              Gorzej, gdy nie zaprzeczam, chcę się od tego uwolnić, wszyscy mi pomagają i nic
              nie wychodzi. Jakoś nie mogę uwierzyć w aż tak niszczycielską siłę internetu i
              wytworzenie gdzieś w naszej fizjologii czegoś co należałoby się pozbyć.

              > Moda nie. Natomiast zdarza się, że nałogowiec po odstawieniu "jednego" sięga
              po
              >
              > "drugie". Leczenie uzależnienia to nie tylko odstawienie od tego co
              uzależnia.

              Zdarza się to jednak nie reguła. Wynika z tego, że praktycznie do każdego
              przypadku należy podchodzić indywidualnie oraz to, że do wyleczenia może
              wystarczyć odstawienie.

              > Trzeba człeka leczyć by po pierwsze uświadomił sobie, że jest uzalezniony,
              poją
              > ł
              > mechanizm swojego uzależnienia i potrafił żyć bez. Poza tym uzależnienie jest
              n
              > a
              > całe życie. Nie ma tak, że alkoholik po pięciu latach "przerwy" znów może
              > bezpiecznie napić się piwa. NIE MOŻE.

              Całe szczęście, że mogę się bezpiecznie napić piwa, co bardzo lubię, robię
              często, od czego rośnie mi brzuch, z czego zadowolona jest rodzina (z picia
              piwa a nie brzucha), a kupowanie coraz to nowych marek stało się dla mnie i
              mojej córki niemal rytuałem. No i jak tu rozpoznać, kiedy ten nałóg się już
              zacznie, a może już jest? Nie ma ma uzasadnienia teza, że po pięciu latach
              przerwy internauta nie może bezpiecznie usiąść przy komputerze. To ta różnica.
              >
              > Chociażby trudno
              > > ść
              > > w określeniu typowego alkoholika czy internauty daje wiele do myślenia. I
              > w koń
              > > cu
              > > nie jest trudno zostać nałogowym alkoholikiem z zacięciem do internetu.
              >
              > Sądzę, że jeśli nałogowy internauta popadnie dodatkowo w uzależnienie od
              alkoho
              > lu
              > - powali go to drugie.
              > >
              > > Sposób postrzegania swojego nałogu, stosunku otoczenia do niego też wydaję
              > się
              > > być różny. Co innego hazard, co innego internet i co innego alkoholizm.
              > > Stawiałbym na to, że internet to przede wszystkim sprawa naszej woli i
              > > charakteru, alkoholizm raczej widzę jako choroba z własnej woli, hazard co
              > ś
              > > pośredniego.
              > >
              > Każde uzależnienie można tak potraktować : choroba z własnej woli. Bo
              przecież
              > kontrolujemy fakt sięgania po alkohol, narkotyki, papierosy, idziemy do
              kasyna,
              >
              > wchodzimy na czat ... Jednak niektórzy z nas stają się "niewolnikami"
              substancj
              > i
              > czy czynności a pozostali nadal kontrolują - i mogą rzeczywiście powiedzieć :
              n
              > ie
              > lub nie mam ochoty lub nie mam na to czasu lub nie mam na to pieniędzy lub
              nie
              > mogę bo zdrowie wysiada.

              Tu raczej skierował bym się w nieco inną stronę. Chodzi o retorykę, a raczej
              sposób przedstawiania problemu. Otóż moim zdaniem, przedstawianie nałogów jako
              choroby z góry usprawiedliwia poczynania nałogowców. Mechanizm jest prosty,
              człowiek chory idzie na zwolnienie, dostaje odpowiedni papierek, który jest nie
              tylko usprawiedliwieniem ale również stanowi podstawę do pewnych świadczeń od
              pracodawcy lub państwa. To przenosi się w pewnym stopniu na nałogi i skutkim
              tego jest np usprawiedliwianie facia, który nałogowo schlał się i w stanie
              pomroczności obił żonę, dzieci i wysprzedał co się dało. No trudno, chory był,
              należy go leczyć. Jeśli jednak zdarzyło by się, że ofiary zechciały by się
              bronić i to skutecznie i raz na zawsze to jakoś nie słyszałem o chorobie,
              uzależnieniu, czy chociaż obronie koniecznej. Internet jest przyjemniejszy smile.

              >
              > Będę się upierać nadal, Jacku. Ucieczka w virtual wydaje się niewinna bardzo
              w
              > porównaniu do ucieczki w alkohol - ale konsekwencje dla uzależnionego i jego
              > bliskich mogą być podobne.
              >

              O tym było wyżej, tu tylko tyle, że jakakolwiek asorbująca czas czynność jest
              uciążliwa dla bliskich. No, ale to bardziej sprawa dopasowania się, czy
              szacunku dla tej drugiej osoby niż nałogu.

              >
              > pozdrawiam Cię serdecznie, smile)tete

              Jak zwykle równie serdecznie / Jacek
              PS
              Tete, jeśli myślisz, że nie zwinąłem ze stołu Twojego ciasteczka ta się grubo
              mylisz. To jeden z wielu moich nałogów. Jak coś takiego widzę, to muszę i już.
              I nie ma na to lekarstwa.
              • Gość: tete do Jacka#jw IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 12:47
                jacek#jw napisał(a):

                >
                > Całe szczęście, że mogę się bezpiecznie napić piwa, co bardzo lubię, robię
                > często, od czego rośnie mi brzuch, z czego zadowolona jest rodzina (z picia
                > piwa a nie brzucha), a kupowanie coraz to nowych marek stało się dla mnie i
                > mojej córki niemal rytuałem. No i jak tu rozpoznać, kiedy ten nałóg się już
                > zacznie, a może już jest?

                Może nigdy ? Przecież nie w tym rzecz, że pijesz piwo z upodobaniem ! Można
                zrobić sobie mały test (którego wynik może być sygnałem ostrzegawczym lub
                alarmem) i zadać sobie pytania : ile piję, jak często, w jakich sytuacjach, jak
                się czuję gdy piję, w jaki sposób to wpływa na moje życie, jak czuję się gdy nie
                mogę się napić, czy fakt, że piję jest przyczyną konfliktów w rodzinie, czy z
                powodu alkoholu miałem problemy w pracy itd.

                I z pewnością nie w tym rzecz, że ktoś jest maniakiem-hobbystą i przeznacza
                mnóstwo czasu lub pieniędzy (albo jedno i drugie !)na realizowanie swojego hobby
                .Fakt - to może być przyczyna konfliktów. Ale wcale nie oznacza uzależnienia !


                >
                Otóż moim zdaniem, przedstawianie nałogów jako
                > choroby z góry usprawiedliwia poczynania nałogowców.

