szall
12.01.12, 20:20
Czas zabijania
Pisanie o polityce jest zajęciem tyleż pociągającym, co pozbawionym sensu.
Przypomina nurkowanie w bezdennym szambie tylko po to, żeby wyciągnąć jakiś oślizły ekskrement i ze zdumieniem i świętym oburzeniem godnym idioty wykrzyknąć:
- O! Jakież gó... tu znalazłam!
Pytanie brzmi: Co innego można znaleźć w bezdennym szambie?
Dlatego unikam z całego serca ( i pozostałości rozumu) pisania felietonów intencjonalnie politycznych.
Polityczne stają się niejako po drodze, gdzieś między kropką a przecinkiem.
Między słowami.
Między wierszami.
Ale dziś napiszę wprost, bo gó..., które ostatnio wybiło z szamba jest spektakularne.
Brawo!
Jedną ustawą, szczującą na siebie wzajemnie lekarzy i farmaceutów, budzącą paniczny strach przed urzędnikami, jakiego nawet u Kafki trudno szukać, dokonano rzeczy na pozór nieosiągalnej w czasach obsesyjnej politycznej poprawności.
Oto w majestacie prawa wprowadzono tylnymi drzwiami ustawę o eutanazji.
Ustawę o eksterminacji przez zaniechanie.
Przewlekle chorzy.
Nie wiesz jelonku co to oznacza, zanim los/Bóg* (*niepotrzebne skreślić) nie skaże cię na codzienną zależność od kilku tabletek, plasterków, paseczków, igiełek, ampułek.
Biedni.
Nie wiesz jelonku jak to jest, zanim dojmujący głód nie zaprowadzi cię pod śmietnik, gdzie akurat wyrzucili śmierdzącą kaszankę.
Starzy.
Dowiesz się, co to znaczy.
Szybciej, niż ci się wydaje.
Jelonku.
Tusku, Arłukowiczu.
Czy płakalibyście razem ze mną dziś w aptece w miasteczku Ch?
Czy w waszych obłąkanych umysłach pojawiłoby się krótkie spięcie, znane jako współczucie?
Stałam w kolejce po (szczęściara ze mnie) jakiś drobiazg.
Stałam bardzo długo, bo przede mną płakała kobieta, która przyniosła recepty z czerwonymi pieczątkami.
Kobieta w wytartym, wiatrem podszytym paltociku, z nogami spuchniętymi jak banie, owiniętymi bandażami.
Ta kobieta płakała, bo wydano na nią wyrok śmierci, tam, w Warszawie.
Sentencja brzmiała tak:
- Tysiąc siedemnaście złotych musiałaby pani zapłacić, bo ja mogę pani wydać tylko na sto procent.
Brawo, brawo i po trzykroć brawo.
W cywilizowany sposób, gładko i bez żenady można się w ten sposób pozbyć tych ludzkich śmieci, tych chorych, starych, obciążających święty budżet państwa.
Widzę (na razie tylko w wyobraźni) pochód, coś na kształt ostatniej pielgrzymki tych, których życie nie jest już żadną wartością, bo są za biedni, żeby żyć. Idą, nadciągają ze wszystkich stron tego pięknego kraju, żeby położyć się i umrzeć przed kancelarią premiera, który zabawił się w Boga.
Lemingi, umierające za święty budżet, po to, żeby Polska rosła w siłę, a politykom żyło się dostatniej.
Widzę (niech mi się spełni) premiera, który bije się w piersi (przecież ja to robiłem dla dobra pacjentów – łka).
I widzę ostatnią konferencję prasową, na której miotani wyrzutami sumienia Tusk z Arłukowiczem wykonują przed kamerami gest Przybyła.
Skutecznie.
Bądźcie zdrowi, Ludziska.
Annaq Maria Nowakowska