TVIND - wiedz co Ci grozi

10.03.02, 17:29
W reportażu opublikowanym 7 marca w Magazynie �Gazety� napisaliśmy, że pod pozorem działalności
charytatywnej duńska organizacja Tvind werbuje młodych ludzi z całego świata, także Polaków, do szkół
wolontariackich. Tam są zmuszani do zbierania pieniędzy na ulicach, pracy w sortowniach odzieży i na
budowach. Po pół roku wyjeżdżają na własny koszt do Afryki, Azji lub Ameryki Południowej. Szef sekty Amdi
Petersen ukrywał się 23 lata przed policją. W połowie lutego został aresztowany w Los Angeles pod zarzutem
defraudacji.
Jeśli coś wiesz o Tvind wypowiedz się.
Reportaż �Szef zamieszkał w raju�:
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=726004&dzial=011201
    • Gość: Anka szczyt zawodowej niekompetencji IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 10.03.02, 17:55
      juz to, jak sformulowany jest Panstwa list, kaze wierzyc, ze nie maja Panstwo
      pojecia, o czym pisza. radze sprawdzac wiadomosci, bo renome latwo stracic, a
      publiczne zniwazanie i psucie opinii jest karalne sadownie.

      pozdrawiam z Danii
      Anka
    • Gość: wild czy to konkurencja dla Owsiaka i "datków"od Belki? IP: *.net.bialystok.pl 10.03.02, 18:30
      redakcja napisał(a):

      > W reportażu opublikowanym 7 marca w Magazynie �Gazety� napisaliśmy, że pod poz
      > orem działalności
      > charytatywnej duńska organizacja Tvind werbuje młodych ludzi z całego świata, t
      > akże Polaków, do szkół
      > wolontariackich. Tam są zmuszani do zbierania pieniędzy na ulicach, pracy w sor
      > towniach odzieży i na
      > budowach. Po pół roku wyjeżdżają na własny koszt do Afryki, Azji lub Ameryki Po
      > łudniowej. Szef sekty Amdi
      > Petersen ukrywał się 23 lata przed policją. W połowie lutego został aresztowany
      > w Los Angeles pod zarzutem
      > defraudacji.
      > Jeśli coś wiesz o Tvind wypowiedz się.
      > Reportaż �Szef zamieszkał w raju�:
      > <a href="wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=726004&dzial=011201"targ
      > et="_blank">wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=726004&dzial=011201</a>

      czy tak samo jak ja są zmuszani do dobrych uczynków rączkami defraudanta RP
      Belki?? smile
      • Gość: Słońce Re: do Ani IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.02, 21:36
        Wydaje mi się, że powinnością dziennikarzy jest pisanie o tego typu zjawiskach,
        nie rozumiem więc oburzenia forumowiczów.
        Aniu - wypowiedz się na ten temat, ale kompetentnie. Dlaczego wg. ciebie
        zarzuty są nieprawdziwe? Wyborcza ma to do siebie, że zanim się zdecydują coś
        opublikować, mają co do tego 100% pewności - za bardzo sobie cenią swoją
        renomę. Myślę, że nie masz racji...podaj konkrety
        pzdr
        • Gość: hawkmoon Re: do Ani IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 10.03.02, 21:58
          Niestety nie masz racji ze 100 proc. pewnością co do faktów publikowanych w
          GW. Przypomnij sobie wielki zajawiany czerownymi literami na pierwszej stronie
          reportaż o przemycie narkotyków w herbacie. Następnego dnia po publikacji
          Gazeta rakiem wycofała się z tej historii, bo dziennikarz dał się nabrać
          napalonemu mitomanowi. ALbo reportaż sprzed kilku miesięcy o losie Japonek
          mieszkających w Polsce - wyssany z brudnego palca reporterki Wysokich Obcasów.

          Przykre, ale takie historie zdarzają się we wszystkich mediach i we wszystkich
          gazetach - lenistwo, głupota, ambicja pismaków są nieograniczone.
          • Gość: Malwa Re: do Ani IP: *.chello.pl 10.03.02, 22:39
            Co do Japonek - to punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

            Natomiast do Ani - moze bardziej konkretnie, chyba się nie wstydzisz, jesli
            sama tez dałaś sie wciągnąć do tego wolontariatu?
            • Gość: martinez byłem w TVIND - wszystko prawda cz.1 IP: *.chello.pl 11.03.02, 10:45
              Witam,
              tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
              nie słyszał.
              Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
              na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
              Berlinie.
              Tak czekała na mnie para Norwegów.
              Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
              naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
              etc.
              Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
              gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
              ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
              się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
              jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
              nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
              W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
              W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
              nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
              Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
              w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
              natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
              więcej forsy, bym miał co jeść.
              Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
              okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
              wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
              okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
              parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
              Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
              sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
              dzieciom bajki opowiadali.
              Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
              Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
              Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
              kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
              Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
              wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
              większości wyglądające na mocno przeterminowane.
              Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
              np. scjentolodzy).
              A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
              zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
              okazało się, żę to właśnie scjentolodzy.
              Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
              potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
              Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
              chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
              nadaję...
              Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
              mózg, weź co swoje, i w nogi.
              • Gość: Carramba i Tobie,czlowieku wierze IP: 80.62.70.* 11.03.02, 20:19
                Jestem obecnie w jednej z placowek Humany.Nie powiem ktorej,bo ktos tu z
                organizacji weszy...niedlugo uciekam,ale nim to nastapi chcialem naprawde komus
                uwierzyc.Nie "Tomkowi",ktoremu na popularnosciach i pieniadzach zalezy,ale
                wlasnie komus takiemu jak Ty.Dzieki.Teraz juz wiem,ze do Afryki powinienem
                wybrac sie z kim innym.
                • Gość: maciek sprawdz to sam :) IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.03.02, 17:00
                  powodzenia Carramba smile
                  tylko mam nadzieje ze wyjdziesz drzwiami i pozegnasz sie ze znajomymi...

                  man to nie jest program dla wszystkich, nie wszyscy sie nadaja, badz nie tego
                  szukaja,nie jest lekko, ale najwazniejsze zeby odejsc z tarcza,
                  a nie np. obwiniac wszystkich za wszystko a nie przyznac sie ze sam nie daje rady
                  by sprostac wyzwaniom ktore ten program stawia przed DI
                  twierdze ze jest to niezla szkola zycia i kazdy powinien doswiadczyc
                  wolontariatu,
                  niekoniecznie z humana, choc uwazam ze jesli masz czas i chcesz poznac naprawde
                  wartosciowych ludzi z calego swiata, nauczyc sie i doswiadczyc zecz ktorych nie
                  jestes wstanie doswiadczyc w domu , badz ze znajomymi w pubie czy na studiach
                  to zapraszam!!!, ups
                  jesli nie chceesz z humana to jest mnostwo org wysylajacych wolontariuszy do
                  krajow trzeciego swiata, najwazniejsze jest by to zrobic, nie wazne z jaka org,
                  pojechac do afryki, azji, i pracowac dla ludzi potrzebujacych(i jesli zaczniesz
                  sie tym interesowac, to zobaczysz ze koszty szkolen np. 2-3 miesiecznych
                  pokrywaja sie czasem z kosztami za program 14 miesieczny)

                  tego rodzaju program przygotowuje do samodzielnego podejmowania decyzji, pracy w
                  grupie z ludzmi z calego swiata w roznym przedziale wiekowym z roznych grup
                  spolecznych, solidarnosci, daje mozliwosc sprobowania sie w trudnych warunkach,
                  daje mozliwosc konfrontacji z samym soba,itp..., poza tym rodza sie wielkie
                  przyjaznie, milosci, jest to wyjatkowe miejsce i byc tu to napewno ciekawe
                  doswiadczenie, przynajmniej tak jest tutaj...

                  i niech artykul pani magdy nie wzbudza w was ludzie nienawisci do TG, bo zostalo
                  przez TG zrobione naprawde wiele dobrych zeczy i dalej bedzie robione, spokojna
                  glowa,

                  ale jesli to nie jest dla ciebie Carramba, to nie jestes pierwszym ktory
                  zrezygnuje i nie ostatnim,
                  pozdrawiam

                  Gość portalu: Carramba napisał(a):

                  > Jestem obecnie w jednej z placowek Humany.Nie powiem ktorej,bo ktos tu z
                  > organizacji weszy...niedlugo uciekam,ale nim to nastapi chcialem naprawde komus
                  >
                  > uwierzyc.Nie "Tomkowi",ktoremu na popularnosciach i pieniadzach zalezy,ale
                  > wlasnie komus takiemu jak Ty.Dzieki.Teraz juz wiem,ze do Afryki powinienem
                  > wybrac sie z kim innym.

                  • Gość: Martinez Re: sprawdz to sam :) IP: *.chello.pl 15.03.02, 20:48
                    Gość portalu: maciek napisał(a):

                    > powodzenia Carramba smile
                    > tylko mam nadzieje ze wyjdziesz drzwiami i pozegnasz sie ze znajomymi...
                    >
                    Sorry, ale z kim miałem się żegnać - z 50-letnim kucharzem okrętowym i parą
                    Norwegów, dla których jedyną interesującą rzeczą na świecie zdawało się być
                    wykonanie planu remontu budek na używaną odzież?
                    Ludzie Humany zachowują się jak najlepsi komuniści - pracują dla organizacji, a
                    jednostka dla nich zerem, jednostka bzdurą. Żaden nie zapyta, kim właściwie
                    jesteś, skąd i dlaczego się wziąłeś - liczy się tylko robota (partyjna).
                    To właśnie odrzucało mnie od początku - ten powiew
                    sekciarstwa/partyjniacta/komunizmu. Całkowita koncentracja na celach organizacji,
                    bez świadomości, że jest ona robiona przez ludzi i dla ludzi.
                    I tak jak partia komunistyczna, jest TVIND skupiony na sobie, nieufny wobec
                    obcych, a zarazem przekonany o własnej dziejowej misji i wyższości nad resztą
                    świata.
                    A przez okno zwiałem dokładnie z powodu atmosfery panującej w TVIND - tego
                    fanatycznego oddania dla organizacji, które uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję lub
                    krytykę jej poczynań lub metod. To właśnie mój strach wtedy przed stanięciem
                    przed moimi "opiekunami" i powiedzeniem im, że wyjeżdżam - w końcu jako
                    wolontariusz mogę powiedzieć "stop" w każdym momencie, prawda? - jest największym
                    oskarżeniem TVIND i jej metod nacisku psychicznego i prania mózgu.
            • Gość: martinez byłem w TVIND - wszystko prawda IP: *.chello.pl 11.03.02, 10:45
              Witam,
              tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
              nie słyszał.
              Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
              na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
              Berlinie.
              Tak czekała na mnie para Norwegów.
              Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
              naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
              etc.
              Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
              gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
              ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
              się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
              jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
              nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
              W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
              W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
              nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
              Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
              w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
              natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
              więcej forsy, bym miał co jeść.
              Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
              okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
              wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
              okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
              parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
              Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
              sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
              dzieciom bajki opowiadali.
              Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
              Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
              Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
              kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
              Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
              wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
              większości wyglądające na mocno przeterminowane.
              Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
              np. scjentolodzy).
              A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
              zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
              okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
              Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
              potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
              Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
              chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
              nadaję...
              Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
              mózg, weź co swoje, i w nogi.
            • Gość: martinez byłem w TVIND - wszystko prawda IP: *.chello.pl 11.03.02, 10:45
              Witam,
              tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
              nie słyszał.
              Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
              na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
              Berlinie.
              Tak czekała na mnie para Norwegów.
              Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
              naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
              etc.
              Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
              gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
              ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
              się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
              jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
              nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
              W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
              W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
              nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
              Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
              w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
              natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
              więcej forsy, bym miał co jeść.
              Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
              okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
              wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
              okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
              parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
              Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
              sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
              dzieciom bajki opowiadali.
              Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
              Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
              Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
              kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
              Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
              wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
              większości wyglądające na mocno przeterminowane.
              Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
              np. scjentolodzy).
              A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
              zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
              okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
              Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
              potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
              Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
              chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
              nadaję...
              Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
              mózg, weź co swoje, i w nogi.
          • ksch Re: do Ani 12.03.02, 15:30
            Dziennikarz (lub jak niektórzy tu wolą "pismak") musi działać z tzw.
            starannością dziennikarską, wystrzegając się pomówień i oszczerstw. To rzecz
            oczywista, ale jednocześnie redaktor to nie prokurator, nie musi rozpoczynać
            drobiazgowego śledztwa w każdej sprawie. Jeżeli ma wiarygodnych informatorów, z
            różnych źródeł to ma nie tylko prawo ale i obowiązek napisania o tym.
            Wybór w takiej sprawie jak ta duńska zasadza się na prostej zależności: czy
            lepiej żeby dziennikarz napisał o niej nie mając 100% pewności i naraził tą
            organizacje czy raczej nie napisał, narażająć tym samym kolejnych wolontariuszy
            na wyzysk.
            • Gość: nikt Re: do ksch i reszty swiata IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.03.02, 17:22
              jasne masz troche racji chociaz ja nie wierze w moralnosc dzinnikarska, mysle ze
              tutaj bardziej chodzi o kariere
              obym sie mylil, oczywiscie
              ale jesli tak jest jak mowisz, to znaczy ze teraz, juz po wywolaniu burzy i
              dyskusji
              bedzie mozna znalesc sprostowania, w takim samym formacie i umiejscowieniu jak
              pierwszy artukol
              NP: " Doswiadczenia wolontariuswzy z pracy w TVIND" - wywiad z kims z TG, itp...
              ...
              i ze to co zostanie powiedziane zostanie wydrukowane,
              na pierwszej stronie wyborczej, www

              jesli tak to znaczy ze w naszym kraju istnieje wolna prasa, jesli cos takiego nie
              bedzi mialo miejsca, a juz wiemy ze pani marta popelnila troszke bledow i
              wykazala sie plaskim, "karierowiczowskim", zreszta nie pierwszy raz juz w swej
              histori podejsciem do tematu( polska-
              psychologia.edu.pl/wwwpspit/promet/02.htm - DZIENNIKARSKA KACZKA),
              to znaczy ze to gazeta manipuluje ludzkimi emocjami poto bo oficjalnie zarobic
              pieniadze na zwiekszonych nakladach a nie TG ktorej niczego nie udowodniono


              ksch napisał(a):

              > Dziennikarz (lub jak niektórzy tu wolą "pismak") musi działać z tzw.
              > starannością dziennikarską, wystrzegając się pomówień i oszczerstw. To rzecz
              > oczywista, ale jednocześnie redaktor to nie prokurator, nie musi rozpoczynać
              > drobiazgowego śledztwa w każdej sprawie. Jeżeli ma wiarygodnych informatorów, z
              >
              > różnych źródeł to ma nie tylko prawo ale i obowiązek napisania o tym.
              > Wybór w takiej sprawie jak ta duńska zasadza się na prostej zależności: czy
              > lepiej żeby dziennikarz napisał o niej nie mając 100% pewności i naraził tą
              > organizacje czy raczej nie napisał, narażająć tym samym kolejnych wolontariuszy
              >
              > na wyzysk.

            • Gość: Anka do ksch IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 00:27
              i wlasnie o te starannosc chodzi, ktorej nie bylo! czy nikt z was, ludzi, nie
              widzi, ze pytano tylko jedna strone???

              a Tvind jest w gazetach co rok od dwudziestu lat, kaczka raczej stara, wiec
              pani Magdalena mogla z laski swojej sprawdzic, o czym pisze. nie byla zreszta
              pierwsza dziennikarka z Polski w Tvind, ale pierwszej nikt nie wydrukowal (maj
              2001), bo nie napisala sensacji.
              wiec dla przekory stwierdzila, ze napisze ksiazke. a zeby ksiazka byla
              wiarygodna, sama sie zapisze jako wolontariuszka. co sie stalo w listopadzie
              ubieglego roku (w miedzyczasie jej gazeta splajtowala, wiec ona sama stala sie
              prawdziwa bezrobotna dziennikarka) i trwa do chwili obecnej.
              ironia losu?
              ups.

              pozdrawiam
              Anka
              • ake Refleksja po przeczytaniu wszystkiego 16.03.02, 15:53
                Jestem zaskoczony naiwnością myślenia aż tak wielu dyskutantów.
                Nieprawdopodobne, jak łatwo jest manipulować ludźmi.
                Podnieście poprzeczkę swojemu intelektowi.
                Takie rzeczy trzeba zauważać idąc - szkoda czasu zatrzymywać się dla nich.
                Wolontariat - kompletnie niektórych pojebało.
                Dobra ktoś musi wytworzyć!!! - żadna akcja charytatywna nie mnoży dóbr, co nie
                znaczy, że niemożliwe jest zrobienie na tym interesu.

        • Gość: maciek Konkrety??? www.humana.org / www.drh.movement.org IP: *.in-addr.btopenworld.com 11.03.02, 12:46

          piosenka ktora nie istnieje, jest spiewana przez wiekszosc krajow afrykanskich,
          nawet na oficjalnych uroczystosciach panstwowych
          nie prawda jest takze ze nie ma kontaktu z wolontariuszami z chin czy
          centralnej ameryki
          a to ze ja otrzymuje pieniadze za to ze zajmuje sie rekrutacja to jest
          oszczerstwo, i ciekaw jestem czy moglbym na tym zrobic fundraising na jakis
          fajny cel, jesli tak to napewno bede probowal
          bo niestety to swiadczy ze Pani Magda nawet nie przygotowala sie na temat na
          jakich zasadach jest sie czlonkiem teachers group, a to juz swiadczy o
          calkowitej nieznajomosci tematu

          a najgorsze jest to ze nie pytala mnie o nic, wiedziala wszysto od poczatku
          najlepiej
          pozdrawiam
          maciek
          • Gość: jajo Re: Konkrety??? www.humana.org / www.drh.movement.org IP: 217.98.33.* 14.03.02, 01:59
            Gość portalu: maciek napisał(a):

            >
            > piosenka ktora nie istnieje, jest spiewana przez wiekszosc krajow afrykanskich,
            >
            > nawet na oficjalnych uroczystosciach panstwowych

            FAKTYCZNIE!
            to zmienia postać rzeczy
            ...
            • Gość: Anka jajo, punkt dla Ciebie! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 22:54
              ale milo wiedziec, ze ta piosenka istnieje, prawda? wink
              a co piosenki wytej przez pania dziennikarke - jak kilka linijek wczesniej
              napisala, byla jedna z tych, ktorzy ja ulozyli. moze jej tez wyprali mozg?!!!
              Aaaaaaa!!! wink))

              pozdrawiam
              Anka
        • buczkowa Re: do Ani 11.03.02, 22:19
          6 marca br. wróciłam z Mozambiku, gdzie pracowałam jako wolontariuszka przy
          projekcie Ajuda ás Crianças (Pomoc Dzieciom) w pobliżu Maputo prowadzonym pod
          patronatem ADPP (Ajuda do Desenvolvimento Povo para Povo jest jedna z
          kilkudziesieciu instytucji wchodzących w sklad federacji Humana People to
          People). Obecnie przebywam w Campus California TG (również członek Federacji)
          odbywając, po półrocznym szkoleniu i tyleż trwającym pobycie w Afryce, trzeci
          etap programu dla wolontaruszy.
          Temat podjęty przez Panią Grzebałowską, jak i jej wątpliwości, nie są obce
          nikomu, kto odbywał lub odbywa program dla Development Instructor (oficjalny
          termin przyjęty przez Federację dla wolontariusza). Autorka – jak przeczytałam
          w „Od Redakcji” Pani Teresy Torańskiej – „udowadnia”, że Humana People to
          People zarabia na nas krocie opierając się na relacji jednego z uczestników
          programu, który zrezygnował z treningu po 5 miesiącach, na swoich własnych
          doświadczeniach z procesu rekrutacji, na relacjach duńskich dziennikarzy oraz
          na informacjach zawartych na stronach www.tvindalert.org.uk.
          Na pierwszy rzut oka ilość źódeł, z których autorka korzysta jest imponująca –
          mimo to czuję się zobligowana do paru słów komentarza, przede wszystkim ze
          względu na dużą liczbę nieprawdziwych informacji, na jakie w tym artykule
          natrafilam.
          Oto główne punkty, które nie są zgodne z rzeczywistością, z jaką zetknęłam sie
          podczas moich ponad rocznych doświadczeń z Humaną:
          - W czasie pobytu w Afryce byliśmy objęci grupowym ubezpieczeniem
          zdrowotnym, które umożliwiało nam bez ograniczeń testy, konsultacje i pobyt w
          prywatnych klinikach, jak również pokrywało koszty zakupu lekarstw.
          - Jedzenie, transport niezwiązany z pracą na projekcie oraz rozrywki
          opłacaliśmy z kieszonkowego, ktore stanowiło rownowartość 120 USD i trzykrotnie
          przekraczało przeciętną płacę miejscowego pracownika państwowej instytucji –
          nie wiem wiec jak wspomnianemu w artykule wolontariuszowi udalo sie w Afryce
          glodować.
          - Większość projektów, które widziałam zapewnia wolontariuszom osobę,
          która gotuje posiłki, sprząta i pierze.
          - Na projekcie rzeczywiscie mogliśmy w dużej mierze decydować czym i jak
          intensywnie się zajmowaliśmy – w zwiazku z tym przypadki przepracowania nie są
          mi znane ani z autopsji ani z relacji znajomych.
          - Netup (praca oferowana przez Humanę tym, którzy nie mogą zapłacić za
          szkolenie) jest dostępny dla Polaków. Pracowałam przez 6 tygodni w sklepie z
          używaną odzieżą w Sztokholmie i w tym czasie było tam 5 innych osób z Polski.
          Nikt nie spał pod mostem.
          - Pieniedzy z Netupu nie dostaje się do ręki (poza kieszonkowym na
          transport i jedzenie), z tego prostego względu, że przyciągałoby to osoby
          niezainteresowane programem, które traktowałoby to jako źródło szybkiego
          zarobku.
          - Decydując się na rozpoczęcie programu wpłaca się tzw. enrollment fee,
          od którego, po okazaniu biletów, odliczane są koszty dojazdu na infoweekend (do
          1000 dkr).
          - Infoweekendy odbywające się w szkołach nie są powodem dla którego
          ludzie wyjeżdżają na fundraizing – wręcz przeciwnie, nasza obecność w czasie
          tych weekendów byla bardzo pożadana.
          - Fundraizing wg planu powinien zając 6 tygodni, a nie jak autorka
          sugeruje 12. W przypadku mojej grupy trwał prawie 7.
          - Ponieważ wszyscy uczestnicy programu byli zaangażowani w prowadzenie
          szkoły, wiedzieliśmy rownież, co dzieje się z naszymi pieniędzmi z
          fandraizingu. Nie było mowy o tym, że mogły być one użyte na inne cele niż
          wydatki szkoły, podobnie jak pieniądze, które zarobiliśmy w Netupie lub
          wplaciliśmy z własnej kieszeni (ok 1/3 grupy faktycznie zapłacila w ten sposób,
          reszta dostała stypendia, ewentualnie pracowała w promocji przez kilka tygodni
          przed rozpoczęciem szkolenia).
          - Bilet do Afryki i z powrotem, szczepienia, leki przeciwko malarii,
          moskitiery i wszelkie inne wydatki związane z wyjazdem zostały również pokryte
          z pieniędzy, które uzbieraliśmy.
          - Za zrezygnowanie z programu nie pobiera się kar pieniężnych. Jeżeli
          osoba zaplaciła za kurs z własnej kieszeni, otrzymywała zwrot za pozostałe do
          końca treningu miesiące, nie licząc bieżacego miesiąca.
          - Umowa o przystąpieniu do Teachers Group jest ustna i wiąże na 2 lata,
          5 lub bezterminowo z możliwością rezygnacji w każdej chwili.
          - Używana odzież jest rozdawana w krajach Trzeciego Świata tylko w
          przypadkach klęsk żywiołowych - w innych warunkach odbierałoby to szansę
          rozwijającym się powoli lokalnym producentom.
          - W Chinach otwarto niedawno szkołę dla DIs. Jak dotąd nie ma tam
          projektów, na których można by po treningu pracować.
          Kwestie, które powyżej poruszylam należą do kategorii „zbyt rażące by
          ignorować”. Myślę natomiat, że komentowanie na temat tzw. psychomanipulacji,
          wyglądu siedziby głównej w Zimbabwe, czy częstotliwości z jaką Stina zwykła się
          uśmiechać mija się z celem.
          Na zakończenie chcę podkreślić, że nie jest moim zamiarem bronienie Teachers
          Group, czy Amdi Petersena. Sama mam wiele wątpliwości, a 14 miesięcy w tej
          organizacji nie czyni ze mnie eksperta ani w kwestii afrykańskiej muzyki
          ludowej (trudno jest mi więc powiedzieć, czy „Ti ende pamoci” pochodzi z
          Mozambiku), ani w sprawie Teachers Group.
          Ten czas nie osłabił jednakowoż moich zdolności do krytycznego myślenia. Od
          pisma o takiej renomie jak „Magazyn” oczekiwałabym większej rzetelności w
          przygotowywaniu artykułów, jak również eksponowania faktów zamiast opinii.
          Serdecznie pozdrawiam

          Anita Buczkowska
          • Gość: Zyczliwy Do Wszystkich IP: *.dialup.online.no 12.03.02, 01:45
            Droga Anito i Wszyscy zainteresowani,
            Krotkie sprostowanie:
            1.Praca w Net Up jest nielegalna dla osob z poza Unii Europejskiej.
            Na spotkaniu informacyjnym tzw.preparatory weekend ,menager ds.promocji
            zaproponuje Ci stypedium+dodatkowy fund raising przed programem lub poinformuje
            cie o mozliwosci zdobycia pieniedzy w jednym z krajow Unii np.Irlandii.
            2.Rezygnujac z programu w czasie jego trwania zaplacisz kare za zerwanie
            warunkow umowy miedzy Toba a szkola tzw.cancelation fee (ok.2500 pln).
            3.Podczas fund raisingu pieniadze ze sprzedazy gazet sa przesylane na konto
            organizacji HPP (np.w Szwecji na konto UFF Sweden).Tak naprawde nie wiemy czy
            te pieniadze wspieraja projekty Humany w Afryce.
            Wszystkim zainteresowanych praca wolontariusza z Humana,rekomenduje glebsza
            analize argumentow za i przeciw. Wszystkich zainteresowanych tematem zapraszam
            na spotkanie:
            Hotel Metropol
            Warszawa
            23 Marca
            godz.13

            Pozdrawiam,
            Zyczliwy
            • Gość: buczkowa Re: Do Wszystkich IP: *.sisqtel.net 12.03.02, 07:04
              Drogi Zyczliwy,
              doskonale wszyscy wiedzielismy ze pracujemy na czarno
              ale dzieki za informacje

              o Humanie bedzie jeszcze burzyc sie w szklance wody przez jakis czas, a potem
              ucichnie,
              kazdy, kto sie z tym zetknal bedzie mial inna historie do opowiedzenia, bo
              Humana ma, wg mnie, tyle twarzy ile ludzi w TG, ilu DIs, ile szkol, ile
              projektow, ile swirow i ludzi, ktorzy wiedza, co robia i dlaczego
              tak, jak napisal voyteck1 nikt tam mozgu nikomu nie pierze, nie bardziej w
              kazdym razie niz szkola, media, czy pani na kasie dzis-w-zlym-humorze
              ja teraz widze te szkoly i afryke jako miejsce tylko dla ludzi, ktorzy naprawde
              chcieli sobie rok z zyciorysu wyrwac, zrobic przerwe w baletach i przezyc cos
              innego, moze pierwszy raz w zyciu nie zadac tyko dla siebie
              no i sprobowac zyc w stadzie, tak do bolu
              ach, nie wiem, nie chce mi sie o humane walczyc, ja swojego doswiadczenia nie
              zamienilabym na nic na swiecie, mimo wielu frustracji, ktore temu towarzyszyly
              ale to bardziej juz sa ludzie i naga idea wokol tego programu, i fakt, ze dalam
              im szanse
              serdeczne wszystkich pozdrawiam i zycze milej wiosny smile
              anita
          • Gość: Anna otwarcie... IP: *.dialup.online.no 12.03.02, 01:54
            Witam,
            Z zaciekawieniem czytalam zarowno artykul pani Grzebalowskiej jak i szereg
            wypowiedzi na czacie. Problem ten dotyczy mnie bezposrednio. Zastanawiam sie
            nad zerwaniem kontraktu z Humana,organizacja, co do ktorej moje zaufanie
            gwaltownie spadlo. W szkole, w ktorej jestem, glosno mowi sie o zlej reputacji,
            jaka cieszy sie Humana w Danii i Szwecji, by ne powiedziec w calej Skandynawii.
            Nie ukrywa sie przed wolontariuszami rowniez afery kryminalnej, ktora wlasciwie
            dopiero nabiera rozpedu. Adwokat Shapiro, znany ze swej bezwzglednosci, jest w
            stanie uwolnic od zarzutow Petersena. Szkoly funkcjonuja i beda funkcjonowac
            dopoty, dopoki beda ludzie, ktorzy postawia swoj podpis na wlasciwym
            dokumencie. I tutaj zaczyna sie caly dramat. Podpisanie sie pod Humana oznacza
            bowiem swiadome opowiedzenie sie po stronie tych, ktorzy stoja na szczycie i
            nie pokazuja w mediach swojej twarzy, by powiedziec AFRYKA POTRZEBUJE
            WOLONTARIUSZY. Czy maja cos do ukrycia? Ale jednoczesnie jest to krok w strone
            dzialania w dobrym celu, ktore staje sie perspektywa i metoda, wymaga
            zaangazowania. Wybor kazdego z nas jest decydujacy...

            Anna Nieszporek
          • Gość: Anka dziekuje IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 00:17
            dziekuje, dziekuje, dziekuje!
            milo w swiecie opentanych sensacja oszolomow spotkac kogos, kto jest realista i
            nie boi sie mowic prawdy.
            nie mam pojecia o finansach samej gory, ale dolu, czyli wolontariuszy, nikt tu
            nie oszukuje.

