REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH

IP: *.idzik.pl 15.03.02, 18:37
Ostatnio w metropolu ukazały się opinie na temat refundacji
środków antykoncepcyjnych, chciałbym po krótce dodać i swoją
opinię.
Zacznę od przypomnienia informacji o stanie państwa:
wysoki deficyt budżetowy, odcięcie studentom ulgi na PKP itp.
A oto proponuje się refundację środków antykoncepcyjnych.
Jakiś kelner w metropolu napisał, że korzystają z niej głównie
młodzi ludzie, a sytuacja w kraju jest taka że zazwyczaj nie
mają oni pieniędzy, więc powinna być refundacja. Chciałbym
spytać czyim kosztem. Ja kategorycznie sprzeciwaiam się aby moje
pieniądze szły na czyjąś przyjemność.
Jak ktoś ma ochotę na sex to jest to tylko i wyłącznie jego
sprawa i może kupić środki ja mu osobiście tego nie zabraniam
ale niech to zrobi za swoje pieniądze a nie za pieniądze
podatników tym bardziej że jakaś babcia nie ma co do gara
włożyć, i złotówka zamiast na nią pójdzie na środki
antykoncepcyjne...Czy to nie paranoja. Pani posłanka SLD powinna
troszkę przystopować: mówi że każdy człowiek ma wolność i
powinien mieć dostęp do środków antykoncepcyjnych, a przecież
cały czas może je kupić, problem tylko za czyje pieniądze. Sądzę
że posłanka powinna się zająć raczej sprawami ważnymi bo każdy
człowiek w wolnym kraju powinien mieć także dostęp do jedzenia,
i do godnego życia. Mam nadzieję, że tak jak po pośle który
chciał zalegalizować pornografię i nazwali go pornogrubasem nie
nazwą pani posłanki sld pornobabą.. Pani z sld natomiast da
sobie spokój i zajmie się sprawami bardziej poważnymi dla kraju.
Z poważaniem:

Student Instytutu Filozofii Uniwersytetu krd Stefana Wyszńskiego
w Warszawie:
    • Gość: Karol W. Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH IP: *.chello.pl 15.03.02, 18:47
      Gość portalu: UKSW napisał(a):

      > Ostatnio w metropolu ukazały się opinie na temat refundacji
      > środków antykoncepcyjnych, chciałbym po krótce dodać i swoją
      > opinię.
      > Zacznę od przypomnienia informacji o stanie państwa:
      > wysoki deficyt budżetowy, odcięcie studentom ulgi na PKP itp.
      > A oto proponuje się refundację środków antykoncepcyjnych.
      > Jakiś kelner w metropolu napisał, że korzystają z niej głównie
      > młodzi ludzie, a sytuacja w kraju jest taka że zazwyczaj nie
      > mają oni pieniędzy, więc powinna być refundacja. Chciałbym
      > spytać czyim kosztem. Ja kategorycznie sprzeciwaiam się aby moje
      > pieniądze szły na czyjąś przyjemność.
      > Jak ktoś ma ochotę na sex to jest to tylko i wyłącznie jego
      > sprawa i może kupić środki ja mu osobiście tego nie zabraniam
      > ale niech to zrobi za swoje pieniądze a nie za pieniądze
      > podatników tym bardziej że jakaś babcia nie ma co do gara
      > włożyć, i złotówka zamiast na nią pójdzie na środki
      > antykoncepcyjne...Czy to nie paranoja. Pani posłanka SLD powinna
      > troszkę przystopować: mówi że każdy człowiek ma wolność i
      > powinien mieć dostęp do środków antykoncepcyjnych, a przecież
      > cały czas może je kupić, problem tylko za czyje pieniądze. Sądzę
      > że posłanka powinna się zająć raczej sprawami ważnymi bo każdy
      > człowiek w wolnym kraju powinien mieć także dostęp do jedzenia,
      > i do godnego życia. Mam nadzieję, że tak jak po pośle który
      > chciał zalegalizować pornografię i nazwali go pornogrubasem nie
      > nazwą pani posłanki sld pornobabą.. Pani z sld natomiast da
      > sobie spokój i zajmie się sprawami bardziej poważnymi dla kraju.
      > Z poważaniem:
      >
      > Student Instytutu Filozofii Uniwersytetu krd Stefana Wyszńskiego
      > w Warszawie:

      Czy Ty stosujesz naturalne metody zapobiegania ciąży ? Czy myślisz podczas
      stosunku intensywnie o prokreacji ? Czy gasisz światło przed stosunkiem jak
      przystało na studenta Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. Kardynała Stefana
      Wyszyńskiego ?
    • login_pastusiak Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH 15.03.02, 19:00
      Ale pomyśl, będziemy mieli tańsze środki, będzie nas mniej się rodziło (dzięki
      Bogu!!!) to będzie wiecej pieniędzy do podziału, i babcia skorzysta i ty i
      społeczeństwo smile
      Ja to bym wprowadził przymusową antykoncepcję (szczególnie dla działaczy LPR i
      rolników).
    • indris Tak i nie 15.03.02, 19:03
      Środki antykoncepcyjne POWINNY być refundowane, bo seks NIE jest jedynie
      przyjemnością ale i POTRZEBĄ normalnego człowieka.
      Ale NIE WOLNO refundować tych środków kosztem innych leków.
      Tak więc przy obecnych funduszach na refundację leków mniejszą szkodę
      przyniesie skasowanie refundacji środków anty, niż np. leków przeciw astmie.
      Sensownym rozwiązaniem byłoby poszukanie dodatkowych pieniędzy u tych, którzy
      je mają, t.j. wprowadzenie dodatkowych przedziałów podatkowych dla np. zarobków
      powyżej 10.000 PLN i dalszych. Ale na to "lewicowy" rząd bał się pójść.
      • Gość: V.C. Re: Tak i nie IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 19:23
        Dotowaniem przyjemności byloby refundowanie viagry ...

        W Polsce to niemożliwe ( na szczeście ) , ale np. w Anglii niektórzy emeryci
        gromko się tego domagają .
      • Gość: luka Re: Tak i nie IP: 217.67.196.* 18.03.02, 10:25
        indris napisał(a):

        > Środki antykoncepcyjne POWINNY być refundowane, bo seks NIE jest jedynie
        > przyjemnością ale i POTRZEBĄ normalnego człowieka.

        Jeszcze ważniejszą potrzebą jest żarcie i spanie. Sugerujesz, że chleb i łóżka
        powinny być refundowane?

        > Ale NIE WOLNO refundować tych środków kosztem innych leków.

        A co leczą środki antykoncepcyjne?

        > Sensownym rozwiązaniem byłoby poszukanie dodatkowych pieniędzy u tych, którzy
        > je mają,

        Tak jest, towarzyszu, niektórzy mają jeszcze własne pieniądze, dranie, należy im
        je natychmiast ukraść.

        > Ale na to "lewicowy" rząd bał się pójść.

        Na przerobienie obywateli w niewolne bydło? Pracują nad tym usilnie, nie trać
        nadziei.
    • charybda Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH 16.03.02, 01:35
      Są dwie kwestie jeśli chodzi o refundacje: 1. czy POWINNO SIE (względy
      polityczno-moralno-światopoglądowe) 2. czy to się OPŁACA. Ad 1. zgadzam się, że
      się nie powinno. Seks nie jest niezbędny do życia osobniczego (nikt bez seksu
      nie umrze, a bez np antybiotyków, żywności, ubrań, ochrony policyjnej itd -
      może) zatem w sytuacji kryzysu finansów państwa i upadku dotychczasowego
      systemu rozdawnictwa państwowego należy przeznaczać środki na cele
      najistotniejsze z punktu widzenia istoty zadań państwa (czyli w skrócie mówiąc
      na zapewnienie przetrwania i bezpieczeństwa obywatelom) Ad 2 - opłaca się z
      punktu widzenia ekonomicznego - utrzymanie 1 dziecka jest o wiele droższe niż
      refundacja ogromnej liczby pigułek. Chyba, żeby przekonać ludzi uboższych,
      czyli tych, którzy razem z dziećmi w dużej części żyją na koszt państwa i
      których nie stać (a często nawet o tym nie pomyślą) na środki antykoncepcyjne,
      do zaprzestania produkcji dalszej ilości dzieci poprzez nakłanienie ich do
      wstrzemięźliwości. Wada tego ostatniego wariantu: absolutna utopia. Nie znam
      dokładnych kalkulacji (czy ktoś takowe robił?), ale raczej byłabym za wariantem
      ekonomicznym. Jeśli moje podejrzenia są słuszne - na refundacji można by
      paradoksalnie zarobić (mniejsze wydatki na "przypadkowe" dzieci). Aha: nie
      wypowiadam się, czy refundacja może być czynnikiem wpływającym na rozwiązłość
      społeczeństwa, bo taki pomysł jest w ogóle absurdalny (czy ktoś
      przed "numerkiem" myśli o tym, czy państwo mu zwróci za antykoncepcję, bo jeśli
      nie - to zrezygnuje, ha, ha) A teraz argument ad personam: cieszę się, że
      jestem studentką pierwszego a nie drugiego uniwersytetu warszawskiego.
      • Gość: UKSW UKSW kontra UW IP: *.idzik.pl 17.03.02, 22:21
        pierwszy mam nadzieję z twojego wydziału. O ile wiem filozofia, logika jest
        pierwsza na naszej uczelni a nie na UW i polecam perspektywy tam jest napisane.
        nie mówiąc już że mamy na wysokim poziomie polonistykę.
        I tak na tak młody uniwerek mamy super profesorów większośc z PAN-u. A
        Uniwerytet Warszawski jest stary i powoli go Jagieloński pprześciga a poza tym
        więceej kandydatów na psychologię było na UKSW (ponad 40 os na miejsce) na UW
        30.
        Zgasiło!?
        • Gość: jaski Re: UKSW kontra UW IP: 64.37.254.* 18.03.02, 19:35
          hej wujek, wiesz czym sie roznia studencji UW od uksw? W tym pierwszym jak
          profesor wchodzi na wyklad i mowi 'dzien dobry panstwu' to studenci mowia'dzien
          dobry panie profesorze', w uksw jak profesor mowi 'niech bedzie pochwalony' to
          studenci notuja.
          Troche pokory przed najswietniejsza buda w polsce, lepiej sobie mundurek
          odprasuj i warte pod patronem zaciagnij i w ogole to dalej jazda od
          Warszawskiego Uniwera(zawsze bedzie tylko jeden Uniwersytet Warszawski).
    • Gość: elwer Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.02, 21:39
      Gosciu nie musisz się podpisywać bez tego widać skąd jestes.
      Ja wolę dotować srodki anty niż działalnosć takiej uczelni oraz jej studentów.
      Seks przynosi mi przyjemnosć a czytanie postów katoli odruchy wymiotne.
      • Gość: Koncepcy Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH IP: *.scm.de 19.03.02, 13:01
        Gość portalu: elwer napisał(a):