                Nie usprawiedliwia ! Sądzę, że kilkaset tysięcy ludzi w Polsce jest uzależnionych
                od alkoholu ale nie uświadamia sobie tego lub nie chce (mechanizm !).W związku z
                tym ich zwolnienia z tytułu chorób, wypadków - kosztują mnóstwo. Niestety jest to
                leczenie skutków. Nazwanie uzależnienia chorobą nie służy usprawiedliwieniu
                skutków. Chorobę należy leczyć.Wówczas nie będziemy WSZYSCY płacić za jej skutki.
                >
                > >
                > > O tym było wyżej, tu tylko tyle, że jakakolwiek asorbująca czas czynność jest
                > uciążliwa dla bliskich. No, ale to bardziej sprawa dopasowania się, czy
                > szacunku dla tej drugiej osoby niż nałogu.
                >
                Absorbująca czynność nie zmienia człowieka w strzęp. Absorbująca czynność nie
                pozbawia człowieka zdrowia i życia. Absorbująca czynność to absorbująca czynność
                a nie uzależnienie.
                > >
                > > pozdrawiam Cię serdecznie, smile)tete
                >
                Jacku. Upiekłam świeże ciastka - z nadzieniem orzechowym. Tylko święty by się nie
                skusił !!!
                • tyu Do Tete !!! 11.03.02, 12:59
                  Gość portalu: tete napisał(a):

                  > jacek#jw napisał(a):
                  >
                  > >
                  > > Całe szczęście, że mogę się bezpiecznie napić piwa, co bardzo lubię, robię
                  > > często, od czego rośnie mi brzuch, z czego zadowolona jest rodzina (z picia
                  > > piwa a nie brzucha), a kupowanie coraz to nowych marek stało się dla mnie i
                  > > mojej córki niemal rytuałem. No i jak tu rozpoznać, kiedy ten nałóg się już
                  > > zacznie, a może już jest?
                  >
                  > Może nigdy ? Przecież nie w tym rzecz, że pijesz piwo z upodobaniem ! Można
                  > zrobić sobie mały test (którego wynik może być sygnałem ostrzegawczym lub
                  > alarmem) i zadać sobie pytania : ile piję, jak często, w jakich sytuacjach, jak
                  > się czuję gdy piję, w jaki sposób to wpływa na moje życie,jak czuję się gdy nie
                  > mogę się napić, czy fakt, że piję jest przyczyną konfliktów w rodzinie, czy z
                  > powodu alkoholu miałem problemy w pracy itd.
                  >
                  > I z pewnością nie w tym rzecz, że ktoś jest maniakiem-hobbystą i przeznacza
                  > mnóstwo czasu lub pieniędzy (albo jedno i drugie!)na realizowanie swojego hobby.
                  > Fakt - to może być przyczyna konfliktów. Ale wcale nie oznacza uzależnienia !
                  >
                  >
                  > Otóż moim zdaniem, przedstawianie nałogów jako
                  > > choroby z góry usprawiedliwia poczynania nałogowców.
                  >
                  > Nie usprawiedliwia! Sądzę,że kilkaset tysięcy ludzi w Polsce jest uzależnionych
                  > od alkoholu ale nie uświadamia sobie tego lub nie chce (mechanizm!).W związku z
                  > tym ich zwolnienia z tytułu chorób, wypadków - kosztują mnóstwo. Niestety jest
                  > to leczenie skutków. Nazwanie uzależnienia chorobą nie służy usprawiedliwieniu
                  > skutków.Chorobę należy leczyć.Wówczas nie będziemy WSZYSCY płacić za jej skutki.
                  > >
                  > > >
                  > > > O tym było wyżej, tu tylko tyle, że jakakolwiek asorbująca czas czynność
                  > > jest uciążliwa dla bliskich. No, ale to bardziej sprawa dopasowania się, czy
                  > > szacunku dla tej drugiej osoby niż nałogu.
                  > >
                  > Absorbująca czynność nie zmienia człowieka w strzęp. Absorbująca czynność nie
                  > pozbawia człowieka zdrowia i życia.Absorbująca czynność to absorbująca czynność
                  > a nie uzależnienie.
                  > > >
                  > > > pozdrawiam Cię serdecznie, smile)tete
                  > >
                  > Jacku. Upiekłam świeże ciastka - z nadzieniem orzechowym. Tylko święty by się
                  > nie skusił !!!


                  Witaj, Tete !!!
                  Gdzież Ty się podziewałaś tak długo?
                  Waszą dyskusję śledzę dyskretnie i nie wtrącam się, ale te ciasteczka...
                  W związku z czym informuję Cię uprzejmie, że świętym nie jestem...
                  wink)

                  P.S. Ty świętą chyba zresztą też: święci na ogół odpisują na listy... wink))))
                  Ale i tak pozdrawiam!
                  • jacek#jw Re: Do Tete !!! 11.03.02, 19:27
                    Gość portalu: tete napisał(a):

                    > I z pewnością nie w tym rzecz, że ktoś jest maniakiem-hobbystą i przeznacza
                    > mnóstwo czasu lub pieniędzy (albo jedno i drugie !)na realizowanie swojego
                    hobb
                    > y
                    > .Fakt - to może być przyczyna konfliktów. Ale wcale nie oznacza uzależnienia !
                    >

                    Więc jak to jest z maniakalnym oglądaniem TV od rana do wieczora czy
                    maniakalnym siedzeniem w internecie? Mimo wszystko wydaje się, że brak tu
                    pewnych cech związanych z tym prawdziwym wyniszczającym nałogiem narkomanii czy
                    alkoholizmu.

                    >
                    > >
                    > Otóż moim zdaniem, przedstawianie nałogów jako
                    > > choroby z góry usprawiedliwia poczynania nałogowców.
                    >
                    > Nie usprawiedliwia ! Sądzę, że kilkaset tysięcy ludzi w Polsce jest
                    uzależniony
                    > ch
                    > od alkoholu ale nie uświadamia sobie tego lub nie chce (mechanizm !).W
                    związku
                    > z
                    > tym ich zwolnienia z tytułu chorób, wypadków - kosztują mnóstwo. Niestety
                    jest
                    > to
                    > leczenie skutków. Nazwanie uzależnienia chorobą nie służy usprawiedliwieniu
                    > skutków. Chorobę należy leczyć.Wówczas nie będziemy WSZYSCY płacić za jej
                    skutk
                    > i.

                    Jedno to sprawa pewnego obiektywizmu zawartego w stwierdzeniu, że alkoholizm
                    jest chorobą. Tu w 100% zgoda. Drugie to społeczny odbiór takiego stwierdzenia.
                    I tu już sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Sądzę, że w naturze
                    człowieka leży, by wyciągać jak najwięcej korzyści z otaczającego nas świata i
                    jeżeli pojawia się jakaś ogólna teoria, czy teza to zdarzyć się może, że będzie
                    ona funkcjonowała później zupełnie inaczej niż było to intencją jej autorów. I
                    tak zapewne jest z chorobą zwaną alkoholizmem i nieco inaczej (może zupełnie
                    inaczej) z chorobą zwaną narkomanią. Alkohol to również kultura, tradycja i
                    szereg innych wartości, które mają wpływ na nasze wyobrażenia o zjawisku
                    alkoholizmu.

