Gość: Leon
IP: 203.214.63.*
07.07.04, 23:05
Pierwsza liga polskich rodzin
4-letnią Pauliną bawią się tatuś, ksiądz, prokurator i sędzia. Kluczbork. Z
mamą i z dziadkami mieszka tu 4-letnia Paulina. Blond włoski, niebieskie
oczy, chude jak patyki kruche ręce i nogi. W pokoju dziewczynki aż kolorowo
od zabawek. W centralnym miejscu koń na biegunach.
– Dziadziu, ja chcę wyjść! – Paulinka ciągnie mężczyznę za rękaw koszuli.
Płacze. Łzy spływają po jej wygiętej w podkówkę buzi. – Ja się boję, chodźmy
już.Jest środa, dzień, w którym przychodzi jej ojciec. Paulina mówi, że
zrobił jej kuku. Pokazuje na dwóch misiach, jak to robił.
– Nie bój się, to nie będzie bolało, nic ci nie zrobię, tylko nie krzycz –
dziewczynka uspokaja misia, po czym kładzie jednego na drugim.Nikt jednak nie
wierzy Paulinie. Za ojcem dziecka stoją murem czarni. Dla prokuratorów i
sędziów to wystarczający dowód jego niewinności.
Mam sekret
Ze słów i zachowania Pauliny wynika, że to się stało, gdy mama była w
Krakowie. Po powrocie w środku nocy zastała dziewczynkę ukrytą i zwiniętą w
kłębek za drzwiami. Drżącą i rozgorączkowaną. Paulina miała wtedy trochę
ponad trzy lata. Potem zaczęła chorować. Nerki, moczowody, pęcherz, zapalenie
pochwy. Nie jadła, wymiotowała. Ojciec wyprowadził się. Dziewczynka uciekała
na jego widok. Jednak milczała.
– Paulinko, powiem ci wszystkie moje tajemnice – pewnego dnia powiedział do
niej dziadek. – Jak byłem w twoim wieku podkradałem babci cukier... – i
dziadek zaczął opowiadać o swoich strasznych grzechach. Wtedy Paulinka
powiedziała swój sekret.
– On mi wkładał palec do siuśki – i pokazała, jak to zrobił.
Matka założyła sprawę o rozwód i złożyła doniesienie o przestępstwie.
Ukarać niepokorną
Anna J., matka Pauliny, została wychowana w głębokiej wierze. Skończyła
teologię. Studiowała dziennikarstwo. Pracowała tak, jak marzyła: była
katechetką w miejscowej szkole podstawowej. Pisywała także dla lokalnej
gazety. Rodzina męża też jest blisko Kościoła. Brat pana J. jest księdzem.
Pracodawcy szanowali młodą kobietę. Do czasu. Gdy założyła sprawę o rozwód i
oskarżyła męża o molestowanie córki, nagle stała się wrogiem wiary
katolickiej. Na podstawie art. 804 i 805 Prawa kanonicznego potraktowano ją
jak kobietę rozwiązłą. Została zwolniona przez czarnych z pracy. Zakazano jej
nauczania religii. Pomimo bardzo dobrej opinii dyrekcji szkoły, która na
piśmie stwierdza, że katechetka ma dobry kontakt z dziećmi i pracuje wzorowo.
Samotna matka została bez grosza. Księża mają to jednak gdzieś.
(...) musimy – z bólem serca – stawiać jednoznaczne wymagania natury moralnej
(...) zwłaszcza w sprawie wniesionych oskarżeń przeciwko panu B.J. (skrót –
A.S.) musimy zachować
postawę zdecydowaną – napisał kobiecie biskup opolski Jan Kopiec.
Miejscowy proboszcz, biskup z Opola i arcybiskup otwarcie występują przeciwko
kobiecie, dając jej do zrozumienia, że jeśli będzie żyła po bożemu, czyli z
mężem, i wycofa oskarżenia przeciwko niemu, będzie mogła wrócić do pracy.
Czas bez pracy i pieniędzy ma wykorzystać na zrozumienie, jak niegodnie się
zachowała: niech ten czas przyczyni się do dojrzałej i klarownej oceny
własnej dla dobra Kościoła – pisze biskup Kopiec.Kościół stanął w obronie
ojca. Brat ksiądz i jego kumple z branży interweniują w prokuraturze i w
sądzie. Gnoją także matkę dziecka robiąc z niej osobę niegodną zaufania.