        > Gosciu nie musisz się podpisywać bez tego widać skąd jestes.
        > Ja wolę dotować srodki anty niż działalnosć takiej uczelni oraz jej studentów.
        > Seks przynosi mi przyjemnosć a czytanie postów katoli odruchy wymiotne.

        I bardzo dobrze!
        Ty chcesz jednak nie tylko sam dotować te środki (co jest absolutnie ok.), ale
        chcesz także zmusić do tego wszystkie inne osoby w Polsce, nawet takie, które są
        odmiennego zdania na ten temat. A to już jest zwykłe złodziejstwo.
        Oczywiście działalność tej uczelni (jak też wszystkich innych) też nie powinna
        być dotowana.
    • Gość: dario Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 01:46
      całkowicie się zgadzam.jestem liberałem i nie widze żadnego powodu, żeby
      dopłacać jak ktoś chce sobie popierdolić. Nie nabiorę się na żadne gadki typu
      seks jest konieczny więc powinna być refundacja. jedzenie, picie ubieranie się,
      a nawet robienie kupy też jest konieczne i nadal nie widzę powodu by dopłacać
      innym. sprawa jest prosta - jak ktoś nie może zdobyć paru groszy na
      prezerwatywę to w ogóle nie powinien się brać za te rzeczy. Ale nie lepiej się
      domagać - dopłaćcie mi bo nie mogę sobie popierdolić. W tym kraju nie ma
      pieniędzy na tysiące rzeczy a jacyć idioci chcą płacić żeby wygodniej się
      pieprzyło. Wstyd!!! Ktoś napisał, że refundacja może się bardziej opłacać niż
      łożenie na niechciane dzieci. Bardzo ciekawa koncepcja. Ja zostałem zrobiony w
      czasach kiedy praktycznie nie było dostępu do środków antykoncepcyjnych - myślę
      że tak jak większość populacji. Jak czytam takie bzdury o nieopłacalności
      płacenia na niechciane dzieci zastanawiam się ile milionów moich rodaków jest
      niechcianych. Ja napewno, a ty drogi kolego od tej błyskotliwej koncepcji? Ile
      masz latek przyznaj się.Były w tedy środki czy nie? Chciany jesteś, czy
      niechciany?
      • Gość: UKSW popieram IP: *.idzik.pl 18.03.02, 10:18
        i tyle. Możee jeszcze będziemy dopłacać dziwce która stoi przy drodze bo one na
        pewno się zabezpieczają i wtedy też nie będzie niechcianych dzieci. Albo do
        filmów pornograficznych chociaż dla niektórych by było to na rękę, jak by miał
        przy dziewczynie popoęd szedł by szybko do domu włączył filmik zrobił co trzeba
        i po popędzie i bez dziecka niechcianego.
      • charybda Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH 18.03.02, 14:35
        Gość portalu: dario napisał(a):

        > całkowicie się zgadzam.jestem liberałem i nie widze żadnego powodu, żeby
        > dopłacać jak ktoś chce sobie popierdolić. Nie nabiorę się na żadne gadki typu
        > seks jest konieczny więc powinna być refundacja. jedzenie, picie ubieranie się,
        >
        > a nawet robienie kupy też jest konieczne i nadal nie widzę powodu by dopłacać
        > innym. sprawa jest prosta - jak ktoś nie może zdobyć paru groszy na
        > prezerwatywę to w ogóle nie powinien się brać za te rzeczy. Ale nie lepiej się
        > domagać - dopłaćcie mi bo nie mogę sobie popierdolić. W tym kraju nie ma
        > pieniędzy na tysiące rzeczy a jacyć idioci chcą płacić żeby wygodniej się
        > pieprzyło. Wstyd!!! Ktoś napisał, że refundacja może się bardziej opłacać niż
        > łożenie na niechciane dzieci. Bardzo ciekawa koncepcja. Ja zostałem zrobiony w
        > czasach kiedy praktycznie nie było dostępu do środków antykoncepcyjnych - myślę
        >
        > że tak jak większość populacji. Jak czytam takie bzdury o nieopłacalności
        > płacenia na niechciane dzieci zastanawiam się ile milionów moich rodaków jest
        > niechcianych. Ja napewno, a ty drogi kolego od tej błyskotliwej koncepcji? Ile
        > masz latek przyznaj się.Były w tedy środki czy nie? Chciany jesteś, czy
        > niechciany?
        Szkoda, że nie przeczytałeś mojej wypowiedzi dokładnie. 1. Napisałam, że seks NIE
        JEST KONIECZNY. Ale konieczność nie jest tożsama z istnieniem. Ludzie uprawiają
        seks bez względu na to, czy to jest społecznie, moralnie itd pozytywnie
        wartościowane. Aktywność seksualna jest faktem społecznym i nie da się jej w
        żaden sposób programować (na wzrosty i spadki mają wpływ głównie czynniki
        nieracjonalne i nieprzewidywalne, a nie taka lub inna polityka społeczna) 2. Nic
        nie zrozumiałeś z mojego podziału na argumenty ekonomiczne i inne (moralne,
        społeczne, światopoglądowe itd). Wyjaśniam: polityka państwa kieruje się jednymi
        i drugimi, raz jedne przeważają, raz inne, a podstawą jest wybór priorytetów.
        Masz prawo uważać, że najważniejszym argumentem, którym powinno się kierować
        państwo jest a)argument moralny: posiadanie dzieci jest dobre b)a. społeczny:
        duży przyrost naturalny jest korzystny społecznie c)a. światopoglądowy: właściwe
        jest posiadanie dużej ilości dzieci, niewłaściwe jest stosowanie antykoncepcji
        itp i dlatego nie dotujemy antykoncepcji tylko rodziny wielodzietne. Moim
        argumentem tego typu jest: zadaniem państwa jest dbanie o bezpieczeństwo
        obywateli (już istniejących, a nie potencjalnych) i zapewnianie im równych szans.
        Na to powinny iść pieniądze. Aby mieć pieniądze, trzeba oszczędzić w innych
        sferach - mniej ważnych. A sfera organizacji rodziny, rozrodczości itd jest dla
        mnie mniej ważna, zatem działać w niej państwo powinno jak najbardziej
        ekonomicznie opłacalnie. A nikt nie zaprzeczył, że na antykoncepcję nie sposób
        wydać więcej, niż wydaje się na dzieci, których rodzice nie są w stanie utrzymać.
        Jeśli chodzi ci o mnie osobiście - to moi rodzice byli w stanie z własnej
        kieszeni zapłacić za wszystkie moje potrzeby i mają tyle dzieci, na ile ich było
        stać. Antykoncepcja zaś istnieje od stuleci (choć oczywiście teraz jest lepsza
        skuteczność) Współczuję, że byłeś niechciany - to zostawia uraz na całe życie.
        • Gość: dario Re: Charybdo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 15:13
          Nie pisałem, że to ty twierdzisz, że seks jest konieczny. Poczytaj o tym w
          innych wypowiedziach.Nie pisałem również, że posiadanie dzieci jest "dobre".
          Jedyne co twierdzę, to to, że głupie i bezczelne jest proponowanie byśmy
          dopłacali do czyjegoś pieprzenia się. Pieniądze z podatków można wydać na
          tysiące innych potrzebniejszych rzeczy. Towje rozumowanie o opłacalności
          ekonomicznej refundacji prowadzi do nierozwiązywalnych sprzecznośći. Nie będę
          się na ten temat rozwodził. Pójdźmy innym tropem: Ktoś nie może zdobyć dwóch
          zł. na prezerwatywę a chce się popieprzyć. Ponieważ jest biedny, to państwo
          (czyli podatnicy) mu do tej prezerwtywy dopłaci np. 1,70 zł. To o to chodzi? A
          może taki ktoś kupi sobie droższy środek antykoncepcyjny - za 30 zł. Państwo,
          czyli my dołożymy mu 25 zł, on musi wybulić piątaka. To skąd on weźmie piątaka,
          jak on nie ma nawet 2 złotych na prezerwatywę. To nie będzie żadna refundacja
          dla najuboższych i zapobiegabnie temu by nie robili dzieci. To będzie
          refundacja dla wszsytkich, którzy chcą sobie popierdolić, niezależnie od tego
          czy ich stać na wagon środków antykoncepcyjnych, czy tylko na prezerwatywę.
          Mojej ironii co do "niechcianego" pochodzenia nie zrozumiałeś. Nie
          odpowiedziałeś również na pytanie czy sam jesteś "chciany", czy "niechciany".
          Zapytaj się mamusi i tatusia, może ci powiedzą.
        • Gość: UKSW chardyba IP: *.idzik.pl 18.03.02, 15:13
          Nie odniosłaś się do mojej wypowiedzi o UKSW kontra UW smile
          A co do niechcianych dzieci ja byłem chciany i mam kochającą się rodzinę ale
          nie w tym rzecz. Widzę że jesteś też przeciw dofinansowania środków
          antykoncepcyjnych, ale coś mało pewnie mówisz wiem że każdy chce sobie
          popiepszyć ale niech sobie za to zapłaci. A nie jakaś refundacja....
          Nasze państwo ma kłopoty finansowe gdyż jest za bardzo rozbudowany system
          socjalny i system ulg, niektóre są banalne i rodzą kombinowania. Dla mnie jest
          dziwne aby zlikwidować studentom ulgi na PKP i tym studentom (oczywiście nie
          tylko studentom) dać na pyrtaniesmile.
          Mam nadzieję że jako studentka jak mówisz pierwszego Uniwersytetu w Warszawie
          zgadzasz się ze mną że to paranoja zabrać studentowi bilet pkp(wprzenośni) i
          dać mu tabletki antykoncepcyjne.
          Nie lubię sld i po kilku miesiącach utwierdzam się jeszcze bardziej że to
          analfabeci, zresztą komuniści lubili zacofanie...
          Pozdrawiam!!!!
          • Gość: Puchatek Re: chardyba IP: *.stacje.agora.pl 18.03.02, 16:01
            1. Co do refundacji - uważam ją za absurd. Bo niby dlaczego? Jeśli państwa nie stać na paski dla cukrzyków (kto
            ma krewnych z cukrzycą, wie, co to znaczy...) to stać je na dotowanie pigułek anty? Dziwna hierarchia
            ważności.
            2. Co do �metod naturalnych� - polecam lekturę zupełnie nie kościelną, a mianowicie raport Światowej Organizacji
            Zdrowia (WHO) z konferencji w Genewie (1992 z późniejszymi aneksami), który stwierdza, że dwie
            najskuteczniejsze metody planowania rodziny to pigułki antykoncepcyjne ostatniej generacji oraz (ten sam
            współczynnik Pearla) - metody naturalne, zwł. metoda objawowo - termiczna Roetzera. Przyczym WHO poleca
            stosowanie... tej drugiej, bo jest ekonomiczna, ekologiczna i nie ma ŻADNYCH skutków ubocznych. To do tych,
            którym �naturalne metody kojarzą się głównie z �kalendarzykiem małżeńskim� (to jest pojęcie sprzed 30 lat,
            zadziwiające, jak się je pamięta...), a zatem z �rosyjską ruletką prokreacyjną�.
            3. Co do sporu UW kontra UKSW - myślę, że mogę zająć obiektywne stanowisko, bo jestem absolwentem obu
            tych szacownych uczelni (choć pierwszą skończyłem jeszcze jako ATK). Niestety - wiele wydziałów UW
            �jedzie� głównie na dobrej renomie, od dawna nie mającej wiele wspólnego z rzeczywistością. Co do polonistyki -
            nie wiem, ale np. fakt, że na psychologią na UKSW jest więcej chętnych niż na UW wcale mnie nie dziwi. Sam
            skończyłem psychologię na UW i widzę - niestety - jasno, że moi znajomi, którzy ukończyli ją na UKSW (ATK) są
            zdecydowanie lepiej przygotowani do zawodu. Wydział psych. UW kształci naukowców. Jeśli ktoś chce robić
            karierę naukową, prowadzić badania - to oczywiście jest super. Ale jeśli ktoś chce pracować jako psycholog,
            zwłaszcza kliniczny, to UKSW daje znacznie lepsze ptrzygotowanie. Myślę, że tak jest z wieloma innymi
            wydziałami. Co do filozofii na UW wolałbym się nie wypowiadać, bo uważam ( z góry przepraszam wszystkich,
            którzy poczują się tym urażeni), że jej poziom spada z roku na rok. Filozofia na UKSW moim zdaniem przebuja UW
            o klasę.
            Pozdrawiam. P.
      • Gość: werna Re: REFUNDOWANIE ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH IP: *.astercity.net / 10.129.136.* 21.03.02, 18:58
        Gość portalu: dario napisał(a):