                    > Jacku. Upiekłam świeże ciastka - z nadzieniem orzechowym. Tylko święty by się
                    n
                    > ie
                    > skusił !!!

                    No właśnie, jeden z takich już się skusił. A zostawił coś coś dla mnie?

                    Pozdr jak zwykle / Jacek
                    • tyu Do Jacka !!! 11.03.02, 20:07
                      jacek#jw napisał(a):

                      > Gość portalu: tete napisał(a):
                      >
                      > > Jacku. Upiekłam świeże ciastka - z nadzieniem orzechowym. Tylko święty by się
                      > > nie skusił !!!
                      >
                      > No właśnie, jeden z takich już się skusił. A zostawił coś coś dla mnie?
                      >
                      > Pozdr jak zwykle / Jacek



                      Zupełnie nie wiem, o kim piszesz, ale JA zostawiłem. No... trochę.
                      I to pomimo faktu, że nie czytasz recenzji z recenzji...
                      Smacznego!

                      • jacek#jw Re: Do Jacka !!! 12.03.02, 08:48
                        tyu napisał(a):

                        > Zupełnie nie wiem, o kim piszesz, ale JA zostawiłem. No... trochę.
                        > I to pomimo faktu, że nie czytasz recenzji z recenzji...

                        Cześć Tyu
                        Recenzję czytałem, niemal natychmiast. Po prostu uznałem, że to dobry moment na
                        przerwanie, bo i po co kolejna recenzja do recenzji. Zaś za odpowiedź uznaj mój
                        udział w tym wątku. A swoją drogą za recenzję dziękuję.



                        > Smacznego!
                        >

                        Dzięki, znów.


                        Pozdrawiam / Jacek

                        • tyu :))) - to do Jacka !!! No txt 12.03.02, 09:40
    • Gość: @3 Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.port.gdynia.pl 05.03.02, 09:56
      Z wielką uwagą przeczytałam twój artykół.
      Zgadzam się z wszystkimi poruszonymi aspektami uzależnień.
      Sama jestem typem nałogowca( tytoniowego)i wiem z jakich powodów przynajmniej
      ja się uzależniam.
      nie ma odpowiedniego znaczku , abym się podpisała
      pzdr.
    • Gość: @3 Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.port.gdynia.pl 05.03.02, 10:07
      zdecydowanie tak! zabrali mi zabawkę, a ja jak na podwórku zabrałam zabawkę
      innemu dziecku.
      • tyu CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do Małpek 05.03.02, 10:13
        A w moim przypadku to chyba pierwsze uzależnienie, choć JESZCZE mogę z nim
        walczyć. Bywają przecież godziny, a nawet dni, kiedy robię zupełnie co innego...

        P.S. Czy pisanie e-maili to "co innego"? Mam nadzieję, że tak...
        • Gość: @3 Re: CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? od Małpek IP: *.port.gdynia.pl 05.03.02, 11:29
          to coś innego.zupełnie
          • tyu Re: CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do Małpek 05.03.02, 11:39
            Gość portalu: @3 napisał(a):

            > to coś innego.zupełnie


            Uffff...!!!

            A zatem NIE JESTEM nałogowcem!
            • d_nutka Re: CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 06.03.02, 09:32
              Przyglądam ię z uwagą rozmowom w bardzo ważnym i interesującym tematem.
              Jako nałogowiec tytoniowy i także inny(nałogowiec)oraz przyglądaąc się innym
              zauważyłam, że nie ma ludzi całkowicie wolnych od nałogów.
              Największym w/g mnie nałogiem znanym ludzkości jest nałóg zależności od czasu,
              tego rzeczywistego, nam znanego.Proponuję rozważyć wypowiadjącym się, zwłaszcza
              tym, którzy uważają, że są wolni od nałogu zastanowienie się nad zagadnieniem:
              wolność od czasu.Jest to jeden z najtrudniejszych , jeśli nie najtrudniejszy,
              problem człowieka.
              pozdrawiam wszystkich uczestników tego wątku, zwłaszcza autora.
              • Gość: tete do D_nutki IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 09:45
                To, że się wymądrzam o uzależnieniach nie oznacza, że jestem wolna od
                jakiegokolwiek nałogu !!! Zamiana papierosa na ciasteczka bądź czekoladę lub
                internet nie wchodzi w grę ...

                serdecznie pozdrawiam, smile)tete
                • tyu Do D_nutki i Tete 06.03.02, 10:15
                  Gość portalu tete napisała:

                  > To, że się wymądrzam o uzależnieniach nie oznacza, że jestem wolna od
                  > jakiegokolwiek nałogu !!! Zamiana papierosa na ciasteczka bądź czekoladę lub
                  > internet nie wchodzi w grę ...
                  >
                  > serdecznie pozdrawiam, smile)tete


                  A wcześniej D_nutka napisała:

                  Przyglądam się z uwagą rozmowom w bardzo ważnym i interesującym tematem.
                  Jako nałogowiec tytoniowy i także inny(nałogowiec)oraz przyglądaąc się innym
                  zauważyłam, że nie ma ludzi całkowicie wolnych od nałogów.
                  Największym w/g mnie nałogiem znanym ludzkości jest nałóg zależności od czasu,
                  tego rzeczywistego, nam znanego.Proponuję rozważyć wypowiadjącym się, zwłaszcza
                  tym, którzy uważają, że są wolni od nałogu zastanowienie się nad zagadnieniem:
                  wolność od czasu.Jest to jeden z najtrudniejszych , jeśli nie najtrudniejszy,
                  problem człowieka.
                  pozdrawiam wszystkich uczestników tego wątku, zwłaszcza autora.



                  O tempora, o mores!
                  To Miłe Panie aż tak nałogowo ćmią te paskudztwa?!
                  Ja - przeciwnie: nigdy nie zamieniłbym ciasteczka na papierosa.
                  Ani żadnej innej rzeczy... wink

                  A co do uzależnienia od czasu: przypomniała mi się opowieść (radiowa, czy TV),
                  podobno autentyczna, o tym, jak ludzie wywodzący się z różnych kultur podchodzą
                  do problemu uzależnienia od czasu itp wyścigów szczurów, organizowanych
                  permanentnie przez cywilizację Białego Człowieka.
                  Pewiem podróżny (Biały) przemierzał afrykańską sawannę. Zobaczył siedzącego
                  Afrykańczyka i spytał go o drogę. Ten odpowiedział - używając świetnej
                  angielszczyzny. Co, skąd, jak... Okazało się, że był absolwentem Oxfordu i byłym
                  wysokim urzędnikiem. Świadomie wybrał powrót do trybu i rytmu życia ojców, bo nie
                  odpowiadał mu "wyścig szczurów". Znowu mógł robić, co chciał i w tempie, w jakim
                  chciał. Dopiero wtedy znowu poczuł się szczęśliwy i prawdziwie wolny... a że
                  przypłacił to ubóstwem - było dla niego zupełnie nieważne.
                  Do refleksji.