            (wstyd, pani Magdaleno, wstyd.)
    • Gość: martinez byłem w TVIND - wszystko prawda IP: *.chello.pl 11.03.02, 10:12
      Witam,
      tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
      nie słyszał.
      Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
      na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
      Berlinie.
      Tak czekała na mnie para Norwegów.
      Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
      naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
      etc.
      Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
      gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
      ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
      się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
      jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
      nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
      W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
      W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
      nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
      Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
      w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
      natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
      więcej forsy, bym miał co jeść.
      Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
      okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
      wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
      okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
      parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
      Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
      sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
      dzieciom bajki opowiadali.
      Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
      Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
      Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
      kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
      Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
      wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
      większości wyglądające na mocno przeterminowane.
      Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
      np. scjentolodzy).
      A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
      zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
      okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
      Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
      potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
      Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
      chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
      nadaję...
      Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
      mózg, weź co swoje, i w nogi.
      • Gość: Anka nie wszystko! ;) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 11.03.02, 12:53
        hmm, to uciekanie noca przez okno to chyba lekka przesada. a co do "pioracych
        mozg" pogadanek i filmow - spedzilam tu juz ponad pol roku i z reka na sercu
        moge powiedziec, ze kazda kolejna wracajaca z Afryki grupa tak jest nia
        urzeczona, ze az trudno uwierzyc, ze im ktos czegos nie wypral. ale po
        tygodniu - dwoch dochodza do siebie i zaczynaja opowiadac bardziej
        realistycznie. a ja tymczasem CHCE pojechac, a potem wrocic i przez tydzien -
        dwa byc w tym samym, co oni, stanie ducha! jest piekny! i prawdziwy.

        pozdrawiam
        Anka
      • voyteck1 I ja tam byłem, miód i wino piłem 11.03.02, 22:30
        Cześć,
        W odróżnieniu od wielu głosów mój nie będzie na nie. A to dlatego, że po
        sześciu latach pobyt w Tvind wspominam bardzo dobrze, no ale pamieta się raczej
        dobre rzeczy. Do Danii pojechałem w 1995 r. do miejscowości Ulfborg ( to tam
        gdzie jest ten duży wiatrak). Tvind znajduje sie kilka kilometrów od Ulfborg, w
        lesie. Jest to zespół różnych szkół, ja byłem w Travelling Folk High School. Ze
        szkołą niewiele to miało wspólnego, ale o tym przekonałem się póżniej. Czas mój
        upływał na sprzątaniu naszej hali sportowej (każdy z nas miał jakieś
        indywidualne prace do wykonania) i na "studiowaniu". Piszę w cydzysłowie, bo
        nauka była to raczej kiepska. Każdy z członków mojej 12-osobowej grupy miał
        prowadzić jakąś lekcję, co właściwie sprowadzało się do luźnych dyskusji o
        różnych rzeczach. Naszym celem był wyjazd do Indii, aby poznać ludzi
        mieszkających na ulicach. Po powrocie do Danii mieliśmy z tej wyprawy
        sporządzić raport. Okazało się, że nasza grupa potraktowała całą sprawę ulgowo,
        bo wyjazd do Indii był dla nas największą przygodą w życiu, podróżą tak
        wspaniałą, że niezapomnianą!
        Wydaje się Wam, że jestem jednym z tych, którym wyprano mózg. Nic bardziej
        błędnego. Podczas pobytu w Danii byłem osobą niesubordynowaną. Popijałem piwko
        i inne alkohole, popalałem też trawkę. A trzeba Wam wiedzieć, że obie te rzeczy
        są surowo w Tvindzie zabronione. Ależ jakże tak zakazany owoc smakował! Do dziś
        z rozrzewnieniem wspominam jak pod osłoną nocy i krzaczków przekradaliśmy się
        do Ulfborga po piwo! Moja grupa nie była w tym wyjątkowa, wszyscy tak robili.
        Nie myślcie sobie jednak, że Tvind to w dodatku sekta zmuszająca do alkoholu.
        Jak juz wspomniałem było to zabronione.
        Nasze zarobkowanie polegało na sprzedawaniu kwiatów doniczkowych (kupionych w
        hurtowni). Chodziliśmy z tymi kwiatkami po domach i oferowaliśmy je po
        zawyżonych cenach. Z różnym skutkiem, najczęściej jednak dobrym. Pieniądze te
        zbierane były do jednego "wora" - dla naszej grupy. Nie ważne było ile kto z
        nas uzbierał. Liczyła się grupa. Pieczę nad kasą sprawował nasz opiekun - Ole
        Tarp - z zamiłowania iluzjonista. Oprócz tego w sezonie przedświąteczym( a ten
        rozpoczyna się w Danii pod koniec Października) sprzedawaliśmy na deptakach
        dużych miast Kartki świąteczne. Były to kartki z Fundacji Na Rzecz AIDS -
        oficjalnej organizacji. Zestaw kartek sprzedawaliśmy po 20 Koron, z czego 6
        było dla nas, a 14 dla Fundacji. W ten oto sposób zarobiliśmy na wyjazd do
        Indii.
        Teraz muszę podkreślić jedną arcyważną rzecz. NIKT NAS DO NICZEGO NIE ZMUSZAŁ.
        ANI DO PRZCY, ANI TYM BARDZIEJ DO ŻEBRANIA!!! Pamiętać należy, że byliśmy tam
        dobrowolnie i w każdej chwili mogliśmy zrezygnować z uczestnictwa.
        Po przeczytaniu artykułu w Magazynie na kilka spraw spojrzałem jednak inaczej.
        Faktycznie nie widziałem żadnych faktur - być może mieli sporo lewej kasy.
        Z 5 spędzonych miesięcy , 2 ostatnie byłem jakby nielegalnie - nie miałem wizy.
        Ale wtedy się tym nie przejmowałem - zrzucałem to na karb słabej organizacji.
        Mieliśmy mnóstwo pogadanek na różne tematy - ale nie odbierałem tego jako
        indoktrynację, a jako stek bzdur głoszonych przez nawiedzonych ludzi. Jeszcze
        raz przypominam, nikt nas do niczego nie zmuszał.
        Piszę to wszystko bo uważam,że negatywne relacje są przesadzone. Już podczas
        mojego pobytu Tvind nie miał dobrej prasy, ale nikt nie traktował tego jako
        sekty. Niepotrzebnie straszycie ludzi. Ci co tam jadą robią to dobrowolnie, a i
        wrócić mogą kiedy chcą.
        Jeśli ktoś chce poznać więcej szczegółów z mojego pobytu w Tvindzie, proszę o
        sygnał.
        • Gość: carramba Re: I ja tam byłem, miód i wino piłem IP: 80.62.70.* 12.03.02, 17:48
          To tez prawda.Tu nie jest tak,zeby ktos Ci mozg wypieral,lub do czegos
          zmuszal.Wszystko co robisz,robisz,bo chcesz.Ludzie,ktorzy sa z Toba,sa
          sympatyczni.Nie lazi za Toba zaden TVIND-teacher.
          Ale fakt jest faktem-nie wszystko jest rozowe.Nie wszystko jest jasne,nie na
          wszystkie pytania dadza Ci odpowiedz.Chcesz,jedz.Twoja sprawa.Chcesz
          odejsc,prosze bardzo.
          Powod,dla ktorego chce jechac z kim innym,nie calkiem jest zwiazany z TVIND-
          afera.Gdyby to miala byc tylko przygoda,to zostalbym.Sprzedawalbym gazetki na
          ulicach,czy zebral,jak twierdza niektorzy.Ale chce kiedys wrocic do
          kraju,pracowac w PAH,a TVIND-przeszlosc moze mi to uniemozliwic.Dlatego
          wyjezdzam do Afryki z kim innym.To juz postanowione.
          Macka zlosliwosc mnie powala.Nie zamierzam wymykac sie cichcem w srodku
          nocy.Nigdy czegos takiego nie robilem i nie zrobie.Powod,dla ktorego ludzie tak
          sie wymykaja,jest zapisany w umowie i sa to oczywiscie pieniadze,zwrot kosztow.
          Nie to,ze tchorza,albo,ze beda ich tu sila zatrzymywac...
          Pozdrawiam.
          • Gość: maciek Re: I ja tam byłem, miód i wino piłem IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.03.02, 20:57
            hej Carramba bez urazy, to nie bylo do ciebie, napisalem tak bo rozsmieszyl
            mnie list martinez ktory uciekal przez okno...
            pozdrawiam
    • Gość: Anka dzieki Slonce, hawkmoon, martinez! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 11.03.02, 10:36
      jasne, ze mam wiecej wiadomosci. zbieram je juz od prawie roku. ale macie
      cierpliwosc do dwudziestostronicowego raportu??? wink

      pozdrawiam
      Anka
    • Gość: Martinez Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.chello.pl 11.03.02, 10:45
      Witam,
      tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
      nie słyszał.
      Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
      na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
      Berlinie.
      Tak czekała na mnie para Norwegów.
      Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
      naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
      etc.
      Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
      gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
      ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
      się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
      jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
      nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
      W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
      W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
      nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
      Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
      w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
      natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
      więcej forsy, bym miał co jeść.
      Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
      okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
      wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
      okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
      parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
      Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
      sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
      dzieciom bajki opowiadali.
      Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
      Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
      Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
      kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
      Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
      wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
      większości wyglądające na mocno przeterminowane.
      Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
      np. scjentolodzy).
      A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
      zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
      okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
      Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
      potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
      Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
      chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
      nadaję...
      Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
      mózg, weź co swoje, i w nogi.
    • fortunata byłem w TVIND - wszystko prawda 11.03.02, 10:45
      Witam,
      tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
      nie słyszał.
      Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
      na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
      Berlinie.
      Tak czekała na mnie para Norwegów.
      Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
      naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
      etc.
      Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
      gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
      ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
      się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
      jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
      nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
      W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
      W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
      nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
      Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
      w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
      natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
      więcej forsy, bym miał co jeść.
      Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
      okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
      wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
      okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
      parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
      Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
      sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
      dzieciom bajki opowiadali.
      Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
      Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
      Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
      kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
      Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
      wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
      większości wyglądające na mocno przeterminowane.
      Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
      np. scjentolodzy).
      A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
      zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
      okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
      Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
      potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
      Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
      chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
      nadaję...
      Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
      mózg, weź co swoje, i w nogi.
    • fortunata Re: TVIND - wiedz co Ci grozi 11.03.02, 10:45
      Witam,
      tak, byłem w TVIND, i to chyba w roku 1990 albo 1991, kiedy jeszcze nikt o nich
      nie słyszał.
      Ukazało się ogłoszenie, zresztą w GW, o pracy w wolontariacie etc., pojechałem
      na rozmowę do willi w Aninie, potem kazano mi zjawić się na dworcu kolejowym w
      Berlinie.
      Tak czekała na mnie para Norwegów.
      Pracowałem przez tydzień w Berlinie, na terenie wyścigów konnych Karlshorst,
      naprawiając budki na używaną odzień Humany, rozwożąc je po różnych okolicach
      etc.
      Potem pociągiem pojechałem do Danii, gdzie byłem przez kilka dni w Juelsminde,
      gdzie najpierw prano mi troszeczkę mózg (filmy, pogadanki), a potem podpisano
      ze mną umowę, gdzie zgadzałem się przekazywać organizacji cały zarobek. Odbyło
      się to w ten sposób, że wyrażałem zgodę na kolejne punkty umowy rozmawiając z
      jadącym samochodem i mówiącym przez komórkę prawnikiem - była to absolutna
      nowość wtedy i robiła wrażenie - ale facet ma fuchę, pracuje w samochodzie.
      W nagrodę zabrano mnie do McDonaldsa, gdzie zjadłem aż dwa BigMaki.
      W Juelsminde uczestniczyłem też w sadzeniu drzew (tree planting day), co było
      nawet ok - zasadziliśmy setki drzewek dookoła głównego budynku i na terenie.
      Potem wywieziono mnie z powrotem do Niemiec, gdzie przez dwa tygodnie zasuwałem
      w Hamburgu, remontując budki Humany. Kieszonkowe, które miałem na jedzenie,
      natychmiast wydałem na płyty CD i temu podobne, i o dziwo, "pożyczono" mi
      więcej forsy, bym miał co jeść.
      Potem jeszcze tydzień w Utrechcie w Holandii, z 50-letnim byłym kucharzem
      okrętowym, remontowanie budek Humany, no i miałem już dość tej żenady,
      wieczorem przez kolacją spakowałem plecak i z duszą na ramieniu zwiałem przez
      okno, do kolejki podmiejskiej, stamtąd do schroniska młodzieżowego i
      parędziesiąt godzin później byłem z powrotem w W-wie.
      Podsumowując - TVIND to ewidentnie ściemniona organizacja, zarzuty o
      sekciarstwie potwierdzam - piorą mózg nowym adeptom opowiadając o Afryce, jakby
      dzieciom bajki opowiadali.
      Mają kasę, ale granice przekraczają często nielegalnie (mnie np. wwieziono z
      Danii do Niemiec na pace duńskiego TIR-a, bez żadnej kontroli paszportowej).
      Cały wolontariat to praca przy remoncie budek - przynajmniej ja ze zbieraniem
      kasy na ulicy nie miałem nic wspólnego.
      Generalnie - potężna organizacja robiąca dużą kasę (widać po nieruchomościach,
      wyposażeniu), a informacje o działalności w Trzecim Świecie w zdecydowanej
      większości wyglądające na mocno przeterminowane.
      Ale nie są to mordercy, ani ludzie, którzy naprawdę mogliby wyprać ci mózg (jak
      np. scjentolodzy).
      A propos tych ostatnich - swego czasu wiodąc życie emigranta w Wiedniu
      zgłosiłem się w odpowiedzi na jakieś ogólnikowo brzmiące ogłoszenie o pracy, o
      okazało się, że to właśnie scjentolodzy.
      Najpierw prali nam mózg przez dobre parę godzin - filmy, pogadanki, książki - a
      potem zrobili test, który miał sprawdzić naszą przydatność do organizacji.
      Na wszystkie pytania odpowiadałem kompletnie na chybił trafił, całkowicie
      chaotycznie - po czym pokazano mi "uczony" wykres dowodzący, że świetnie się
      nadaję...
      Pozdrawiam wszystkich, również Anię z Danii, i mam jedną radę: to ty wypierz im
      mózg, weź co swoje, i w nogi.
      • Gość: martinez Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.chello.pl 11.03.02, 11:00
        Hej, sorry za ten spamming, ale serwer Gazety chyba trochę szwankował...
        M.
        • Gość: martinez sorry za spamming!!! IP: *.chello.pl 11.03.02, 11:01
          sorry raz jeszcze - mogłem to przewidzieć, cóż, niecierpliwość...
          M.
    • Gość: Mariusz Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.polkomtel.com.pl 11.03.02, 11:58
      Parę miesięcy temu chciałem zostać wolontariuszem i nawiązałem kontakt z
      Humaną. Na szczęście nie wyjechałem, dostaję jednak regularne maile. Dwa dni po
      opublikowaniu artykułu w Magazynie dostałem maila z informacją, że w
      najbliższych dniach (niestety skasowałem maila i nie mogę sprawdzić dokładnie)
      w Hotelu Metropol w Warszawie będzie organizowane spotkanie dla wszystkich
      chętnych, którzy chcą zostać wolontariuszami. Warto by było sprawdzić tą
      informację, by nie dopuścić do wciągnięcia kolejnych naiwnych do tej
      organizacji. Ktoś inny z POlski z pewnością dostał podobnego maila i będzie
      mógł podać konkretny termin.

      Pozdrawiam
      Mariusz
      • Gość: emu Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.wieniawa.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 15:44
        witajcie!
        no,właśnie,podobnie jak Mariusz jesienią zastanawiałam się nad przystąpieniem
        do wolontariuszy TVIND/humany.chciałam zobaczyć Afrykę, poznać jakieś inne
        życie.tu wiało dołęm,zimnem,powtarzalnością,no- deprecha.przyjaciółka znalazła
        mi to ogłoszenie,napisałąm i jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mnie przemiły
        Peter z Danii.pogadaliśmy,potem wysłałam formularze,dostałam
        zaproszenia,gazetki i takie tam.zaczęłąm się dowiadywać o netup,bo forsy brak...
        i na tym się skończyło...URATOWAŁO MNIE MOJE LENISTWO,NIEZDECYDOWANIE I BRAK
        PIENIĘDZY ORAZ NIECHĘĆ DO WSZYSTKIEGO CO PACHNIE KRWISTYM, FANATYCZNYM
        ALTRUIZMEM!!!
        Wiecie co,tak mi się zdaje, że na Humanę natną się ci, którzy tego bardzo
        chcą,może najlepsi, na pewno najbardziej bezkrytyczni.i tylko dzieci żal!!!
        pozdrawiam wszystkich serdecznie,pa! emu
        ps:napisałąm tvindom,żeby się odczepili,ale wątpię,czy to zrobią...
        ps2: KONIECZNIE SPRAWDZCIE TO SPOTKANIE W MARIOTCIE!!!TEZ NIE WIEM KIEDY,BO TEŻ
        SKASOWAŁAM.PA!
    • Gość: Bartek prawda IP: *.digi.com.br 11.03.02, 21:25
      mam za soba miesiac tzw. netupu (spedzonego na nielegalnej pracy na farmie w
      poblizu Juelsminde), 6 miesiecy tzw. okresu przygotowawczwego w tzw. szkole
      Tvindu i polroczny pobyt w Zimbabwe.
      I calkowicie wierze w kazde slowo zamieszczone w reportazu Gazety. Osobiscie
      znam Tule z Finlandii, ktora fundraising w Sztokholmie zalicza do najgorszych
      momentow w zyciu ( to ta od parkow, choc jesli chodzi o mosty to nie
      wspominala ).
      Powtarzam, wszystko to prawda. Ale nie cala - zabraklo w reportazu poglodow
      osob takich jak ja, czy tez wielu innych Polakow, ktorzy do Afryki - badz na
      inny kontynent trafili. I cos tam osiagneli. I wcale nie oznacza to, ze sa
      cyniczni lub tez ich mozgi zostaly calkowicie wyprane przez czlonkow TG.
      Choc i tacy sie pewnie zdarzali.
      • Gość: sylwka Re: prawda IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 22:05
        Witam
        oto data spotkania, dokladny cytat:

        23rd of March at 1pm
        Hotel Metropol
        Ulica Marszałkowska 99a,
        00 - 693 Warszawa

        swoja droga dostalam az 3 maile informujace o tym spotkaniu,
        lekka przesada ale w sumie mozna to tez odebrac jako troske
        gdyby nie to spotkanie w warszawce musialabym leciec do danii, te koszty....
        jestem naprawde wdzieczna Gazecie za ten artykul, bo wlasnie chcielismy z moim
        facetem wyjezdzac do chin...
        plany ponownie poszly w leb, trzeba szukac pracy - szara rzeczywistosc,
        ale wole to niz glodowanie i zebranie
        pozdrawiam



        • Gość: kasia Re: prawda IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 22:11
          Witam, pozwalam sobie skopiowac, to co juz umiescilam na forum:
          Bylam na info weekendzie w Danii. Podpisuje sie pod artykulem z gazety.
          Wszystko sie zgadza z moimi ( i nie tylko moimi ) spostrzezeniami. To sekta, a
          w najlepszym przypadku organizacja wyciagajaca kase od naiwnych ludzi.
          Przegladalam programy do nauki -same banaly, malo precyzji i merytoryki.
          Rozmawialam z ludzmi , ktorzy tam byli. No coz...wiekszosc zdala sobie sprawe o
          co w tym wszystkim chodzi, ale trudno im sie wycofac poniewaz zbyt duzo
          zainwestowali: walka z bliskimi, skonczenie z normalnym zyciem... A poza tym
          naprawde wyjezdza sie do Afryki... No i oprocz pracy fizycznej w osrodku lub
          zebraniny nic sie nie robi. Kompletny luz, zero innych obowiazkow, myslenia o
          codziennosci.
          Zaproszenie na spotkanie w Warszawie tez dostalam. Ewidentnie jakas akcja
          przeciwkryzysowa.



        • Gość: maciek Re: prawda IP: 213.122.232.* 12.03.02, 09:55
          hej Sylwka, przyjdz na spotkanie i sama sie przekonaj, juz tutaj mozesz
          zauwazyc ze poglady na temat tvindu sa rozne...
          pozdrawiam
        • Gość: Anka Re: prawda IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 14:58
          i tak nie masz sobie co zawracac glowy. w chwili obecnej HUMANA zaprzestala
          przyjmowania jakichkolwiek wolontariuszy spoza UE. nie warto. nie dotrzymuja
          umow, nie splacaja dlugow, a na koniec wypisuja bzdury.
          szara codziennosc.
          pozdrawiam
          Anka
          • Gość: carramba Re: prawda,o nie,Anka nieprawda IP: 80.62.70.* 12.03.02, 18:00
            Ludzie spoza UE nadal sa przyjmowani.Dowod?Kolejny infomeeting w Warszawie.A
            cynizm zostaw sobie na kiedy indziej smile Ludzie spoza UE czy wewnatrz...wszedzie
            sa tacy sami.Skad ta nienawisc i zlosc,skoro chcesz pomagac?
            • Gość: Anka moze tak, moze nie IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 00:11
              ok, zostaly jeszcze dwie szkoly w Danii, ktore "lubia" ludzi spoza UE, ale
              dyrektorka jednej z nich dzis oficjalnie powiedziala, ze nie moze i juz.
              centrala w Tvind od prawie roku wysyla do szkol prosby o zaprzestanie ich
              przyjmowania, ale szkoly sa niezalezne, wiec dyrektorzy robia, co im sie
              podoba. przyjmowac moze przyjma, ale na nowych zasadach: pol roku w Danii, pol
              roku w Anglii. chociaz i Anglia tydzien temu nie chciala sie zgodzic na
              wpuszczenie studentow Humany.
              spotkanie w Warszawie, zgodnie z zapowiedziami, ma byc raczej konferencja
              prasowa (zgodnie ze spodziewanym natlokiem pseudo-bezrobotnych, a w
              rzeczywistosci dziennikarzy incognito - uklon w strone pani Magdaleny).
              cynizm chetnie bym sobie zostawila na pozniej, ale mi sie nie udaje, bo czuje
              sie zdradzona przez wlasny kraj - usiluje spelnic swoje marzenie i naprawde
              wierze w to, co robie, a nagle zostaje zalana powodzia e-maili od znajomych,
              insynuujacych, ze mi wyprano mozg i odarto z czci i wiary. pani Magdalena, obok
              zamierzonej zapewne sensacji, spowodowala cos, czego raczej nie moge jej
              wybaczyc - zrobila z ludzi, ktorzy chca nadac sens swemu zyciu i zrobic cos
              naprawde wartosciowego (w tym mnie i mojego narzeczonego) bande idiotow. a
              tymczasem nawet nie zebrala zadnych sensownych informacji. po info-weekendzie
              moglabym powiedziec to samo, co ona. ale chcialam dac tej organizacji i sobie
              szanse. i jestem szczesliwa. wiec kiedy nagle slysze, ze to dlatego, ze mi
              wyprano mozg, szlag mnie trafia, krew zalewa, w uszach huczy. nie jestem
              glupia, do cholery! sprawdzilam, w co sie pakuje i zaakceptowalam warunki. i,
              jezeli ogolnoeuropejski sezon ogorkowy na Tvind, po raz pierwszy tego roku
              odkryty w Polsce, skonczy sie, jak sie konczyl przez ostatnie dwadziescia lat -
              kompletna cisza, ja tego epilogu nie mam zamiaru ogladac. za tydzien nasza
              grupa ma szczepienia, podania o wizy i pozwolenie na prace juz dawno wyslane,
              moim zadaniem jest zarezerwowac bilety i poki ode mnie to zalezy - za poltora
              miesiaca bede w Afryce!
              zegnaj, niewdzieczny swiecie!!! wink

              pozdrawiam
              Anka
              • Gość: carramba Re: moze tak, moze nie IP: 80.62.70.* 13.03.02, 14:00
                Anka,ja to rozumiem...czuje sie jakby mnie chciano zamknac w wariatkowie...ja
                mowie jak jest,a oni,za to nieprawda,jakby wiedzieli,jakby tu byli...to
                smutne...jestem na tyle slaby,ze sie ugialem i wyjezdzam juz wkrotce... sad
                • Gość: Anka kompletny paragraf 22 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 23:51
                  dzis moja wlasna matka, do ktorej od pol roku przynajmniej raz na tydzien
                  pisze, mowie, co i jak, jak sie mam i co robie, od czasu do czasu dzwonie (a
                  co, szkola mi pozwala!) napisala do mnie okropnie dlugi list o tym, jak to
                  cierpie i nikt mi sie z nia nie pozwala kontaktowac. na Boga! nawet ona
                  przeciwko mnie?!!! kogo slucha? gazet, czy mnie?!!

                  ale poddac sie?...

                  pozdrawiam
                  Anka
            • Gość: bebiko Re: prawda,o nie,Anka nieprawda IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 20:17
              Gość portalu: carramba napisał(a):

              > Ludzie spoza UE nadal sa przyjmowani.Dowod?Kolejny infomeeting w Warszawie.A
              > cynizm zostaw sobie na kiedy indziej smile Ludzie spoza UE czy wewnatrz...wszedzie
              >
              > sa tacy sami.Skad ta nienawisc i zlosc,skoro chcesz pomagac?
              Nie pytaj carramba skad ta zlosc - zobacz skad Anka wyslala list - z Danii. Czyli
              skad jest??? Za odpowiedx 5 punktow
              • Gość: Anka Re: prawda,o nie,Anka nieprawda IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 23:52
                a tobie co tak zalezy, zeby wszystkim pokazac, ze jestes PRZECIW???
                zazdroscisz?!

                pozdrawiam
                Anka
    • Gość: Bogdan Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 22:15
      Przeczytałem z ciekawością i ze strachem artykuł w Magazynie GW. Ponieważ nasze
      dziecko jest wolontariuszem w Humanie, a nasze informacje o tej organizacji
      były znikome zdecydowałem się tam pojechać. W zeszłym roku na jesieni znalazłem
      się w jednej ze szkół w Danii w Bogense. Zostałem przyjęty przez szefową szkoły
      Panią Karen lub o podobnym imieniu, widziałem ją w sumie 2 lub 3 razy w trakcie
      pobytu. Dano mi do dyspozycji domek 3 pokojowy gdzie mogłem zamieszkać sam. Był
      to podobno domek dla nauczycieli. Jedzenie w formie stołu szwedzkiego 3 razy
      dziennie. Na posiłkach spotkałem się z wolontariuszami w tym 3 z Polski,
      nauczycielami z The Teachers Group oraz dziećmi ze szkoły w różnym wieku.
      Rozmawialiśmy o wszystkim w miarę mojego angielskiego. Byłem tam 3 lub 4 dni.
      Nie wiem czy po tak krótkim czasie można wiele ocenić. Niewiele dowiedziałem
      się o organizacji szkoły. Robiło to trochę na mnie wrażenie komuny, co nie
      wywarło u mnie wiele zachwytu. Następnie ponieważ chciałem zobaczyć Kopenhagę.
      Dostaliśmy klucz do pustego mieszkania szefowej w Kopenhadze po jej ojcu
      architekcie z pięknymi obrazami, porcelaną i meblami. Było to dla mnie trochę
      szokiem, gdyż nie wiem czy ktokolwiek w Polsce po kilku dniach znajomości
      oddałby swoje mieszkanie nieznajomemu do dyspozycji. Dostaliśmy samochód do
      Kopenhagi, karnet na przejazd przez most itp. W trakcie wolontariatu syn był 3
      razy w Polsce i Szwecji. Daleki jestem od potępiania wszystkiego w czambuł jak
      również bagatelizowania i oceny pozytywnej na wyrost. Warto wszystko ocenić,
      wyjaśnić, by nie zniszczyć pozytywów, ale też nie należy być łatwowiernym i dać
      się zwieść na co zawsze zwracaliśmy uwagę dzieciom. Wydaje się, że warto
      rozmawiać z ludźmi, którzy wrócili z Afryki, Ameryki, Indii czy Chin, gdyż to
      powinno wiele wyjaśnić i pozwoli również ocenić gdzie jest prawda. Przecież te
      dzieci chcą robić dobrze, ale też nie należy pozwolić żeby im się stała
      krzywda.

      zatroskani Rodzice
    • Gość: Bogdan Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 22:22
      Przeczytałem z ciekawością i ze strachem artykuł w Magazynie GW. Ponieważ nasze
      dziecko jest wolontariuszem w Humanie, a nasze informacje o tej organizacji
      były znikome zdecydowałem się tam pojechać. W zeszłym roku na jesieni znalazłem
      się w jednej ze szkół w Danii w Bogense. Zostałem przyjęty przez szefową szkoły
      Panią Karen lub o podobnym imieniu, widziałem ją w sumie 2 lub 3 razy w trakcie
      pobytu. Dano mi do dyspozycji domek 3 pokojowy gdzie mogłem zamieszkać sam. Był
      to podobno domek dla nauczycieli. Jedzenie w formie stołu szwedzkiego 3 razy
      dziennie. Na posiłkach spotkałem się z wolontariuszami w tym 3 z Polski,
      nauczycielami z The Teachers Group oraz dziećmi ze szkoły w różnym wieku.
      Rozmawialiśmy o wszystkim w miarę mojego angielskiego. Byłem tam 3 lub 4 dni.
      Nie wiem czy po tak krótkim czasie można wiele ocenić. Niewiele dowiedziałem
      się o organizacji szkoły. Robiło to trochę na mnie wrażenie komuny, co nie
      wywarło u mnie wiele zachwytu. Następnie ponieważ chciałem zobaczyć Kopenhagę.
      Dostaliśmy klucz do pustego mieszkania szefowej w Kopenhadze po jej ojcu
      architekcie z pięknymi obrazami, porcelaną i meblami. Było to dla mnie trochę
      szokiem, gdyż nie wiem czy ktokolwiek w Polsce po kilku dniach znajomości
      oddałby swoje mieszkanie nieznajomemu do dyspozycji. Dostaliśmy samochód do
      Kopenhagi, karnet na przejazd przez most itp. W trakcie wolontariatu syn był 3
      razy w Polsce i Szwecji. Daleki jestem od potępiania wszystkiego w czambuł jak
      również bagatelizowania i oceny pozytywnej na wyrost. Warto wszystko ocenić,
      wyjaśnić, by nie zniszczyć pozytywów, ale też nie należy być łatwowiernym i dać
      się zwieść na co zawsze zwracaliśmy uwagę dzieciom. Wydaje się, że warto
      rozmawiać z ludźmi, którzy wrócili z Afryki, Ameryki, Indii czy Chin, gdyż to
      powinno wiele wyjaśnić i pozwoli również ocenić gdzie jest prawda. Przecież te
      dzieci chcą robić dobrze, ale też nie należy pozwolić żeby im się stała
      krzywda.

      zatroskani Rodzice
      • Gość: syn dzieki tatko ze jestes :) IP: *.in-addr.btopenworld.com 12.03.02, 17:28
        hej tatko nic cie nie martw, znasz mnie i wiesz ze jest ok,
        kocham cie bardzo i zawsze jestem z toba
        pozdrawiam cala familie smile
        dziekuje ci za twoj spokuj i opanowanie i ze napisales tu dwa slowa
        hej


    • Gość: MS wszystko o TVIND - z innej perspektywy IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:29
      w odpowiedziach reportaz, ktory nigdy pewnie nie doczeka sie publikacji. zdaje
      sie, ze wolimy sensacje, prawda?

      pozdrawiam
      MS
      • Gość: MS DOBRE ZLEGO POCZATKI? IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:31
        Dzialaja na pieciu kontynentach, w 34 krajach, w samej Afryce prowadza ponad
        sto projektów, z otwartymi ramionami przyjmowanych przez rzady takich krajów
        jak Botswana czy Mozambik, a jednak ich wlasna ojczyzna, Dania, sciga ich,
        oskarza o wyludzenia i sekciarstwo, traktuje jak kryminalistów. Wiec jaka w
        koncu jest prawda o dzialalnosci HUMANA People to People?

        Szczypta historii

        Zanim sama organizacja oficjalnie rozpoczela swoja dzialalnosc w 1977, grupa
        zlozona z nauczycieli i ich uczniów (wkrótce nazwana Teachers’s Group),
        zdecydowala sie na niekonwencjonalna lekcje geografii i historii – kupili
        autobus, przerobili na swoje potrzeby i ruszyli w podróz przez Europe i Bliski
        Wschód do Pakistanu, Indii, Tajlandii. Nastepnie na pól roku przeniesli sie do
        Australii, gdzie pracowali, by wkrótce kupic nowy autobus i po raz kolejny
        ruszyc w droge przez Maroko, Algierie, Tunezje, Libie i Egipt.
        Po powrocie, w 1970, chcac kontynuowac idee i dac innym szanse na przezycie tej
        samej przygody, zalozyli The Travelling High School, pierwsza w Danii szkole,
        która miala ksztalcic poprzez podróze i wlasne doswiadczenia. Pomysl okazal sie
        hitem lat siedemdziesiatych, kiedy to w projekcie wzielo udzial tysiace
        Europejczyków, lacznie zwiedzajac ponad 140 krajów. E¥ Z
        Popularnosc przyniosla rozwój organizacji – do pierwszej dolaczylo
        kilkanascie nowych szkól, z siedzibami nie tylko w Danii, ale takze, miedzy
        innymi, w Norwegii, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, Indiach i na Karaibach,
        by ostatecznie, w roku 1977, doprowadzic do rozszerzenia formuly i utworzenia
        UFF(U-landshjælp fra Folk til Folk, nazwa przetlumaczona na angielski jako
        DAPP – Development Aid from People to People), a wkrótce stowarzyszenia HUMANA
        People to People, laczacego niezaleznie dzialajace organizacje utworzone na
        bazie pierwszego UFF. Idea byla prosta – praca z uchodzcami w Mozambiku.
        Wkrótce o pomoc zwrócilo sie takze dopiero co wyzwolone Zimbabwe. Filie HUMANY
        zaczely stopniowo osiadac w krajach, w których dzialaly, dajac poczatek
        wspólczesnemu “imperium”.
        Jak wiec doszlo do tego, ze preznie dzialajaca i szybko rozwijajaca sie
        organizacja, udzielajaca niezbednej pomocy najbardziej potrzebujacym, a
        jednoczesnie ksztalcaca glodna swiata mlodziez z calej Europy i zajmujaca sie
        edukacja “trudnych” dzieci w Danii, stracila nagle wsparcie wlasnego rzadu,
        spoleczne poparcie dla prowadzonych przez siebie akcji, a wzamian zyskala
        opinie wyzyskujacej dzieci sekty, dzialajacej poza prawem? A moze raczej
        pytanie powinno brzmiec:

        Kim jest Amdi?