        > całkowicie się zgadzam.jestem liberałem i nie widze żadnego powodu, żeby
        > dopłacać jak ktoś chce sobie popierdolić. Nie nabiorę się na żadne gadki typu
        > seks jest konieczny więc powinna być refundacja. jedzenie, picie ubieranie się,
        >
        > a nawet robienie kupy też jest konieczne i nadal nie widzę powodu by dopłacać
        > innym. sprawa jest prosta - jak ktoś nie może zdobyć paru groszy na
        > prezerwatywę to w ogóle nie powinien się brać za te rzeczy. Ale nie lepiej się
        > domagać - dopłaćcie mi bo nie mogę sobie popierdolić. W tym kraju nie ma
        > pieniędzy na tysiące rzeczy a jacyć idioci chcą płacić żeby wygodniej się
        > pieprzyło. Wstyd!!! Ktoś napisał, że refundacja może się bardziej opłacać niż
        > łożenie na niechciane dzieci. Bardzo ciekawa koncepcja. Ja zostałem zrobiony w
        > czasach kiedy praktycznie nie było dostępu do środków antykoncepcyjnych - myślę
        >
        > że tak jak większość populacji. Jak czytam takie bzdury o nieopłacalności
        > płacenia na niechciane dzieci zastanawiam się ile milionów moich rodaków jest
        > niechcianych. Ja napewno, a ty drogi kolego od tej błyskotliwej koncepcji? Ile
        > masz latek przyznaj się.Były w tedy środki czy nie? Chciany jesteś, czy
        > niechciany?

        A jak czytam z kolei takie bzdury, że jak ktoś sobie chce popierdolić to niech
        płaci. Ty rozumiem w ciąży masz małe szanse być, więc się nie wypowiadaj. Jak byś
        ty i Tobie podobni czasami spojżeli trochę dalej niż poza czubek swojego nosa, to
        może zobaczyłbyś ogrom kobiecego piekła, chodzi mi tu głównie o gwałty tzw.
        małżeńskie. Te Kobiety zachodzą w kolejne ciąże, nie dlatego, że tak lubią
        sobie " popierdolić", a na środki antykoncepcyjne ich najzwyczajniej nie stać

    • charybda Re: łącznie do Puchatka, USW i dario 18.03.02, 18:36
      1. Nie będę się wypowiadać na temat wyższości któregoś z Uniwersytetów bo
      primo: nie na temat (niepotrzebnie w ogóle napisałam cokolwiek, ale to miało
      być z przymrużeniem oka) i secundo: nie mam pojęcia, jakie kryteria miałyby tu
      decydować (podane przez was są tylko przykładami). 2. Co do meritum sprawy:
      nadal nie podaliście mi żadnego przekonującego argumentu. Do refundacji
      antykoncepcji nijak się mają refundacje biletów dla studentów, pasków dla
      cukrzyków czy czegokolwiek innego (chociaż zgadzam się, że te drugie
      przynajmniej powinny być refundowane - ze względów moralnych), ponieważ jak już
      pisałam pieniędzy w ostatecznym rozrachunku (budżecie państwa) na te inne
      rzeczy będzie WIĘCEJ A NIE MNIEJ jeśli zdecydujemy się na refundacje. A dla
      niezorientowanych: antykoncepcja nie zapobiega aktowi płciowemu ani go nie
      prowokuje (dla wielu "bez" np. gumki jest przyjemniej) antykoncepcja zapobiega
      zapłodnieniu (dla amatorów: poczęciu). Zatem argumenty: nie chcę dopłacać
      do "bzykania" są bez sensu. Jeszcze raz: czy refundujemy czy nie poziom
      aktywności w "bzykaniu" się nie zmienia. Zmienia się ilość płodów (dla
      amatorów: dzieci nienarodzonych). 3. odnośnie raportu WHO - w liceum miałam
      przedmiot pt. "przygotowanie do życia w rodzinie" - na którym usilnie próbowano
      nauczyć nas metod "naturalnych" m.in. wspomnianej Roetzera (i też pamiętam
      jakieś dane na temat reportów organizacji międzynarodowych, czyżby ciągle tych
      samych?). Niestety, ilość wyliczeń, tabelek, pomiarów niezbędnych do uzyskania
      wyniku miarodajnego (m.in. badanie śluzu szyjkowego, temperatury, obserwacje
      nastroju, badania poziomu hormonów itd) załamały nawet najwytrwalsze z nas
      (dodam, że aby uniknąć zgorszenia: chłopcy "na lewo" - nauczał ich pan,
      dziewczynki "na prawo" - pobierały nauki u pani) Nie zdzierżyłyśmy i
      sporządziłyśmy badania "na odwal" (ja nawet się zbuntowałam i nic nie zrobiłam,
      przez co zostałam wezwana "na dywanik") Krótko mówiąc: wyższość
      metod "sztucznych" gł. pigułki czy gumki nie leży tylko w ich skuteczności, ale
      w łatwości stosowania. Dodatkowym argumentem jest fakt, że jakby nie cenić
      metod "naturalnych" - wymagają one bezwzględnej dyscypliny i współpracy obojga
      partnerów. Wiele kobiet zapomina nawet o połknięciu codziennie pigułki, trwają
      badania nad nowymi środkami, które można by aplikować rzadziej (zresztą wiele
      takich już istnieje). Jak zamierzacie skłonić kobiety do czasochłonnego
      kontrolowania zmian w swoim organizmie pozwalających na ustalenie dni płodnych
      i niepłodnych? Jak wyobrażają sobie państwo stosowanie na masową skalę metod
      wymagających "powstrzymywania się" w określone dni, bo nie znam
      metody "naturalnej", która by tego nie wymagała (szczególnie, że problem
      dotyczy w dużym stopniu kobiet ze środowisk, w których odmówienie swojemu
      mężczyźnie = pobicie + gwałt)?
      • Gość: dario Re: Charybdo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 21:51
        Nic nie zrozumiałaś. To czy ktoś bada sobie śluz, czy też bierze środki
        antykoncepcyjne jest jego prywatną sprawą. Ale jeśli ktoś chce ode mnie
        pieniędzy, żeby sobie te piguły kupić to już jest także moja sprawa. Nikt nie
        twierdzi, że antykoncepcja ma zapobiegać "bzykanku", jak to wdzięcznie
        określiłaś, a poczęciu. Ale nie wiem czy zauważyłaś, że aby był akt poczęcia,
        najpierw musi być bzykanko. Aldous Huxley w książce "Nowy wspaniały świat",
        opisuje jak to będzie z dzieciakami z probówek - czyli bez bzykanka, ale
        rozumiem, że to osobny problem. Nikt nie chce zapobiegać bzykankom, tacy jak ja
        chcą zapobiegać temu, żeby za ich pieniądze bzykanko było łatwe lekkie i
        przyjemne. Niech ono sobie takie będzie, ale za twoje pieniądze. Droga Charybdo
        jak będę sobie chciał pobzykać, to też nie będę wyciągał ręki po Twoje
        pieniądze. Uczepiłaś się tego argumentu ekonomicznego - skąd ty to wziełaś.
        Upraszczając - wg Ciebie biedni ludzie robią dzieci, a potem państwo te dzieci
        musi utrzymywać, więc taniej jest refundować antykoncepcję. Rozumiem, że jak
        dołożymy te 1,70 zł na na prezerwatywy to biedni ludzie nie będą robić dzieci.
        No to jest całkowicie absurdalne. Jeszcze raz - jak ktoś nie ma 2 zł na
        prezerwatywę to nie tylko refundacja mu nie pomoże, ale w ogóle nic. Może tylko
        opieka społeczna. I nie mów mi, że są tacy co nie lubią w gumce i dlatego
        trzeba dopłacać do innych środków, bo niedługo dojdziemy, do tego, że będziesz
        chciała żeby refundować kolację przy świecach i szampana w trakcie bzykanka.To
        co o czym piszesz jest nie do zrealizowania normalnymi metodami i zawsze się
        skończy tak, że będziemy płacić za wszystkie bzykanka, a nie tylko za bzykanka
        biednych. Wolę swoje pieniądze dawać na paski dla cukrzyków, bo to jest
        potrzebne. Studentom oczywiście do biletów bym nie dopłacał. Nie widzę też
        powodów by środki antykoncepcyjne miały regulować stosunki rodzinne. Jak mąż
        bije i gwałci żonę to ona idzie na policję, a nie łyka tabletki. Proszę Cię
        odpowiedz na moje pytanie: jesteś chciana, czy niechciana
        • Gość: charybda odp. do dario IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 19.03.02, 12:07
          Gość portalu: dario napisał(a):