                  Pozdrawiam obie Miłe Panie!
                  I może jednak - ciasteczko?
                  wink)
                  • d_nutka Re: Do D_nutki i Tete 06.03.02, 10:36
                    Drogi Tyu,
                    Znam inną opowieść.
                    Pewien biznesmen przechadzał się po plaży i zobaczył rybaka opartego oswoją
                    łódź i palącego fajkę.
                    Zadał mu, rybakowi, pytanie.
                    _czemu nie wypłyniesz w morze i nie złowisz więcej ryb. pogoda jest
                    odpowiednia. złowisz więcej ryb i je sprzedasz. zarobisz więcej pieniędzy,
                    kupisz sobie drugą łódź, wynajmiesz rybaków i oni będą na ciebie pracować, a ty
                    w tym czasie będziesz mógł spokojnie palić swoją fajkę.
                    Rybak mu (temu biznesmenowi) odpowiedział.
                    -A co ja teraz robię?
                    z jeszcze większymi pozdrowieniami
                    *@#
                    • tyu Świetne! Do D_nutki 06.03.02, 10:55
                      d_nutka napisał(a):

                      > Drogi Tyu,
                      > Znam inną opowieść.
                      > Pewien biznesmen przechadzał się po plaży i zobaczył rybaka opartego oswoją
                      > łódź i palącego fajkę.
                      > Zadał mu, rybakowi, pytanie.
                      > _czemu nie wypłyniesz w morze i nie złowisz więcej ryb. pogoda jest
                      > odpowiednia. złowisz więcej ryb i je sprzedasz. zarobisz więcej pieniędzy,
                      > kupisz sobie drugą łódź, wynajmiesz rybaków i oni będą na ciebie pracować, a ty
                      > w tym czasie będziesz mógł spokojnie palić swoją fajkę.
                      > Rybak mu (temu biznesmenowi) odpowiedział.
                      > -A co ja teraz robię?
                      > z jeszcze większymi pozdrowieniami
                      > *@#


                      Jak w tytule - świetne! Myślę, że i w tej kwestii rozumiemy się znakomicie.
                      Z jeszcze jeszcze większymi...
                      tyu
    • jean-baptiste Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 05.03.02, 12:54
      Cześć Tyu!

      Miałem chwilkę załamania nałogowego na przełomie kwiecień maj zeszłego roku.
      Dziś "przypadkiem" wpadam w forum. Wylewa się tu ta trucizna prawie z każdego
      wątku. Agresja budzi agresję i po każdej "sesji" robię sobie detox. Ale nawet
      trucizna (gdy zna się antidotum), prezestaje być groźna.

      Pozdraviam.

      Jb
      • Gość: # Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.wroclaw.tpnet.pl 05.03.02, 13:02
        Ja chyba za czesto nie pisze?

        ???????????? Czemu zona, dzieci, wnuki, sasiedzi i starzy przyjaciele
        juz od pol roku nic mnie nie obchodza?

        A nawet w barku zacial sie zameczek i kielichy jakies takie zakurzone ?

        Czyzby ?
        • jacek#jw Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 05.03.02, 13:18
          Gość portalu: # napisał(a):

          > Ja chyba za czesto nie pisze?
          >
          > ???????????? Czemu zona, dzieci, wnuki, sasiedzi i starzy przyjaciele
          > juz od pol roku nic mnie nie obchodza?
          >
          > A nawet w barku zacial sie zameczek i kielichy jakies takie zakurzone ?
          >
          > Czyzby ?

          • Gość: # Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.wroclaw.tpnet.pl 05.03.02, 13:20
            Wiesz jak trudno wyjsc z siebie
            i stanac z boku..
            bramki portowo-dostepowej.
            • jacek#jw Eeee, Odpowiednia konfiguracja i już. / NT 05.03.02, 13:24
            • Gość: siedem a masz takie symptoma?.... IP: *.tgory.pik-net.pl 05.03.02, 14:01
              ze jak musisz sie z jaka firma instytucja skontaktowac a ona nie ma www albo
              imajla? to jestes poirytowany?

              albo
              spotykasz sasiada z psem na spacerze i zastanawiasz sie jakiego ma majla i czy
              ten pies to nie jest agent Ślimaka?

              albo zamiast podnieść głos masz ochotę trzasnac mocno w entera?

              [uwaga dla graczy]
              pewien osobnik po kilkunastu godzinach gry w QUAKE'a poszedl zrobic siku stanal
              przed drzwiami toalety i podswiadomie szukał spacji zeby sie dostac do srodka.

              ech
              7,00
              • jacek#jw Re: a masz takie symptoma?.... - chyba 05.03.02, 15:17
                hej #,
                Z pierwszego tekstu do Ciebie zniknął wpis mniej więcej taki:
                Natychmiast weź cokolwiek masz pod ręką, wyłam zamek, wymyj kielich, wlej do
                pełna i wypij. Powtórz czynność parę razy, podejdź do monitora i jeśli ilość
                ekranów jaką widzisz jest niezgodna z ilością powtórzeń próbuj dalej.

                Z życzeniami sukcesu / Jacek
      • tyu CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? Do J-B 05.03.02, 15:58
        jean-baptiste napisał(a):

        > Cześć Tyu!
        >
        > Miałem chwilkę załamania nałogowego na przełomie kwiecień maj zeszłego roku.
        > Dziś "przypadkiem" wpadam w forum. Wylewa się tu ta trucizna prawie z każdego
        > wątku. Agresja budzi agresję i po każdej "sesji" robię sobie detox. Ale nawet
        > trucizna (gdy zna się antidotum), prezestaje być groźna.
        >
        > Pozdraviam.
        >
        > Jb


