tyu
04.03.02, 18:44
Dawno, bardzo już dawno temu, bo przed równo miesiącem, otwarłem wątek
pt. "Czy 'najważniejsze jest niewidoczne dla oczu?'" Było tam o możliwości
poznania człowieka na podstawie jego tekstów, np. zapisanych na Forum GW.
Teraz, niejako dla symetrii, chciałbym przedstawić możliwą CENĘ tego poznania:
uzależnienie od Internetu. Jest to skrót artykułu Natalii Wojciechowskiej
w "Przeglądzie". Do niedawna pełny tekst tego artykułu był również na Onecie.
Kto nie zdążył, a chciałby poczytać - ma skrót.
Sprawdź: czy i Ty JUŻ jesteś uzależniony?
W porównaniu internetoholika z alkoholikiem nie ma nic dziwnego
Zaczyna się niewinnie. Ktoś wpada do kafejki na 15 minut. Wychodzi po pięciu
godzinach. Ma zaczerwienione oczy i błogi wyraz twarzy. Jeżeli przyjdzie
następnego dnia, będzie przychodził już zawsze.
Czatuję od dwóch lat - zwierza się dwudziestoletnia Mika. W tym czasie rozpadł
się mój związek. Zresztą wcale go nie potrzebowałam. Mam tu tylu wielbicieli...
Rocko jest eleganckim mężczyzną po trzydziestce. - Z ostatniej pracy mnie
zwolnili, bo zawalałem obowiązki. Zdarzało mi się nie spać po trzy noce.
Zdaniem Bogdana Woronowicza, specjalisty terapii uzależnień, mechanizm
zaplątywania się w internetową sieć jest prosty. Świat oczekuje od nas
perfekcyjności. Sprawia, że mamy małe poczucie własnej wartości. Wchodzimy w
świat wirtualny i od razu stajemy się dowcipni, piękni, atrakcyjni. Ludzie są
głodni zainteresowania ze strony innych - zgadza się Jadwiga Fudała, kierownik
Ośrodka Terapii Uzależnień w Pruszkowie. Satysfakcja z aplauzu, z jakim w
Internecie spotyka się nasza osoba, poprawia nastrój i wywołuje stan
euforyczny. W tym, że ludzie szukają sposobów na poprawienie sobie nastroju,
nie ma nic nienormalnego. Jeśli jednak ktoś rekompensuje sobie niepowodzenia w
życiu tylko przebywaniem w Internecie, możliwość wpadnięcia w nałóg jest
ogromna.
Najbardziej podatna na internetowe uzależnienie jest młodzież w okresie
dojrzewania, a także ludzie bardzo nieśmiali, zrozpaczeni z powodu swojej
samotności oraz osoby, które były już wcześniej od czegoś uzależnione.
Wszystkich potencjalnych internetoholików łączy to samo - są głęboko
sfrustrowani własnym życiem. A przebywanie w sieci daje złudne poczucie
bezpieczeństwa, bycia kochanym i potrzebnym. Słowom na monitorze komputera
przypisujemy większą wartość, niż mają one w rzeczywistości. Ponieważ w
wirtualnych kontaktach z drugą osobą pozbawieni jesteśmy informacji wizualnych
i werbalnych, wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Kreujemy wizerunek
internetowych rozmówców, który pasuje do naszych marzeń o partnerze idealnym.
To jest właśnie zgubny początek. Czujemy się w sieci tak dobrze, że chcemy tego
coraz więcej. Jak alkoholik po dwóch kieliszkach wódki. I wkrótce nie możemy
już bez tego żyć. Bo im głębiej wchodzimy w internetowy nałóg, tym bardziej
beznadziejna wydaje nam się rzeczywistość - wyjaśnia Halina Ginowicz,
specjalista psychoterapii uzależnień, która zajmuje się internetoholikami.
W porównaniu internetoholika z alkoholikiem nie ma nic dziwnego. To nałóg jak
każdy inny. Jednym z objawów nałogu jest utrata kontroli nad "przesiadywaniem"
w sieci. Człowiek obiecuje sobie, że tylko godzinę, a zostaje całą noc. Umawia
się ze sobą, że to ostatni raz, a wraca na drugi dzień.