          > Nic nie zrozumiałaś. To czy ktoś bada sobie śluz, czy też bierze środki
          > antykoncepcyjne jest jego prywatną sprawą.
          Zgadzam się. Ale konsekwencje ponosi także społeczeństwo.
          > Ale jeśli ktoś chce ode mnie
          > pieniędzy, żeby sobie te piguły kupić to już jest także moja sprawa.
          Oczywiście i dlatego o tym dyskutujemy.
          > Nikt nie
          > twierdzi, że antykoncepcja ma zapobiegać "bzykanku", jak to wdzięcznie
          > określiłaś, a poczęciu. Ale nie wiem czy zauważyłaś, że aby był akt poczęcia,
          > najpierw musi być bzykanko. Aldous Huxley w książce "Nowy wspaniały świat",
          > opisuje jak to będzie z dzieciakami z probówek - czyli bez bzykanka, ale
          > rozumiem, że to osobny problem. Nikt nie chce zapobiegać bzykankom, tacy jak ja
          >
          > chcą zapobiegać temu, żeby za ich pieniądze bzykanko było łatwe lekkie i
          > przyjemne. Niech ono sobie takie będzie, ale za twoje pieniądze. Droga Charybdo
          >
          > jak będę sobie chciał pobzykać, to też nie będę wyciągał ręki po Twoje
          > pieniądze. Uczepiłaś się tego argumentu ekonomicznego - skąd ty to wziełaś.
          Ja swoje a ty swoje. Czy nie dostrzegasz oczywistości, że na lekkość,
          przyjemność, łatwość seksu nie ma ŻADNEGO WPŁYWU używanie/nie używanie
          antykoncepcji? Czy uważasz, że jeśli nie byłoby środków antykoncepcyjnych to
          ludzie nie uprawialiby seksu, albo robiliby to rzadziej (możesz tak sądzić, ale
          nie znam żadnych statystyk, które by to potwierdzały)? A może chodzi ci o to,
          żeby każdy czuł się odpowiedzialny za swoją aktywność seksualną? Z tym się
          zgadzam, ale jest to odrębna kwestia - edukacji seksualnej (i jeśli da się ludzi
          tego nauczyć, to problem refundacji i w ogóle wszelkie problemy związane polityką
          prokreacyjną państwa znikną - na razie - to utopia). Antykoncepcja reguluje
          kwestie związane z następstwami a nie z samym faktem (wyjątek stanowi jak
          wspomniałam - prezerwatywa, ew. inne środki "zewnętrzne" - np. plemnikobójcze,
          które mogą u niektórych powodować dyskomfort). Argument ekonomiczy - uczepiłam
          się, bo jest najważniejszy i nikt go jeszcze nie podważył.
          > Upraszczając - wg Ciebie biedni ludzie robią dzieci, a potem państwo te dzieci
          > musi utrzymywać, więc taniej jest refundować antykoncepcję. Rozumiem, że jak
          > dołożymy te 1,70 zł na na prezerwatywy to biedni ludzie nie będą robić dzieci.
          > No to jest całkowicie absurdalne.
          Teraz widzę, czemu trudno nam się porozumieć - po prostu inaczej "logicznie
          myślimy" i definiujemy pojęcie "absurdu". Ja raczej nie refundowałabym
          prezerwatyw - trudno kontrolować do czego są rzeczywiście używane (a widziałam
          takie sposoby zastosowań, że mózg się lasuje). Ale refundacja środków
          hormonalnych (pigułek), czy innych (spirale, wkładki domaciczne), których nie
          sposób używać niezgodnie z przeznaczeniem ma sens. Jeśli dołożymy te parę złotych
          na takie środki to rzeczywiście biedni ludzie nie będą robić dzieci bo: kobiety
          nabędą środki, na ktorych kupienie obecnie ich nie stać (a przynajmniej ta ich
          część, która odwiedza od czasu do czasu ginekologa, co też można propagować -
          jeśli np. młode "dyskotekówy" dowiedzą się, że środki hormonalne wpływają
          korzystnie na cerę - hurmem ruszą do ginekologów)-> kobiety będą czasowo
          bezpłodne -> nie będą w stanie zajść w ciążę -> nie będzie dzieci -> nie będzie
          problemu z utrzymaniem (nieistniejących) dzieci.
          > Jeszcze raz - jak ktoś nie ma 2 zł na
          > prezerwatywę to nie tylko refundacja mu nie pomoże, ale w ogóle nic. Może tylko
          >
          > opieka społeczna.
          Któs może nie mieć 2 zł na prezerwatywę, bo woli te 2 zł wydać na np. chleb.
          Wydatki na antykoncepcję w biednych rodzinach z reguły są na ostatnim miejscu
          (pomijam fakt, że w wielu w ogóle ich nie ma - ale to kwestia edukacji sesualnej,
          więc nie na temat)
          >I nie mów mi, że są tacy co nie lubią w gumce i dlatego
          > trzeba dopłacać do innych środków, bo niedługo dojdziemy, do tego, że będziesz
          > chciała żeby refundować kolację przy świecach i szampana w trakcie bzykanka.To
          > co o czym piszesz jest nie do zrealizowania normalnymi metodami i zawsze się
          > skończy tak, że będziemy płacić za wszystkie bzykanka, a nie tylko za bzykanka
          > biednych.
          Dziad swoje a baba swoje.
          > Wolę swoje pieniądze dawać na paski dla cukrzyków, bo to jest
          > potrzebne. Studentom oczywiście do biletów bym nie dopłacał. Nie widzę też
          > powodów by środki antykoncepcyjne miały regulować stosunki rodzinne. Jak mąż
          > bije i gwałci żonę to ona idzie na policję, a nie łyka tabletki. Proszę Cię
          > odpowiedz na moje pytanie: jesteś chciana, czy niechciana
          Oczywiście antykoncepcja nie sprawi, że facet nie będzie bił kobiety, ale sprawi,
          że zgwałcona kobieta nie zajdzie w ciążę i to już coś. A z tą policją: racja,
          racja i jeszcze raz racja ale nie na temat.
          Czy jestem chciana czy nie - nie wiem - rodzice twierdzą, że tak, ale który dobry
          rodzic powie coś innego? Zresztą nie wiem, czemu się tak tego uczepiłeś. Jeśli
          podtekstem jest: mogło mnie nie być na świecie jeśli moi rodzice by mnie nie
          chcieli i mieliby takie poglądy jak ja - to jest to bez sensu zagadnienie: czy
          chciałabym żeby mnie nie było. Jak by mnie nie było to bym nie żałowała że mnie
          nie ma. A jak jestem to się cieszę że jestem. Pytanie o pragnienia bytów
          potencjalnych nie ma odpowiedzi.