Zbyt mało dowodów
Prokurator Sabina Klockowska nie miała wątpliwości i zgodnie z oczekiwaniami
kluczborskiej parafii umorzyła postępowanie przeciwko ojcu dziewczynki
twierdząc, że dowodów na to, że molestował córkę, jest zbyt mało. Opinie
lekarzy pediatrów, ginekologa i psychiatry nie wystarczają. Zeznania dziecka,
prezentacja „tego” na misiach i wyniki badań lekarskich to też zbyt mało.
Według prokuratury czterolatka sama grzebała sobie w pochwie.Dwóch
niezależnych psychiatrów stanowczo twierdzi, że Paulina ma poważne problemy
emocjonalne wskutek traumatycznych przeżyć. Jakich? Wypowiedzi Pauliny są
spójne – pisze badająca dziecko przez prawie pół roku dr Agnieszka Widera-
Wysoczyńska, psycholog kliniczny. Stwierdza też, że dziecko jest wiarygodne,
ale znajduje się w złym stanie emocjonalnym. Ale co to obchodzi prokuratorów?
Decydują, że pomimo iż dziecko było przesłuchiwane przez policjanta,
psychologa i ginekologa, musi być jeszcze przesłuchane w obecności sędziego.
Prokurator Sabina Klockowska umorzyła postępowanie. Zaraz po tej decyzji
losem dziecka zajął się asesor sądowy Sądu Rejonowego w Kluczborku Jacek
Szeremeta. Postanowił, że Paulina ma być zabierana przez ojca dwa razy w
tygodniu do jego mieszkania, ma też wyjeżdżać z nim sama na wakacje.
Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Opolu postępowanie w sprawie molestowania
seksualnego dziewczynki zostało wznowione. Okręgówka zwróciła uwagę, że w
Kluczborku „zapomniano” uwzględnić zeznań dziecka i badających je psychologów.
Znawca psychiki dziecka
Asesor Szeremeta w pierwszej chwili nie znajduje czasu dla dziennikarza. Po
pewnym czasie wparowuje do gabinetu swojej szefowej i każe mi się
wylegitymować. Nie zaprasza nawet, żebym usiadła. Mam parę pytań.
– Nie ma pan żadnych wątpliwości?
– Nie mam – odpowiada. – To była słuszna decyzja. Prokuratura stwierdziła, że
przestępstwa nie było, więc nie było.
– Nie zastanawiało pana, dlaczego dziecko na widok ojca panicznie krzyczy i
wymiotuje?
– Nic o tym nie wiem.
– To znaczy, że nie zapoznał się pan z materiałem dowodowym.
– ...
– W uzasadnieniu swojej decyzji, jako fakt przemawiający przeciwko
prawdomówności dziewczynki, napisał pan, że według opinii psychologa dziecko
jest związane emocjonalnie z matką.
– Prokuratura uznała, że nie było przestępstwa.
– Czy zna pan psychologię rozwojową dziecka?
– To moja sprawa.
– Na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Opolu wszczęto ponownie postępowanie o
molestowanie seksualne dziewczynki. Pan pozwala ojcu zabierać dziecko w tej
sytuacji?
– Nic o tym nie wiem. Zresztą to jest decyzja tymczasowa.
– Czyli tymczasowo wolno wykończyć dziecko psychicznie?
– Wie pani co? Gdyby ta mała naprawdę bała się ojca, to by otworzyła drzwi i
powiedziała: „Słuchaj stary, ja nie chcę cię widzieć”.Szefowa Szeremety,
przewodnicząca wydziału rodzinnego, mówi, że sędzia jest niezawisły i ona nie
może wypowiadać się na temat jego decyzji.
Wszyscy zawiedli
– Dziadziu, ja chcę już iść do ogrodu! Ja chcę już iść! Ja chcę już iść! –
dziewczynka łyka łzy. Chce wyjść z domu. Panicznie się boi. Zaraz przyjdzie
po nią ojciec. Zgodnie z decyzją sądu. Stanie pod drzwiami, zapuka. Usłyszy
krzyk dziecka i pójdzie. Czasem wzywa policję, żeby wyrwali dziewczynkę siłą.
Policjanci znają już ten przerażający krzyk (mamy to nagrane na kasecie
magnetofonowej). Bywa, że mała wymiotuje.Paulina ma tylko cztery lata. Nie
pokona księdza, prokuratora i sędziego.
Autor : Anna Skibniewska