        Witaj!
        Dla mnie najlepszym antidotum jest przyroda - spacer po łące (kiedyś z psem śp.),
        czy marzenia o przyrodzie w "lepszym gatunku", np. Tatrach.
        Gorzej, jeśli internet SAM staje się antidotum - choćby na zalew chamstwa i
        agresji, o których piszesz. A jest ci tego dostatek - i w wirtualu i w realu...
        Pozdrawiam.
    • lady_hawk Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 05.03.02, 18:22
      Jestem w jakis sposob uzalezniona.
      Z wieloma tezami artykulu zgadzam sie. Jednak istnieja momenty, czy problemy,
      kiedy siec pomaga. Ot, dzieki wymianie mysli.
      Wczoraj wsiadlam do tramwaju i na oknie zobaczylam ulotke przyklejona przez
      jakiegos nieszczesnika, ktory opisywal swoje fobie dotyczace wspolczesnej
      Polski. Cos tam o judaizacji zycia w Polsce. Siegnelam reka, zerwalam i
      wyrzucilam do smieci. Tyle tutaj naczytalam roznych wypowiedzi, ze tamto nie
      zrobilo na mnie wrazenia. Ot, smiec tym razem na tramwajowym oknie.
      Kazdy z nas szuka czegos dla siebie. I jestem przekonana, ze udalo mi sie cos
      zrozumiec, czy czegos sie nauczyc.
      Ale wracajac do terminu "uzaleznienie" musze przyznac, ze czasem
      sieciowe "zycie" zbyt mocno mnie pochlania. To rodzaj ucieczki od codziennych
      trosk i obowiazkow albo nudy. Poza tym, czy poznalibysmy sie wszyscy tak blisko
      w "realu"? Tutaj siadamy sami ze soba, twarza w twarz. I prowadzimy dialogi,
      ktore tak naprawde sa monologami. Jeszcze bardziej niz w zyciu. Duza nauka!
      Pozdrawiam,
      M_hawk
      • sceptyk Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 05.03.02, 22:34
        lady_hawk:
        Poza tym, czy poznalibysmy sie wszyscy tak blisko
        w "realu"? Tutaj siadamy sami ze soba, twarza w twarz. I prowadzimy dialogi,
        ktore tak naprawde sa monologami.
        --------------------------------

        Mundrosci. Psychologia kuchenna.

        Powyzsze dotyczy rowniez watku otwierajacego.
        • tyu O recenzji Sceptyka sceptycznie i aseptycznie 06.03.02, 10:35
          sceptyk napisał:
          >
          > Mundrosci. Psychologia kuchenna.
          >
          > Powyzsze dotyczy rowniez watku otwierajacego.


          A wcześniej, w zupełnie innym wątku - recenzując mój limeryk JW Galbie
          poświęcony - sceptyk napisał:

          > Niezly. Jedyny mankament - brakuje wulgaryzmow, mocniejszych lub lzejszych.
          >
          > sc-k specjalista


          na co ja uwzględniłem powyższą uwagę, pisząc:


          Raz Sceptyk spod Jasnej Góry
          znowu mnie chwycił w pazury.
          Żadne to bole,
          ja je... lekceważę!
          Niechże się schowa do dziury!


          ale widocznie myśl przewodnia limeryku nie dotarła do adresata, bo widzę, że znów
          się czepia. No to - kontra z lewej:


          Sceptyk, choć nie jest z Podhala,
          na niski poziom użala
          się. Myśl - kuchenna,
          uwaga - denna...
          Grzecznie Ci mówię: do widzenia! *

          * - mógłbym powiedzieć inaczej, spełniając zalecenie Sceptyka. Byłoby wtedy do
          rymu, ale nie byłoby grzecznie...

        • Gość: ladyhawk Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.03.02, 10:39
          sceptyk napisał(a):

          > lady_hawk:
          > Poza tym, czy poznalibysmy sie wszyscy tak blisko
          > w "realu"? Tutaj siadamy sami ze soba, twarza w twarz. I prowadzimy dialogi,
          > ktore tak naprawde sa monologami.
          > --------------------------------
          >
          > Mundrosci. Psychologia kuchenna.
          >
          > Powyzsze dotyczy rowniez watku otwierajacego.

          Ty chyba siebie niespecjalnie lubisz. A lubienie samego siebie jest warunkiem
          niezbednym osiagniecia jako takiego poziomu szczesliwosci. Niech to bedzie i
          madrosc kuchenna. Czemu nie? Madrosc na poziomie rosolu z domowym makaronem.

          • tyu Nałogowiec... rosołu z domowym makaronem do L_H 06.03.02, 10:52
            Brawo! Gość portalu: ladyhawk napisała do Sceptyka:

            > Ty chyba siebie niespecjalnie lubisz. A lubienie samego siebie jest warunkiem
            > niezbednym osiagniecia jako takiego poziomu szczesliwosci. Niech to bedzie i
            > madrosc kuchenna. Czemu nie? Madrosc na poziomie rosolu z domowym makaronem.

            • d_nutka Re: Nałogowiec... rosołu z domowym makaronem do L_H 06.03.02, 11:31
              mój syn jest nałogowcem rosołu(sam umie go swietnie ugotować, sama go
              nauczylam), ale niestety bez domowego makaronu. Kupne, zwłaszcza te od Danuty
              są bardzo dobre. Polecam, jest jak domowy.
              • tyu Nałogowiec... rosołu z domowym makaronem do D_n 06.03.02, 11:55
                d_nutka napisał(a):

                > mój syn jest nałogowcem rosołu(sam umie go swietnie ugotować, sama go
                > nauczylam), ale niestety bez domowego makaronu. Kupne, zwłaszcza te od Danuty
                > są bardzo dobre. Polecam, jest jak domowy.


                Ja ONGIŚ też umiałem i podobno był świetny, ale ostatnio gotowałem go chyba
                wtedy, gdy MOJE dzieci były malutkie...

    • Gość: witekjs Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? IP: *.chello.pl 05.03.02, 20:12
      Witam Was Wszystkich.Wypowiadam się oczywiście, nie jako" ekspert",lecz jako
      jeden z nas, spotykających się tutaj. W pewnym okresie chciałem/i mogłem/
      uczestniczyć w życiu Forum znacznie bardziej aktywnie.Wydaje mi się,że nie
      znaczy to,że stałem się uzależniony.Bardzo istotne było to, kogo tu
      spotykałem.Nawiązując do analogii z alkoholizmem, jest takie francuskie
      powiedzenie "Pijak to ktoś kto mógłby przestać pić, ale nie chce a alkoholik to
      ktoś kto chciałby, ale nie może."
      Większości z nas mogła "bywać" w tym miejscu tak, jak w kawiarni,piwiarni lub
      winiarni, w której często chcesz spotkać osoby,ż którymi potrafisz wymieniać
      myśli/nie związane z twoim zawodem/,dyskutować, sprzeczać się,żartować i w
      kazdej chwili "odejść do domu".Wszyscyśmy przy okazji rozpościerali swoje pawie
      pióra, czego nie robimy w biurze, innym miejcu pracy lub w domu.Gorzej, gdy
      przychodzili tacy co chcieli walić pięścią w blat stołu/czego nie mogli robić w
      tych miejscach/.Równie żle, gdy zaczynały się mocne flirty, szczególnie gdy
      takie pary próbowały zdominować nasze "stoliki".Efektem stało się to,że już się
      nie spotykamy.Chyba dzięki temu nie będziemy nałogowcami...Może z wyjątkiem
      tych, co nawet przy pustych "stolikach", od dawna prowadzą monologi...
      Pozdrawiam Was bardzo życzliwie.Witeksmile
      • tyu O wilkach w lesie i z lasu... Do Witka 06.03.02, 10:49
        Gość portalu: witekjs napisał(a):