        Najbardziej kontrowersyjna postac swoich czasów w Danii. Tak
        przynajmniej kaze wierzyc ilosc artykulów na jego temat i ich nieslabnaca
        popularnosc, choc od czasu, gdy po raz pierwszy ukazaly sie w druku, minelo juz
        prawie dwadziescia lat. Przez ten czas legendarny zalozyciel The Travelling
        High School i nieslawnej Teachers’s Group zebral na swoim koncie oskarzenia o
        dzialania na niekorzysc dunskiej gospodarki (ze szczególnym uwzglednieniem
        sympatyków energii nuklearnej), bledy w sztuce nauczania, wspieranie wojny
        palestynsko-izraelskiej, trenowanie bojówkarzy querilli z
        Zimbabwe, wyludzenia od narodu i rzadu dunskiego, jak i wielu innych, glównie
        charytatywnych organizacji, oraz oszustwa podatkowe na sume przynajmniej 75
        milionów koron dunskich (okolo 37,5 miliona zlotych polskich), “pranie mózgów”
        nieswiadomych zagrozenia wolontariuszy, zgadzajacych sie na uczestnictwo w jego
        programie, a takze, który to fakt zdaje sie byc najpowazniejszym dla Dunczyków
        zarzutem, posiadanie nieprzyzwoicie luksusowej rezydencji na Florydzie (zgodnie
        z ostatnimi doniesieniami prasowymi – na Fidzi).
        Jak wiele z tych zarzutów jest prawda, badz posiada w sobie ziarno
        prawdy, pozostawiam zdrowemu rozsadkowi czytelników. Faktem jest, iz 17. lutego
        2002 roku Mogens Amdi Petersen, 62-letni obywatel Danii, zostal aresztowany w
        Stanach Zjednoczonych i do chwili obecnej (7.03.2002) przebywa w areszcie w Los
        Angeles. Faktem jest równiez, ze w trakcie rozprawy wstepnej konieczna byla
        interwencja Poula Gade, oskarzyciela z Danii, gdyz amerykanski oskarzyciel z
        urzedu nie tylko pomylil Danie z Holandia, ale równiez podzielal opinie
        sedziego, iz sprawa jest marginalna i godna oddalenia. Do tego jednak nie
        doszlo – Poul Gade wyjasnil, na czym polegaja oszustwa Amdiego Petersena i jego
        szkodliwa dzialalnosc jako guru sekty dzialajacej pod nazwa HUMANA People to
        People. Sledztwo trwa. Dania tymczasem stara sie o uzyskanie zgody na
        ekstradycje Amdiego do kraju, liczac na pierwsza powazna (ze stronami znajacymi
        przedmiot oskarzenia) rozprawe juz w polowie marca.
        Patrzac wstecz trudno sie jednak niektórym zarzutom nie dziwic. Po
        pierwsze, Dania jest krajem wolnym od energii nuklearnej. Dzisiaj malo kto
        mysli o tym, ze trzydziesci lat temu wiatraków, poza zabytkowymi, w ogóle w tym
        kraju nie bylo, za to toczyla sie ostra debata na temat wykorzystania energii
        jadrowej. Jednym z jej przeciwników byl wlasnie Amdi Petersen, podówczas
        poczatkujacy nauczyciel. Wydalony wkrótce ze szkoly, w której nauczal, z powodu
        odmowy obciecia zbyt dlugich jak na ówczesne standardy wlosów (lecz z
        referencjami, gdyz mimo tego mankamentu uznawany byl za wybitnego pedagoga),
        zalozyl wlasna szkole (na co do dzisiaj pozwala dunskie prawo), a gdy jej
        siedziba w polowie lat siedemdziesiatych stala sie na stale farma w Tvind,
        wrócil do idealistycznego projektu zastapienia energii jadrowej… czyms. Tak
        narodzil sie pomysl wiatraka, w calosci wzniesionego nakladem Teachers’s Group,
        dzis zwiazanego ponurymi asocjacjami z sekta w Tvind, a w rzeczywistosci
        najwiekszego na swiecie i pierwszego w Danii – skutecznego dowodu na to, ze ten
        kraj nie potrzebuje elektrowni jadrowych.
        Tym razem Amdi nie dostal sie jeszcze na pierwsze strony gazet jako
        wróg publiczny numer jeden. Stalo sie to nieco pózniej, za sprawa grupy
        uczniów, która, wróciwszy z planowej podrózy, uznala za niezbedne powrót do
        Izraela i zalozenie przedszkola dla palestynskich dzieci. Przez proizraelski
        rzad dunski pomysl ten, wcielony w zycie, stal sie jawnym dowodem na to, iz
        Amdi i “jego” Teachers’s Group popieraja walki pomiedzy Palestynczykami i
        Izraelitami, otwarcie opowiadajac sie po stronie tych pierwszych. Prasowa
        nagonka zaczela sie na dobre, zwlaszcza, ze czlonkowie organizacji do dzis nie
        przestali akcentowac swego pogladu na sprawe – niewazne, kto zaczal i kto ma
        wieksze prawa do tej ziemi. Palestynczykom, zwlaszcza dzieciom, tez nalezy sie
        pomoc.
        Zeby ulatwic prace dunskiej prasie, Teachers’s Group rzeczywiscie przez
        rok trenowali bojówkarzy querilli. Dzialo sie to jednak w ramach akcji
        pokojowej UN i EU i na bezposrednia prosbe ruchu wyzwolenia w Zimbabwe, o czym
        wspomina nawet oficjalny raport Sida (Swedish International Development
        Agency), traktujacy o dzialalnosci HUMANY i przygotowany na zlecenie Sida,
        która kilka lat temu zaczela sponsorowac kilka projektów organizacji.
        Przedmiotem szkolenia byla miedzy innymi budowa domów i studni, jednak w
        dunskiej prasie pojawily sie alarmujace wiadomosci o treningu wojskowym
        (“czarni” co rano biegali w pobliskim lesie) i przemycie broni (jedna z
        dziennikarek widziala w szkole “skrzynie takie, jak w filmach”wink. W odpowiedzi
        na powyzsze zarzuty dyrektor szkoly poinformowal zbulwerowana opinie publiczna,
        iz biegi mialy byc dla zdrowia, a w skrzyniach znajdowaly sie czesci do statku,
        który w tym czasie organizacja kupila i zamierzala wyremontowac. Jak dotad nikt
        w to nie uwierzyl.
      • Gość: MS TEACHERS'S GROUP IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:32
        Teachers’s Group

        Podstawowy problem, w opinii samych “Nauczycieli”, stanowi fakt, iz prasa nie
        rozróznia Teachers’s Group od HUMANY, ani dzialalnosci pedagogicznej od
        projektów prowadzonych przez siostrzane organizacje federacji – UFF, DAPP, ADPP
        i im podobnych. Równie nagminne jest utozsamianie tych organizacji z sama
        federacja. Zarzut moze wydawac sie racjonalny, jesli rozwazyc wertykalna
        hierarchie organizacji – w praktyce nieistniejaca. Nauczyciele we “Friskole”
        i “Afterskole”, zajmujacy sie trudnymi dziecmi, w wiekszosci sa czlonkami
        Teachers’s Group, ale i to nie wszyscy. Szkoly te wspólisnieja najczesciej
        z “Hojskole” – projektem treningu wolontariuszy dla miedzynarodowej
        dzialalnosci HUMANY, a wykladowcy i tutaj moga, lecz nie musza, byc czlonkami
        Teachers’s Group. Menadzerzy projektów w Afryce, choc zatrudnieni przez HUMANE,
        na ogól sa równiez elementem Teachers’s Group – obie organizacje przenikaja sie
        i, dla postronnego obserwatora, w rzeczywistosci staja sie nierozróznialne. I
        tu zaczynaja sie problemy.
        Teachers’s Group zostala oskarzona o defraudacje pieniedzy otrzymanych od
        sponsorów na projekty pomocy humanitarnej, oszustwa podatkowe i “pranie mózgów”
        oraz zmuszanie do niewolniczej pracy wolontariuszy bioracych udzial w tych
        projektach.
        W rzeczywistosci zarzuty te, jesli juz formulowane, powinny byc skierowane do
        HUMANY.
        Wszystko zaczelo sie od idealistycznego pomyslu grupy zapalenców, pod
        przewodnictwem, co podkresla dunska prasa, charyzmatycznego Amdiego Petersena.
        Ludzie ci postanowili, zaczynajac prace w dopiero co utworzonych szkolach, a
        równoczesnie projekty pomocy uchodzcom w Afryce, przeznaczyc wiekszosc swoich
        dochodów na specjalny fundusz, który mialby wspierac dzialalnosc humanitarna.
        Podatki od dochodów w Danii wynosza, w zaleznosci od wysokosci dochodów w ciagu
        roku, od 6% (ponizej 159000 koron dunskich/80000 PLN) do 62.7% (wraz ze
        swiadczeniami socjalnymi) od zarobków powyzej ostatniego progu podatkowego
        (257600 DKK/129100 PLN ). Dunczycy odruchowo juz odpowiadaja, ze placa 50% – to
        chyba wystarczajacy wskaznik wysokosci ich dochodów.
        W momencie, gdy raczkujaca Teachers’s Group postanowila utworzyc fundusz, prawo
        zezwalalo na odpisanie 85% z tego na cele charytatywne. Pieniedzy
        tych “Nauczyciele”, gdyby nie utworzyli funduszu, i tak nigdy by nie zobaczyli.
        W nowej sytuacji natomiast mogly sie one na cos przydac. W Afryce. Problem z
        tym, ze ci sami ludzie, którzy w Danii odpisywali pieniadze wplacane na fundusz
        od swych podatków, równoczesnie organizowali projekty w Afryce. Z uzyciem
        pieniedzy z funduszu. Po “akcji w Izraelu” (zreszta skutecznej – przedszkole
        zaczelo funkcjonowac i osrodki pomocy ludnosci palestynskiej, prowadzone przez
        HUMANE, istnieja w kraju do dzis) prasa zaczela sie blizej interesowac
        organizacja i “wykryla”, w jaki sposób projekty w Afryce i ich kierownicy
        utrzymuja sie przy zyciu. Czlonków Teachers’s Group oskarzono o oszustwo
        podatkowe, a wkrótce, pod presja opinii publicznej, doszlo do wprowadzenia tak
        zwanego “Lex Tvind”, ograniczajacego do 15% mozliwosc odpisania od dochodów
        datków na cele charytatywne. Teachers’s Group dzialala jednak, jak wykazalo
        dochodzenie (równiez potwierdzone badaniami Sida), zgodnie z prawem, a po jego
        zmianie nie przestala wplacac pieniedzy na fundusz. Po prostu wplacano mniej.
        Tymczasem prasa trzymala sie, i trzyma uparcie, opinii, jakoby 75
        milionów koron dunskich, zebranych na koncie funduszu, bylo pieniedzmi, z
        których naród dunski zostal ograbiony przez sekte otumanionych przez Amdiego
        ludzi. Lex retro non agit zdaje sie w tym kraju nie dzialac. Tak samo, jak
        prius quam exaudias ne iudices – „nie sadz, zanim nie wysluchasz“, jesli
        przytoczyc kolejna, najwyrazniej tez juz martwa, madrosc prawa.
        Prawda natomiast jest taka, ze HUMANA, przynajmniej z tego, co przedstawiaja
        dostepne raporty, na tym polu dzialala zupelnie legalnie, zawsze dostosowujac
        sie do zmian prawa. Teachers’s Group byla jednak precedensem – po raz pierwszy
        w historii grupa zwyklych ludzi zdecydowala sie wykorzystac prawo, które do tej
        pory dzialalo tylko na korzysc wielkich firm. Poniewaz jednak byla to grupa
        kilkusetosobowa, w wiekszosci na nieograniczonych kontraktach (przyjmujaca
        zobowiazanie wplat niejako „na cale zycie“wink i wplacajaca nie tylko 85% od
        podatku, ale i wiekszosc swoich dochodów, wzamian znajdujac zakwaterowanie i
        wyzywienie w szkolach, w których pracowali, suma, jaka udalo im sie w przeciagu
        ponad dwudziestu lat zebrac, jest znaczaca. Co do ograbiania narodu dunskiego –
        jak jedna z nauczycielek w szkole powiedziala, po raz kolejny slyszac w radiu,
        ze jest kryminalistka i powinna zdac publiczna relacje z tego, na co wydaje
        pieniadze: „To juz nawet nie moge wydac wlasnej pensji, na co mi sie podoba?!“
        Tvind Alert, pozarzadowa organizacja zalozona w Anglii i zbierajaca wszystkie
        dostepne sobie wiadomosci na temat szkodliwej dzialalnosci „sekty z Tvind“,
        donosi z nieukrywana satysfakcja, ze Teachers’s Group placi swoim czlonkom
        pensje siegajace bajonskich sum 9000 koron dunskich (okolo 3500 PLN) na miesiac
        (niewiele ponad 50000 zlotych polskich na rok), zapominajac jednak dodac, ze
        oficjalna minimalna pensja nauczycielska w Danii wynosi obecnie 28000 koron.
        Gdzie tu logika?

        Wiec jednak „pranie mózgu“?

        Przytaczajac artykul zamieszczony na stronach TvindAlert:
        “Czescia Teachers’s Group mozesz sie stac po kilku latach jako obiecujacy
        Development Instructor albo wolontariusz. Wolontariusze sa zapraszani do
        wstapienia w szeregi TG, jesli wykazuja sie dostateczna lojalnoscia i
        zaangazowaniem. Podstawowe wartosci to 'wspólny czas, wspólna ekonomia,
        wspólna praca.' Obiecujesz przekazac swoje zarobki na wspólna ekonomie, wzamian
        za kieszonkowe, miejsce do spania i zapewniona prace na cale zycie.”
        “Wiekszosc czlonków TG zjmuje odpowiedzialne pozycje jako nauczyciele
        Tvind
        lub menadzerzy projektów, a wielu bez watpienia pracuje w kompaniach
        zarabiajacych
        pieniadze dla Tvind, stajac sie dyrektorami tych kompanii lub menadzerami na
        komercyjnych plantacjach.”
        Wiec, z jednej strony, zgadzaja sie miec wszystko wspólne, a z drugiej dostaje
        im sie calkiem lukratywny kawalek tortu?
        Po pierwsze, “dozywotni” kontrakt to nie obowiazek, mozliwe sa równiez 3-5-
        letnie, ale faktem jest, ze organizacja kladzie nacisk na wyksztalcenie
        wolontariuszy, którzy beda zdolni przyjac na siebie graniczace z ludzkimi
        mozliwosciami obowiazki wzamian za place ponizej (dunskich) norm. Dodatkowo
        wskazane, ale niekonieczne, jest zrzeczenie sie tej placy na rzecz organizacji.
        Efektem jest “wyjatkowo oddany management; menadzerowie, którzy sa zdolni do
        wziecia na siebie odpowiedzialnosci, chetni do pracy po godzinach w ubogich
        warunkach i ogólnie z placami, które sa skromniejsze niz w wielu innych
        organizacjach pozarzadowych.” (Wyjatek z raportu Sida o pracownikach HUMANY w
        Afryce.)
        Raport Sidy moze byc entuzjastyczny w kwestii personelu HUMANY, ale
        wielu w tym momencie musi wydawac sie podejrzany. Jakim cudem jakakolwiek
        organizacja zdobywa lojalnych, poswiecajacych sie praktycznie za nic, a mimo to
        uszczesliwionych mozliwoscia takiej pracy ludzi?
      • Gość: MS SEKTA, NIE SEKTA... IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:33
        Sekta, nie sekta…

        Tak sekta, jak i kult, to tylko dwa oblicza ruchów religijnych. Zgodnie
        z definicja Jeffrey’a K. Haddena z Wydzialu Socjologii University of Virginia,
        ruch religijny to podkategoria ruchów spolecznych, które za swój glówny
        przedmiot zainteresowania obraly spowodowanie lub powstrzymanie zmiany systemu
        wierzen, warosci, symboli, praktyk lub instytucji zajmujacych sie
        dziedzinami “supernaturalnymi”. Jest to definicja uznana w swiecie naukowym i
        ogólnie przyjeta. W jej swietle HUMANA nie jest ani sekta, ani kultem.
        Wiec moze kultem typu totalistycznego? Definicja West&Langone pasuje
        tutaj idealnie: “ Grupa lub ruch wykazujacy sie znacznym badz ogromnym oddaniem
        dla jakiejs osoby, idei lub rzeczy, i wykorzystujaca nieetycznie manipulacyjne
        techniki przekonywania i kontroli (na przyklad izolacje od dawnych przyjaciól i
        rodziny, oglupianie, uzycie specjalnych metod w celu wzmocnienia sily perswazji
        i poddanstwa, poteznych presji grupowych, zarzadzania informacjami, pozbawienie
        indywidualizmu lub zdolnosci krytycznego osadu, promocja totalnej uleglosci
        grupie i leku przed jej opuszczniem i tym podobne), w zamierzeniu majacych
        zapewnic osiagniecie celów liderów grupy, az do faktycznego lub prawdopodobnego
        wykorzystania czlonków, ich rodzin lub spolecznosci”.
        Jedna wizyta na stronie TvindAlert w stu procentach dostarczy wiecej materialu,
        niz to konieczne, by udowodnic wszystkie z wyzej wymienionych sposobów
        manipulacji. Jest to jednak tylko jedna strona. Moze nadeszla pora, by
        wysluchac drugiej?
        Zgodnie z lista cech swiadczacych o sekciarskim charakterze
        jakiegokolwiek interesujacego nas ugrupowania, zamieszczona na olsztynskiej
        stronie pomagajacej ludziom, którzy dostali sie w sidla sekty, rozpoznanie,
        kiedy mamy z nia do czynienia, nie jest trudne:
        1. Juz pierwszy kontakt z grupa otworzyl calkowicie nowe widzenie swiata (tzw.
        przezycie kluczowe).
        Zapominajac na chwile o historiach TvindAlert, spróbujmy wysluchac ludzi,
        którzy w projekcie zostali. Ania z Polski tak wspomina swój “info-meeting”:
        “Byl poczatek maja, kiedy rozklekotanym autobusem, z kierowca, który
        krazyl wokól szkoly przez godzine, nie mogac znalezc wlasciwej drogi, choc
        wszyscy od dawna widzielismy wiatrak, zajechalismy do szkoly w Tvind. Jasne,
        ze, siedzac nagle w swietlicy, z kilkudziesiecioma osobami chetnymi, by mnie
        poznac, wysluchac, zapewnic, ze robie cos fantastycznego, musialam sie poczuc
        swietnie. I zaklad, ze to uczucie przyciaga mnóstwo osób niezrównowazonych
        psychicznie, które potem sie lamia, kiedy okazuje sie, ze nie wszystko, to
        sielanka. Nowe widzenie swiata? Bzdura! Ja juz widzialam swiat inaczej, skoro
        postanowilam poswiecic dwa lata swojego zycia pracy za nic dla ludzi, których
        nie znam i o których pewnie nie powinnam dbac. A tego pierwszego dnia w Tvind
        poczulam sie jak w domu, bo nareszcie znalazlam miejsce, gdzie moglam byc soba
        i robic to, o czym naprawde marzylam. I nadal moge!”
        2. Obraz swiata jest bardzo prosty i wyjasnia rzeczywiscie kazdy problem.
        Anka i Kathie patrza na siebie i wybuchaja smiechem.
        “Pani naprawde mysli, ze to sekta!” – mówi Anka.
        “Ktos pani bzdur naopowiadal” – wpada jej w slowo Kathie, trzydziestoletnia
        Finka.
        “Obraz swiata kazdy ma swój. I kazdy ma wlasny powód, dla którego chce jechac
        do Afryki. A problemów mamy mnóstwo i kazdy rozwiazuje je, jak go zycie
        nauczylo. Staramy sie zawsze sobie pomagac, ale na tym to sie konczy. Dirka
        nikt nie przekonywal, zeby przestal wierzyc w Boga ani mnie, zebym zaczela –
        Kathie wskazuje na siedzacego obok mlodego Holendra. Nikt nie chce dalej o tym
        mówic. Ania po wywiadzie mówi mi, ze to dlatego, ze Dirk jest taki wrazliwy na
        punkcie swojego Kosciola.
        “On naprawde wierzy i to mu strasznie pomaga. A reszta nas, cóz… Mamy w grupie
        muzulmanina, katoliczke, ortodoksyjnego protestanta, fanke wschodnich religii,
        kilkoro ateistów i kilku niezdecydowanych. Jak to pasuje do pani teorii o
        jednosci i prostocie naszego swiatopogladu?”
        Na to pytanie tym razem ja nie odpowiadam.
        3. W grupie znajduja Panstwo wszystko, czego do tej pory na prózno szukaliscie.
        Ania usmiecha sie smutno.
        ”Ja wiem, co pani napisze”– mówi – “Pranie mózgów, seks i tym podobne. Tylko
        dlatego, ze tu mi sie podoba i tutaj nareszcie znalazlam kogos, kto mnie
        rozumie. Jak by sie pani czula majac zupelna pewnosc, ze pani mezczyzna jest
        tylko z pania, nigdy pani nie zdradza, bedzie przy pani na mur-beton co
        najmniej póltora roku, a wszystko, co mówi o tym, gdzi byl, to zupelna prawda?”
        “Brzmi jak bajka!”– smieje sie.
        “No wlasnie. I co, zlinczuje mnie pani za to, ze dostalam cala bajke? A poza
        tym ja go nie szukalam. Trafil mi sie! No i na pewno to nie jest wszystko,
        czego szukalam. Jest jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które mi sie marza i które
        mam zamiar zrealizowac. Po projekcie chce zaczac studia w Anglii. Czy ta sekta,
        jak ja pani nazywa, mi to daje? Nie sadze. Ale nikt nie powiedzial ani slowa i
        pomogli mi oplacic koszty podrózy do Polski, kiedy w listopadzie i grudniu
        chcialam pojechac na egzamin z angielskiego, bez którego nie moglabym zaczac
        tych swoich wymarzonych studiów. Wiec niech pani pisze, ze tak, w grupie
        znalazlam wszystko, czego szukalam. Wsparcia i zachety, by chciec wiecej!”
        4. Grupa ma mistrza lub przywódce, Ojca, Guru lub najwiekszego mysliciela,
        który jedynie posiada cala prawde i czesto jest czczony jak Bóg.
        “O! Nareszczie doszlismy do Amdiego!”– Anka zaczyna sie smiac.
        Zdumiewa mnie jej niefrasobliwosc.
        “Byl na naszym noworocznym koncercie niedlugo przed tym, zanim go aresztowali,
        wiec juz sie nie wykrece, ze nawet go nie znam, nie wiem, o co chodzi. Wiem. I
        pofatygowalam sie dowiedziec wiecej, wiec pani powiem. Amdi jest czlonkiem
        Teachers’s Group. Takim samym, jak dyrektorka naszej szkoly czy kierownik
        projektu w Zimbabwe. Cale jego przywództwo w tym balaganie sprowadza sie do
        tego, ze on zaczal. Czytala pani dunskie gazety z ostatnich dwudziestu lat?”
        Przecze i czekam na ciag dalszy. Anka nie daje sie prosic.
        ”Rok w rok, glównie zima, w dunskim sezonie ogórkowym, Tvind wkracza na glówne
        strony gazet. Przez miesiac-dwa trwa nagonka, a potem znów jest cisza. Nie maja
        nic na nas. Ale jakos trzeba sprzedawac gazety, prawda? A Tvind juz nawet
        przestal sie bronic. No bo jak? Tuz przed koncertem chlopak z grupy, która
        teraz jest w Angoli, mial rozwiesic plakaty we Fredericii, gdzie mielismy grac.
        Pomylil tygodnie i rozwiesil wszystko za wczesnie, za co musielismy zaplacic
        wlascicielom hali koncertowej. A nastepnego dnia, na pierwszych stronach gazet
        napisali, ze Tvind znów werbuje i otumania. Przez pomylke jednego idioty! A
        kiedy nasza dyrektorka napisala sprostowanie do gazety, wydrukowali je malenkim
        druczkiem w rogu rogów prawie na samym koncu. Tam, gdzie nikt nie czyta! I tak
        jest zawsze. Tym samym sposobem zrobili z Amdiego guru, z nas bande oszolomów,
        a z rezydencji na Florydzie prywatna posesje naszego mistrza. Ta willa zostala
        kupiona przez cala Teachers’s Group, z ich wlasnych pieniedzy i na cele
        promocyjne. Koniec konców my tez jestesmy organizacja pozarzadowa i, tak jak
        wszystkie inne, gdzies musimy zapraszac prominentnych gosci i wyjezdzac na
        wakacje od czasu do czasu. Potrafie to zrozumiec, a pani? TG oddaja wszystkie
        pieniadze na fundusz, z którego pieniadze ida na projekty, pracuja non-stop i
        w wiekszosci naprawde poswiecaja sie sprawie zupelnie. Czy wiec kilkaset osób,
        które nie maja wlasnego domu, nie zasluguje na jeden naprawde luksusowy?”
        “Tym niemniej Amdi tam mieszkal na stale.”
        “Stale, to go wszedzie bylo pelno. On kocha to, co stworzyl. P
        • Gość: MS SEKTA, NIE SEKTA... cz.2 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:41
          “Stale, to go wszedzie bylo pelno. On kocha to, co stworzyl. Powinna pani
          zobaczyc, jak sie cieszyl, kiedy dzieciaki, te, które nie mogly sobie poradzic
          w “normalnych” warunkach i zostaly “zeslane” do szkól HUMANY, weszly na scene i
          zaspiewaly w chórze przed prawie dwutysieczna widownia równiez zlozona glównie
          z dzieci. A co do willi, to gdzie mial mieszkac, kiedy we wlasnym kraju ludzie
          pluja mu w twarz? Willa juz byla, po co bylo wynajmowac nowe mieszkanie?”
          “Kto ci to wszystko powiedzial?”
          “Troche dyrektorka, ale wiekszosc sprawdzilam w Internecie. I nie dziwie sie,
          ze te wszystkie kobiety w TG trzydziesci lat temu szalaly za Amdim. Widziala
          pani jego zdjecia z mlodosci? Niesamowicie przystojny mezczyzna! Ale zeby zaraz
          guru… Nie, wypraszam sobie. Ja nawet nie mam pojecia, jakie jest jego zdanie na
          cokolwiek, wiec jak mam je podzielac?”
          5. Swiat zmierza nieuchronnie ku katastrofie i tylko grupa wie, jak go uratowac.
          “Oczywiscie”– mówi Marek, Kanadyjczyk, który juz wspólpracowal z takimi
          organizacjami, jak Amnesty International czy osrodkami pomocy ofiarom
          Holocaustu.
          “Przeciez jestesmy tutaj po to, zeby zbawiac swiat, nieprawda?… Ale tak
          naprawde, to jedyne, co mozemy zmienic, to wlasna swiadomosc i swiadomosc
          naszych rodzin, przyjaciól. Anka, co twoi wiedzieli o Mozambiku i AIDS, zanim
          tu przyjechalas? Nic. A
          teraz pewnie uwaznie sledza wszystkie wiadomosci i zaczynaja widziec wiecej.
          Moi rodzice zaczeli mi przysylac wycinki z gazet dotyczace sytuacji w Afryce i
          najnowszych odkryc w dziedzinie AIDS. Przeszukuja wszystkie magazyny tylko
          dlatego, ze mnie pól roku temu wydalo sie to wazne. Nie mozemy uratowac swiata
          i nie mozemy go zmienic, ale wywieramy ogromny wplyw na ludzi, którzy o nas
          dbaja. To we wlasnym domu, wlasnym kraju dokonujemy najwiekszych zmian. Dla
          mnie to prawdziwa wartosc wolontariatu. A swiat jaki jest, taki jest. Niech
          zmierza ku katastrofie, jesli musi. Mnie na ten temat nic nie wiadomo.”
          6. Grupa jest elita. Pozostala ludzkosc jest chora i zagubiona. Jezeli nie
          bedzie w grupie wspóluczestniczyc – nie moze sie uratowac.
          “Bzdura!”– prycha Kathie –“My robimy to, na co mamy ochote. Reszta moze sie
          zajac soba. Jezeli ktos z nich czuje sie zagubiony, to nie nasz problem.”
          7. Grupa odrzuca nauke w szkolach i uczelniach. Jedynie nauka grupy jest
          uwazana za wartosciowa i prawdziwa.
          “Nastepna bzdura!”– Anka lapie sie za glowe –“Co ja mówilam o studiach? A poza
          tym powszechnie tutaj wiadomo, ze im wyzsze wyksztalcenie, tym wieksza wartosc
          dla organizacji. Tutaj pracuja lekarze i prawnicy, ludzie po studiach, z
          zawodami. Im wiecej potrafisz, tym lepiej. Wiedza to niekwestionowana wartosc.
          Tutaj uczymy sie tego, na co nie mielismy czasu lub nie zwracalismy uwagi
          wczesniej, a bedziemy potrzebowac do pracy w Afryce. Przede wszystkim jezyka.
          Ale taka nauka jest i pozostanie daleko w tyle za wyksztalceniem akademickim.”
          8. Grupa odrzuca racjonalne myslenie, umysl, rozum, jako negatywne, sataniczne,
          nieoswiecone.
          “Ponad polowa grupy nawet nie wierzy w to, ze Szatan istnieje, wszyscy z
          wyjatkiem dwóch maja gdzies medytacje, trzy maja obsesje na punkcie faktów,
          faktów, faktów, a pani pyta o takie rzeczy?!”– dziwi sie Anka.
          9. Krytyka i odrzucenie przez stojacych z zewnatrz jest wlasnie dowodem, ze
          grupa ma racje.
          “Jak dla mnie to jedynie dowód na to, ze grupa nie ma dobrego rzecznika
          prasowego. My nie mamy racji. Mamy marzenie. I tak prosze na nas patrzec.”
          10. Grupa ocenia siebie, jako prawdziwa rodzine lub wspólnote.
          “Oj!”– smieje sie Anka –“Bedzie punkt dla pani. Od prawie pól roku razem
          mieszkamy, pracujemy, uczymy sie, jemy. To chyba znaczy, ze jestesmy wspólnota.
          Ale nie obywa sie czasem bez konfliktów, jak w kazdej grupie bliskiego
          kontaktu. Czasem mamy siebie po prostu dosc. Ile mozna patrzec na te sama
          gebe?!”– puszcza oczko do Marka i juz wiem, kim jest ten jej wymarzony.
          11. Grupa chce, by wszelkie dawne relacje z rodzina, przyjaciólmi i
          srodowiskiem zostaly zerwane, poniewaz przeszkadzaja w Panstwa rozwoju.
          “Jaaasne! To dlatego pozwolili mi jechac na egzamin i na dwa tygodnie
          wszystkich wyslali na swieta do domu. A poza tym w kwietniu jade na slub moich
          znajomych na kilka dni i do Anglii, odwiedzic przyjaciól. Jak dlugo stac mnie
          na to, by jezdzic tam i z powrotem po calej Europie, a równoczesnie nie tracic
          studiów i pracy, moge odwiedzac, kogo mi sie podoba i kiedy mi sie podoba.
          Marek zreszta tez w kwietniu jedzie do przyjaciól, a Kathie po pierwszym
          miesiacu tutaj wyjechala do Londynu, gdzie spedzila ponad tydzien ze swoimi. A
          kiedy juz wydamy wszystko na podróze, to zawsze jeszcze zostaje staly dostep do
          Internetu – e-maile mozemy wysylac az do obrzydzenia. Tylko znaczki na listy w
          Danii sa strasznie drogie, wiec znajomi nieskomputeryzowani traca.”
          12. Grupa oddziela sie od reszty swiata poprzez ubiór, zywienie, wlasny jezyk,
          ograniczanie swobody w relacjach miedzyludzkich.
          “Kolejna rewelacja”– wzdycha Kathie –“Przeciez kazdy z nas mówi po swojemu,
          ubiera sie po swojemu, a jemy to, co kucharka ugotuje. A ja zatrudnia szkola na
          dole, dla trudnych dzieciaków, wiec na menu nasza mala sekta nie ma wplywu
          zupelnie.”
          “A z ograniczaniem swobody”– wtraca sie Anka –“to juz kompletna klapa. Dwie
          pary przyjechaly na szkolenie, a teraz mamy juz trzy! Czasem nauczycielka
          ograniczaja nam swobode relacji, kiedy od ciaglego siedzenia razem w jednym
          budynku kogos z grupy zaczyna trafiac szlag i poczatek wojny wisi w powietrzu.
          Ale zwykle konczy sie na wyjsciu do kina, albo na basen, albo spacerze brzegiem
          morza.”
          “Albo miesiacem w Hiszpanii”– smieje sie Kathie, która wlasnie stamtad wrócila.
          Zrobila sobie przerwe na fundraising “na najwiekszym placu zabaw Europy”. Teraz
          ma pieniadze, opalenizne i film z podrózy.
          13. Grupa zada scislego posluszenstwa regulom, albo dyscypliny, poniewaz jest
          to jedyna droga do zbawienia.
          ”Prosze zmienic to zbawienie na “sprawnego funkcjonowania jakiejkolwiek
          organizacji”, to sie zgodze”– mówi Anka –“Bez dyscypliny to miejce to bylby
          jeden wielki smietnik. A tymczasem jakos sobie radzimy ze sprzataniem, prawda?”
          Rozgladam sie wokól. Ich klasa to prawie smietnik. Nic nie lezy na swoim
          miejscu, za to wszyscy na ogromnym niskim lózku przy kaloryferze. Ale kurze sa
          wytarte, dywan czysty, a kwiaty podlane. Pytam o lózko.
          “Raz mielismy zatrzesienie gosci i juz naprawde nie bylo wiecej pokoi, wiec
          wstawilismy materac tutaj. I tak juz zostal. Wiekszosc z nas odkryla, ze
          uwielbiamy czytac na lózku przy kaloryferze. No i to jest idealne miejsce do
          siedzenia, kiedy spotykamy sie, by sluchac afrykanskich basni. Zapalamy swiece,
          rozkladamy sie wszyscy dookola i sluchamy! Nasza nauczycielka spedzila pól roku
          w zabitej wiosce w Malawi i nie zmarnowala czasu, uczac sie wszystkiego, co
          mogla, o tamtejszej kulturze. Takie wieczory pozwalaja nam wczuc sie w klimat
          miejsc, do których jedziemy, zrozumiec mentalnosc tamtejszych ludzi”– tlumaczy
          sie. Wracamy do glównego pytania.
          “Jedyne reguly sa oczywiste – nie cpac, nie pic alkoholu. Zreszta to ostatnie
          tylko na terenie szkoly. W wolne weekendy, kiedy wyjezdzamy, gdzie nam sie
          podoba, nikt nie robi z tego problemu. Ale tutaj chodzi o image szkoly i
          wolontariuszy. Mamy byc przykladem dla innych w Afryce. I tutaj tez – chociazby
          dzieci na dole. Wiele z nich trafilo tutaj, bo bylo alkoholikami lub
          narkomanami. Jest tu nawet pietnastolatka, która pracowala jako
        • Gość: MS SEKTA, NIE SEKTA... cz.3 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:47
          Jest tu nawet pietnastolatka, która pracowala jako prostytutka i dealer
          narkotyków. Przesympatyczna dziewczyna, ale teraz juz prawie konczy
          resocjalizacje. Za bardzo jej by nie pomoglo, gdybysmy wracali po nocach
          pijani, prawda?”
          14. Grupa narzuca sposób zachowan seksualnych, np. kontakt z partnerami za
          zgoda kierownictwa, seks grupowy, calkowity zakaz kontaktów seksualnych dla
          osób nizszych w hierarchii grupy.
          “Po pierwsze, tu prawie nie ma hierarchii. A po drugie, Marek, ktos ci mówil,
          kiedy wolno nam ze soba spac? Mnie tez nie.”
          “Ani nam!”– wtraca Kathie.
          “A Dirk jeszcze sie nie doczekal tej swojej jednej-jedynej, wiec nie ma opinii!”
          “Jestesmy w programie, który ma walczyc z AIDS”– mówi Marek, ignorujac zarty
          Anki –“Seks grupowy, nawet gdyby ktos nam go proponowal, jest przeciwko
          wartosciom, które, zgodnie z programem, mamy promowac. Tak jak wiernosc jednemu
          partnerowi i bezpieczny seks. To organizacja pozarzadowa, my sie tu uczymy, jak
          efektywnie pracowac w Afryce, a nie parzymy jak króliki na
          skinienie “kierownictwa”. Ich nie obchodzi nasze zycie seksualne, jak dlugo
          zachowujemy je dla siebie. Zwykla przyzwoitosc.”
          15. Caly czas jest wypelniony zadaniami, np. sprzedaza ksiazek, czasopism,
          werbowaniem nowych czlonków, udzialem w kolejnych kursach, medytacja.
          ”Przepraszam, to jest szkola! Tutaj ludzie sie ucza. Dni sa zorganizowane, ale
          zostaje mnóstwo czasu na robienie tego, na co mamy ochote. Dzis trzy godziny
          czytalem swoja ksiazke, potem mielismy obiad, potem pisalem do znajomych,
          czytalem wiadomosci z Poludniowej Afryki, przez godzine rozmawialem z moja
          grupa, a po kolacji ogladalem film. Nie wyglada mi to na znaczne ograniczanie
          mojej wolnosci wyboru i robienia tego, na co mam ochote!”
          16. Jezeli obiecany przez grupe sukces badz uzdrowienie nie nastapia, grupa
          uzna,
          ze sami Panstwo sa za to odpowiedzialni, poniwaz nie zaangazowaliscie sie
          dostatecznie lub nie uwierzyliscie wystarczajaco silnie.
          “Bez uzdrowienia i wiary, prosze! Ale jesli ktos mi powie, ze mój portugalski
          jest taki slaby z mojej wlasnej winy, to bede musiala sie zgodzic. Zwykla
          logika!”– przedrzeznia Marka i znów sie smieje. Jej portugalski nie jest taki
          zly. Nauczyciel portugalskiego mówi, ze gdyby nie Marek, na codziennych
          lekcjach nikt by jej nie przegadal.
          17. Czlonkiem grupy powinni Panstwo zostac natychmiast, juz dzisiaj.
          “Jest jakas taka presja na ludziach przyjezdzajacych na info-weekend”–
          zastanawia sie Kathie –“HUMANA naprawde chcialaby, zeby jak najwiecej ludzi
          zaangazowalo sie w pomoc. Ale jak ktos nie chce, to nie musi.”
          “Ja bylem na spotkaniu rok przed tym, zanim sie zdecydowalem”– mówi Marek –“Nie
          pamietam, zeby ktos na mnie wyjatkowo naciskal.”
          “Róznie to bywa”– mówi Anka –“Ze mna nie bylo problemu, bo ja po prostu
          strasznie chcialam byc w projekcie i podpisalam umowe z miejsca. Ale potem ja
          dwa razy zmienilam! A tak w ogóle wydaje mi sie, ze duzo ludzi ma problemy w
          trakcie pierwszej konfrontacji z Dunczykami. Oni z natury sa chlodni i
          niekulturalni. Albo inaczej – maja problemy z zapamietaniem form
          grzecznosciowych. Nigdy nie slyszalam, zeby uzywali “prosze” w rozmowach miedzy
          soba i to dotyczy równiez Dunczyków spoza szkoly. Taka cecha narodowa. Wiec
          wielu ludzi na info-meetingach czuje sie pod presja tam, gdzie presji nie ma.
          Ale ta wiedza przychodzi duzo pózniej.”
          18. Nie istnieje mozliwosc uzyskania obiektywnego obrazu grupy, gdyz wazniejsze
          od refleksji jest przezycie, zgodnie z zasada: Tego nie da sie po prostu
          wyjasnic. Prosze przyjsc do nas i wziac udzial w spotkaniu. Kiedy przezyjecie –
          zrozumiecie.
          “Z ust mi to pani wyjela!”– mówi Anka –“Nie istnieje mozliwosc uzyskania
          obiektywnego obrazu, bo gazety pelne sa pomówien, a wszystko, na czym bazuja
          strony w Internecie, to sensacje TvindAlert. Ale prosze odwiedzic te strone i
          poszukac AGFUND Prize. Jakims cudem TvindAlert zamiescila pochlebny nam
          artykul! Albo w Internecie poszukac raportu Sidy. Jest obiektywny.”

