Urazy zawiedzonej ambicji...

14.03.02, 09:12
Ludwig von Mises "Mentalność antykapitalistyczna"

Urazy zawiedzonej ambicji

Postarajmy się zrozumieć teraz dlaczego ludzie czują odrazę do kapitalizmu:

w społeczeństwie opartym na kastach i statusie człowiek może przypisać swój
niepomyślny los warunkom, nad którymi nie ma kontroli. Jest niewolnikiem,
ponieważ wyższe siły, które określają wszystko co się dzieje, wyznaczyły mu
jego miejsce. Jego czyny nie maja tu wpływu i nie ma powodu aby miał wstydzić
się swoich nędznych warunków. Żona nie może go za to winić. Jeśliby go spytała:
"Dlaczego nie jesteś księciem, ja byłabym księżniczką", on odpowiedziałby:
"Gdybym się urodził synem księcia, to bym się z tobą nie ożenił - córką sługi -
lecz z córką innego księcia; a to, że nie jesteś księżniczką to jest wyłącznie
twoja wina; dlaczego nie byłaś mądrzejsza w wyborze swoich rodziców?".

W kapitalzmie sprawy mają się zupełnie inaczej. Tutaj pozycja życiowa każdego
zależy od jego własnego działania. Każdy, którego ambicje nie zostały w pełni
zaspokojone doskonale wie, że zaprzepaścił okazję, że był poddany próbie, w
której został pokonany przez innego. Gdy żona strofuje go: "Dlaczego zarabiasz
tylko dwieście dolarów tygodniowo? Gdybyś był tak mądry jak twój przyjaciel
Paweł, byłbyś teraz szefem a ja bym miała lepsze życie", staje się świadom swej
niższości i czuje się upokorzony.

Częsta gadanina na temat surowości kapitalizmu wynika z faktu, że traktuje on
każdego człowieka w zależności od jego wkładu w dobrobyt innych. Władanie
zasady - "Każdemu według jego zasług" nie pozwala na żadne tłumaczenie się co
do powodów osobistych niedociągnięć. Każdy wie, że wielu z tych, którym
zazdrości, zawdzięczają wszystko samym sobie i że startowali z tego samego
punktu co on i, co gorsze, zdaje sobie sprawę, że wszyscy inni ludzie wiedzą to
także. Czyta w oczach żony i dzieci cichy wyrzut: "Dlaczego nie byłeś
mądrzejszy?". On wie jak ludzie podziwiają tych, którym poszczęściło się lepiej
od niego i jak patrzą z lekceważeniem i politowaniem na jego niepowodzenia.

Co wielu czyni nieszczęśliwymi w kapitalizmie to fakt, że kapitalizm daje
każdemu możliwość osiągnięcia najbardziej pożądanych pozycji, które oczywiście
mogą być osiągnięte tylko przez niewielu. Cokolwiek człowiek osiągnął dla
siebie jest jedynie ułamkiem tego do czego zdobycia popycha go ambicja. Zawsze
ma na widoku ludzi, którzy osiągnęli to co jemu się nie udało. Są ludzie,
którzy prześcignęli go i w stosunku do, których żywi w swej podświadomości
kompleks niższości. Taka jest postawa włóczęgi w stosunku do człowieka
posiadającego stałą pracę, robotnika niewykwalifikowanego w stosunku do
kierownika, wykonawcy w stosunku do zleceniodawcy, wicedyrektora w stosunku do
dyrektora przedsiębiorstwa, człowieka, który posiada trzysta tysięcy dolarów w
stosunku do milionera itd. Dobre samopoczucie i równowaga wewnętrzna zostają
zachwiane na widok tych, którzy dali dowód większych zdolności i pojętności.
Każdy jest świadom własnego niepowodzenia i niedoskonałości.

Pierwszym z długiego szeregu niemieckich autorów, którzy radykalnie odrzucali
"zachodnie" idee Oświecenia i społecznej filozofii racjonalizmu, utylitaryzmu i
leseferyzmu oraz kierunki propagowane przez te szkoły myślenia, był Justus
Moser. Jedną z nowych zasad, która wywołała oburzenie Mosnera, było żądanie by
awansowanie oficerów armii i urzędników opierało się na osobistych zasługach i
umiejętnościach, a nie na ich pochodzeniu i szlacheckich powiązaniach, lub na
wieku i czasie trwania służby. Życie w społeczeństwie, w którym sukces
zależałby wyłącznie od osobistych zasług, twierdził Mosner, byłoby nie do
zniesienia. Ludzką naturą jest, że każdy jest skory do przeceniania swych
własnych wartości i zasług. Jeżeli pozycja człowieka jest uwarunkowana przez
czynniki inne niż jego wrodzona doskonałość, to ci którzy pozostaną na dole
drabiny społecznej są w stanie się z tym zgadzać i, znając swoją wartość, wciąż
zachowywać swoją godność i szacunek dla siebie. Ale jest inaczej jeśli tylko
zasługa ma mieć znaczenie decydujące. Wtedy ci, którym się nie powiodło, czują
się urażeni i upokorzeni. Stąd rodzi się nienawiść i wrogość przeciwko
wszystkim, którzy ich zdystansowali.

Cechą rynkowego systemu kapitalistycznego jest takie społeczeństwo, w którym
sukces lub niepowodzenie człowieka są określone jego zasługami i osiągnięciami.
Cokolwiek można myśleć o uprzedzeniu Mosnera w stosunku do zasady zasług,
należy przyznać, że miał rację w opisie jednej z jego konsekwencji
psychologicznych. Miał wgląd w psychikę tych, którzy poddani zostali próbie i
jej nie wytrzymali.