        > Witam Was Wszystkich.Wypowiadam się oczywiście, nie jako" ekspert",lecz jako
        > jeden z nas, spotykających się tutaj. W pewnym okresie chciałem/i mogłem/
        > uczestniczyć w życiu Forum znacznie bardziej aktywnie.Wydaje mi się,że nie
        > znaczy to,że stałem się uzależniony.Bardzo istotne było to, kogo tu
        > spotykałem.Nawiązując do analogii z alkoholizmem, jest takie francuskie
        > powiedzenie "Pijak to ktoś kto mógłby przestać pić, ale nie chce a alkoholik to
        > ktoś kto chciałby, ale nie może."
        > Większości z nas mogła "bywać" w tym miejscu tak, jak w kawiarni,piwiarni lub
        > winiarni, w której często chcesz spotkać osoby,ż którymi potrafisz wymieniać
        > myśli/nie związane z twoim zawodem/,dyskutować, sprzeczać się,żartować i w
        > kazdej chwili "odejść do domu".Wszyscyśmy przy okazji rozpościerali swoje pawie
        > pióra, czego nie robimy w biurze, innym miejcu pracy lub w domu.Gorzej, gdy
        > przychodzili tacy co chcieli walić pięścią w blat stołu/czego nie mogli robić w
        > tych miejscach/.Równie żle, gdy zaczynały się mocne flirty, szczególnie gdy
        > takie pary próbowały zdominować nasze "stoliki".Efektem stało się to,że już się
        > nie spotykamy.Chyba dzięki temu nie będziemy nałogowcami...Może z wyjątkiem
        > tych, co nawet przy pustych "stolikach", od dawna prowadzą monologi...
        > Pozdrawiam Was bardzo życzliwie.Witeksmile


        Vitaj!
        Gdzieś kiedyś w okolicy i nawet dość niedawno zacytowano balladę Wysockiego
        przetłumaczoną na Kaczmarskiego o obławie na wilki. To byłaby aluzja do osób
        (znacznie liczniejszych, niż dwie), które przychodziły tu, jak do kawiarenki.
        Jako pijacy, czy internetoholicy, czy w drodze do w/w - nieważne. Stanowili
        koloryt. Jakoś teraz tego brak. Czemu? Jeden z nie-bywalców, podpisujący
        się ??????? napisał po pewnej burzy dlaczego. Niestety, miał dużo racji.
        Czy kiedyś ludzie będą jeszcze pisać tu tak ufnie, choć może i naiwnie?
        I to byłoby o wilkach w lesie.

        Druga połowa tytułu - to o wywoływaniu... Czasem, co prawda, wilk okazuje się być
        kimś zaklętym w wilkołaka. Może uda mu się pokonać zły czar? I okaże się, że to
        też człowiek?
        Ale te NIE wywoływane - niech lepiej siedzą, gdzie siedzą.

        Pozdrawiam!
        • d_nutka Re: O wilkach w lesie i z lasu... Do Witka 06.03.02, 11:39
          uderz w stół a nożyczki się odezwą.
          Odzywa sie ta jeszcze szczera i naiwna.
          szczera pozostane na Forum czy poza nim.
          Naiwna też.
          Taką mamnaturę z pewną świadomością utrudnień w życiu.
          Może to też jest uzależnienie.
          Ale w przeciwieństwie do innych moich nałogów z tym nie chcę się rozstać.
          *@#
          ręce malpkom opadają.
          • tyu Re: O wilkach w lesie i z lasu... Do D_nutki 06.03.02, 11:57
            d_nutka napisał(a):

            > uderz w stół a nożyczki się odezwą.
            > Odzywa sie ta jeszcze szczera i naiwna.
            > szczera pozostane na Forum czy poza nim.
            > Naiwna też.
            > Taką mam naturę z pewną świadomością utrudnień w życiu.
            > Może to też jest uzależnienie.
            > Ale w przeciwieństwie do innych moich nałogów z tym nie chcę się rozstać.
            > *@#
            > ręce malpkom opadają.


            Jeśliby uznać, że nałogiem jest to wszystko, co z naszego wyboru utrudnia nam
            życie, to istotnie jest to nałóg. Ale jakże rzadki - i jakże sympatyczny!
            • Gość: *@3 Re: O wilkach w lesie i z lasu... Do Tyu IP: *.port.gdynia.pl 06.03.02, 12:10
              zaniemówiłam z wrażenia.
              wczoraj bylam wzajemnie szybka.
              • tyu Re: O wilkach w lesie i z lasu... Do Małpek tym ra 06.03.02, 12:13
                Gość portalu: *@3 napisał(a):

                > zaniemówiłam z wrażenia.
                > wczoraj bylam wzajemnie szybka.

                Nie szkodzi! Bylebyś ręce na klawiaturze utrzymała...
                wink)
                • Gość: @3 Re: O wilkach w lesie i z lasu... Do Małpek tym ra IP: *.port.gdynia.pl 06.03.02, 12:26
                  smile???
                  • tyu O wilkach w lesie i z lasu... Do Małpek tym razem 06.03.02, 13:48
                    Gość portalu: @3 napisał(a):

                    > smile???

                    Wiesz, wiesz!
                    ZANIEMÓWIENIE w rozmowach internetowych nie ma znaczenia. Ty przecież PISZESZ!
                    wink)
                    • Gość: @# Re: O wilkach w lesie i z lasu... od Małpek IP: *.port.gdynia.pl 08.03.02, 13:41
                      nie jestem pewna, czy moja skrzynka nie jest moją imaginacją, bo coś szwankuje
                      ( w pracy na pewno), a w domu mam limity.
                      • tyu O wilkach w lesie i z lasu... do Małpek 10.03.02, 12:07
                        Gość portalu: @# napisał(a):

                        > nie jestem pewna, czy moja skrzynka nie jest moją imaginacją, bo coś szwankuje
                        > ( w pracy na pewno), a w domu mam limity.