          Jego tytul to “Study of DAPP in Zimbabwe, ADPP in Angola”. Wiecej o SydForum i
          Sida na www.sydforum.se, TvindAlert natomiast znajduje sie na
          www.tvindalert.org.uk. Imiona bohaterów na ich prosbe zostaly zmienione.
      • Gość: MS KONSTRUKCJA MASZYNKI DO PIENIEDZY IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:34
        Bardzo dziwna organizacja

        Projekty generujace fundusze maja na celu wspieranie dzialalnosci humanitarnej
        i, jako takie, podlegaja specjalnemu prawu podatkowemu,a co za tym idzie,
        szczególnie dokladnej kontroli. Jak dotad do poprawnosci ich prowadzenia nie
        bylo zadnych (urzedowych) zastrzezen. Jak tez do tego, ze na przyklad ubrania
        nie sa rozdawane w Afryce, lecz sprzedawane miedzy innymi na rynki wschodnie, w
        tym Polski, a to, co na koniec trafia do Afryki, równiez nie jest zwolnione z
        wszelkich oplat.
        Jak mówi raport Sida:
        “Od wczesnych lat osiemdziesiatych szwedzka organizacja pozarzadowa "U-
        landshjälp från folk till folk" (UFF) wspiera dzialania rozwojowe w Zimbabwe,
        Angoli i innych krajach Afryki. Srodki na te projekty zostaly zapewnione przez
        sprzedaz uzywanej odziezy, który to biznes UFF rozwinela w Szwecji. W 1998
        projekt ten otrzymal 7 545 ton ubran w darach. Ich sprzedaz (15% jest
        sprzedawane w 16 sklepach z odzieza uzywana w Szwecji, a 20% do kupców Europy
        Wschodniej) tego roku zaowocowala dochodem w wysokosci 6.6 milionów koron
        szwedzkich. Z dodatkowymi dochodami i po odjeciu kosztów, UFF w 1998 bylo w
        stanie ofiarowac 7.6 milionów koron szwedzkich projektom w Zimbabwe, Indiach,
        Poludniowej Afryce, Mozambiku i Angoli. Dodatkowo UFF ofiarowalo blisko 4000
        ton ubran swym siostrzanym organizacjom w szesciu afrykanskich krajach.
        Sprzedaz tych ubran pozwolila sfinansowac duza czesc projektów rozwojowych
        prowadzonych przez te organizacje.“
        Ubrania trafiaja na rynki europejskie, jak mi wyjasniono, poniewaz
        niedochodowa organizacja pozarzadowa, która zaczela dzialac raczej amatorsko i
        nadal w Europie nie jest rozpoznana jako „prawdziwa“ organizacja, musi skads
        czerpac fundusze na rozwój prowadzonych przez siebie projektów. Nawet UNICEF ma
        problemy ze znalezieniem sponsorów dla swoich projektów, a przeciez jest to
        uznana organizacja. Jesli uda im sie zdobyc polowe tego, co potrzebuja, uznaja
        to za sukces. HUMANA, bedac z poczatku zaledwie grupa ludzi z idea, ale bez
        funduszy, wsparcia finansowego czy renomy, musiala zatroszczyc sie o pieniadze
        samodzielnie. Jak na razie swietnie sobie radza, na ogól nie majac problemów z
        zebraniem przynajmniej ? funduszy potrzebnych na projekt.
        Rozwiazanie to jest bezprecedensowe i, jak pisze Per Ulf Nilsson w raporcie
        Sidy:
        „W przyszlosci DAPP bedzie zdolne osiagnac wyzszy stopien finansowej
        niezaleznosci, gdy inwestycje zaczna przynosic dochody. To powinno zaowocowac
        mozliwoscia sfinansowania z wlasnych srodków znacznej czesci jej projektów, co
        jest bardzo nietypowe tak dla Zimbabwe, jak i wiekszosci innych krajów.“
        A co ze sprzedaza na rynkach afrykanskich?
        “Z poczatku próbowalismy rozdawac ubrania”– mówi dyrektorka jednej ze szkól,
        która cwierc wieku temu byla jedna z uczennic, które pojechaly z TG na Bliski
        Wschód.
        “Ale Afrykanczycy sami przyszli do nas i zaczeli prosic, zebysmy traktowali ich
        jak ludzi. Cena musi byc minimalna, ale jakas musi byc, bo inaczej uwlacza to
        ich godnosci. To
        bardzo dumni ludzie. Teraz prowadzimy sklepy, w których zatrudniamy wlasnie
        Afrykanczyków. Maja swój honor, jak i prace. To lepsze rozwiazanie i nawet inne
        organizacje dzialajace w rejonie to potwierdza.”
        W krajach takich, jak Mozambik, gdzie 69% ludnosci zyje ponizej granicy ubóstwa
        (bardziej eufemistycznie zwanej minimum socjalnym) wynoszacej od 30 centów na
        dzien w rejonach wiejskich do 75 centów w stolicy (okolo 1.20 do 3 zlotych na
        dzien, podczas gdy prawo miedzynarodowe zaklada, ze absolutnym minimum jest $30
        na miesiac, czyli okolo 4 zlotych na dzien) stala praca to prawie nieosiagalne
        marzenie. A jednak Afrykanczycy nie zgadzaja sie na to, by rzeczy byly im
        ofiarowywane. Moze tez dlatego, ze, zgodnie z tradycja, kazdy dar wymaga
        obradowania darczyncy czyms równie wartosciowym. W tej perspektywie decyzja
        HUMANY, by odziez sprzedawac w Europie, gdzie ludzie sa w stanie zaplacic za te
        same rzeczy duzo wiecej, niz w Afryce, wydaje sie uzasadniona. Uzyskane w ten
        sposób pieniadze pozwalaja na zatrudnienie ludnosci afrykanskiej w projektach
        takich, jak na przyklad przyjete wlasnie w Botswanie jako rzadowy program walki
        z AIDS TCM – Total Community Mobilisation, zatrudniajace przynajmniej 50 osób z
        kazdych 100000 zamieszkujacych Botswane. Taka pomoc nie tylko jest chetnie
        akceptowana przez rzady i spolecznosci krajów afrykanskich, ale równiez
        pozytywnie odbija sie na gospodarce krajów, w których TCM (poza Botswana zwane
        TCE – Total Control of the Epicemic) dziala, z jednej strony zapobiegajac
        wymieraniu sily roboczej, a z drugiej dajac prace rzeszy obywateli tych panstw.
        Innym sposobem zbierania funduszy na projekty, jest taka ich
        konstrukcja, by sie niejako samofinansowaly. Tak jest w przypadku nalezacych do
        HUMANY plantacji, znajdujacych sie w Afryce, zakupionych w celu przeprowadzenia
        projektu From Communal To Commercial Farmer, uczacego rolników, jak efektywnie
        wykorzystac nalezaca do nich ziemie i nie uprawiac tylko dla przetrwania, ale
        na sprzedaz. Dodatkowo w Zimbabwe celem projektu bylo przystosowanie rolników
        do rzadowego programu reformy ziemi. Jak wykazaly badania, projekt rzeczywiscie
        w duzym stopniu pomaga w walce z bieda, jest respektowany i wspierany przed
        odpowiednie urzedy i stowarzyszenia rolnicze w kraju. Rolnicy biora udzial w
        projekcie przez piec lat, placac 25% kosztów utrzymania farmy, zatrzymujac
        jednak dla siebie dochody, by po uplywie okreslonego czasu byc w stanie opuscic
        projekt i nabyc wlasna ziemie. Jak udowodnily projekty juz zakonczone, rolnicy
        w ciagu pieciu lat nie tylko otrzymali swietne wyksztalcenie rolnicze, ale
        takze udowodnili, ze sa w stanie prowadzic male lecz dochodowe gospodarstwa.
        Potrafia tez planowac budzet i lepiej rozumieja zagadnienia srodowiskowe.
        Poprawilo sie ich zdrowie, ogólna edukacja oraz swiadomosc spoleczno-
        polityczna. Program wzmocnil równiez role kobiet i akceptacje równosci plci.
        Wszystkie dzieci rolników zaczely uczeszczac do szkoly, a sami farmerzy
        opanowali sztuke pisania i czytania. Dochody rodzin wzrosly z poczatkowych 2
        500 do 50 000 – 100 000 Z$ (dolarów zimbabweanskich). Niezle, jak na bande
        chciwych pieniedzy malwersantów.
      • Gość: MS WOLONTARIUSZE W SIECI, CZYLI NetUP PO POLSKU IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:35
        Wolontariusze w sieci

        Strona TvindAlert ma nowy rozdzial – sekcje polska, zainicjowana przez
        Jacka i Bozenke. Pracowali dla NetUp w Goeteborgu, a teraz sa z powrotem w
        Polsce. Nie udalo im sie nawet przezyc koszmaru “pierwszego okresu”, czyli
        treningu w jednej ze szkól Tvind. Ich historia jest ogólnie dostepna. Anka,
        czytajac ja, usmiecha sie krzywo.
        “Pracowalam z nimi przez miesiac”– mówi –“I mam zupelnie inne wspomnienia.”
        Pytam, czym róznilaby sie jej wersja. Jeszcze raz czytamy fragmenty
        rozpaczliwego listu Bozeny i Jacka:
        „Dano nam do podpisu jakies dokumenty in blanco i powiedziano nam ze
        pieniadze tu zarobione beda przeznaczone na nasza nauke w szkole tej
        organizacji w Durbanie w South Africa. Po dwóch miesiacach ciezkiej pracy
        powiedziano nam ze do Durbanu nie pojedziemy bo osoba która z nami sie
        kontaktowala i dawala nam dokumenty in blanco ma inne plany w stosunku do nas
        ta osoba przedstawiala sie nam imieniem Elza Maria.“
        „Else Marie to „mózg“ NetUp.“– mówi Anka –“Naprawde ciezki orzech do zgryzienia
        i chyba jest koszmarem kazdego, kto po raz pierwszy sie z nia styka. Ale jest
        tez swietnym psychologiem i jej zadaniem jest ocenic, czy przyszli
        wolontariusze tak naprawde nadaja sie do tej pracy. Bo wolontariat to nie
        wakacje, jak sie niektórym najwyrazniej wydaje. Z tego, co opowiadal mi Jacek,
        sama moglabym stwierdzic, ze takiego wolontariusza nie chcialabym miec tam,
        gdzie ludzie umieraja z glodu i od chorób. Jego sny o wielkosci byly
        przerazajace. Opowiadal o znajomym, który zalatwi mu prace i o tym, jak
        zostanie wlascicielem plantacji oplywajacym w dobra wszelakie. Marzyl mu sie
        chyba powrót niewolnictwa, bo z radoscia mówil o swych przyszlych czarnych
        slugach. Nie dziwie sie Else Marie, ze chciala zrobic wszystko, by zapobiec
        takiemu obrotowi rzeczy.“
        Kontaktuje sie z Else Marie i pytam o pare Polaków, którzy w sierpniu zeszlego
        roku zaczeli pracowac dla NetUp.
        „Skontaktowali sie z nami na rok przed tym, zanim faktycznie przylaczyli sie do
        programu“– mówi Else chlodno i rzeczowo –„Przyjechali wtedy na info-weekend i
        postanowili wziac udzial w projekcie. Chcieli jechac do szkoly w Durbanie, RPA,
        ale nie spelniali dwóch podstawowych warunków – nie mieli pieniedzy i nie znali
        angielskiego. Z pieniedzmi moglismy pomóc, ale ich poziom jezyka, zwlaszcza
        Jacka, który nie znal ani slowa po angielsku, wykluczal ich natychmiastowy
        udzial. Postawilismy im warunek – nauczcie sie jezyka i mozecie zaczac trening.
        Bozena skontaktowala sie z nami po roku, mówiac, ze juz sie nauczyli i chca
        zaczac NetUp. Zgodzilismy sie i wyslalismy ich prosto do Goeteborga.“
        Anka patrzy na ten sam fragment tekstu i z niedowierzaniem kreci glowa.
        „Prosze tylko popatrzec – podpisuja dokumenty, bez patrzenia, co to jest! Az
        sie prosza o nieszczescie. A tam przeciez wszystko jest czarne na bialym“–
        przynosi mi kopie swoich papierów –„Umowa jest jasna – poniewaz UFF w Szwecji
        nie zatrudnia danej osoby, tylko placi szkole za prace jej uczniów, pieniadze
        nie sa tak naprawde czyjas placa, bo UFF w tym systemie nie potrzebowal nawet
        znac naszych imion. Tak wiec nie jest to cos do odzyskania i to od razu jest
        jasno powiedziane. Pracujesz po to, zeby nie placic 20 000 koron wpisowego, a
        nie, zeby te pieniadze miec. Ta praca to ich pomoc dla ciebie, ale tez gwarant,
        ze dajac to miejsce wlasnie tobie, nie marnuja go na kogos, kto wezmie
        pieniadze i zrezygnuje, bo przeciez ktos bardziej odpowiedni móglby w tym
        czasie pracowac na tym stanowisku. Jesli nie zgadzasz sie z warunkami, nie
        bierz udzialu w projekcie, albo zbierz pieniadze inaczej, ale nie tlumacz sie
        tym, ze nie wiedziales, co podpisujesz.“– czyta dalej i zaczyna sie smiac– „To
        pamietam.“
        „Przez dwa miesiace pracy w Geteborgu schudlem 25 kg a moja dziewczyna 12 kg
        a dlatego ze nam dawano tylko 300 koron szwedzkich na jedzenie.
        „Oboje byli z siebie dumni, bo wczesniej ona byla paczek, a on…duzy“– mówi –„A
        poza tym trzysta koron na tydzien to bardzo duzo. Dodatkowo dostawalismy
        pieniadze na transport, a zakwaterowanie mielismy za darmo. Jacek i Bozenka po
        prostu oszczedzali na wszyskim. Kiedy przyjechalam, Jacek chwalil sie, ze na
        biletach i jedzeniu odlozyli juz tysiac koron. Mial system. Nie chcial biletu
        miesiecznego, tylko dziesiecioprzejazdowy za 100 koron. Taki bilet starczal
        teoretycznie na cztery – piec dni. Potem potrzebowal nastepnego. Tymczasem oni
        w ogóle go nie kupowali, tylko regularnie brali pieniadze od szefowej, a sami
        jezdzili samochodem z Polka, która w UFF normalnie pracowala. Z jedzeniem bylo
        podobnie – ryz dzien w dzien, az jeden mezczyzna w pracy sie nad nimi zlitowal
        i zaczal dokarmiac, a w niedziele zapraszac do siebie na obiad i popijawe.
        Jacek powiedzial, ze jak bede mila, to moze bede mogla z nimi pójsc. Nie
        poszlam. Nie chcialam.“
        „Czyli jednak miska ryzu dziennie?“
        „Dla nich i z ich wlasnej woli!“– prycha Anka –„Ja i jeszcze jeden chlopak w
        NetUp urzadzilismy sie za te same pieniadze calkiem niezle. W piatki, kiedy
        pracowalismy znacznie krócej, chodzilismy na wielkie zakupy do pobliskiego
        marketu, gdzie zwlaszcza warzywa byly stosunkowo tanie. W sobotnie wieczory
        robilismy wypad na miasto, a w niedziele do kina. A potem niedzielny obiad! Raz
        wrócilismy tak pózno, ze zdecydowalismy sie na niedzielny obiad w poniedzialek.
        Ten wlasnie dzien, niestety, wybrala Else Marie na przywiezienie nowego NetUp-
        owicza i niespodziewana wizyte. Niestety, bo ja i Marcin zaplanowalismy, ze na
        ten obiad bedziemy miec lososia w bialym winie i juz zaczelam gotowac, kiedy
        Else zadzwonila. Nie bylo ani czasu, ani mojej wyjatkowej checi na robienie
        zakupów i gotowanie dla czworga, wiec koniec konców „Nowy“ i Else siedzieli nad
        mrozona pizza, a my jedlismy lososia. Myslalam, ze mi uwieznie w gardle! Takiej
        sceny w zyciu bym sie nie spodziewala! Ale Else zniosla to z kamienna twarza i
        wkrótce wszyscy skonczylismy ten dziwny posilek lodowym deserem. Jacka i
        Bozenki juz wtedy nie bylo.“
        „A bilety? Tez tak kombinowalas, zeby miec wiecej na jedzenie, wyjscia, kino?“
        „W zyciu! Po tygodniu na „setce“ powiedzialam szefowej, ze przeciez i tak
        zostaje miesiac, wiec wolalabym bilet miesieczny za czterysta. To tez efekt
        tego, ze ja przeczytalam, co podpisywalam. Koszty transportu i wyzywienia
        oplacane byly z tego, co zarabialismy. A poza tym bilet miesieczny pozwalal mi
        na wypady, kiedy tylko mi sie podobalo, bo mial nieograniczona liczbe
        przejazdów, podczas gdy Jacek i Bozenka ciagle siedzieli w mieszkaniu, bo zal
        im bylo pieniedzy. Pamietam jedna awanture o to, ze wystawilam ich do wiatru,
        kiedy pojechali na niedzielny obiad do tego czlowieka. Okazalo sie, ze kiedy
        Jacek juz sie niezle upil, wymyslil, ze ja tez tam powinnam byc, i przyjechal
        do mieszkania, by mnie ze soba zabrac. Ja tymczasem bylam z Marcinem w parku
        rozrywki i o planach Jacka nie mialam pojecia. To sie zdazylo kilka razy. Widac
        mial jakis problem z moja swoboda poruszania sie po miescie.“
        „Strasznie surowo go oceniasz.“
        „Widac ja mam problem z takimi ludzmi. Pierwsze, czego dowiedzialam sie po
        przyjsciu do pracy, to jak krasc, zeby nikt nie widzial. Jacek byl z tego
        strasznie dumny i nawynosili rzeczy torbami. Te ostatnie zreszta tez kradli.
        Kiedy w koncu wyjezdzali, ta sama Polka, która codziennie wozila ich do pracy,
        musiala im pomóc dostac sie na dworzec, bo nie byli w stanie tego wszystkiego
        we dwójke zabrac. Jednego dnia Jacek przylapal mnie na nie
        • Gość: MS WOLONTARIUSZE W SIECI, CZYLI NetUP PO POLSKU cz.2 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:43
          Jednego dnia Jacek przylapal mnie na niefrasobliwym przebieraniu rzeczy, które
          sortowalam. Zaczal syczec, zebym nie robila tego tak otwarcie, bo wszyscy
          wpadniemy. Nie mial pojecia, ze ja nie kradlam, tylko kupowalam jak kazdy inny
          normalny pracownik UFF. W sortowni rzeczy sa wyjatkowo tanie. To ich sposób
          zapobiegania kradziezom, który najwyrazniej, w wiekszosci przypadków, dziala.
          Poza tym, nie z moja pomoca, szefowa dobrze wiedziala, co Jacek i Bozenka
          robia. I to tez z pewnoscia trafilo do Else Marie. Koniec konców Jacek byl po
          prostu ordynarny, pomiatal Bozenka na wszystkie strony, kobiety w pracy bez
          przerwy musialy znosic jego seksistowskie uwagi i to az zadziwiajace, jak
          bardzo potrafil byc nieprzyjemny, skoro „sex, aaah“ bylo wszystkim, co umial
          powiedziec po angielsku.“– Anka konczy twardo i znów czyta.
          „Po tej ciezkiej pracy wyslano nas do szkoly Humany do Bogence tam bylismy 5
          dni i dali nam pokój z daleka od innych ludzi dlatego zebysmy sie z nikim
          nie kontaktowali bo powiedzielismy Elzie Marii ze nie podoba nam sie zmiana
          szkoly.“
          Rozmawiam z dyrektorka Bogense, która swietnie pamieta te pare.
          „Zaprosilismy ich na info-weekend, bo o to poprosila nas Else Marie. Uwazala,
          ze nie sa jeszcze gotowi, a moze wcale nie powinni brac udzialu w programie.
          Jacek nie tylko przez rok nie nauczyl sie angielskiego, ale nawet nie
          skorzystal z dwumiesiecznej okazji w Goeteborgu, kiedy to znalazl sie w
          mówiacym wylacznie po angielsku srodowisku. Else chciala, by jeszcze raz
          przemysleli swoja decyzje. Ale juz na pewno wiedzielismy, ze do Durbanu nie
          mozemy ich wyslac. Bez znajomosci jezyka to bezsensowne i co gorsza
          niebezpieczne.“
          „Podobno ich izolowaliscie?“
          „On w ogóle nie znal jezyka i, chociaz powiedzielismy im, ze warunkiem dalszych
          rozmów jest udzial w weekendowym programie, zamkneli sie w pokoju i ani razu
          nie przyszli na zaden z wykladów. Poza tym widziala pani nasze korytarze – tu
          sa tylko trzy krótkie skrzydla, nie ma zadnych izolatek, a zeby dojsc do
          znajdujacej sie w polowie drogi lazienki, kazdy musi wyjsc na korytarz i
          naprawde nie sposób nie spotkac nikogo innego.“
          „Po pieciu dniach wyslali nas do Tvind i zagrozono nam ze zostaniemy
          rozdzieleni jak nam sie to nie podoba.“
          „To nie tak“– mówi dyrektorka szkoly –„Tvind byl nasza ostatnia deska ratunku.
          I ich takze. Caly czas sie awanturowali, glównie o pieniadze, a moze raczej
          powinnam powiedziec – Jacek caly czas wysylal Bozenke, zeby awanturowala sie w
          jego imieniu. Ona próbowala jego wrzaski przekazac w lagodniejszej formie, ale
          ton mówil sam za siebie. A my nie jestesmy agencja turystyczna. Moze nie
          placimy, ale na pewno – zatrudniamy. Taka jest idea wolontariatu. I zgodnie z
          tym nie musimy przyjac kazdego. Nawet, jesli zaplacil. Nie mozemy dopuscic do
          tego, by zruinowal prace bardziej wartosciowych ludzi.“
          „A ten pomysl z rozdzielaniem?“
          „Nie trzeba bylo byc wybitnym psychologiem, by stwierdzic, ze bez Jacka Bozenka
          jest sympatyczna osoba. W dodatku mówiaca troche po angielsku i chetniejsza do
          nauki i nawiazywania kontaktów. Nie chcielismy zmarnowac jej wkladu, wiec
          zaproponowalismy, ze przez jakis czas beda w dwóch róznych szkolach. Jacek
          zrobil z tego ogromna afere i sie nie zgodzil. Szkoda. I zal nam dziewczyny.
          Duzo od niego mlodszej i inteligentniejszej, a jednak zepchnietej na margines
          tego zwiazku.“
          „W listopadzie pojechalismy autostopem z ciezkim bagazem do DENN HAAG na
          fondrejzing nie dali nam na droge zadnych pieniedzy ani jedzenia
          przejechalismy 800 km glodni.“
          „Czyli jednak w koncu zgodzili sie wejsc do projektu startujacego w Tvind? I od
          razu taki zimny prysznic? Fundraising i glodówka?“
          „Nikt nie wyjezdza bez pieniedzy“– mówi dyrektorka. Potem pytam tez Anke, która
          ma juz za soba prawie dwa tygodnie regularnej sprzedazy gazet. I, po tym
          czasie, praktycznie wszystkie pieniadze, których od niej wymagano.
          „Malo, bo malo, ale nigdy nie wysylaja bez niczego. I zawsze na podróz
          zabieramy jedzenie ze szkoly. Jesli nie nocujemy „u siebie“ to na kazdy dzien
          mamy 70 koron. Znosnie.“
          „Nam pozostalo tylko kilka dni legalnego pobytu w Danii wiec na dwa dni przed
          koncem pobytu kazano nam jechac do Anglii do szkoly w Hull ale najtanszym
          transportem bo nie dadza nam pieniedzy.“
          „Zdumiewa mnie ich brak zdolnosci przewidywania“– mówi Anka –„I Jacka i
          Bozenki, i samej szkoly. A co do pieniedzy – czy ktos wyobraza sobie Czerwony
          Krzyz placacy za podróz dwojga bezuzytecznych wolontariuszy, którzy nawet nie
          potrafili zadbac o to, by byc w kraju, do którego jada, legalnie?!“
          „[Nauczycielka] dala nam pieniadze na bilety do Londynu z Hamburga w kwocie
          800 koron dunskich dopiero wtedy kiedy powiedzielismy ze my bez pieniedzy
          nigdzie nie pojedziemy.
          Od czwartego grudnia do trzynastego stycznia bylismy w Polsce.“
          Mówia, ze spóznili sie na autobus w Hamburgu i musieli jechac do Polski, bo
          zostal im tylko jeden dzien legalnego pobytu. Szkola w Tvind twierdzi, ze w
          ogóle nie mieli zamiaru jechac do Anglii. Wzieli pieniadze i znikneli.
          „Do Tvind przyjechalismy pietnastego stycznania po zostawione tam nasze
          ubrania i na drugi dzien mielismy jechac do Anglii do Hull poniewaz
          [nauczycielka] powiedziala nam ze nasze pieniadze zarobione w Szwecji w
          kwocie 15 000 koron dunskich zostaly przekazane z Tvind do szkoly w Anglii i
          tu nie mozemy zostac.“
          I znów, w Tvind twierdza, ze Jacek i Bozenka, tak, jak znikneli, tak sie nagle
          pojawili, po raz kolejny domagajac sie pieniedzy na podróz do Anglii, raz im
          juz ofiarowanych. Cierpliwosc organizacji byla na wyczerpaniu.
          „Zaczelismy pakowac nasze rzeczy i nagle powiedziala nam [nauczycielka] ze
          nie pojedziemy do Anglii i mamy wracac do Polski.“
          I sie wyczerpala.
          „Zamknela nam lodówke z jedzeniem na stolówce i glodzila nas bo my nie majac
          pieniedzy nie moglismy kupic sobie jedzenia.
          [Nauczycielka] wchodzila do naszego pokoju i wylaczla nam ogrzewanie azebysmy
          marzli.
          Zginely nam wtedy nasze niektóre rzeczy osobiste.
          Codziennie przychodzila do naszego pokoju i kazala nam wyjechac a mysmy
          prosili azeby Human sie z nami rozliczyla bo mieszkalismy w Tvind tylko dwa
          miesiace a zarobilismy dla tej organizacjii 30 000 koron szwedzkich i nie
          wykorzystalismy tych pieniedzy.
          Odpowiedziala nam ze wezwie policje jezeli do dnia nastepnego nie wyjedziemy.
          Chcielismy porozmawiac z szefem szkoly w Tvind Anna Lausen ale szef nam
          odpowiedziala ze to nie jest jej sprawa i nie bedzie z nami rozmawiac.“
          „I znowu“ – mówi Anka –„Trzeba patrzec, co sie podpisuje! Miesiac w szkole
          kosztuje 8000 koron dunskich i nie jest to cena wygórowana, ale umowa wyraznie
          zaznacza, ze w przypadku rezygnacji z programu uczestnik placi za kazdy miesiac
          pobytu plus za jeden ekstra. W ich przypadku to daje 48 000 koron. Tymczasem to
          ich niby zarobione 30 000 nalezaloby zmniejszyc o koszty wyzywienia, transportu
          (z czego najwyrazniej nie zdawali sobie sprawy) i telefonów do Polski, których
          nigdy nie oplacili. Rachunek na 700 koron przyszedl tuz przed ich wyjazdem z
          Goeteborga. Jak sie okazalo, wieczorami uzywali telefonu w biurze, liczac na
          to, ze nikt nie zauwazy. Gdyby ktokolwiek mial sie czegokolwiek domagac, to juz
          raczej organizacja od nich.“
          „Czyli nie powinnam cie pytac o te lodówke i wchodzenie do pokoju?“
          „Nie wierze, zeby ginely im rzeczy. Zreszta i tak kradzione. Moze po prostu nie
          mogli sie ich doliczyc. A w Tvind bylam i wiem, ze tam nie ma jak zamknac
          lodówki. Ogrzewanie? Szwa
        • Gość: MS WOLONTARIUSZE W SIECI, CZYLI NetUP PO POLSKU cz.3 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:49
          Ogrzewanie? Szwankuje we wszystkich szkolach bez niczyjej pomocy!“
          „Poprosilismy naszego kolege Gregora ze Slowenii azeby pomógl nam wyjechac z
          Tvind bo mamy duze bagaze i nie mamy pieniedzy i nie damy sobie rady.
          Kolega ten na nasza prosbe odwiózl nas samochodem do granicy Dunsko
          Szwedzkiej bo w Geteborgu mamy kolege który nam pomoze wrócic do Polski.
          Gregor kupil nam bilety na prom do Geteborga i w ten sposób potraktowala nas
          organizacja humanitarna Humana People TO PEOPLE.“
          “Czyli calkiem dobrze?”– pyta Anka z przekasem i odwraca sie ku mnie –“Dlaczego
          mnie nikt nie zapyta, jaki byl mój NetUp? Ja tam sie swietnie bawilam. Praca
          byla ciezka, ale pieniadze za nia fair. Zreszta nie mialam nawet 10 000, kiedy
          nadszedl termin rozpoczecia mojego kursu. Zadzwonilam do Else Marie z pytaniem,
          czy powinnam zostac dluzej i zarobic wszystko. Powiedziala: “Nie, twoja grupa i
          nauka sa wazniejsze”. Wiec przyjechalam i dostalam stypendium, pokrywajace
          reszte pierwszej wplaty. Reszta tutaj to pestka, a ludzie sa wspaniali.”
          “Brzmi, jakbys byla w zupelnie innej organizacji.”
          “Nie, ja tylko jestem innym czlowiekiem. Mam szanse byc warta pieniedzy, które
          we mnie zaiwestowano.”
          “To nie jest przypadkiem na odwrót?”
          “Nie”– mówi Anka i tlumaczy mi, jak dziecku, jak zostac wolontariuszem i o co w
          tym wszystkim chodzi.
          • Gość: bebiko Re: DO MS IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 20:26
            Stary odpusc sobie te bajki. Przeciez to oczywiste ze jestes STAMTAD. A
            wysylajac te teksciki dajesz wszystkim do zrozumienia ze jednak masz wyprany
            mozg. Niech mi to ktos wytlumaczy - rozumiem Grzebalkowska mogla pojechac,
            naklamac, przeinaczyc itp. Ale dlaczego rzad Francji i Belgii uznaje oficjalnie
            TVIND i jego przybudowki za sekte? Dlaczego za 3 lata w Holandii nie beda juz
            mogli dzialac? No i czemu ta zla Dania tak czepia sie biednego Tvindu i
            ukachanego naszego Amdiego, co by muchy nie skrzywdzil> No czemu?
      • Gość: MS NIC ZA DARMO IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:36
        Wolontariusze poszukiwani – nedzne warunki, kiepskie wyzywienie, niewolnicza
        praca