Celem pocieszenia się i odnowienia wiary w siebie taki człowiek szuka kozła
ofiarnego. Próbuje wytłumaczyć sobie, że nie powiodło mu się nie z własnej winy.

Jest on co najmniej tak zdolny, wydajny i pracowity jak ci, którzy go
przyćmili. Niestety ten nasz niegodziwy porządek społeczny nie wynagradza
najbardziej zasłużonych ludzi; koronuje nieuczciwych, łajdaków, oszustów,
wyzyskiwaczy, ludzi bezwzględnych i bez skrupułów. To jego prawość spowodowała
niepowodzenie. Był on zbyt uczciwy by stosować podłe chwyty, dzięki którym
rywalom powiodło się w osiągnięciu wyższej pozycji. W warunkach panujących w
kapitalizmie człowiek jest zmuszany do wyboru między prawością i biedą z jednej
strony, a złem i bogactwem z drugiej. On sam, dzięki Bogu, wybrał pierwsze
rozwiązanie, odrzucając tym samym drugie.

To poszukiwanie kozła ofiarnego jest postawą ludzi żyjących w społecznym
ustroju, który traktuje każdego według jego wkładu w dobrobyt innych i gdzie
każdy jest z tego powodu "kowalem własnego losu". W takim społeczeństwie każdy
człowiek, którego ambicje nie zostały całkowicie zaspokojone, może czuć się
dotknięty losem tych, którym powiodło się lepiej. Głupiec ujawnia te uczucia w
oszczerstwach i zniesławieniu, mądrzejszy nie traci czasu na osobiste
szkalowanie. Przekształca swoją nienawiść w filozofię antykapitalizmu, aby
zagłuszyć cichy wewnętrzny głos, który mówi, że doznane porażki są jego własną
winą. Jego fanatyzm w obronie krytyki kapitalizmu jest w rzeczywistości
spowodowany tym, że zwalcza własną świadomość fałszywości tej krytyki.

Cierpienia sfrustrowanej ambicji są charakterystyczne dla ludzi żyjących w
społeczeństwie gdzie istnieje równość wobec prawa. Nie są one spowodowane tą
równością, ale faktem, że w takim społeczeństwie nierówność ludzi pod względem
zdolności intelektualnych, siły woli i zdolności realizatorskich staje się
widoczna. Przepaść między tym, czym ktoś jest i co osiąga, a tym co myśli o
swoich zdolnościach i osiągnięciach, jest ujawniana bezlitośnie. Marzenia o
"sprawiedliwym świecie", który by traktował człowieka według jego "prawdziwej
wartości" są ucieczką tych wszystkich, którzy są dotknięci brakiem znajomości
siebie.

------------------------------------------------------------------------------
Ludwig von Mises (1881 -1973) - jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku,
czołowy przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomicznej, wykładowca wielu
prestiżowych uniwersytetów, autor licznych, książek i publikacji, znany przede
wszystkim z prac pt. "Human Action", "Socjalizm. An Economic and Socjological
Analysis", w których w przystępny i obrazowy sposób wykazywał irracjonalność
marksistowskich koncepcji społeczno- ekonomicznych, oraz przekonywał
czytelników o zaletach płynących z gospodarki wolnorynkowej. W Polsce ukazały
się m.in "Planowy chaos" i "Biurokracja".
    • wild Urazy inteligentów................................ 14.03.02, 09:15
      Urazy inteligentów

      Przeciętny człowiek z reguły nie ma okazji do przestawania z ludźmi, którym
      powiodło się lepiej niż jemu samemu. Obraca się w kręgu innych zwyczajnych ludzi.
      Prawie nigdy nie spotyka swego głównego szefa towarzysko i nie dowie się z
      bezpośrednich kontaktów jak różnym jest od niego wielki przedsiębiorca, lub
      naczelny dyrektor, z punktu widzenia posiadanych zdolności służenia potrzebom
      klientów. Swoją zazdrość i urazy spowodowane powyższym często zwraca on nie
      przeciwko żywej istocie z krwi i kości, ale przeciwko bladym abstraktom takim jak
      "dyrekcja", "kapitał" i "giełda". Niemożliwe jest nienawidzenie nikłego cienia z
      tą samą goryczą jaką można żywić do bliźniego spotykanego co dzień.

      Inaczej jest z ludźmi, których szczególne warunki ich zatrudnienia, lub związki
      rodzinne, wprowadzają w osobiste kontakty ze zdobywcami laurów, które, jak
      wierzą, prawnie im samym też powinny być przyznane. W stosunku do owych zdobywców
      uczucia sfrustrowanej ambicji stają się szczególnie cierpkie, gdyż powodowane są
      nienawiścią do konkretnych żyjących osób. Ludzie tacy nie cierpią kapitalizmu,
      ponieważ przydzielił on innemu człowiekowi pozycję, którą sami chcieliby zajmować.