          • Gość: dario Re: Charybdo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.03.02, 15:12
            Ładnie to ujęłaś z tym pragnieniem bytów potencjalnych. Oczywiście pytanie o
            nie ma sens, bo inaczej nie było by sztucznego zapładniania i skrobanek.
            Angielski mnich z XIV w mówił by nie mnożyć bytów bez potrzeby. Też ładne, ale
            dotyczyło zupełnie innych kwestii. Z tymi dyskotekówami trafiłaś w sedno. Idzie
            na dystkotękę, potem bzykanko i niechciane dziecko, tak? Tobie chodzi, o to że
            zanim dyskotekówa pójdzie na dyskotękę, to żeby najpierw za nasze pieniądze
            kupiła sobie środek antykoncepcyjny. No właśnie nie ma na to zgody. Albo niech
            nie łazi na dyskoteki, albo niech się po nich nie bzyka, albo niech wyda mniej
            na drinki i sobie kupi sama ów środek. Dlaczego ja mam dopłacać do jej upojnego
            wieczoru. Nie istnieje alternatywa albo chleb za 2 złote, albo prezerwatywa.
            Takie dywagacje w naszym realnym świecie nie mają miejsca. To całkowicie
            sztuczna konstrukcja. Poza tym przez te wszystkie twoje przykłady przemawia
            swoisty determinizm. U podstaw twoich rozważań musi leżeć założenie, że jak
            ktoś jest biedny w trakcie bzykanka, to będzie biedny i za 9 miesięcy i przez
            całe 20 lat przez, które będzie wychowywał dzieci, na które go nie stać. Tak?
            No droga Charybdo, daj Ty ludziom jakąś szansę. Bieda niewątpliwie ogranicza
            możliwość wyboru, ale nie czyni człowieka za dokonany wybór mniej
            odpowiedzialnym. Szwedzi przez lata rozwiązywali problem społeczny -
            niechcianych dzieci od osób chorych - sterylizując chorych. Ty jesteś mniej
            radykalna bo powiadasz tak: refundujmy antykoncepcję biednym, żeby nie
            utrzymywać ich dzieci. jeden problem to, to że chcesz refundować wszystkim,
            nawet tym których stać - jak owe dyskotekówy. Drugi, że uważasz, że dzieci od
            biednych ze społecznego punktu widzenia są mniej chciane od dzieci od bogatych,
            bo jedne trzeba utrzymywać, a drugie nie. I tu całej Twoje rozumowanie
            oczywiście pada, bo jego konsekewncje są następującem kwestie: czy bardziej się
            opłaca by bogaty miał dziecko, czy też nie? Jeśli ów bogaty musi przez 20 lat
            wydać na utrzymanie dziecka sumę X, to może lepiej żeby dziecka nie miał i ową
            sumę zainwestował i stworzył nowe miejsce pracy. Społeczeństwo nie musiałoby
            też dokładać na opiekę zdrowotną, kształcenie itd - byłoby więcej pieniędzy w
            budżecie. Pisałęm, że nie chcę się rozwodzić na temat twych ekonomicznych
            argumentów, bo one prowadzą do nierozwiązywalnych wewnetrznych sprzeczności.
            Zapewniam Cię, że taką analizę można jeszcze długo ciągnąć, ale na końcu przy
            założeniach jakie przyjęłaś wniosek jest tylko jeden - ze społecznego,
            ekonomicznego punktu widzenia najlepiej jakby w ogóle nie było dzieci. Cieszę
            się, że jesteś chciana, ale może znasz jakąś niechcianą Scyllę.
            • alicja0 Re: Charybdo 19.03.02, 16:11
              Jeżeli będzie mniej dzieci, a w konsekwencji dalszej - mniej ludzi pracujących,
              to ci nieliczni pracujący będą ponosić większy ciężar utrzymania niepracujących
              (na zasiłkach, na emeryturach, rentach itd). Ujemny przyrost naturalny jest
              zagrożeniem ekonomicznym dla każdego kraju, a zwłaszcza dla biednego jak
              Polska. Bogatsze kraje na razie są jako tako w stanie sobie poradzić z
              dopłatami do emerytów itp., ale też nie widzą w tym żadnej pozytywnej
              perspektywy jak ty Charybdo. Na dobrą koniunkturę państwa wpływa między innymi
              liczna "klasa pracująca" wink
              Dlatego zamiast głupoty pleść o organiczaniu dzieci ze względów ekonomicznych
              (tańsza i pewniejsza byłaby sterylizacja), lepiej popierać wielodzietne rodziny.
              Zgadzam się, że zasiłki dla rodzin wielodzietnych są obciążeniem dla państwa.
              ALe po co te zasiłki? O wiele lepszym sposobem jest zapewnienie tym ludziom
              nauki i pracy (dobra profilaktyka jest tańsza niż zasiłki).
              Poza tym jestem pewna, że te osoby, które myślą o zapobieganiu ciąży, będą
              zapobiegać ciąży bez względu na finanse, a nie zdecydują się na seks
              z "dzieckiem w tle". Niechciane dzieci są kwestią przypadku lub gwałtu, a nie
              biedoty.
              Na "przypadek" bardziej potrzebny jest rozum, a nie kasa.
              Na gwałt jest prawo.
              Jeżeli człowieka nie stać na środki antykoncepcyjne, to niech zrezygnuje z
              seksu. Zaraz podniesie się krzyk: jak to! to naturalna potrzeba człowieka!
              Owszem. Ale w przypadku wyboru: wydać na chleb lub na seks, normalny człowiek
              wybierze chleb, ponieważ nie jest zwierzątkiem (czasem w to wątpię) i myśli
              perspektywicznie.
              Ze względu na biedę ludzie decydowali się na o wiele większe wyrzeczenia niż
              rezygnacja z seksu. Dla normalnego człowieka sprawy seksu stoją w hierarchii
              ważności dopiero na 3-4 miejscu.
              1.ideały
              2.rodzina
              3.środki do życia
              4.seks

              LUdzie dla ideałów czy dla zapewnienia bytu rodzinie w trudnych warunkach są w
              stanie zrezygnować z seksu, choć nie jest to ani przyjemne ani łatwe. Ale
              możliwe. Po prostu pewne wartości stawiają wyżej niż popęd naturalny.
              Jeżeli nasze państwo jest biedne i nie stać nas na zaspokojenie podstawowych
              potrzeb (zdrowia, prawa do pracy), to nie płaczmy nad środkami antyk,
              gdy "płoną lasy".
              • charybda Odpowiedź łączna do dario i alicji 19.03.02, 20:01
                Odnośnie argumentu ekonomicznego (znowu, uff): faktycznie opłaca się aby było
                dzieci tylko tyle, ile ich rodzice osobiście mogą utrzymać na przyzwoitym
                poziomie (ciekawe dlaczego występuje prawidłowość: im biedniejsze społeczeństwo
                tym większa "dzietność"). Kilka słów nt. moich poglądów dot. prokreacji,
                polityki prorodzinnej itd: uważam, że dzieci powinni mieć ludzie, którzy są w
                stanie sami je utrzymać i są zdecydowani właśnie na nie wydawać swoje prywatne
                pieniądze (zamiast na zaspokajanie innych potrzeb np. na rozrywki). Zgadzam
                się, że decyzja o dziecku powinna być przemyślana. Zgadzam się, że każdy
                powinien odpowiadać za swoje czyny. Ale nie bądźmy naiwni - zawsze będą ludzie,
                którzy nie mają takiej hierarchii wartości jak Ty, alicjo (nie chcę odbierać
                ludziom szans, dario - po prostu "rzeczywistość skrzeczy"). I chodzi o to, żeby
                społeczeństwo jak najmniej musiało płacić za ich nieodpowiedzialność.
                Refundacja antykoncepcji jest jednym z instrumentów doraźnych (tzn. oczywiście
                bardzo bym chciała, aby funkcjonawała też np. sensowna edukacja seksualna,
                która jest instrumentem bardziej dalekosiężnym). Jeśli chodzi o argument alicji
                dot. pracy młodych na starych (czy w ogóle zastępowaności pokoleniowej)- to
                mamy kilkunastoprocentowe bezrobocie (w tym wielu młodych - absolwentów), czyli
                wspieranie rozrodczości w tym kontekście nie jest uzasadnione, a ujemnym
                przyrostem naturalnym bym się nie przejmowała: w erze globalizacji
                możemy "importować" pracowników. Pogląd alicji o licznej "klasie pracującej"
                jako podstawie dobrobytu - trochę nie z tej epoki i głupio mi nawet z tym
                polemizować. A na koniec konkurs: jeśli wskażecie mi realny przykład
                instrumentu umożliwiającego masowe zastopowanie nieodpowiedzialnej aktywności
                seksualnej to przyznam wam order i odstąpię z podkulonym ogonem od swoich
                poglądów (niestety są 2 warunki: możliwość zastosowania w państwie
                demokratycznym i bez użycia technik kontroli umysłu)
                • Gość: dario Re: do Charybdy o sposobie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.03.02, 20:08
                  Oczywiście, że wskażę sposób i oczekuję na order. Już o tym pisałem -
                  sterylizacja - stoswana przez lata w demokratycznej Szwecji.
                  • charybda Re: do Charybdy o sposobie 19.03.02, 20:46
                    Gość portalu: dario napisał(a):