        “WOLONTARIAT TO Z DEFINICJI PRACA, ZA KTORA NIE OTRZYMUJE SIE
        WYNAGRODZENIA.
        Dopóki przyszli wolontariusze sobie tego nie uswiadomia, nie maja czego szukac
        w zadnej organizacji wolontariackiej. Z definicji równiez ludzie chca pracowac
        za darmo, poniewaz uwazaja, ze sprawa, której poswiecaja w ten sposób swój
        czas, jest naprawde wazna. Zaplata ma byc satysfakcja, a nie pólroczny urlop na
        safari. Nigdzie na swiecie nie ma darmowych wakacji, nawet w HUMANIE, chociaz
        tutaj rzeczywiscie wyjazd jest za grosze.”
        Takie stwierdzenie odbiera mi prawo dyskusji bez wysuwania zarzutu o to, ze,
        byc moze, Anka ulegla czyjejs sugestii. O “praniu mózgu” nie wspominajac. Ale
        okazuje sie, ze to jej przekonanie nie ma nic wspólnego z tym, czego mozna sie
        dowiedziec od samych przedstawicieli organizacji czy Teachers’s Group. Mózg
        wyprala sobie sama.
        “Oni zdaja sie nie miec pojecia, jak ich organizacja wyglada w porównaniu z
        innymi. Na info-meetingach wydaja sie zazenowani, ze szkolenie kosztuje az 1000
        dolarów i ze trzeba bedzie zarobic dodatkowe dwa. W efekcie wszyscy
        niedoswiadczeni ochotnicy sa z poczatku sfrustrowani, bo wydaje im sie, ze sa
        wykorzystywani. Bzdura! Prosze porozmawiac z kims, kto ma jakies pojecie o
        sprawie albo po prostu poszukac w Internecie jakichkolwiek informacji o
        dostepnych wolontariatach, ewentualnie pracy z organizacjami charytatywnymi.
        HUMANA to amatorszczyzna, ale nie sekta i nie ograbiaja nikogo z
        kieszonkowego.”
        Zaczynam od Internetu. Znajduje w koncu strone http://www.volunteerabroad.com,
        profesjonalne narzedzie dla przyszlych wolontariuszy. Czytam i oczom nie
        wierze.
        Na poczatek cos oczywistego: “Wolontariat za granica nie jest dla kazdego, wiec
        zanim
        na cokolwiek sie zdecydujesz, powinienes rozwazyc kilka rzeczy.” Jakich? Oto
        one:
        1. powód
        Jesli marzy ci sie nieustajaca impreza dookola swiata – wolontariat nie jest
        dla ciebie. Kup bilet na Ibize albo, jesli to za droga dla ciebie opcja, idz na
        impreze do znajomych i zabierz ze soba atlas swiata. Ale nie zastanawiaj sie
        dluzej nad “baletami” pod szyldem zbawiania swiata. To sie nie uda.
        Czy to w ogóle jest dla ciebie?
        “Wolontariat wymaga umiejetnosci przystosowania, cierpliwosci, ludzi, którzy
        potrafia dzialac bez potrzeby mówienia im, ze to juz czas, maja motywacje, a
        przede wszystkim gleboki respekt dla ludzi, z którymi pracuja i ich kultury.
        Wolontariusze nigdy nie ucza ludzi zachodniego sposobu zycia, ani tez nie jada
        nigdzie, by kogokolwiek zbawiac. Jada, by dzielic swoja energie i czas z
        ludzmi, by doswiadczyc ich kultury “z pierwszej reki” i by sie rozwijac.”
        Co wiec dokladnie musisz rozwazyc?
        2. mozesz zyc jak koczownik – bez nowoczesnych systemów sanitarnych, cieplej
        wody, elektrycznosci?
        Jesli nie – poszukaj czegos innego. Wiekszosc projektów dziala w krajach
        rozwijajacych sie, wiec zanim na cokolwiek sie zdecydujesz, sprawdz, dokad tak
        bardzo chcesz wyjechac. “Ostatnia rzecz, której organizacja i miejscowa ludnosc
        potrzebuja, to ktos uskarzajacy sie na jedzenie.”
        3. jestes wystarczajaco otwarty, by zaakceptowac kulture, w której sie
        znajdziesz, bez wzgledu na to, jak odmienna jest od twojej?
        Musisz pamietac, ze, gdziekolwiek sie znajdziesz, bedziesz tylko gosciem, wiec
        próby przeforsowania “lepszych” rozwiazan beda atakiem na wieki tradycji. I
        dodatkowo skoncza sie pewnie usunieciem cie z projektu. Nikt nie potrzebuje
        wolontariusza, który utrudnia organizacji wspólprace z miejscowa ludnoscia,
        administracja czy przedstawicielami wladzy.
        4. czy jestes zadowolony z siebie?
        “Czasami mozesz czuc sie izolowany, zwlaszcza, kiedy nagle znajdujesz sie w
        wiosce, gdzie nie znasz nikogo. Wielu studentów podrózuje, poniewaz sa
        nieusatysfakcjonowani stanem swojego zycia we wlasnym domu. To zly powód, by
        wyruszyc w swiat. Jesli masz problemy w domu, na przyklad ze swoim chlopakiem,
        praca, wspóllokatorami, nie oczekuj, ze znikna, kiedy tylko opuscisz swój kraj.
        Najprawdopodobniej beda cie przesladowac i beda jeszcze bardziej uciazliwe,
        kiedy dodatkowo pojawia sie problemy kulturowe i z przystosowaniem.”
        5. latwo sie przystosowujesz?
        6. jestes glodny wiedzy?
        “Mozesz nauczyc sie nowego jezyka, nowej kultury, nowego sposobu zycia. Latwosc
        przystosowania i cierpliwosc to klucze, by to doswiadczenie bylo
        satysfakcjonujace. Kraje rozwijajace sie szczególnie nie sa opetane idea czasu
        tak, jak USA czy Europa. Czesto plany sa ignorowane lub spotkania zaczynaja sie
        pózniej, niz to ustalono. Organizacje pozarzadowe, miedzynarodowe organizacje
        niedochodowe i wolontariackie prawie zawsze cierpia na brak wystarczajacej
        liczby pracowników. Twoje wejscie nie bedzie tak gladkie i swietnie
        zorganizowane jak wycieczka albo wakacje na Karaibach. Rzeczy czesto moga
        wydawac sie zdezorganizowane (…wink, mozesz miec do czynienia z korupcja, a
        przedstawiciele rzadu i administracji czesto pracuja w sposób, który dla
        ciebie nie ma sensu. Musisz zaakceptowac program i zaoferowac swoje uslugi w
        jego
        ramach.”
        Ta strona ani slowem nie wspomina o HUMANIE. Istnieje, poniewaz jest wiele
        innych organizacji, które korzystaja z pracy wolontariackiej i jest mnóstwo
        ludzi, którzy chca zrobic cos, co “nadaloby sens ich zyciu”. Standardy tu
        prezentowane nie próbuja usprawiedliwiac HUMANY. Sa ogólnie przyjete. Kazdy
        wolontariusz musi sie z nimi pogodzic, zanim zdecyduje sie na wspólprace. I
        najwazniejsze – musi sie równiez pogodzic z kosztami.
        “Niewiele jest mozliwosci podrózy tanszych od wolontariatu. Wiele organizacji
        dla wolontariuszy wymaga oplaty. Zazwyczaj pokrywa ona pokój/zakwaterowanie,
        instruktaz przed wyjazdem i sam program. Wielu wolontariuszy pokrywa swoje
        koszty, piszac listy do firm i rodziny, zbierajac darowizny kosciolów lub
        organizacji studenckich, czy tez poprzez inne, oparte na datkach, akcje.
        Fundraising to najprostsza droga, by oplacic wyjazd wolontariusza za granice
        (…wink. Studenci pytali mnie: “Dlaczego musze placic, zeby móc pracowac za
        granica?” O ile nie jestes doktorem albo inzynierem, albo nie planujesz spedzic
        na wolontariacie przynajmniej roku lub dwóch, prawdopodobnie bedziesz musial
        zaplacic. Byc moze zamierzasz wybudowac szkole na Filipinach – organizacja
        wolontariacka bedzie musiala zaplacic za materialy budowlane, zaaranzowac
        logistyke programu, zapewnic zakwaterowanie dla uczestników w miejscu pracy,
        opracowac i opublikowac informatory oraz sprzedac program. Gdyby jedynym
        powodem dzialalnosci bylo wybudowanie szkoly, o wiele latwiej i taniej byloby
        zatrudnic lokalnych rzemieslników, których koszt jest duzo nizszy, a praca
        szybsza. Tymczasem celem organizacji jest raczej zapewnienie doswiadcznia
        kulturalnego tobie oraz ludnosci lokalnej i umozliwienie ci poznania zycia w
        filipinskiej wiosce.”
        Przypominam raz jeszcze – to nie jest strona w jakikolwiek sposób zwiazana z
        HUMANA, poza tym, ze HUMANA jest organizacja wolontariacka. “Take it or leave
        it”, jak mówia ludzie, którzy przeszli przez ten program i znaja zarzuty
        wysuwane przez laików. “Bierz, co ci daja, albo odejdz”. Niestety, HUMANA nie
        kladzie wystarczajacego nacisku na przystepne wyjasnienie warunków, na jakich
        mozna z nimi wspólpracowac. Mglistosc ich zalozen i nieumiejetnosc wyjasnienia,
        na czym ta praca tak naprawde polega (bez wzgledu na to, z kim pracujesz),
        wywoluja nieuzasadnione prawami rynku reakcje wolontariuszy.
        Ciagle jednak pozostaje pytanie, czy, choc praca i warunki, w jakich znajduja
        sie uczestnicy programu, sa jednakowe dla wlasciwie wszystkich organizacji,
        HUMANA nie wykorzystuje sytuacj
        • Gość: MS NIC ZA DARMO cz.2 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:46
          Ciagle jednak pozostaje pytanie, czy, choc praca i warunki, w jakich znajduja
          sie uczestnicy programu, sa jednakowe dla wlasciwie wszystkich organizacji,
          HUMANA nie wykorzystuje sytuacji, kazac sobie placic znacznie wiecej, niz to
          jest przyjete.
          Inna ogólnoswiatowa strona, http://www.globalvolunteers.org, jako niesamowita
          okazje podaje takie dwie oferty:
          “Mozliwosc uczenia angielskiego, podstawowych nauk scislych, matematyki lub
          pomocy w szkole wieczorowej dla kobiet w Ghanie – 12 dni za 1.950$, 19 dni za
          jedyne 2050$”
          lub:
          “Tanzania – tylko studenci college’u (dzienni, z potwierdzeniem oplaty
          biezacego semestru i legitymacja)! Trzy tygodnie za jedyne 1950$!!!”
          Jezeli to dla kogos zbyt mgliste, krótkie i niewystarczajaco
          odpowiedzialne, “Lekarze bez Granic” nigdy nie odmawiaja czlonkostwa w ich
          organizacji. Jedyne warunki to:
          bycie wykwalifikowanym lekarzem
          lub renomowana pielegniarka
          ewentualnie polozna
          posiadanie innego profesjonalnego specjalistycznego wyksztalcenia medycznego
          bycie specjalista w innej uzytecznej dla organizacji dziedzinie
          doswiadczenie (dla wszystkich)
          Dodatkowo, niestety, nie mozna z nimi zostac wolontariuszem weekendowym.
          Podobnie jak z CORD – Christian Outreach-Relief & Development (na
          http://www.cord.org.uk), choc tu warunek latwy do spelnienia dla Polaków –
          oferta dostepna tylko dla chrzescijan. Gorzej, ze bez kwalifikacji najdalej
          posuniete oddanie Bogu nie ma zadnego znaczenia.
          Concordia (Youth Service Volunteers) Ltd. oferuje wyjazdy duzo tansze – oplata
          juz od 100 funtów szterlingów, na 2-3 tygodniowe obozy od czerwca do wrzesnia.
          Jedyne warunki to pokrycie kosztów podrózy i swoich wydatków na miejscu.
          Amnesty International w Londynie nie przyjmuje wolontariuszy. Jak mówia, to sie
          nie oplaca, jezeli wolontariusz nie jest gotowy poswiecic przynajmniej czterech
          godzin dziennie i to pracujac codziennie. Najchetniej przyjmowani, jezeli w
          ogóle, sa ludzie gotowi pracowac na pelny etat bez wynagrodzenia
          (wolontariusze) i z doswiadczeniem, bo przyuczanie ochotników nawet do zwyklego
          pisania listów (typowa dla AI dzialalnosc) zajmuje zbyt wiele czasu
          wykwalifikowanych pracowników. Jak mówi jeden z nich, który przez pól roku
          pracowal dla AI w prawie ten sam sposób, w jaki wolontariusze HUMANY zbieraja
          wiekszosc funduszy – proszac ludzi na ulicach Londynu o podpisanie zobowiazania
          regularnych wplat dla AI:
          “Czasem przychodzili do nas ludzie, którzy po prostu nie wiedzieli, co ze soba
          zrobic. Uwazali, ze robimy cos wspanialego i chcieli stac sie tego czescia.
          Przychodzili przekonani, ze oto ofiarowuja nam swój czas – cóz moze byc
          wartosciowszego?!
          Wzamian za ten dar kazdy z nich oczekiwal, ze oto my, platna kadra, bedziemy
          wokól nich biegac, tlumaczyc, co i jak zrobic, od czasu do czasu nagradzac
          jakims gadzetem… To sie nie oplaca! Jednego dnia utknalem w biurze, bo
          wolontariusz chcial nam raz na tydzien pomagac z pisaniem listów. To nie byl
          jego pierwszy tydzien, ale i tak praktycznie nie moglem odejsc od jego biurka.
          Caly czas o cos pytal. Chcial dobrze, ale zmarnowal mój, kosztujacy
          organizacje, czas. Tymczasem ktokolwiek z nas byl w stanie napisac ten sam list
          w pietnascie minut. Tak wiec, jezeli nie mozesz nam zagwarantowac, ze bedziesz
          pracowac regularnie i nikt nie bedzie musial cie prowadzic za reke, nie mozemy
          cie przyjac!
          Wolontariuszom sie wydaje, ze oto sa, wiec im daj. Tymczasem sama sila robocza
          nie jest juz nic warta. Licza sie umiejetnosci i regularnosc.”
          Lista organizacji wolontariackich jest bardzo dluga i, niestety, najczesciej
          faworyzuje ludzi z co najmniej 2000 dolarów i doswiadczeniem, którzy maja
          ochote spedzic okolo pól miesiaca robiac cos pozytecznego i innego niz to, czym
          zajmowali sie dotychczas. Nie daje im jednak zbyt duzej odpowiedzialnosci. Jako
          wolontariusz placisz za to, ze mozesz sie poczuc dobry, ale tak naprawde brak
          ci umiejetnosci, wiec dobrze, popatrz sobie, poplacz nad sierotami, poudzielaj
          sie w wieczorowej szkólce, a potem wróc do domu i zostaw reszte
          profesjonalistom.
          A HUMANA?
          Napisana w podobnym stylu, jej charakterystyka wygladala by tak:
          projekty 14-20 miesiecy w Afryce, Azji, Ameryce Poludniowej lub czteroletni
          trening w Indiach;
          kwalifikacje niekonieczne;
          pierwsza wplata niewymagana; organizacja pomaga znalezc prace i pokryc koszty
          szkolenia i wyjazdu oraz pobytu w kraju docelowym; calkowity koszt projektu
          dwudziestomiesiecznego to : 1700 DKK wpisowego;
          : 5 500 DKK (wplacane przed samym wyjazdem)
          na pokrycie polowy kosztu biletu lotniczego (druga
          polowe plus ubezpiecznie i szczepionki, a takze
          lekarstwa przeciw malarii oplaca HUMANA);
          : 20 000 DKK wplaty “gwarancyjnej”,
          pokrywajacej koszt pierwszego miesiaca i
          ewentualnej rezygnacji;
          : 36 000 za 8 miesiecy w Danii (6 szkolenia i 2
          pracy informacyjnej po powrocie, 12 miesiecy w
          samym projekcie jest oplacane przez HUMANE)
          Razem 63 200 koron dunskich, czyli prawie 8000 dolarów lub, jak kto woli 32 000
          zlotych. To daje okolo 1000 dolarów na miesiac – o polowe taniej, niz w
          reklamowanym jako specjalna okazja wyjezdzie do Ghany. O roku w Afryce za darmo
          nie mówiac.
          Podpisujac umowe, zobowiazujemy sie do wplaty 8000 DKK miesiecznie, z
          czego 1000 jest placony przez HUMANE, 2500 pokrywane z pierwszej wplaty (która
          moze zostac uwzgledniona w stypendium) i zostaje nam 4500 DKK na miesiac. W
          przypadku rezygnacji pózniej niz po uplywie miesiaca oplata to 8000 za kazdy
          spedzony w szkole miesiac plus 8000 ekstra. Przestaje dziwic, ze niektórzy
          uczestnicy projektu uciekaja w nocy przez okno. Dla przecietnego Polaka bylaby
          to kwota nie do splacenia.
          A placenie 4500 DKK na miesiac? 2250 zlotych to bardzo ladna suma. Dla Polaka.
          Dla Dunczyka to 580 koron (280 zlotych) ponizej minimum socjalnego. Mówiac
          dosadnie, ponizej granicy ubóstwa.

          Anka siedzi na lózku w swojej klasie, oblozona ciezkimi tomami o
          historii Afryki. Przygotowuje wyklad dla swojej grupy. Zaraz na poczatku
          pozbyli sie nauczycielki i postanowili uczyc sami, wiec teraz spoczywa na nich
          bardzo duza odpowiedzialnosc.
          “To byla mloda Japonka, mila, ale nie umiala przekazac tego, czego nauczyla sie
          w czasie swojego projektu. HUMANA nie ma pieniedzy na nauczycieli, wiec byli
          wolontariusze pracuja za grosze w tej wlasnie roli.”– tlumaczy –“ Czasem
          trafiaja sie kiepscy. Czasem trafia sie grupa ludzi po studiach, jak nasza, i
          stawia na swoim. Troche mi jej zal”– dodaje, ale bez przekonania –“Teraz mamy
          nowa, jest fantastyczna!”
          “Siedzisz nad ksiazkami?”– pytam, pamietajac info-weekend –“Myslalam, ze
          uczycie sie na programie komputerowym?”
          “Taka idea. Niezla, jesli uczniami sa ludzie, którzy nie wiedza nic, bo program
          jest tak jakby lista wypunktowana. Bez rozwiniecia. Chcesz wiedziec cos wiecej –
          szukaj sam! Ale to tez podstawowe zalozenie programu – jesli nie masz
          samozaparcia, zeby sie uczyc, nikt ci nie pomoze. Wiec po tygodniu walki z
          komputerami powiedzielismy: “Dosc!” i opracowalismy wlasny systém. Dziala. Na
          studiach tyle sie nie uczylam!”
          “Czyli program jest do niczego? Zaslona dymna?”
          “Lista wypunktowana”– powtarza Anka –“Chcesz sie uczyc – nikt ci nie zabroni.
          Dostep
          do Internetu mamy staly i kazdy swój komputer. Dodatkowo biblioteka w miescie
          wypozycza nam nieograniczone ilosci ksiazek, a sa swietnie zaopatrzeni w
          literature anglojezyczna. Dunczycy sa swietni w angielskim i bardzo z tego
          dumni.”
          “I starcza ci czasu na studia? A pieniadze? 4500 na miesiac to strasznie duzo!”
          “Gdybym byla len, to 4500 na miesiac znaczy piec dni sprzedawania gazet.
          Pozostale
        • Gość: MS NIC ZA DARMO cz.3 IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 12.03.02, 22:51
          “Gdybym byla len, to 4500 na miesiac znaczy piec dni sprzedawania gazet.
          Pozostale 25 dni mam na nauke, basem, ogladanie filmów, wieczory teatralne,
          spacery brzegiem morza i czytanie ksiazek w lózku do poludnia. Ale len nie
          jestem, wiec w dwa tygodnie zebralam 15 000. poza tym dostalam teraz prace w
          kuchni, która polega tylko na tym, ze trzy razy dziennie sprawdzam, czy ludzie
          sa w kuchni na czas, jedzenie jest gotowe, a spizarnia pelna. Robie liste
          zakupów i przygotowuje menu na weekend, poza tym jest kucharka. Nie robie ani
          zakupów, ani nie gotuje wiecej, niz kazdy inny uczen tej szkoly. Jesli wyjde
          jeszcze raz na tydzien, caly fundraising, lacznie z dwoma tygodniami po
          powrocie, mam z glowy.”
          “Slyszalam, ze sprzatanie zajmuje wam wiekszosc czasu?”
          “Planowo pól godziny dziennie po sniadaniu. W rzeczywistosci jak sie komu
          podoba. Staramy sie tylko pozostac w granicach przyzwoitosci i nie zapuscic
          szkoly zupelnie.”
          “Wiec sprzatacie, zarabiacie, gotujecie, uczycie sie bez nauczyciela – szkola
          musi na was tez zarabiac?”
          “Niezupelnie. Placimy 4500 na miesiac. Tymczasem przynajmniej 1000 koron
          dziennie jest wydawane na samo jedzenie dla 25 osób. To daje przynajmniej 1200
          na miesiac za jedna osobe. W zeszlym miesiacu wydalismy 87 000 na ogrzewanie –
          nastepne 3480 na osobe, czyli lacznie 4680. Jak dla mnie szkola juz w tym
          momencie traci, a nie policzylismy jeszcze wody, elektrycznosci, karnetów na
          basen, Internetu i telefonów. O filmach z wypozyczalni, Coca-Coli, popcornie i
          ciastkach kilka razy na tydzien nie mówiac. A pojutrze na trzy dni jedziemy na
          narty do Lillehammer.”
          “Za darmo?”
          “Aha. To coroczne Igrzyska Zimowe.”
          “Gdzie wiec ta sekta, wyzysk i znecanie sie nad wami?”
          “Mnie pani pyta? Mnie tu dobrze.”

          M.S.
    • Gość: krok ...marzenia o Afryce itp IP: *.prokom.pl 13.03.02, 09:28
      Jednej rzeczy w tej całej aferze nie rozumiem.
      Dlaczego ci wszyscy "wolontariusze" i "pasjonaci", opisani w reportażu
      i przedstawiający się w powyższym wątku, a marzący o odwiedzeniu
      Afryki oraz o ewentualnej pracy i pomaganiu tam innym nie korzystają
      z najprostszego sposobu realizacji tych planów?

      Istnieją przecież uznane organizacje związane z czerwonym krzyżem, kościołami
      z najlepszym sposobem jest przecież samodzielne kupno biletu lotniczego
      za 400-500Euro i w podróż. Oni natomiast pchają się do jakiś chorych
      organizacji płacąc za o dużo, dużo więcej...

      Dlaczego zdecydowaliście się na z natury podejrzany TVIND a nie na którąś
      z powyższych możliwości?

      • Gość: Anka Re: ...marzenia o Afryce itp IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 09:54
        chyba nigdy nie probowales sie z ktoras z tych organizacji "zabrac"...

        a najtansze bilety do Johannesburga zaczynaja sie od 600 funtow, czyli prawie
        3600 zlotych. a szczepienia, ubezpieczenie, cala reszta? w dodatku ladujesz bez
        pozwolenia na prace i pojecia, gdzie moglbys sie przydac. a koszty pobytu w
        Afryce? bedac sam, placisz za wszystko, jak turysta. zgodnie z przewodnikiem
        Lonely Planet - nie mniej niz 20 dolarow (czyli przynajmniej 80 zlotych)
        dziennie i to tylko, jesli zgadzasz sie spac byle gdzie i jesc byle co, co w
        Afryce znaczy "naprawde biednie". za rok w Afryce daje to 29 200 zlotych
        minimum.
        a jesli wydaje ci sie, ze ruszysz z plecakiem przez kraj, znajdziesz czerwony
        krzyz, a oni przyjma cie z otwartymi ramionami - blad! na wyjazdy zagraniczne
        biora tylko sprawdzonych ludzi, a nie znudzonych turystow. bez doswiadczenia i
        paru lat pracy we wlasnym kraju nikt cie nie wezmie. poza Humana.

        pozdrawiam
        Anka
        • sicil Re: ...marzenia o Afryce itp 14.03.02, 08:58
          Gość portalu: Anka napisał(a):

          > chyba nigdy nie probowales sie z ktoras z tych organizacji "zabrac"...
          > a najtansze bilety do Johannesburga zaczynaja sie od 600 funtow, czyli prawie
          > 3600 zlotych. a szczepienia, ubezpieczenie, cala reszta? w dodatku ladujesz bez
          > ...
          > Lonely Planet - nie mniej niz 20 dolarow (czyli przynajmniej 80 zlotych)

          Może takie ceny są z Danii ... ale ja często latam z Polski via Niemcy
          i na drógą półkulę można spokojnie się zabrać już za 400-500Euro czyli od
          1600 zl w górę. Codzienne wydatki również bywają na poziomie dużo mniejszym niż
          podawane w LP.
          Jeśli coś ciebie interesuje to spokojnie możesz w ten sposób zbadać wszystko
          na miejscu i dopiero tam się legalnie zaangażować.