      Tak jest na przykład z tymi, których ogólnie nazywa się inteligentami. Weźmy np.
      lekarzy. Codzienna rutyna i doświadczenie czynią każdego doktora świadomym faktu,
      że istnieje hierarchia określona zasługami i osiągnięciami każdego pracownika
      medycyny. Ci, którzy są teraz wybitniejsi od danego lekarza, ci, których metod i
      usprawnień musi on się teraz uczyć, i odpowiednio praktykować w celu utrzymania
      się na właściwym poziomie, ci sami byli jego zwykłymi kolegami na akademii
      medycznej, później służyli jako interniści, tak jak i on, a obecnie razem z nim
      uczęszczają na zebrania stowarzyszenia lekarzy. Spotyka ich zarówno przy łóżku
      pacjenta jak i na towarzyskich spotkaniach. Niektórzy z nich są jego osobistymi
      przyjaciółmi, lub spokrewnieni z nimi; wszyscy oni odnoszą się do niego z
      uprzejmością i nazywają go swoim drogim kolegą. Ale górują nad nim w uznaniu
      przez ogół i często również w wysokości dochodów. Przewyższyli go, a teraz należą
      do innej klasy ludzi. Gdy przyrównuje się do nich, czuje się poniżony. Ale musi
      uważać na siebie, ażeby swojej złości i zazdrości nikomu nie ujawniać. Nawet
      najlżejszy ślad takich uczuć mógłby zostać zauważony, bardzo źle oceniony i
      mógłby go zdeprecjonować w oczach innych. Musi przełknąć swoje upokorzenie i
      odwrócić gniew w innym kierunku. Oskarża więc ustrój ekonomiczny i system
      kapitalistyczny, który uważa za szkodliwy. Gdyby nie ten nieuczciwy system, jego
      zdolności, praca, jego zapał i osiągnięcia, przyniosłyby mu uznanie i bogactwo.

      To samo dzieje się z wieloma prawnikami i nauczycielami, artystami, aktorami i
      dziennikarzami, architektami i pracownikami naukowymi, inżynierami i chemikami.
      Oni także odczuwają frustrację, ponieważ są zirytowani powodzeniem swoich
      bardziej zdolnych kolegów, swoich dawnych szkolnych towarzyszy i przyjaciół.
      Urazy te są właśnie pogłębiane przez owe przepisy postępowania zawodowego, które
      rzucają zasłonę koleżeństwa i braterstwa na realia współzawodnictwa.

      Aby zrozumieć niechęć inteligencji i inteligentów do kapitalizmu trzeba sobie
      zdać sprawę, że w ich umyśle system ten utożsamiany jest z określonymi osobami,
      których sukces mają im za złe, i których czynią odpowiedzialnymi za swoje
      zawiedzone ambicje. Ich odraza do kapitalizmu jest tylko maską ich zawiści
      żywionej do "kolegów", którym się lepiej powiodło.
      • Gość: Janusz Re: Urazy inteligentów................................ IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 10:21
        Może jakieś cytaty z "Księgi dzungli"?
        Wiesz - może masz i rację ale nie w warunkach polskich.
        To jest nierealne.
        To jest idee fix.
        Janusz
        • d_nutka Re: Urazy inteligentów................................ 14.03.02, 10:28
          Gość portalu: Janusz napisał(a):

          > Może jakieś cytaty z "Księgi dzungli"?
          > Wiesz - może masz i rację ale nie w warunkach polskich.
          > To jest nierealne.
          > To jest idee fix.
          > Janusz

          Ta "księga z dżungli" jest najweselszym rozdzialłem tego wątku.
          smile))
        • wild Urazy manipulatorów wolnym rynkiem? :)) 14.03.02, 10:43
          Gość portalu: Janusz napisał(a):

          > Może jakieś cytaty z "Księgi dzungli"?
          > Wiesz - może masz i rację ale nie w warunkach polskich.
          > To jest nierealne.
          > To jest idee fix.
          > Janusz

          więc warunki "polskie" to jakie? z wiekszej "dżunglii" "sprawiedliwosci"
          spolecznej?? w której apogeum tegoż urazu wchodzi na wyżyny fizycznej przemocy
          np. eliminacja konkurencji siłą fizyczną vide tpsa orlen miedz i rządowy
          bejzbolek zwany koncesja? a bo tamten to juz nie moze tego robić?? trwały
          nierealny uraz? smile
          • Gość: # Re: Urazy manipulatorów wolnym rynkiem? :)) IP: *.wroclaw.tpnet.pl 14.03.02, 12:03
            wild napisał(a):


            > Gość portalu: Janusz napisał(a):
            > > > To jest nierealne.
            > > > To jest idee fix.
            > > Janusz
            >
            > więc warunki "polskie" to jakie? z wiekszej "dżunglii" "sprawiedliwosci"
            > spolecznej?? w której apogeum tegoż urazu wchodzi na wyżyny fizycznej
            > przemocy np. eliminacja konkurencji siłą fizyczną vide tpsa orlen miedz
            > i rządowy bejzbolek zwany koncesja? a bo tamten to juz nie moze tego robić??
            > trwały nierealny uraz? smile


            Czasem pisza "lewicowcy", w przyplywie wspolczucia dla # -a,
            szukajacego tabletek drzacymi rekoma - ze mnie nie rozumieja...

            Ale Ciebie nawet Max nie zrozumie...

            "Warunki "polskie" z wiekszej "dżunglii" "sprawiedliwosci" spolecznej,
            w której apogeum tegoż urazu wchodzi na wyżyny fizycznej przemocy
            - tzn. eliminacja konkurencji siłą fizyczną przy pomocy rzadowego bejzbolka-
            koncesji w lby meduzy monopolu, zwane u nas tpsa, orlen, miedz...
            a tamten z trwałym nierealnym urazem juz nie moze tego robić...