                        Mam nadzieję, że już wczoraj (a najpóźniej dziś rano) Twoje wątpliwości rozwiały
                        się...
                        wink)

      • lady_hawk Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 08.03.02, 17:21
        Witku, my wszyscy tu monologujemy!
        Pozdrawiam,
        M_hawk
        • witekjs Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 08.03.02, 17:41
          lady_hawk napisał(a):

          > Witku, my wszyscy tu monologujemy!
          > Pozdrawiam,
          > M_hawk
          __________________
          Przecież nie tak jak Ci, którzy rozmawiaja z sobą lub swoimi nowymi nickami.To
          miałem na mysli.Pozdrawiam.Witek

      • profan Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 17.03.02, 21:11
        Witajcie smile
        Pozwalam sobie podciagnac ten watek (moze nie przez wszystkich do tej pory
        zauwazony wink do gory, bo jest w nim wiele ciekawych mysli. Szkoda, zeby znikl...
        Na watku sasiednim "Czy najwazniejsze jest niewidoczne dla oczu ?" powrocilo
        kilku forumowiczow o dluzszym niz moj stazu.
        Moze sie wypowiedza takze tutaj?
        Pozdrawiam wszystkich
        • tyu Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ. CZY I TY JESTEŚ NAŁOGOWCEM? 18.03.02, 15:49
          profan napisał(a):

          > Witajcie smile
          > Pozwalam sobie podciagnac ten watek (moze nie przez wszystkich do tej pory
          > zauwazony wink do gory, bo jest w nim wiele ciekawych mysli. Szkoda, zeby znikl...
          > Na watku sasiednim "Czy najwazniejsze jest niewidoczne dla oczu ?" powrocilo
          > kilku forumowiczow o dluzszym niz moj stazu.
          > Moze sie wypowiedza takze tutaj?
          > Pozdrawiam wszystkich


          Witaj, Profan!
          A może I TY zechciałabyś się wypowiedzieć?
          Obiecuję, że z odpowiedzią nie będę zwlekał tak długo, jak ostatnio...
          Pozdrawiam!
          • profan Re: INTERNECIE POZWÓL ŻYĆ ..... Do Tyu i Wszystkic 24.03.02, 12:55
            Witajcie smile I Ty, Tyu, tezsmile
            Zgodnie z obietnica (choc z opoznieniem winkwypowiadam sie tez na temat
            uzaleznienie lub nie od internetu.
            Z gory przepraszam, jesli powtorze slowa wczesniej wypowiedziane, ale nie
            studiowalam calego watku dokladnie.
            Jak widac po czestotliwosci mych wizyt na forum, nie jestem osoba uzalezniona
            od internetu wink, tak jak opisane na wstepie przypadki.
            Jestem od internetu zalezna (i to bardzo !wink w pracy zawodowej, czyli w pewnym
            sensie uzalezniona - od sieciowych mozliwosci technicznych.
            Internet jest po prostu dla mnie narzedziem do otrzymywania i przekazywania
            informacji oraz szybkiej komunikacji, czyli moje podejscie jest szalenie
            pragmatyczne, a funkcja internetu scisle okreslona.
            W przeciwienstwie do wielu osob, ktore (sadzac po ich niemalze stalej obecnosci
            na forum) niemalze mieszkaja w swoim PC wink, traktuje wiec internet jako srodek
            pomocniczy, jako srodek techniki, a nie mozliwosc kreowania wirtualnej
            rzeczywistosci. Tym bardziej, ze moj real jest wystarczajaco stymulujacy i
            zarloczny wink)
            Samo zjawisko forum natomiast - jak pisalam wczesniej: forum jest dla mnie po
            prostu miejscem wymiany pogladow na tematy mnie akurat interesujace, w dodatku
            wyposazonym w ten komfort, ze odpowiedziec na nim mozna w czasie dogodnym dla
            uczestnikow dyskusji.
            Jako uboczna ciekawostka zainteresowala mnie dynamika i prawa rzadzace takiej
            formy spotkan i rozmow miedzy ludzmi, poniewaz pewne prawidlowosci rzucaja sie
            natychmiast w oczy i powtarzaja na innych dzialach forum GW. Podobnie, jak
            niektorzy uczestnicy, ktorym czesto i dosc ewidentnie zaciera sie granica
            miedzy rzeczywistoscia i wirtualnoscia wink
            I tu zgodze sie z teza wyjsciowa, ze wymaga to chyba pewnych specyficznych cech
            osobowosci (albo okreslonej sytuacji zyciowej, gdzie jedno z drugim moze, ale
            nie musi wspolwystepowac). Nie mnie jednak oceniac, na ile mozna to przyrownac
            do choroby alkoholowej - moze tylko w tym znaczeniu, ze i alkoholicy, i
            internauci-nalogowcy uciekaja od rzeczywistosci... lub raczej w inny rodzaj
            rzeczywistosci, mniej lub bardziej samodzielnie wykreowanej.
            Ja osobiscie preferuje jednak "zycie na zywo", a nie "na niby" .
            Pozdrawiam
            • tyu Do korzystającej, ale nieuzależnionej Profan 26.03.02, 15:13
              Nie wiem, czy ktoś równie jednoznacznie napisał to wcześniej, ale - jak widać -
              jesteś osobą przyszłościową; taką, która chce i umie, ale NIE MUSI korzystać z
              internetu. Nie musi, czyli może żyć bez. I mam nadzieję, że tak pozostanie.

              Natomiast powtarza się w Twoim wykonaniu - ale to nic zdrożnego, wolno Ci
              przecież tak myśleć! - teza o wyższości "życia na żywo" nad "życiem na niby",
              czyli - w domyśle - nad kontaktami z innymi LUDŹMI przy pomocy internetu np.
              I tu wraca dyskusja z wątku "Czy najważniejsze...": czy kontakty przez internet,
              to świat "realny", tylko w specyficzny sposób "emitowany" (w sensie emitowania
              informacji, np. o sobie) i odbierany - czy też, właśnie, "życie na niby".
              Ale ja też z kolei wrócę do starych przykładów: rozmowa przez internet nie jest
              gorsza od rozmowy telefonicznej, a przyjaźń zapoczątkowana dyskusją w internecie
              nie musi być mniej wartościowa od przyjaźni zapoczątkowanej spotkaniem w windzie.
              I wszystko jest w najlepszym porządku, a analogie do kontaktów osobistych pełne,
              choć środki przesyłania informacji - ograniczone.
              Chyba, że ktoś rozmowy telefoniczne i jazdę windą uzna za sens swego życia, a nie
              za korzystanie ze środków technicznych, które TYLKO to życie mają ułatwić.