          Co do legalności ... jesteś pewna że w RPA czy Mozambiku przebywacie i pracujecie
          legalnie? hehe




          • Gość: Anka Re: ...marzenia o Afryce itp IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 09:48
            w zupelnosci. sami wyslalismy dokumenty do konsulatu i sami sie o nie
            dowiadujemy.

            ale ja juz nie mam sie sily klocic. wiec wolno nas obrzucac blotem, ale nie
            wolno nam sie bronic?
            Polska musiala sie bardzo zmienic przez ten rok, ktory mnie tam nie bylo.
            wiec przepraszam, zegnam

            pozdrawiam
            Anka

            P.S. dziekuje za informacje o przelotach - bardzo uzyteczna! a cena za dzien,
            ktorej uzylam, jest z Mozambiku. w innych krajach moze byc taniej.
            niestety, "powazne" organizacje naprawde nie przyjmuja turystow, ktorzy
            sie "rozejrzeli" i postanowili zajsc na kawe. a z pewnoscia nie beda sobie
            zawracac glowy zalatwianiem pozwolen na prace, zakwaterowania, doszkalaniem -
            po co im to?!
      • Gość: Anka dla porownania IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 10:09
        ok, wiec 29 200 za rok w nedznych warunkach (bez uwzglednienia kosztow podrozy,
        w tym po kraju docelowym, ani szczepien, ani ubezpieczenia... ok, szczepienia
        przeciw wszystkim chorobom do Afryki Poludniowej kosztuja w Danii 550 zlotych.
        ubezpieczenie na rok - 1750 zlotych. razem 31 500 zlotych i podrozujemy
        piechota.
        maksymalny koszt wyjazdu z Humana? 32 000.
        zazwyczaj malo kto placi wpisowe 20000 koron, zamiast tego dostajac stypendium.
        koszt spada wiec do 22 000 zlotych.
        w tym polowa biletu, ubezpieczenie, szczepienia, koszty podrozy po kraju. na
        miejscu zakwaterowanie, najczesciej ktos do sprzatania, roczna wiza, pozwolenie
        na prace. plus 120 dolarow kieszonkowego na miesiac, czyli 1440 dolarow (okolo
        5760 zlotych) na rok zwracane przez organizacje. po odjeciu od kosztow, daje to
        jakies 16 240 zlotych. w najgorszym razie 26 240.
        czysta matematyka.

        pozdrawiam
        Anka
        • Gość: bebiko Re: dla porownania IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 20:31
          Chcecie byc do pioruna wolontariuszami??? To idzcie na dworzec centralny w
          Warszawie i pomagajcie zaplutym hifowcom w powrocie do godnego zycia! Cooo? Nie
          pasuje? Brzydka pogoda, palm nie ma za oknami, afrykanskich piosenek, zabytkow
          Johanesburga? Aaa to chodzi o darmowa wycieczke do Afryki. Dobry bialy czlowiek
          pomagac biedny czarny czlowiek pod jasne slonce Afryki. Tak jest lepiej, prawda?
          • Gość: volek Re: dla porownania IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.03.02, 22:29
            spokojnie
            to nie jest takie proste jak ci sie wydaje byc wolontariuszem we wlasnym kraju
            ja organizowalem roznego rodzaju akcje, a za co mam zyc???
            tutaj moge sie skupis na tym co chce robic i moja praca mnie utrzymuje
            a w domu to musial bym isc do pracy by placic rachunki a potem moze w wolnym
            czasie moglbym cos zrobic jesli nie bylbym za bardzo zmeczony
            i nie mow mi ze mam mozg wyprany
            mam prawo myslec co chce i powiem ci ze mialem takie poglady juz przed
            przystapieniem, wiec wszystko ze mna po staremu, ale dzieki za troske
            papa
          • Gość: Anka pomylka, bebiko IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 23:55
            kazdy ma prawo do wlasnego zycia, wiec nam nie mow, co powinnismy robic zamiast
            tego.
            a jak dla mnie twoj komentarz potwierdza, ze mam racje - uwazasz, ze nasz wybor
            jest latwy, lekki i przyjemny? wiec skad ten artykul w GW?! jednak wyssany z
            palca, hm?

            pozdrawiam
            Anka
            • Gość: pilgrim Aniu spokojnie :) IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 00:08
              aniu nie trac spokoju i czasu na odpowiedzi na tego rodzaju listy
              szkoda twojego casu i energii
              nie musisz nic udowadniac, tym bardziej takim osobom jak bebiko
              pozdrawiam serdecznie i trzymam za ciebie kciuki jak bedziesz w afryce
              • Gość: Anka dziekuje IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 09:54
                po prostu zaczynam sie czuc jak zaszczute zwierze. nie wolno mi miec wlasnego
                zdania, nie wolno mi bronic tego, w co wierze i w czym jestem od pol roku, wiec
                troche wiem, jak tutaj wszystko dziala. i widzialam juz trzy wracajace z Afryki
                druzyny. razem 25 osob. wszystkie uszczesliwione. nikt nie mial problemow ze
                zdrowiem ani korzystaniem z pomocy medycznej w razie problemow, wszyscy mieli
                opiekunow, ktorzy pomagali im w pierwszym okresie, zanim opanowali jezyk, nikt
                nie glodowal ani spal pod mostem (najczesciej mieli nawet ochrone), a
                kieszonkowe w zupelnosci wystarczalo na wszystko. plus dwa tygodnie platnego
                urlopu.
                bardziej wierze im, niz frustratom z Polski, ktorzy nigdy nie przeszli nawet
                calego szkolenia, o dostaniu sie do Afryki nie mowiac.

                pozdrawiam
                Anka
        • sicil CZY JESTEŚCIE SZALENI!!! 14.03.02, 09:04
          > ok, wiec 29 200 za rok w nedznych warunkach (bez uwzglednienia kosztow podrozy,
          > jakies 16 240 zlotych. w najgorszym razie 26 240.
          > czysta matematyka.
          > pozdrawiam
          > Anka

          ARE YOU CRAZY!!!!!!!
          Te koszty to czyste szaleństwo i idiotyzm.
          W ubiegłym roku za znacznie mniejsze pieniądze odwiedziłem sobie turystycznie
          cztery kontynenty!
          Wracaj do Polski bo tutaj wszystko możesz dużo taniej załatwić!


          • Gość: Anka ??? IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 09:55
            gratuluje wycieczki.
            a jak dlugo trwala?

            pozdrawiam
            Anka
            • sicil Re: ??? polecam 14.03.02, 13:44
              > gratuluje wycieczki.
              > a jak dlugo trwala?
              Nie w tym rzecz ile (2 miesiące) ale w tym twoje że wyliczenia
              kosztów są niedorzeczne. Nie dziwię się że osoby przestraszone takimi
              rzekomymi kosztami dają się wciągać do takiej organizacji.

              Zamiast na infomeetingach itp. lepiej poszukać informacji
              od ludzi którzy sami trochę pojeżdzili po świecie.
              Tobie polecam lekturę postów z grypy dyskusyjnej pl.rec.turystyka.tramping,
              spróbuj tam podyskutować o kosztach przelotu, przeżycia i ubezpieczeń
              ... może zbliżysz się trochę do rzeczywistości





              • Gość: Anka ja tym bardziej IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 14:30
                przepraszam, ale ostatni rok spedzilam w Anglii i moje informacje co do kosztow
                pobytu w Afryce pochodza od tamtejszych backpackersow, a nie polskich
                fantastow.
                ceny ubezpieczen i szczepien sa, jak powiedzialam, dunskie. w Polsce jest
                taniej.
                wiec prosze mi nie zarzucac niedorzecznosci, bo ja rownie dobrze moglabym
                zrobic wielkie oczy i powiedziec: dwa miesiace??? no to co mi Pan tu usiluje
                udowodnic?! ja mowie o cenie za dwadziescia, z czego osiem w jednym z
                najdrozszych krajow Europy!!!

                pozdrawiam
                Anka



                • sicil Aniu kręcisz i kręcisz 15.03.02, 08:56
                  > przepraszam, ale ostatni rok spedzilam w Anglii i moje informacje co do kosztow
                  > pobytu w Afryce pochodza od tamtejszych backpackersow, a nie polskich
                  > fantastow.
                  I w tym sęk, popytaj polskich backpackersów, czy nie zauważyłaś że na świecie
                  inne są stawki dla Jankesów, Angoli i Niemców itp. a inne (niższe) dla naszych
                  ...ale to jeżt temat na zupełnie inne forum.

                  > wiec prosze mi nie zarzucac niedorzecznosci, bo ja rownie dobrze moglabym
                  > zrobic wielkie oczy i powiedziec: dwa miesiace??? no to co mi Pan tu usiluje
                  > udowodnic?! ja mowie o cenie za dwadziescia, z czego osiem w jednym z
                  > najdrozszych krajow Europy!!!

                  KRĘCISZ i KRĘCISZ, o tym że w GB jest najdrożej w Europie wszyscy wiedzą
                  ale istotą problemu i twoich wyliczeń były podobno półroczne(?) wyjazdy do Afryki
                  a nie życie w GB.
                  Jeśli jesteś wolontaruszem i pracujesz gdzieś w centralnej Afryce to koszt
                  twojego dziennego utrzymania mógłby nie przekroczyć kilku dolarów -skoro tyle
                  wystarcza miejscowym...

                  Najwyrażniej cała afera bierze się z różnicy pomiędzy dochodami waszej organizacji
                  a wydatkami na utrzymanie wolontariuszy i rzeczywistą pomoc ...
                  wydaje mi się że mniej niż połowa tego co wypracujesz przeznaczana jest na pomoc
                  i wolontariat.

                  Nie mam wątpliwości co do tego że pracując w Polsce zarobiłabyś odpowiednio
                  dużo i nie musiałabyć się poniżać do wykonywania bezsensownych i poniżających
                  prac gdzieś w Danii,Szwecji czy GB.


                  Pozdrowienia
                  Backpacker










                  • Gość: Anka wcale nie ;) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 09:40
                    jasne, ze jesli jest sie w organizacji pracujacej na danym terenie, pewne
                    rzeczy mozna zdobyc taniej niz jako zwykly turysta.
                    nie wydaje mi sie jednak, zeby 18 000 zl bylo dla mnie suma osiagalna w szesc
                    miesiecy. to 3 000 na miesiac oszczednosci! a gdzie jedzenie, gdzie utrzymanie
                    mieszkania, gdzie inne wydatki?

                    nie wydaje mi sie rowniez, by jakakolwiek praca byla ponizajaca.
                    zwlaszcza, ze tutaj moge zarobic te pieniadze w maksymalnie dwa miesiace, a
                    reszte mam (naprawde) dla siebie. poza tym:
                    1. nic mnie nie rozprasza
                    2. codziennie mam portugalski
                    3. i fantastycznego chlopaka
                    ja zostaje!!! wink

                    z cenami przyznaje, powinnam liczyc rok w Afryce plus osiem miesiecy w Danii
                    dla obu mozliwosci - tzn. z Humana lub samodzielnie. i podkreslam, moje
                    wyliczenia byly dla programu 20-miesiecznego! w porownaniu z 12 miesiacami
                    samodzielnego lazenia po Afryce.

                    prosze mi pomoc z finansami w przypadku podrozy prywatnych, to moze dojdziemy z
                    tym jakos do ladu. ile polski backpacker smile przewiduje na:
                    - ubezpiecznie na caly rok obejmujace wszystkie uslugi medyczne, ubezpieczenie
                    od wykonywania sportow ekstremalnych (nie mam mowy, zebym, bedac w Mozambiku,
                    nie poszla nurkowac na Inhace!) i ubezpiecznie pracownicze?
                    - szczepienia przeciw (przepraszam, po angielsku. dopoki tu nie przyjechalam
                    nawet nie wiedzialam, ze wiekszosc z takich rzeczy istnieje!): Hepatitis A i B,
                    Typhoid (tyfus), polio, Yellow Fewer?
                    - test na HIV i grupe krwi (dla nas obowiazkowy, dla turystow polecany)
                    - tabletki przeciw malarii na caly rok?
                    - wynajecie mieszkania (za rok)?
                    - wynajecie kogos do sprzatania, prania, gotowania?
                    - transport?
                    - Internet w Maputo to 5$ za pol godziny, znaczek na list tak samo, ale za
                    sztuke (listu). mozna taniej?
                    - wyzywienie (za rok)?
                    - cos jeszcze? basen, nurkowanie, wycieczki, zwiedzanie rezerwatow, wystaw?

                    i jeszcze raz przepraszam, ale musze podkreslic, ze NIC z pieniedzy, ktore
                    zarabiamy, nie idzie do Afryki. poza nami samymi! placimy 4500 za miesiac W
                    SZKOLE (x8 miesiecy = 36 000 koron), za Afryke nic. tymczasem (poniewaz
                    odpowiadam za zakupy do kuchni, z reka na sercu moge powiedziecsmile wyzywienie
                    kosztuje 1200 za osobe na miesiac, a ogrzewanie w zeszlym miesiacu wynioslo 87
                    000. na 25 osob w szkole to daje 3480. razem 4680 koron. a gdzie cala reszta -
                    woda, prad i tak dalej? gdzie tu zarobek??? nie na nas, z pewnoscia.

                    pozdrawiam
                    i z gory dziekuje za pomoc z cennikiem
                    Anka
                    • sicil O rany, ale mieszasz! 15.03.02, 14:31
                      Brak mi już słów.
                      Nakręciłaś wątek szczytnymi ideami wolontariatu a teraz przyznajesz się
                      że jednak parzysz na wszystko jak turystka (nurkowaniesmileitd to rozumiem i
                      popieram) i materialistka - przez konieczność zdobycia nastu tysięcy, które
                      zresztą można tu zarobić zupełnie legalnie i bezstresowo,

                      Twoje pytania o finanse w przypadku podrozy prywatnych najlepiej
                      zadaj na pl.rec.turystyka.tramping, pewnie rozpętasz interesującą dyskusję.

                      Czy sugerujesz że wykonujesz prace adekwatne do twojego wykształcenia i ambicji?

                      > chłopaka
                      > ja zostaje!!! wink
                      ... i wszystko jasne smile to chyba główny powód twojego zaangażowania. Gratuluję,
                      choć nie wiem po co wam do tego ta organizacja.

                      > i jeszcze raz przepraszam, ale musze podkreslic, ze NIC z pieniedzy, ktore
                      > zarabiamy, nie idzie do Afryki.

                      O rany, ale mieszasz! to jednak niezła ściema!!!!
                      Czy nie łatwiej byłoby tutaj czy gdziekolwiek normalnie zarobić, zaoszczędzić,
                      opłacić wszelkie koszty transferu do Afryki i zwyczajnie polecieć tam do pracy?
                      Wy jednak wolicie jechać na n-miesięcy do Danii, Szwecji czy GB by pracować za
                      grosze ... ponosząc przy tym olbrzymie koszty, utzymując tą sałą machinę
                      i "nauczycieli". To jest właśnie słaby punkt tej całej konsepcji pseudo-
                      wolontariatu.




                      • Gość: Anka a ja myslalam, ze to na odwrot :) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 15:31
                        wydawalo mi sie, ze to z drugiej strony pytanie zostalo sprowadzone do
                        pieniedzy i podrozy.

                        dla mnie liczy sie wolontariat, a pracy legalnie na miejscu nie chcialabym
                        szukac. ja po prostu jestem takie zwierze, co nie lubi miec poczucia, ze jedzie
                        w ciemno, a za to lubi byc czescia czegos. zwlaszcza czegos, co dziala (zgodnie
                        z doniesieniami rzadu Botswany) i ma szanse naprawde pomoc. (aha, wracam do
                        szczytnych idei - po co sie ograniczac, jak moge miec wszystko!)

                        a zebrac pieniadze w Polsce i zrobic sobie roczna wycieczke? niestety, to nie
                        ja! gdybym dostala te pieniadze do reki (jak szybko? nie nalezalam przeciez do
                        top managementu w Wawie!), nie byloby realnej szansy, zebym za nie gdziekolwiek
                        wyjechala. moje mieszkanie wymagalo remontu, moja siostra wsparcia finansowego
                        na studiach... pieniadze zawsze sie rozchodza. wiec sprzedalam mieszkanie,
                        oddalam wiekszosc ciuchow do Czerwonego Krzyza, wieze bratu, plyty siostrze i
                        juz mnie nie bylo!
                        zostac wolontariuszem i na tak dlugo wyjechac, to prawie jak konczyc pic, bedac
                        alkoholikiem - nie uda sie, jesli sie zostaje w starym srodowisku. szef zrzuca
                        na ciebie wiecej pracy, przyjaciolka potrzebuje pomocy z dzieciakiem, banda
                        znajomych upiera sie, ze jaka piekna idea, ale jeszcze nigdzie nie jedziesz,
                        prawda?
                        wiem, bo przez to przeszlam. marzylam i marzylam o wyjezdzie, o robieniu czegos
                        kompletnie innego, ale wszystko rozchodzilo sie po kosciach. az jednego dnia,
                        po opracowywaniu raportow od czwartej rano do polnocy, a potem wycieczce
                        pociagiem piata rano do Wawy z tym calym bajzlem, pomyslalam: dosc. miesiac
                        pozniej mnie nie bylo. i strasznie sie z tego ciesze. przepraszam, ale ciesze
                        sie i juz.

                        i przykro mi, ze ta wymiana zdan jakos sie kupy nie trzyma, ale po prostu
                        usiluje wytlumaczyc, dlaczego Humana i dlaczego nie jest mi zle, ale za kazdym
                        razem, kiedy zaczynam, coraz to inne watki mi sie przypominaja.
                        cudnie! zaczynam rozumiec, o co mi samej chodzi!
                        dziekuje!

                        pozdrawiam
                        Anka

                        • sicil Nareszcie konkrety 16.03.02, 13:25
                          Nareszcie piszesz jak kobieta ...bez zacietrzewienia charakteryzującego dużo
                          postów od wielu ludzi w tym wątku.
                          Rozumiem to że w jakimś punkcie twojego życia chciałaś zmian, zerwania z
                          monotonią i szarością otoczenia - większość ludzi dookoła ma takie ukryte
                          pragnienia. Nie rozumiem jednak tego że skorzystałaś z pośrednictwa
                          jakiejś organizacji, może jedynym wytłumaczeniem byłoby to że nie byłaś
                          wtedy dość samodzielna i odważna a ewentualne swoje niepowodzenia będziesz
                          w przyszłości mogła przypisywać "organizacji".


                          Teraz ja również zerwę z monotonią i "samodzielnie"smile na dwa tygodnie lecę
                          na antypody, ale wrócę ... bo mam coś tu jeszcze do zrobienia.


                          Bye, może jeszcze do tego wątku wrócimy
                          • Gość: Anka milej podrozy! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 16.03.02, 16:23
                            i ja tez sie ciesze, ze wszystko da sie wytlumaczyc bez wrzaskow.

                            i tak, mozna powiedziec, ze kierowala mna wygoda. i lek. zrywac ze wszystkim
                            tak od razu i zaczynac od zera jest strasznie trudno, wiec organizacja pojawila
                            mi sie w sama pore - mam sie na czym bluszczyc i kogo winic, jak mi sie cos nie
                            uda (tfu, tfu, tfu!) wink
                            a jak sie uda, to mam nadzieje byc wystarczajaco silna i samodzielna, by juz
                            zadnych takich wiecej nie potrzebowac! smile

                            pozdrawiam
                            Anka
    • Gość: Mijat Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: 61.166.22.* 13.03.02, 11:41
      Gratuluje artykulu MS! Rozumiem, ze to praca promocji?? Z tak czysta i
      ordynarna propaganda juz dawno nie mialam do czynienia!!!! Tak sie sklada, ze
      bylam w Humanie i to nie w jednej szkole, NetUp tez robilam, wiec wiem co
      mowie. Wszystko w artykule "Szef zamieszkal w raju" jest prawda, no moze z
      pominieciem kilku naprawde nieistotnych szczegolow, ktore nie zmieniaja istoty
      rzeczy. Ja wiem, ze ludzie z promocji maja obowiazek poprawy wizerunku
      organizacji, tak sie dzieje w kazdej firmie, ale na te bzdury, ktore tu
      opowiadacie az mi sie krew w zylach gotuje!!

      A Tobie Anko gratuluje! Znalazlas sie w idealnym miejscu! Wlasnie takich ludzi
      Humana potrzebuje! Bezkrytycznych i naiwnych! Jesli naprawde na tym forum
      prezentujesz swoje wlasne poglady to obawy Twoich znajomych o pranie mozgu sa
      jak najbardziej uzasadnione. Powodzenia w dalszej "karierze"...
      • Gość: Anka Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 12:30
        a przez oszolomow takich, jak ty, wstyd mi, ze jestem Polka.

        pozdrawiam
        Anka
      • Gość: Anka Re: TVIND - wiedz co Ci grozi IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 13:47
        moze pora zrozumiec, ze wolontariat to zabawa dla bogatych dzieci. i poki w
        Polsce tez nie bedziemy miec 2500 zlotych jako minimum socjalnego, nasz punkt
        widzenia nie bedzie obiektywny.
        i nie jestem w promocji.
        to moje wlasne zdanie. sprawdzone.
        ale, oczywiscie, kazdy ma prawo do swojego.
        i potrafie zrozumiec, ze Polacy czuja sie w tej organizacji obywatelami gorszej
        kategorii - o wiele wiecej z nimi problemow - rzadko kiedy ich poziom
        angielskiego wystarcza, by korzystac z dostepnych materialow czy w pelni
        uczestniczyc w wykladach, 100 koron to dla nich duzo (dla Dunczyka
        to "reszta"), a fakt, ze sa zobowiazani po sobie posprzatac, uwlacza ich
        godnosci.
        a ze ja nie narzekam??? zatroszczylam sie o to, by byc tu i pracowac legalnie.
        juz prawie pol roku. wiec moze rzeczywiscie traktuja mnie lepiej? moze nasza
        szkola jest bogatsza? moze akurat tutaj trafili ludzie swiadomi swojego wyboru?

        dopoki nie nauczycie sie ponosic konsekwencji swoich decyzji, nie mowcie, ze
        ktos mi wypral mozg.
        przez prawie rok usilowalam skontaktowac sie z "powaznymi" oranizacjami, ale
        albo wymagano ode mnie znacznie wiekszych pieniedzy, albo znacznie lepszych
        kwalifikacji. 30 000 zlotych na koncie, ukonczone studia wyzsze i dwa jezyki
        zachodnie biegle plus dwa na poziomie postawowym to, jak sie okazalo, za malo,
        by zostac wolontariuszem za granica.
        a 4500 koron to grosze, jesli rozsadnie pomyslec, jak wiele organizacja na nas
        wydaje. glupia bulka w tym kraju kosztuje dwa zlote, a jogurt od pieciu do
        dziesieciu zlotych.
        herbata w barze dla bezdomnych to 2,50 zl - najtaniej, jak moze byc.

        i nikt nie sypia pod mostem, chyba, ze z wlasnego wyboru.

        a jezeli komus sie nie chce pracowac, to po jaka cholere pcha sie do
        organizacji wolontariackiej??? wolontariat to PRACA!!!

        pozdrawiam
        Anka
      • Gość: volek tak to sie zaczyna :) IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.03.02, 17:14
        ja tez jestem w tvind i to nie jest prawda, z wyjatkiem kilku nieistotnych
        zeczy...

        tak to sie wlasnie zaczyna ze podwaza sie nie to co ludzie pisza po 2 dniach
        spedzonych, weszacych sensacje i wielka kariere
        na co dowodem jest potraktowanie tego co pani magda uslyszala od tomka i
        sfrustrowanych teacherow, personalnie mszczacych sie na TG
        a nie slucha sie ludzi ktorzy tam sa i maja cos innego do powiedzenia,
        szczegolnie, kiedy sie twierdzi ze juz im wyprano mozgi,
        bo wtedy z takimi ludzmi sie nie rozmawia
        i to jest przerazajace, prosze panstwa
        bo ja mysle ze w tej chwili to gazeta powinna wydrukowac te listy ktore MS
        tutaj napisal, co sie prawdopodobnie nie stanie, niestety
        choc...
        wierze w pana Michnika, ze stanie na wysokosci zadania, i udowodni ze GW jest
        gazeta obiektywna dajcie nam mozliwosc decyzji a nie nazucajcie wlasnych
        pogladow i opinii, bo jestescie odpowiedzialni za spoleczenstwo
        i musicie bronic obiektywizmu
        ale to jest moze za piekne, w dzisiejszej polityce rynkowej

        i to jest przerazajace, my jedziemy do afryki, azji by walczyc z aids, pracowac
        z dziecmi ulicy, budowac szkoly, latryny, chcac doswiadczac czegos innego niz
        normalny zyciowy scenariusz ktory ci funduje kazdy system na swiecie, szkola,
        praca, dom, grob, a jak juz jestes inny to jest zle, kiedys palono na stosach,
        torturowano, my chcemy zyc, uczyc sie, smiac, pracowac ciezko dla innych...bo
        to chcemy robic, i nikt nas nie zmusza do tego by podjac te decyzje, wolna wola
        zostala nam dana dawno temu,
        my nie jestesmy wyprani, a jesli nawet, to na wlasne zyczenie bo
        to swiat jest wyprany, globalizacja, reklamy, wojny, cany lekarstw, bezrobocie,
        przemysl zbrojeniowy, korupcja...
        ludzie umieraja, gloduja, nie maja dostepu do edukacji,
        my chcemy cos zrobic w tym kierunku by to zmienic, i to robimy

        i nie jest to organizacja lowiaca tylko, mlodych niedoswiadczonych, poznalem
        tutaj osoby w wieku od 30 lat do 65!!!
        prawnikow, bankowcow, managerow, psychologow, matki, ojcow,


        Anka dzieki za podniesienie mnie na duchu, dzieki ci za to, jestem pewien ze
        twoja praca w afryce bedzie wielkim sukcesem, smile
        mam nadzieje ze bede mial przyjemnosc spotkac kolezanke smile, dzieki temu co Ania
        pisze i takze MS, plus moje wlasne doswiadczenia z pobytu tutaj, przekonuja
        mnie do tego ze warto tu byc pracowac dla innych i przezyc przygode w tej
        organizacji
        a fakty same mowia za siebie
        i nie odrzucajcie ich, tylko sprawdzcie

        a wazne jest co sie robi w tej chwili a nie co sie zrobilo zlego kiedys,
        a bledy sa zecza ludzka, nie popelnia ich ten kto umiera albo sie nie urodzil

        papa
        • Gość: Anka :) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 13.03.02, 18:43
          dziekuje.

          naprawde trudne sie bronic, kiedy nasze argumenty, nie wazne, na ile sposobow
          sprawdzone i potwierdzone, przeciwstawiane sa sensacji. my nie mozemy miec
          racji. my jestesmy "wyprani".
          paragraf 22?!

          pozdrawiam
          Anka
        • Gość: bebiko Re: tak to sie zaczyna :) IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 21:49

          Jeezuuus Maaariaaaa!
          Czlowieku! Ale masz wyprany mozg i to do poziomu przedszkolaka. Przeczytaj
          jeszcze raz to co napisales. Ale jestes gosciu naiwny. Pozwol ze jeszcze raz
          zapytam - a nie moglbys byc wolontariuszem w ktoryms Markocie na przyklad? Albo
          wsrod bezdomnych, albo w hospicjum z umierajacymi dzieciakami????
          Afryka jest lepsza? Dlaczego????

          > z dziecmi ulicy, budowac szkoly, latryny, chcac doswiadczac czegos innego niz
          > normalny zyciowy scenariusz ktory ci funduje kazdy system na swiecie, szkola,
          > praca, dom, grob, a jak juz jestes inny to jest zle, kiedys palono na stosach,
          > torturowano, my chcemy zyc, uczyc sie, smiac, pracowac ciezko dla innych...bo
          > to chcemy robic, i nikt nas nie zmusza do tego by podjac te decyzje, wolna wola
          >
          > zostala nam dana dawno temu,
          > my nie jestesmy wyprani, a jesli nawet, to na wlasne zyczenie bo
          > to swiat jest wyprany, globalizacja, reklamy, wojny, cany lekarstw, bezrobocie,
          > przemysl zbrojeniowy, korupcja...
          > ludzie umieraja, gloduja, nie maja dostepu do edukacji,
          > my chcemy cos zrobic w tym kierunku by to zmienic, i to robimy
          >
          > i nie jest to organizacja lowiaca tylko, mlodych niedoswiadczonych, poznalem
          > tutaj osoby w wieku od 30 lat do 65!!!
          > prawnikow, bankowcow, managerow, psychologow, matki, ojcow,
          >
          >
          > Anka dzieki za podniesienie mnie na duchu, dzieki ci za to, jestem pewien ze
          > twoja praca w afryce bedzie wielkim sukcesem, smile
          > mam nadzieje ze bede mial przyjemnosc spotkac kolezanke smile, dzieki temu co Ania
          >
          > pisze i takze MS, plus moje wlasne doswiadczenia z pobytu tutaj, przekonuja
          > mnie do tego ze warto tu byc pracowac dla innych i przezyc przygode w tej
          > organizacji
          > a fakty same mowia za siebie
          > i nie odrzucajcie ich, tylko sprawdzcie
          >
          > a wazne jest co sie robi w tej chwili a nie co sie zrobilo zlego kiedys,
          > a bledy sa zecza ludzka, nie popelnia ich ten kto umiera albo sie nie urodzil
          >
          > papa

          • Gość: Anka hmm... IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 00:00
            jesli nie masz do powiedzenia nic poza bezpodstawnym ublizajacym nam belkotem,
            to moze sie wylacz, bo twoj wklad w dyskusje eufemistycznie mozna okreslic
            jako: BEZ JAKIEJKOLWIEK WARTOSCI MERYTORYCZNEJ.
            jesli nie masz konkretow, to ludziom nie ublizaj, dobrze?

            pozdrawiam
            Anka
            • Gość: malgosia Re: hmm... IP: *.pl 14.03.02, 01:24
              Anka a moze tak do Amwaya... jak czytam te Twoje i MS zarliwe posty to jak bym
              sluchala repa z Amwaya ta sama retoryka i ta sama zarliwosc.Kopnij sie
              dziewczyno w ucho i oprzytominij bo sie w tej Afryce przebudzisz z reka w
              nocniku a to daleko i mama nie pomoze
    • Gość: Himura TVIND i Chiny IP: *.hack.pl 14.03.02, 01:40
      Hejka wszystkim

      Tak wlasnie spedzilem sobie niecala godzine studiujac po kolei wszystkie
      wypowiedzi na tym forum. Mam sprzeczne uczucia i jestem daleki od wydawania
      jakichkolwiek sadow, lecz jednak z natury jestem czlowiekiem dosc nieufnym, tak
      wiec do TVIND jestem raczej nastawiony negatywnie... chocby ze wzgledu na pewne
      braki w organizaji, o ktorych byla mowa...

      Ale nie o tym chcialem pisac. Moim tematem sa Chiny. W sumie to mam kilka pytan:

      Primo:
      Jezyk mandarynski. Gdzie i jak tam tego ucza. Sam ucze sie tego jezyka i a)
      wiem, ze nie bylbym w stanie nauczyc sie go z ksiazek lub kaset - potrzebna
      jest czyjas pomoc, a b) w Chinach jest od groma dialektow, wiec jaka mam
      gwarancje, ze ktos w ogole nauczy mnie tego jezyka, a jesli tak to czy
      poprawnie, i czy bedzie to dialekt ktorym bede mogl porozumiewac sie z
      ludnoscia. Bo co mi po tym, ze bede znal putonghua, jesli pojade do wioski w
      gorach, w ktorej oni ani me ani be ? Ja tego poprostu jakos nie widze...
      naprawde. Powiedzmy, ze nie mam kasy i co ? Fundraising ? Spoko... Bardzo
      pragne jechac do Chin no i musze sobie na to zapracowac. Jak ? Mniejsza z tym -
      byle bym tylko dokladnie wiedzial na co sie decyduje. Sortowanie odziezy,
      sprzedawanie pocztowek, gazet... nie ma znaczenia. Mysle, ze zadna praca nie
      hanbi a ludzie, ktorzy marudza maja po prostu zbyt malo zmarszczek na dloniach.
      Byle by bylo uczciwie... Wiec pracuje... a nauka jezyka to kiedy ?
      Angielskiego ? Po co mi angielski w Chinach ? A wiadomosci o Chinach ? Heh...
      przeciez to tak nie dziala, ze uczysz sie biegajac po necie lub do biblioteki.
      Rownie dobrze mozna to robic z Polski. Poza tym to sucha wiedza... pani z
      fizyki w liceum tez probowala wytlumaczyc nam ten przedmiot na papierze...

      Secundo:
      Chiny same w sobie. Nie interesuje sie zbytnio Afryka... nigdy jakos nie byla
      mi zbyt bliska jako kraj. Strasznie mi zal tamtejszej ludnosci i bardzo
      chcialbym, by im sie jakos dola polepszyla. Ale w Chinach nie jest lepiej, a
      jako ze jestem z duszy azjata, tak wiec idealem by bylo polaczyc przyjemne z
      pozytecznym: pojechac do Chin by niesc pomoc chinczykom, a przy okazji zobaczyc
      upragniony kawalek swiata. Nie oszukujmy sie - zwiedzanie swiata jest jednym z
      glownych powodow porywania sie na wolnotariaty... Mysle, ze wiekszosc gdy
      zajrzy w glab siebie sie do tego przyzna... To taki wewnetrzny ped za
      nieznanym. A ze przy okazji mozna robic cos dobrego i popracowac nad soba - to
      jeszcze lepiej. Ale odchodze od sedna sprawy. Wszyscy wiemy jak jest w Chinach -
      jedni lepiej, drudzy gorzej. Ja akurat wiem lepiej, a jeszcze lepiej wie moja
      nauczycielka, ktora bywa tam regularnie. W kazdym badz razie kazde dziecko wie,
      ze w przypadku konfrontacji interesow TVIND<->CHRL nasi zolci bracia nie beda
      sie przyslowiowo pieprzyc, tylko wsadza cala ekipe do pierdla, albo i gorzej. I
      moze sie ona nazywac nawet Fanklub Swietego Piotra w Duchu Taoistycznym. No bo
      po co Chinczykom wolnotariusze? I to do tego jeszcze tacy nie do konca legalni,
      co w sumie wynika z raportow przeciwko HUMANIE. Zastanowmy sie szczerze i
      odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy rzad kraju, w ktorym jest ponad 1,2 miliarda
      ludzi i w ktorym jednostka nie znaczy ZUPELNIE nic, rzeczywiscie tych
      wolnotariuszy potrzebuje ? Po co ? Zeby przygladali sie biedzie ? AIDS, ktorego
      oficjalnie nie ma ? I co potem ? Pojada rozpowiadac o tym reszcie swiata. A
      przeciez u nich ludzi mnoga... Byly sluchy, ze od grup w Chinach nie ma wiesci.
      Co jesli to prawda ? Czy myslicie, ze jesli te grupy zostaly zostawione na
      pastwe losu w jakiejs wiosce to sa tam przyjete z otwartymi rekoma ? Nie wiem,
      ale watpie by tak bylo. Czemu ? Dodatkowe mordy do wykarmienia, to raz, a dwa:
      mentalnosc chinczykow, tak inna od naszej, ktora sprawia ze zawsze bedziemy dla
      nich waiguoren'ami - "obcokrajowcami", lub tez "dlugonosymi", ktory nigdy do
      konca nie beda w stanie zrozumiec ich kultury.