            Kto to jest "tamten" - wszysto niby zrozumialem - pisales o mnie czy
            Januszubezdwojki ? Obaj przeciez sadzimy, ze jestesmy zdolni
            - i zaslugujemy na wiecej. Ja zasluguje na wiecej normalnosci w panstwie
            - on wiecej zrozumienia dla obecnego panstwa ????????
    • wild Niesprawiedliwość... 14.03.02, 10:54
      Niesprawiedliwość

      Najzagorzalszymi krytykami kapitalizmu są ci, którzy odrzucają go z powodu
      rzekomej niesprawiedliwości. Nic nie kosztuje opisywanie tego co powinno być, a
      co nie jest z racji sprzeczności z niezmiennymi prawami świata rzeczywistego.
      Takie marzenia mogą być uważane za nieszkodliwe tak długo, jak długo zostają
      majaczeniami. Lecz gdy ci, którzy je przeżywają zaczynają zapominać o różnicy
      między fantazją a rzeczywistością, stają się najpoważniejszą przeszkodą dla
      ludzkich wysiłków i dążeń do dobrobytu.

      Najgorszymi z takich złudzeń są pomysły, że "natura" nadała każdemu człowiekowi
      pewne prawa. Zgodnie z tą doktryną natura jest równie hojna dla każdego
      nowonarodzonego. Jest pełno wszystkiego dla każdego. W związku z tym każdy ma
      niezaprzeczalne prawo w stosunku do innych ludzi i społeczeństwa, do otrzymania
      pewnej części tego, co natura mu przydzieliła. Odwieczne prawa naturalnej i
      boskiej sprawiedliwości wymagają, aby nikt nie przywłaszczał sobie tego, co
      prawnie należy do innych ludzi. Biedni są w potrzebie tylko dlatego, że
      niesprawiedliwi ludzie pozbawili ich praw przyrodzonych. Jest zadaniem kościoła i
      władz świeckich zapobieganie takiemu ograbianiu i zapewnienie dobrobytu każdemu
      człowiekowi.

      Doktryna ta jest całkowicie mylna. Natura nie jest hojna lecz skąpa. Ograniczyła
      zaopatrzenie we wszystkie rzeczy konieczne do utrzymania przy życiu. Zaludniła
      świat zwierzętami i roślinami, które często zagrażają ludzkiemu życiu i
      dobrobytowi. Objawia siły i żywioły, których działalność szkodzi ludzkim wysiłkom
      i życiu. Przetrwanie i dobrobyt człowieka są wynikiem jego umiejętności i
      zdolności w używaniu głównego instrumentu, w który zaopatrzyła go natura czyli
      rozumu. Ludzie współpracując ze sobą w systemie podziału pracy stworzyli
      bogactwo, który marzyciele uważają za bezpłatny dar natury. Nonsensem jest
      powoływanie się na rzekomo naturalne lub boskie zasady sprawiedliwości w
      odniesieniu do ''rozdziału" tego bogactwa. Znaczenie ma nie przydział
      odpowiedniej porcji funduszu danego ludziom przez naturę, lecz raczej rozbudowa
      takich systemów i instytucji społecznych, które umożliwiają ludziom kontynuowanie
      i zwiększanie produkcji wszystkich potrzebnych im rzeczy.

      Światowa Rada Kościołów, organizacja ekumeniczna Kościołów Protestanckich,
      oświadczyła w 1948 roku: "Sprawiedliwość wymaga np., aby mieszkańcy Azji i Afryki
      mogli korzystać z większej produkcji maszyn". Ma to sens tylko wtedy, gdy się
      zakłada, że Bóg zaofiarował ludzkości określoną ilość maszyn i oczekuje, że
      zostaną one równo rozdzielone pomiędzy różne narody. Tymczasem kraje
      kapitalistyczne były na tyle złe, że zawładnęły większą niż nakazywałaby to
      "sprawiedliwość" częścią tego inwentarza maszyn i w ten sposób pozbawiły
      mieszkańców Azji i Afryki należnej im ilości. Co za wstyd!

      Prawdą jest, że gromadzenie kapitału i jego inwestowanie w maszyny, które są
      źródłem stosunkowo dużej zamożności narodów zachodnich, jest spowodowane
      istnieniem kapitalizmu; kapitalizmu, który ten sam dokument Rady Kościołów z
      zawziętością i fałszywie opisuje i odrzuca z powodów moralnych. Nie jest winą
      kapitalistów, że Azjaci i Afrykanie nie przyjęli tych ideologii i sposobów ich
      postępowania, które uczyniłyby możliwym rozwój kapitalizmu autochtonicznego.
      Również nie jest winą kapitalistów, że polityka odnośnych krajów udaremniła
      wysiłki zagranicznych inwestorów dla stworzenia w tym kraju większej produkcji
      maszyn. Zasadniczo nikt tego nie kwestionuje, że setkom milionów ludzi w Afryce i
      Azji przynosi nędzę to, że trzymają się oni kurczowo prymitywnych metod produkcji
      i nie korzystają z dobrodziejstw, które stosowanie nowocześniejszych i lepszych
      technologii i środków wytwarzania mogłoby im przynieść. Jest jednak tylko jeden
      sposób ulżenia ich niedoli, a mianowicie całkowite przyjęcie przez te kraje
      kapitalizmu wolnorynkowego. To czego potrzebują, to prywatnej przedsiębiorczości,
      gromadzenia kapitałów, oraz powstania nowych kapitalistów i przedsiębiorców. Jest
      nonsensem winić kapitalizm i kapitalistyczne narody Zachodu za sytuację, jaką
      zacofani ludzie sami na siebie sprowadzają. Środkiem zaradczym nie jest
      "sprawiedliwość", ale zastąpienie niewłaściwej polityki polityką zdrową, czyli
      polityką wolnorynkową.