              Pozdrawiam, po okresie pogody dość nieokreślonej - znów wiosennie!
              smile)


              profan napisał(a):

              > Witajcie smile I Ty, Tyu, tezsmile
              > Zgodnie z obietnica (choc z opoznieniem winkwypowiadam sie tez na temat
              > uzaleznienie lub nie od internetu.
              > Z gory przepraszam, jesli powtorze slowa wczesniej wypowiedziane, ale nie
              > studiowalam calego watku dokladnie.
              > Jak widac po czestotliwosci mych wizyt na forum, nie jestem osoba uzalezniona
              > od internetu wink, tak jak opisane na wstepie przypadki.
              > Jestem od internetu zalezna (i to bardzo !wink w pracy zawodowej, czyli w pewnym
              > sensie uzalezniona - od sieciowych mozliwosci technicznych.
              > Internet jest po prostu dla mnie narzedziem do otrzymywania i przekazywania
              > informacji oraz szybkiej komunikacji, czyli moje podejscie jest szalenie
              > pragmatyczne, a funkcja internetu scisle okreslona.
              > W przeciwienstwie do wielu osob, ktore (sadzac po ich niemalze stalej obecnosci
              > na forum) niemalze mieszkaja w swoim PC wink, traktuje wiec internet jako srodek
              > pomocniczy, jako srodek techniki, a nie mozliwosc kreowania wirtualnej
              > rzeczywistosci. Tym bardziej, ze moj real jest wystarczajaco stymulujacy i
              > zarloczny wink)
              > Samo zjawisko forum natomiast - jak pisalam wczesniej: forum jest dla mnie po
              > prostu miejscem wymiany pogladow na tematy mnie akurat interesujace, w dodatku
              > wyposazonym w ten komfort, ze odpowiedziec na nim mozna w czasie dogodnym dla
              > uczestnikow dyskusji.
              > Jako uboczna ciekawostka zainteresowala mnie dynamika i prawa rzadzace takiej
              > formy spotkan i rozmow miedzy ludzmi, poniewaz pewne prawidlowosci rzucaja sie
              > natychmiast w oczy i powtarzaja na innych dzialach forum GW. Podobnie, jak
              > niektorzy uczestnicy, ktorym czesto i dosc ewidentnie zaciera sie granica
              > miedzy rzeczywistoscia i wirtualnoscia wink
              > I tu zgodze sie z teza wyjsciowa, ze wymaga to chyba pewnych specyficznych cech
              > osobowosci (albo okreslonej sytuacji zyciowej, gdzie jedno z drugim moze, ale
              > nie musi wspolwystepowac). Nie mnie jednak oceniac, na ile mozna to przyrownac
              > do choroby alkoholowej - moze tylko w tym znaczeniu, ze i alkoholicy, i
              > internauci-nalogowcy uciekaja od rzeczywistosci... lub raczej w inny rodzaj
              > rzeczywistosci, mniej lub bardziej samodzielnie wykreowanej.
              > Ja osobiscie preferuje jednak "zycie na zywo", a nie "na niby" .
              > Pozdrawiam

              • profan Re: Do Tyu 26.03.02, 18:44
                Witaj Tyu smile
                Dziekuje za odpowiedz.
                Milo mi, ze nazwales mnie "osoba przyszlosciowa". Cokolwiek by to oznaczalo w
                glebszych rozwazaniach, moje ego poczulo sie mile poglaskane, a i dla ucha/oka
                brzmi/wyglada to przyjemnie i jakos tak futurystycznie wink

                Piszesz rowniez:
                > Natomiast powtarza się w Twoim wykonaniu - ale to nic zdrożnego, wolno Ci
                > przecież tak myśleć! - teza o wyższości "życia na żywo" nad "życiem na niby",
                > czyli - w domyśle - nad kontaktami z innymi LUDŹMI przy pomocy internetu np.
                > I tu wraca dyskusja z wątku "Czy najważniejsze...": czy kontakty przez internet
                > to świat "realny", tylko w specyficzny sposób "emitowany" (w sensie emitowania
                > informacji, np. o sobie) i odbierany - czy też, właśnie, "życie na niby".
                > Ale ja też z kolei wrócę do starych przykładów: rozmowa przez internet nie jest
                > gorsza od rozmowy telefonicznej, a przyjaźń zapoczątkowana dyskusją w internecie
                > nie musi być mniej wartościowa od przyjaźni zapoczątkowanej spotkaniem w
                windzie.
                > I wszystko jest w najlepszym porządku, a analogie do kontaktów osobistych pełne
                > , choć środki przesyłania informacji - ograniczone.
                > Chyba, że ktoś rozmowy telefoniczne i jazdę windą uzna za sens swego życia, a
                > nie za korzystanie ze środków technicznych, które TYLKO to życie mają ułatwić.

                Byc moze wyrazilam sie wczesniej niescisle, ale (jak juz na drugim Twym watku
                pisalam), absolutnie nie wykluczam mozliwosci przeniesienia znajomosci
                internetowej w real, a nawet rozwiniecia sie jej w przyjazn.
                Chodzilo mi glownie o znajomosci/przyjaznie (lub nienawisci), ktore istnieja
                tylko i wylacznie w niewymiernym wymiarze cyberspace.
                A takich zobaczylam sporo na forum/forach oraz w moich wczesniejszych
                doswiadczeniach z ICQ.

                Co do "zycia na zywo" versus "zycia na niby" - preferuje po prostu rzeczywistosc
                zamiast uciekania w jakiekolwiek fantazje (w tym TAKZE internetowe). Nie oznacza
                to, ze jestem przeciwna internetowej formie komunikacji sensu stricto - po prostu
                nie dorabiam do tego zadnego glebszego wymiaru.

                > Pozdrawiam, po okresie pogody dość nieokreślonej - znów wiosennie!
                > smile)
                Odwzajemniam sie slonecznie, tak jak sloneczny byl caly dzisiejszy dzien smile)
                PS. Jak sie posuwa wysilek konceptualny nad kolejnym watkiem? wink
                • Gość: tyu Do Profan IP: 195.117.103.* 27.03.02, 11:03
                  Profan (zalogowana, zauważyłem!) napisała dużo różnych rzeczy: mądrych, słusznych
                  i miłych, które wyjaśniają szereg wątpliwości, po czym - z właściwym sobie
                  wdziękiem - dodała:

                  > Odwzajemniam sie slonecznie, tak jak sloneczny byl caly dzisiejszy dzien smile)
                  > PS. Jak sie posuwa wysilek konceptualny nad kolejnym watkiem? wink

                  Hmm... no właśnie. Wysiłek BYŁ, koncepcja JEST, skutek BĘDZIE. Termin skutku
                  zostanie podany w odrębnym komunikacie. wink Nieodległym, mam nadzieję.

                  Pozdrawiam! Skąd tym razem? To widać. Wiosennie, jak wiosenne są porządki, co do
                  których mój obecny wysiłek, koncepcja... itd. Ich skutek też, MAM NADZIEJĘ,
                  będzie nieodległy...
                  smile

                  • profan Re: Do Tyu 27.03.02, 19:54
                    Witaj Tyu i dzieki za posta smile
                    Oraz za pozdrowienia wiosenno-porzadkowe wink) (ach, to slonce - choc cudowne -
                    obnaza bezlitosnie wszystkie zakamarki i ukryty w nich przez cala zime kurz...)

                    Czekam w takim razie cierpliwie-niecierpliwie na SKUTEK wysilku Twych szarych
                    komorek. W odpowiedzi Andrzejowi G na Twym drugim watku wyrazilam rowniez
                    nadzieje na pojawienie sie tegoz SKUTKU wink

                    Z wiosenno-wielkanocnymi pozdrowieniami
Pełna wersja