      Tak wiec dlatego jesli HUMANA prowadzi w Chinach jakies lewe interesy, to mysle
      ze powinna sie zastanowic nad tym, czy warto narazac niewinnych ludzi... ktorzy
      nie jada w cale do Pekinu czy Szanghaju, gdzie panuje libralizm, ale na jakies
      zascianki... gdzie moze juz nie byc tak milo.

      A poza tym z jednym sie zgadzam... warto najpierw sprobowac na wlasnym
      podworku - np w PCK, zanim zacznie sie karmic swoj mozg, ze pomaganie innym w
      Afryce rozni sie od tego w Polsce... no chyba, ze rzeczywiscie chcemy
      podrozowac, to wtedy jest inaczej. Ale przynajmniej badzmy ze soba szczerzy.

      Pozdrawiam
      Himura Kenshin
      • Gość: Himura Re: TVIND i Chiny - blad rzeczowy w moim liscie IP: *.hack.pl 14.03.02, 01:42
        Ajajaj.... przepraszam

        powinno byc "nigdy nie byla mi zbyt bliska jako kontynent"... to pewnie
        dlatego, ze jest juz 01:39 am...

        Dobranoc wszystkim
        Himura Kenshin
    • Gość: A z zycia wziete IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 10:06
      • Gość: Anka ups, enter nie w tym momencie ;) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 10:07
        wiec zaczne raz jeszcze...
    • Gość: Anka z zycia wziete IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 10:30
      scenka z dzisiejszego sniadania:
      weszlam do pokoju duzo po czasie, ale w calej szkole zostalo nas tylko
      piecioro, wiec nikogo nie obchodzi, czy sprzatamy na czas. godzina dziewiata
      sniadanie ciagle na stole. hurra!
      usiadlam, posmarowalam buleczke maselkiem, dzemikiem, nalalam sobie herbaty.
      mleko sie, kurcze, skonczylo, bawarki nie bedzie. wink
      do pokoju wszedl Stephen, 36-letni Anglik, ktory dostal prace w promocji, wiec
      za przeproszeniem tylka sobie odmrazac na ulicy nie musi, jak my sprzedajac
      gazety. Stephen nie cierpi promocji. nienawidzi jej, jak tylko moze. od rana do
      wieczora juz od dobrych paru dni nam powtarza, ze ma dosc, ze to znecanie sie
      nad nim i dzis wyjezdza. jak dotad nie wyjechal.
      my zas od rana do wieczora prosimy, zeby przestal to mowic nam, a powiedzial
      dyrektorce, skoro woli sprzedawac gazety albo sortowac ciuchy. (my juz mamy
      dosc jego narzekania po katach. notorycznie obnosi sie z cierpietnicza mina,
      ale nie robi nic, by stan rzeczy zmienic. nikt od niego nawet nie oczekuje, ze
      non-stop bedzie siedzial w pokoju promocji i pracowal. nie podoba sie, a
      dyrektorka jeszcze nie wrocila? zrob sobie przerwe! poogladaj telewizje,
      poczytaj ksiazke! nie pastw sie sam nad soba!)
      znalazl dyrektorke wczoraj, poniewaz biegala po calej szkole i usilowala
      znalezc lancuchy na kola, bo grupa jadaca na zawody do Norwegii wlasnie sobie
      przypomniala, ze tam sa dwa metry sniegu. dyrektorka, jak mozna sie bylo
      spodziewac, za bardzo nie miala czasu. pietnascioro doroslych ludzi biegalo
      wokol niej, domagajac sie czegos, a Stephen, ktory nie wyjezdzal, musial sie
      jej wydac problemem, ktory moze poczekac. oczywiscie, Stephen tak nie uwaza.
      dzis rano:
      S: mam dosc. wyjezdzam. nienawidze promocji, nie zmusza mnie do tego.
      ja: nikt cie nie zmusza. nie chcesz, to nie rob. rozmawiales z dyrektorka o
      zmianie pracy?
      S: nie miala wczoraj dla mnie czasu. powiedziala, ze porozmawiamy, ale nie
      przyszla.
      ja: wczoraj wszyscy wyjezdzali!
      S: to co? powiedziala, ze porozmawiamy.
      ja: u niej to czasem znaczy "za tydzien", jesli chcesz, zeby sama do ciebie
      przyszla. uprzyj sie i chodz do jej biura dzien w dzien. w koncu trafi sie
      chwila, ze bedzie miala czas.
      S: to niepowazne. ja sie nie dam tak traktowac. dzisiaj nie powinno mnie tu juz
      byc. wyjezdzam.
      rzucil bulke o stol z mina wielce rozgoryczona:
      S: nawet nie ma dzemu, ktory bym lubil!
      (stoja przed nim trzy)
      ja: probowales tamtego?
      wskazuje na szwedzki stol. przynosi kolejny dzem, smaruje kolejna bulke, bierze
      gryza i znow wyrzuca do smieci.
      S: tego tez nie lubie. nie lubie truskawek! nie znosze marmolady pomaranczowej.
      nie jem porzeczek, nie smakuje mi dzem malinowy! dlaczego tu nie ma miodu?!
      tymczasem ja poddaje sie zupelnie i przestaje mi zalezec, zeby mu dogodzic.
      sprawdzajac dzemy, wyrzucil do smieci dwie bulki. i on chce pracowac z
      umierajacymi z glodu ludzmi w Afryce?! dziekuje, nie tancze.

      to naprawde nie jest pieciogwiazdkowy hotel. pewnie nie jest nawet
      trzygwiazdkowy, ale czy to ma znaczenie? nie jestesmy na wakacjach.
      i ludzie, ktorzy tutaj sa, musza sie z tym pogodzic, bo inaczej nie ma szans,
      ze dadza sobie rade w Afryce. chcesz byc wiecznie narzekajacym mamisynkiem -
      droga wolna! ale nie mow ludziom, ktorzy maja wieksze zdolnosci przystosowania,
      ze im wyprano mozg.

      pozdrawiam
      Anka
    • Gość: doku Przecież jest proste kryterium uczciwości takich.. IP: *.mofnet.gov.pl 14.03.02, 12:26
      ... inicjatyw. Przy zachowaniu trzeźwości spojrzenia bardzo łatwo jest ocenić,
      czy ktoś zachęca do uczciwego pomagania innym, czy robi to kierowany złą wolą
      (być może cudzą, nieświadomie, ale jednak złą). Wystarczy chwilę zastanowić się
      nad celami programów pomocy pod kątem ekonomicznej jakby skuteczności takiego
      programu.

      Weźmy np. pomoc dla biednych i wyobraźmy sobie dwa przypadki - kupujemy wodę w
      butelkach, koce itd. i wieziemy je przez pół Polski w ciężarówce, z której
      potem robimy dystrybucję tych darów różnym ludziom na obszarze biedy. Albo
      inaczej - dajemy tamtym biednym pieniądze, a oni kupują sobie to, co jest im
      potrzebne. W pierwszym przypadku mamy marnotrawstwo sił i środków, widać więc,
      że organizatorowi nie zależy na pomaganiu, ale na czymś innym.

      Drugie rozróżnienie jest nieco subtelniejsze, ale także ostatecznie sprowadza
      się do ekonomii. Jeżeli są ludzie chętni do pomagania sierotom, głodującym
      dzieciom, samotnym staruszkom, ludziom wymagającym specjalnej troski itd. to o
      wiele łatwiej nawiązać kontakt z lokalnym domem dziecka czy inną instytucją w
      pobliżu, niż jechać gdzieś do innego kraju, tracić cas i pieniądze, które na
      miejscu można by z pożytkiem wykorzystać. Mamy w Polsce wiele róznorodnych form
      pomocy dla ludzi naprawdę potrzebujących, np. fundacje organizujące wakacje dla
      dzieci z rodzin patologicznych, pomagające naszym chorym na AIDS, czy
      opiekujące się samotnymi niepełnosprawnymi. Możemy tym ludziom skutecznie
      pomagać niewielkim stosunkowo nakładem czasu i środków. A jeżeli ktoś nawet
      uważa, że w Polsce jest małe zapotrzebowanie na pomoc, to pomagajmy Ukraińcom
      czy Litwinom. Pomaganie duńskiej organizacji jest z tego punktu widzenia
      absurdem tak wyraźnym, że oszustwo jest ewidentne. Gdyby ci Duńczycy
      rzeczywiście mieli dobre intencje i chcieli komuś pomagać i potrzebowali pomocy
      Polaków, to zorganizowaliby oddział swojej organizacji na terenie Polski i
      zorganizowaliby u nas programy skutecznej pomocy.

      A już zupełnie infantylny jest pomysł, żeby swoją żądzę zwiedzania egzotycznych
      krajów nazywać chęcią niesienia pomocy. Człowiek wrażliwy, zdolny do litości i
      współczucia, reaguje szczególnie silnie na bezpośredni kontakt z człowiekiem
      cierpiącym. Ludzie o zaburzonej wrażliwości często reagują na przekaz
      telewizyjny, a nie dostrzegają wokół siebie biedy i chorób. Tacy ludzie łatwo
      wykorzystują retorykę współczucia i listości w celu uszlachetnienia swoich
      egoistycznych pobudek.
      • Gość: Anka wiec czemu go nie zastosujesz? IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 12:41
        nie pomagamy w Danii, tylko w Afryce. to po pierwsze.
        po drugie jasne, ze moglibysmy w Polsce i swego czasu pracowalam z dzieciakami
        z rodzin patologicznych, ale, jak ktos na forum juz zauwazyl, pomagac w Polsce
        to znaczy robic za darmo plus utrzymywac siebie, swoje mieszkanie, swojego kota
        i co tam jeszcze komu sie zamarzy. pracowac normalnie i pracowac po godzinach.
        kwestie finansowe z jednej strony, a z drugiej - niemozliwosc calkowitego
        poswiecenia sie sprawie.
        a tutaj nie tylko odchodza mi problemy finansowe, ale jeszcze zobacze kawalek
        swiata, inne kultury, inne zycie. tylko po to sa wolontariaty! bynajmniej nie
        po to, by naprawde pomagac tam. liczy sie to, ze wrocimy i bedziemy umieli
        opowiedziec, jak to tam naprawde wyglada, ze nasze rodziny nie beda traktowaly
        poludniowej Afryki jako tej kolorowej plamy na mapie, ale jako cos osobistego.
        program do walki z AIDS w Afryce jest zaprojektowany tak, by nie potrzebowal
        wolontariuszy. zatrudnia kadre kierownicza i lokalnych pracownikow, strony
        szkolac ich, by po zakonczeniu projektu mogli kontynuowac sami. wolontariusze
        sa tam tylko po to, by zdobyc doswiadczenie innej kultury i wieksza wrazliwosc
        na problemy swiata, nie tylko Polski.
        a pomysl, by zawiezc do Afryki pieniadze i je po prostu oddac jest z gruntu
        rzeczy chybiony - uderza w gospodarke i niczego nie uczy. jesli sie ich do tego
        przyzwyczai, pieniedzy beda potrzebowac caly czas. im trzeba pomoc zwalczyc
        epidemie, ktora zabija sile robocza, nauczycieli, nieliczna inteligencje. pomoc
        nauczyc, jak temu zapobiegac, jak uprawiac ziemie, zeby przynosila dochody i
        tym podobne. tak, zeby mogli utrzymac sie sami i zadnych wolontariuszy ani
        pieniedzy nie potrzebowali.
        dla nas, wolontariuszy, to ma byc szkola zycia.
        z praca w odwodzie, studiami i mieszkaniem trudno mi bylo naprawde pojac ogrom
        problemu, bo stanowil on dla mnie zajecie typu "raz na rok przez miesiac".
        teraz mam to 24 godziny na dobe.
        i wiem, ze moja pomoc nie bedzie duzo znaczyc. Afrykanczycy juz maja wspaniala
        kulture, tradyceje, wartosci. to oni pomagaja mi.

        pozdrawiam
        Anka
        • Gość: doku Stosuję IP: *.mofnet.gov.pl 14.03.02, 13:08
          Dlaczego w Polsce nie ma obozów szkoleniowych dla wolontariuszy? Dlaczego
          organizacja o światowym zasięgu nie otworzy w Polsce filii? Tylu Polaków
          uczestniczy w tej działalności, że mogliby z pomocą innstruktorów założyć
          oddział w Polsce i tworzyć w Polsce programy pomocy np. dla Ukrainy. Moglibyśmy
          uczyć się w Polsce dobrze zorganizowanej pracy na całego, a nie tylko po
          godzinach. Sposób działania tvinda jest zwyczajnym marnotrawstwem, a tam gdzie
          marnotrawstwo, tam kryje się zwykle oszustwo, będące ostatecznym celem
          wszystkich tzw. sekt. Zawsze okazuje się, że przywódcy sekt żyją w luksusie, co
          odróżnia ich od uczciwych przywódców uczciwych organizacji, jak np. Owsiak czy
          Kotański.
          • Gość: maciek Re: Stosuję, stosuj! IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 13:29
            jest 15 szkol na calym swiecie (www.drh-movement.org)i mylse ze dania, anglia
            jest tak blisko, ze nie ma potrzeby by taka szkole otwierac
            a poza tym juz w tej chwili potrzeba nam zdecydowanie wiecej ludzi do
            prowadzenia projektow TCE, szkol, w Afryce niz do otwierania nowych szkol dla
            wolontariuszy, wiec otwarcie takiej szkoly w Polsce bylo by marnotrastwem
            i czyms czlkowicie zbednym

            jasne ze super by bylo rozpoczac projekty pomocy naszym dzieciom czy dzieciom
            na ukrainie czy wszystkim dzieciom i osobom potrzebujacym,
            ale spokojnie, nie jestesmy wstanie robic wszystkiego
            TY SPROBUJ, jak jestes w ojczyznie cos zrobic w tym kierunku

            nie porownujmy sytuacji dzieci w Afryce, Azji do dzieci w Polsce czy Ukrainie
            choc oczywiscie nie twierdze ze nasze dzieci maja latwo
            • Gość: doku Wystarczy policzyć koszta i czas ... IP: *.mofnet.gov.pl 14.03.02, 14:28
              Gość portalu: maciek napisał(a):

              > otwarcie takiej szkoly w Polsce bylo by marnotrastwem

              marnotrawiony przez Polaków włóczących się po Europie zanim zaczną coś robić

              > i czyms czlkowicie zbednym
              >

              Sam temu poniżej zaprzeczasz

              > jasne ze super by bylo rozpoczac projekty pomocy naszym dzieciom czy dzieciom
              > na ukrainie

              "całkowicie zbędnym"

              > czy wszystkim dzieciom i osobom potrzebujacym,
              > ale spokojnie, nie jestesmy wstanie robic wszystkiego

              róbcie więc dużo małem kosztem, a nie mało - wielkim

              > TY SPROBUJ, jak jestes w ojczyznie cos zrobic w tym kierunku
              >

              Ja robię coś w innym, lepszym kierunku, robię to po godzinach (że nie wspomnę o
              mojej bezcennej działalności na tym forum), gdyż uważam, że na dłuższą metę tylko
              taki "wolontariat po godzinach" ma sens. Najwięcej dobrego można zrobić podczas
              dobrze zorganizowanej zwyczajnej pracy zawodowej, która jest źródłem
              najcenniejszych dóbr. Porzucenie pracy zawodowej na rzecz wolontariatu jest
              marnotrawstwem energii własnej i w ogóle marnotrawstwem światowych zasobów.
              Wolontariat, jako amatorszczyzna, zawsze będzie mniej skuteczny niż praca
              profesjonalistów, dlatego powinien być tylko uzupełnieniem pracy zawodowej,
              wypełniaczem czasu wolnego, ewentualnie przejściowym zajęciem dla
              niewykwalifikowanych bezrobotnych. Uwzględniam oczywiście zawodowych
              organizatorów wolontariatu, pracujących za wynagrodzeniem w tym właśnie
              charakterze.

              Namawianie ludzi do porzucenia pracy i rodziny jest złem także z innych powodów,
              które wszyscy znają. Takie zło nazywamy sektami.

              > nie porownujmy sytuacji dzieci w Afryce, Azji do dzieci w Polsce czy Ukrainie
              >

              i nie porównujemy, bo to prowadzi na manowce. Pomagać trzeba tym, którzy są
              blisko nas i potrzebują pomocy, a nie porównywać ich z telewizorem i wybierać
              kogoś daleko, bo może bardziej cierpi.
              • Gość: Anka litosci! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 14:34
                nie mam wlasnej rodziny, skonczylam studia i nienawidzilam swojej pracy.
                blagam, prosze mi nie mowic, ze byla ona dla mnie najwiekszym dobrem!!!

                pozdrawiam
                Anka
                • Gość: doku Litość nie jest mi obca IP: *.mofnet.gov.pl 14.03.02, 15:01
                  Wiele młodych osób znajduje się w takiej sytuacji, że każda sekta jest lepsza
                  niż pozostanie w domu. A kto wie, ilu pozornie zatroskanych rodziców ściga
                  swoje dzieci po sektach, kierując się tą samą nienawiścią, z którą traktowali
                  je przez całe życie.

                  Nie zmienia to jednak faktu, że profesjonalna i serdeczna opieka, np. nad
                  pensjonariuszami domów starców czy domów dziecka jest cenniejsza niż każdy
                  wolontariat. A najcenniejsza z prac, to praca (motywowana troską i miłością)
                  matki w domu swoich dzieci.
                  • Gość: Anka to wspaniale IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 17:35
                    ale ja od czterech lat i tak mieszkalam sama, wiec scigajacy mnie rodzice nie
                    wchodza w rachube. zrobili sie nadopiekunczy dopiero po tym artykule.

                    a przeciw roli matki nie mialabym nic przeciwko, zapewne, gdyby nie fakt, ze
                    nie chce byc matka samotna czy zdradzana, a moj narzeczony okazal sie skonczona
                    swinia, wiec sie z nim rozstalam na miesiac przed slubem. zdarza sie. i tak
                    jest lepiej, ale przez ten cholerny uraz do mezczyzn i jednoczesna chec bycia
                    komus potrzebna znalazlam sie tutaj. nie narzekam. jak wroce z Afryki, to
                    powiem, czy warto bylo!
                    (i moze mi wreszcie przejdzie i zachce sie gdzies osiasc, cos zaczac na stale i
                    oddawac sie codzinnemu wolontariatowi na rzecz rodziny. i niech mi ktos powie,
                    ze rola matki, to nie wyzysk! ale jaka satysfakcja! wink na to licze tez tutaj)

                    pozdrawiam
                    Anka
                    • Gość: doku Re: to wspaniale IP: *.mofnet.gov.pl 15.03.02, 09:30
                      Życzę Ci więc jak najwięcej pracy dla tych, którym chcesz pomagać i jak
                      najmniej pracy dla swoich szefów, instruktorów, koleżanek i kolegów z
                      organizacji.

                      Pozdrawiam
                      • Gość: Anka wiem IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 09:44
                        wink

                        i prosze za mnie trzymac kciuki, bo, jak zapewne widac z moich wypowiedzi, mnie
                        ta organizacja jeszcze nie zawiodla, znajomi, ktorzy juz TAM sa, sa zadowoleni
                        i ja chce tez!!!

                        pozdrawiam
                        Anka
    • aku Re: TVIND - wiedz co Ci grozi 14.03.02, 17:12
      nie chcialam brac udzialu w tych rozmowach na forum gazety, bo pomimo
      tego ze juz minal z miesiac od mojego wyjazdu z danii, jakos nie potrafie
      ciagle jeszcze sie ustosunkowac do calej tej sprawy.
      teraz, wedlug ciaglych zapewnien dyrektorki i nauczyciela powinnam byc
      juz w afryce, natomiast prawda byla troche inna, dlatego mnie juz tam nie
      ma.
      wyladowalam w bardzo malym i leniwym oddziale humany, co z jednej
      strony bylo swietne,bo w porownaniu z opowiesciami ludzi z juelsminde,
      bogense, tvindu, lindersvoldu czy bustrup, po prostu nie robilismy nic, a to
      komputery nie dzialaly (25 na 1 serwerze) albo, albo nic. Niektorym ten
      totalny chaos sie bardzo podobal, nawet w chwilach kiedy cala szkola nie
      miala pieniedzy na jedzenie albo podstawowe srodki czystosci. Moje
      zdanie o tym wszystkim?
      Oprocz "Development Conference" czyli zupelnej nudy i prob jakiejs
      socjotechniki, kora byla zupelnie poroniona, bo wiekszosc (oprocz
      nauczycieli) spala, oprocz Swiatowego Dnia AIDS, kiedy wyrzucono nas z
      miasta, w ktorym zbieralismy pieniadze, pomimo posiadania (podobno)
      pozwolenia na fundraising, oprocz calkowitej kleski pedagogicznej, jaka
      byla DMM action, czyli tworzenie zadan dla nastepnych studentow i oprocz
      pytania zadanego przez dyrektorke mojej kolezance z Estonii, czy nie
      moglaby wyprac swojego paszportu, wtedy bylaby mozliwosc zatajenia
      tego, ze jest tu juz dluzej niz trzy miesiace, nawet bylo milo. To znaczy,
      zawsze gdy mozna poznawac nowych ludzi, miejsca mozna czuc sie
      swietnie, ale spodziewalam sie wiekszej kompetencji, a przynajmniej
      wiekszych staran. Wiem ze w moim przypadku jest to przede wszystkim
      kwestia dosyc dziwnej szkoly, ktora teraz na przyklad jest odcieta od
      internetu, bo dyrektorka nie zaplacila rachunku, mialam stypendium od
      humany, gdzie szly te pieniadze?
      Czemu zdazalo sie ze po prostu byl jeden posilek dziennie?
      Gdzie szly pieniadze mojego kolegi z Niemiec, ktorego rodzice sumiennie
      wplacali je na konto humany?
      I czemu przez cztery miesiace pobytu tam dano mi pracowac przez piec
      dni i zarobic nie malo, to fakt 4 tys. koron, ale tylko po to by bo powrocie ze
      swiat spedzonych poza szkola dowiedziec sie ze zostalo mi dokladnie sie
      32 tys. koron do zarobienia i co zamierzam z tym zrobic skoro tak w
      zasadzie oni nie moga mi pomoc?
      Troche mi przykro z powodu tego wszystkiego, ale juz nie lubie tak bardzo
      "dzieci z bullerbyn".
      • Gość: Anka ;))) IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 17:44
        sadzac z wypowiedzi niektorych osob na tym forum, bylyby szczesliwe, gdyby mi
        szwankowal komputer! wink

        nas w czasie Swiatowego Dnia AIDS nikt z nikad nie wyrzucal, naprawde mielismy
        pozwolenie (potwierdzilo sie przy konfrontacji z policja).
        a fundraising jaki jest, taki jest. 36 000 koron trzeba zdobyc, prawo dzungli -
        nie masz calej sumy, to i w PKP raczej biletu ci nie sprzedadza, choc to prawie
        organizacja charytatywna. 4000 to raczej grubo ponizej i pytanie o reszte moze
        wydawac sie uzasadnione.
        co do posilkow i ogolnie finansow szkol - zeby dzialac zgodnie z prawem, szkoly
        nie moga miec zadnych kontaktow "finansowych", wiec gdy jedna oplywa w luksusy,
        a druga bieduje, choc obie w Humanie, pieniedzy przelac nie moga. prawda
        najsmutniejsza dla tych, ktorzy w biednych szkolach wyladowali.

        pozdrawiam
        Anka
    • aku kjla 14.03.02, 18:14
      anka
      ciesze sie ze dobrze sie tam czujesz
      trzymam kciuki za wyprawe do afryki
      i prosze przekaz rene, ze naprawde nie wroce
      moze przestanie do mnie pisac
      • Gość: Anka oki IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 22:36
        nie ma sprawy

        pozdrawiam
        Anka
    • Gość: maciek TCE - To sie liczy !!! i jeszcze cala masa :) IP: 213.122.226.* 14.03.02, 21:57
      TCE

      According to estimates from the Joint United Nations Programme on
      HIV/AIDS (UNAIDS) and the World Health Organization (WHO), 34.7.1 million
      adults and 1.4 million children were living with HIV at the end of 2000. This
      is more than 50% higher that the figures projected by WHO in 1991 on the basis
      of the data then available. Of the number of adults living with HIV/AIDS, 16.4
      million are women. About 21.8 million people have died since the
      beginning of the epidemic, of this 4.3 were children under 15 years. From the
      total number of people living with the HIV/AIDS today (36.1 million), 25.3
      million (about 70,01%) live in the Sub Saharan Africa region. From the total
      number of people infected with HIV in 2000 (5.3 million), 3.8 million live in
      the Sub Saharan Africa. In all parts of the world except sub-Saharan Africa,
      there are more men infected with HIV and dying of AIDS than women. In the
      region the percent of HIV-positive adults who are women is 55%. (source: UNAIDS
      Joint United Nations Programme on HIV/AIDS, "AIDS Epidemic Update December 200"
      and "Report on the global HIV/AIDS epidemic June 2000"). By the end of the year
      1999, 82.000 women were living with HIV or AIDS in Angola. In Zambia almost 20%
      of the population is leaving with HIV/AIDS. It represents a number of 830.000
      people. In Malawi 760.000 people were living with the virus or the illness. In
      Mozambique from the total number 1.1 million of people with HIV/AIDS, 630.000
      were women. ( Source: the figures are the estimates at the end of 1999,
      published by UNAIDS in the "Report on the Global HIV/AIDS Epidemic June 2000").

      THE TCE PROJECT
      TCE - Total Control of the Epidemic - is a program created by Humana
      People to People to fight HIV/AIDS in Southern Africa. The TCE Program has
      started in Zimbabwe, Mozambique and Botswana - and more more countries are in
      the process of starting up. TCE takes its point of departure in the fact that
      only the people can liberate themselves from the epidemic. Everybody else can
      participate. So the TCE Program is designed to mobilize and bring into action
      the people themselves, so that they get control of HIV/AIDS and help each other
      to deal with its consequences.
      TCE is a program that systematically takes a hold of the AIDS epidemic.
      Each Country is divided into Areas. Each area comprises 100.000 people. Five
      areas makes a TCE Division and covers approximately 500.000 people. Here we
      find a Division Commander a Deputy Division Commander and 6 Development
      Instructors - given the name The Special Forces. This team of qualified people,
      surrounding the Division Commander has the responsibility to support, inspire
      and produce input to the TCE Program and secure its progress in the whole
      Division. Four times annually all 250 TCE Field Officers in the Divison will
      gather under the leadership of the Division Commander. Wich Area is further
      divided into 50 Fields, eaching holding 2000 people. There is 1 TCE Field
      Officer assigned for each Field. The TCE Field Officers are the foot soldiers
      in the war against HIV/AIDS to gain total control of the epidemic. Ten (10) TCE
      Field Officers makes 1 Patrol. They select among themselves a Patrol Leader -
      to inspire and support all in the Patrol and to lead the way in the daily work
      in the Field. Five Patrols makes 1 Troop led by a troop commander.
      The TCE Field Officers are school teachers, housewives, students -human
      beings with a great heart for their fellow humans and ready to make an effort
      in the struggle to get the Aids epidemic under control. On foot or on bicycle
      the officers visit each person in their Field - again and again. They inform
      about HIV/AIDS, how it is transmitted, what it does to the body and how people
      can prevent it. They encourage all to get to know their HIV status and
      facilitate that they get tested. They assist HIV positive in how to live
      positively. They start income generation projects to cater for the sick and the
      orphans. They star the TCE Orphan Program. They star TCE Soya-Restarurant to
      secure that people's immune system are boosted from health and enough food.
      They hold big rallies to mobilise all people, to mobilise the authorities, the
      business community, the government, etc. They basically mobilise each and every
      individual in the community to know and to act. Together with each individual,
      the TCE Field Officer makes a plan for what he or she must do so that all take
      part in getting the epidemic under control.

      THE COUNTRIES
      TCM - Total Community Mobilization is the name for the TCE Program in
      Botswana. TCM is currently operating in 9 TCM Areas, covering 900.000 people;
      more than half of the population of Botswana. The program is funded 80% by the
      Botswana Government and 20% by BOTUSA/CDC - Center for Disease Control and
      Prevention.HUMANA People To People have trained 450 TCM Field Officers. The TCM
      Program in Botswana acts as a vehicle for many HIV/AIDS program, where the TCM
      Field Officers act as links between the Government and the people. Such
      programs are PMTCT - Prevention of Mother to Child Transmission, VCT -
      Voluntary Counseling and Testing, HBC - The Home Based care Program, etc.
      The first TCE Area, started in April 2000 in Bindura, Mashonaland
      Central, Zimbabwe and is now run in a partnership with PSI, Population Services
      International. All the employees in TCE Bindura from the Corps Commander to
      Field Officers are all local people, who know the area, the traditions and the
      local authorities and partners, very well. The second TCE area in Zimbabwe
      started in Shamva, a local mining town, wiith a commercial farming hinderland.
      The program was made possible with funding from Private Schools in Denmark. The
      schools collect 100 000USD, through three campaigns per year, which makes it
      possible for the 50 Field Officers to reach the 100 000 people in Shamva. TCE
      Zhombe Division, in Zimbabwe started in April 2001, with funding from Plan
      International. Fifty (50) TCE Field Officers are recruited and deployed after
      training in TCE Bindura. Zhombe in the Midlands provinces has a mixed
      population of subsistant farmers, cotton growers, and gold panners. Most of the
      people there resettled from Masvingo in southern Zimbabwe.
      TCE in Mozambique was launched in Boane and Matola in August 2000. This
      was made possible with funding from MOZAL, a private company investing in
      Mozambique. It was also possible because TCE experiences from Zimbabwe and
      Botswana could be borrowed, and be used to successfully start in Mozambique.
      The first fields covered, districts in the outskirts of Maputo, the capital
      city of Mozambique. Following intensive advertising and recruitment campaigns,
      which set to select active people, who are passionate about AIDS, and are
      willing and able to walk, talk and bicycle, 50 officers were selected. They
      underwent a one week orientation training which combined theory and
      practice.TCE Fields of 2000 people have been defined and Filed Officers have
      started on the door to door, mobilization, registration, education and
      counseling of the community.Towards the end of August, TCE Mozambique recruited
      and trained 72 candidates for the TCE in Polana Canico and Costa dol Sol. The
      training program was conducted by Doctor of Psychology Jorge Nicols from GASD
      (the Aids Nuclei Connected to the University ), Doctor Rosa Baptista (Boane),
      Anna Hempel and Berta Vilanculos (TCE). 60 candidates 20 women and 40 men made
      the grade and were subsequently employed as TCE Field Officers.
      TCE is one of the most successful program running by HUMANA People To
      People. Its importance for the people and the countries where it is running is
      recognized by local governments, comunity, NGO's, and press. The TCE Program
      in Bindura was nomitated by PACT, an American NGO, to win the AGFUND pri
      • Gość: Anka nieaktualne IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 22:40
        slonce, jak juz cos piszesz, to sprawdz - w Botswanie mamy 17 obszarow, czyli
        dzialamy w CALYM kraju, a w Mozambiku otwieramy kolejne trzy, bo po probie
        ufundowanej przez MOZAL przerazony tym, ze jego pracownicy padaja jak muchy,
        rzad tez sie do nas przekonal. czyli obszarow bedzie piec. smile))

        pozdrawiam
        Anka
        • Gość: maciek ups :)), ale teraz cos naprawde goracego IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 22:55
          co prawda bez zdjec, ale zawsze,
          ze zdjeciami czy po wiecej info:
          magic@humana.org

          News from official launch of TCM in Botswana. 9th March 2002
          His Excellency Mr. Festus G. Mogae President of the Republic of Botswana
          officiated at the National Launch of the Humana People to People’s TCM Program.