      To nie czcze rozprawy o niejasnym koncepcie sprawiedliwości społecznej podniosły,
      do obecnego poziomu, standard życiowy przeciętnego mieszkańca krajów
      kapitalistycznych, ale działalność ludzi określanych jako "jednostki bezwzględne"
      i "wyzyskiwacze". Ubóstwo krajów zacofanych wynika z faktu, że ich polityka
      wywłaszczania, dyskryminacji podatkowej, ograniczeń dewizowych i kontroli handlu
      z zagranicą zapobiegają inwestycjom kapitału zagranicznego, podczas gdy ich
      polityka wewnętrzna nie pozwala na akumulację kapitału krajowego.

      Wszyscy ci, którzy na gruncie moralności odrzucają system kapitalistyczny jako
      system niesprawiedliwy, oszukują samych siebie przez brak zrozumienia czym jest
      kapitał, jak powstaje, jak go się stosuje i jakie są korzyści wynikające z jego
      używania na cele procesów wytwórczych.

      Jedynym źródłem powstawania dodatkowych środków produkcji jest oszczędzanie.
      Jeśli konsumuje się wszystkie dobra produkowane, nie tworzy się nowego kapitału;
      ale jeśli konsumpcja pozostaje w tyle za produkcją, a nadwyżka dóbr
      nowowyprodukowanych, ponad dobra skonsumowane, jest używana do dalszych celów
      wytwórczych, to procesy te są odtąd prowadzone przy pomocy zwiększonej ilości
      środków produkcji. Wszystkie środki produkcji są dobrami pośrednimi na drodze
      prowadzonej od pierwszego zastosowania wyjściowych czynników produkcji, takich
      jak surowce naturalne i ludzka praca, do oddawania gotowego produktu na rynek.
      Wszystkie środki produkcji są nietrwałe, wszystkie prędzej czy później, zużywają
      się w procesie, któremu służą. Jeśli wszystkie produkty gotowe zostaną zużyte,
      bez zastąpienia podstawowych środków wytwarzania, których używano w produkcji,
      nowymi środkami, kapitał zostanie wyczerpany. Jeśli to się stanie, dalsza
      wytwórczość będzie wspierana mniejszą ilością środków produkcji i dlatego będzie
      wykazywać mniejszą wydajność na jednostkę surowców i użytej pracy ludzkiej. Aby
      zapobiec tego rodzaju brakowi oszczędności należy przeznaczyć część wysiłku
      wytwórczego na produkowanie kapitału potrzebnego do wymiany środków produkcji
      pochłoniętych w wytwarzaniu dóbr użytkowych.

      Kapitał nie jest prezentem od Boga lub natury. Jest wynikiem skrzętnego
      ograniczenia konsumpcji przez człowieka. Kapitał tworzy się i zwiększa przez
      oszczędzanie, a zachowuje się przez powstrzymywanie od zbędnej konsumpcji.

      Ani kapitał, ani środki produkcji same w sobie nie mają mocy zwiększania
      wydajności surowców i ludzkiej pracy. Tylko gdy wyniki oszczędzania są mądrze
      wykorzystywane i inwestowane, zwiększają one wydajność na jednostkę surowca i
      ludzkiej pracy. W przeciwnym wypadku są one marnotrawione i tracone.

      Akumulacja nowego kapitału i konserwacja poprzednio zakumulowanego oraz używanie
      kapitału dla celów zwiększenia wydajności ludzkiego wysiłku są owocami celowego
      ludzkiego działania. Są one wynikiem postępowania tych, którzy oszczędzają i
      wstrzymują się od wydawania pieniędzy: kapitalistów zarabiających procenty od
      samych funduszy i ludzi, którym udaje się gospodarować dostępnym kapitałem tak,
      że daje to największe zaspokojenie potrzeb rynku. Ludźmi takimi są przedsiębiorcy
      wytwarzający zyski.

      Ani kapitał, ani postępowanie kapitalistów i przedsiębiorców, nie mogłoby
      polepszyć poziomu życia reszty ludzi, gdyby nie-kapitaliści i nie-przedsięborcy
      nie reagowali w pewien określony sposób. Gdyby "zarabiający na życie" mieli
      zachowywać się w sposób opisany "żelaznym prawem płac" i nie robiliby innego
      użytku ze swoich pieniędzy jak tylko w celach wyżywienia i zwiększenia ilości
      potomstwa, wzrost akumulacji kapitału odpow
      • Gość: siedem do kagana IP: *.tgory.pik-net.pl 14.03.02, 10:55
        born to be wild
        inekses