                    > Oczywiście, że wskażę sposób i oczekuję na order. Już o tym pisałem -
                    > sterylizacja - stoswana przez lata w demokratycznej Szwecji.
                    Orderu niestety nie dostaniesz, bo mimo, że popieram dopuszczalność dobrowolnej
                    sterylizacji twoja propozycja nie spełnia warunku (w Szwecji sterylizację
                    stosowano bez zgody zainteresowanych - zatem trudno to uznać za metodę zgodną z
                    regułami współczesnej demokracji) Ale swoją drogą, szkoda, pracuj dalej.
                  • charybda Re: do Charybdy o sposobie 19.03.02, 20:55
                    Ale, ale: sterylizacja nie stopuje aktywności seksualnej a jedynie zapobiega
                    zapłodnieniu. Jakbym nie była jurorem i pomysłodawcą konkursu w jednej osobie
                    to może bym jeszcze raz przeczytała warunki konkursu i zdyskwalifikowała od
                    razu zawodnika dario bez wdawania się w szczegóły. To dla mnie nauczka na
                    przyszłość - pamiętać, co się już sensownego powiedziało, żeby nas nie wpędzono
                    w maliny przkręcając nasze słowa.
                • Gość: dario Re: Znów do Charybdy, o sposobie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 00:27
                  Oczywiście, że miałem rację. Pytałaś o możliwość
                  zastopowania "nieodpowiedzialnej aktywności seksualnej" w "państwie
                  demokratycznym". Wszystkie warunki spełniłem: w uproszczeniu -
                  nieodpowiedzialna aktywność, to taka, w wyniku, której rodzą się niechciane
                  dzieci. Jak się wysterelizuje, to oczywiście nie tylko jest zastopowana, ale
                  wręcz znika nieodpowiedzialna aktywność seksualna, , a na to miejsce pojawia
                  się aktywność "opdowiedzialna" czyli taka w wyniku, której nie ma dzieci w
                  ogóle. Jeśli nie ma dzieci w ogóle to tym bardziej nie może być dzieci
                  niechcianych. Państwo miało być demokratyczne - Szwecja jest krajem
                  demokratycznym przynajmniej od 1919 roku, kiedy to nadano prawa wyborcze
                  również kobietom i zniesiono cenzus majątkowy. Sterylizacja nie jest również
                  techniką "na umyśle" Wszystkie warunki spełniłem. Nie powinnaś zmieniać
                  warunków konkursu, który sama ogłąszasz. Chcę medalu. Zapomniałaś o moim
                  pytaniu. Czy znasz jakąś niechcianą Scyllę. Może ktoś z rodzeństwa, hę?
                  Pozdrawiam
                  • charybda medal dla dario 21.03.02, 18:35
                    Gość portalu: dario napisał(a):

                    > Oczywiście, że miałem rację. Pytałaś o możliwość
                    > zastopowania "nieodpowiedzialnej aktywności seksualnej" w "państwie
                    > demokratycznym". Wszystkie warunki spełniłem: w uproszczeniu -
                    > nieodpowiedzialna aktywność, to taka, w wyniku, której rodzą się niechciane
                    > dzieci. Jak się wysterelizuje, to oczywiście nie tylko jest zastopowana, ale
                    > wręcz znika nieodpowiedzialna aktywność seksualna, , a na to miejsce pojawia
                    > się aktywność "opdowiedzialna" czyli taka w wyniku, której nie ma dzieci w
                    > ogóle. Jeśli nie ma dzieci w ogóle to tym bardziej nie może być dzieci
                    > niechcianych. Państwo miało być demokratyczne - Szwecja jest krajem
                    > demokratycznym przynajmniej od 1919 roku, kiedy to nadano prawa wyborcze
                    > również kobietom i zniesiono cenzus majątkowy. Sterylizacja nie jest również
                    > techniką "na umyśle" Wszystkie warunki spełniłem. Nie powinnaś zmieniać
                    > warunków konkursu, który sama ogłąszasz. Chcę medalu. Zapomniałaś o moim
                    > pytaniu. Czy znasz jakąś niechcianą Scyllę. Może ktoś z rodzeństwa, hę?
                    > Pozdrawiam
                    1. Inaczej rozumiemy pojęcie "państwo demokratyczne" - ja w tym pojęciu zawieram
                    nie tylko prawa wyborcze w sensie formalnym oraz zniesienie cenzusu majątkowego
                    (a już na pewno nie określenie się przez państwo demokratycznym - patrz
                    demokracje ludowe, które były jak w tym kawale z krzesłami) ale również państwo
                    gwarantujące równe prawa, dające obywatelom maksimum wolności, szczególnie w
                    sferze prywatnej . Trudno też mówić o "odpowiedzialności" przy sterylizacji
                    przymusowej bo wszak odpowiedzialność istnieje tylko gdy jest swoboda wyboru
                    (jeśli wyboru nie mamy - a to był przypadek chorych w Szwecji - są fakty
                    dokonane). Ale oczywiście medal mogę Ci przyznać (ze względu na moją winę i
                    nieprecyzyjność w określaniu zadania - powinnam była sporządzić regulamin w
                    którym zawarłabym szczegółowe warunki konkursu, z definicjami terminów
                    niejasnych - "demokracja", "odpowiedzialność" itd). Nagrody dodatkowej niestety
                    już nie przyznam - odszczekania możecie się spodziewać dopiero, gdy wynalazek
                    rozwiązujący problem wyda mi się zadowalający. To tak jak w konkursie piosenki -
                    jeśli wszyscy fałszują, wybiera się najmniej fałszującego ale niekoniecznie
                    proponuje mu się trasę koncertową - bez obrazy dario, szanuję Twoje poglądy, choć
                    się z nimi nie zgadzam.
                    2. Co do chcenia czy niechcenia - to nie znam ani chcianych ani niechcianych bo
                    się tym nie interesuję (zresztą nie mam pojęcia, jak mogłabym to ustalić - nie
                    siedzę w głowie rodziców i nie wiem, czego chcą). Ale znam wiele przypadków
                    dzieci, których rodzice nie okazali się zdolni do bycia rodzicami. I część tych
                    dzieci już nie żyje, natomiast ich rodzice siedzą w więzieniach. A niektóre
                    dzieci wychowują się na bandytów. Ale to nadal nie ma nic do rzeczy. Może skoro
                    jesteś taki/a skrupulatny/a to sam/a odpowiesz mi na pytanie, jaki jest podtekst
                    twojej ciekawości co do moich znajomych i rodziny?
    • Gość: Miedź Br Do Charybdy ws. efektów braku przyrostu IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 19.03.02, 20:53
      Ad. Charybda - napisałaś m.in.: "przyrostem naturalnym bym się nie przejmowała:
      w erze globalizacji możemy "importować" pracowników". No tak, tylko że to nie
      będą już Polacy. Jeśli obecne trendy demograficzne (któreh, jak rozumiem,
      uważasz nie tylko za nieodwracalne, ale za "słuszne" - nie chcesz ich bowiem
      ograniczać, tylko intensyfikować), to w ciągu kilku pokoleń (tak, tak!),
      jeszcze w ciągu obecnego wieku, ludność rdzenna krajów Europy Zachodniej stanie
      się mniejszością we własnych krajach. Większość - to będą imigranci i ich
      potomkowie z krajów dalekich, odległych kulturowo, w zdecydowanej większości
      nie zasymilowani. Wszystko wskazuje niestety na to, że taki może też być los
      Polski. Na skutek ujemnego przyrostu naturalnego z jednej, a rosnącej imigracji
      (nie z Ukrainy czy Białorusi, tylko z Azji i Afryki) z drugiej za 60 lat Polacy
      będą między Odrą a Bugiem w mniejszości. Zakładam, że jesteś 20-parolatką -
      więc masz spore szanse tego doczekać. I co, chcesz to zobaczyć? Taka
      perspektywa jest Ci zupełnie obojętna?
      • charybda Re: Do Charybdy ws. efektów braku przyrostu 19.03.02, 21:01
        Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