          On Saturday the 9th of March 2002, TCM Management and four hundred and fifty
          Field Officers, from three TCM Divisions in Botswana converged in Gaborone, the
          capital City of Botswana, to host residents of Botswana and to witness
          President Mogae Officially Launch the TCM program.

          Before the President Launched the program the Corps Commander for TCM Botswana
          Snorre Westgaard presented all the 450 Field Officers to the President and all
          the other invited guests who included American Ambassador to Botswana Mr. John
          Lange, Ministers, Diplomats, Ambassadors, Members of Parliament, Officials from
          Ministries and local authorities and Heads of UN programs in Botswana, NGO’s,
          businessmen, and hundreds of TCM Passionates.

          In his speech Snorre Westgaard expressed his gratitude to all the people who
          have made the implementation of TCM in Botswana possible. These first of all
          include the TCM Field Officers who are the frontline force and without whose
          effort there would be no TCM to talk about. The Field Officers’ walk and
          bicycle every day to inform and educate people, and assist people to develop
          risk reduction plans to be in control of the AIDS epidemic.

          He thanked His Excellency the President, the government of Botswana, the
          Minister and Ministry of Health, the National AIDS Coordinating Agency and
          BOTUSA (the Botswana/USA project). All these institutions assist and continue
          to assist TCM’s efforts on a daily basis.

          The Corps Commander presented the President of Botswana with a Field Officer
          uniform, which consists of a polo shirt, a TCM badge and a blue beret.
          The President immediately put on the beret for his official Launch speech to
          the delight of the TCM Field Officers. In his address the President highlighted
          the commitment that the Government of Botswana had made to fight HIV/AIDS and
          to develop partnerships to ensure that the fight is complete. TCM is an example
          of that partnership and networking in the fight against AIDS.

          Marie Lichtenberg represented the International Humana People to People
          movement that initiated and implements this international award-winning
          program. In her remarks Marie Litchenberg applauded the Government of Botswana,
          the Ministry of Health, the National AIDS Coordinating Agency and the people of
          Botswana for taking the leadership in the fight against AIDS in Africa.

          To highlight the level of commitment and world leadership that Botswana has
          taken in the fight against AIDS, Marie Lichtenberg had this to say:

          “You were the first to implement a nationwide Home Based Care Program. You were
          the first to implement a nationwide Prevention of Mother to Child Transmission
          Program. You are the first to implement a nationwide antiretroviral treatment
          program and you are the first to implement a Total Community Mobilization
          program countrywide”

          The US Ambassador to Botswana Mr. John E Lange highlighted the same principles
          that have made Botswana a world leader in the fight against HIV/AIDS.
          Representing the BOTUSA (Botswana & USA) project, which funds 20% of TCM
          expenses the Ambassador said: “Getting the TCM HIV educators to every door in
          the country is a huge logistical undertaking. It has taken a lot of efforts to
          make TCM possible: President Mogae provided the leadership; Government
          Ministries and NACA provided the direction, staffing, training, and most
          resources; and I am proud that, through the BOTUSA Project and the Centers for
          Disease Control and Prevention, the U.S. Government has been able to contribute
          to this effort.”

          The presentations during the day were punctuated by the live performances from
          the Field Officers, Special Forces and Passionates. The Field Officers and
          Special Forces manned exhibitions, which they showed the visitors. The
          exhibitions had summaries of the work of the Field Officers and Special Forces.

          The Field Officers also showed the publications they use to educate themselves
          and the people in the fields and to support their daily work.


          Much more at: www.humana.org go to the TCE Section



          Kind regards



          --------------------------------------------------------------------------------










          US Ambassador John E Lange about the TCM opening
          "TCM represents an innovative approach to behavior change and Botswana is among
          the few countries adopting this strategy". US Ambassador Mr John E Lange at the
          official launch of TCM.



          --------------------------------------------------------------------------------




          Statement by His Excellence Mr Festus G. Mogae President of the Republic of
          Botswana. Officially launching the National Total Community Mobilisation Program

          "I am deeply grateful to Humana People to People for introducing this programme
          in Botswana. Our efforts to combat HIV/AIDS requires support, collaboration and
          partnership. The Total Community Mobilisation Programme is a good example of
          this partnership. The response of our people at the community level is crucial
          to the overall approach to overcoming the problem. The TCM approach is based on
          the significance of ensuring local participation and ownership of the
          implementation and the development of the programme"

          --------------------------------------------------------------------------------








          Snorre Westgaard - TCM Corps Commander

          "TCM reaches every single person"
          "When we work on strategic and management level, dealing with the numbers and
          high statistics, we sometimes forget that this is about real people and
          personal tragedies".
          "TCM can only succeed when it becomes one with the communities we seek to
          serve. This means support and cooperation with the local leaders, opinion
          forming leaders and service providers in the villages and towns. It means
          providing a service that is needed and appreciated by the community."

          --------------------------------------------------------------------------------




          More pictures from the opening at
          www.humana.org/slides/slideShowI.asp?SerieID=36&Serie=TCE%20Botswana%20-%
          20Official%20opening

          • Gość: Anka jejku, jej... znowu!?! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 23:02
            jak juz takie gorace rzeczy wrzucasz na forum, to upewnij sie, ze MUGABE jest
            wlasciwie przeliterowane. nazwisko przezydenta w koncu!!! wink

            pozdrawiam
            Anka
          • Gość: Anka ups, czerwona ze wstydu!!! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 23:06
            His Excellency Mr. Festus G. Mogae President of the Republic of Botswana
            MOGAE, MOGAE, MOGAE.

            to dlaczego wszyscy tutaj mowia "Mugabe"??? nigdy wczesniej nie widzialam tego
            napisanego i mam za swoje...
            jaaaaaki wstyyyyyd!!! wink))

            pozdrawiam
            (z kacika, gdzie sie chowam, bo mi tak bardzo bardzo wstyd wink )
            Anka
          • Gość: Anka to ja juz sobie pojde IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 23:10
            dobranoc Panstwu,
            odchodze z godnoscia! wink
            ???

            pozdrawiam
            Anka

            od dzis na anka.tce@poczta.gazeta.pl
            i prosze sie nie smiac z kardynalnej pomylki - ktos mnie zle wypral!!! wink))
            • Gość: maciek spij dobrze IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 23:18
              ja jeszcze troche posiedze smile
              spokojnych snow
              papa
              nic sie nie martw wink
      • Gość: maciek TCE - To sie liczy !!! i jeszcze cala masa :), cd IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 23:02
        The TCE Program in Bindura was nomitated by PACT, an American NGO, to win the
        AGFUND prize for the best and most innovativ community based AIDS Program.
        AGFUND is the Arabic Gulf Fund for United Nations Development Programs, and the
        President of the fund is the Prince of Saudi Arabia. TCE Bindura won the first
        prize for Year 2000, and the award ceremony took place at the UN Headquarters
        in Geneva on the 23rd of November 2000.
        HIV/AIDS it is a not curable illness. But information, education,
        habits changing, understanding and passion can make a difference. Giving power
        and encouragement to people and make them believe in the fact that only the
        people can liberate themselves from the epidemic, this is what we are doing.


        Sources :
        www.who.int/home-page/ World Health Organization Web Site
        www.unaids.org
        Http: // www.lovelife.uk.com
    • Gość: Anka a skoro juz bawimy sie w angielski... IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 14.03.02, 22:47
      ... list od mojego przyjaciela, ktory niedawno z Humana wyladowal w Mozambiku.
      i prosze mu nie wierzyc, ze z portugalskim jest tak latwo - moze jemu, bo
      urodzil sie Hiszpanem! wink


      Hi Piccolino!!!!!!
      I've just found a place where i can send emails in Mozambique (there
      aren't many here u know) like half hour by coach from Machava where
      we live in the city center and it costs ninety thousand Meticais
      which is not as much as it seems considering that there are 23000
      Meticais to the US$ (our pocket money as volunteers is three million
      a month minus nine hundred thousand for food so i'll be ooook i think,
      i'd never had so many notes in my pocket before and i can say i'm
      a millionaier can't i??).
      We arrived in Johannesburg on Friday and spent the day in a nice
      backpackers hostel where there was a swimming pool. It was hot down
      there in the country where u were born but now that we r in Mozambiqe
      it's a damn boiling scorcher.
      We live in Machava a compound where there r some houses for DIs,
      teachers, students as well as Project Leaders and all the projects
      r also within the fenced premises Child's Aid, OWU, EDF... so we
      won't have to walk much to get to work. I want to buy or borrow a
      bycicle to go to the beach which is like 10-15 kms away i can't do
      without it.
      Sleeping under a mosqito net is not that bad, it gets kind of comfy
      when u feel protected but don't get paranoic u'll get beaten just
      like anybody else. Nothing happens, here Malaria is just widely accepted
      like a cold in Europe or the USA, many locals go down with it once
      a year but they go to the doctor and the medication sorts everything
      out no worries.
      We have a local (Emilia) lady who does the cooking and the washing
      up for us so we can concentrate on our projects pretty much.
      Portuguese is not a problem for me i get along although of course
      i need to improve and get used to their dialect.
      Know what??? There is a TV room in OWU with many channels where i'm
      going to be able to... follow live the World Motorcycling Championships
      starting on the 7th of April in Japan!!!!!!!!!!!!! It's the only
      sport i love watching and i'm going to make everybody here fans too
      because there is no way i'll miss it regardless of what else is showing
      i don't care (maybe i'll end up with a hiding every Sunday i'll keep
      u abreast of things Piccolino...).
      Maputo is the capital of art of Africa right and so u'd love it if
      u came here. On Sunday i went to a kind of open air pub and i saw
      this guy who was painting really nice pictures. They had also all
      these impressive figures and animal-shaped statues made up with welded
      burnt rusted pieces of machine guns and all kinds of artillery.
      Mozambicans r very noble and straighforward, i think u'd like them too.
      I've just arrived and there r so many things i want to do i don't
      think i'll have neither the time nor the money to do it, but i'll
      do my best stinting on whatever is not needed or essential.
      Keep me posted with what u r doing and whatever else u want to tell
      me u know i'll love hearing. Also when r u coming??? U know there
      r here six Polish people out of twenty or so, u'll feel like at home
      here.
      Take care and have a wonderful time Piccolino i'm sure u will.
      No tardes mucho en escribir!!!!!!
      XXXXXXXXXXXXXXXXXX
    • aku jebie wam wszystkim 14.03.02, 23:34
      ciesze sie ze stamtad wyjechalam
      licytowanie sie ile gdzie jest obszarow
      i jak poprawnie pisze sie jakies nazwisko
      w momencie, kiedy tak naprawde oni (humana) maja was wszystkich w
      dupie, to tylko moze byc polska
      staracie sie byc najlepsi
      ale w kwestii jak najbardziej nienajlepszej
      a ty, maciek, fajna robote im odwalasz w promocji!!
      moja kolezanka, w ramach fundraisingu (sortownia uzywanej odziezy)
      jest nagabywana przez jednego z szefow
      i nie wie co ma zrobic
      ale lepiej jest sie martwic o poprawna pisownie
      • Gość: maciek Re: jebie wam wszystkim IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.03.02, 23:47
        dzieki aku staram sie jak moge...

        a przekaz tej dziewczynie, niech sie z kims w tej sprawie skontaktuje, nie wiem
        nic na ten temat, wiec co mam ci powiedziec??!!!...
        i mysle ze nie namiejscu jest opisanie tego tutaj
        co to niby ma zmienic???
        znowu ma to byc jakas sensacja?
        to niestety zdarza sie na poczatku dziennym w wielu miejscach pracy, firmach,
        szkolach, kosciolach, domach dziecka, tylko trzeba ostro reagowac...




      • Gość: Anka troche kultury, chociaz w tytulach! IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 09:09
        nie licytuje sie, tylko sprostowuje.

        co do kolezanki, to musze niestety z przykroscia stwierdzic, ze nasza sekta nie
        ma wylacznosci na szefow nagabujacych pracownice. jeszcze mi sie nie zdazylo,
        zebym miala szefa mezczyzne i nie byla wystawiona na nieprzyjemnosci. niewazne,
        Polak, Anglik, Czech czy Amerykanin, w Humanie czy nie. mezczyzni z wladza,
        zdaje sie, lubia wykorzystywac swoja pozycje.
        czy kolezanka moze zmienic te prace?
        lub inaczej - Humana i tak ma juz niezly bajzel, wiec, gdyby kolezanka nie
        miala nic przeciwko wykazaniu sie odrobina cierpliwosci, oskarzyc go o
        molestowanie? w UE kary za to sa bardzo wysokie (plus nielegalne zatrudnianie
        Polki), wiec nagabywac dziewczyny pewnie mu sie odechce!

        pozdrawiam
        Anka

    • Gość: Himura Stronniczosc... IP: *.hack.pl 14.03.02, 23:49
      Hejka...

      Dlaczego ta dyskusja jest tak stronnicza. Tylko Afryka i Afryka. A gdzie
      Panstwo Srodka ? Co z HUMANA w Chinach ?

      Poza tym aku ma racje... licytowanie sie to straszne pieprzenie.
      Niestety wszystko wyglada tak, jakbyscie prowadzili jakis rodzaj aktywnej
      promocji i wlasnie ona zamiast ludzkiej, rzeczowej rozmowy, powtarzanie ciagle
      tych samych argumentow w odwecie na argumenty innych - to wlasnie PACHNIE
      SEKTA...

      Macku... nie wiem czy masz szablon swoich listow wysylanych do "klientow", ale
      wszystkie one wygladaja tak samo. Te same argumenty, ta sama gadka.
      Az szkoda sad(( Poza tym sorry... ale czemu nie zwracacie zadnej uwagi na czyjes
      umiejetnosci ? I jeszcze raz ponawiam pytanie: KTO MNIE NAUCZY CHINSKIEGO W
      DIALEKCIE WIOSKA-DO-KTOREJ-JADE ?

      Pozdrawiam i czekam na informacje o Zhongguo

      Zaijian

      Zhongwen xuesheng - Himura Kenshin
      • Gość: maciek Re: Stronniczosc... nie, kierunek IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.03.02, 00:17
        hej

        co do humany w Chinach

        to z tego co wiem to sa nauczyciele chinskiego w YID
        i bedziesz mial zajecia z tego jezyka
        mysle ze podstawy bedziesz mogl opanowac, poza tym pracujesz w projekcie z kims z
        tego regionu, mowiacym po angielsku

        mysle ze wyjsciem do tego tematu jest to ze kazdy tutaj powinien startowac z tego
        samego poziomu, doktor jak i 19 latka po maturze
        nie ma rozgraniczania,
        kazdy jest przydatny, i od kazdego mozna sie czegos nowego nauczyc
        powinna nastepowac wymiana umiejetnosci, doswiadczen, opinii

        umiejetnosci mysle nie sa tu najwazniejsze
        choc jest to bardzo wazne dla teamu w ktorym taka osoba sie znajdzie a w
        pozniejszym etapie dla projektu w ktorym bedzie pracowala i napewno zostana one
        docenione i wykorzystane...
        wedlug mnie wazniejsza jest umiejetnosc przystosowania do otaczajacych warunkow,
        umiejetnosc pracy w grupie, otwartosc na innych, chec doswiadczania calkowicie
        nowych zeczy, tworzenia czegos z niczego, umiejetnosci organizacyjne, itp...

        hej


        > Macku... nie wiem czy masz szablon swoich listow wysylanych do "klientow", ale
        > wszystkie one wygladaja tak samo. Te same argumenty, ta sama gadka.
        > Az szkoda sad(( Poza tym sorry... ale czemu nie zwracacie zadnej uwagi na czyjes
        >
        > umiejetnosci ? I jeszcze raz ponawiam pytanie: KTO MNIE NAUCZY CHINSKIEGO W
        > DIALEKCIE WIOSKA-DO-KTOREJ-JADE ?
        >
        > Pozdrawiam i czekam na informacje o Zhongguo
        >
        > Zaijian
        >
        > Zhongwen xuesheng - Himura Kenshin

        • aku Re: Stronniczosc... nie, kierunek 15.03.02, 08:04
          ta kolezanka juz sie nikomu nie poskarzy, bo podobno za dwa tygodnie
          ma wyjechac do afryki, co prawda juz trzeci raz zmienili jej termin wyjazdu,
          ale i tak jest w konfortowej sytuacji, bylam swiadkiem dwumiesiecznego
          opoznienia wyjazdu calego teamu, w dzien przed wylotem jeszcze czyscili
          rynny w domu dyrektorki, bo podobno zabraklo im 1000 DKR, niewazne.
          chcialabym tylo wiedziec, maciek, co ty sadzisz o prpozycji skierowanej do
          jednej z moich kolezanek tzn. wypranie paszportu.
          • Gość: Anka jejku, jej... IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 08:59
            chcialabym zobaczyc firme w Polsce, ktora daje ci 500 zl za wyczyszczenie
            rynien. podpisalo sie umowe, trzeba dotrzymac. ciesz sie, ze za te dodatkowe
            dwa miesiace nie kazali dodatkowo zaplacic. zdarzaja sie opoznienia, ale takie
            doplacanie nie, wiec chyba dobrze, bo kolejne dwa miesiace to kolejne 8000 zl
            (prosze nie mowic mackowi, bo jeszcze przekaze Humanie!)

            co do prania paszportu - rozne rzeczy ludzie robili, zeby tu zostac. a praca w
            sortowni jest legalna? nie jest. ale jest za pieniadze, ktorych wiekszosc w
            zyciu by nie zebrala.

            tymczasem prawda jest taka, ze w Danii mozna zostac na pol roku legalnie,
            jezeli ma sie na koncie przynajmniej 10 000 zl i na czas zlozy podanie w
            konsulacie. jezeli ktos nie potrafi sie zorientowac w sytuacji, pozostaje mu
            pranie paszportu. nie podoba sie? nie dziwie sie zupelnie. mnie tez szlag jasny
            trafil, kiedy mi to powiedziano.
            ale faktem bylo to, ze ze swojej strony nauczyciel byl kompletnie zszokowany,
            ze ja dopiero dwa tygodnie przed uplywem terminu odkrylam, ze uplywa. cos, o
            czym najwyrazniej "zapominaja" powiedziec - o wize i legalnosc pobytu tutaj
            musisz zatroszczyc sie sam.
            pod pretekstem studiow w DRH nikt wizy nie dostaje, bo szkola nie ma statusu
            szkoly panstwowej, wiec nie jest zarejestrowana i nie przysluguja jej uczniom
            takie luksusy, jak wiza pobytowa.
            jak juz mowilam, niektore szkoly "lubia" ludzi spoza UE, bo nie sa tak
            rozpieszczeni i nie wpadaja w histerie (na ogol), kiedy raz nie bedzie nic do
            jedzenia albo przez tydzien ogrzewania. niektore szkoly zakladaja jednak,
            mylnie i dla nas niesprawiedliwie, ze marzymy o tym, zeby byc w UE i
            zrobilibysmy wszystko, zeby moc w takiej szkole zostac. nawet prac paszporty
            (co jakims sposobem jest).
            ja ze swej strony mialam na koncie pieniadze, wiec moj pobyt tutaj jest legalny
            przez przynajmniej 7 miesiecy.
            i niby powinnam sie cieszyc, ale tydzien temu czworka moich przyjaciol z teamu
            zostala "przerzucona" do Anglii, zeby nie mieli problemow z paszportami (wyjazd
            na koszt Humany, do cholery! chcieli zostac, wiec za ich przeniesienie
            zaplacono), a ja, jako jedyna Polka legalnie tutaj, zostalam. i troche mi
            smutno, i troche ich brak, i potrafie zrozumiec, ze oni ze swej strony czuja
            sie oszukani.
            ale jak nie masz tych 10 000 zl na koncie, a chcesz zostac, to co zrobic? wyjsc
            za maz???
            wyprac paszport?

            pozdrawiam
            Anka
            • aku Re: jejku, jej... 15.03.02, 09:07
              co masz zrobic?
              wiekszosc dostosowuje sie do strategii prowadzonej w humanie
              tzn. cicho, cicho, jakos ten czas przeleci, tylko nie sprzedawajcie roz po
              domach (przy okazji to jest zupelna pomylka humany, nie wiem, czy bralas
              udzial w takiej akcji) i nie stojcie na ulicach.
              ale czy humana, skoro tak sie chwali, ze jest organizacja z taka historia i
              doswiadczeniem, nie powinna sie troche zatroszczyc i pomyslec o
              studentach spoza ue?
              czy wiesz ilu ludzi wyjechalo do domu na chwile albo na fundraising do
              szwecji i juz nie wrocilo, bo ich nie przepuscili przez granice?
              zapytaj sie macka, co sie stalo z igorem z polski, tzn. gdzie jest teraz,
              albo melis z estonii.
              nie w danii, w kazdym razie.
              • Gość: Anka prawda, niestety IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 09:18
                co zrobic? chca miec studentow spoza UE, to maja.

                i to, niestety, jest problem, o ktorym sama musze powiedziec: jedna wielka
                pomylka. ale co zrobic??? Humana moze albo nie przyjmowac ludzi spoza UE w
                ogole, albo przerzucac ich z kraju do kraju (problem legalnej pracy nadla
                pozostaje), albo zaakceptowac, ze wszystko (z nielicznymi wyjatkami) odbywa sie
                nielegalnie.
                wybrali to ostatnie. dobrze to czy zle, nie wiem. dla mnie dobrze, bo mnie
                przyjeli. dla mojej kolezanki z grupy dobrze, bo przerzucili ja do Anglii i
                jest nadal w projekcie. ale dla bardzo wielu zle, bo albo nie moga wrocic, albo
                fatalnie sie czuja, niejako zmuszeni do lamania prawa.
                wolontariuszy ogolnie Humana nie traktuje zle. ale sytuacja wolontariuszy spoza
                UE pod wieloma wzgledami jest ewidentnie gorsza, niz reszty.
                wiedzielismy o tym, kiedy sie zapisywalismy. nadal to akceptujemy. ale dla
                niektorych ogladanie dzien w dzien takiego niefrasobliwego obchodzenia prawa
                nie nalezy do przyjemnosci. choc prawda, wiekszosc Polakow, ktorych spotykam,
                nie ma najmniejszych problemow z jego lamaniem. i pewnie niektorzy, gdy to sie
                nie sprawdza, wola podwiedziec, ze byli zmuszeni. a z pewnoscia niektorzy czuli
                sie zmuszeni.
                ja wypowiedziec sie nie moge - uslyszawszy o praniu paszportu powiedzialam, ze
                albo bede tu legalnie, albo wcale! i jestem. czyli da sie zrobic?

                pozdrawiam
                Anka
                • aku Re: prawda, niestety 15.03.02, 09:32
                  ja tez bylam caly czas legalnie, to byla kwestia posiadania na tyle z jednej
                  strony duzych a z drugiej jednak malych pieniedzy, ze po prostu
                  podrozowalam, zeby zdobyc pieczatke-wyjazd z niemiec, a co za tym idzie z
                  ue, a potem na tyle sprytny wjazd, ze bez pieczatki, ale problem jest tak
                  naprawde inny, otoz w kazdym kraju mozesz pozostac tylko trzy miesiace,
                  czy jestes z ue, czy nie, tylko po prostu czlowiekowi z francji, wloch czy
                  anglii nikt nigdzie nie wbije pieczatki, a nas sie "pilnuje". mnie sie udalo,
                  ale stres byl duzy.
                  ale to nie jest wina humany, chociaz, czemu po prostu nie zatrosza sie o
                  to?
                  czemu niemoze byc tak:jestem wolontariuszem humany, jestem legalny?
                  bo rzad dunski ich nie lubi. czemu? hm..
                  czy bylas juz w danii, kiedy wybrano nowy rzad?
                  czy nic sie w szkole nie zmienilo?
                  u nas zaczela sie mala panika i rozmowy ze studentami, zeby w ogole nie
                  wierzyc w to co sie o nich pisze.
                  a czy bylas juz w danii jak wyszla na jaw ta afera z wypozyczaniem sprzetu,
                  aut, mebli innym szkolom i nie placenia od tego podatku?
                  mojego kolege prawie pobili na ulicy w ten dzien w czasie fundraisngu
                  troche to niepowazne
                  • Gość: Anka okropne IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 09:52
                    to pobicie to juz przechodzi ludzkie pojecie. moze i Dunczycy maja cos przeciw
                    Humanie, ale dlaczego uderzac w tych, ktorzy w tym wszystkim sa naprawde
                    idealistami bez korzysci - w nas???
                    podobno dwadziescia lat temu, kiedy Amdy "zniknal", faktycznie to TG to na nim
                    wymogla. bo nie mogl przejsc ulica, zeby go ktos nie pobil albo przynajmniej
                    nie oplul. podobno. ale biorac pod uwage to, jak sie nas, wolontariuszy,
                    traktuje, jestem w to sklonna uwierzyc. i dlatego nie ma mowy, zebym do
                    porzadku dziennego przeszla nad artykulami jak ten w GW. bo one tylko dolewaja
                    oliwy do ognia, a pani Magdalena nawet nie trzymala sie faktow, ba, nawet ich
                    nie sprawdzila.
                    naprawde nie wiem, co juz powiedziec. tu chodzi o to, w co wierze, o prace w
                    Afryce, o bycie z innymi ludzmi, o podroze i ludzka zyczliwosc. mam staly
                    kontakt z Anna Hempel, z Christina Marquez, kilkoma innymi "szychami" w Afryce.
                    przysylaja nam raporty, pomagaja wszystko zalatwic - tam jakos to funkcjonuje,
                    tam nawet UN z nimi wspolpracuje. tutaj - nie. nie wiem, dlaczego. moze
                    Dunczycy po prostu potrzebuja sensacji, by zyc. nie wiem, nie wiem.
                    ale bic ludzi za idealy?
                    to kto tu jest "zly"???

                    pozdrawiam
                    Anka

          • Gość: maciek Re: Stronniczosc... nie, kierunek IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.03.02, 10:12
            nie wierze w to, chyba ze zostalo to powiedziane w zartach...za dlugo z tymi
            ludzmi pracuje i wiem ze nie robia nic nielegalnie, tez mialem problemy i sam
            musialem sobie z tym radzic, nikt mi nie proponowal niczego takiego...
            • aku Re: Stronniczosc... nie, kierunek 15.03.02, 10:26
              dobra, chyba juz skoncze to "forumowanie", bo nie chce miec na nikogo
              zadnego wplywu, do niczego przekonywac.
              kiedy mielismy akcje "find 2 to follow in your footsteps" nikt w szkole sie
              nie zgodzil.
              nikt nie chcial wysylac do lokalnych gazet artykulow podpisanych wlasnym
              nazwiskiem, nikt nie chcial pisac tysiaca maili i namawiac na info
              weekend.
              bylam tam, ale nie chcialam miec nikogo na "sumieniu".
              kazdy powinien byc tam na wylacznie wlasna odpowiedzialnosc.
              mnie chyba dobil fakt, ze po trzech dniach naprawde ciezkiej pracy i
              ciaglego liczenia pieniedzy na jedzenie (nasza szkola naprawde jest
              biedna), okazalo sie, ze po prostu przychodza wazni ludzi z gminy, zeby
              zobaczyc wlasnie wykonczone pietro (wszystko robione na ostatni
              dzwonek) dla dzieci z problemami i nagle znalazlo sie mnostwo pieniedzy
              na zakup jedzenia dla nich, a nam pozwolono zjesc resztki.
              i tylko w jednym prysznicu bylo swiatlo (chlopak kupil zarowke za wlasne
              pieniadze).
              maciek, a z tym paszportem, nie zartowalam..

              • Gość: Anka to dobija IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 10:42
                racja, aku.
                na wszystko zawsze brak pieniedzy, ale, jak sie trzeba pokazac, to sie zawsze
                znajduja. ja nie narzekam - nasza szkola nie ma tego problemu, a mimo to jakos
                dobija, ze rzeczy, o ktore musimy sie dopraszac, znajduja sie wyjatkowo latwo,
                kiedy przychodzi ktos "z zewnatrz".
                nie chce tutaj wywierac wrazenia, ze nas glodza czy trzymaja w ciemosciach, bo
                tak nie jest. chodzi tylko o szybkosc, z jaka pieniadze sie zanajduja, w
                zaleznosci od tego, kto pyta.
                ok, wiec kiedy ktos przychodzi, nauczyciele wydaja kase z wlasnego funduszu, a
                kiedy nikogo nie ma, powinnismy probowac utrzymac sie sami, a nie z ich pensji -
                fair. ale czy trzeba bylo az trzech miesiecy, zeby mi to wytlumaczyc?
                rozdzielnosc rachunkow nie jest taka oczywista dla postronnego obserwatora. czy
                z naszego funduszu na nasze jedzenie, czy z "ich" funduszu ( w koncu cale zycie
                gdzies te swoje pensje wplacaja) na jedzenie gosci, z pieniedzmi przychodzi ta
                sama osoba. i wiem, ze te manipulacje pieniedzmi sa legalne, na swoj sposob
                uczciwe, ALE, nie sa oczywiste na pierwszy rzut oka. i kogos, kto nie ma
                pojecia o konstrukcji finansow szkol boli, kiedy pieniadze to sa, to ich nie
                ma. a kogos, kto to pojecie ma, boli, ze sie objesc moze tylko, jak sa goscie,
                albo szkola wychodzi na prosta (ten ostatni dodatek to uklon w strone mojej
                szkoly, gdzie objadamy sie regularnie bez potrzeby sprowadzania nikogo z
                zewnatrz, bo nareszcie szkola zaczela przynosic dochody. glownie dzieki trudnym
                dzieciakom z dolu. rany, ale rzad na nie kasy wydaje!!!)

                pozdrawiam
                Anka
            • Gość: Anka badz realista, maciek IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 10:34
              moze i jestesmy "po tej samej stronie barykady", ale, w zartach, czy nie,
              pewnych rzeczy nie powinno sie mowic, bo ktos jeszcze potraktuje je powaznie.
              zwlaszcza, kiedy sie chce byc szanowana organizacja.
              a nielegalna praca w sorting centers byla faktem (obecne prawo i polityka
              Humany juz tego nie dopuszczaja, hurra! ale, ale. jak my teraz zrobimy NetUp???)

              pozdrawiam
              Anka
              • aku Re: badz realista, maciek 15.03.02, 10:52
                anka, nie chcialabym byc wcibska
                ale czy moglabys powiedziec mi w ktorej szkole jestes?
                albo chociaz pierwsza litere
                ale nie zmuszam
                pozdrawiam
                • Gość: Anka prosze bardzo IP: *.atm0-0-0-1471027.0x503f862a.kd4nxx5.customer.tele.dk 15.03.02, 11:39
                  napisz do mnie, to chetnie ci powiem. nie chce nalotu ciekawskich. starczy nam,
                  ze wczoraj w lokalnej gazecie napisali, ze w naszej szkole jestesmy dealerami
                  narkotykow dla dzieci "z dolu", czyli Afterskole. wiekszej bzdury w zyciu nie
                  slyszalam. wszystkie narkotyki, jakie tu widzialam, to lufka trawy, ktora
                  zostala jednamu chlopakowi z wyjazdu do Hiszpanii. dzielic sie z dziecmi nie
                  mial najmniejszego zamiaru.
                  poza tym, gdyby ktos nas przylapal na paleniu trawy chociazby, od razu
                  wylatujemy ze szkoly. picie alkoholu traktowane jest bardziej liberalnie, ale
                  tego tez nam teoretycznie nie wolno, wiec jakakolwiek dealerka nie wchodzi w
                  rachube.

                  pozdrawiam
                  Anka

                  anka.tce@poczta.gazeta.pl
      • anka.tce uff... 15.03.02, 11:45
        a jakie mamy znajdowac argumenty na ciagle te same zarzuty? ciagle nowe?

        o Chinach nic po prostu nie wiem, to nie w naszej szkole, ale poprosilam juz o
        e-mail do ludzi, ktorzy tam pojechali, wiec postaram sie odpowiedziec jak
        najszybciej i najrzeczowiej. czyms nowym, mam nadzieje. wink

        pozdrawiam
        Anka
Pełna wersja