        7,00
      • wild .................................Niesprawiedliwość 14.03.02, 10:56
        Ani kapitał, ani postępowanie kapitalistów i przedsiębiorców, nie mogłoby
        polepszyć poziomu życia reszty ludzi, gdyby nie-kapitaliści i nie-przedsięborcy
        nie reagowali w pewien określony sposób. Gdyby "zarabiający na życie" mieli
        zachowywać się w sposób opisany "żelaznym prawem płac" i nie robiliby innego
        użytku ze swoich pieniędzy jak tylko w celach wyżywienia i zwiększenia ilości
        potomstwa, wzrost akumulacji kapitału odpowiadałby przyrostowi liczby ludności, a
        więc wszystkie dobrodziejstwa wynikające z akumulacji kapitału dodatkowego
        odzwierciedlałyby się w pomnażaniu się ludzkości. Tymczasem ludzie nie reagują na
        polepszenie się ich zewnętrznych warunków w sposób taki, w jaki reagują gryzonie
        i bakterie. Znają również inne przyjemności niż odżywianie i rozmnażanie się.
        Dlatego, w krajach cywilizacji kapitalistycznej, wzrost kapitału akumulowanego
        przekracza przyrost naturalny ludności. W miarę jak to następuje, krańcowa
        produktywność pracy ludzkiej zwiększa się w stosunku do krańcowej produktywności
        materialnych czynników produkcji. Występuje tendencja do wzrostu wysokości płac.
        Ta część całkowitej wartości produktów materialnych, która przypada w udziale
        pracującym zarobkowo zwiększa się w stosunku do tej, która jako odsetki przypada
        kapitalistom, a jako czynsz właścicielom ziemi.

        Mówienie o produktywności pracy robotnika ma sens tylko wtedy, jeśli odnosi się
        to do krańcowej produktywności, a więc do tej, która jest równoważna zmniejszeniu
        się produktywności netto spowodowanej odejściem od pracy jednego robotnika. Poza
        tym odnosi się to do określonej wartości gospodarczej, do określonej ilości dóbr
        lub ich pieniężnej równowartości. Pojęcie ogólnej wydajności pracy, używanej w
        mowie potocznej w odniesieniu do rzekomo naturalnego prawa robotnika do
        całkowitego wzrostu tej wydajności jest niesprecyzowane i puste. Pojęcie takie
        jest oparte na złudzeniu, że wśród różnych czynników produkcji udział każdego z
        tych czynników w procesie wytworzenia gotowego produktu da się określić. Jeżeli
        utnie się nożycami kawałek papieru to niemożliwe jest określenie, jaki udział tej
        produkcji przypadł na nożyce, a jaki na człowieka, który nimi operował. Dla
        wyprodukowania samochodu potrzeba różnych maszyn i narzędzi, różnych surowców,
        pracy różnych surowców, pracy różnych pracowników fizycznych i umysłowych, a
        przede wszystkim potrzebne są plany projektodawcy. Ale nikt nie może określić
        jaki procent gotowego samochodu można dokładnie przypisać każdemu z różnych
        czynników współdziałania jakie były potrzebne do wyprodukowania auta.

        Odłóżmy na chwilę na bok rozważania wykazujące błędy w podejściu do problemu i
        spytajmy, który z dwóch czynników, praca czy kapitał, wywołuje wzrost
        produktywności. Jeśli w ten sposób postawimy pytanie, odpowiedź winna brzmieć:
        kapitał. Czynnikiem, który sprawia, że całkowita wytwórczość dzisiejszych Stanów
        Zjednoczonych jest, na głowę pracownika, wyższa niż miało to miejsce w
        dawniejszych wiekach, lub wciąż ma miejsce w krajach gospodarczo zacofanych,
        takich jak np. Indie, jest to, że obecnie robotnik amerykański wspomagany jest
        lepszymi i liczniejszymi, niż dawniej maszynami. Jeżeli wyposażenie na głowę
        robotnika nie byłoby bogatsze obecnie niż trzysta lat temu, lub ma dziś miejsce w
        Indiach, to produkcja na głowę robotnika nie byłaby wyższa. Z braku zwiększania
        liczby zatrudnionych, dla zwiększania całkowitej amerykańskiej produkcji
        przemysłowej wymagana jest inwestycja kapitału dodatkowego, który otrzymany być
        może jedynie drogą gromadzenia oszczędności. Tym oszczędnościom i inwestycjom
        przypisywać należy zasługę pomnażania produktywności wszystkich sił roboczych.

        Powodem wzrostu zarobków i stale wzrastającego udziału osoby zarabiającej w
        wydajności produkcji, wzmacnianej akumulacją nadwyżki kapitału, jest fakt, że
        procent wzrostu tej akumulacji przewyższa procent przyrostu ludności. Oficjalna
        doktryna pomija ten fakt milczeniem a nawet stanowczo mu zaprzecza. Polityka
        związków zawodowych wykazuje jednak, że ich kierownicy dobrze zdają sobie sprawę
        z prawdziwości teorii, którą publicznie oczerniają i określają głupim
        burżuazyjnym chwaleniem się. W rzeczywistości są oni chętni ograniczyć liczbę
        starających się o pracę w całym kraju poprzez prawa antyimigracyjne i poprzez
        zapobieganie dopływowi nowych ludzi do każdej dziedziny rynku pracy.