        > Ad. Charybda - napisałaś m.in.: "przyrostem naturalnym bym się nie przejmowała:
        >
        > w erze globalizacji możemy "importować" pracowników". No tak, tylko że to nie
        > będą już Polacy. Jeśli obecne trendy demograficzne (któreh, jak rozumiem,
        > uważasz nie tylko za nieodwracalne, ale za "słuszne" - nie chcesz ich bowiem
        > ograniczać, tylko intensyfikować), to w ciągu kilku pokoleń (tak, tak!),
        > jeszcze w ciągu obecnego wieku, ludność rdzenna krajów Europy Zachodniej stanie
        >
        > się mniejszością we własnych krajach. Większość - to będą imigranci i ich
        > potomkowie z krajów dalekich, odległych kulturowo, w zdecydowanej większości
        > nie zasymilowani. Wszystko wskazuje niestety na to, że taki może też być los
        > Polski. Na skutek ujemnego przyrostu naturalnego z jednej, a rosnącej imigracji
        >
        > (nie z Ukrainy czy Białorusi, tylko z Azji i Afryki) z drugiej za 60 lat Polacy
        >
        > będą między Odrą a Bugiem w mniejszości. Zakładam, że jesteś 20-parolatką -
        > więc masz spore szanse tego doczekać. I co, chcesz to zobaczyć? Taka
        > perspektywa jest Ci zupełnie obojętna?
        Masz rację - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że grozi nam zalew Azjatów i
        innych dzikich ludów (i do tego nie-Polaków i kulturowo obcych). Faktycznie mam
        20 parę lat. Więc zamiast pisać głupoty chyba powinnam zabrać się do rodzenia
        nowych pokoleń Polaków. A kto ich wyżywi - niech się państwo martwi.
        • Gość: Miedź Br Re: Do Charybdy ws. efektów braku przyrostu IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 19.03.02, 21:11
          Fajno, tylko że absurdalizowanie rzadko prowadzi do trafnej odpowiedzi. Napisałaś
          (jak rozumiem, z przekąsem): "Masz rację - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że
          grozi nam zalew Azjatów i innych dzikich ludów (i do tego nie-Polaków i kulturowo
          obcych)." Zakwestionujesz prawdziwość tej tezy, napiszesz że jest ona prawdziwa i
          własnie tak będzie OK, czy ograniczysz się do próby absurdalizowania?
          • alicja0 Re: Do Charybdy 20.03.02, 11:28
            Charybdo - gdzież ty regułę wykombinowała, że tylko kraje biedne mają dużą
            dzietność? Chyba patrzysz na Afrykę, czyż nie tak? Problem w tym, że kraje
            afrykańskie nie są biedne, bo mają dzieci, ale nie mają poprawnie
            funkcjonującej gospodarki. Nic im nie pomoże, że będzie mniej dzieci.
            Oczywiście, nie chodzi o posiadanie młodego pokolenia bez szans na pracę dla
            niego. Stwierdzenie, że "liczna klasa pracująca" zabezpieczy byt państwa, był
            oczywiście z lekkim przymróżeniem oka, ale ostatecznie nie jest tak zupełnie
            pozbawiony racji. Im więcej ludzi ma pracę (tzn. że mniej jest bezrobotnych, a
            nie że liczba ludzi jest mniejsza), tym większy jest dochód państwa, bo nie
            wydaje na zasiłki dla bezrobotnych, bo większy popyt zwiększa podaż itp. Jeżeli
            przez regulację urodzeń chcesz doprowadzić do sytuacji, gdy pozostanie trzech
            Polaków pracujących na dwóch emerytów (czyli Polaków będzie jedynie 5), to nie
            wzrośnie dobrobyt kraju.
            Pogląd, że stara Europa wymrze, a zaleją ją Azjaci, poza tym, że jest jak
            najbardziej realny, potwierdza tylko fakt, że narodowości stawiające na liczne,
            młode pokolenie (pracujące, rzecz jasna), przetrwają, a kraje bez dzieci po
            prostu wymrą naturalnie. Oczywiście nigdzie nie jest powiedziane, ze koniecznie
            musimy istnieć. Chodzi tylko o to, że myślenie o ograniczeniu liczby dzieci
            prowadzi jedynie do wymarcia nacji, a chyba w zamierzeniu nie tak miało być.
            Że nie jest to tylko teoretyzowanie, to wystarczy spojrzeć na bogate kraje, jak
            sponsorują rodziny decydujące się na więcej niż jedno dziecko (np.Niemcy).
            MOdel 2+1 okazał się nieudany. Pewno są granice liczby ludności - patrz Chiny,
            ale póki co, nam daleko do nich. Aczkolwiek z drugiej strony, to właśnie Chiny
            zaczynają coraz lepiej prosperować ekonomicznie.
            • charybda Re: do miedzi i alicji 21.03.02, 19:29
              alicja0 napisał(a):

              > Charybdo - gdzież ty regułę wykombinowała, że tylko kraje biedne mają dużą
              > dzietność? Chyba patrzysz na Afrykę, czyż nie tak?
              Nie twierdziłam, że "tylko" jednakże istnieje prawidłowość: duża dzietność -
              biedny kraj, mała dzietność - bogaty kraj - tak wskazują statystyki.
              > Problem w tym, że kraje
              > afrykańskie nie są biedne, bo mają dzieci, ale nie mają poprawnie
              > funkcjonującej gospodarki. Nic im nie pomoże, że będzie mniej dzieci.
              Oczywiście, dzietność (uwielbiam to słowo, więc przepraszam, ale będę nadużywać)
              nie jest jedynym czynnikiem spowalniającym lub przyspieszającym rozwój
              gospodarczy. Ja nawet uważam, że jest raczej symptomem niż przyczyną. Jednakże
              występuje tu mechanizm błędnego koła: biedny kraj (brak pieniędzy na
              edukację/niski poziom wiedzymedycznej/brak zajęcia/pracy itd) - duża dzietność
              (duża śmiertelność dzieci/słaby rozwój psychofizyczny/duża ilość dzieci których
              nie ma kto wyżywić/przestępczość nieletnich/brak perspektyw dla młodych itd) -
              ubożenie społeczeństwa.
              > Oczywiście, nie chodzi o posiadanie młodego pokolenia bez szans na pracę dla
              > niego. Stwierdzenie, że "liczna klasa pracująca" zabezpieczy byt państwa, był
              > oczywiście z lekkim przymróżeniem oka, ale ostatecznie nie jest tak zupełnie
              > pozbawiony racji. Im więcej ludzi ma pracę (tzn. że mniej jest bezrobotnych, a
              > nie że liczba ludzi jest mniejsza), tym większy jest dochód państwa, bo nie
              > wydaje na zasiłki dla bezrobotnych, bo większy popyt zwiększa podaż itp.
              W nowoczesnej gospodarce liczy się raczej wydajność pracy niż ilość zatrudnionych
              osób. Twoje ostatnie zdanie jest słuszne - najlepiej, żeby w państwie bezrobocie
              było jak najniższe. Jednakże przy szybkim rozwoju technologicznym potrzeba coraz
              mniej rąk do takiej samej ilości pracy. Większy popyt nie zawsze zwiększa podaż,
              a jedynie daje możliwość sprzedania większej ilości produktu lub po wyższej cenie
              (często na rynku występuje nierównowaga popytu i podaży, choć faktycznie
              najlepiej działa gospodarka w równowadze). Do zwiększenia podaży konieczne jest
              zwiększenie ilości wytwarzanych dóbr, co jest uwarunkowane nie tylko (jak już
              napisałam) ilością osób zatrudnionych przy danej produkcji lecz możliwościami
              produkcyjnymi (które zależą od np. surowców, bazy technologicznej itd)
              > Jeżeli przez regulację urodzeń chcesz doprowadzić do sytuacji, gdy pozostanie
              trzech
              > Polaków pracujących na dwóch emerytów (czyli Polaków będzie jedynie 5), to nie
              > wzrośnie dobrobyt kraju.
              To zależy od 'możliwości wytwórczych" tych 3 Polaków. Jeśli Polaków byłoby np. 20
              (w tym 2 emerytów) wcale nie musiałoby być lepiej - np. tych 15 nie miałoby co
              robić. Jak to się stało, że w Polsce w ostatnich latach tak nagle wzrosło
              bezrobocie? Czy nie wynikało to po części z faktu, że w PRL
              funkcjonowało "bezrobocie ukryte" - tzn. teoretycznie każdy miał pracę, ale
              połowa nic pożytecznego nie robiła (nie mam na myśli, że wszyscy się obijali, ale
              chyba nie da się zaprzeczyć, że lekceważono potrzebę wydajności i
              opłacalności "zakładów pracy" - swoją drogą ta nazwa też była znamienna -"zakłady
              pracy" w istocie nie służyły tworzeniu czegokolwiek, tylko zatrudnianiu "ludu
              pracującego miast i wsi")?
              > Pogląd, że stara Europa wymrze, a zaleją ją Azjaci, poza tym, że jest jak
              > najbardziej realny, potwierdza tylko fakt, że narodowości stawiające na liczne,
              >
              > młode pokolenie (pracujące, rzecz jasna), przetrwają, a kraje bez dzieci po
              > prostu wymrą naturalnie. Oczywiście nigdzie nie jest powiedziane, ze koniecznie
              >
              > musimy istnieć. Chodzi tylko o to, że myślenie o ograniczeniu liczby dzieci
              > prowadzi jedynie do wymarcia nacji, a chyba w zamierzeniu nie tak miało być.
              > Że nie jest to tylko teoretyzowanie, to wystarczy spojrzeć na bogate kraje, jak
              >
              > sponsorują rodziny decydujące się na więcej niż jedno dziecko (np.Niemcy).
              > MOdel 2+1 okazał się nieudany. Pewno są granice liczby ludności - patrz Chiny,
              > ale póki co, nam daleko do nich. Aczkolwiek z drugiej strony, to właśnie Chiny
              > zaczynają coraz lepiej prosperować ekonomicznie.
              Wykryliście mnie - ja faktycznie dążę do unicestwienia narodu polskiego. A na
              serio: wydaje mi się, że groźby o wymarciu narodu są mocno przesadzone - myślę,
              że za kilkaset lat tak czy siak kwestie narodowe na świecie będą się układać
              odmiennie niż obecnie (tak samo, jak wyglądały odmiennie kilkaset lat temu). Nie
              wiem, czy będą w ogóle istnieć obecne narody w obecnym sensie. I nie będzie to
              wina polityki pro czy anty - rodzinnej, ile globalizacji świata i powszechnych
              migracji ludności oraz mieszania się ludzi różnych kultur, narodowości, tradycji.
              Obawiam się, że czas zamkniętych państw narodowych mija i za kilkaset lat kwestia
              narodowości (o ile w ogóle będzie istnieć) będzie raczej kwestią osobistej
              decyzji, lub tradycji rodzinnej, niż zamieszkiwania na określonym skrawku ziemi,
              koloru skóry, religii, czy krwi. Uważam, że już teraz Polakiem jest się nie tyle
              przez urodzenie "z krwi słowiańskiej" ile przez przyjęcie dumy i wstydu narodu,
              jego tradycji, zwyczajów, przez wychowanie. Zatem za "prawdziwszego Polaka"
              uważam czarnoskórego czy skośnookiego dzieciaka, mówiącego po polsku, którego
              rodzice zdecydowali, że ich Ojczyzną będzie Polska i konsekwentnie to realizują -
              uczą siebie i dzieci polskiej historii, tradycji itd, niż białoskórego młodzieńca
              przesiadującego przed budką z piwem i na pytanie, kim był Chopin odpowiadającego -
              to, k... jakiś zajeb... bełt, a Sobieskiego kojarzy tylko z drogimi fajami.
              Pozdrawiam. Charybda

          • charybda Re: Do Charybdy ws. efektów braku przyrostu 21.03.02, 18:40
            Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

            > Fajno, tylko że absurdalizowanie rzadko prowadzi do trafnej odpowiedzi. Napisał
            > aś
            > (jak rozumiem, z przekąsem): "Masz rację - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, ż
            > e
            > grozi nam zalew Azjatów i innych dzikich ludów (i do tego nie-Polaków i kulturo
            > wo
            > obcych)." Zakwestionujesz prawdziwość tej tezy, napiszesz że jest ona prawdziwa
            > i
            > własnie tak będzie OK, czy ograniczysz się do próby absurdalizowania?
            Chciałeś chyba napisać: sprowadzania do absurdu (bo słowa "absurdalizować" to nie
            ma w języku polskim). A skoro Twoje tezy tak łatwo sprowadzić do absurdu, to
            chyba nie są zbyt rozsądne? Proszę przeczytaj łączną odpowiedź do Ciebie i alicji.
            • Gość: Miedź Br Re: Do Charybdy ws. efektów braku przyrostu IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 22.03.02, 11:18
              No, jak tak, to tak.