Na początku Internet jest odkrywaniem możliwości. Wchodzimy do sieci i
zapominamy o kłopotach. Poczucie osamotnienia znika po kilku minutach. W
drugiej fazie zaczynamy zatracać poczucie granicy między światem wirtualnym a
realnym. Zaczynamy rezygnować z wielu osób i rzeczy, które były do tej pory
treścią naszego życia. Będąc w świecie realnym, nie możemy doczekać się momentu
wejścia do sieci. To jest etap przełomowy - wyjaśnia Halina Ginowicz. Albo
rozwinie się klasyczny nałóg, albo się zreflektujemy, dostrzegając negatywne
konsekwencje swojego działania. Horrendalne rachunki, stany chronicznego
zmęczenia, zaniedbywanie obowiązków, rozpad istniejących związków. Jeśli się w
porę nie opamiętamy, wkraczamy w trzecią fazę, w której następuje całkowita
ucieczka od świata realnego. Bez Internetu popadamy w głęboką depresję.
Towarzyszy nam ogromne napięcie emocjonalne i złość. Jesteśmy w szponach nałogu.
Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki badań, które wykazują, że 25% internautów
znajduje się w fazie głębokiego uzależnienia od Internetu już po sześciu
miesiącach od pierwszego kontaktu z siecią, otrzymamy alarmujący obraz skali
tego społecznego zjawiska.
Spustoszenie, jakie niesie ze sobą alkoholizm, widać gołym okiem - tłumaczy
Jadwiga Fudała. Tymczasem klasyczny internetoholik to kulturalny, wykształcony
młody człowiek, według opinii publicznej funkcjonujący zupełnie normalnie. A co
ważniejsze, według siebie samego też. W uzależnieniu tym obserwujemy bardzo
silny element wypierania, zaprzeczania i racjonalizacji nałogu - mówi dr
Woronowicz. Alkoholik cierpi, kiedy pije, i dzięki temu łatwiej zauważa
negatyne strony swojego uzależnienia. Natomiast nałogowy internauta "klika"
całe noce, ale jest mu z tym dobrze. Poza tym zwykle uważa, że to nie
uzależnienie, tylko słabość.
Wszyscy psychoterapeuci wiedzą o rosnącej skali tego nałogu, ale nie ma
konkretnej terapii. Nie stawiam diagnozy "uzależnienie od Internetu" - mówi
Krzysztof Korona, wykładowca Podyplomowego Studium Psychologii na poznańskim
uniwersytecie. Opracowuję terapię pod kątem leczenia zaburzeń osobowości.
Od strony psychologicznej obraz internetoholika jest identyczny z obrazem
alkoholika - twierdzi Jadwiga Fudała. Podstawą każdego uzależnienia jest
ucieczka od realnego życia. Terapia internetowego nałogowca powinna iść w
kierunku zrozumienia, po co to robi, co mu to zastępuje i czego mu w życiu
brakuje. Pierwszy etap leczenia polega na uświadomieniu pacjentowi, że w ogóle
jest uzależniony. Trzeba wypracować konstruktywną wizję trzeźwego życia -
tłumaczy Halina Ginowicz. Wyrzucenie komputera nic nie da. Chory zastąpi go
inną używką. Poza tym w uzależnieniu mówi się tylko o zatrzymaniu choroby. W
internetoholizmie następuje ono, kiedy pacjent potrafi zaakceptować abstynencję
od komputera.
Dlatego trzeba uczulić rodziców, żeby dziecko miało inne zainteresowania
poza "klikaniem". Tymczasem rodzice są zadowoleni, że młody człowiek siedzi w
domu, nie pije, nie bierze narkotyków i nie wpada w złe towarzystwo. Nawet
jeśli się niepokoją, że większość czasu spędza przed monitorem, przymykają na
to oko, jako na mniejsze zło.