        Fakt, że wzrost wynagrodzenia nie zależy od produktywności poszczególnego
        pracownika, lecz od krańcowej produktywności pracy ludzkiej jest jasno wykazany w
        tym, że wynagrodzenia wzrastają również za osiągnięcia, w których produktywność
        jednostki wcale się nie zmieniła. Jest wiele takich zajęć. Fryzjer goli dziś
        klienta w sposób podobny do tego w jaki zwykli golić klientów jego poprzednicy
        dwieście lat temu. Lokaj usługuje przy stole premiera brytyjskiego w ten sam
        sposób, w jaki kiedyś lokaje służyli Pittowi i Palmersonowi. W rolnictwie
        niektóre rodzaje prac nadal są wykonywane przy pomocy tych samych narzędzi i w
        ten sam sposób w jaki były wykonywane setki lat temu. Tymczasem wynagrodzenia
        tych pracowników są znacznie wyższe niż były w przeszłości. Są one wyższe,
        ponieważ wyznaczone są krańcową produktywnością pracy. Pracodawca lokaja
        wstrzymuje go przed zatrudnieniem się w fabryce. To nie żadna zasługa lokaja
        powoduje wzrost jego wynagrodzenia lecz fakt, że ogólny wzrost procentowy
        zainteresowania kapitału przekracza ogólny procentowy wzrost liczby pracowników.
        Wszystkie pseudoekonomiczne doktryny, które pomniejszają rolę oszczędności i
        akumulacji kapitału są absurdalne. To co składa się na większą zamożność
        społeczeństwa kapitalistycznego w porównaniu do mniejszej zamożności
        społeczeństwa niekapitalistycznego jest to, że dostępne zaopatrzenie w środki
        produkcji jest większe w tym pierwszym przypadku. Tym, co spowodowało wzrost
        stopy życiowej pracownika jest to, że wzrosło wyposażenie w kapitał na głowę
        chętnych do pracy. Wynikiem tego faktu jest to, że pracownikom wciąż przypada
        wzrastający udział w całości wyprodukowanych dóbr użytecznych. Żaden z namiętnych
        wywodów Marksa, Keynesa i całej gromady mniej znanych autorów nie osłabia
        słuszności twierdzenia, że istnieje jeden środek na stały wzrost zarobków i
        dobrobytu tych wszystkich, którzy chcą zarabiać, a mianowicie przyspieszenie
        wzrostu kapitału w stosunku do wzrostu ludności. Jeżeli jest to
        "niesprawiedliwe", to wina leży w naturze rzeczy a nie w człowieku.

        Ludwig von Mises,

        • Gość: # Re: .................................Niesprawiedliwość IP: *.wroclaw.tpnet.pl 14.03.02, 12:21
          "Dziki" Max cytuje (przedtem sadzilem, ze sam pisze !!!):

          Tym, co spowodowało wzrost stopy życiowej beneficjenta przemian
          okraglostolowych jest to, że wzrosło wyposażenie w kapitał na głowę
          bezrobotnych, ale chętnych do pracy.

          Wynikiem tego faktu jest to, że nomenklaturze-beneficjentom przemian,m wciąż
          przypada, wzrastający jakby coraz mniej na model argentynski, udział w całości
          wyprodukowanych dóbr użytecznych, odebranych reszcie w procesie "prywatyzacji".

          Żaden z namiętnych wywodów Marksa, Keynesa i całej gromady mniej znanych
          autorów nie osłabia słuszności twierdzenia, że istnieje jeden środek na stały
          wzrost zarobków i dobrobytu tych wszystkich, którzy chcą zarabiać, a mianowicie
          przyspieszenie wzrostu kapitału w stosunku do zubozenia reszty ludności.

          Jeżeli jest to "niesprawiedliwe", to wina leży w naturze "reprywatyzatorow"
          a nie w człowieku oszukanym i ograbionym.

          Tlum. z "dzikiego" na Maxa (Maksa)
          zyczliwy im jak zawsze #
          • Gość: AndrzejG Re: .................................Niesprawiedliwość IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 14:14
            Gość portalu: # napisał(a):

            > "Dziki" Max cytuje (przedtem sadzilem, ze sam pisze !!!):
            >
            > Tym, co spowodowało wzrost stopy życiowej beneficjenta przemian
            > okraglostolowych jest to, że wzrosło wyposażenie w kapitał na głowę
            > bezrobotnych, ale chętnych do pracy.
            >
            > Wynikiem tego faktu jest to, że nomenklaturze-beneficjentom przemian,m wciąż
            > przypada, wzrastający jakby coraz mniej na model argentynski, udział w całości
            > wyprodukowanych dóbr użytecznych, odebranych reszcie w procesie "prywatyzacji".
            >
            > Żaden z namiętnych wywodów Marksa, Keynesa i całej gromady mniej znanych
            > autorów nie osłabia słuszności twierdzenia, że istnieje jeden środek na stały
            > wzrost zarobków i dobrobytu tych wszystkich, którzy chcą zarabiać, a mianowicie
            >
            > przyspieszenie wzrostu kapitału w stosunku do zubozenia reszty ludności.
            >
            > Jeżeli jest to "niesprawiedliwe", to wina leży w naturze "reprywatyzatorow"
            > a nie w człowieku oszukanym i ograbionym.
            >
            > Tlum. z "dzikiego" na Maxa (Maksa)
            > zyczliwy im jak zawsze #

            Widzisz # .
            Okres PRL-u był dla nas wielkim nieszczęściem.
            Po pierwsze dlatego ,że przegrał ekonomicznie z kapitalizmem.
            Budując swoje podstawy zburzył stan istniejący.
            Cóż to oznacza?
            W kapitaliźmie liczy się dorobek człowieka ,
            a idąc dale pokoleń.To właśnie dorobek pokoleń jest
            podstawą kapitału.W PRL-u dorobek pokoleń został odrzucony
            poprzez nacjonalizację.Zniszczono to co mogło być zaczątkiem
            wolnorynkowej gospodarki.
            Po okrągłym stole, po przemianach , chcemy wejść w kapitalizm.
            Tylko że ,każdy ma takie ambicje i jest wiadomym ,że najłatwiej
            tym przy 'żłobie'.Tu jest niesprawiedliwość naszych czasów.
            Nienależne przywileje,nienależny kapitał,wycwaniaczony.
            To nie jest dorobek pokoleń , to jest cwaniactwo.
            Może za 50 lat będzie to tak postrzegane i to jest cecha kapitalizmu.
            Jakże wielu udało się zrobić przekęty wykorzystać innych ludzi
            i to wszystko idzie na krab dorobku, własnej przedsiębiorczości.