              1) We współczesnej polszczyźnie słowo "absurdalizować" oczywiście istnieje.
              Twierdzenie, jakoby nie istniało, świadczy o tym, że osoba twierdząca tak jest
              bezsilna w sporze i nieudolnie próbuje być złośliwa.

              2) Napisałaś: "A skoro Twoje tezy tak łatwo sprowadzić do absurdu, to
              chyba nie są zbyt rozsądne?". Zauważ jednak Charybdo, że nie napisałem, iż
              sprowadziłaś moje tezy do absurdu, tylko że próbowałaś to zrobić. Próbowałaś
              bezskutecznie - stąd Twoja irytacja, owocująca nieudanymi złośliwościami.

              3) Oczywiście, że wychowany w polskiej kulturze Murzyn (sam znam takiego) czy
              Azjata jest Polakiem. Sęk w tym, że nie tacy jak ów mój czarnoskóry kolega będą
              przeważać. Masowa imigracja oznacza, że masowo będą tu osiedlać się imigranci,
              przywożący tu swoją kulturę i bynajmniej nie asymilujący się w polskości. To samo
              w sobie nie byłoby jeszcze zagrożeniem, gdyby rdzenni Polacy (tak jak w ogóle
              ludy białe) nie przechodzili narastającego kryzysu demograficznego (a także
              kryzysu tożsamości - ale to osobny wątek). W tej sytuacji nie będzie tak, że
              Arabowie, Murzyni czy Azjaci stworzą tu (w Polsce) ciekawe wyspy etniczne, ale
              Polska pozostanie Polską (tak jak Polską była niegdyś multietniczna
              Rzeczpospolita - bo mimo mutietniczności Polacy dominowali w niej i liczebnie, i
              jako naród, którego kultura była dla Rzeczpospolitej kulturą państwową). Polacy
              będą coraz bardziej w mniejszości, a tamci będą dominować. I nie będą to wcale
              czarnoskórzy czy żółtoskórzy Polacy, tylko po prostu przedstawiciele swoich
              narodów, rozumujący w kategoriach tych narodów właśnie.

              4) Co, jak rozumiem, zupełnie Cię nie obchodzi. Pozwól więc zacytować Ci jedno
              zdanie Rafała Ziemkiewicza (daleko nie we wszystkim się z nim zgadzam, ale często
              pisze coś trafnie). Bohater powieści "Pieprzony los kataryniarza" (dziejącej się
              w bliskiej przyszłości) odkrywa (czy przynajmniej tak mu się wydaje) że
              przygotowywany jest nowy rozbiór Polski. Ktoś mu mówi, żeby się nie przejmował,
              bo są już w historii przykłady narodów, które zaginęły w odmętach dziejów, i daje
              przykład Etrusków. Bohater odpowiada, że myśląc o losie Etrusków może sobie
              pozwolić na chłód badacza, bo nie jest Etruskiem. Natomiast myśląc o swoim
              narodzie nie może przyjąć takiej perspektywy. "Nie jesteś Etruskiem", Charybdo?
    • Gość: doku Dziki, ty milczysz?! Przecież wszelkie refundacje IP: *.mofnet.gov.pl 20.03.02, 12:20
      z urzędu to zło. Żadnych refundacji! Jak kogoś nie stać na leki, to niech
      poprosi jakąś prywatna fundację dobroczyńców o wsparcie.

      A pigułki antykoncepcyjne powinny dofinansowywać prywatne fundacje
      antyaborcjonistów i ekologów walczących z przeludnieniem, sam bym na taką
      fundację wpłacał, gdyby istniała i zatrudniała ludzi godnych zaufania.

      A propos, gdyby ci fanatycy-antyaborcjoniści nie byli ludźmi złymi, to zamiast
      podkładać bomby i mordować ginekologów, założyliby właśnie fundację wspierającą
      antykoncepcję. Ale nie, oni wolą znęcać się nad nieszczęśliwymi, niedoszłymi
      matkami.
      • Gość: dario Re: Do Charybdy znów o sposobie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.03.02, 14:06
        Gdzie mój medal? Po raz kolejny napisałem Ci osposobie o północy. Poszukaj,
        przeczytaj i wysyłaj. Medal oczywiście. Pozdrawiam
    • Gość: dario Re: Do Charybdy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.03.02, 17:44
      Gdzie mój medal??? Już ci dawno wyjaśniłem jak to jest z tą sterylizacją po
      szwedzku.
      • charybda Re: Do Charybdy 21.03.02, 19:30
        Gość portalu: dario napisał(a):

        > Gdzie mój medal??? Już ci dawno wyjaśniłem jak to jest z tą sterylizacją po
        > szwedzku.
        Już lecę - patrz wyżej.

        • Gość: dario Re: Do Charybdy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.03.02, 20:31
          Nie chcę się w dawać w dyskusję na temat demokracji, ale zawsze jest tak, że
          jakieś hasło mozna wypełnić różną treścią. Państwo miało być demokrtyczne i
          jest. Przymus raczej nie ma tu nic do rzeczy, jego się stosuje w tej czy w
          innej formie w każdym ustroju. W skócie chodzi tylko o to, żeby ten przymus
          była akceptowany przez większość i tak: przymusowo trzeba chodzić do szkoły,
          przymusowo płacić podatki, iść do wojska itd. Jakaś większość po prostu o czymś
          decyduje.
          Co do dzieci niechcianych i chcianych, to w swoim ograniczeniu nie rozumiem po
          prostu tych kategorii. Takie rozważania można przcież snuć w nieskończoność.
          Przyjrzyjmy się: oto rodzi się w rodzinie Hitler, mały chłopczyk, któremu
          rodzice dają na imię Adzik, czyli Adolf. Z punktu widzenia Niemiec i paru
          innych krajów można by powiedzieć, że jest to jednak dziecko nie chciane. Takie
          rozumowanie jest właśnie absurdalne, podobnie jak to, które mówi, niech nie
          będzie dzieci niechcianych, bo wtedy państwo musi łozyć na ich wychowanie, a
          czasmi rosną z tych dzieci bandyci, albo te dzieci są mordowane itd. Jak się
          zachodzi w ciąże itd to przestają funkcjonować takie pojęcia jak chciane i
          niechciane. To jest tak jak z rodzicami. Czy ja mam chcianych, rodziców, czy
          nie? A może bym chciał mieć innych itd. Te dywagacje nie mają oczywiście sensu,
          dlatego staram się podwarzyć od podstaw sens posługiwania się tym pojęciami. Co
          do Twojej rodziny, to pytanie jest pochodną Twego nicka. No wyobrażam sobie, że
          jako Charybda masz jakąś siostrę Scyllę, obydwie jesteście krwiożercze, kusicie
          podróżnych i ściągacie ich na manowce.
          Co do reszty spraw związanych z antykoncepcją moje poglądy są dużo bardziej
          radykalne, niż te które wyłożyłem. Starałem się tylko spojrzeć na to
          pragmatycznie używając argumentów w dużej mierze ekonomicznych, a nie
          światopoglądowych. Umiar i dyskrecja są piękne. To one sprawiają, że człowiek
          nie obżera się za każdym razem kiedy tylko ma ochotę, że nie upija się zawsze
          jak ma ochotę, nie atakuje kiedy tylko ma ochotę i w przeciwieństwie do
          zwierząt nie bzyka się zawsze jak ma ochotę. Pozdrawiam i mam nadzieję, że
          kiedyś zmienisz zdanie (no bo zauważ, jak to niewdzięcznie i niemiło myśli się
          np. o swojej rodzinie w kategoriach: chciani, niechciani)
          • Gość: ??? Re: Dario,skad wiesz jak to jest gdy sie zachodzi IP: *.ny5030.east.verizon.net 21.03.02, 21:48
            w ciaze, przeciez jestes mezczyzna. W refundacji lekow chodzi o pastylki
            antykoncepcyjne dla kobiet, a w tym watku dyskutuja tylko mezczyzni. 90%
            obroncow zycia poczetego to mezczyzni, z tego 100% nigy nie bylo w ciazy. Kiedy
            mamy sex dla przyjemnosci to wg sfrustrowanych dyskutantow pierdolimy sie,
            nawet wam slow brakuje na obrzydliwa, grzeszna czynnosc. A kiedy jest juz
            dziecko poczete to powstalo z pierdolenia czy poczynania?
            • Gość: dario Re: Dario,skad wiesz jak to jest gdy sie zachodzi IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.03.02, 11:55
              Zachodzi, nie zachodzi - wiadomo, że nie wiem jak to jest. Czy naprawdę nie
              można posługiwać się, żadnymi skrótami, uproszczeniami. A dlaczego dyskutują
              mężczyźni? A dlaczego nie? W końcu to także ich sprawa. Przecież dyskusja jest
              o tym, żebym także ja (bynajmniej mężczyzna) płacił na owe środki kocepcyjne.
              No to jak to jest? Nie mam już nic do powiedzenia w sprawie wydawania moich
              pieniędzy?
Pełna wersja