gandalph
24.02.12, 13:58
Otrzymałem ci ja onegdaj "Decyzję nr... z dnia ... w sprawie wymiaru podatku od nieruchomości za 2012 rok", podpisano: Burmistrz... [podpis, pieczątka], pieczęć miasta.
Niby nic w tym dziwnego, ale... Wyliczony ów podatek wyniósł złotych polskich 31,00 (słownie: trzydzieści jeden); podejrzewam, że sąsiedzi z bloku, a jest ich ~30, otrzymali identycznie brzmiące pismo różniące się ewentualnie z lekka kwotą. I w związku z tym naszła mnie niecna myśl: przecież ktoś to musiał wyliczyć, zaewidencjonować, sporządzić pismo, wydrukować, sprawdzić, dać do podpisu burmistrza, opieczętować, goniec to-to roznosił... uff, chyba koniec wyliczanki, czy cała ta zabawa nie kosztuje przypadkiem aby więcej niż te 31,00 zł, które w końcu wpłyną do kasy miejskiej? A jeśli tak, to kto za to płaci? Czy nie byłoby zatem taniej zlikwidować/umorzyć ów podatek gruntowy i nie ponosić kosztów? Jeżeli bowiem do cholery na tym ma polegać "samorządność", że koszt rozliczenia podatku gruntowego/od nieruchomości przekracza ten podatek, to ja to .... [tu takie małe niedomówienie]. A może ja się mylę i jest w tym jakiś niezbadany cel?