            Andrzej

    • Gość: AndrzejG brak ochronnych skrzydeł IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 12:34
      U nas ta odraza jest spotęgowana okresem 'błędów i wypaczeń'
      który to jest odpowiedzialny za demoralizację społeczeństwa.
      Tak teraz cięzko ludziom sie przestawić.Kwoka zeszła z tego świata
      a innych ochronnych skrzydeł nie widać.
      Pracować toto nie potrafi i jest wielce zdziwione ,że ktoś tego wymaga.
      Przecież mu się należy (czy stoi czy leży).
      Potrzeba jeszcze czasu aby społeczeństwo przewrtościowało swoje opinie.
      I tak postępuje to szybciej niż myślałem.

      Andrzej
      • Gość: # Re: brak ochronnych skrzydeł IP: *.wroclaw.tpnet.pl 14.03.02, 12:59
        Juz Urban chcial wymienic narod Panie Andrzeju G.

        Tylko w(l)adza sie nie zdeprawowala ? Taki wniosek moglby
        wysnuc niepamietajacy tamtej epoki czytelnik.
        • Gość: AndrzejG Re: brak ochronnych skrzydeł IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 13:19
          Gość portalu: # napisał(a):

          > Juz Urban chcial wymienic narod Panie Andrzeju G.
          >
          > Tylko w(l)adza sie nie zdeprawowala ? Taki wniosek moglby
          > wysnuc niepamietajacy tamtej epoki czytelnik.


          Ryba psuje sie od głowy.
          System był zły i zmienił mentalność ludzi.

          Andrzej

    • Gość: wild ... Argument szczęścia IP: *.net.bialystok.pl 19.03.02, 23:07
      1.Argument szczęścia.

      Krytycy wysuwają dwa zarzuty przeciw kapitalizmowi: po pierwsze mówią, że
      posiadanie samochodu, telewizji i lodówki nie czyni ludzi szczęśliwymi; po
      drugie, dodają, wciąż istnieją ludzie, którzy nie posiadają żadnej z tych rzeczy.
      Oba twierdzenia są słuszne, lecz nie obciążają winą kapitalistycznego systemu
      społecznego.

      Ludzie pracują i mozolą się nie tyle dla osiągnięcia doskonałego szczęścia, co
      dla radykalnego pozbycia się niepokoju, aby w ten sposób stać się bardziej
      szczęśliwi niż byli poprzednio. Człowiek , który kupuje telewizor, daje dowód, że
      myśli, iż posiadanie tego aparatu polepszy jego dobrobyt i da mu więcej
      zadowolenia. Gdyby było inaczej, nie kupiłby telewizora.

      Zadaniem lekarza nie jest uczynienie pacjenta szczęśliwym, lecz usunięcie bólu i
      przywrócenie pacjenta do lepszej formy, która pozwoli mu na kontynuowanie tego co
      jest główną troską każdej żyjącej istoty, a mianowicie - walki z czynnikami
      grożącymi jego życiu i warunkom bytu.

      Może być prawdą, że wśród buddystów, oddających się medytacji i żyjących w
      brudzie i ubóstwie, a utrzymujących się z jałmużny, są tacy, którzy czują się
      całkiem szczęśliwi i nie zazdroszczą żadnemu bogaczowi. Faktem jest jednak, że
      dla przeważającej większości ludzi taki sposób życia wydawałby się nie do
      zniesienia, gdyż posiadają oni jakoby wrodzone dążenie do nieustannego
      polepszania zewnętrznych warunków egzystencji. Któżby stawiał azjatyckiego
      żebraka za przykład przeciętnemu Amerykaninowi?

      Jednym z najbardziej zauważalnych osiągnięć kapitalizmu jest spadek śmiertelności
      noworodków. Kto zaprzeczy, że zjawisko to usunęło co najmniej jedną z wielu
      przyczyn ludzkich nieszczęść?

      Nie mniej absurdalny jest drugi zarzut przeciw kapitalizmowi, a mianowicie, że z
      osiągnięć technologii i medycyny nie korzystają wszyscy ludzie. Zmiany w
      warunkach ludzkiego bytu są dokonywane przez najmądrzejszych i najbardziej
      energicznych ludzi. Oni prowadzą, a reszta ludzkości stopniowo i powoli za nimi
      postępuje. Użyteczny wynalazek jest najpierw luksusem dostępnym niewielu, potem
      tylko stopniowo staje się osiągalny dla większości.

      Nie można poważnie traktować zarzutu tego rodzaju, że używanie butów czy widelców
      rozpowszechniło się tylko powoli, i że nawet dzisiaj miliony ludzi obywają się
      bez nich. Wykwintne panie i panowie, którzy pierwsi zaczęli używać mydła, byli
      zwiastunami masowej produkcji mydła dla przeciętnego człowieka. Jeśli ci, którzy
      mają dziś środki na zakup telewizora, mieliby się powstrzymywać od jego nabycia,
      ponieważ niektórych ludzi na to nie stać, nie przyśpieszyliby lecz wstrzymali
      upowszechnienie tego wynalazku.

Pełna wersja